czwartek, 17 kwietnia 2014

EXO SEXO: Rozdział VII

Z cichym śmiechem na ustach zamknęła za nim drzwi, kręcąc lekko głową na urocze zachowanie przyjaciółki.
- Poszedł już – odpowiedziała na nieme pytanie blondynki, wystawiającej ostrożnie głowę przez drzwi swojego pokoju.
- Głupi smok – zaczęła cicho marudzić pod nosem, idąc do kuchni w zamiarze zrobienia sobie herbaty, a rudowłosa podążyła za nią, wciąż cicho się śmiejąc.
Usiadły zgodnie przy stole ze świeżo zaparzonymi kubkami herbat, chłonąc przyjemną ciszę, która je otaczała.
- I z wieczora oglądania przygłupich filmów nici – podsumowała Ann, powoli pijąc gorący napój.
- Nie narzekaj, że ci źle było – Dino spojrzała na nią kątem oka, uśmiechając się sugestywnie – Ty i Chen bawiliście się chyba najlepiej z nas wszystkich – kobieta spłoniła się na to, spuszczając wzrok na białą herbatę i zatapiając się na chwilę we wspomnieniach. Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele na wspomnienie bruneta, i nie mogła opanować cichego chichotu, który wyszedł z jej ust.
Blondynka spojrzała na nią z błyskami w oczach.
- Matko Boska, jak ja was shippuję – podsumowała, w odpowiedzi dostając tylko nieśmiały uśmiech od przyjaciółki.
- Słodki jest – odpowiedziała, przypominając sobie koci uśmiech mężczyzny, a Dino pokiwała głową.
- Pasujecie do siebie w każdym calu.
- Wy do siebie z Krisem też – powiedziała z przekonaniem, a dziewczyna zakrztusiła się herbatą, którą właśnie piła. Wycierając stróżkę napoju, która pociekła jej po brodzie, spojrzała zdziwiona na całkiem poważną rudowłosą.
- Czy widziałaś nasze walki, bitwy, potyczki? – spytała z niedowierzaniem, że ktoś w ogóle może tak sądzić.
- Tak, i droczycie się jak stare, dobre małżeństwo. Poza tym, Kris o ciebie dba, to widać. No i przyjechał z tobą dziś, opiekował się tobą, siedział z tobą w pokoju… - zaczęła wyliczać, patrząc z satysfakcją jak czerwień i frustracja rosną na twarzy blondynki.
- A tak w ogóle, to co wy tam robiliście? – zaczęła dopytywać, mrużąc ciekawsko oczy.
O ile było to możliwe, czerwień na policzkach dziewczyny stała się jeszcze bardziej szkarłatna.
- Zmusił mnie, żebym mu wszystko opowiedziała, a potem… potem… - tutaj wzięła głęboki oddech, odwracając od niej wzrok – padło mi na mózg, no i… - Ann nachyliła się ku niej, chcąc dokładnie usłyszeć, co ta mówi, ale nie było jej dane.
Głośny dzwonek interkomu jej przeszkodził, i ze zmarszczonym czołem podeszła go odebrać. Po drodze spojrzała na zegarek; była północ, kto normalny przychodzi o tej porze (oprócz EXO) w gości?
Odebrała i ją zmroziło, widząc osoby po drugiej stronie. Dwójka ludzi. Europejczycy. Dziewczyna i chłopak. Blondwłosa dziewczyna podtrzymywała na swoim ramieniu na wpół przytomnego mężczyznę, również blondyna. Chwiał się niebezpiecznie, a twarz młodej kobiety była wykrzywiona w grymasie niebotycznego zmęczenia. Pomimo że Ann już odebrała interkom, ta zdawała się tego nie zauważyć, wciąż naciskając przycisk do ich mieszkania.
- Eve, odebrałam już – wydukała tylko, oszołomiona pojawieniem się swoich przyjaciół.
- Skąd mam wiedzieć, drzwi się nie otworzyły – wymamrotała, sapiąc ciężko.
- C-co wy tutaj robicie? – spytała, wciąż nie mogąc wyjść ze zdziwienia.
- Długa historia, opowiem ci jak zrzucę to – tu potrząsnęła ramieniem, wskazując na chłopaka – na jakieś miękkie, bezpieczne łóżko.
Rudowłosa kiwnęła tylko głową i wpuściła ich, otwierając drzwi od mieszkania na oścież, żeby nie musieli szukać numeru apartamentu.
Zaczęła chodzić nerwowo po przedpokoju, aż w końcu zaniepokojona jej długą nieobecnością, Dino wyszła z kuchni, patrząc na przyjaciółkę ze zdziwieniem.
- Co się stało? – spytała zmartwiona, widząc niespokojną dziewczynę.
- Eve i Leo.
- Co z nimi?
- Są tutaj.
- Tutaj? W Korei?! Jak to możliwe? – zaczęła się głośno zastanawiać, dołączając do rudowłosej.
- Też bym chciała wiedzieć. Leo w zbyt dobrym stanie to nie był – zmarszczyła brwi, przygryzając w zmartwieniu wargę.
Parę chwil później, do mieszkania weszła, potykając się, tak dobrze znana im blondynka, ciągnąca za sobą, na wpół przewieszonego przez jej ramię, blondyna.
Dwie dziewczyny zmarszczyły nos, czując ostry odór alkoholu dolatujący od chłopaka. Przejęły go jednak od wyczerpanej Eve, biorąc pod ramiona i zaciągając do kanapy, na której ułożyły go mniej więcej, ściągając z nóg buty i kurtkę po drodze. Dino podłożyła mu pod głowę kanapową poduszkę a Ann wyciągnęła z pokoju Chenowy koc. Popatrzyła na niego z żalem.
Nie było mowy, żeby po tej nocy jeszcze w jakiejkolwiek części pachniał czymś innym niż potem i alkoholem.
Kiedy już jako tako oporządziły mężczyznę, razem z Eve udały się do kuchni, gdzie po raz kolejny zrobiły herbaty i usiadły we trzy przy stole, czekają na wyjaśnienia nowo przybyłej.
Popijając herbaty, młoda kobieta przeczesała palcami włosy, zastanawiając się, od czego powinna zacząć.
- Pamiętacie co było, jak Leo zakochał się w Jack’u?
- Miłość od pierwszego wejrzenia, tak to chyba określił – Ann wróciła pamięcią do tamtej chwili.
- A pamiętacie, jak się zeszli?
- Szał ciał, seks wszędzie, miłość ponad wszystko – podsumowała Dino, a reszta przytaknęła jej cicho.
- No, to miłość była, ale się skończyła – ucięła krótko Eve, siorbiąc więcej herbaty, a one spojrzały na nią z niezrozumieniem.
- Jak to… chyba nie zerwali?
- Zerwali, i to w dosyć głośny sposób. A raczej, Jack zerwał – teraz patrzyły na nią zszokowane, nie wiedząc co odpowiedzieć, i podświadomie ich wzrok powędrował do kanapy w salonie, na której leżał Polak.
- Jak? Przecież byli tak dopasowani – wyjąkała oszołomiona Ann.
- Jeszcze nie wiem. Od dwóch dni nie wytrzeźwiał za bardzo, nic z niego nie można wyciągnąć. A wczoraj, przyszedł do mnie z biletami i zaczął coś gadać, że miał was odwiedzić z Jack’ iem i tak dalej, ale że on i tak tu przyjedzie, bo Jack’a tu nie ma i będzie mu tutaj lepiej. Na wpół przytomny pojechał na lotnisko, a ja spakowałam byle co i pojechałam za nim… Dobrze że miał drugi bilet przy sobie. Przez podróż zdążył trochę wytrzeźwieć, więc pierwsze co zrobił gdy straciłam go z oczu na lotnisku, to poszedł się uchlać. Znalazłam go dopiero niedawno, i udało mi się przytargać tutaj. Nie powiem, żeby taksówkarz był zadowolony na nasz widok – zmarszczyła nos, przypominając sobie zdegustowaną minę kierowcy taksówki i jego głośne, oburzone poburkiwania pod nosem na kulturę Europejczyków.
Przez następne parę minut siedziały w ciszy, przetrawiając nowo zdobyte informacje.
Z salonu dobiegł je zbolały, stłumiony jęk i Ann westchnęła cicho.
- No to się porobiło…
Następnego dnia, kiedy rudowłosa wstała, Eve i Leo wciąż spali, pożegnała się więc tylko z westchnieniem z Dino i wyszła do pracy. Była bardzo zmartwiona stanem przyjaciela; nigdy nie widziała go w takim opłakanym stanie, nieważne co się działo w jego życiu.
W zamyśleniu marszcząc czoło weszła do garderoby, rozkładając swoje rzeczy na toaletce. Chciała, żeby ten dzień minął jak szybciej, żeby mogła wrócić do domu i upewnić się, że z blondynem było wszystko w porządku.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Kiedy się rano obudził, świat nigdy nie wydał mu się piękniejszy. Z kocim uśmiechem na ustach wstał, przeciągając i mrucząc cicho pod nosem. Ze zdziwieniem spojrzał na łóżko, w którym powinien spać Lay; było ono puste i starannie zaścielone, tak jakby tej nocy nikt w ogóle w nim nie spał. Przypominając sobie, że chłopak wspominał mu coś o wspólnym oglądaniu filmów z Suho, uśmiechnął się do siebie lekko, i ruszył do łazienki.
Wziął szybki, orzeźwiający prysznic, po czym zatrzymał się na chwilę przed swoją szafą, kontemplując co powinien na siebie włożyć. Chciał wyglądać ładnie dla Ann, a poza tym… powinien się jej w końcu spytać, czy będzie jego dziewczyną. Zarumienił się na samą myśl o swoim zapominalstwie. Po paru minutach wahań zdecydował się założyć zwykłe niebieskie jeansy i czarną, obcisłą koszulkę, która ładnie eksponowała jego mięśnie. Z zadowoleniem stwierdził, że wygląda dobrze, ale jednocześnie nie w sposób, jakby specjalnie wybierał swój strój.
Kiedy wreszcie postanowił wyjść z pokoju, tuż przed nim przez korytarz przemknęli Sehun i Kai, z telefonami wyciągniętymi z kieszeni, szepcząc coś do siebie gorączkowo. Zmarszczył zdziwiony brwi, kiedy zaaferowani, nawet się z nim nie przywitali; postanowił więc pójść za nimi, sprawdzić co takiego się stało. Poza tym, widok członków EXO-K w dormie drugiej grupy z samego rana był czymś bardzo niecodziennym. Poszedł ich śladem do salonu i przystanął zdziwiony w wejściu.
Wokół kanapy stało stłoczone niemalże całe EXO, szepcząc do siebie i robiąc czemuś na kanapie zdjęcia. W momencie gdy podszedł bliżej, jego oczom ukazała się przesłodka scena.
Oparty o klatkę piersiową pogrążonego w głębokim śnie Laya spał Suho. Przykryty kocem i otoczony bezpiecznie ramieniem młodszego chłopaka wyglądał na jeszcze mniejszego, niż był w rzeczywistości. Musieli zasnąć oglądając film i dotrwali w takiej pozycji do rana, dostarczając rozrywki całemu zespołowi.
W tym momencie do środka wszedł zaspany Kris, przyciągnięty tutaj przez rozemocjonowanego Tao.
Jak tylko zorientował się w sytuacji, z nachmurzonym czołem rozgonił tłumek, nie chcąc przeszkadzać dwójce śpiących mężczyzn. Obdarzył ich delikatnym, tajemniczym uśmiechem, nim nie wyszedł za resztą do kuchni, gdzie D.O i Chanyeol dorwali się do  lodówki EXO-M, postanawiając przygotować dla wszystkich śniadanie, za co, zwykle niegotująca, grupa chińska była im nie wypowiedzenie wdzięczna.
Gdy Kris rozsiadł się wygodnie na krześle, czekając w ciszy na śniadanie, dosiedli się do niego LuHan i Xiumin ze zmartwieniem w oczach.
- Kris, może powinniśmy ich obudzić? – spytał jelonek, a drugi mu przytaknął.
- Po co? Niedługo sami się obudzą – stwierdził tylko chłopak przeczesując palcami włosy bez zainteresowania.
- Nie sądzisz, że Suho będzie się czuł… niekomfortowo, gdy obudzi się w takiej sytuacji z Layem? – ciągnął dalej Xiumin, wciąż nieprzekonany.
- Nic się nie stanie. Lay sobie poradzi – uspokoił ich, posyłając im rozluźniony uśmiech. Ci popatrzyli po sobie z powątpiewaniem, ale widząc, że nie mogli nic u lidera zyskać, dali sobie spokój.
Pięć minut później przyłączył się do nich spalony niczym burak Suho; milcząco zabrał się do rozkładania talerzy, a po chwili do środka wszedł również Lay – na jego ustach błąkał się niezidentyfikowany uśmieszek.
Godzinę później wysiedli z vanów pod budynkiem, w którym miało się tym razem odbyć showcase. Chen niemalże w podskokach wbiegł do windy, przy akompaniamencie wesołego śmiechu innych.
Zadowoleni weszli do garderoby, gdzie rozdzielili się na zwyczajowe grupki, każda do swojej stylistki. Chłopak podchodząc do dziewczyny poczuł, jak kąciki jego ust lekko opadają, a jego ciało weszło w czysty stan paniki; czoło rudowłosej było zmarszczone, a jej wzrok nieobecny i widać było, że coś ją mocno martwiło. Czy to było przez niego? Czy namyśliła się i już go nie chce? Czy to przez to, że nie spytał jej wcześniej, czy będzie jego dziewczyną? Poczuł strużkę potu spływającą po jego szyi i przełknął głośno ślinę. Wtedy poczuł czyjeś uspokajające poklepywanie po ramieniu. Rzucił okiem w bok i ujrzał profil Krisa, stoicko wpatrzonego w przestrzeń przed sobą.
Wreszcie, Ann ich zauważyła. Jej mina rozpogodziła się, a na usta wpłynął wesoły uśmiech.
- Chłopcy! Chen Oppa… - dodała ciszej, a jej oczy zaiskrzyły, gdy podszedł do niej bliżej.
- Hej – odpowiedział za niego pogodnie Kris, gdy ten nie mógł wydobyć z siebie ani słowa. Następnie rozsiadł się na fotelu, bo stało się to rytuałem, że zawsze szedł na pierwszy ogień, i rozejrzał się wokół, na pozór niezainteresowanym wzrokiem.
- Nie ma dzisiaj tej małej, wrednej istotki? – spytał obojętnym głosem, choć jego oczy patrzyły na nią wyczekująco.
Rudowłosa pokręciła tylko głową.
- Musiała dzisiaj zostać w domu – odpowiedziała wymijająco, a Chińczyk powoli pokiwał głową, marszcząc jednak brwi.
- Ann… - zaczął w końcu Chen, drapiąc się niepewnie po głowie, a ona odwróciła na niego z powrotem wzrok.
- Tak, Chen Oppa?
- C-czy możemy porozmawiać? … sam na sam – dodał, naciskając na ostatnie, a Ann zarumieniła się, przypominając sobie ostatni raz, gdy zostali sami. Pokiwała głową, spuszczając nieśmiało oczy, a Koreańczyk chwycił ją za dłoń, delikatnie ciągnąc w stronę korytarza.
- Zaraz wrócimy, Hyung – rzucił tylko do Krisa, a ten tylko machnął na nich ręką, mówiąc żeby się nie spieszyli, ale mają maksymalnie dziesięć minut.
Gdy wyszli i zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza, Jongdae przełknął głośno ślinę i postanowił, że w końcu raz się żyje. Odwrócił się do zdziwionej kobiety, chwytając tym razem w obydwie dłonie jej ręce, po czym spojrzał głęboko w jej niebieskie tęczówki.
- Ann… - zaczął po raz kolejny, czując jak serce bije mu dziko w piersi, a kropla potu spływa po jego czole. Rudowłosa również spojrzała na niego, z oczekiwaniem i niejaką nadzieją w oczach.
- Przepraszam, że nie spytałem wcześniej – dodał szybko – Ale… czy zostaniesz moją dziewczyną? – poczuł ogromną ochotę żeby zamknąć oczy, ale nie mógł się oprzeć, by na nią nie patrzeć.
Jej oczy rozszerzyły się w szoku, a usta lekko otworzyły, i przez parę sekund panowała między nimi pełna napięcia cisza. W następnej chwili usłyszał tylko cichy szept „Tak”, i ich usta złączyły się w ciepłym pocałunku.
Przycisnął ją mocniej do siebie, szczęśliwy że wreszcie była jego, i tylko jego. Z rozkoszą smakował jej malinowych ust, nie mogąc nic poradzić na niekontrolowane, zduszone jęki, wydobywające się z jego ust. Jej delikatne dłonie powędrowały do jego włosów, masując delikatnie skórę głowy i przeczesując gęste włosy, na co on mruknął cicho w jej usta, uzyskując u niej podobny efekt.
Czując w sobie większą odwagę, poprosił niemo językiem o wstęp do jej ust. Po chwili już eksplorował ich wnętrze, delikatnie gładząc jej język swoim, pozwalając sobie na dotarcie do każdego, nawet najmniejszego fragmentu.
Jęknęła cicho, gdy z nagłą zadziornością chwycił jej wargę pomiędzy swoje zęby, warcząc cichutko niczym wilk, na co zaśmiała się lekko zduszonym głosem.
Wkrótce jego dłonie zsunęły się na jej biodra, masując je delikatnie okrężnymi ruchami, a ona nie mogła się powstrzymać, by nie przycisnąć się mocniej do jego ciała. Zadrżała, czując jak ciało mężczyzny również budzi się do życia, i poczuła falę gorąca, oblewającą ją od stóp do głów.
Gdy Chen przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej, a świat wokół na dobre przestał istnieć, obok usłyszeli dyskretne chrząkanie.
Oderwali się od siebie, spłoszeni, tylko po to by ujrzeć przed sobą Yifana, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Stał oparty o framugę drzwi, z rękoma założonymi na piersi, jak wczorajszego dnia Sehun.
Starając się powstrzymać śmiech na ich zaskoczone miny, kiwnął tylko głową w stronę garderoby.
- Minęło piętnaście minut, musimy się pospieszyć.
Czerwoni po czubki uszu, z głowami spuszczonymi nisko, powędrowali za nim do środka. Ann spuściła głowę jeszcze niżej, gdy Jongdae chwycił jej dłoń delikatnie w swoją, zaznaczając tym samym ich nowy status.
Po skończonym showcase, gdy już zbierała się do domu, dosłownie w drzwiach zatrzymała ją naczelna stylistka.
- Dzisiaj nie idziesz od razu do domu – oznajmiła jej, wskazując żeby razem z resztą wsiadła do busa dla staff’u – Chłopaki mają już zrobione fryzury, dzisiaj pora na wystylizowanie makijażu do konceptu. Wszystko zostanie nam wyjaśnione na miejscu, nie martw się – upewniła ją, ciągnąc za sobą i posyłając uspokajający uśmiech.
Przez chwilę pomyślała o tym, żeby zadzwonić do domu i powiedzieć, że przyjedzie później, jednak nie było jej to dane.
Tuż przed wejściem do samochodu doskoczył do niej Suho, przy okazji dziękując ludziom ze staff’u za ich ciężką pracę.
- Dzisiaj pojedziemy z tobą do domu, Sooman chce, żebyśmy mieli jak najwięcej i jak najczęściej lekcje angielskiego. Mam nadzieję, że nie będziemy wam za bardzo przeszkadzać – dodał zmartwionym tonem, widząc jej zaskoczone i poruszone spojrzenie. Zaraz jednak przywołała na usta miły uśmiech.
- Pewnie że nie, zjemy coś i pouczymy się – odpowiedziała, choć w myślach cicho dodała sama do siebie „Jak Leo się nie obudził i nie wyżarł wszystkiego z lodówki…”.
- To dobrze – odparł z ulgą – Nie żegnam się teraz z tobą, bo i tak widzimy się niedługo w wytwórni – wyszczerzył do niej zęby i wrócił do swojego vana, po drodze zaganiając do samochodu też Chena, który przez cały ten czas obserwował ich uważnie, z jedną nogą w aucie, a drugą na chodniku.
Widząc to Ann zaśmiała się do siebie cichutko i puściła mu oczko, posyłając w powietrzu całusa. Chłopak załapał o co jej chodziło, i złapał go w powietrzu, przykładając z kocim uśmieszkiem do policzka. Wchodząc wreszcie do vana udał że ostentacyjnie mdleje, a ona zaśmiała się już w głos, a nawet głośniej w chwili, gdy z czeluści wychynęła ręka Tao i wciągnęła na rozkaz swojego gege mężczyznę do środka.
Kręcąc lekko głową i czując przyjemne ciepło w sercu, rudowłosa również wsiadła do samochodu staff’u.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z cichym westchnieniem ulgi, że nareszcie była w domu, choć do snu była jeszcze daleka droga, podprowadziła całe EXO pod drzwi mieszkania.
Przez cały dzień jej myśli były zajęte chwilą obecną, nie miała czasu nawet by zadzwonić do Dino i powiedzieć jej, żeby uprzedziła Eve i Leo, że będą mieli gości.
Przełknęła cicho ślinę, wkładając klucz do zamka.
Miała tylko nadzieję, że Leo już jako tako wytrzeźwiał. Potrafił być agresywny, gdy mocno się spił.
Otworzyła powoli drzwi, i podskoczyła w duchu z radości, gdy przedpokój wyglądał tak samo, jak gdy wychodziła rano do pracy. Próbując stąpać ostrożnie, ale jednocześnie w taki sposób, żeby nie wzbudzić podejrzeń Azjatów, przeszła przez korytarz, mówiąc im cicho, żeby się rozebrali, a sama poszła na rekonesans.
W salonie panowała cisza, spokój i względny ład. Koło kanapy stała duża torba, która najprawdopodobniej należała do Leo, i jedynie to świadczyło o tym, że w domu jest ktoś więcej.
Widząc, że część z chłopaków już się rozebrała, kazała im przejść do salonu, a sama powędrowała do kuchni, w poszukiwaniu zagubionej trójki przyjaciół. Przy stole, z niewzruszoną miną, telefonem w dłoni i szklanką herbaty siedziała Eve. Przeglądała coś zawzięcie i rzuciła tylko okiem na Ann, kiwając jej głową na powitanie.
- Gdzie Dino… i Leo? – dodała ciszej, choć sama nie za bardzo wiedziała czemu.
- Jakiś czas temu Leo się obudził i powędrował gdzieś, Dino poszła go szukać – stwierdziła tylko blondynka, nie odwracając wzroku od ekranu.
- I jeszcze nie wróciła? – spytała ze zmarszczonymi brwiami, a Eve wzruszyła ramionami.
- Przecież zgwałcić jej nie zgwałci.
Rudowłosa westchnęła cicho.
- To idź, i przywitaj się z EXO, po angielsku – dodała widząc już jak dziewczyna otwiera usta by powiedzieć jakieś „ale” – ale zrób to powoli i wyraźnie, tylko jeden z nich mówi płynnie w tym języku.
Pokonana, Polka wstała i ruszyła w stronę salonu.
- A, i Eve? Weź ze sobą gdzieś tą torbę Leo, żeby w salonie tak na otwartej przestrzeni nie stała – powiedziała, gdy ta odwróciła się z powrotem w jej stronę. Europejka pokiwała głową i zniknęła w korytarzu.
Ann natomiast, postanowiła poszukać Dino.
Najpierw zajrzała do łazienki, stwierdzając że Leo mógłby chcieć zwrócić swoje treści żołądkowe z ostatnich dni, wyżej wymieniona jednak była w nienaruszonym stanie. Potem spojrzała pobieżnie do swojego pokoju, ale tak jak przewidywała, nikogo w środku nie było. Pozostał więc tylko pokój drobnej blondynki.
Otworzyła ostrożnie drzwi, i tak jak się spodziewała, znalazła tam poszukiwaną dwójkę. Chłopak rozwalony był na całej długości łóżka; pochrapywał głośno, a dziewczyna kucała obok niego na materacu, za wszelką cenę starając się go zwalić na podłogę. Widząc Ann, sapnęła tylko cicho.
- Od jakiejś godziny próbuję go stąd zwalić, bo wciąż śmierdzi alkoholem, ale ta cholera nie chce mi pozwolić! Co ja go przeturlam wreszcie w jedną stronę, to on w przeciwną się turla! – mruknęła, waląc blondyna po ramieniu, ten jednak ani nie drgnął.
- Dino, przyjechali ze mną EXO na lekcje – głowa dziewczyny podskoczyła nagle do góry.
- EXO? Nie dzwoniłaś.
- Nie miałam kiedy, przepraszam – jęknęła – Kazałam Eve się im przedstawić, żeby nie było. Ale co z Leo? – spojrzała na postać śpiącą sobie w najlepsze. Wzrok Dino również skierował się na niego.
- Daj mi dziesięć minut. Zwalę go z łóżka i przyjdę do was. Możesz im tylko wspomnieć o przyjacielu, który śpi bo zmiana czasu czy coś w tym stylu… Jak im się spieszy to może Eve ci pomoże w nauce na początku – dodała po namyśle, po raz kolejny przymierzając się do przeturlania mężczyzny.
Rudowłosa przez chwilę biła się ze sobą, czy pomóc Dino, czy iść i skontrolować sytuację EXO. Stwierdzając, że Polka sobie poradzi, a obawiając się o zdrowie psychiczne Azjatów, wybrała tą drugą opcję i posłusznie powędrowała do salonu.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Wszyscy weszli do salonu, rozkładając się wygodnie w ulubionych pozycjach i miejscach. Przez chwilę panowała między nimi skrępowana cisza, jako że czuli, że tym razem atmosfera w domu dziewczyn była inna.
Ich podejrzenia dodatkowo podsycała wielka, czarna torba podróżna, ustawiona tuż koło kanapy. Będąc dobrze wychowanymi nie zaglądali do niej, choć mieli nieodpartą ochotę to zrobić.
Siedzieli tak z minutę lub dwie, aż w końcu do pomieszczenia weszła młoda kobieta, Europejka. Nie widzieli jej na oczy wcześniej, spojrzeli więc na nią mocno zdziwieni, nie za bardzo wiedząc jak się zachować w tej sytuacji.
Dziewczyna obrzuciła ich mało zainteresowanym wzrokiem, po czym westchnęła głośno widząc, że żaden z Azjatów nie miał zamiaru przejąć inicjatywy w przedstawieniu się. Mając w myślach wskazówki Ann, zaczęła mówić do nich powoli i wyraźnie po angielsku:
- Cześć. Jestem Eve, i jestem przyjaciółką Ann i Dino. Ja i taki jeszcze jeden będziemy tu mieszkać przez jakiś czas – EXO spojrzało na nią zszokowane, a potem na Krisa, który spoglądał na blondynkę ze zmarszczonymi brwiami.
- Jestem Kris – odparł jej krótko, na razie ignorując pytające spojrzenia reszty członków – Jeszcze jeden? – spytał, próbując dowiedzieć się o co jej chodziło.
- No tak. Taki jeden blond dryblas, nasz przyjaciel. Życie go mocno kopnęło w dupę, to przyjechaliśmy tutaj żeby odreagował, dziewczyny na pewno go jakoś udobruchają – stwierdziła, zakładając ręce na piersi i opierając się o ścianę.
Zmarszczka na czole Yifana pogłębiła się, ale nie powiedział nic więcej.
- Kris… powiesz nam dokładnie, co ona powiedziała? – spytał niepewnie Suho, obserwując zupełnie wyluzowaną Polkę.
- Powiedziała, że jest tutaj ona i jeszcze jeden chłopak, którym dziewczyny mają się zająć bo mu źle w życiu – odparł, a Chen otworzył niemo usta, zdezorientowany.
W tej chwili do środka niemalże wbiegła tak dobrze im znana rudowłosa i odetchnęli z ulgą, widząc jej znajomą twarz.
  - Dino przyjdzie za dziesięć minut, musi się jeszcze czymś…zająć – rzuciła w przestrzeń z zakłopotanym uśmiechem, a Eve skierowała na nią swój wzrok.
- O, to jednak coś jej zrobił? – powiedziała po angielsku, a Kris drgnął nerwowo, spoglądając podejrzliwie na dwie dziewczyny.
- Nie – uspokoiła go pewnym głosem – Po prostu… nie mogą się skomunikować – wybrnęła, ciągnąc blondynkę za rękaw na środek pokoju.
- Eve wam się już przedstawiła, prawda? – wszyscy pokiwali powoli głowami, a ona odetchnęła nieco.
- Podobno jest jeszcze jakiś chłopak… - zaczął powoli Chen, patrząc na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Aa… tak. Leo. Ale nie przedstawi wam się dzisiaj, bo… śpi. Zmęczony po podróży jest – wykręciła się, rzucając swojemu chłopakowi przepraszający uśmiech.
 - A tak właściwie, to czemu przyjechaliście tutaj do Korei? – spytał ciekawo Sehun, obserwując z zaciekawieniem blondynkę.
Reszta EXO miała ochotę uściskać maknae, że wypowiedział na głos to, czego oni się tylko domyślali.
Obydwie kobiety już otworzyły usta, by na to odpowiedzieć, przerwał im jednak wysoki pisk z dalszej części mieszkania.
Zanim zdążyły się zorientować co się dzieje, Kris wyskoczył ze swojego miejsca na fotelu i szybkim krokiem predatora ruszył, by wymierzyć sprawiedliwość temu, kto robił krzywdę jego księżniczce.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Stwierdziła, że to będzie ostatni raz. Ostatni raz spróbuje go wywalić ze swojego łóżka, a potem pójdzie po pomoc. Może przy odpowiedniej motywacji, Yifan by się skusił…
Na chwilę obecną jednak wyrzuciła smoka ze swoich myśli, skupiając się na swoim zadaniu. Zacisnęła mocniej zęby i spróbowała podważyć bezwładne ciało chłopaka.
Z trudem, ale przeturlał się, i wykonała w myślach dziki taniec triumfu, zaraz jednak chwyciła go znów. Musiała się uwijać, inaczej blondyn odturla się z powrotem…
Niekontrolowany pisk wydobył się z jej gardła, gdy poczuła jak wielka siła przewraca ją tyłem na materac i skończyła uwięziona pod dużym i ciężkim jak dla jej gabarytów ciałem Leo.
Przeklęła go głośno po polsku, starając się wyrwać, ale nic to nie dało.
W następnej chwili drzwi od pokoju trzasnęły gwałtownie, uderzając o ścianę, a blondyn na niej drgnął.
Przez parę sekund panowała cisza, aż w końcu niepewny, ale i zdenerwowany głos Krisa zawołał w czeluść sypialni:
- Dino, jesteś tu?
Łapiąc trochę powietrza w płuca, udało jej się wymamrotać tylko ciche „Tutaj”, i pomachać słabo spod dużego, męskiego cielska.
Kilka głośnych kroków później i mogła znów swobodnie oddychać, gdy Chińczyk z marsową miną podniósł za koszulę Europejczyka do góry, i niezbyt łagodnie zrzucił go na podłogę, nie zważając na jego zbolały jęk, zwracając całą swoją uwagę na naburmuszoną blondynkę.
- Poradziłabym sobie, gdyby ten pijak się na mnie nie zwalił niespodziewanie – burknęła, poprawiając grzywkę i nie patrząc młodemu mężczyźnie w oczy.
- To ten wasz… znajomy? – spytał powątpiewająco, podnosząc brwi do góry, gdy ciało u jego stóp poruszyło się niezadowolone.
- Przyjaciel – poprawiła go, układając włosy i chwytając za jego rękę, którą jej zaoferował, by pomóc jej wstać.
Krzyknęła oburzona po raz kolejny, gdy Kris jej nie puścił, w zamian przyciągając ją do siebie ostentacyjnie, sprawiając że jej nos uderzył o jego tors. Mężczyzna spojrzał na powoli wybudzającego się Polaka z góry, z satysfakcją wypisaną na twarzy, nie zwracając uwagi na zarumienione oblicze Dino i jej oburzone uderzenie w jego ramię.
- Gdyby nie ja, to by cię zgniótł – spojrzał na nią zmrużonymi oczyma, a ona odwróciła od niego wzrok, zakładając ręce na piersi i rumieniąc się.
- To skoro jesteś już moim pełnoetatowym rycerzem – wybawicielem, to mógłbyś mi z nim pomóc i zatargać go do kuchni, chcę go ocucić – mruknęła, wskazując na chłopaka.
- A co dostanę w zamian? – spytał, szczerząc do niej przebiegle zęby. Prychnęła głośno i już miała mu powiedzieć żeby się wypchał, ale zaraz jej rozumna część doszła do głosu szepcząc jej, że przecież sama nie udźwignie osiemdziesięcio-pięcio kilowego ciężaru.
Przełknęła głośno ślinę i zamknęła oczy, by policzyć w spokoju do dziesięciu.
- Dam ci spokój na dwa spotkania.
- Słucham? – nachylił się nad nią, nie wiedząc o co dokładnie jej chodzi.
- Przez następne dwa spotkania, nie będę ci się odgryzać, będę potulna jak trusia – powiedziała, tym razem głośniej, odwracając od niego wzrok i modląc się do kogokolwiek kto był na górze, żeby pomógł jej powstrzymać żądzę mordu do momentu, w którym Kris przeniesie Leo do kuchni.
- Umowa stoi, księżniczko – poczuła, jak głaszcze ją po głowie, ale zanim zdążyła mu się odgryźć, Yifan jednym ruchem podniósł niższego od siebie mężczyznę do góry, opierając go o swoje ramię i kierując się w stronę kuchni.
Tam posadził go na krześle przy stole, otrzepując się potem z niewidzialnego pyłu i marszcząc nos na woń alkoholu, która została na jego ubraniach.
Za nim do pomieszczenia weszła Dino, a tuż za nią Ann i Eve, a wraz z nimi stłoczyło się całe EXO.
Eve podeszła do kiwającego się Leo i pstryknęła mu palcami przed twarzą, on jednak tylko wykrzywił się w grymasie niezadowolenia i okrężnym gestem ręki kazał jej się ładnie odwalić.
- Może dajmy mu jeść? – wychylił się Baekhyun, patrząc na Polaka z nieskrywaną ciekawością. Kris oparł się w bezpiecznej odległości o blat, zakładając ręce na piersi, a obok niego stanął Chen, z niepewnością wypisaną na twarzy.
- Hm… czemu by nie. Można by wszystkiego spróbować – mruknęła do siebie Ann, wyciągając z jednej z szafek zupkę instant o smaku kimchi, jedną z niewielu, które ostały się jeszcze po ich przyjeździe do Korei.
- Kris – zwrócił się do chłopaka lider – Czy mógłbyś nam tłumaczyć, co on mówi?
Po paru chwilach mężczyzna pokiwał powoli głową, nie będąc do końca pewnym, czy wyniknie z tego coś dobrego.
Wśród wszechobecnej ciszy przerywanej tylko cichym mruczeniem czegoś do siebie Leo, rudowłosa postawiła przed nim danie, dają mu do niego łyżkę, żeby było mu łatwiej jeść. Wszyscy spojrzeli na niego wyczekująco, niczym sępy, a on zmierzył ich półprzytomnym spojrzeniem. Po chwili wycelował sztuciec w Krisa, który tylko podniósł na to brew.
- Ty… - zaczął, o dziwo po angielsku – przyniosłeś mnie tutaj. Dzięki ci wielkie – jego głowa pokiwała się sama w swoim rytmie, po czym dodał – Jak się nazywasz?
Nie wiedząc czemu, butność i bezpośredniość tego faceta na tyle zirytowała Krisa, że postanowił przedstawić mu się z imienia i nazwiska.
- Wu Yifan.
Głowa Leo odskoczyła do tyłu, a jego pijane oczy wpatrzyły się w niego ze zdziwieniem.
- Wifon?! Stary, nie wiedziałem, że masz takie koneksje! No, to twoje zdrowie! – i chwiejnym ruchem zaczął jeść zupkę, a Chińczyk spojrzał na Dino żądając niemo wyjaśnień, na co tylko szepnęła mu że powie mu wszystko później.
Trzy sekundy, i blondyn wypluł wszystko ze swoich ust, patrząc z obrzydzeniem na miskę, a wszyscy zamarli.
- Kimchi jest ostre – bardziej stwierdził niż zapytał, ale Chanyeol i tak pokiwał głową.
- Wifon – tu spojrzał na Krisa – to nie jest kurwa wcale ostre. Wcale, kurwa! – łyżka z zupą powędrowała do góry, a jej resztki ochlapały twarz i ubranie lidera EXO-M. Pośród Azjatów i dziewczyn zapanowała pełna trwogi cisza, podczas kiedy Leo dopiero zaczął się rozkręcać, mieszając ze sobą słowa polskie i angielskie, a nawet niektóre koreańskie, zasłyszane wcześniej od dziewczyn.
Jeszcze raz objął ich wszystkich wzrokiem, po czym zaczął swój monolog apokalipsy, rozsiadając się chwiejnie na krześle.
- Słyszałem, że wasza dwójka – tu wskazał na Krisa i Chena – ma jakieś ciągoty do moich przyjaciółek. Jakie, to kurwa nie moja sprawa, jeszcze – podniósł chwiejnie ręce do góry, jakby się usprawiedliwiał – Ale czy ty wiesz… - tu nachylił się do Chińczyka, mrużąc oczy tajemniczo – jak my się poznaliśmy z Dino? Szybko nam poszło! – dodał głośniej, zwracając się do blondynki z nagle łzawymi oczami – A pamiętasz, jak to było? – spytał sentymentalnym głosem – To prawda, że im bliższy kontakt fizyczny, tym szybciej zawiera się wartościowe znajomości – otarł łezkę z oka – A pamiętasz, jak nie mogliśmy się zmieścić w jednym łóżku, to spałaś na mnie? Nie potrzebowaliśmy kołdry…A tak w ogóle – powiedział znów do Krisa – to ona ma taki kink… - tu ściszył teatralnie głos – że lubi jak się do niej mówi Domi – zakończył triumfalnie, nie zwracając uwagi na oburzony syk Dino – A ty… mały, niepozorny serniku? – zwrócił się do Chena, na co ten przełknął głośno ślinę – Jak to w ogóle się stało, że jesteście razem? Ostatnio gdy gadaliśmy, mówiłaś że podnieca się tylko Aleksander Skarsgard – wyrzucił jej, patrząc na nią urażonym wzrokiem – Bo wiesz – znów zwrócił się do Jongdae – Ona zawsze powtarzała, że Alex ma idealną fryzurę. Ona nienawidzi zmian we fryzurach, ale potrafi być miła na ten temat, jak musi…Ann, a pamiętasz jak spędzaliśmy ze sobą całe dnie? Od świtu do nocy, bez przerwy? Często nawet spaliśmy razem… A jak chodziliśmy we czwórkę do klubu… niby tylko dla mnie, ale wy też się zajebiście tylko w swoim towarzystwie bawiłyście…A jak Dino pisała porno o mnie? Wybieraliśmy mi kandydatów i pozycje do seksu… - rozmarzył się, śmiejąc pijacko do siebie, a Dino zbladła, widząc wzrok Yifana na sobie – Pamiętacie te radosne chwile? Jak wpadałem wam do łazienki w Sylwestra jak się przebierałyście, jak wam poprawiałem staniki na basenie, bo wam spadały… jak… robiliśmy razem pizze, i jak Dino wciskała na mnie te plastikowe kondomy żeby ciasto na spód ugnieść… - sekunda przerwy i chłopak rozpłakał się rzewnie, przerywając co chwila z powodu pijackiej czkawki, a Kris przestał tłumaczyć.
Pół minuty później Leo wydał z siebie dramatyczny jęk i walnął głową w stół, natychmiast milknąc.
Eve wyłączyła nagrywanie w telefonie i uśmiechnęła się do siebie satysfakcjonująco.

- Kolejny filmik z cyklu „Jazdy Leo” do kolekcji – oświadczyła, zabierając miskę z resztą zupki i idąc z nią na kanapę w salonie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz