niedziela, 13 kwietnia 2014

EXO SEXO: Rozdział VI

Poczekał, aż ciało dziewczyny rozluźniło się zupełnie w jego ramionach, i Kris przestał składać delikatne pocałunki na szyi, i lekko odsłoniętych ramionach kobiety.
Ostrożnie wysunął się z jej uścisku i łóżka, nakrywając dokładniej blondynkę kołdrą i wychodząc cicho z sypialni. Wyciągnął wyciszony telefon z kieszeni, mając w zamiarze zadzwonić do Tao i dać mu znać, że niedługo przyjedzie na trening.
Serce mu na chwilę stanęło, gdy wchodząc do salonu ujrzał włączony telewizor i młodą, rudą kobietę bez zainteresowania spoglądającą w ekran. Na jej twarzy widniał rozanielony uśmiech, a widząc wysokiego Chińczyka, nawet się nie zdziwiła. Posłała mu tylko uśmiech, podnosząc sugestywnie brew do góry, ale on jedynie pokręcił na to głową, postanawiając zadzwonić do pandy jak wyjdzie z mieszkania.
- Rozumiem, że mam przed chłopakami trzymać język za zębami, póki sam nie postanowisz im powiedzieć? – mężczyzna zaniemówił na chwilę, marszcząc brwi.
- O czym takim niby?
- Nie udawaj, nie na darmo nie wchodziłam do pokoju Dino – zachichotała pod nosem Ann, patrząc na Azjatę wymownie. Tym razem chłopak postanowił nie odpowiadać na jej pytanie, jedynie lekki odcień różu zawitał na jego policzkach.
- Powiedz mi, jak dostałaś się do domu? I skąd wiedziałaś, że Dino jest ze mną? – zapytał w zamian, patrząc na dziewczynę ciekawie.
- Widzieliśmy was, jak odprowadzałam Chena do vana. Postanowiliśmy dać wam trochę czasu sam na sam, więc pojechałam z nimi do wytwórni, a potem wróciłam sobie do domu metrem. Martwi mnie tylko, czemu niosłeś ją na rękach; normalnie nigdy by się na to nie zgodziła – zmarszczyła brwi, patrząc na niego ze zmartwieniem, ale i wyczekująco.
Kris westchnął głęboko, przeczesując włosy palcami z zakłopotaniem, odwracając od rudowłosej wzrok. Przez chwilę się zastanawiał, czy opowiedzieć o wszystkim Ann; potem jednak na samo wspomnienie tego, co powiedziała mu blondynka, zalała go fala furii, i zrezygnował. Najlepiej będzie, jeśli Dino sama wszystko opowie swojej przyjaciółce.
- Wszystko ci wyjaśni. Pozwól jej tylko trochę odpocząć – odpowiedział w końcu, zbierając się do wyjścia. W drzwiach jednak znów zatrzymała go rudowłosa, nagle z podejrzliwością w oczach.
- Nie zrobiłeś jej chyba nic, przez co jest teraz w takim stanie? – spytała nagle, całkiem poważnie. Mężczyzna zacisnął mocniej szczęki, próbując opanować dziki gniew, który pulsował mu w żyłach.
- Gdybym mógł, to wykastrowałbym i nakarmił własnymi jajami tego, który jej to zrobił – warknął cicho, nie patrząc na kobietę i wyszedł, trzaskając, niego głośniej niż zamierzał, drzwiami.
Kiedy Kris wyszedł, zmarszczka na czole dziewczyny pogłębiła się; zaczęła się coraz bardziej martwić – o czym wiedział Chińczyk, o czym ona nie miała zielonego pojęcia?
Z ciężkim westchnieniem powędrowała do pokoju przyjaciółki, ale ta wciąż była pogrążona w głębokim śnie, przykryta kołdrą po sam czubek głowy przez blondyna. Zamykając za sobą cicho drzwi, wróciła do salonu, do cały czas grającego telewizora. Bez zastanowienia zaczęła przeskakiwać po kanałach, jej wcześniejszy dobry humor zniknął na razie bez śladu. Pogrążona w ponurych myślach, poczuła tylko jak jej powieki stają się jak z ołowiu, i przytłoczona przez wydarzenia dnia, zasnęła z głową opartą o poduszki kanapy.
Obudził ją przyjemny zapach białej herbaty z granatem, a także cicha krzątanina po kuchni. Otworzyła oczy, przecierając je sennym ruchem, i ze zdziwieniem spojrzała na Chenowy koc (po wczorajszej nocy zaczęła go tak nazywać), którym była okryta, a którego tu wcześniej nie było. W jej nozdrza po raz kolejny uderzył zniewalający zapach mężczyzny, i nie mogła opanować motylków, które wypełniły jej brzuch. Tym razem jednak nie poddała się na długo temu uczuciu; podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę kuchni, przy okazji zauważając, że za oknem słońce zdążyło już niemal całkowicie zajść za horyzont, rzucając pomarańczową poświatę na wszystko wokół.
W kuchni spotkała blondynkę, w jej zwykłych, szarych dresach, krzątającą się swoim zwyczajem po pomieszczeniu i przygotowującą kolację. Na stole przy oknie stały dwie świeżo zaparzone herbaty, i Ann wiedziała już, że czeka je bardzo długa rozmowa. Dino podniosła wzrok znad deski do krojenia i rzuciła jej nieśmiały, ale zmęczony uśmiech. Wyglądała trochę lepiej niż parę godzin wcześniej, ale wciąż była nieco przyblada i lekko utykała, gdy odwróciła się w jej stronę.
- Hej, Ann – rzuciła, wskazując jej miejsce przy jej ulubionym kubku.
- Cześć, Dino – odpowiedziała, uśmiechając się do niej, i usiadła na wskazanym jej przez dziewczynę miejscu.
- Z twojej miny wnioskuję, że operacja „odzyskać Chena” się powiodła – raczej stwierdziła niż spytała, a rudowłosa zarumieniła się lekko na samo wspomnienie.
- Między nami już wszystko w porządku. W porządku, a nawet lepiej – nieumyślnie rozmarzyła się, spoglądając przez chwilę w dal na wspomnienie wesołego Koreańczyka, ale w następnej chwili potrząsnęła głową. To nie był czas na wspominanie chłopaka, teraz najważniejsza była jej przyjaciółka.
