wtorek, 22 kwietnia 2014

EXO SEXO: Rozdział VIII

Jeszcze przez chwilę po wyjściu Eve do salonu panowała napięta, idealna cisza. A potem, rozpętało się piekło.
- Zamorduję dziada – warknął tylko Kris, ocierając powolnym ruchem twarz z zupki i patrząc z obrzydzeniem na swoją upaćkaną makaronem koszulkę – Mam nadzieję, że wykupiłyście mu już miejsce na grób tutaj w Korei, bo w całości do Polski na pewno nie wróci – ruszył szybkim, stanowczym krokiem w stronę nieprzytomnego chłopaka, a wciąż lekko oszołomieni, Lay i Kai chwycili go za ramiona, starając odciągnąć na bezpieczną odległość od Polaka.
W sukurs pospieszyła im Dino; doskoczyła do mężczyzny, kładąc ręce na jego klatce piersiowej i pchając go do tyłu, równocześnie starając się przemówić mu do rozsądku.
- Kris Oppa, uspokój się! Nie możesz go zabić, zamkną cię w więzieniu!
- Potraktują to jako zabójstwo w afekcie i wyjdę za kaucją – stwierdził tylko przez zaciśnięte zęby, brnąc dalej i nie spuszczając morderczego wzroku z Leo.
- Ale to wszystko przez to, że ktoś, kogo bardzo kochał go rzucił! Nie może się po tym pozbierać i cały czas jest spity, dlatego mówi i robi te rzeczy! – tłumaczyła mu jak dziecku.
- Nieważne. Niech odpowiada za swoje czyny – mruknął, starając się lekko odsunąć ją w bok i wyswobodzić się z żelaznego uścisku Laya i Kaia.
W tym momencie dziewczyna wtuliła twarz  w jego tors, chwytając w dłonie jego ubrudzoną koszulkę i potrząsając nim trochę, żeby na nią spojrzał.
Jej niebieskie tęczówki były lekko załzawione, i smok spojrzał na nią ze zdziwieniem i niejaką obawą.
- Jeśli coś mu zrobisz Kris Oppa, to… ja będę płakać – przygryzła wargę a jej broda zatrzęsła się niekontrolowanie. Nie lubiła przemocy i zdecydowanie nie chciała, żeby mężczyzna się nią posługiwał.
Chińczyk stanął w miejscu jak wmurowany, mocno zakłopotany i spanikowany, widząc pierwszą łzę spływającą po policzku Europejki. Dwóch chłopaków puściło jego ręce, a on natychmiast przyciągnął do siebie kobietę, głaszcząc delikatnie po głowie.
- No już, mała… Nic nie zrobię, obiecuję – zaczął cicho mówić do jej ucha, kołysząc nią delikatnie w tylko im znany rytm.
Blondynka jeszcze przez parę sekund została w takiej pozycji, po czym podniosła głowę i pociągnęła lekko nosem, odsuwając się od Krisa i biorąc go za rękę.
- Chodź smoku, muszę cię wyczyścić bo mi cały dom zabrudzisz – mruknęła zarumieniona, nie patrząc na niego, a on się nawet nie zezłościł, gdy zaczęła znów na niego marudzić, tak jak zwykle. Na jego usta wpłynął jedynie pełen ulgi uśmiech, że dziewczyna czuła się już lepiej, i posłusznie podążył za nią do łazienki.
Kiedy główny kryzys został zażegnany, reszta towarzystwa odetchnęła wyraźnie z ulgą.
- Myślałem, że naprawdę go zadźga – wyjęczał wystraszony Baekhyun, wychodząc zza wyższego i potężniejszego od siebie Chanyeola, za którym schował się żeby nie widzieć mordu.
- Dobrze chociaż, że słucha się Dino – powiedział z ulgą w głosie Xiumin, zdejmując rękę z serca, a LuHan mu przytaknął.
- Mnie i Baoziego już dawno przestał słuchać – poskarżył się niewiadomo komu, a Suho tylko cicho westchnął.
- Ann… czy te wszystkie rzeczy, które powiedział wasz… przyjaciel, były prawdą? – spytał Chen ze zmarszczonym czołem rudowłosej, która starała się w tamtej chwili ocucić Leo żeby go przenieść na kanapę.
Jej głowa podskoczyła do góry na to pytanie, i porzuciła na chwilę swoje zadanie, podchodząc do swojego chłopaka.
- Chen Oppa… naprawdę nie powinieneś się nim przejmować – powiedziała, patrząc na niego przepraszająco i składając delikatny pocałunek na jego policzek – Przepraszam, że cię wyprowadził z równowagi – stwierdziła smutno, a Koreańczyk z westchnieniem ją do siebie przytulił, chcąc poczuć jej ciepło i zapach, który tak uwielbiał.
- Mam tylko nadzieję, że jest tego wart – mruknął bardziej do siebie niż do niej, ale ona go usłyszała, i podniosła głowę uśmiechając się do niego lekko.
- Sądzę, że jak już wytrzeźwieje, to się polubicie. Na początku może być trudno, ale z czasem wszystko się ułoży – chłopak odwzajemnił jej uśmiech, gładząc ją lekko po włosach i składając czuły pocałunek na jej czole.
- Grunt, żeby go za bardzo nie słuchać i nie roztrząsać się nad tym, co powiedział, bo on bardzo lubi wyolbrzymiać, jak na polskiego trolla przystało – stwierdziła Dino wchodząc do kuchni, i wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni. Za nią do środka wszedł Kris, z na wpół mokrą koszulką na sobie, którą odmówił zdjąć żeby zamienić ją na suchą, należącą jednakże do Leo.
- Tak? Nie sądzę, żeby opowieści o tobie piszącej porno były jakimś wyolbrzymieniem – stwierdził, unosząc brwi do góry i patrząc na nią z usatysfakcjonowanym uśmieszkiem, gdy ta się spłoniła.
- To były całe opowiadania, a nie tylko porno! – oburzyła się tylko, czując jednak że tym samym się pogrążyła jeszcze bardziej.
- O? Ale pozycje seksualne też wybieraliście. Powiedz, której używałaś najczęściej? To pewnie twoja ulubiona – zaczął się z nią drażnić, a cała reszta Azjatów prócz mocno zaciekawionego Kaia zarumieniła się po same cebulki włosów.
- Kris Hyung, opanuj się! – poprosił Suho, ale nic to nie dało. Kris był znów w swoim żywiole dręczenia małej, wrednej i mającej na niego duży wpływ emocjonalny, istotki.
- Pff, i tak byś pewnie nie znał – odgryzła mu się, odważnie patrząc w oczy – W końcu, smoki są zbyt skupione na własnej przyjemności – założyła ręce na piersi, starając się wyglądać stanowczo, choć nawet czubki jej uszu były teraz czerwone.
- To się okaże, gdy przeczytam te… opowiadania – nagle blondynka, i o dziwo, rudowłosa zbladły znacznie, jednak Dino dosyć szybko odzyskała swój animusz, chcąc chronić ich w tej chwili najważniejszą tajemnicę.
- Chyba w twoich snach, salamandro – burknęła odważnie, a Kris zaśmiał się tylko złowieszczo i nachylił nad dziewczyną.
- To się jeszcze okaże – mruknął niższym niż zwykle głosem, a blondynka zadrżała pod jego gorącym spojrzeniem.
- Kris Hyung, jak je znajdziesz to ja też chcę je przeczytać! – wtrącił się Kai, jako jedyny słuchając tej wymiany zdań bez zażenowania, i Dino rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Ale przecież ja nic złego nie powiedziałem – zaczął się bronić – prawda Sehun…? Gdzie on jest? – zaczął się rozglądać wokół, gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Reszta również zaczęła patrzeć, ale maknae rzeczywiście nigdzie nie było.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Podejrzewając, jak skończy się napad szału lidera EXO-M, Sehun wymknął się niezauważony z kuchni, podążając śladem tajemniczej blondynki, która go tak zaintrygowała. Wszedł do salonu, gdzie Eve już siedziała na kanapie, zajadając się pogardzoną przez Leo zupką i przeskakując z kanału na kanał w telewizorze i marudząc do siebie niezadowolonym głosem po polsku, że nic wartościowego czy zrozumiałego nie da rady obejrzeć.
W końcu, nie wiadomo jakim cudem, znalazła TVP Polonia i chcąc nie chcąc, zagłębiła się w ponure losy serialowego pana Wokulskiego z „Lalki”.
Sehun postał w wejściu przez parę minut, patrząc z niezrozumieniem w ekran i wsłuchując się w nienormalny język wydobywający się z głośników, ale postanowił w końcu podejść bliżej.
Nawet tutaj słychać wciąż było oburzony krzyk Krisa i nie było dobrym pomysłem, żeby w tej chwili tam wracać.
Próbując przypomnieć sobie wszystko, czego dotychczas nauczyły ich dziewczyny, i te z nielicznych lekcji Krisa, które naprawdę  okazały się być przydatne, maknae zebrał w sobie odwagę i podszedł do dziewczyny.
- M-mogę tu z tobą usiąść? – zająknął się na początku, ale poczuł zadowolenie, gdy dziewczyna spojrzała na niego, a po chwili kiwnęła głową na tak, zwracając na nowo swoją uwagę na telewizor.
- Nie powinieneś raczej być teraz w kuchni? I tak nic nie rozumiesz z tego serialu – mruknęła do niego między łyżkami zupy, a on zamyślił się na chwilę, szukając odpowiednich słów po angielsku.
- Kris Hyung jest straszny gdy się złości. Wolę posiedzieć tutaj z tobą – uśmiechnął się do niej, a ona patrzyła przez chwilę na niego z nieodgadnioną miną, mrużąc lekko oczy, by potem znów spojrzeć na telewizor.
- A myślałam, że wy wszyscy Azjaci to tylko takie potulne baranki którymi można pomiatać w tą i z powrotem – mruknęła pod nosem, a Sehun zmarszczył brwi, przez chwilę dekodując w myślach wiadomość. Szybkim ruchem sprawdził na telefonie znaczenie słowa „pomiatać” po angielsku, po czym pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Kris Hyung wychowywał się w Kanadzie, nie w Chinach czy w Korei – wyjaśnił krótko – Ma temperament… zbliżony do waszego przyjaciela – Eve uśmiechnęła się do siebie.
- No, to Sehun… miło cię poznać. Od teraz razem będziemy siedzieć w tym piekle. Trzeba będzie jakoś sobie zająć ten czas…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Pamiętaj tylko kruszynko, bo dzisiaj ci jeszcze odpuszczę; przez następne dwa spotkania robię i mówię co chcę, a ty siedzisz cichutko – poinformował ją słodkim głosem, a ona prychnęła głośno, oburzona.
Właśnie razem z Ann i Chenem (pchniętym dobrą wolą i prośbą swojej dziewczyny) próbowali podnieść do pionu Leo i przetransportować go gdzieś, gdziekolwiek, bo zajmował pół powierzchni kuchni i niewygodnie było się po niej poruszać.
W przeciwieństwie jednak do czasu, gdy Kris bezproblemowo przeniósł go tutaj z sypialni, teraz ciało blondyna zdawało się w ogóle nie reagować i nie współpracować. Gdy chcieli go podnieść ze stołu, uczepił się go rękoma jak ostatniej deski ratunku, i cała trójka jęknęła sfrustrowana cicho, gdy nie pomogło nawet potrząsanie nim dziko.
Leo po prostu nie chciał się ruszyć.
Yifan prychnął tylko pod nosem, i już miał podejść i ulitować się nad nimi, gdy do akcji wkroczyła mama całego EXO.
Kyungsoo pewnym krokiem podszedł do opierającego się wszelkim zabiegom Leo, po czym założył ręce na biodra i spojrzał na niego zdecydowanym wzrokiem.
- Leo, jeśli zaraz się stąd nie usuniesz, nie dostaniesz kolacji – zagroził mu, a duże ciało drgnęło na słowo jedzenie, wypowiedziane czystym i płynnym angielskim.
Po chwili jedno oko chłopaka otworzyło się powoli, spoglądając chwiejnie, ale uważnie i jakoś tak przebiegle na drobnego Koreańczyka.
Widząc, że ślepia bestii się otworzyły, Kai, wielki fan kuchni D.O, dołączył do swojego Hyunga.
- Wierz mi, Leo… Hyung? – dodał, nie będąc pewnym czy powinien go tak nazywać, ale żeby pomóc zespołowej mamie i dostać swoje jedzenie, postanowił się nad tym nie rozwodzić – Kyungsoo Hyung robi najlepsze jedzenie w okolicy! Zrobi wszystko, co tylko mu powiesz, i to z pewnością będzie najpyszniejsza rzecz, jaką zjesz! – oświadczył, po czym zapadła wymowna cisza, bo wszystko to powiedział po koreańsku, i biedny chłopak spłonił się z zażenowania.
- Kris Hyung, mógłbyś to przetłumaczyć? – poprosił nieśmiało, ale już wystarczająco rozjuszonego smoka wyręczyła Ann, chcąc uniknąć kolejnych rękoczynów.
Po kilku chwilach, zdawałoby się, przyswajania wiadomości, którą uraczyła go Ann (po polsku, żeby szybciej zrozumiał), coś chyba kliknęło w jego mózgu i kiwnął głową sam do siebie. Jego wzrok raz jeszcze powędrował na Kyungsoo, który wciąż wyczekująco stał przed nim, teraz z niecierpliwością zaczynając tupać nogą.
- Cześć, maluszku – powiedział po prostu, a D.O z oburzenia aż zapowietrzyło i wszyscy z przerażeniem odsunęli się z pola rażenia. Nikt nie wspominał wzrostu mamy – groziło to długą i bolesną śmiercią przez rzut patelnią, lub innym kuchennym naczyniem.
- C-co ty powiedziałeś? – wydobył w końcu z siebie chłopak, a jego ręka zadrżała nerwowo, jakby zaraz miał ochotę trzasnąć blondyna przez głowę.
- Masz ładne usta. Wyglądają jak takie małe serduszko – Leo zmrużył oczy i podparł się chwiejnie na ręce, przyglądając się uważnie Koreańczykowi i nie zwracając uwagi na to, co ten ma do powiedzenia.
Kyungsoo zamilkł, ale wzrokiem zaczął czegoś poszukiwać, i na niemą komendę Kris i Chen ustawili się tuż za nim, w każdej chwili gotowi go zatrzymać. W tym też czasie Dino i Ann doskoczyły do przyjaciela, niemalże siłą zmuszając go, żeby wstał na nogi.
Nim udało im się go wyprowadzić, Leo przystanął i odwrócił się w stronę Kyungsoo.
- Wyglądasz jak taki lemur. Masz takie duuże oczy – tutaj pokazał ogólną pantomimę określającą „duże oczy”, a potem uśmiechnął się promiennie – Mam nadzieję że dobrze gotujesz lemurątko, bo ja mam zamiar zjeść wszystko co mi dasz! – podkreślił, teraz już z zadowoleniem wychodząc z pomieszczenia.
D.O podniósł głowę, a w jego oczach płonęły ogniki nienawiści.
- Czyli nic! – wrzasnął, tupiąc głośno nogą i jednym silnym zamachem ręki uzbrojonej w nowo znalezioną patelnię, wygonił wszystkich z kuchni.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po interwencji Krisa, który wpadł na pomysł, żeby zawadzającego im w tym momencie Leo na razie przetransportować do łazienki (uprzednio zakręcając wodę, żeby się przypadkiem nie utopił), udało im się jako tako przeprowadzić lekcję, choć każdy był z takiego albo innego powodu nieco wytrącony z równowagi.
Pożegnali się więc szybko, a w drodze powrotnej można było zauważyć, że każdy z nich był głęboko pogrążony w swoich myślach.
Chen oparł głowę o szybę i westchnął cicho. Ten chłopak… wiedział o Ann tyle rzeczy, o których on nie miał zielonego pojęcia… oczywiście że to zrozumiałe, znali się w końcu o wiele dłużej, no i byli przyjaciółmi, ale to Jongdae chciał być tym, który wiedział o niej najwięcej.
Zacisnął zęby na wspomnienie Polaka, który tak nagle wtargnął w ich życia, chcąc nie chcąc mącąc w nim mocno. Poczuł falę zazdrości, którą starał się powstrzymywać w domu dziewczyn, by nie wyjść na zaborczego, i wreszcie postanowił.
Raz los się do niego uśmiechnął, drugi raz nie miał zamiaru czekać na łut szczęścia. Pora pokazać, że jesteś prawdziwym mężczyzną, Jongdae. Pora zawalczyć o swoją kobietę.
Z nowym, zdeterminowanym nastawieniem i błyszczącymi oczyma wszedł do dormu EXO-M, a reszta spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Szybkim krokiem wpadł do swojego dzielonego z Layem pokoju i chwycił z szafy wygodne dresy i zwykłą białą koszulkę, po czym wparował do łazienki wcześniej, niż jego współlokator mógł zareagować.
Niemalże w tempie błyskawicznym wziął prysznic i przebrał się w czyste ciuchy. W momencie gdy wyszedł z łazienki, jego włosy były wciąż mocno wilgotne, ale nie przejmował się tym. Zamierzał wprowadzić swój plan w życie  najszybciej jak się tylko dało.
Lay spojrzał na niego ze zdziwieniem znad swojego laptopa.
- Chen, idziesz gdzieś? – spytał zdziwiony, mrugając niezrozumiale.
- Tak, wychodzę.
- Po co? Co chcesz zrobić o tej porze? – spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę dwudziestą trzecią.
- To, co powinienem zrobić już dawno – odpowiedział, chwytając kluczyki od dormu i swoją kartę miejską (dziwne, że jeszcze była ważna…).
- Czyli?
- Idę walczyć – odpowiedział tylko, i wyszedł z pokoju.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Ziewnęła przeciągle i wyłączyła telewizor w salonie, widząc że Eve zasnęła już na rozłożonej kanapie, a Leo pochrapywał cicho na małym łóżku polowym obok. Ann sprawdziła jeszcze, czy są mniej więcej okryci, i ruszyła też powoli w kierunku swojego pokoju.
Dino położyła się już wcześniej spać, twierdząc że nie może już wytrzymać i że była zbyt zmęczona całodziennym opiekowaniem się pijanym chłopakiem. Rudowłosa postanowiła jednak dotrzymać towarzystwa Eve do momentu, w którym ta nie zaśnie.
Było koło północy, kiedy wszyscy już zasnęli i została tylko ona. Nie czując zbytniego zmęczenia, a chcąc jeszcze o dzisiejszym dniu nieco pomyśleć, zrobiła sobie swojej ukochanej herbaty i rozsiadła się przy stole w kuchni, na ich ulubionym miejscu obserwacyjnym. Umknęła jej jednak pewna postać, spiesząca szybkim krokiem w kierunku ich mieszkania.
Parę minut później z zamyślenia wyrwał ją interkom, i zmarszczyła brwi. Teraz to zupełnie nie miał kto do nich o tej porze przychodzić, chyba że Jack nagle się nawrócił i postanowił odzyskać Leo… Zmrużyła oczy na tą myśl. Była pewna jak cholera że jeśli to naprawdę on, nie będzie miał wstępu do jej domu po tym, co zrobił jej przyjacielowi.
Podeszła jednak i odebrała, a po drugiej stronie o dziwo ujrzała lekko zdyszanego Chena. Jego włosy były rozwichrzone i ubrany był w najzwyklejszy dres, ale jego oczy błyszczały jakimś niesamowitym blaskiem, a na ustach widniał tajemniczy uśmiech.
- Hej, Ann – powiedział cicho – Szykujesz się już spać? – spytał, przekręcając lekko głowę i patrząc na nią z nieodgadnionym uśmieszkiem, i nagle zapragnęła dowiedzieć się, co stało za tym jego dobrym humorem.
- Teoretycznie. Ale nie miałabym nic przeciwko, jakbyś wszedł – uśmiechnęła się do niego, rumieniąc lekko, gdy jego spojrzenie w chwilę stało się dzikie.
- Nie będę już dzisiaj wchodził, skarbie. Ale miło by było, jakbyś ty zeszła do mnie… oczywiście jeśli chcesz spędzić ze mną czas – przez sekundę wrócił codzienny Chen, szukający jej aprobaty, ale po chwili na nowo zniknął w fali determinacji, która biła z postawy i oczu mężczyzny.
Nie wiedziała o co mu chodzi, ale ten nowy Jongdae był tajemniczy, i pociągający. Przygryzła wargę, już wiedząc, jaka będzie jej odpowiedź.
- Chcesz, żebym się jakoś ubrała? – spytała tylko.
- Weź tylko kostium kąpielowy. Chodź jak dla mnie, możesz wyjść tak jak stoisz – dodał, obserwując z zadowoleniem jak ocenia swój strój – zwykły szlafrok, a pod spodem kuse spodenki i zwykły top na ramiączka, po czym rumieni się bardziej.
- Widzę, że uczysz się zagrywek od Krisa Oppy – stwierdziła, starając się bardziej zakryć puchatym materiałem. Koreańczyk tylko wzruszył ramionami.
- Ja nie muszę się uczyć – stwierdził, niejako z dumą – Ja to robię naturalnie, choć staram się powstrzymywać swój niewyparzony język. Ale przy takiej pięknej nocy jak ta… - tu spojrzał w górę, na bezchmurne niebo i piękny, pełny księżyc – wszystko powinno być jak najbardziej naturalne.
- Będę za pięć minut – szepnęła mu tylko, zanim się nie rozłączyła. Spróbowała uspokoić swoje szaleńczo bijące serce, po czym weszła do kuchni i na jednej z karteczek na lodówce napisała, gdzie jest i z kim, na wypadek gdyby któreś z jej przyjaciół obudziło się, zanim wróci.
Potem weszła do swojego pokoju, łapiąc w lot kostium kąpielowy, i podejrzewając słusznie, że pewnie pójdą gdzieś popływać, związała włosy w wysoką kitkę tak, żeby zmoczone zbytnio jej nie przeszkadzały.
Przez chwilę zastanawiała się, czy nie nałożyć jakiegoś lekkiego makijażu, ale stwierdzając że jest noc i nic i tak nie będzie widać, po prostu wyszła z mieszkania, zamykając za sobą cicho drzwi.
Zjechała windą na sam dół i pozdrowiła stróża nocnego, który kiwnął jej głową, nie pytając jej nawet gdzie idzie.
Gdy wyszła, przy bramie wejściowej, oparty nonszalancko o ogrodzenie stał Chen. Był jakby pogrążony głęboko w swoich myślach, ale gdy ją zobaczył, znów posłał jej jeden ze swoich nowych uśmiechów, do których nie była jeszcze przyzwyczajona. Odpowiedziała mu nieco nieśmiałym uśmiechem, zastanawiając się przez chwilę czy dobrym posunięciem było ubranie się w zwykłe dresy, podobnie jak on, ale zdawał się nie zwracać na to uwagi.
Objął ją całą swoim spojrzeniem i wyciągnął do niej dłoń, którą ona wzięła. Przyciągnął ją do siebie, śmiejąc się cicho na jej cichutki, zaskoczony pisk.
- Jesteś śliczna – szepnął, przybliżając się do jej ust i składając na nich ciepły pocałunek, który w następnej chwili przerodził się w coś bardziej namiętnego. Wkrótce ich języki spotkały się w namiętnym tańcu, a spomiędzy warg wydobywały się ciche jęki. Ręce dziewczyny spoczęły we włosach chłopaka i na jego karku, przyciągając go do siebie bliżej; jej ciało przycisnęło się mocniej do niego, drżąc gdy jego silna ręka zsunęła się z jej pleców niżej, na pośladki, ściskając je i przyciskając kobietę do siebie bardziej. Jęknęła głośno w jego usta, a on odpowiedział jej tym samym, gdy przesunęła dłonią po jego torsie, sprawiając że zadrżał niekontrolowanie.
Ich usta były spierzchnięte i mocno czerwone, gdy w końcu oderwali się od siebie, łapiąc gwałtownie swoje oddechy.
- Z chęcią bym tutaj tak przestał z tobą całą noc, kochanie – mruknął cicho, a jego gorący oddech drażnił jej wrażliwą skórę twarzy – ale ten ochroniarz chyba by mnie prześwięcił, a dość mam na dzisiaj biegania – skończył, a ona zaśmiała się cicho i zarumieniła, widząc niezadowolone spojrzenie ochroniarza posesji.
Przeprosili go zgodnie i ruszyli, wciąż trzymając się za ręce. Kiedy minęli parking, Ann spojrzała na niego zdziwiona.
- Nie jedziemy samochodem? – spytała niepewnie, i po raz kolejny powrócił zwyczajny Jongdae. Zaśmiał się zakłopotany, drapiąc się niepewnie po głowie.
- Tylko Kris Hyung, Suho Hyung i Lay Hyung mają prawo jazdy, z czego tylko ci dwaj pierwsi mają własne samochody, Lay Hyung często po prostu pożycza samochód od Suho. Reszta z nas polega albo na komunikacji miejskiej, albo na vanach i managerach – wyjaśnił, a ona pokiwała głową, posyłając mu uśmiech.
- To gdzie mnie zabierasz? – zapytała po chwili, patrząc na niego ciekawie. Zatrzymali się właśnie na przystanku autobusowym i czekali na jego przyjazd, który według rozkładu miał być za dziesięć minut.
Chen tylko puścił jej oczko, opierając się o wiatę przystanku.
- Zobaczysz, na pewno się nie zawiedziesz.
Pół godziny później wysiedli pod budynkiem SM Entertainment. Był to oddział mieszkalny wytwórni, gdzie były dormy idoli jak i co większe sale treningowe. Ann spojrzała na niego zdziwiona, a ten tylko raz jeszcze chwycił ją za rękę, prowadząc w stronę budynku, i uśmiechając się szeroko.
- Tutaj mieszkam – podsumował tylko, a ona jeszcze raz spojrzała z podziwem na gmach.
Weszli razem przez duże, szklane drzwi i ukłonili się nocnym stróżom, dziękując im za ich ciężką pracę. Następnie Jongdae skierował ich do wind, gdzie wcisnął guzik z szóstym piętrem.
- Na pewno nie chcesz mi powiedzieć, dokąd mnie zabierasz? – upewniła się, a on tylko pokręcił milcząco głową, obserwując jak przyciski podświetlały się, gdy mijali konkretne poziomy.
Wreszcie winda zatrzymała się na szóstym piętrze i drzwi się otworzyły, ukazując szeroki, prosty korytarz, wypełniony rzędami jednakowych drzwi. Dziewczyna już chciała wyjść, ale chłopak przytrzymał ją przy sobie, mówiąc tylko:
 - To piętro, na którym mieszka całe EXO – wyjaśnił jej – Mieszka tu ktoś jeszcze, ale kto, tego nie wiemy, wracamy tutaj tylko żeby chwilę odpocząć i pójść spać. W każdym razie, jeśli byś czegokolwiek potrzebowała ode mnie albo od któregoś z chłopaków, to dormem EXO-M są czwarte drzwi po lewej, a EXO-K te naprzeciwko naszych – uśmiechnął się do niej, gdy drzwi windy się zamknęły,  i wcisnął przycisk najwyższego piętra.
- Nie sądzę żeby w tej chwili nasz zbolały zespół był ciekawym widokiem – podsumował wesoło, wyciągając ją ze środka, gdy dotarli na miejsce – Tutaj będzie nam o wiele lepiej.
Jej oczy zaiskrzyły się jasno, gdy wyprowadził ich z małej klatki schodowej na dach budynku. Noc była ciepła i bezchmurna, tak jak mówił Chen. Choć byli w mieście i gwiazd nie było tutaj widać, sama panorama Seoulu była widokiem niepowtarzalnym. A najlepsze było tuż przed nią. Odgrodzony niskim żywopłotem i furtką od reszty dachu, stał basen. Miał rozmiary olimpijskie, i Ann nie mogło pomieścić się w głowie, że udało im się coś takiego zmieścić na budynku w samym centrum miasta.
Z zadowoleniem widocznym na twarzy mężczyzna podprowadził ją do basenu, po czym zakrywając swoim ciałem furtkę pogrzebał przy niej trochę, a parę sekund później wejście stało przed nimi otworem. Rudowłosa uniosła brwi w geście podziwu dla swojego chłopaka.
- Robimy włam?
- Nam idolom nie wolno tutaj za często wchodzić, bo Sooman mówi że się rozleniwimy, ale czego oko nie widzi, tego sercu nie żal – puścił do niej oczko i puścił ją przodem, a ona zaśmiała się cicho do siebie.
Zamknął za nimi furtkę, a ona w tym czasie znalazła sobie leżak plażowy, który jej odpowiadał, i rozłożyła na nim swoje rzeczy, rozglądając się wokół w poszukiwaniu przebieralni.
- Chen Oppa, gdzie tutaj mogę się przebrać? – spytała go, czując jak czerwień rośnie na jej policzkach, gdy chłopak najpierw się zamyślił, a potem posłał jej sugestywny uśmieszek.
- Obiecuję, że nie będę podglądał – rzucił, odwracając się do niej tyłem, a przodem do basenu.
- No ja mam nadzieję. Jeszcze tego mi brakowało, żeby zrobił się z ciebie drugi Kai, Chen Oppa – powiedziała, zaczynając zdejmować koszulkę i stanik, dla pewności również odwracając się do chłopaka plecami.
- No wiesz co? Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego – podkreślił słowo „nigdy”, zaglądając trochę przez ramię, a w następnej chwili ręcznik wylądował na jego głowie.
- To żeby cię nie kusiło, Oppa – stwierdziła słodko, a on przeklął w myślach samego siebie.
Kiedy wreszcie pozwoliła mu zdjąć ręcznik z twarzy i się odwrócić, zaschło mu w gardle. Wyglądała pięknie, niemalże zjawiskowo. Jej kostium kąpielowy był prosty i czarny, zawiązywany jedynie na sznureczki i Chen obejrzał je uważnym wzrokiem, zastanawiając się, ile byłyby one w stanie wytrzymać. Czerń doskonale podkreślała niemal porcelanową biel skóry dziewczyny i jej kształty, na które przełknął głośno ślinę, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Twarz rudowłosej stała się niemal tak płomienna jak jej włosy, gdy na nią patrzył, i spuściła skromnie wzrok.
- A ty się nie przebierasz? Odwrócę się – zaoferowała, ale on pokręcił tylko głową, zaczynając się po prostu rozbierać.
- Nie trzeba, wszystko czego potrzebuję mam na sobie – odparł tylko, szybko zrzucając z siebie dresy i koszulkę, zostając w samych bokserkach. Ann zamrugała parę razy.
- N-nie zmieniasz ich na kąpielówki? – Jongdae zastanowił się przez chwilę nad jej propozycją.
- Mógłbym – stwierdził w końcu – Ale ich nie mam. Jeśli chcesz, mogę je zdjąć – dodał, sięgając rękoma do gumek od bokserek, a dziewczyna od razu zamachała rękoma na nie.
- Co w ciebie dzisiaj wstąpiło, Kim Jongdae?! – spytała, nie mogąc uwierzyć w jego butność, która o dziwo również jej się podobała.
- Miłość i wola walki – odparł z rozbrajającym uśmiechem, stając tyłem do brzegu basenu i rozkładając ręce niczym bóg – Tylko to, skarbie – i puścił się do tyłu, uderzając plecami o taflę wody i niknąc pod jej powierzchnią.
Kiedy po paru ciężkich chwilach nie wypłynął na powierzchnię, w sercu Ann zapanował strach, że coś mogło mu się stać, i podbiegła do brzegu basenu, rozglądając się gorączkowo po niebieskiej masie wody przed sobą.
Pisnęła głośno, gdy nagle z wody wychynęły dwie męskie dłonie i wciągnęły ją do basenu. Już po chwili jej ciało otaczała przyjemnie chłodna woda, a na jej ustach znalazły się inne, gorące. Ręce chłopaka owinęły się wokół jej talii, przytrzymując ją blisko niego.
Po paru słodkich sekundach wypłynęli na powierzchnię i Ann wzięła głęboki oddech, uderzając otwartą dłonią chłopaka po torsie.
- Wystraszyłeś mnie! – oburzyła się, ale tak czy inaczej założyła mu ręce na szyję, nie chcąc zsunąć się głębiej w wodę.
- Przepraszam, chciałem cię zaskoczyć – spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem, uspokajająco głaszcząc ją po plecach.
Przez następne paręnaście minut ganiali się po basenie niczym małe dzieci, chlapiąc i pryskając, ciesząc się po prostu swoją obecnością. W końcu uspokoili się, a rudowłosa zmęczona oparła się ścianę basenu, łapiąc powoli głębszy oddech.
Wokół niej leniwie pływał Chen, rzucając jej co jakiś czas zadowolone spojrzenie.
Uśmiechnęła się również do niego, a on w końcu postanowił do niej podpłynąć.
- Dobrze się dzisiaj bawiłaś? – spytał cicho, opierając ręce o brzeg basenu po obydwu jej stronach, a ona czułym gestem odsunęła mu mokry kosmyk włosów z czoła.
- Jak nigdy – szepnęła, i ich usta złączyły się w następnym tego dnia pocałunku.
Na początku zaczęli powoli; smakowali swoich ust, jakby to była najwspanialsza rzecz w życiu, jakiej przyszło im smakować. Napawali się tą chwilą, ssąc delikatnie nawzajem swoje wargi i wsłuchując się w ciche jęki aprobaty. Objęła go w szyi i przycisnęła mocniej do siebie, a ich pocałunki stały się bardziej gorące, stęsknione i pełne pragnienia. Chen przygryzł jej wargę delikatnie, prosząc o wejście do jej ust, co mu udostępniła z zadowoleniem.
Jej paznokcie nieświadomie wbiły się w miękką skórę pleców chłopaka, przesuwając się po nich powoli i tworząc czerwone ślady, ale ten nawet na to nie zareagował, zbyt głęboko zanurzony w swoich własnych odczuciach. Poczuł niesamowite gorąco w dole brzucha i jęknął chrapliwie nisko, gdy rudowłosa przytuliła się do niego bardziej, tworząc między nimi słodki kontakt. Jego język wędrował po jej ustach, doprowadzając ją powoli do szału, a ręce czule pieściły ciało, raz gładząc je delikatnie, a za drugim razem ugniatając pożądliwie, wyrywając ciche, urywane krzyki z jej gardła.
Wydał z siebie głośny pomruk zadowolenia i przymknął oczy, gdy jej ciekawskie usta opuściły jego i jej język prześledził linię jego żuchwy, zjeżdżając dalej na wydatne jabłko Adama. Ucałowała je delikatnie, z ciekawością godną dziecka dotykając również dłonią i zyskując niekontrolowane drżenie całego ciała chłopaka.
- Ale jest duże – wyszeptała zachrypniętym głosem, a w odzewie młody mężczyzna przycisnął ją do ściany, i coś innego, dużego i bardzo gorącego wbiło się w jej podbrzusze.
- Nie tylko tutaj jestem duży – odpowiedział, przygryzając płatek jej ucha, i pozwalając dłoniom dalej błądzić po jej ciele. Gdy trafił na jej pełne piersi, nie mógł się powstrzymać, by nie chwycić ich w dłonie i nie zacząć delikatnie masować, a kobieta pod nim zaczęła się wić, przymykając oczy z rozkoszy. Jej dłonie chwyciły mocno jego ramiona dla podpory, a mocno zamglone tęczówki wpatrzyły się w jego, ciemno orzechowe.
Obrysowywał palcami parę razy kształt piersi, gładząc je i czując pod miękkim materiałem twarde sutki kobiety. Musiał mocno przygryźć wargę, żeby powstrzymać się przed zdarciem z niej tej namiastki ubrań i pieszczeniem jej ciała póki nie padnie.
Wiedząc, że jeśli posunie się dalej nie będzie odwrotu, a chciał by chwila ich pierwszego wspólnego razu była najpiękniejszą chwilą ich żyć, postanowił przerwać.
Ucałował czule obydwie jej piersi, potem obojczyki, szyję, by na koniec dotrzeć do ust, na których złożył czuły, słodki pocałunek.
- Zależy mi na tobie – powiedział, oddychając ciężko i próbując nie zwracać uwagi na ból w swoich bokserkach.
Dziewczyna w odpowiedzi również go pocałowała, a jej dłoń leniwie krążyła po jego ładnie umięśnionym torsie.
- Mi na tobie też, Chen Oppa – odpowiedziała, chowając twarz w jego szyję, napawając się jego obecnością.
Gdy ich oddechy uspokoiły się nieco, mężczyzna wyszedł z basenu i pomógł wyjść Ann, oferując jej natychmiast ciepły, puchaty ręcznik, w który otuliła się z uśmiechem.
- To co, ubieramy się tak, jak się rozbieraliśmy? Czy może… zrobimy kooperację? – zaproponował wesoło, a ona zaśmiała się głośno, kręcąc głową.
- Odwracaj się, Chen Oppa – powiedziała tylko, i chwyciła jego spodnie i koszulkę, by mu je podać.
W tej chwili z kieszeni wypadł pęk kluczy, brzęcząc głośno o płytki na posadzce. Rudowłosa bez słowa podniosła je, patrząc na nie ciekawie, a brunet spłonił się mocno, drapiąc z zażenowaniem po głowie.
Europejka zważyła w dłoni klucze od basenu i spojrzała z wszechwiedzącym uśmiechem na swojego chłopaka.

- Jak na włamywacza, to jest pan bardzo kulturalny w swoich działaniach, panie Kim.

1 komentarz:

  1. Zajebiście opisałaś tą akcję z Krisem na początku :3 „kryzys został zażegnany“, taa. Mała manipulantka i tyle! Dobrze! I o to chodzi. Trzeba się umieć w życiu ustawić, nie? Tylko się uspokoił, a ona już uchachana. Baby...
    Ale do rzeczy. SEHUN :3
    Biedny Sehun podchodził do Eve jak pies do jeża. Takie to niewinne i skrępowane. Uroczy. Mam nadzieję, że mi się za szybko nie rozkręci, żeby nie było mi żal, że za krótko był taki niepewny siebie i tak dalej.
    Powiedziała co wiedziała. Założę się, że ona (ja) rozumie z tego serialu niewiele więcej niż on.
    Normalnie jakbym czytała o sobie! Zachowanie kropka w kropkę ja xD Biedny się do niej uśmiecha, mówi, że woli posiedzieć z nią, a ta tylko mruży oczy. Jędza. A on taki słodziutki. I jeszcze jak uwzględnisz to, co Ci mówiłam, to już w ogóle...
    „– Ma temperament… zbliżony do waszego przyjaciela – Eve uśmiechnęła się do siebie.“ A u mnie w wyobraźni taki szatański uśmieszek i myśl „jeszcze mnie nie poznałeś...“.
    Leo i żarcie... Wszystko jasne. Po prostu ten fragment mnie rozwalił, może nawet uda mi się dzięki temu polubić D.O, bo jak na razie po prostu coś mi w nim nie gra, niestety. Kai za to już mnie chwycił za serce.
    Poza tym po prostu ubóstwiam Twój styl pisania. Potrafisz zaciekawić, rozbawić. Nie zanudzasz. To się ceni.
    Proces myślowy Chena... Hmmm... Podoba mi się jego wola walki. Jak będzie apokalipsa zombie to chcę go w swojej drużynie! No i ogólnie cała randka jest niezła. Ba, genialna ;) (nie, żeby coś, ale Eve brakło przymiotników). No i te klucze... ;p
    A z Ann zrobiłaś trochę taką mamuśkę :3 ("Ann sprawdziła jeszcze, czy są mniej więcej okryci“).
    Dobra, wystarczy tego słodzenia. DO ROBOTY! Bo czekam na kolejne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń