Jeszcze przez chwilę po
wyjściu Eve do salonu panowała napięta, idealna cisza. A potem, rozpętało się
piekło.
- Zamorduję dziada – warknął
tylko Kris, ocierając powolnym ruchem twarz z zupki i patrząc z obrzydzeniem na
swoją upaćkaną makaronem koszulkę – Mam nadzieję, że wykupiłyście mu już
miejsce na grób tutaj w Korei, bo w całości do Polski na pewno nie wróci –
ruszył szybkim, stanowczym krokiem w stronę nieprzytomnego chłopaka, a wciąż
lekko oszołomieni, Lay i Kai chwycili go za ramiona, starając odciągnąć na
bezpieczną odległość od Polaka.
W sukurs pospieszyła im
Dino; doskoczyła do mężczyzny, kładąc ręce na jego klatce piersiowej i pchając
go do tyłu, równocześnie starając się przemówić mu do rozsądku.
- Kris Oppa, uspokój się! Nie możesz go zabić, zamkną cię w więzieniu!
- Potraktują to jako
zabójstwo w afekcie i wyjdę za kaucją – stwierdził tylko przez zaciśnięte zęby,
brnąc dalej i nie spuszczając morderczego wzroku z Leo.
- Ale to wszystko przez to,
że ktoś, kogo bardzo kochał go rzucił! Nie może się po tym pozbierać i cały
czas jest spity, dlatego mówi i robi te rzeczy! – tłumaczyła mu jak dziecku.
- Nieważne. Niech odpowiada
za swoje czyny – mruknął, starając się lekko odsunąć ją w bok i wyswobodzić się
z żelaznego uścisku Laya i Kaia.
W tym momencie dziewczyna
wtuliła twarz w jego tors, chwytając w
dłonie jego ubrudzoną koszulkę i potrząsając nim trochę, żeby na nią spojrzał.
Jej niebieskie tęczówki były
lekko załzawione, i smok spojrzał na nią ze zdziwieniem i niejaką obawą.
- Jeśli coś mu zrobisz Kris Oppa, to… ja będę płakać – przygryzła wargę
a jej broda zatrzęsła się niekontrolowanie. Nie lubiła przemocy i zdecydowanie
nie chciała, żeby mężczyzna się nią posługiwał.
Chińczyk stanął w miejscu
jak wmurowany, mocno zakłopotany i spanikowany, widząc pierwszą łzę spływającą
po policzku Europejki. Dwóch chłopaków puściło jego ręce, a on natychmiast
przyciągnął do siebie kobietę, głaszcząc delikatnie po głowie.
- No już, mała… Nic nie
zrobię, obiecuję – zaczął cicho mówić do jej ucha, kołysząc nią delikatnie w
tylko im znany rytm.
Blondynka jeszcze przez parę
sekund została w takiej pozycji, po czym podniosła głowę i pociągnęła lekko
nosem, odsuwając się od Krisa i biorąc go za rękę.
- Chodź smoku, muszę cię
wyczyścić bo mi cały dom zabrudzisz – mruknęła zarumieniona, nie patrząc na
niego, a on się nawet nie zezłościł, gdy zaczęła znów na niego marudzić, tak
jak zwykle. Na jego usta wpłynął jedynie pełen ulgi uśmiech, że dziewczyna
czuła się już lepiej, i posłusznie podążył za nią do łazienki.
Kiedy główny kryzys został
zażegnany, reszta towarzystwa odetchnęła wyraźnie z ulgą.
- Myślałem, że naprawdę go
zadźga – wyjęczał wystraszony Baekhyun, wychodząc zza wyższego i potężniejszego
od siebie Chanyeola, za którym schował się żeby nie widzieć mordu.
- Dobrze chociaż, że słucha
się Dino – powiedział z ulgą w głosie Xiumin, zdejmując rękę z serca, a LuHan
mu przytaknął.
- Mnie i Baoziego już dawno
przestał słuchać – poskarżył się niewiadomo komu, a Suho tylko cicho westchnął.
- Ann… czy te wszystkie
rzeczy, które powiedział wasz… przyjaciel, były prawdą? – spytał Chen ze
zmarszczonym czołem rudowłosej, która starała się w tamtej chwili ocucić Leo
żeby go przenieść na kanapę.
Jej głowa podskoczyła do
góry na to pytanie, i porzuciła na chwilę swoje zadanie, podchodząc do swojego
chłopaka.
- Chen Oppa… naprawdę nie powinieneś się nim przejmować – powiedziała,
patrząc na niego przepraszająco i składając delikatny pocałunek na jego
policzek – Przepraszam, że cię wyprowadził z równowagi – stwierdziła smutno, a
Koreańczyk z westchnieniem ją do siebie przytulił, chcąc poczuć jej ciepło i
zapach, który tak uwielbiał.
- Mam tylko nadzieję, że
jest tego wart – mruknął bardziej do siebie niż do niej, ale ona go usłyszała,
i podniosła głowę uśmiechając się do niego lekko.
- Sądzę, że jak już
wytrzeźwieje, to się polubicie. Na początku może być trudno, ale z czasem
wszystko się ułoży – chłopak odwzajemnił jej uśmiech, gładząc ją lekko po włosach
i składając czuły pocałunek na jej czole.
- Grunt, żeby go za bardzo
nie słuchać i nie roztrząsać się nad tym, co powiedział, bo on bardzo lubi
wyolbrzymiać, jak na polskiego trolla przystało – stwierdziła Dino wchodząc do
kuchni, i wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni. Za nią do środka wszedł Kris, z
na wpół mokrą koszulką na sobie, którą odmówił zdjąć żeby zamienić ją na suchą,
należącą jednakże do Leo.
- Tak? Nie sądzę, żeby
opowieści o tobie piszącej porno były jakimś wyolbrzymieniem – stwierdził, unosząc
brwi do góry i patrząc na nią z usatysfakcjonowanym uśmieszkiem, gdy ta się
spłoniła.
- To były całe opowiadania,
a nie tylko porno! – oburzyła się tylko, czując jednak że tym samym się
pogrążyła jeszcze bardziej.
- O? Ale pozycje seksualne
też wybieraliście. Powiedz, której używałaś najczęściej? To pewnie twoja
ulubiona – zaczął się z nią drażnić, a cała reszta Azjatów prócz mocno
zaciekawionego Kaia zarumieniła się po same cebulki włosów.
- Kris Hyung, opanuj się! – poprosił Suho, ale nic to nie dało. Kris był
znów w swoim żywiole dręczenia małej, wrednej i mającej na niego duży wpływ
emocjonalny, istotki.
- Pff, i tak byś pewnie nie
znał – odgryzła mu się, odważnie patrząc w oczy – W końcu, smoki są zbyt
skupione na własnej przyjemności – założyła ręce na piersi, starając się
wyglądać stanowczo, choć nawet czubki jej uszu były teraz czerwone.
- To się okaże, gdy
przeczytam te… opowiadania – nagle blondynka, i o dziwo, rudowłosa zbladły
znacznie, jednak Dino dosyć szybko odzyskała swój animusz, chcąc chronić ich w
tej chwili najważniejszą tajemnicę.
- Chyba w twoich snach,
salamandro – burknęła odważnie, a Kris zaśmiał się tylko złowieszczo i nachylił
nad dziewczyną.
- To się jeszcze okaże –
mruknął niższym niż zwykle głosem, a blondynka zadrżała pod jego gorącym
spojrzeniem.
- Kris Hyung, jak je znajdziesz to ja też chcę je przeczytać! – wtrącił
się Kai, jako jedyny słuchając tej wymiany zdań bez zażenowania, i Dino rzuciła
mu mordercze spojrzenie.
- Ale przecież ja nic złego
nie powiedziałem – zaczął się bronić – prawda Sehun…? Gdzie on jest? – zaczął się
rozglądać wokół, gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Reszta również zaczęła
patrzeć, ale maknae rzeczywiście
nigdzie nie było.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Podejrzewając, jak skończy
się napad szału lidera EXO-M, Sehun wymknął się niezauważony z kuchni,
podążając śladem tajemniczej blondynki, która go tak zaintrygowała. Wszedł do
salonu, gdzie Eve już siedziała na kanapie, zajadając się pogardzoną przez Leo
zupką i przeskakując z kanału na kanał w telewizorze i marudząc do siebie
niezadowolonym głosem po polsku, że nic wartościowego czy zrozumiałego nie da
rady obejrzeć.
W końcu, nie wiadomo jakim
cudem, znalazła TVP Polonia i chcąc nie chcąc, zagłębiła się w ponure losy serialowego
pana Wokulskiego z „Lalki”.
Sehun postał w wejściu przez
parę minut, patrząc z niezrozumieniem w ekran i wsłuchując się w nienormalny
język wydobywający się z głośników, ale postanowił w końcu podejść bliżej.
Nawet tutaj słychać wciąż
było oburzony krzyk Krisa i nie było dobrym pomysłem, żeby w tej chwili tam
wracać.
Próbując przypomnieć sobie
wszystko, czego dotychczas nauczyły ich dziewczyny, i te z nielicznych lekcji
Krisa, które naprawdę okazały się być
przydatne, maknae zebrał w sobie
odwagę i podszedł do dziewczyny.
- M-mogę tu z tobą usiąść? –
zająknął się na początku, ale poczuł zadowolenie, gdy dziewczyna spojrzała na
niego, a po chwili kiwnęła głową na tak, zwracając na nowo swoją uwagę na
telewizor.
- Nie powinieneś raczej być
teraz w kuchni? I tak nic nie rozumiesz z tego serialu – mruknęła do niego
między łyżkami zupy, a on zamyślił się na chwilę, szukając odpowiednich słów po
angielsku.
- Kris Hyung jest straszny gdy się złości. Wolę posiedzieć tutaj z tobą –
uśmiechnął się do niej, a ona patrzyła przez chwilę na niego z nieodgadnioną miną,
mrużąc lekko oczy, by potem znów spojrzeć na telewizor.
- A myślałam, że wy wszyscy
Azjaci to tylko takie potulne baranki którymi można pomiatać w tą i z powrotem –
mruknęła pod nosem, a Sehun zmarszczył brwi, przez chwilę dekodując w myślach
wiadomość. Szybkim ruchem sprawdził na telefonie znaczenie słowa „pomiatać” po
angielsku, po czym pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Kris Hyung wychowywał się w Kanadzie, nie w Chinach czy w Korei –
wyjaśnił krótko – Ma temperament… zbliżony do waszego przyjaciela – Eve
uśmiechnęła się do siebie.
- No, to Sehun… miło cię
poznać. Od teraz razem będziemy siedzieć w tym piekle. Trzeba będzie jakoś
sobie zająć ten czas…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Pamiętaj tylko kruszynko,
bo dzisiaj ci jeszcze odpuszczę; przez następne dwa spotkania robię i mówię co
chcę, a ty siedzisz cichutko – poinformował ją słodkim głosem, a ona prychnęła
głośno, oburzona.
Właśnie razem z Ann i Chenem
(pchniętym dobrą wolą i prośbą swojej dziewczyny) próbowali podnieść do pionu
Leo i przetransportować go gdzieś, gdziekolwiek, bo zajmował pół powierzchni
kuchni i niewygodnie było się po niej poruszać.
W przeciwieństwie jednak do
czasu, gdy Kris bezproblemowo przeniósł go tutaj z sypialni, teraz ciało
blondyna zdawało się w ogóle nie reagować i nie współpracować. Gdy chcieli go
podnieść ze stołu, uczepił się go rękoma jak ostatniej deski ratunku, i cała
trójka jęknęła sfrustrowana cicho, gdy nie pomogło nawet potrząsanie nim dziko.
Leo po prostu nie chciał się
ruszyć.
Yifan prychnął tylko pod
nosem, i już miał podejść i ulitować się nad nimi, gdy do akcji wkroczyła mama
całego EXO.
Kyungsoo pewnym krokiem
podszedł do opierającego się wszelkim zabiegom Leo, po czym założył ręce na biodra
i spojrzał na niego zdecydowanym wzrokiem.
- Leo, jeśli zaraz się stąd
nie usuniesz, nie dostaniesz kolacji – zagroził mu, a duże ciało drgnęło na
słowo jedzenie, wypowiedziane czystym i płynnym angielskim.
Po chwili jedno oko chłopaka
otworzyło się powoli, spoglądając chwiejnie, ale uważnie i jakoś tak przebiegle
na drobnego Koreańczyka.
Widząc, że ślepia bestii się
otworzyły, Kai, wielki fan kuchni D.O, dołączył do swojego Hyunga.
- Wierz mi, Leo… Hyung? – dodał, nie będąc pewnym czy powinien
go tak nazywać, ale żeby pomóc zespołowej mamie i dostać swoje jedzenie, postanowił
się nad tym nie rozwodzić – Kyungsoo Hyung
robi najlepsze jedzenie w okolicy! Zrobi wszystko, co tylko mu powiesz, i to z
pewnością będzie najpyszniejsza rzecz, jaką zjesz! – oświadczył, po czym
zapadła wymowna cisza, bo wszystko to powiedział po koreańsku, i biedny chłopak
spłonił się z zażenowania.
- Kris Hyung, mógłbyś to przetłumaczyć? – poprosił nieśmiało, ale już
wystarczająco rozjuszonego smoka wyręczyła Ann, chcąc uniknąć kolejnych
rękoczynów.
Po kilku chwilach, zdawałoby
się, przyswajania wiadomości, którą uraczyła go Ann (po polsku, żeby szybciej
zrozumiał), coś chyba kliknęło w jego mózgu i kiwnął głową sam do siebie. Jego
wzrok raz jeszcze powędrował na Kyungsoo, który wciąż wyczekująco stał przed
nim, teraz z niecierpliwością zaczynając tupać nogą.
- Cześć, maluszku –
powiedział po prostu, a D.O z oburzenia aż zapowietrzyło i wszyscy z przerażeniem
odsunęli się z pola rażenia. Nikt nie wspominał wzrostu mamy – groziło to długą
i bolesną śmiercią przez rzut patelnią, lub innym kuchennym naczyniem.
- C-co ty powiedziałeś? –
wydobył w końcu z siebie chłopak, a jego ręka zadrżała nerwowo, jakby zaraz
miał ochotę trzasnąć blondyna przez głowę.
- Masz ładne usta. Wyglądają
jak takie małe serduszko – Leo zmrużył oczy i podparł się chwiejnie na ręce,
przyglądając się uważnie Koreańczykowi i nie zwracając uwagi na to, co ten ma
do powiedzenia.
Kyungsoo zamilkł, ale
wzrokiem zaczął czegoś poszukiwać, i na niemą komendę Kris i Chen ustawili się
tuż za nim, w każdej chwili gotowi go zatrzymać. W tym też czasie Dino i Ann
doskoczyły do przyjaciela, niemalże siłą zmuszając go, żeby wstał na nogi.
Nim udało im się go
wyprowadzić, Leo przystanął i odwrócił się w stronę Kyungsoo.
- Wyglądasz jak taki lemur.
Masz takie duuże oczy – tutaj pokazał ogólną pantomimę określającą „duże oczy”,
a potem uśmiechnął się promiennie – Mam nadzieję że dobrze gotujesz lemurątko,
bo ja mam zamiar zjeść wszystko co mi dasz! – podkreślił, teraz już z
zadowoleniem wychodząc z pomieszczenia.
D.O podniósł głowę, a w jego
oczach płonęły ogniki nienawiści.
- Czyli nic! – wrzasnął,
tupiąc głośno nogą i jednym silnym zamachem ręki uzbrojonej w nowo znalezioną
patelnię, wygonił wszystkich z kuchni.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po interwencji Krisa, który
wpadł na pomysł, żeby zawadzającego im w tym momencie Leo na razie
przetransportować do łazienki (uprzednio zakręcając wodę, żeby się przypadkiem
nie utopił), udało im się jako tako przeprowadzić lekcję, choć każdy był z
takiego albo innego powodu nieco wytrącony z równowagi.
Pożegnali się więc szybko, a
w drodze powrotnej można było zauważyć, że każdy z nich był głęboko pogrążony w
swoich myślach.
Chen oparł głowę o szybę i
westchnął cicho. Ten chłopak… wiedział o Ann tyle rzeczy, o których on nie miał
zielonego pojęcia… oczywiście że to zrozumiałe, znali się w końcu o wiele
dłużej, no i byli przyjaciółmi, ale to Jongdae chciał być tym, który wiedział o
niej najwięcej.
Zacisnął zęby na wspomnienie
Polaka, który tak nagle wtargnął w ich życia, chcąc nie chcąc mącąc w nim mocno.
Poczuł falę zazdrości, którą starał się powstrzymywać w domu dziewczyn, by nie
wyjść na zaborczego, i wreszcie postanowił.
Raz los się do niego uśmiechnął,
drugi raz nie miał zamiaru czekać na łut szczęścia. Pora pokazać, że jesteś
prawdziwym mężczyzną, Jongdae. Pora zawalczyć o swoją kobietę.
Z nowym, zdeterminowanym
nastawieniem i błyszczącymi oczyma wszedł do dormu EXO-M, a reszta spojrzała na
niego ze zdziwieniem.
Szybkim krokiem wpadł do
swojego dzielonego z Layem pokoju i chwycił z szafy wygodne dresy i zwykłą
białą koszulkę, po czym wparował do łazienki wcześniej, niż jego współlokator
mógł zareagować.
Niemalże w tempie
błyskawicznym wziął prysznic i przebrał się w czyste ciuchy. W momencie gdy
wyszedł z łazienki, jego włosy były wciąż mocno wilgotne, ale nie przejmował
się tym. Zamierzał wprowadzić swój plan w życie najszybciej jak się tylko dało.
Lay spojrzał na niego ze
zdziwieniem znad swojego laptopa.
- Chen, idziesz gdzieś? –
spytał zdziwiony, mrugając niezrozumiale.
- Tak, wychodzę.
- Po co? Co chcesz zrobić o
tej porze? – spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę dwudziestą trzecią.
- To, co powinienem zrobić
już dawno – odpowiedział, chwytając kluczyki od dormu i swoją kartę miejską
(dziwne, że jeszcze była ważna…).
- Czyli?
- Idę walczyć – odpowiedział
tylko, i wyszedł z pokoju.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Ziewnęła przeciągle i
wyłączyła telewizor w salonie, widząc że Eve zasnęła już na rozłożonej kanapie,
a Leo pochrapywał cicho na małym łóżku polowym obok. Ann sprawdziła jeszcze,
czy są mniej więcej okryci, i ruszyła też powoli w kierunku swojego pokoju.
Dino położyła się już
wcześniej spać, twierdząc że nie może już wytrzymać i że była zbyt zmęczona
całodziennym opiekowaniem się pijanym chłopakiem. Rudowłosa postanowiła jednak
dotrzymać towarzystwa Eve do momentu, w którym ta nie zaśnie.
Było koło północy, kiedy
wszyscy już zasnęli i została tylko ona. Nie czując zbytniego zmęczenia, a
chcąc jeszcze o dzisiejszym dniu nieco pomyśleć, zrobiła sobie swojej ukochanej
herbaty i rozsiadła się przy stole w kuchni, na ich ulubionym miejscu obserwacyjnym.
Umknęła jej jednak pewna postać, spiesząca szybkim krokiem w kierunku ich
mieszkania.
Parę minut później z
zamyślenia wyrwał ją interkom, i zmarszczyła brwi. Teraz to zupełnie nie miał
kto do nich o tej porze przychodzić, chyba że Jack nagle się nawrócił i
postanowił odzyskać Leo… Zmrużyła oczy na tą myśl. Była pewna jak cholera że
jeśli to naprawdę on, nie będzie miał wstępu do jej domu po tym, co zrobił jej
przyjacielowi.
Podeszła jednak i odebrała,
a po drugiej stronie o dziwo ujrzała lekko zdyszanego Chena. Jego włosy były
rozwichrzone i ubrany był w najzwyklejszy dres, ale jego oczy błyszczały jakimś
niesamowitym blaskiem, a na ustach widniał tajemniczy uśmiech.
- Hej, Ann – powiedział cicho
– Szykujesz się już spać? – spytał, przekręcając lekko głowę i patrząc na nią z
nieodgadnionym uśmieszkiem, i nagle zapragnęła dowiedzieć się, co stało za tym jego
dobrym humorem.
- Teoretycznie. Ale nie
miałabym nic przeciwko, jakbyś wszedł – uśmiechnęła się do niego, rumieniąc
lekko, gdy jego spojrzenie w chwilę stało się dzikie.
- Nie będę już dzisiaj
wchodził, skarbie. Ale miło by było, jakbyś ty zeszła do mnie… oczywiście jeśli
chcesz spędzić ze mną czas – przez sekundę wrócił codzienny Chen, szukający jej
aprobaty, ale po chwili na nowo zniknął w fali determinacji, która biła z
postawy i oczu mężczyzny.
Nie wiedziała o co mu
chodzi, ale ten nowy Jongdae był tajemniczy, i pociągający. Przygryzła wargę,
już wiedząc, jaka będzie jej odpowiedź.
- Chcesz, żebym się jakoś
ubrała? – spytała tylko.
- Weź tylko kostium
kąpielowy. Chodź jak dla mnie, możesz wyjść tak jak stoisz – dodał, obserwując
z zadowoleniem jak ocenia swój strój – zwykły szlafrok, a pod spodem kuse
spodenki i zwykły top na ramiączka, po czym rumieni się bardziej.
- Widzę, że uczysz się
zagrywek od Krisa Oppy – stwierdziła,
starając się bardziej zakryć puchatym materiałem. Koreańczyk tylko wzruszył
ramionami.
- Ja nie muszę się uczyć –
stwierdził, niejako z dumą – Ja to robię naturalnie, choć staram się
powstrzymywać swój niewyparzony język. Ale przy takiej pięknej nocy jak ta… -
tu spojrzał w górę, na bezchmurne niebo i piękny, pełny księżyc – wszystko powinno
być jak najbardziej naturalne.
- Będę za pięć minut –
szepnęła mu tylko, zanim się nie rozłączyła. Spróbowała uspokoić swoje
szaleńczo bijące serce, po czym weszła do kuchni i na jednej z karteczek na
lodówce napisała, gdzie jest i z kim, na wypadek gdyby któreś z jej przyjaciół
obudziło się, zanim wróci.
Potem weszła do swojego
pokoju, łapiąc w lot kostium kąpielowy, i podejrzewając słusznie, że pewnie
pójdą gdzieś popływać, związała włosy w wysoką kitkę tak, żeby zmoczone zbytnio
jej nie przeszkadzały.
Przez chwilę zastanawiała
się, czy nie nałożyć jakiegoś lekkiego makijażu, ale stwierdzając że jest noc i
nic i tak nie będzie widać, po prostu wyszła z mieszkania, zamykając za sobą
cicho drzwi.
Zjechała windą na sam dół i
pozdrowiła stróża nocnego, który kiwnął jej głową, nie pytając jej nawet gdzie
idzie.
Gdy wyszła, przy bramie
wejściowej, oparty nonszalancko o ogrodzenie stał Chen. Był jakby pogrążony
głęboko w swoich myślach, ale gdy ją zobaczył, znów posłał jej jeden ze swoich
nowych uśmiechów, do których nie była jeszcze przyzwyczajona. Odpowiedziała mu
nieco nieśmiałym uśmiechem, zastanawiając się przez chwilę czy dobrym
posunięciem było ubranie się w zwykłe dresy, podobnie jak on, ale zdawał się
nie zwracać na to uwagi.
Objął ją całą swoim
spojrzeniem i wyciągnął do niej dłoń, którą ona wzięła. Przyciągnął ją do
siebie, śmiejąc się cicho na jej cichutki, zaskoczony pisk.
- Jesteś śliczna – szepnął, przybliżając
się do jej ust i składając na nich ciepły pocałunek, który w następnej chwili
przerodził się w coś bardziej namiętnego. Wkrótce ich języki spotkały się w
namiętnym tańcu, a spomiędzy warg wydobywały się ciche jęki. Ręce dziewczyny
spoczęły we włosach chłopaka i na jego karku, przyciągając go do siebie bliżej;
jej ciało przycisnęło się mocniej do niego, drżąc gdy jego silna ręka zsunęła
się z jej pleców niżej, na pośladki, ściskając je i przyciskając kobietę do
siebie bardziej. Jęknęła głośno w jego usta, a on odpowiedział jej tym samym,
gdy przesunęła dłonią po jego torsie, sprawiając że zadrżał niekontrolowanie.
Ich usta były spierzchnięte
i mocno czerwone, gdy w końcu oderwali się od siebie, łapiąc gwałtownie swoje
oddechy.
- Z chęcią bym tutaj tak
przestał z tobą całą noc, kochanie – mruknął cicho, a jego gorący oddech
drażnił jej wrażliwą skórę twarzy – ale ten ochroniarz chyba by mnie
prześwięcił, a dość mam na dzisiaj biegania – skończył, a ona zaśmiała się
cicho i zarumieniła, widząc niezadowolone spojrzenie ochroniarza posesji.
Przeprosili go zgodnie i
ruszyli, wciąż trzymając się za ręce. Kiedy minęli parking, Ann spojrzała na
niego zdziwiona.
- Nie jedziemy samochodem? –
spytała niepewnie, i po raz kolejny powrócił zwyczajny Jongdae. Zaśmiał się
zakłopotany, drapiąc się niepewnie po głowie.
- Tylko Kris Hyung, Suho Hyung i Lay Hyung mają
prawo jazdy, z czego tylko ci dwaj pierwsi mają własne samochody, Lay Hyung często po prostu pożycza samochód
od Suho. Reszta z nas polega albo na komunikacji miejskiej, albo na vanach i
managerach – wyjaśnił, a ona pokiwała głową, posyłając mu uśmiech.
- To gdzie mnie zabierasz? –
zapytała po chwili, patrząc na niego ciekawie. Zatrzymali się właśnie na
przystanku autobusowym i czekali na jego przyjazd, który według rozkładu miał
być za dziesięć minut.
Chen tylko puścił jej oczko,
opierając się o wiatę przystanku.
- Zobaczysz, na pewno się
nie zawiedziesz.
Pół godziny później wysiedli
pod budynkiem SM Entertainment. Był to oddział mieszkalny wytwórni, gdzie były
dormy idoli jak i co większe sale treningowe. Ann spojrzała na niego zdziwiona,
a ten tylko raz jeszcze chwycił ją za rękę, prowadząc w stronę budynku, i
uśmiechając się szeroko.
- Tutaj mieszkam –
podsumował tylko, a ona jeszcze raz spojrzała z podziwem na gmach.
Weszli razem przez duże,
szklane drzwi i ukłonili się nocnym stróżom, dziękując im za ich ciężką pracę.
Następnie Jongdae skierował ich do wind, gdzie wcisnął guzik z szóstym piętrem.
- Na pewno nie chcesz mi
powiedzieć, dokąd mnie zabierasz? – upewniła się, a on tylko pokręcił milcząco
głową, obserwując jak przyciski podświetlały się, gdy mijali konkretne poziomy.
Wreszcie winda zatrzymała
się na szóstym piętrze i drzwi się otworzyły, ukazując szeroki, prosty korytarz,
wypełniony rzędami jednakowych drzwi. Dziewczyna już chciała wyjść, ale chłopak
przytrzymał ją przy sobie, mówiąc tylko:
- To piętro, na którym mieszka całe EXO –
wyjaśnił jej – Mieszka tu ktoś jeszcze, ale kto, tego nie wiemy, wracamy tutaj
tylko żeby chwilę odpocząć i pójść spać. W każdym razie, jeśli byś czegokolwiek
potrzebowała ode mnie albo od któregoś z chłopaków, to dormem EXO-M są czwarte
drzwi po lewej, a EXO-K te naprzeciwko naszych – uśmiechnął się do niej, gdy
drzwi windy się zamknęły, i wcisnął
przycisk najwyższego piętra.
- Nie sądzę żeby w tej
chwili nasz zbolały zespół był ciekawym widokiem – podsumował wesoło,
wyciągając ją ze środka, gdy dotarli na miejsce – Tutaj będzie nam o wiele
lepiej.
Jej oczy zaiskrzyły się
jasno, gdy wyprowadził ich z małej klatki schodowej na dach budynku. Noc była
ciepła i bezchmurna, tak jak mówił Chen. Choć byli w mieście i gwiazd nie było
tutaj widać, sama panorama Seoulu była widokiem niepowtarzalnym. A najlepsze
było tuż przed nią. Odgrodzony niskim żywopłotem i furtką od reszty dachu, stał
basen. Miał rozmiary olimpijskie, i Ann nie mogło pomieścić się w głowie, że
udało im się coś takiego zmieścić na budynku w samym centrum miasta.
Z zadowoleniem widocznym na
twarzy mężczyzna podprowadził ją do basenu, po czym zakrywając swoim ciałem
furtkę pogrzebał przy niej trochę, a parę sekund później wejście stało przed
nimi otworem. Rudowłosa uniosła brwi w geście podziwu dla swojego chłopaka.
- Robimy włam?
- Nam idolom nie wolno tutaj
za często wchodzić, bo Sooman mówi że się rozleniwimy, ale czego oko nie widzi,
tego sercu nie żal – puścił do niej oczko i puścił ją przodem, a ona zaśmiała
się cicho do siebie.
Zamknął za nimi furtkę, a
ona w tym czasie znalazła sobie leżak plażowy, który jej odpowiadał, i
rozłożyła na nim swoje rzeczy, rozglądając się wokół w poszukiwaniu
przebieralni.
- Chen Oppa, gdzie tutaj mogę się przebrać? – spytała go, czując jak
czerwień rośnie na jej policzkach, gdy chłopak najpierw się zamyślił, a potem
posłał jej sugestywny uśmieszek.
- Obiecuję, że nie będę
podglądał – rzucił, odwracając się do niej tyłem, a przodem do basenu.
- No ja mam nadzieję.
Jeszcze tego mi brakowało, żeby zrobił się z ciebie drugi Kai, Chen Oppa – powiedziała, zaczynając zdejmować
koszulkę i stanik, dla pewności również odwracając się do chłopaka plecami.
- No wiesz co? Nigdy nie
zrobiłbym czegoś takiego – podkreślił słowo „nigdy”, zaglądając trochę przez
ramię, a w następnej chwili ręcznik wylądował na jego głowie.
- To żeby cię nie kusiło, Oppa – stwierdziła słodko, a on przeklął
w myślach samego siebie.
Kiedy wreszcie pozwoliła mu
zdjąć ręcznik z twarzy i się odwrócić, zaschło mu w gardle. Wyglądała pięknie,
niemalże zjawiskowo. Jej kostium kąpielowy był prosty i czarny, zawiązywany
jedynie na sznureczki i Chen obejrzał je uważnym wzrokiem, zastanawiając się,
ile byłyby one w stanie wytrzymać. Czerń doskonale podkreślała niemal
porcelanową biel skóry dziewczyny i jej kształty, na które przełknął głośno
ślinę, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Twarz rudowłosej stała się
niemal tak płomienna jak jej włosy, gdy na nią patrzył, i spuściła skromnie
wzrok.
- A ty się nie przebierasz?
Odwrócę się – zaoferowała, ale on pokręcił tylko głową, zaczynając się po
prostu rozbierać.
- Nie trzeba, wszystko czego
potrzebuję mam na sobie – odparł tylko, szybko zrzucając z siebie dresy i
koszulkę, zostając w samych bokserkach. Ann zamrugała parę razy.
- N-nie zmieniasz ich na
kąpielówki? – Jongdae zastanowił się przez chwilę nad jej propozycją.
- Mógłbym – stwierdził w
końcu – Ale ich nie mam. Jeśli chcesz, mogę je zdjąć – dodał, sięgając rękoma
do gumek od bokserek, a dziewczyna od razu zamachała rękoma na nie.
- Co w ciebie dzisiaj
wstąpiło, Kim Jongdae?! – spytała, nie mogąc uwierzyć w jego butność, która o
dziwo również jej się podobała.
- Miłość i wola walki –
odparł z rozbrajającym uśmiechem, stając tyłem do brzegu basenu i rozkładając
ręce niczym bóg – Tylko to, skarbie – i puścił się do tyłu, uderzając plecami o
taflę wody i niknąc pod jej powierzchnią.
Kiedy po paru ciężkich
chwilach nie wypłynął na powierzchnię, w sercu Ann zapanował strach, że coś
mogło mu się stać, i podbiegła do brzegu basenu, rozglądając się gorączkowo po
niebieskiej masie wody przed sobą.
Pisnęła głośno, gdy nagle z
wody wychynęły dwie męskie dłonie i wciągnęły ją do basenu. Już po chwili jej
ciało otaczała przyjemnie chłodna woda, a na jej ustach znalazły się inne,
gorące. Ręce chłopaka owinęły się wokół jej talii, przytrzymując ją blisko
niego.
Po paru słodkich sekundach
wypłynęli na powierzchnię i Ann wzięła głęboki oddech, uderzając otwartą dłonią
chłopaka po torsie.
- Wystraszyłeś mnie! –
oburzyła się, ale tak czy inaczej założyła mu ręce na szyję, nie chcąc zsunąć
się głębiej w wodę.
- Przepraszam, chciałem cię
zaskoczyć – spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem, uspokajająco głaszcząc ją
po plecach.
Przez następne paręnaście
minut ganiali się po basenie niczym małe dzieci, chlapiąc i pryskając, ciesząc
się po prostu swoją obecnością. W końcu uspokoili się, a rudowłosa zmęczona
oparła się ścianę basenu, łapiąc powoli głębszy oddech.
Wokół niej leniwie pływał
Chen, rzucając jej co jakiś czas zadowolone spojrzenie.
Uśmiechnęła się również do
niego, a on w końcu postanowił do niej podpłynąć.
- Dobrze się dzisiaj
bawiłaś? – spytał cicho, opierając ręce o brzeg basenu po obydwu jej stronach,
a ona czułym gestem odsunęła mu mokry kosmyk włosów z czoła.
- Jak nigdy – szepnęła, i
ich usta złączyły się w następnym tego dnia pocałunku.
Na początku zaczęli powoli;
smakowali swoich ust, jakby to była najwspanialsza rzecz w życiu, jakiej
przyszło im smakować. Napawali się tą chwilą, ssąc delikatnie nawzajem swoje
wargi i wsłuchując się w ciche jęki aprobaty. Objęła go w szyi i przycisnęła
mocniej do siebie, a ich pocałunki stały się bardziej gorące, stęsknione i
pełne pragnienia. Chen przygryzł jej wargę delikatnie, prosząc o wejście do jej
ust, co mu udostępniła z zadowoleniem.
Jej paznokcie nieświadomie
wbiły się w miękką skórę pleców chłopaka, przesuwając się po nich powoli i
tworząc czerwone ślady, ale ten nawet na to nie zareagował, zbyt głęboko
zanurzony w swoich własnych odczuciach. Poczuł niesamowite gorąco w dole
brzucha i jęknął chrapliwie nisko, gdy rudowłosa przytuliła się do niego
bardziej, tworząc między nimi słodki kontakt. Jego język wędrował po jej
ustach, doprowadzając ją powoli do szału, a ręce czule pieściły ciało, raz
gładząc je delikatnie, a za drugim razem ugniatając pożądliwie, wyrywając
ciche, urywane krzyki z jej gardła.
Wydał z siebie głośny pomruk
zadowolenia i przymknął oczy, gdy jej ciekawskie usta opuściły jego i jej język
prześledził linię jego żuchwy, zjeżdżając dalej na wydatne jabłko Adama. Ucałowała
je delikatnie, z ciekawością godną dziecka dotykając również dłonią i zyskując
niekontrolowane drżenie całego ciała chłopaka.
- Ale jest duże – wyszeptała
zachrypniętym głosem, a w odzewie młody mężczyzna przycisnął ją do ściany, i
coś innego, dużego i bardzo gorącego wbiło się w jej podbrzusze.
- Nie tylko tutaj jestem
duży – odpowiedział, przygryzając płatek jej ucha, i pozwalając dłoniom dalej
błądzić po jej ciele. Gdy trafił na jej pełne piersi, nie mógł się powstrzymać,
by nie chwycić ich w dłonie i nie zacząć delikatnie masować, a kobieta pod nim
zaczęła się wić, przymykając oczy z rozkoszy. Jej dłonie chwyciły mocno jego
ramiona dla podpory, a mocno zamglone tęczówki wpatrzyły się w jego, ciemno
orzechowe.
Obrysowywał palcami parę
razy kształt piersi, gładząc je i czując pod miękkim materiałem twarde sutki
kobiety. Musiał mocno przygryźć wargę, żeby powstrzymać się przed zdarciem z
niej tej namiastki ubrań i pieszczeniem jej ciała póki nie padnie.
Wiedząc, że jeśli posunie
się dalej nie będzie odwrotu, a chciał by chwila ich pierwszego wspólnego razu
była najpiękniejszą chwilą ich żyć, postanowił przerwać.
Ucałował czule obydwie jej
piersi, potem obojczyki, szyję, by na koniec dotrzeć do ust, na których złożył
czuły, słodki pocałunek.
- Zależy mi na tobie –
powiedział, oddychając ciężko i próbując nie zwracać uwagi na ból w swoich
bokserkach.
Dziewczyna w odpowiedzi
również go pocałowała, a jej dłoń leniwie krążyła po jego ładnie umięśnionym
torsie.
- Mi na tobie też, Chen Oppa – odpowiedziała, chowając twarz w
jego szyję, napawając się jego obecnością.
Gdy ich oddechy uspokoiły
się nieco, mężczyzna wyszedł z basenu i pomógł wyjść Ann, oferując jej
natychmiast ciepły, puchaty ręcznik, w który otuliła się z uśmiechem.
- To co, ubieramy się tak,
jak się rozbieraliśmy? Czy może… zrobimy kooperację? – zaproponował wesoło, a
ona zaśmiała się głośno, kręcąc głową.
- Odwracaj się, Chen Oppa – powiedziała tylko, i chwyciła
jego spodnie i koszulkę, by mu je podać.
W tej chwili z kieszeni
wypadł pęk kluczy, brzęcząc głośno o płytki na posadzce. Rudowłosa bez słowa
podniosła je, patrząc na nie ciekawie, a brunet spłonił się mocno, drapiąc z
zażenowaniem po głowie.
Europejka zważyła w dłoni
klucze od basenu i spojrzała z wszechwiedzącym uśmiechem na swojego chłopaka.
- Jak na włamywacza, to jest
pan bardzo kulturalny w swoich działaniach, panie Kim.

Zajebiście opisałaś tą akcję z Krisem na początku :3 „kryzys został zażegnany“, taa. Mała manipulantka i tyle! Dobrze! I o to chodzi. Trzeba się umieć w życiu ustawić, nie? Tylko się uspokoił, a ona już uchachana. Baby...
OdpowiedzUsuńAle do rzeczy. SEHUN :3
Biedny Sehun podchodził do Eve jak pies do jeża. Takie to niewinne i skrępowane. Uroczy. Mam nadzieję, że mi się za szybko nie rozkręci, żeby nie było mi żal, że za krótko był taki niepewny siebie i tak dalej.
Powiedziała co wiedziała. Założę się, że ona (ja) rozumie z tego serialu niewiele więcej niż on.
Normalnie jakbym czytała o sobie! Zachowanie kropka w kropkę ja xD Biedny się do niej uśmiecha, mówi, że woli posiedzieć z nią, a ta tylko mruży oczy. Jędza. A on taki słodziutki. I jeszcze jak uwzględnisz to, co Ci mówiłam, to już w ogóle...
„– Ma temperament… zbliżony do waszego przyjaciela – Eve uśmiechnęła się do siebie.“ A u mnie w wyobraźni taki szatański uśmieszek i myśl „jeszcze mnie nie poznałeś...“.
Leo i żarcie... Wszystko jasne. Po prostu ten fragment mnie rozwalił, może nawet uda mi się dzięki temu polubić D.O, bo jak na razie po prostu coś mi w nim nie gra, niestety. Kai za to już mnie chwycił za serce.
Poza tym po prostu ubóstwiam Twój styl pisania. Potrafisz zaciekawić, rozbawić. Nie zanudzasz. To się ceni.
Proces myślowy Chena... Hmmm... Podoba mi się jego wola walki. Jak będzie apokalipsa zombie to chcę go w swojej drużynie! No i ogólnie cała randka jest niezła. Ba, genialna ;) (nie, żeby coś, ale Eve brakło przymiotników). No i te klucze... ;p
A z Ann zrobiłaś trochę taką mamuśkę :3 ("Ann sprawdziła jeszcze, czy są mniej więcej okryci“).
Dobra, wystarczy tego słodzenia. DO ROBOTY! Bo czekam na kolejne rozdziały.