- U mnie jest coraz lepiej, ale u ciebie chyba jest gorzej… - zauważyła ze smutkiem, patrząc na duże cienie pod oczami blondynki, ale ta tylko zbyła ją lekkim uśmiechem.
- Przy miłości wszystko schodzi na dalszy plan. Ale nie winię cię, bo wiem, że obydwie kochamy się jak siostry, i się o siebie troszczymy – siedziały parę minut w ciszy, ciesząc się po prostu swoim towarzystwem.
- Słyszałam, że Kris tu był – milczenie postanowiła przerwać Ann – A raczej widziałam, spotkałam go jak wychodził – wytłumaczyła, widząc mocno zdziwione spojrzenie blondynki. Jej policzki leciutko się zaróżowiły, ale nic więcej nie dała po sobie znać, jedynie leciutki, tajemniczy uśmieszek na ustach.
- Przywiózł mnie, dryblas jeden, bo się martwił. Zamiast zapierdzielać po treningach, to siedział przy mnie, leniuch jeden – zaczęła marudzić swoim zwyczajem Dino, ale Ann zbyła to tylko uśmiechem; od razu widać było, że to, że mężczyzna z nią został, bardzo ją poruszyło.
- A więc między wami coś jednak… ten teges? – zaczęła dopytywać, ale nie dostała odpowiedzi, uzyskując tylko niewiele jej mówiące wzruszenie ramionami i ciche „Gbur jeden”.
Znów zapanowała cisza, wypełniona zgodnym piciem gorącej, parującej herbaty. Przez ten czas rudowłosa jeszcze raz przyjrzała się przyjaciółce; zmęczonej czymś, czego w wirze własnych uczuć wcześniej nie zauważyła, a która jednak zawsze tutaj dla niej i dla innych była. Poczuła nieprzemożoną gulę w gardle, ale przełknęła ją hardo, postanawiając doprowadzić tą rozmowę do końca.
- Widziałam cię, jak Kris niósł cię do swojego auta, tam, z budynku showcase’u… - zaczęła powoli, a blondynka napięła się, jakby wiedząc, że w końcu kiedyś ta chwila nastąpi – Dino, co się stało? – młoda kobieta przygryzła wargę, odwracając wzrok od zmartwionej przyjaciółki.
- Przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej, ale nie chciałam ci robić kolejnych problemów, sama miałaś ich już tyle… myślałam, że doskonale dam sobie sama radę, w końcu jestem Polką – zaśmiała się pod nosem, ale wcale nie był to wesoły śmiech, i pociągnęła nosem – Dzisiaj, Kris mi uświadomił, że tak dalej nie może być, bo sama, bez ciebie, nie dam sobie rady… - łzy zaczęły nieświadomie ciec po jej policzkach, i szybko zaczęła wycierać je rękawem bluzy, choć niewiele to dawało; jej oczy i tak były już całe czerwone – Ten wielki dureń nie chciał mnie zostawić, póki mu nie opowiedziałam, co się stało, więc przepraszam, że dowiesz się dopiero po nim – zakończyła smutno, patrząc nieśmiało, smutnym wzrokiem na rudowłosą, której serce w tym momencie biło tak mocno i tak boleśnie, że nie mogła tego dosłownie wytrzymać.
- Nie zamierzam cię oceniać, chcę jedynie wiedzieć co trapi moją przyjaciółkę i jej pomóc - zdołała tylko wydukać, obserwując przez wilgotne od łez rzęsy drobną blondynkę. Ta rzuciła jej słaby uśmiech, po czym wzięła głęboki oddech.
Opowiadała i opowiadała, a z każdym nowym słowem czuła się lepiej, choć obydwóm z oczu leciały potoki łez, a z ust wyrywały się co chwila urywane łkania. Świat był dla nich swego czasu okrutny, ale najważniejsze było, że one miały siebie - zawsze gotowe się wspierać i wysłuchać, i nikt nie mógł im tego zabrać.
Gdy Dino skończyła, młode kobiety objęły się z płaczem na ustach, i siedziały tak nie wiadomo ile, kołysząc do cichej muzyki ich serc, zapominając o na wpół dopitych kubkach herbaty.
- Mam tylko nadzieję, że już nigdy tam nie wrócisz - powiedziała w końcu Ann, odrywając się od przyjaciółki, by spojrzeć jej w oczy.
- Nie chcę... - ta przygryzła wargę, zmartwiona - Ale z czego wtedy będziemy żyć? Nie starczy nam na to mieszkanie.
- Nie ważne. Najważniejsze jest teraz, żebyś złożyła wymówienie i żebyś złożyła wniosek o oskarżenie do sądu - rudowłosa zmarszczyła brwi, doskonale teraz rozumiejąc gwałtowne zachowanie Chińczyka - Poszukamy dla ciebie nowej pracy. Praca w takiej firmie daje prestiż, na pewno wiele innych firm będzie cię chciało przyjąć. A jeśli nie, to też damy sobie radę, najwyżej przeprowadzimy się do jakiegoś mniejszego mieszkanka - uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, delikatnie gładząc po głowie, a ta odpowiedziała jej tym samym, szczęśliwa że w końcu nie musiała już nic przed przyjaciółką ukrywać.
Postanowiły, że resztę wieczoru spędzą przy dwóch wielki kubłach lodów przed telewizorem, oglądając jakieś ckliwe seriale, których ani trochę nie rozumieją.
Ich plany jednak pokrzyżował telefon Ann, który już od parunastu minut dzwonił nieprzerwanie, ale dwie dziewczyny w ferworze własnych uczuć po prostu go nie usłyszały.
Rudowłosa szybko odebrała telefon, wychodząc na chwilę z pokoju, odprowadzana ciekawym wzrokiem blondynki, wypychającej sobie w tamtej chwili usta, swoimi ulubionymi,  lodami truskawkowymi.
Po chwili wróciła, patrząc na młodszą kobietę z lekkim zmartwieniem w oczach.
- Lee Sooman znów dzwonił - powiedziała, a ta prychnęła cichutko.
- Czego znów Le Snowman chciał? - spytała ciekawie, odwracając się z powrotem do ekranu telewizora.
- Chłopcy dzisiaj przyjeżdżają na naukę angielskiego.
- Hmm... to dobrze. Już dawno ich nie widziałam, stęskniłam się - stwierdziła pogodnie, odwracając się w jej stronę, gdy ta się nie poruszyła.
- Jesteś pewna, że jesteś dzisiaj w stanie, żeby cokolwiek z nimi robić? Wszystko cię boli, od... - nie dokończyła, woląc nie nazywać tej rzeczy po imieniu. Wiedziała, że było to coś złego, ale to był ich sposób na radzenie sobie z sytuacją; gdy nie było to konieczne, wolały nie wspominać o tym, co je bolało.
- No proszę cię, miałabym sobie odpuścić męczenie dwunastu przystojnych chłopaków? Chyba nie - zaśmiała się cichutko, kręcąc lekko głową, a rudowłosa jej zawtórowała.
Jeśli tak rzeczy się miały, to znaczy że Dino wracała do siebie.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przeklął głośno siebie, gdy drzwi trzasnęły za nim głośno, ale nie wrócił się, by przeprosić rudowłosą. Nie byłby w stanie, biorąc pod uwagę jego obecny stan psychiczny. Patrząc jak blondynka zasypiała w jego ramionach, jego wściekłe myśli uspokoiły się nieco, ale wszystko wróciło do niego ze zdwojoną siłą, gdy Ann zaczęła wypytywać go o wszystko.
By ulżyć trochę swoim buzującym hormonom, niemalże przebiegł korytarz, wbiegając na klatkę schodową i omijając tym samym windy. Zbiegł błyskawicznie po schodach, nie zwracając uwagi na brak powietrza w płucach i małe kropelki potu, które zaczęły się pojawiać na jego skroniach.
Musiał to zrobić, jeśli nie chciał nikogo zabić po drodze do studia.
Gdy dobiegł do swojego auta, oparł się o nie, oddychając głęboko, i przymknął oczy, pozwalając żeby zmęczenie przejęło na chwilę panowanie nad jego ciałem. Obserwował przesuwające się leniwie chmury po niebieskim niebie, nie myśląc przez chwilę o zupełnie niczym.
Kiedy jego oddech się ustabilizował, wyciągnął z kieszeni zapomniany na chwilę telefon, i wpatrzył się w dziesięć nieodebranych połączeń od Gucci Panda. Było też kilkanaście wiadomości od wyżej wymienionego, a także od użytkownika opatrzonego imieniem $uho.
Stwierdzając, że lepiej będzie po prostu zadzwonić niż odczytywać stertę smsów, wykręcił po prostu numer do Tao.
Chłopak odebrał po niecałych dwóch sygnałach, jego głos lekko spanikowany.
- Kris gege, ja wiem że ty tam dobrze się bawisz, ale mamy tutaj sytuację krytyczną! - krzyknął do słuchawki, a mężczyzna był w stanie w tle usłyszeć krzyczącego głośno lidera, i D.O, który jako "mama" zespołu, postanowił pomóc Suho w ogarnięciu reszty zespołu.
- Co się dzieje? Czyżby Baekhyunowi znów ktoś schował eyelinery, i ten zaczął bić się w łóżku z Chanyeolem? - spytał znudzonym głosem Kris, przewracając oczami na samo wspomnienie tej absurdalnej sytuacji, która przecież zdarzyła się, i to niecały miesiąc temu.
- Nie, gege! Managerzy szaleją, stylistki szaleją!
- Jak stylistki, Ann jest przecież w domu - zmarszczył brwi, zupełnie już nie rozumiejąc, co młodszy Chińczyk chciał mu przekazać.
- Nie makijażystki, fryzjerki gege, fryzjerki! Szef zarządził, że dzisiaj nie ma treningu po południu, ale za to mamy się już przygotowywać do comebacku. Robią nam nowe fryzury... - jego głos opadł nagle i zrobił pauzę - Zrobili ze mnie potwora gege, oszpecili mnie! - krzyknął w końcu, a Kris musiał odsunąć słuchawkę od ucha, żeby nie ogłuchnąć - Wyglądam jak przeklęty Spok ze Star Treka! - zaczął płakać, marudząc nieprzerwanie przez następne dziesięć minut.
Kręcąc głową na divę, którą był jego przyjaciel (choć sam notabene też był jedną), otworzył samochód kluczykiem, wsiadł do środka i odpalił, wyjeżdżając z parkingu. Był w połowie drogi do ich wytwórni, gdy niekończący potok słów pandy wreszcie został przerwany przez Suho, który zdawać by się mogło po prostu wyrwał maknae EXO-M telefon z ręki.
- Kris Hyung, gdzie ty jesteś? - wysapał do telefonu - LuHan wpadł w szał, że zrobili mu damskie loczki na głowie, i już pogryzł Sehuna, gdy ten próbował go powstrzymać przed zdemolowaniem wszystkiego wokół. Xiuminowi Hyungowi zrobili różowe włosy, i widać że jest bliski ataku apopleksji, wciąż patrzy na swoje odbicie w lustrze. A Tao... Tao płacze jak jakieś emo dziecko. Przyjeżdżaj tu jak najszybciej i zapanuj nad swoim sub-unitem, Hyung! Bo my już rady nie dajemy, nikt już nawet nie słucha mnie czy D.O... - wyżalił się mu Suho, i rzeczywiście; w tle słychać było odgłosy szamotaniny i dziki wrzask, przeplatany z bliskim telefonu pojękiwaniem Tao na okrutny i niesprawiedliwy los.
Wzdychając ciężko, Kris tylko obiecał liderowi, że jest już w drodze i postara się być jak najszybciej. Łamiąc parę zasad drogowych i przejeżdżając na kilku czerwonych światłach (Suho by go nieźle poturbował za takie coś, w końcu byli idolami i musieli dawać przykład, ale jak to mówią, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal) dziesięć minut później młody mężczyzna znalazł się prze budynkiem SM Entertainment.
Kłaniając się pobieżnie portierowi i sekretarkom, wparował do garderoby, którą zawsze okupowało EXO. Zwykle były w nich po prostu zdejmowane z nich makijaże i ciuchy, które nosili w programach i showcase tak, aby bez problemu mogli potem trenować do później nocy. Teraz jednak, pomieszczenie zmieniło się w jedno wielkie pobojowisko.
Tabun fryzjerek (dokładnie dwunastu) szalał po pokoju, biegając w tą i z powrotem w poszukiwaniu nożyczek, farb do włosów i innych akcesoriów, żeby dostosować czupryny każdego z dwunastu idoli do nowego konceptu teledysku.
Gdy tylko blondyn wszedł do środka, porwała go jedna z nich, która zdawała się nie zajmować nikim innym i okazało się, że to była jego osobista fryzjerka. Kiedy nakrzyczała na niego do woli, że utrudnia jej pracę i zostawia jej małe pole do popisu, ukłonił jej się tylko, mrucząc jakieś pobieżne przeprosiny, i odszedł na chwilę, żeby upewnić LuHana i Xiumina, że loczki tego pierwszego są naprawdę męskie, a Xiumina, że róż w jego przypadku tylko dodaje mu uroku i tajemniczości. Jeśli chodzi o Tao, obiecał mu zakup nowego ipoda (dorzucając przy okazji małą torebkę od Gucciego, bo panda uwielbiała się targować o prezenty, jeśli w grę wchodził foch).
Chwilowo zadowolony, usiadł na fotelu i pozwolił stylistce zdziałać cuda ze swoimi włosami, lekko spoconymi i mocno potarganymi w porównaniu do chwili, gdy wychodził z showcase.
 Dwie godziny później spojrzał krytycznie w lustro, i po kilku chwilach kontemplacji stwierdził, że się sobie podoba. Jest dobrze, seks jest, pomyślał zadowolony, myśląc podświadomie o reakcji blondynki, gdy zobaczy go w takich włosach, i uśmiechnął się do siebie z satysfakcją.
Ogolone boki i włosy zaczesane na czubku głowy do tyłu, w dzikim kolorze płomiennej pomarańczy - to było to, co czyniło go oryginalnym, i jak nie z tej galaktyki.
Dziękując wylewnie ukłonami stylistkom, które jak burza po skończonej pracy spakowały swoje rzeczy i poleciały dalej, wyczyniać cuda z włosami innych idoli, zespół powoli zaczął się kierować w stronę swoich dormitoriów. Na dzisiaj to był koniec ich treningów, więc mieli jeszcze dosyć sporo czasu, żeby odetchnąć, w końcu była dopiero osiemnasta.
Gdy wyczerpani całym tym dniem szli w stronę swoich pokoi, u boku Krisa nagle pojawił się Chen. W ciemno brązowych włosach, z bordowymi akcentami i z mocno wycieniowaną grzywką, ogólna aparycja chłopaka się nie zmieniła, jednak aura która od niego biła była bardziej tajemnicza i męska w pewien sposób.
Uśmiechnął się szeroko do swojego Hyunga, a ten milcząco odpowiedział mu tym samym.
- Jak bardzo dobrze poszło ci z Ann dzisiaj? - spytał młodszego, a ten zachichotał cicho pod nosem, rumieniąc się wbrew własnej woli.
- Świetnie - odpowiedział, nie będąc w stanie wykrzesać z siebie żadnego innego słowa.
- Ale jak bardzo świetnie? - dopytywał Chińczyk, wsadzając ręce w kieszenie i z satysfakcją malującą się na twarzy obserwował swojego dongsaenga, odkrywającego pojęcie miłości.
- Całowaliśmy się - mruknął cicho, odwracając wzrok od starszego i oczekując jego śmiechu  ale nic takiego nie nastąpiło. Gdy spojrzał na niego raz jeszcze, mężczyzna uśmiechnął się do niego ciepło, szczęśliwy że wreszcie Koreańczyk był sobą.
- I co, to poprosiłeś ją o chodzenie, tak jak planowałeś? - spytał, a ten uśmiechnął się do niego szeroko, by w następnej chwili przystanąć, zamyślić się, i wpaść w panikę.
- Zapomniałem! - wyjęczał, miotając się po korytarzu i zupełnie nie wiedząc, co zrobić z tym problemem dalej - A co, jak ona nie będzie teraz chciała, pomyśli że jestem chamski że pocałowałem ją bez pozwolenia, albo gorzej! powie, że nie chce ze mną być, bo moje włosy jej się teraz nie podobają! powie, że są okropne, i że nie będzie chodziła z czymś takim! - zaczął panikować, łapiąc się za głowę i wymyślając wszystkiej najczarniejsze scenariusze, jakie tylko mógł.
Kris poklepał go uspokajająco po ramieniu, kłaniając się w przeprosinach ludziom ze staffu, którzy przechodzili właśnie obok i patrzyli na nich dziwnym wzrokiem.
- Na pewno tak nie pomyśli, Jongdae. Ann nie wydaje się być osobą, która patrzy tylko na wygląd - uspokoił go, choć chłopak wciąż był mocno nerwowy - Wyglądasz świetnie w tych włosach - zapewnił go, śmiejąc się w duchu do siebie na słodką niewinność chłopaka. W końcu, chłopak wydawał się być  w pewien sposób udobruchany, i posłusznie poszedł do swojego i Laya pokoju, by się wykąpać i odpocząć po wyczerpującym dniu.
Lider EXO-M również postanowił zrobić to samo, wygrywając najpierw walkę o prysznic, a potem kłótnię z Tao o tym, że dzisiaj chce się wykąpać sam, bez żadnego towarzystwa w kąpieli.  
Starając się o niczym zbytnio nie myśleć, rozebrał się i wszedł pod prysznic, z ulgą wchodząc pod gorący strumień wody. Nachylił czuprynę pod spadające z góry krople wody i wspomnienia prysznica z drobną blondynką napłynęły do jego myśli, sprawiając że fala gorąca rozpłynęła się po jego ciele, koncentrując głównie w dole brzucha.
Za chwilę jednak wszystko przeszło, gdy przypomniał sobie, co tego dnia usłyszał od małej istotki. Następna fala, tym razem złości, zalała jego myśli, gdy pomyślał co by mógł zrobić temu potworowi, który zranił jego małą księżniczkę.
Nie mogąc sobie ze sobą poradzić, uderzył z całej siły pięścią w kafelki, przeklinając głośno gdy poczuł otępiający ból w dłoni. Obejrzał ją ostrożnie, mając  nadzieję, że nic sobie w niej nie złamał; jeszcze tego im wszystkim brakowało, żeby coś sobie zrobił tuż przed pierwszym comeback'iem od ponad roku.
Ledwo zdążył wyjść z łazienki, a już do pokoju jego i Tao wparował Suho. Widząc chłopaka tylko w ręczniku przepasanym przez biodra, zatrzymał się na chwilę, ale nie na długo.
- Musisz się szybko ubrać, Kris Hyung - powiedział tylko, w jednej z jego dłoni był telefon, jakby właśnie skończył z kimś rozmawiać. Chińczyk westchnął tylko głęboko, marząc w tamtej chwili tylko o tym, żeby zakopać się pod kołdrą i spróbować zrozumieć wszystkie te uczucia, których dzisiaj doświadczył.
- Nie mów mi, że musimy iść na trening, bo Sooman zmienił zdanie - jęknął głośno, wyciągając z szafy czyste bokserki, spodnie od dresów z niskim krokiem i zwykły, biały tshirt.
- Nie, mamy jechać na lekcje angielskiego do Dino i Ann - powiedział tylko, odwracając grzecznie wzrok, gdy tamten zaczął się przebierać, choć nie mógł powiedzieć, żeby nie wiedział co "trzymał" w spodniach Yifan. Każdy z nich w pewnym momencie widział pozostałą jedenastkę w stroju Adama.
Starszy chłopak przerwał ubieranie się i odwrócił w jego stronę ze zmarszczonym czołem.
- A one się zgodziły? - spytał tylko, i lider zamrugał, zdziwiony.
- Tak, czemu miałyby nie?
- Nie, nic. Wydawało mi się dzisiaj tylko, że obydwie wydawały się być mocno zmęczone - odpowiedział tylko, znów zaczynając się ubierać.
- Widziałeś się dzisiaj z Dino? - spytał Suho, marszcząc w niezrozumieniu brwi.
- To długa historia, Suho. Ale nie martw się, opowiem ci ją jak będzie czas - odpowiedział wymijająco, naciągając spodnie i zabierając się za koszulkę. Lider doskonale wiedział, że skoro mężczyzna tak mówił, to tak zrobi, nie było więc sensu, żeby wypytywać dalej, skinął więc tylko głową.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz dzisiaj w nocy pić, prawda Suho? - powiedział tylko, wciąż nie zwracając się twarzą do Koreańczyka. Ten natomiast, po usłyszeniu pytania również odwrócił wzrok od przyjaciela, zawstydzony, że ten widział go w takim żałosnym stanie, kiedy jako lider powinien dawać wszystkim innym przykład.
- Lay chciał, żebym koniecznie obejrzał z nim jakiś film, który leci jakoś późno w nocy - powiedział, rumieniąc się lekko na wspomnienie trochę jąkającego się Yixinga, proszącego go o wspólne oglądanie telewizji. Zdziwiła go nieco ta przerażająca pora, ale biorąc pod uwagę ich dziki rozkład dnia, nie było to nic nadzwyczajnego.
Ku jego uldze, Kris nic nie powiedział; kiwnął tylko na to głową, że usłyszał, i uśmiechnął się do siebie tajemniczo.

Chen wyszedł z łazienki akurat w momencie, gdy do pokoju wszedł Suho. Razem z Layem spojrzeli na niego oczekująco, Chen świeżo po kąpieli, z wciąż wilgotnymi włosami i kilkoma stróżkami wody spływającymi po jego odkrytym torsie, Lay w trakcie przebierania się; miał na sobie już spodnie od dresów, ale w momencie gdy lider wszedł do środka, zdjął przepoconą koszulkę z showcase i miał w zamiarze założyć, nową, czystą. Szkarłatna czerwień wypłynęła na jego policzki, i odwrócił szybko wzrok od Chińczyka, mamrocząc ciche przeprosiny, na początku w ogóle nie zwracając uwagi na nic nie rozumiejącego Chena.
- Dzwonił Sooman, chłopcy. Mamy dzisiaj lekcje angielskiego u dziewczyn, musimy się zebrać za pół godziny. Kolację zjemy u nich - powiedział i zniknął szybko za drzwiami, zostawiając zdziwioną dwójkę samej sobie.
Spojrzeli po sobie milcząco, po czym uśmiechnęli się do siebie i zaczęli się ubierać. Byli ze sobą blisko, nie lubili więc, gdy istniały między nimi jakiekolwiek nieporozumienia. Jak tylko więc wrócili do wytwórni, Lay odciągnął przyjaciela na bok i wszystko na spokojnie sobie wyjaśnili.
Wiadomość, że Suho podoba się Lay, Chen przyjął pełnym zrozumienia kiwnięciem głowy; kiedy jednak Yixing wspomniał również o swoich mieszanych uczuciach wobec starszego chłopaka, i jak bardzo by chciał spędzić z nim więcej czasu, Koreańczyk postanowił pomóc mu za wszelką cenę.
Na razie jednak, dwójka młodszych mężczyzn ubrała się zgodnie, i razem z resztą zespołu wsiadła do dwóch vanów, by spotkać się z dwoma Europejkami.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
W czasie gdy czekały na przyjazd EXO, lody zostały na powrót schowane do lodówki ("Już sobie wyobrażam, jak oszaleli z głodu Sehun i Kai dobierają się do moich cennych lodów truskawkowych!"), zrobiły też miejsce dla kolejnych dwunastu osób wokół stolika w salonie, i przygotowały wszystko pod kolację (drugą już) dla chłopaków.
Gdy zadzwonił interkom, Ann poszła otworzyć drzwi, podczas kiedy Dino wciąż krzątała się po kuchni, tnąc trochę pędów bambusa do potrawy, którą zaplanowały.
Otwierając drzwi, rudowłosa musiała zamrugać kilka razy, zdziwiona i nieco oszołomiona tym, co ujrzała przed sobą. Przed nią stała tak znana jej dwunastka, a jednocześnie zupełnie inna.
- S-Suho Oppa... nie sądziłam, że będzie ci tak dobrze w blondzie - wydukała, wpatrując się w nowe fryzury zespołu.
Powoli, wszyscy wtarabanili się do środka, a Ann z zachwytem wpatrywała się w nich, starając się każdemu powiedzieć coś miłego, na temat jego nowego stylu na ten comeback. Gdy mijał ją Lay, uśmiechnęli się do siebie tylko lekko, a tuż za nim szedł mocno czymś zmartwiony Chen. Uśmiechnął się do niej nerwowo, ale nie zrobił nic więcej, po prostu na nią patrząc zakłopotanym wzrokiem.
- C-coś się stało, Chen Oppa? - spytała zmartwiona, nie za bardzo wiedząc jak zareagować na jego dziwne zachowanie.
- Nie... jak podoba ci się moja nowa fryzura? - niepewnie, spojrzał jej w oczy, kiedy ta nic nie odpowiedziała, oszołomiona.
Przyjrzała się, jak bordowa, niesforna grzywka opadała delikatnie na jego czoło, a podcięte ciemno brązowe włosy okalały kształtną czaszkę mężczyzny, i poczuła, jak motyle w jej brzuchu wzbijają się w górę i odbierają jej jakąkolwiek możliwość myślenia racjonalnie.
Uśmiechnęła się do niego uspokajająco i trochę na palcach, pocałowała Koreańczyka niewinnie w policzek, rumieniąc się przy tym mocno.
- Wyglądasz wspaniale, Oppa. Nie mogę się na ciebie napatrzeć - dodała ciszej, a on posłał jej uradowane spojrzenie. Już chciał nachylić się nad nią i zrobić coś o wiele, wiele więcej, zapominając się w swoim pożądaniu do dziewczyny, gdy ktoś podszedł ich od tyłu.
Podskoczyli wyrwani ze swego świata, zaskoczeni. Sehun spojrzał na nich z perfidnym uśmieszkiem na ustach, oparty luzacko o framugę drzwi od kuchni.
- Taaak... - zaczął, gdy dwójka spojrzała na niego zarumieniona - Dino Noona poprosiła, żebyście przestali się gździć i przyszli nam pomóc w nakrywaniu do stołu - rzucił, a oni natychmiast odskoczyli od siebie dalej, zawstydzeni.

Kiedy weszli do kuchni, powitał ich widok drobnej blondynki, otoczonej przez sterty gotowego lub  na wpół gotowego jedzenia. Wciąż była nieco blada, ale o wiele mniej niż parę godzin wcześniej, gdy Kris widział ją po raz ostatni.
Widząc ich, odwróciła się w ich stronę, uśmiechając wesoło i wyciągając ku nim ręce.
- Chłopcy! Jak ja was dawno nie widziałam! - krzyknęła, wpatrując się w nich wielkimi oczyma.
- Hej, Noona! - krzyknęli zgodnie Kai i Sehun, szczerząc do niej zęby i dumnie pokazując jej swoje nowe fryzury.
- Wszyscy wyglądacie świetnie, nie mogę się doczekać, aż zobaczę was wszystkich na scenie w telewizji - stwierdziła, delikatnie podpierając się pod boki.
- To chyba dobrze, że widzisz nas teraz. Twoje spojrzenie na nas nie jest spaczone przez komerchę - rzucił Kris, podkradając trochę kimchi z garnka, i Polka nie zdążyła trzepnąć go po ręku, gdy sięgał po więcej. Uśmiechnął się do niej triumfalnie, wpychając sobie jedzenie do ust, a ona wywróciła oczami, kręcąc na to głową, w jej oczach jednak tańczyły wesołe iskierki.
- Odezwał się napuszony ekspert. Tak jakbyś nie stroszył piórek też poza sceną - rzuciła do niego, chwytając drewnianą łyżkę i bez ostrzeżenia zdzielając nią po ręku oburzonego Chanyeola, który cichcem chciał podkraść trochę jedzenia jak jego Hyung.
- Cóż, wyglądając tak jak ja grzechem nie byłoby tego robić - odciął się, prychając lekko i zachodząc ją od tyłu, kiedy odwróciła się przodem do kuchenki gazowej. Raz jeszcze machnęła łyżką, tym razem trafiając Kaia, który jak ninja wychynął spod blatu, starając się skraść trochę z maszyny do gotowania ryżu.
- Naprawdę, Oppa? Długie, pomarańczowe jaszczurki są dla ciebie symbolem seksu w dwudziestym pierwszym wieku? - spytała, podnosząc ironicznie brew i odwracając się do niego.
Podskoczyła lekko w miejscu zaskoczona, gdy wsadziła nos w jego tors. Zarumieniła się lekko, czując zniewalający zapach mężczyzny, przypominając sobie tym samym, co z nim robiła jeszcze sześć godzin temu. Spojrzała w górę, i jej niebieskie tęczówki napotkały te barwy ciemnej, gorzkiej czekolady - oburzone, wpatrywały się w nią intensywnie.
- Jaszczurka? - prychnął, wypluwając słowo, jakby było jakimś bluźnierstwem, a reszta zachichotała cicho w tle, zgromiona zaraz przez groźny wzrok Krisa.
- Salamandra dokładniej - uściśliła, zakładając ręce na piersi i odważnie stając na przeciwko mężczyzny. Chłopak położył ręce po obydwu bokach dziewczyny, odgradzając ją od każdej możliwej opcji ucieczki, wydawało się jednak, że blondynka pozostała niewzruszona.
- I co zamierzasz mi zrobić, dryblasie? - prychnęła, wciąż nie odwracając wzroku od jego oczu. Kris zmrużył oczy, nachylając się nad nią mocniej; czuła jego gorący, pachnący miętą i pastą do zębów oddech na swojej twarzy. Poczuła niechciane gorąco na policzkach, ale nie ugięła się.
- Dla twojej wiadomości, jaszczurza księżniczko, jestem smokiem, i... - nie dokończył, gdyż do środka wparował zadowolony z siebie Sehun, a widząc sytuację, której wszyscy wokół przyglądali się z wypiekami na twarzach, wydarł się:
- No nie, tamci w korytarzu, ci w kuchni, ile można?!
W tym momencie Dino odepchnęła zdezorientowanego Krisa od siebie, zwracając całą swoją uwagę na maknae.
- Całowali się w korytarzu? Ann i Chen? - zaczęła dopytywać z błyskiem w oku.
- Prawie się pocałowali, ale im przerwałem, przecież ludzie są wokół - stwierdził, dumnie wypinając pierś. Dino podeszła do niego, utykając lekko i ruchem ręki kazała mu się nachylić trochę. Gdy to zrobił, trzasnęła go mocno po głowie, nie zwracając uwagi na zbolały i oburzony okrzyk chłopaka.
- Miłości się nie przeszkadza, Sehun! - zbeształa go, umiejętnie trafiając wciąż trzymaną w ręce łyżką Kaia, który po raz kolejny postanowił spróbować coś podkraść.
Wszyscy spojrzeli na nią z respektem prócz Krisa (który patrzył na nią z oburzeniem, wciąż pamięcią wracając parę minut wstecz), postanawiając w myślach nigdy nie wchodzić w drogę drobnej, ale niebezpiecznej Europejce.

Kiedy Chen i Ann weszli do kuchni, panowała tam niezdrowa cisza, przerywana tylko komendami Dino, D.O i Chanyeola, którzy rezydowali przy garnkach, przygotowując jedzenie i rozporządzając nakładaniem do stołu.
Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli w ich stronę, sprawiając że przystanęli w pół kroku i zarumienili się mocno, zdenerwowani byciem w samym środku uwagi, ale sprawę szybko załatwiła Dino, zaganiając wszystkich z powrotem do pracy.
- Dino, pomóc ci jakoś? – spytała rudowłosa, a jej przyjaciółka zamyśliła się na chwilę, przerywając krojenie czegoś.
- Hmm… właściwie, to chyba nie starczy nam talerzy, mamy więcej dań niż ostatnim razem. Mogłabyś je przynieść? Powinny być na górnej półce w szafie w salonie. I może lepiej by było, gdyby Chen Oppa ci pomógł, sama raczej do nich nie sięgniesz – odpowiedziała, wracając do przerwanej czynności i przeganiając z kuchni Sehuna, który w jej mniemaniu kręcił się tam trochę zbyt długo.
Dwójka zgodnie poszła do salonu, po czym zaczęło się kombinowanie. Szafa, na której szczycie stała potrzebna zastawa, miała ponad dwa metry, i nie było szansy, by ona czy Chen dali radę z niej samodzielnie zdjąć naczynia. Właściwie, jedynymi obecnie osobami, które mogły to zdjąć bez problemu byli jedynie Chanyeol i Kris, i Ann zaczęła się zastanawiać, czy Dino przypadkiem nie kazała im specjalnie zostawić tam tych rzeczy.
Jako że cała reszta krzątała się przy stole, chcąc jak najszybciej zacząć jeść, nie mieli innego wyboru, jak po prostu poradzić sobie samemu. Przez chwilę po prostu stali, myśląc intensywnie jak dostać się do tak potrzebnych im rzeczy, gdy Chen wpadł na pomysł, który przedstawił rudowłosej z szerokim uśmiechem na ustach.
Już po chwili kobieta balansowała lekko, siedząc na barkach mężczyzny, rumieniąc się mocno. Kiedy Jongdae zaproponował, żeby usiadła mu na barana i po prostu zdjęła z góry talerze, stwierdziła, że to całkiem dobry pomysł.
Teraz musiała przyznać, że nie do końca. Po pierwsze, proces wchodzenia na jego barki był bardzo zawstydzający, jako że musiał ją dotknąć w miejsca bardziej niż intymne, a obecnie jego nowo wystylizowana głowa znajdowała się pomiędzy jej udami, powodując fale przyjemnego ciepła promieniujące od jej krocza na całe ciało. Dłonie Koreańczyka znajdowały się na jej łydkach, przytrzymując ją w miejscu żeby nie spadła, i Ann czuła, jak jego dotyk niemalże wypala się na jej skórze, nawet pomimo legginsów na nogach. Przełknęła głośno ślinę i przeprosiła go cicho, gdy niebezpiecznie przechyliła się w jedną stronę, ale mocny i pewny uścisk chłopaka utrzymał ją w jednym miejscu. Miała w zamiarze wreszcie zaryzykować i sięgnąć po zestaw talerzy, kiedy głos Koreańczyka przerwał ciszę między nimi.
- Ann… - zaczął powoli, jakby niepewnie.
- Tak, Chen Oppa? – spytała z wysiłkiem, wyciągając się w stronę swojego celu.
Następne, co Chen powiedział mruknął tak niskim głosem, że dziewczyna nie dosłyszała go i nachyliła się nad nim tak, że jej nos niemalże stykał się z nosem mężczyzny, tylko że do góry nogami.
- O co chodzi, Chen Oppa? – przekrzywiła głowę, oczekując aż ten w końcu jej odpowie, ale zbyt był wpatrzony w jej usta, by od razu zareagować.
W następnej sekundzie poczuła jego ciepłe usta na swoich, i gdyby nie fakt, że przytrzymywał ją na miejscu, zdecydowanie spadłaby na podłogę.
W tym akurat momencie do środka weszła Dino, niosąc coś gorącego i świetnie pachnącego, mając w zamiarze postawić to na stole. Spojrzała na nich zdziwionym wzrokiem, a chytry uśmieszek igrał na jej ustach.
- Ale po co się było uciekać do takich ostateczności, Ann! Przecież za szafą stoi drabina… - powiedziała tylko, śmiejąc się w głos na oszołomione miny dwójki spłonionych po same cebulki włosów gołąbeczków.
Reszta kolacji minęła im w przemiłej atmosferze (Ann i Chen w końcu zdjęli dodatkowe talerze, z pomocą niezawodnej drabiny) pełnej śmiechu i żartów, a także uroczych docinków do nowo powstałej pary, które Dino szybko parowała stwierdzeniami, że miłość rządzi się innymi prawami i żeby dali im spokój, co jeszcze bardziej krępowało dwójkę.
Po skończonym posiłku, chłopaki szybko wszystko posprzątali (nalegając, żeby dwie dziewczyny odpoczęły, bo w końcu przygotowały im przepyszną kolację), wszyscy zasiedli z determinacją w oczach, aby w końcu nauczyć się czegoś o tym całym angielskim, którym tak płynnie potrafił posługiwać się jeden z ich najstarszych Hyungów.
Wkrótce okazało się, że tak naprawdę to tylko Kyungsoo wiedział, co dzieje się wokół niego, i gdy już coś załapał, usłużnie pomagał oświeconej trójce (to jest Ann, Dino i Krisowi – chociaż temu ostatniemu mniej, bo miał dosyć oryginalny sposób tłumaczenia wielu rzeczy) w nauce innych.
Parę minut później okazało się, że każdy mniej więcej coś załapał, prócz przerażonego nowym językiem Chena, który całkowicie zarumieniony wpatrywał się przepraszającym wzrokiem w rudowłosą i blondynkę.
Po cichych i szybkich naradach ustaliły, że Dino razem z Krisem zajmie się łapiącą wszystko mniej więcej dziesiątką, a Ann spróbuje na spokojnie wytłumaczyć wszystko Chenowi.
Rozeszli się więc na dwa obozy; dziesięciu młodych mężczyzn stłoczyło się na podłodze wokół fotela, na którym siedziała wygodnie drobna blondynka, wsłuchując się uważnie w jej słowa i co poniektóre wtrącenia Yifana, który siedział na oparciu tegoż samego fotela, obserwując ich uważnie, żeby stłumić jakiekolwiek oznaki rozkojarzenia, czy też by wyłapywać błędy w wymowie Polki (nie żeby jakieś były…).
Do dyspozycji Ann i Chena pozostała cała kanapa, rozsiedli się więc na niej wygodnie, rozkładając na kolanach kserówki , które dwie kobiety zrobiły dla mężczyzn. Nachylili się do siebie zgodnie, podczas kiedy dziewczyna tłumaczyła chłopakowi jedną z zasad, na co on zmarszczył brwi i przygryzł wargę w skupieniu. Naprawdę mu zależało na tym, żeby to zrozumieć – nie tylko dla siebie, ale i dla dziewczyny, która niesamowicie się starała, żeby cokolwiek z tego zrozumiał.
Sfrustrowany, jęknął głośno pociągając za swoje włosy w akcie depresji, ale rudowłosa szybko go uspokoiła, łapiąc za dłoń we włosach i odciągając ją, w zamian zanurzając własne palce w miękką czuprynę, masując tym samym skórę głowy chłopaka. Ten jęknął cicho pod jej dotykiem, wtulając się w jej dłoń i przymykając z rozkoszy oczy, a ona uśmiechnęła się do siebie, zadowolona.
Nie zwracając uwagi na nic więcej wokół, następne parę minut istnieli tylko w sowim świecie. Jej dłoń wędrowała po jego głowie, drapiąc i masując każdy skrawek którego mogła dotknąć, a on bezwstydnie mruczał, jęczał, a czasem nawet powarkiwał, gdy jakiś jej ruch wyjątkowo mu się spodobał. Gdy przestała, oddechy obydwojga były przyspieszone, a chłopak odmówił przesunięcia pliku kartek ze swojego krocza, tym samym delikatnie całując młodą kobietę w policzek i dziękując jej za pomoc.
Wszyscy spoglądali na niczego nie świadomą parę z wszystkowiedzącymi uśmieszkami na ustach, ale postanawiając dać im trochę prywatności, i widząc mroczne spojrzenie Dino, postanowili głębiej zatopić się w tajniki angielskiego czasu present continuous.
Około godziny później, postanowili że jak na pierwszy raz poszło im całkiem nieźle, i że mogą się zbierać do domu. Cała dwunastka pożegnała się po kolei z każdą z dziewczyn, dziękując im wylewnie za pomoc, po czym zmęczonym krokiem wyszli na zewnątrz, do vana który już podstawił im manager.
Jako przedostatni wyszedł Chen, wcześniej przytulając do siebie mocno rudowłosą i składając za jej cichym przyzwoleniem pocałunek na ustach, co spotkało się z aprobatą Dino i gwizdnięciem Krisa, który jeszcze został, i któremu oberwało się za to od blondynki w ramię.
Gdy w końcu i on wyszedł, smok zwrócił się do drobnej istotki przed nim.
- Powiedziałaś jej? – spytał, a ona tylko kiwnęła głową, uśmiechając się do niego smutno.
- Nie wrócisz tam – bardziej stwierdził niż zapytał, a ona znów pokiwała głową.
- Przepraszam, że wyszedłem jak wyszedłem – tutaj zwrócił się do Ann, spoglądając na nią przepraszająco.
- Rozumiem, sama nie byłabym wtedy w lepszym stanie – odpowiedziała tylko, przyjmując jego przeprosiny.
Usatysfakcjonowany tym, Kris raz jeszcze zwrócił się do blond Polki, marszcząc brwi.
- Boli cię jeszcze? Jak bardzo? Brałaś jakieś leki?
- Trochę. Przeciwbólowe, i jak na razie jest dobrze. Jak coś, Ann jest tutaj ze mną – uśmiechnęła się zakładając ręce na piersi i patrząc, jak mężczyzna zakłada buty i kurtkę.
- Dobrze. Gdyby coś się działo, to dzwoń do mnie, mój numer jest w komórce Dino – po raz kolejny spojrzał na rudowłosą.
- Do zobaczenia, mała – rzucił, swoim zwyczajem gładząc ją po głowie, i już wychodził za drzwi, gdy zatrzymał go głos jego księżniczki.
- Dobranoc, Kris Oppa. Wyśpij się, taki seksowny smok jak ty nie może mieć jutro worów pod oczami – odwrócił się by spojrzeć na nią zdziwiony, ale dziewczyna już uciekła do swojego pokoju, zawstydzona swoją własną bezpośredniością.

Zaśmiał się szczęśliwy do siebie, po czym powiedział ciche „Dobranoc” Ann i zniknął w czeluściach nocy, niczym prawdziwy smok.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz