Poczekał, aż ciało dziewczyny rozluźniło się zupełnie w
jego ramionach, i Kris przestał składać delikatne pocałunki na szyi, i lekko
odsłoniętych ramionach kobiety.
Ostrożnie wysunął się z jej uścisku i łóżka, nakrywając
dokładniej blondynkę kołdrą i wychodząc cicho z sypialni. Wyciągnął wyciszony
telefon z kieszeni, mając w zamiarze zadzwonić do Tao i dać mu znać, że
niedługo przyjedzie na trening.
Serce mu na chwilę stanęło, gdy wchodząc do salonu ujrzał
włączony telewizor i młodą, rudą kobietę bez zainteresowania spoglądającą w
ekran. Na jej twarzy widniał rozanielony uśmiech, a widząc wysokiego Chińczyka,
nawet się nie zdziwiła. Posłała mu tylko uśmiech, podnosząc sugestywnie brew do
góry, ale on jedynie pokręcił na to głową, postanawiając zadzwonić do pandy jak
wyjdzie z mieszkania.
- Rozumiem, że mam przed chłopakami trzymać język za
zębami, póki sam nie postanowisz im powiedzieć? – mężczyzna zaniemówił na
chwilę, marszcząc brwi.
- O czym takim niby?
- Nie udawaj, nie na darmo nie wchodziłam do pokoju Dino
– zachichotała pod nosem Ann, patrząc na Azjatę wymownie. Tym razem chłopak
postanowił nie odpowiadać na jej pytanie, jedynie lekki odcień różu zawitał na
jego policzkach.
- Powiedz mi, jak dostałaś się do domu? I skąd
wiedziałaś, że Dino jest ze mną? – zapytał w zamian, patrząc na dziewczynę
ciekawie.
- Widzieliśmy was, jak odprowadzałam Chena do vana.
Postanowiliśmy dać wam trochę czasu sam na sam, więc pojechałam z nimi do
wytwórni, a potem wróciłam sobie do domu metrem. Martwi mnie tylko, czemu
niosłeś ją na rękach; normalnie nigdy by się na to nie zgodziła – zmarszczyła
brwi, patrząc na niego ze zmartwieniem, ale i wyczekująco.
Kris westchnął głęboko, przeczesując włosy palcami z
zakłopotaniem, odwracając od rudowłosej wzrok. Przez chwilę się zastanawiał,
czy opowiedzieć o wszystkim Ann; potem jednak na samo wspomnienie tego, co
powiedziała mu blondynka, zalała go fala furii, i zrezygnował. Najlepiej
będzie, jeśli Dino sama wszystko opowie swojej przyjaciółce.
- Wszystko ci wyjaśni. Pozwól jej tylko trochę odpocząć –
odpowiedział w końcu, zbierając się do wyjścia. W drzwiach jednak znów
zatrzymała go rudowłosa, nagle z podejrzliwością w oczach.
- Nie zrobiłeś jej chyba nic, przez co jest teraz w takim
stanie? – spytała nagle, całkiem poważnie. Mężczyzna zacisnął mocniej szczęki,
próbując opanować dziki gniew, który pulsował mu w żyłach.
- Gdybym mógł, to wykastrowałbym i nakarmił własnymi
jajami tego, który jej to zrobił – warknął cicho, nie patrząc na kobietę i
wyszedł, trzaskając, niego głośniej niż zamierzał, drzwiami.
Kiedy Kris wyszedł, zmarszczka na czole dziewczyny
pogłębiła się; zaczęła się coraz bardziej martwić – o czym wiedział Chińczyk, o
czym ona nie miała zielonego pojęcia?
Z ciężkim westchnieniem powędrowała do pokoju
przyjaciółki, ale ta wciąż była pogrążona w głębokim śnie, przykryta kołdrą po
sam czubek głowy przez blondyna. Zamykając za sobą cicho drzwi, wróciła do
salonu, do cały czas grającego telewizora. Bez zastanowienia zaczęła przeskakiwać
po kanałach, jej wcześniejszy dobry humor zniknął na razie bez śladu. Pogrążona
w ponurych myślach, poczuła tylko jak jej powieki stają się jak z ołowiu, i
przytłoczona przez wydarzenia dnia, zasnęła z głową opartą o poduszki kanapy.
Obudził ją przyjemny zapach białej herbaty z granatem, a
także cicha krzątanina po kuchni. Otworzyła oczy, przecierając je sennym
ruchem, i ze zdziwieniem spojrzała na Chenowy koc (po wczorajszej nocy zaczęła
go tak nazywać), którym była okryta, a którego tu wcześniej nie było. W jej
nozdrza po raz kolejny uderzył zniewalający zapach mężczyzny, i nie mogła
opanować motylków, które wypełniły jej brzuch. Tym razem jednak nie poddała się
na długo temu uczuciu; podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę kuchni, przy
okazji zauważając, że za oknem słońce zdążyło już niemal całkowicie zajść za
horyzont, rzucając pomarańczową poświatę na wszystko wokół.
W kuchni spotkała blondynkę, w jej zwykłych, szarych
dresach, krzątającą się swoim zwyczajem po pomieszczeniu i przygotowującą
kolację. Na stole przy oknie stały dwie świeżo zaparzone herbaty, i Ann
wiedziała już, że czeka je bardzo długa rozmowa. Dino podniosła wzrok znad
deski do krojenia i rzuciła jej nieśmiały, ale zmęczony uśmiech. Wyglądała
trochę lepiej niż parę godzin wcześniej, ale wciąż była nieco przyblada i lekko
utykała, gdy odwróciła się w jej stronę.
- Hej, Ann – rzuciła, wskazując jej miejsce przy jej
ulubionym kubku.
- Cześć, Dino – odpowiedziała, uśmiechając się do niej, i
usiadła na wskazanym jej przez dziewczynę miejscu.
- Z twojej miny wnioskuję, że operacja „odzyskać Chena”
się powiodła – raczej stwierdziła niż spytała, a rudowłosa zarumieniła się
lekko na samo wspomnienie.
- Między nami już wszystko w porządku. W porządku, a
nawet lepiej – nieumyślnie rozmarzyła się, spoglądając przez chwilę w dal na
wspomnienie wesołego Koreańczyka, ale w następnej chwili potrząsnęła głową. To
nie był czas na wspominanie chłopaka, teraz najważniejsza była jej
przyjaciółka.
- U mnie jest coraz lepiej, ale u ciebie chyba jest gorzej…
- zauważyła ze smutkiem, patrząc na duże cienie pod oczami blondynki, ale ta
tylko zbyła ją lekkim uśmiechem.
- Przy miłości wszystko schodzi na dalszy plan. Ale nie
winię cię, bo wiem, że obydwie kochamy się jak siostry, i się o siebie
troszczymy – siedziały parę minut w ciszy, ciesząc się po prostu swoim
towarzystwem.
- Słyszałam, że Kris tu był – milczenie postanowiła
przerwać Ann – A raczej widziałam, spotkałam go jak wychodził – wytłumaczyła,
widząc mocno zdziwione spojrzenie blondynki. Jej policzki leciutko się
zaróżowiły, ale nic więcej nie dała po sobie znać, jedynie leciutki, tajemniczy
uśmieszek na ustach.
- Przywiózł mnie, dryblas jeden, bo się martwił. Zamiast
zapierdzielać po treningach, to siedział przy mnie, leniuch jeden – zaczęła
marudzić swoim zwyczajem Dino, ale Ann zbyła to tylko uśmiechem; od razu widać
było, że to, że mężczyzna z nią został, bardzo ją poruszyło.
- A więc między wami coś jednak… ten teges? – zaczęła
dopytywać, ale nie dostała odpowiedzi, uzyskując tylko niewiele jej mówiące
wzruszenie ramionami i ciche „Gbur jeden”.
Znów zapanowała cisza, wypełniona zgodnym piciem gorącej,
parującej herbaty. Przez ten czas rudowłosa jeszcze raz przyjrzała się przyjaciółce;
zmęczonej czymś, czego w wirze własnych uczuć wcześniej nie zauważyła, a która
jednak zawsze tutaj dla niej i dla innych była. Poczuła nieprzemożoną gulę w
gardle, ale przełknęła ją hardo, postanawiając doprowadzić tą rozmowę do końca.
- Widziałam cię, jak Kris niósł cię do swojego auta, tam,
z budynku showcase’u… - zaczęła powoli, a blondynka napięła się, jakby wiedząc,
że w końcu kiedyś ta chwila nastąpi – Dino, co się stało? – młoda kobieta
przygryzła wargę, odwracając wzrok od zmartwionej przyjaciółki.
- Przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej, ale nie
chciałam ci robić kolejnych problemów, sama miałaś ich już tyle… myślałam, że
doskonale dam sobie sama radę, w końcu jestem Polką – zaśmiała się pod nosem,
ale wcale nie był to wesoły śmiech, i pociągnęła nosem – Dzisiaj, Kris mi
uświadomił, że tak dalej nie może być, bo sama, bez ciebie, nie dam sobie rady…
- łzy zaczęły nieświadomie ciec po jej policzkach, i szybko zaczęła wycierać je
rękawem bluzy, choć niewiele to dawało; jej oczy i tak były już całe czerwone –
Ten wielki dureń nie chciał mnie zostawić, póki mu nie opowiedziałam, co się
stało, więc przepraszam, że dowiesz się dopiero po nim – zakończyła smutno,
patrząc nieśmiało, smutnym wzrokiem na rudowłosą, której serce w tym momencie
biło tak mocno i tak boleśnie, że nie mogła tego dosłownie wytrzymać.
- Nie zamierzam cię oceniać, chcę jedynie wiedzieć co
trapi moją przyjaciółkę i jej pomóc - zdołała tylko wydukać, obserwując przez
wilgotne od łez rzęsy drobną blondynkę. Ta rzuciła jej słaby uśmiech, po czym
wzięła głęboki oddech.
Opowiadała i opowiadała, a z każdym nowym słowem czuła
się lepiej, choć obydwóm z oczu leciały potoki łez, a z ust wyrywały się co
chwila urywane łkania. Świat był dla nich swego czasu okrutny, ale
najważniejsze było, że one miały siebie - zawsze gotowe się wspierać i wysłuchać,
i nikt nie mógł im tego zabrać.
Gdy Dino skończyła, młode kobiety objęły się z płaczem na
ustach, i siedziały tak nie wiadomo ile, kołysząc do cichej muzyki ich serc,
zapominając o na wpół dopitych kubkach herbaty.
- Mam tylko nadzieję, że już nigdy tam nie wrócisz -
powiedziała w końcu Ann, odrywając się od przyjaciółki, by spojrzeć jej w oczy.
- Nie chcę... - ta przygryzła wargę, zmartwiona - Ale z
czego wtedy będziemy żyć? Nie starczy nam na to mieszkanie.
- Nie ważne. Najważniejsze jest teraz, żebyś złożyła
wymówienie i żebyś złożyła wniosek o oskarżenie do sądu - rudowłosa zmarszczyła
brwi, doskonale teraz rozumiejąc gwałtowne zachowanie Chińczyka - Poszukamy dla
ciebie nowej pracy. Praca w takiej firmie daje prestiż, na pewno wiele innych
firm będzie cię chciało przyjąć. A jeśli nie, to też damy sobie radę, najwyżej
przeprowadzimy się do jakiegoś mniejszego mieszkanka - uśmiechnęła się do niej
pokrzepiająco, delikatnie gładząc po głowie, a ta odpowiedziała jej tym samym,
szczęśliwa że w końcu nie musiała już nic przed przyjaciółką ukrywać.
Postanowiły, że resztę wieczoru spędzą przy dwóch wielki
kubłach lodów przed telewizorem, oglądając jakieś ckliwe seriale, których ani
trochę nie rozumieją.
Ich plany jednak pokrzyżował telefon Ann, który już od parunastu
minut dzwonił nieprzerwanie, ale dwie dziewczyny w ferworze własnych uczuć po
prostu go nie usłyszały.
Rudowłosa szybko odebrała telefon, wychodząc na chwilę z
pokoju, odprowadzana ciekawym wzrokiem blondynki, wypychającej sobie w tamtej
chwili usta, swoimi ulubionymi, lodami
truskawkowymi.
Po chwili wróciła, patrząc na młodszą kobietę z lekkim
zmartwieniem w oczach.
- Lee Sooman znów dzwonił - powiedziała, a ta prychnęła
cichutko.
- Czego znów Le Snowman chciał? - spytała ciekawie,
odwracając się z powrotem do ekranu telewizora.
- Chłopcy dzisiaj przyjeżdżają na naukę angielskiego.
- Hmm... to dobrze. Już dawno ich nie widziałam,
stęskniłam się - stwierdziła pogodnie, odwracając się w jej stronę, gdy ta się
nie poruszyła.
- Jesteś pewna, że jesteś dzisiaj w stanie, żeby
cokolwiek z nimi robić? Wszystko cię boli, od... - nie dokończyła, woląc nie
nazywać tej rzeczy po imieniu. Wiedziała, że było to coś złego, ale to był ich
sposób na radzenie sobie z sytuacją; gdy nie było to konieczne, wolały nie
wspominać o tym, co je bolało.
- No proszę cię, miałabym sobie odpuścić męczenie
dwunastu przystojnych chłopaków? Chyba nie - zaśmiała się cichutko, kręcąc
lekko głową, a rudowłosa jej zawtórowała.
Jeśli tak rzeczy się miały, to znaczy że Dino wracała do
siebie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przeklął głośno siebie, gdy drzwi trzasnęły za nim
głośno, ale nie wrócił się, by przeprosić rudowłosą. Nie byłby w stanie, biorąc
pod uwagę jego obecny stan psychiczny. Patrząc jak blondynka zasypiała w jego
ramionach, jego wściekłe myśli uspokoiły się nieco, ale wszystko wróciło do
niego ze zdwojoną siłą, gdy Ann zaczęła wypytywać go o wszystko.
By ulżyć trochę swoim buzującym hormonom, niemalże
przebiegł korytarz, wbiegając na klatkę schodową i omijając tym samym windy.
Zbiegł błyskawicznie po schodach, nie zwracając uwagi na brak powietrza w
płucach i małe kropelki potu, które zaczęły się pojawiać na jego skroniach.
Musiał to zrobić, jeśli nie chciał nikogo zabić po drodze
do studia.
Gdy dobiegł do swojego auta, oparł się o nie, oddychając
głęboko, i przymknął oczy, pozwalając żeby zmęczenie przejęło na chwilę
panowanie nad jego ciałem. Obserwował przesuwające się leniwie chmury po
niebieskim niebie, nie myśląc przez chwilę o zupełnie niczym.
Kiedy jego oddech się ustabilizował, wyciągnął z kieszeni
zapomniany na chwilę telefon, i wpatrzył się w dziesięć nieodebranych połączeń
od Gucci Panda. Było też kilkanaście
wiadomości od wyżej wymienionego, a także od użytkownika opatrzonego imieniem $uho.
Stwierdzając, że lepiej będzie po prostu zadzwonić niż
odczytywać stertę smsów, wykręcił po prostu numer do Tao.
Chłopak odebrał po niecałych dwóch sygnałach, jego głos
lekko spanikowany.
- Kris gege, ja wiem że ty tam dobrze się bawisz, ale
mamy tutaj sytuację krytyczną! - krzyknął do słuchawki, a mężczyzna był w
stanie w tle usłyszeć krzyczącego głośno lidera, i D.O, który jako
"mama" zespołu, postanowił pomóc Suho w ogarnięciu reszty zespołu.
- Co się dzieje? Czyżby Baekhyunowi znów ktoś schował
eyelinery, i ten zaczął bić się w łóżku z Chanyeolem? - spytał znudzonym głosem
Kris, przewracając oczami na samo wspomnienie tej absurdalnej sytuacji, która
przecież zdarzyła się, i to niecały miesiąc temu.
- Nie, gege! Managerzy szaleją, stylistki szaleją!
- Jak stylistki, Ann jest przecież w domu - zmarszczył
brwi, zupełnie już nie rozumiejąc, co młodszy Chińczyk chciał mu przekazać.
- Nie makijażystki, fryzjerki gege, fryzjerki! Szef
zarządził, że dzisiaj nie ma treningu po południu, ale za to mamy się już
przygotowywać do comebacku. Robią nam nowe fryzury... - jego głos opadł nagle i
zrobił pauzę - Zrobili ze mnie potwora gege, oszpecili mnie! - krzyknął w
końcu, a Kris musiał odsunąć słuchawkę od ucha, żeby nie ogłuchnąć - Wyglądam
jak przeklęty Spok ze Star Treka! - zaczął płakać, marudząc nieprzerwanie przez
następne dziesięć minut.
Kręcąc głową na divę, którą był jego przyjaciel (choć sam
notabene też był jedną), otworzył samochód kluczykiem, wsiadł do środka i
odpalił, wyjeżdżając z parkingu. Był w połowie drogi do ich wytwórni, gdy
niekończący potok słów pandy wreszcie został przerwany przez Suho, który zdawać
by się mogło po prostu wyrwał maknae
EXO-M telefon z ręki.
- Kris Hyung,
gdzie ty jesteś? - wysapał do telefonu - LuHan wpadł w szał, że zrobili mu
damskie loczki na głowie, i już pogryzł Sehuna, gdy ten próbował go powstrzymać
przed zdemolowaniem wszystkiego wokół. Xiuminowi Hyungowi zrobili różowe włosy, i widać że jest bliski ataku
apopleksji, wciąż patrzy na swoje odbicie w lustrze. A Tao... Tao płacze jak
jakieś emo dziecko. Przyjeżdżaj tu jak najszybciej i zapanuj nad swoim
sub-unitem, Hyung! Bo my już rady nie
dajemy, nikt już nawet nie słucha mnie czy D.O... - wyżalił się mu Suho, i
rzeczywiście; w tle słychać było odgłosy szamotaniny i dziki wrzask,
przeplatany z bliskim telefonu pojękiwaniem Tao na okrutny i niesprawiedliwy
los.
Wzdychając ciężko, Kris tylko obiecał liderowi, że jest
już w drodze i postara się być jak najszybciej. Łamiąc parę zasad drogowych i
przejeżdżając na kilku czerwonych światłach (Suho by go nieźle poturbował za
takie coś, w końcu byli idolami i musieli dawać przykład, ale jak to mówią,
czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal) dziesięć minut później młody
mężczyzna znalazł się prze budynkiem SM Entertainment.
Kłaniając się pobieżnie portierowi i sekretarkom, wparował
do garderoby, którą zawsze okupowało EXO. Zwykle były w nich po prostu
zdejmowane z nich makijaże i ciuchy, które nosili w programach i showcase tak,
aby bez problemu mogli potem trenować do później nocy. Teraz jednak,
pomieszczenie zmieniło się w jedno wielkie pobojowisko.
Tabun fryzjerek (dokładnie dwunastu) szalał po pokoju, biegając
w tą i z powrotem w poszukiwaniu nożyczek, farb do włosów i innych akcesoriów,
żeby dostosować czupryny każdego z dwunastu idoli do nowego konceptu teledysku.
Gdy tylko blondyn wszedł do środka, porwała go jedna z
nich, która zdawała się nie zajmować nikim innym i okazało się, że to była jego
osobista fryzjerka. Kiedy nakrzyczała na niego do woli, że utrudnia jej pracę i
zostawia jej małe pole do popisu, ukłonił jej się tylko, mrucząc jakieś
pobieżne przeprosiny, i odszedł na chwilę, żeby upewnić LuHana i Xiumina, że
loczki tego pierwszego są naprawdę męskie, a Xiumina, że róż w jego przypadku
tylko dodaje mu uroku i tajemniczości. Jeśli chodzi o Tao, obiecał mu zakup
nowego ipoda (dorzucając przy okazji małą torebkę od Gucciego, bo panda
uwielbiała się targować o prezenty, jeśli w grę wchodził foch).
Chwilowo zadowolony, usiadł na fotelu i pozwolił
stylistce zdziałać cuda ze swoimi włosami, lekko spoconymi i mocno potarganymi
w porównaniu do chwili, gdy wychodził z showcase.
Dwie godziny
później spojrzał krytycznie w lustro, i po kilku chwilach kontemplacji
stwierdził, że się sobie podoba. Jest dobrze, seks jest, pomyślał zadowolony,
myśląc podświadomie o reakcji blondynki, gdy zobaczy go w takich włosach, i
uśmiechnął się do siebie z satysfakcją.
Ogolone boki i włosy zaczesane na czubku głowy do tyłu, w
dzikim kolorze płomiennej pomarańczy - to było to, co czyniło go oryginalnym, i
jak nie z tej galaktyki.
Dziękując wylewnie ukłonami stylistkom, które jak burza
po skończonej pracy spakowały swoje rzeczy i poleciały dalej, wyczyniać cuda z
włosami innych idoli, zespół powoli zaczął się kierować w stronę swoich
dormitoriów. Na dzisiaj to był koniec ich treningów, więc mieli jeszcze dosyć
sporo czasu, żeby odetchnąć, w końcu była dopiero osiemnasta.
Gdy wyczerpani całym tym dniem szli w stronę swoich
pokoi, u boku Krisa nagle pojawił się Chen. W ciemno brązowych włosach, z
bordowymi akcentami i z mocno wycieniowaną grzywką, ogólna aparycja chłopaka
się nie zmieniła, jednak aura która od niego biła była bardziej tajemnicza i
męska w pewien sposób.
Uśmiechnął się szeroko do swojego Hyunga, a ten milcząco odpowiedział mu tym samym.
- Jak bardzo dobrze poszło ci z Ann dzisiaj? - spytał
młodszego, a ten zachichotał cicho pod nosem, rumieniąc się wbrew własnej woli.
- Świetnie - odpowiedział, nie będąc w stanie wykrzesać z
siebie żadnego innego słowa.
- Ale jak bardzo świetnie? - dopytywał Chińczyk,
wsadzając ręce w kieszenie i z satysfakcją malującą się na twarzy obserwował
swojego dongsaenga, odkrywającego
pojęcie miłości.
- Całowaliśmy się - mruknął cicho, odwracając wzrok od
starszego i oczekując jego śmiechu ale
nic takiego nie nastąpiło. Gdy spojrzał na niego raz jeszcze, mężczyzna
uśmiechnął się do niego ciepło, szczęśliwy że wreszcie Koreańczyk był sobą.
- I co, to poprosiłeś ją o chodzenie, tak jak planowałeś?
- spytał, a ten uśmiechnął się do niego szeroko, by w następnej chwili
przystanąć, zamyślić się, i wpaść w panikę.
- Zapomniałem! - wyjęczał, miotając się po korytarzu i
zupełnie nie wiedząc, co zrobić z tym problemem dalej - A co, jak ona nie będzie
teraz chciała, pomyśli że jestem chamski że pocałowałem ją bez pozwolenia, albo
gorzej! powie, że nie chce ze mną być, bo moje włosy jej się teraz nie
podobają! powie, że są okropne, i że nie będzie chodziła z czymś takim! -
zaczął panikować, łapiąc się za głowę i wymyślając wszystkiej najczarniejsze
scenariusze, jakie tylko mógł.
Kris poklepał go uspokajająco po ramieniu, kłaniając się
w przeprosinach ludziom ze staffu, którzy przechodzili właśnie obok i patrzyli
na nich dziwnym wzrokiem.
- Na pewno tak nie pomyśli, Jongdae. Ann nie wydaje się
być osobą, która patrzy tylko na wygląd - uspokoił go, choć chłopak wciąż był
mocno nerwowy - Wyglądasz świetnie w tych włosach - zapewnił go, śmiejąc się w
duchu do siebie na słodką niewinność chłopaka. W końcu, chłopak wydawał się być
w pewien sposób udobruchany, i
posłusznie poszedł do swojego i Laya pokoju, by się wykąpać i odpocząć po
wyczerpującym dniu.
Lider EXO-M również postanowił zrobić to samo, wygrywając
najpierw walkę o prysznic, a potem kłótnię z Tao o tym, że dzisiaj chce się
wykąpać sam, bez żadnego towarzystwa w kąpieli.
Starając się o niczym zbytnio nie myśleć, rozebrał się i
wszedł pod prysznic, z ulgą wchodząc pod gorący strumień wody. Nachylił
czuprynę pod spadające z góry krople wody i wspomnienia prysznica z drobną
blondynką napłynęły do jego myśli, sprawiając że fala gorąca rozpłynęła się po
jego ciele, koncentrując głównie w dole brzucha.
Za chwilę jednak wszystko przeszło, gdy przypomniał
sobie, co tego dnia usłyszał od małej istotki. Następna fala, tym razem złości,
zalała jego myśli, gdy pomyślał co by mógł zrobić temu potworowi, który zranił
jego małą księżniczkę.
Nie mogąc sobie ze sobą poradzić, uderzył z całej siły
pięścią w kafelki, przeklinając głośno gdy poczuł otępiający ból w dłoni.
Obejrzał ją ostrożnie, mając nadzieję,
że nic sobie w niej nie złamał; jeszcze tego im wszystkim brakowało, żeby coś
sobie zrobił tuż przed pierwszym comeback'iem od ponad roku.
Ledwo zdążył wyjść z łazienki, a już do pokoju jego i Tao
wparował Suho. Widząc chłopaka tylko w ręczniku przepasanym przez biodra,
zatrzymał się na chwilę, ale nie na długo.
- Musisz się szybko ubrać, Kris Hyung - powiedział tylko, w jednej z jego dłoni był telefon, jakby
właśnie skończył z kimś rozmawiać. Chińczyk westchnął tylko głęboko, marząc w
tamtej chwili tylko o tym, żeby zakopać się pod kołdrą i spróbować zrozumieć
wszystkie te uczucia, których dzisiaj doświadczył.
- Nie mów mi, że musimy iść na trening, bo Sooman zmienił
zdanie - jęknął głośno, wyciągając z szafy czyste bokserki, spodnie od dresów z
niskim krokiem i zwykły, biały tshirt.
- Nie, mamy jechać na lekcje angielskiego do Dino i Ann -
powiedział tylko, odwracając grzecznie wzrok, gdy tamten zaczął się przebierać,
choć nie mógł powiedzieć, żeby nie wiedział co "trzymał" w spodniach
Yifan. Każdy z nich w pewnym momencie widział pozostałą jedenastkę w stroju
Adama.
Starszy chłopak przerwał ubieranie się i odwrócił w jego
stronę ze zmarszczonym czołem.
- A one się zgodziły? - spytał tylko, i lider zamrugał,
zdziwiony.
- Tak, czemu miałyby nie?
- Nie, nic. Wydawało mi się dzisiaj tylko, że obydwie
wydawały się być mocno zmęczone - odpowiedział tylko, znów zaczynając się
ubierać.
- Widziałeś się dzisiaj z Dino? - spytał Suho, marszcząc
w niezrozumieniu brwi.
- To długa historia, Suho. Ale nie martw się, opowiem ci
ją jak będzie czas - odpowiedział wymijająco, naciągając spodnie i zabierając
się za koszulkę. Lider doskonale wiedział, że skoro mężczyzna tak mówił, to tak
zrobi, nie było więc sensu, żeby wypytywać dalej, skinął więc tylko głową.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz dzisiaj w nocy pić,
prawda Suho? - powiedział tylko, wciąż nie zwracając się twarzą do Koreańczyka.
Ten natomiast, po usłyszeniu pytania również odwrócił wzrok od przyjaciela,
zawstydzony, że ten widział go w takim żałosnym stanie, kiedy jako lider
powinien dawać wszystkim innym przykład.
- Lay chciał, żebym koniecznie obejrzał z nim jakiś film,
który leci jakoś późno w nocy - powiedział, rumieniąc się lekko na wspomnienie
trochę jąkającego się Yixinga, proszącego go o wspólne oglądanie telewizji.
Zdziwiła go nieco ta przerażająca pora, ale biorąc pod uwagę ich dziki rozkład
dnia, nie było to nic nadzwyczajnego.
Ku jego uldze, Kris nic nie powiedział; kiwnął tylko na
to głową, że usłyszał, i uśmiechnął się do siebie tajemniczo.
Chen wyszedł z łazienki akurat w momencie, gdy do pokoju
wszedł Suho. Razem z Layem spojrzeli na niego oczekująco, Chen świeżo po
kąpieli, z wciąż wilgotnymi włosami i kilkoma stróżkami wody spływającymi po
jego odkrytym torsie, Lay w trakcie przebierania się; miał na sobie już spodnie
od dresów, ale w momencie gdy lider wszedł do środka, zdjął przepoconą koszulkę
z showcase i miał w zamiarze założyć, nową, czystą. Szkarłatna czerwień
wypłynęła na jego policzki, i odwrócił szybko wzrok od Chińczyka, mamrocząc
ciche przeprosiny, na początku w ogóle nie zwracając uwagi na nic nie
rozumiejącego Chena.
- Dzwonił Sooman, chłopcy. Mamy dzisiaj lekcje
angielskiego u dziewczyn, musimy się zebrać za pół godziny. Kolację zjemy u
nich - powiedział i zniknął szybko za drzwiami, zostawiając zdziwioną dwójkę
samej sobie.
Spojrzeli po sobie milcząco, po czym uśmiechnęli się do
siebie i zaczęli się ubierać. Byli ze sobą blisko, nie lubili więc, gdy
istniały między nimi jakiekolwiek nieporozumienia. Jak tylko więc wrócili do
wytwórni, Lay odciągnął przyjaciela na bok i wszystko na spokojnie sobie
wyjaśnili.
Wiadomość, że Suho podoba się Lay, Chen przyjął pełnym
zrozumienia kiwnięciem głowy; kiedy jednak Yixing wspomniał również o swoich
mieszanych uczuciach wobec starszego chłopaka, i jak bardzo by chciał spędzić z
nim więcej czasu, Koreańczyk postanowił pomóc mu za wszelką cenę.
Na razie jednak, dwójka młodszych mężczyzn ubrała się
zgodnie, i razem z resztą zespołu wsiadła do dwóch vanów, by spotkać się z
dwoma Europejkami.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
W czasie gdy czekały na
przyjazd EXO, lody zostały na powrót schowane do lodówki ("Już sobie
wyobrażam, jak oszaleli z głodu Sehun i Kai dobierają się do moich cennych
lodów truskawkowych!"), zrobiły też miejsce dla kolejnych dwunastu osób
wokół stolika w salonie, i przygotowały wszystko pod kolację (drugą już) dla
chłopaków.
Gdy zadzwonił interkom, Ann poszła otworzyć drzwi,
podczas kiedy Dino wciąż krzątała się po kuchni, tnąc trochę pędów bambusa do
potrawy, którą zaplanowały.
Otwierając drzwi, rudowłosa musiała zamrugać kilka razy,
zdziwiona i nieco oszołomiona tym, co ujrzała przed sobą. Przed nią stała tak
znana jej dwunastka, a jednocześnie zupełnie inna.
- S-Suho Oppa...
nie sądziłam, że będzie ci tak dobrze w blondzie - wydukała, wpatrując się w
nowe fryzury zespołu.
Powoli, wszyscy wtarabanili się do środka, a Ann z
zachwytem wpatrywała się w nich, starając się każdemu powiedzieć coś miłego, na
temat jego nowego stylu na ten comeback. Gdy mijał ją Lay, uśmiechnęli się do
siebie tylko lekko, a tuż za nim szedł mocno czymś zmartwiony Chen. Uśmiechnął
się do niej nerwowo, ale nie zrobił nic więcej, po prostu na nią patrząc
zakłopotanym wzrokiem.
- C-coś się stało, Chen Oppa? - spytała zmartwiona, nie za bardzo wiedząc jak zareagować na
jego dziwne zachowanie.
- Nie... jak podoba ci się moja nowa fryzura? -
niepewnie, spojrzał jej w oczy, kiedy ta nic nie odpowiedziała, oszołomiona.
Przyjrzała się, jak bordowa, niesforna grzywka opadała
delikatnie na jego czoło, a podcięte ciemno brązowe włosy okalały kształtną
czaszkę mężczyzny, i poczuła, jak motyle w jej brzuchu wzbijają się w górę i
odbierają jej jakąkolwiek możliwość myślenia racjonalnie.
Uśmiechnęła się do niego uspokajająco i trochę na
palcach, pocałowała Koreańczyka niewinnie w policzek, rumieniąc się przy tym
mocno.
- Wyglądasz wspaniale, Oppa. Nie mogę się na ciebie napatrzeć - dodała ciszej, a on posłał
jej uradowane spojrzenie. Już chciał nachylić się nad nią i zrobić coś o wiele,
wiele więcej, zapominając się w swoim pożądaniu do dziewczyny, gdy ktoś
podszedł ich od tyłu.
Podskoczyli wyrwani ze swego
świata, zaskoczeni. Sehun spojrzał na nich z perfidnym uśmieszkiem na ustach,
oparty luzacko o framugę drzwi od kuchni.
- Taaak... - zaczął, gdy
dwójka spojrzała na niego zarumieniona - Dino Noona poprosiła, żebyście przestali się gździć i przyszli nam pomóc
w nakrywaniu do stołu - rzucił, a oni natychmiast odskoczyli od siebie dalej,
zawstydzeni.
Kiedy weszli do kuchni, powitał
ich widok drobnej blondynki, otoczonej przez sterty gotowego lub na wpół gotowego jedzenia. Wciąż była nieco
blada, ale o wiele mniej niż parę godzin wcześniej, gdy Kris widział ją po raz
ostatni.
Widząc ich, odwróciła się w
ich stronę, uśmiechając wesoło i wyciągając ku nim ręce.
- Chłopcy! Jak ja was dawno
nie widziałam! - krzyknęła, wpatrując się w nich wielkimi oczyma.
- Hej, Noona! - krzyknęli zgodnie Kai i Sehun, szczerząc do niej zęby i
dumnie pokazując jej swoje nowe fryzury.
- Wszyscy wyglądacie
świetnie, nie mogę się doczekać, aż zobaczę was wszystkich na scenie w
telewizji - stwierdziła, delikatnie podpierając się pod boki.
- To chyba dobrze, że
widzisz nas teraz. Twoje spojrzenie na nas nie jest spaczone przez komerchę -
rzucił Kris, podkradając trochę kimchi z garnka, i Polka nie zdążyła trzepnąć
go po ręku, gdy sięgał po więcej. Uśmiechnął się do niej triumfalnie, wpychając
sobie jedzenie do ust, a ona wywróciła oczami, kręcąc na to głową, w jej oczach
jednak tańczyły wesołe iskierki.
- Odezwał się napuszony
ekspert. Tak jakbyś nie stroszył piórek też poza sceną - rzuciła do niego,
chwytając drewnianą łyżkę i bez ostrzeżenia zdzielając nią po ręku oburzonego
Chanyeola, który cichcem chciał podkraść trochę jedzenia jak jego Hyung.
- Cóż, wyglądając tak jak ja
grzechem nie byłoby tego robić - odciął się, prychając lekko i zachodząc ją od
tyłu, kiedy odwróciła się przodem do kuchenki gazowej. Raz jeszcze machnęła
łyżką, tym razem trafiając Kaia, który jak ninja wychynął spod blatu, starając
się skraść trochę z maszyny do gotowania ryżu.
- Naprawdę, Oppa? Długie, pomarańczowe jaszczurki są
dla ciebie symbolem seksu w dwudziestym pierwszym wieku? - spytała, podnosząc
ironicznie brew i odwracając się do niego.
Podskoczyła lekko w miejscu
zaskoczona, gdy wsadziła nos w jego tors. Zarumieniła się lekko, czując
zniewalający zapach mężczyzny, przypominając sobie tym samym, co z nim robiła jeszcze
sześć godzin temu. Spojrzała w górę, i jej niebieskie tęczówki napotkały te
barwy ciemnej, gorzkiej czekolady - oburzone, wpatrywały się w nią intensywnie.
- Jaszczurka? - prychnął,
wypluwając słowo, jakby było jakimś bluźnierstwem, a reszta zachichotała cicho
w tle, zgromiona zaraz przez groźny wzrok Krisa.
- Salamandra dokładniej -
uściśliła, zakładając ręce na piersi i odważnie stając na przeciwko mężczyzny.
Chłopak położył ręce po obydwu bokach dziewczyny, odgradzając ją od każdej
możliwej opcji ucieczki, wydawało się jednak, że blondynka pozostała
niewzruszona.
- I co zamierzasz mi zrobić,
dryblasie? - prychnęła, wciąż nie odwracając wzroku od jego oczu. Kris zmrużył
oczy, nachylając się nad nią mocniej; czuła jego gorący, pachnący miętą i pastą
do zębów oddech na swojej twarzy. Poczuła niechciane gorąco na policzkach, ale
nie ugięła się.
- Dla twojej wiadomości,
jaszczurza księżniczko, jestem smokiem, i... - nie dokończył, gdyż do środka
wparował zadowolony z siebie Sehun, a widząc sytuację, której wszyscy wokół
przyglądali się z wypiekami na twarzach, wydarł się:
- No nie, tamci w korytarzu,
ci w kuchni, ile można?!
W tym momencie Dino
odepchnęła zdezorientowanego Krisa od siebie, zwracając całą swoją uwagę na maknae.
- Całowali się w korytarzu?
Ann i Chen? - zaczęła dopytywać z błyskiem w oku.
- Prawie się pocałowali, ale
im przerwałem, przecież ludzie są wokół - stwierdził, dumnie wypinając pierś.
Dino podeszła do niego, utykając lekko i ruchem ręki kazała mu się nachylić
trochę. Gdy to zrobił, trzasnęła go mocno po głowie, nie zwracając uwagi na
zbolały i oburzony okrzyk chłopaka.
- Miłości się nie
przeszkadza, Sehun! - zbeształa go, umiejętnie trafiając wciąż trzymaną w ręce
łyżką Kaia, który po raz kolejny postanowił spróbować coś podkraść.
Wszyscy spojrzeli na nią z
respektem prócz Krisa (który patrzył na nią z oburzeniem, wciąż pamięcią
wracając parę minut wstecz), postanawiając w myślach nigdy nie wchodzić w drogę
drobnej, ale niebezpiecznej Europejce.
Kiedy Chen i Ann weszli do
kuchni, panowała tam niezdrowa cisza, przerywana tylko komendami Dino, D.O i
Chanyeola, którzy rezydowali przy garnkach, przygotowując jedzenie i
rozporządzając nakładaniem do stołu.
Wszyscy jak jeden mąż
spojrzeli w ich stronę, sprawiając że przystanęli w pół kroku i zarumienili się
mocno, zdenerwowani byciem w samym środku uwagi, ale sprawę szybko załatwiła
Dino, zaganiając wszystkich z powrotem do pracy.
- Dino, pomóc ci jakoś? –
spytała rudowłosa, a jej przyjaciółka zamyśliła się na chwilę, przerywając
krojenie czegoś.
- Hmm… właściwie, to chyba
nie starczy nam talerzy, mamy więcej dań niż ostatnim razem. Mogłabyś je
przynieść? Powinny być na górnej półce w szafie w salonie. I może lepiej by
było, gdyby Chen Oppa ci pomógł, sama
raczej do nich nie sięgniesz – odpowiedziała, wracając do przerwanej czynności
i przeganiając z kuchni Sehuna, który w jej mniemaniu kręcił się tam trochę
zbyt długo.
Dwójka zgodnie poszła do
salonu, po czym zaczęło się kombinowanie. Szafa, na której szczycie stała
potrzebna zastawa, miała ponad dwa metry, i nie było szansy, by ona czy Chen
dali radę z niej samodzielnie zdjąć naczynia. Właściwie, jedynymi obecnie
osobami, które mogły to zdjąć bez problemu byli jedynie Chanyeol i Kris, i Ann
zaczęła się zastanawiać, czy Dino przypadkiem nie kazała im specjalnie zostawić
tam tych rzeczy.
Jako że cała reszta krzątała
się przy stole, chcąc jak najszybciej zacząć jeść, nie mieli innego wyboru, jak
po prostu poradzić sobie samemu. Przez chwilę po prostu stali, myśląc
intensywnie jak dostać się do tak potrzebnych im rzeczy, gdy Chen wpadł na
pomysł, który przedstawił rudowłosej z szerokim uśmiechem na ustach.
Już po chwili kobieta
balansowała lekko, siedząc na barkach mężczyzny, rumieniąc się mocno. Kiedy
Jongdae zaproponował, żeby usiadła mu na barana i po prostu zdjęła z góry
talerze, stwierdziła, że to całkiem dobry pomysł.
Teraz musiała przyznać, że
nie do końca. Po pierwsze, proces wchodzenia na jego barki był bardzo
zawstydzający, jako że musiał ją dotknąć w miejsca bardziej niż intymne, a
obecnie jego nowo wystylizowana głowa znajdowała się pomiędzy jej udami,
powodując fale przyjemnego ciepła promieniujące od jej krocza na całe ciało.
Dłonie Koreańczyka znajdowały się na jej łydkach, przytrzymując ją w miejscu
żeby nie spadła, i Ann czuła, jak jego dotyk niemalże wypala się na jej skórze,
nawet pomimo legginsów na nogach. Przełknęła głośno ślinę i przeprosiła go
cicho, gdy niebezpiecznie przechyliła się w jedną stronę, ale mocny i pewny
uścisk chłopaka utrzymał ją w jednym miejscu. Miała w zamiarze wreszcie
zaryzykować i sięgnąć po zestaw talerzy, kiedy głos Koreańczyka przerwał ciszę
między nimi.
- Ann… - zaczął powoli,
jakby niepewnie.
- Tak, Chen Oppa? – spytała z wysiłkiem, wyciągając
się w stronę swojego celu.
Następne, co Chen powiedział
mruknął tak niskim głosem, że dziewczyna nie dosłyszała go i nachyliła się nad
nim tak, że jej nos niemalże stykał się z nosem mężczyzny, tylko że do góry
nogami.
- O co chodzi, Chen Oppa? – przekrzywiła głowę, oczekując aż
ten w końcu jej odpowie, ale zbyt był wpatrzony w jej usta, by od razu
zareagować.
W następnej sekundzie
poczuła jego ciepłe usta na swoich, i gdyby nie fakt, że przytrzymywał ją na
miejscu, zdecydowanie spadłaby na podłogę.
W tym akurat momencie do
środka weszła Dino, niosąc coś gorącego i świetnie pachnącego, mając w zamiarze
postawić to na stole. Spojrzała na nich zdziwionym wzrokiem, a chytry uśmieszek
igrał na jej ustach.
- Ale po co się było uciekać
do takich ostateczności, Ann! Przecież za szafą stoi drabina… - powiedziała
tylko, śmiejąc się w głos na oszołomione miny dwójki spłonionych po same
cebulki włosów gołąbeczków.
Reszta kolacji minęła im w
przemiłej atmosferze (Ann i Chen w końcu zdjęli dodatkowe talerze, z pomocą
niezawodnej drabiny) pełnej śmiechu i żartów, a także uroczych docinków do nowo
powstałej pary, które Dino szybko parowała stwierdzeniami, że miłość rządzi się
innymi prawami i żeby dali im spokój, co jeszcze bardziej krępowało dwójkę.
Po skończonym posiłku,
chłopaki szybko wszystko posprzątali (nalegając, żeby dwie dziewczyny
odpoczęły, bo w końcu przygotowały im przepyszną kolację), wszyscy zasiedli z
determinacją w oczach, aby w końcu nauczyć się czegoś o tym całym angielskim,
którym tak płynnie potrafił posługiwać się jeden z ich najstarszych Hyungów.
Wkrótce okazało się, że tak
naprawdę to tylko Kyungsoo wiedział, co dzieje się wokół niego, i gdy już coś
załapał, usłużnie pomagał oświeconej trójce (to jest Ann, Dino i Krisowi –
chociaż temu ostatniemu mniej, bo miał dosyć oryginalny sposób tłumaczenia
wielu rzeczy) w nauce innych.
Parę minut później okazało
się, że każdy mniej więcej coś załapał, prócz przerażonego nowym językiem
Chena, który całkowicie zarumieniony wpatrywał się przepraszającym wzrokiem w
rudowłosą i blondynkę.
Po cichych i szybkich
naradach ustaliły, że Dino razem z Krisem zajmie się łapiącą wszystko mniej
więcej dziesiątką, a Ann spróbuje na spokojnie wytłumaczyć wszystko Chenowi.
Rozeszli się więc na dwa
obozy; dziesięciu młodych mężczyzn stłoczyło się na podłodze wokół fotela, na
którym siedziała wygodnie drobna blondynka, wsłuchując się uważnie w jej słowa
i co poniektóre wtrącenia Yifana, który siedział na oparciu tegoż samego
fotela, obserwując ich uważnie, żeby stłumić jakiekolwiek oznaki rozkojarzenia,
czy też by wyłapywać błędy w wymowie Polki (nie żeby jakieś były…).
Do dyspozycji Ann i Chena
pozostała cała kanapa, rozsiedli się więc na niej wygodnie, rozkładając na
kolanach kserówki , które dwie kobiety zrobiły dla mężczyzn. Nachylili się do
siebie zgodnie, podczas kiedy dziewczyna tłumaczyła chłopakowi jedną z zasad,
na co on zmarszczył brwi i przygryzł wargę w skupieniu. Naprawdę mu zależało na
tym, żeby to zrozumieć – nie tylko dla siebie, ale i dla dziewczyny, która
niesamowicie się starała, żeby cokolwiek z tego zrozumiał.
Sfrustrowany, jęknął głośno
pociągając za swoje włosy w akcie depresji, ale rudowłosa szybko go uspokoiła,
łapiąc za dłoń we włosach i odciągając ją, w zamian zanurzając własne palce w
miękką czuprynę, masując tym samym skórę głowy chłopaka. Ten jęknął cicho pod
jej dotykiem, wtulając się w jej dłoń i przymykając z rozkoszy oczy, a ona
uśmiechnęła się do siebie, zadowolona.
Nie zwracając uwagi na nic
więcej wokół, następne parę minut istnieli tylko w sowim świecie. Jej dłoń
wędrowała po jego głowie, drapiąc i masując każdy skrawek którego mogła
dotknąć, a on bezwstydnie mruczał, jęczał, a czasem nawet powarkiwał, gdy jakiś
jej ruch wyjątkowo mu się spodobał. Gdy przestała, oddechy obydwojga były
przyspieszone, a chłopak odmówił przesunięcia pliku kartek ze swojego krocza,
tym samym delikatnie całując młodą kobietę w policzek i dziękując jej za pomoc.
Wszyscy spoglądali na
niczego nie świadomą parę z wszystkowiedzącymi uśmieszkami na ustach, ale
postanawiając dać im trochę prywatności, i widząc mroczne spojrzenie Dino,
postanowili głębiej zatopić się w tajniki angielskiego czasu present
continuous.
Około godziny później,
postanowili że jak na pierwszy raz poszło im całkiem nieźle, i że mogą się
zbierać do domu. Cała dwunastka pożegnała się po kolei z każdą z dziewczyn,
dziękując im wylewnie za pomoc, po czym zmęczonym krokiem wyszli na zewnątrz,
do vana który już podstawił im manager.
Jako przedostatni wyszedł
Chen, wcześniej przytulając do siebie mocno rudowłosą i składając za jej cichym
przyzwoleniem pocałunek na ustach, co spotkało się z aprobatą Dino i
gwizdnięciem Krisa, który jeszcze został, i któremu oberwało się za to od
blondynki w ramię.
Gdy w końcu i on wyszedł,
smok zwrócił się do drobnej istotki przed nim.
- Powiedziałaś jej? –
spytał, a ona tylko kiwnęła głową, uśmiechając się do niego smutno.
- Nie wrócisz tam – bardziej
stwierdził niż zapytał, a ona znów pokiwała głową.
- Przepraszam, że wyszedłem
jak wyszedłem – tutaj zwrócił się do Ann, spoglądając na nią przepraszająco.
- Rozumiem, sama nie byłabym
wtedy w lepszym stanie – odpowiedziała tylko, przyjmując jego przeprosiny.
Usatysfakcjonowany tym, Kris
raz jeszcze zwrócił się do blond Polki, marszcząc brwi.
- Boli cię jeszcze? Jak
bardzo? Brałaś jakieś leki?
- Trochę. Przeciwbólowe, i
jak na razie jest dobrze. Jak coś, Ann jest tutaj ze mną – uśmiechnęła się
zakładając ręce na piersi i patrząc, jak mężczyzna zakłada buty i kurtkę.
- Dobrze. Gdyby coś się
działo, to dzwoń do mnie, mój numer jest w komórce Dino – po raz kolejny
spojrzał na rudowłosą.
- Do zobaczenia, mała –
rzucił, swoim zwyczajem gładząc ją po głowie, i już wychodził za drzwi, gdy
zatrzymał go głos jego księżniczki.
- Dobranoc, Kris Oppa. Wyśpij się, taki seksowny smok jak
ty nie może mieć jutro worów pod oczami – odwrócił się by spojrzeć na nią
zdziwiony, ale dziewczyna już uciekła do swojego pokoju, zawstydzona swoją własną
bezpośredniością.
Zaśmiał się szczęśliwy do
siebie, po czym powiedział ciche „Dobranoc” Ann i zniknął w czeluściach nocy,
niczym prawdziwy smok.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz