niedziela, 13 kwietnia 2014

EXO SEXO: Rozdział V

Gdy zajechali, jej oczom ukazała się jedna z najdroższych restauracji w Seoulu. Przygryzła lekko wargę, nie będąc pewną, czy była ubrana odpowiednio dobrze i czy jej etykieta będzie odpowiadała temu miejscu, ale Lay ją zapewnił, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wnętrze urządzone było ładnie i z przepychem, ale jak dla lubiącej prostotę Ann, zbyt pompatyczne jednocześnie. Zamówili coś, co wyglądało ładnie i smakowało im, ale dziewczyna nie potrafiła wymówić wymyślnej nazwy potrawy. Czas spędzili na przyjemnej rozmowie, od czasu do czasu tylko przerywanej przez niezręczną ciszę, gdy patrzyli sobie w oczy i zaraz odwracali wzrok. Lay zapłacił za obydwoje, pomimo usilnych prób rudowłosej, żeby zrobić to samej, i raz jeszcze wsiedli do samochodu, ruszając po raz kolejny w nieznany dziewczynie kierunek.
Okazało się, że zabrał ją na zupełne przedmieścia, gdzie światła miasta nie przyćmiewały nieba i widać było Drogę Mleczną. Chłopak rozłożył na ziemi koc i ułożyli się na nim, w ciszy podziwiając piękne, nocne niebo.
Gdy wracali, było już koło pierwszej, i Ann spodziewała się, że Dino będzie już spała. Gdy wjeżdżali na podjazd do posesji minęło ich luksusowe, szare auto z przyciemnianymi szybami, i Lay zmarszczył nagle czoło, nad czymś się zastanawiając, nic jednak nie powiedział, dziewczyna więc też o nic nie dopytywała. Podjechał pod budynek i zgasił silnik.
Siedzieli w milczeniu przez parę minut, nie za bardzo wiedząc, jak się pożegnać.
- Było bardzo miło, Lay Oppa – odezwała się w końcu Ann, posyłając mu uśmiech.
- Ja też się świetnie bawiłem – odparł, po czym podrapał się zakłopotany po głowie – Czy mógłbym cię… pocałować? – spytał niepewnie, mając ochotę sam siebie walnąć za takie pytanie.
Dziewczyna przez chwilę rozważała wszystkie za i przeciw, po czym pokiwała powoli głową. Jeden pocałunek nikomu nie zaszkodzi…
Ich usta się złączyły, ale ku zdziwieniu Ann nie było żadnych fajerwerków ani motylków w brzuchu, a przecież doskonale pamiętała, że w ostatnich dniach to przeżywała… Tak czy inaczej był to pocałunek krótki, ale miły, bo nie mogła powiedzieć, był Lay nie umiał całować. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało na koniec, po czym powiedzieli sobie ciche „Dobranoc”, i rudowłosa weszła do budynku. Przez okna na klatce schodowej dostrzegła, że chłopak zdążył już odjechać, i westchnęła cicho.
Kiedy weszła do domu, powitał ją zapach świeżo zrobionej kawy, zmieszanej z zapachem słodkiej czekolady. Zdejmując z ulgą z nóg szpilki, weszła do salonu, gdzie powitał ją widok niemal taki sam, jaki zostawiła. Dino siedziała skulona na kanapie, oglądając jakieś romansidło w telewizji. Jedyną różnicą było to, że była mocno zarumieniona, a wokół niej stały już dwa opróżnione kubki po czekoladzie, trzeci, nowy w jej rękach.
Ann bardzo kusiło, żeby dowiedzieć się, co takiego się stało, gdy jej nie było, ale zmęczenie wzięło nad nią górę, więc tylko przywitała się pobieżnie, prosząc przyjaciółkę żeby długo nie siedziała, bo jutro ma pracę, i skierowała się do swojego pokoju.
W połowie drogi zatrzymał ją głos Dino.
- Ann? Zapomniałam włączyć ogrzewanie wieczorem, więc jest trochę chłodno. Zostawiłam ci na łóżku dodatkowy koc, żeby ci było cieplej.
- Dobrze, dzięki Dino – uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością i weszła do swojej sypialni.
Rzeczywiście, temperatura była chłodniejsza, ale w nogach łóżka leżał starannie złożony, puchaty koc.
Z cichym westchnieniem ulgi wzięła szybki prysznic, by zmyć z siebie makijaż i brud z ziemi (pomimo że leżała na kocu), po czym szybko przebrała się i wskoczyła pod kołdrę, nasuwając na nią podarowany jej przez Dino koc.
W następnej chwili w jej nozdrza uderzył niesamowity, wręcz odurzający zapach. Męskie perfumy, skądś jej tak dobrze znane, i do tego jeszcze unikalny, nie dający się z niczym innym pomylić zapach. Poczuła, jak motylki w brzuchu zaczynają jej wariować, a w głowie zaczęło się kręcić.
Nie mogąc się powstrzymać, zaciągnęła się głębiej obłędną wonią, czując jak gorąco rozlewa się po jej ciele, i nagle nie potrzebowała ani koca, ani kołdry.
- Dino! – krzyknęła, a po chwili usłyszała drobne kroki i drzwi się otworzyły, a do środka wsunęła się blond głowa.
- Czy ktoś może był u nas, jak mnie nie było? – spytała, patrząc intensywnie na okrycie.
- Aaa… tak – odparła Europejka, jakby po chwili zastanowienia – wpadł tu na chwilę Chen z Krisem, Chen coś zgubił bardzo dla niego ważnego i myślał, że to może u nas. Nic nie znalazł, ale się biedak zmęczył i przysnął, więc okryłam go kocem – stwierdziła, mówiąc o tym, jakby to był zwykły spacerek w parku.
- A kiedy pojechali? – zadała kolejne pytanie, marszcząc brwi i przypominając sobie napiętą minę Laya.
- Hmm… jakoś… piętnaście minut przed twoim powrotem? – zastanowiła się Dino, a Ann tylko pokiwała milcząco głową, że zrozumiała.
- Dobra, dzięki Dinuś. Dobranoc.
- Dobranoc, śpij dobrze i wybierz dobrze – rudowłosa spojrzała na nią zdziwiona, ale ta tylko puściła jej oczko i wyszła.
Choć było jej teraz gorąco, zakopała się głęboko pod kocem, wtulając w niego nos i wąchając przez parę minut bezmyślnie piękny zapach. Zapach Chena. Chen. Jej brzuch na nowo zaczął wariować, a ręce bezwiednie mocniej ścisnęły materiał.
Nie miała tak w momencie, gdy myślała o Layu, nawet gdy go całowała, to było to po prostu… całowanie. Wróciła myślami do dwóch pocałunków, które przeżyła z Chenem. To było jak niebo a ziemia. Czuła się jak w innym świecie, istniała tylko ona i Azjata.
Z westchnieniem przekręciła się na drugi bok, przeklinając cicho w duchu samą siebie.
Bo dzisiejszego wieczoru, na miejscu Laya powinien być Chen, a ona właśnie zdała sobie z tego sprawę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Gdy wrócił do dormitorium, powitała go wszechobecna cisza, tak jak się tego spodziewał. Stąpając cicho, by nikogo przypadkiem nie obudzić, szedł korytarzem w stronę pokoju swojego i Chena. Przy drzwiach od kuchni jednak, coś kazało mu się zatrzymać.
Drzwi były lekko uchylone, a w środku było zapalone światło. Z wnętrza dobiegały go dwa głosy, jeden zdecydowanie należący do Krisa, a drugi… szczerze mówiąc nie mógł rozpoznać, przez stan upicia drugiego chłopaka.
Choć doskonale wiedział, że to nie jego sprawa i jak będzie chciał, to Kris im wszystko powie, przycupnął przy drzwiach, otwierając je minimalnie szerzej, żeby coś zobaczyć, i wytężył słuch.
Serce mu zamarło, gdy usłyszał i zobaczył to, co tam się działo.
Po kuchni, niczym dzikie zwierzę, szamotał się Kris, z czystą furią wypisaną na twarzy. W dłoni trzymał jakąś butelkę, którą wymachiwał przed nosem pijanego w trzy dupy Suho, niczym jakimś dowodem.
- Suho, co ty wyrabiasz, co? – syknął nisko do lidera, nie chcąc obudzić innych chłopaków i wystraszyć ich obecnym stanem młodego mężczyzny. Joonmyeon spojrzał na niego szklistym wzrokiem, jego głowa kiwała się lekko wbrew jego własnej woli, a trzęsąca się dłoń próbowała chwycić butelkę soju z rąk drugiego lidera.
- Piję – odpowiedział krótko po chwili milczenia, jego głos o wiele niższy i bardziej chrapliwy niż zwykle.
- Suho, to nie czas na takie jazdy. Ile już pijesz? – zapytał z grobową miną starszy mężczyzna, podchodząc do zlewu i wylewając do niego zawartość butelki, pomimo głośnego, zirytowanego jęku z gardła bruneta. 
- Niedługo – rzucił mu pijackie, obrażone spojrzenie.
- Suho, od kiedy. – nie odpuścił, siadając z powrotem przed chwiejącym się mężczyzną.
- Odkąd… - zająknął się – od jakiś dwóch tygodni.
- Ile? – dopytywał nieubłaganie, a Suho naburmuszył się na bezpośredniość Chińczyka.
- Maksymalnie butelkę raz na dwa, trzy dni. Żeby się schlać, ale rano być zdolnym do funkcjonowania – mruknął, patrząc na swoje trzęsące się dłonie, jakby po raz pierwszy je widział.
- Joonmyeon… - zaczął o wiele łagodniejszym tonem, patrząc jak oczy lidera zaczynały zapełniać się łzami – Czemu? Czemu krzywdzisz sam siebie?
- Żeby zapomnieć – wyjaśnił niemalże łkając już – O nim, bo on mnie nie widzi, i nie chce… - rozpłakał się już zupełnie, a smok podniósł się i usiadł teraz obok Suho, przytulając go do siebie, starając jakoś pocieszyć.
Lay poczuł, jak z wargi którą nieświadomie przygryzał, żeby się nie rozpłakać, na brodę cieknie mu ciepła ciecz. Drżącą ręką wytarł ją z brody, i bezmyślnie tylko wytarł o swoje spodnie od Louis’a Vuittone’a.
Przez jakiś czas z płaczącym cicho sercem obserwował łkającą i trzęsącą się postać ich lidera, wciśniętą w o wiele większą od niego, figurę Krisa. Chińczyk trzymał go przy sobie, kołysząc delikatnie i gładząc po plecach, pozwalając mu się wypłakać. Yixing poczuł nagłe ukłucie w okolicy serca, gdy patrzył na tą scenę, czując narastającą w nim złość na lidera EXO-M. Wtedy, niski głos Krisa raz jeszcze przerwał ogólną ciszę.
- Suho… tu chodzi o Laya, prawda? – spytał; chłopak w jego ramionach, jak i ten przy drzwiach zamarli, każdy jednak z nieco innego powodu.
- Skąd ty… -wykrztusił z siebie Joonmyeon, nie mając odwagi spojrzeć starszemu w twarz.
- Nie jestem ślepy, Joonmyeon. Nikt z nas nie jest… no, może oprócz samego zainteresowanego – dodał ciszej, a Lay z wrażenia przysiadł na podłodze, całkowicie oszołomiony. Czuł się, jakby dostał postrzał prosto w serce. Bolało go jakby coś się w nie wciskało, a jednocześnie jakby chciało skakać w dzikiej euforii.
- Nie ważne. – mruknął tylko Suho, podnosząc głowę i patrząc na Krisa szklistym wzrokiem – To już nie jest ważne. Gdyby się dowiedział…znienawidziłby mnie – kolejne łzy pociekły po jego policzkach, a Chińczyk wytarł je delikatnie, pozwalając by Suho raz jeszcze opuścił głowę na jego tors; nie zwracał już uwagi na to, jak bardzo mokra była jego koszulka.
Tym razem Lay nie wytrzymał. Poczuł, jak słone łzy zaczęły lecieć po jego policzkach; jedyne czego chciał w tamtej chwili, to ulżyć bólowi Koreańczyka, przytulić go zamiast Krisa i szeptać słodkie słowa do ucha.
Siedział tak, nie wiadomo dokładnie ile, aż zapłakany głos Suho zamilkł, a Yifan przestał go kołysać. Podniósł się ostrożnie, i jednym ruchem podniósł mniejszego chłopaka, niosąc go w swoich ramionach z zamiarem zabrania go do jego pokoju.
Jakie było jego zdziwienie, gdy w drzwiach od kuchni napotkał zapłakanego Laya. Zabrakło mu słów, nie podejrzewał że wróci tak szybko do domu, a tym bardziej że zobaczy, w jakim stanie był Joonmyeon. Stali tak przez chwilę, aż w końcu Yixing otworzył usta.
- Gege, pozwól mi zabrać go do jego pokoju.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przygryzła nerwowo wargę, wysiadając z autobusu przed budynkiem, w którym miało się odbyć showcase. Dzisiaj znów nie było z nią Dino, a czuła, że jak nigdy potrzebowała teraz jej siły ducha. Z tego co udało jej się niemalże torturami wyciągnąć od blondynki na temat Chena było to, że wiedział o jej randce z Layem i że zadowolony nie był.
Mogła tylko podejrzewać, jak bardzo.
Z westchnieniem przymknęła oczy i jeszcze raz przeszła w myślach przez to, co ułożyła sobie w nocy na jej spotkanie z Layem. Przeprasza. Nie wyszło. Nie czuje tego, ale wciąż chce być przyjaciółmi. Brzmi jak z taniego romansu, ale tak właśnie czuła, nie mogła nic na to poradzić. Jeśli zaś chodzi o samego Chena… tutaj postanowiła improwizować, bo naprawdę nie mogła sobie wyobrazić jego postawy wobec niej dzisiejszego dnia.
Gdy wchodziła do studia, postanowiła, że da sobie radę. Musi. Sama nawarzyła sobie tego piwa, i teraz musiała je wypić.
Weszła do garderoby, posyłając innym stylistkom nieprzytomny uśmiech, wciąż głęboko pogrążona w swoich myślach. Wciąż będąc w swoim własnym świecie, rozłożyła wszystko, co było jej potrzebne na toaletce.
W tym samym momencie, gdy skończyła, drzwi się otworzyły i do środka weszła dwunastka młodych mężczyzn. Ann nie mogła opanować drżenia rąk, gdy przydzielona jej czwórka oddzieliła się od reszty i ruszyła w jej stronę, na końcu Kris, który jeszcze szeptał coś do ucha Suho. Lider nie wyglądał dzisiaj najlepiej; jego oczy były przekrwione i zaczerwienione, a cera przesadnie blada, i stylistka cmoknęła niezadowolona cicho, sadzając go na fotelu przed sobą.
Kiedy do niej podeszli, z powodzeniem mogła powiedzieć, że przynajmniej dwójka z nich wyglądała jak cienie samych siebie, a Kris był mocno zamyślony. Jedynie Xiumin patrzył na pozostałych ze zmartwieniem w oczach, bezskutecznie próbując ich rozweselić.
Już miała go poprosić, żeby usiadł na fotelu, ale Lay nagle złapał ją za rękę, patrząc na nią pustym wzrokiem. Jego oczy były czerwone, a na wardze była ranka, którą była pewna że nie uda jej się ukryć pod makijażem.
- Czy zanim zaczniesz… możemy porozmawiać? – spytał cicho, schrypłym głosem, a rudowłosa przeraziła się, jak on miał zamiar tak śpiewać. Rzuciła jedno spojrzenie w stronę Chena, ale ten odwrócił od nich wzrok, jego oczy puste i smutne, a mina nie wyrażała żadnych emocji. Jedynie Kris podszedł do niego i poklepał go pokrzepiająco po ramieniu.
No tak. Wczoraj we dwaj byli u Dino.
Pokiwała głową na tak, i postanowiła że nieważne co chłopak jej powie, ona to skończy. Bo to nie miało sensu, i krzywdziło każdego z nich.
Wyszli na chwilę na korytarz, a on puścił jej rękę i stanął, wciąż odwrócony do niej plecami.
- Posłuchaj Ann, ja… myślałem, że to, co było między nami jest czymś wyjątkowym. I nie zrozum mnie źle, naprawdę się wczoraj dobrze bawiłem – tu odwrócił się do niej, żeby ją upewnić wzrokiem, a ona pokiwała głową – Ale nie sądzę, żeby coś z tego wyszło, więc…
- … lepiej będzie jak to skończymy? – dokończyła za niego, a on popatrzył na nią zdziwiony, po czym pokiwał głową, chowając ręce w kieszenie i odwracając od niej wzrok.
- Przepraszam – rzucił, a ona pokręciła głową.
- Nie masz za co, Oppa. Ja też… moje uczucia… nie poszły w tą stronę co powinny – dodała ciszej, przez szparę w drzwiach spoglądając na ponurego Chena.
- A więc mamy to samo – zaśmiał się smutno, a na policzek spłynęła mu jedna łza, którą zaraz otarł – Ale musimy sobie jakoś poradzić – uśmiechnął się pokrzepiająco, a ona odpowiedziała mu tym samym.
- To co, przyjaciele? – zaoferowała mu, patrząc na niego z nadzieją.
- Przyjaciele.
Gdy weszli do środka, jego wzrok uciekł gdzieś w bok, i przygryzł lekko wargę, sycząc w następnej chwili, kiedy ranka tam go zapiekła.
- Ann, czy dasz radę naprawić moją facjatę jako ostatnią? – tym razem to on spytał ją z nadzieją, a ona poniekąd rozumiejąc jego intencje, pokiwała tylko głową.
Wróciła do swojego miejsca i szybko zrobiła makijaż Krisowi (który cały czas kątem oka obserwował Laya, który właśnie odciągnął od oburzonych stylistek Suho na bok i szeptał mu coś na ucho), a potem Xiuminowi, na koniec zostawiając nieznośnie dziś milczącego Chena.
Próbowała do niego zagadać, ale odpowiadał jej tylko półsłowami, odwracając wzrok nawet wtedy, gdy malowała mu oczy.
Przygryzła wargę żeby się nie rozpłakać, bo naprawdę ją to bolało. Ale sama to wszystko spowodowała.
- Skończyłam, Chen Oppa… - chciała go zapytać, czy mógłby z nią porozmawiać po showcase, ale on już wstał, dziękując jej tylko cichym głosem, i natychmiast przywołał do niej Laya.
Przełknęła z trudem gulę, która stanęła jej w gardle i zajęła się wciąż mocno przygnębionym Layem. Kiedy spojrzała w bok zobaczyła Suho, ocierającego nerwowo łzy z policzków, starając się to zrobić tak, żeby stylist Noona na niego nie nakrzyczała, zmartwiony Kris u jego boku.
Ten podążył za jej wzrokiem i zacisnął mocno pięści na poręczach fotela, mrugając szybko i starając się pozbyć łez spod powiek.
- To nie tak miało być… - wyszeptał cicho, a ona w duszy przyznała mu rację.
Do końca ich pobytu w garderobie Chen nawet do niej nie podszedł i nie zagadał, a z każdą mijającą minutą czuła, jak nóż wymierzony w jej serce sięga coraz głębiej.
Kiedy bez pożegnania wyszedł na showcase, nie mogła powstrzymać paru łez, które pociekły z jej oczu.
Zaczęła pakować swoje rzeczy, szykując się do wyjścia. Doskonale znała procedury – niedługo nowa ekipa będzie musiała zająć tą garderobę, a chłopaki i tak bez zdejmowania ciuchów, prosto z występu mają jechać do wytwórni na dalsze treningi, gdzie dopiero się przebiorą.
- Hej, siostrzyczko. Jak ci poszło dzisiaj? – usłyszała obok siebie i podskoczyła, zupełnie zaskoczona. Spojrzała zdziwiona na blondynkę, która teraz stała obok niej, wciąż w swoim długim, czarnym płaszczu i arafatce. Była bardziej blada niż zwykle, sińce były widoczne pod jej oczami, ale dzisiaj zbyt wiele osób wokół rudowłosej tak wyglądało, żeby zwrócić na to większą uwagę.
Westchnęła tylko, pozwalając przyjaciółce usiąść na fotelu, zauważając tylko, że lekko utykała, a jej oddech był lekko przyspieszony, ale postanowiła się nie dopytywać. Wiedziała doskonale, że ta powie jej dopiero, jak będzie chciała i nie było sensu dopytywać się dalej.
- Fatalnie. Grunt mi się usuwa spod nóg – znów poczuła łzy pod powiekami, ale powstrzymała je.
- Rozmawiałaś z Layem? – spytała blondynka, patrząc na nią uważnie.
- Tak. Wszystko jest już ok, pozostaniemy na stopie przyjaciół – uśmiechnęła się niemrawo a Dino pokiwała głową. 
- A Chen? – rudowłosa odwróciła wzrok, nie mogąc wytrzymać oczekującego wzroku przyjaciółki.
- Nie chce ze mną rozmawiać, nawet na mnie nie patrzy – tym razem nie powstrzymała łez, ale blondynka delikatnie je wytarła.
- Powiedziałaś mu o waszej rozmowie z Layem?
- Jeszcze nie, nie miałam za bardzo kiedy. Nie chciał przebywać w moim towarzystwie – dodała ciszej.
Dino spojrzała na zegarek, po czym policzyła coś szybko w myślach.
- Ich showcase właśnie się skończył. Z tego co słyszałam od obsługi, mają użyć klatki schodowej, która jest najbliżej sceny, czyli jak stąd wyjdziesz, musisz skręcić w prawo. Pospiesz się – powiedziała tylko, a Ann spojrzała na nią oniemiała.
- Z miłością nie ma co czekać, macie kolejny dzień się męczyć, kiedy można to szybko rozwiązać? – pospieszyła ją ruchem ręki, a ta ucałowała ją tylko mocno w policzek i niemalże pobiegła.
Po swoją miłość.
Kiedy wbiegła na klatkę schodową, cała zdyszana i spocona, chłopcy byli już jakieś piętro niżej, ale wciąż na półpiętrze był Kris, Tao i… Chen. Spojrzeli na nią, i zaskoczeni jej nagłym wejściem, zatrzymali się. Chen odwrócił smutny wzrok, w przekonaniu że przyszła do Laya, ale ona nie zamierzała go stracić. Nie po raz drugi.
- Chen Oppa! – zawołała do niego, a on podniósł głowę, ale wciąż na nią nie spojrzał.
- Chen Oppa! – powtórzyła bardziej natarczywie, podbiegając do niego i łapiąc go za rękaw, na tyle jednak lekko, że byłby w stanie jej się wyrwać, gdyby chciał.
Mężczyzna spojrzał tylko, jak Kris i Tao, wymieniwszy się spojrzeniami, poszli dalej, klepiąc go wcześniej po ramieniu na znak solidarności. Razem z resztą zniknęli na następnej kondygnacji, ich kroki coraz cichsze.
Stali tak przez jakiś czas w ciszy, jedynym dźwiękiem jej urywany oddech i brzęk bransoletki, którą bawił się ponury chłopak.
- Oppa, ja - zaczęła, próbując znaleźć oczami jego tęczówki – Chcę cię przeprosić, że tyle na mnie czekałeś – powiedziała tylko, czując jak łzy zaczynają spływać po jej policzkach – Wczoraj zrozumiałam, że powiedzenie „tam dom twój, gdzie serce twoje” jest prawdziwe. Mój umysł przez cały ten czas powtarzał mi, że moje serce jest ze mną, kiedy tak naprawdę… od samego początku było z tobą – dokończyła, łkając i odwracając wzrok, niezdolna powiedzieć nic więcej. Nie wiedziała co innego miałaby zrobić, żeby chłopak ją zrozumiał.
- A co z Layem? – spytał, jego głos wciąż bezbarwny, ale mogła usłyszeć w nim oczekiwanie, napięcie. Pociągnęła nosem, wstydząc się spojrzeć mu w oczy.
- Obydwoje wiedzieliśmy, że nasze serca wołają nas do naszego domu, byliśmy jednak zbyt głusi żeby usłyszeć, z której dokładnie strony ono woła.
W następnej chwili poczuła gorące usta na swoich, i wszystko wokół niej straciło na znaczeniu. Duże dłonie chłopaka objęły ją w pasie i przyciągnęły do niego mocniej, wyrywając jęk z jej ust. Pozwoliła dłoniom wędrować po jego ciele, napawając się idealnym kształtem mięśni pod koszulką. Chwilę później jej ręce zawędrowały na kark chłopaka, a ten zamruczał głośno w jej usta, przyciskając ją do siebie mocniej. W następnej chwili zanurzyła dłonie w miękkich, gęstych włosach mężczyzny, masując delikatnie skórę jego czaszki, na co ten jęknął bezwstydnie głośno, wywołując uśmiech na jej ustach.
Pisnęła cicho, gdy nagle mężczyzna podniósł ją bez wysiłku i przycisnął do ściany swoim ciałem, całując jeszcze mocniej. Nigdy nie kręciło jej się w głowie ze szczęścia tak jak teraz, a motyle w jej brzuchu chciały dosłownie wydostać się na zewnątrz, sprawiając że jej ciało niekontrolowanie drżało pod rozpalonymi dłońmi Chena.
Azjata, po paru chwilach gorących pocałunków, zwolnił, przygryzając niemalże leniwie wargę rudowłosej, ciągnąc ją powoli w swoją stronę. Jęknęła sfrustrowana na brak jego ust przy swoich, ale Chen zaraz do niej wrócił, pozwalając by teraz to ona ucałowała, delikatnie go drażniąc, linię jego żuchwy, by po chwili ssać jego dolną wargę. Warknął głucho niskim głosem, wciskając się w nią jeszcze bardziej, a głośny jęk wyszedł z jej ust, gdy coś twardego wpiło się w jej łono, i nie mogła powstrzymać się by nie poruszyć biodrami eksperymentalnie, sprawiając że chłopak schował twarz w jej szyję, przygryzając ją lekko i jęcząc.
Nie pozwolił jej jednak na długo przejąć kontroli; zaraz jego usta znów były na jej, pieszcząc je i prosząc niemo, żeby się rozchyliły. Gdy to zrobiła, jego język wtargnął do środka, smakując jej ust, walcząc dziką bitwę z jej językiem. Miauknęła zadziornie zadowolona, gdy udało jej się wsunąć językiem do jego ust, napawając się smakiem czegoś słodkiego, co jadł młody mężczyzna. Po paru minutach, odsunął się od niej powoli, na koniec muskając jeszcze jej spierzchnięte usta, z zachwytem spoglądając w jej błyszczące oczy. Bezwiednie, oblizał wargi, czując jak podniecenie skupia się w szczególnym miejscu jego ciała.
- Szukałaś domu, a teraz go znalazłaś. I nie musisz się martwić, że go zgubisz, bo ja nie mam zamiaru cię z niego wypuścić.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z lekkim uśmiechem na ustach obserwowała, jak rudowłosa wybiegła z pomieszczenia, sprawiając że inne stylistki spojrzały za nią dziwnie.
Powolnym ruchem, tak żeby nie nadwyrężać się za bardzo, okręciła fotel w stronę toaletki, sycząc cicho gdy jej biodra za bardzo przekręciły tułowiem. Rozglądając się wokoło, czy nikt na nią nie patrzył, podniosła białą koszulę do góry, patrząc z niezadowoleniem na zasinienie, zajmujące niemal połowę jej brzucha.
Kiedy wychodziła, obrażenia jeszcze tak nie wyglądały. Wciągnęła głęboko powietrze w płuca, mając tylko nadzieję, że nic im się nie stało. Chyba też obiła sobie kostkę, jako że nie mogła za bardzo na niej stawać.
Wzdrygnęła się, gdy do pomieszczenia zaczęła wchodzić nowa obsługa; na widok jakiegoś starszego mężczyzny jej usta wykrzywiły się w obrzydzeniu, a w sercu poczuła irracjonalny strach.
Nie wszyscy są tacy jak on, upomniała siebie, ale to nie podziałało.
Wstała powoli, a gdy wspomniany wcześniej mężczyzna, widząc jej chorą nogę, zaoferował pomoc, syknęła tylko na niego wściekle, nie mogąc się powstrzymać żeby nie rzucić w niego kilkoma polskimi przekleństwami po drodze.
Jak mogła najszybciej, wyszła z pomieszczenia i weszła na najbliższą klatkę schodową, która była po jej lewo.
Dysząc ciężko, próbowała opanować dzikie zawroty głowy i mdłości, a także coraz bardziej powiększający się ból z boku brzucha. Objęła się ramionami, ale zaraz opuściła ręce, przypominając sobie i czując przede wszystkim, bolesne siniaki na swoich przedramionach.
Oparła głowę o zimną ścianę z nadzieją, że ta pomoże jej schłodzić rozpalone czoło. Jęknęła cicho, gdy nic to nie pomogło, a jej świadomości zaczęła uciekać, ustępując miejsca wszechogarniającej ciemności.
Naprawdę, życie potrafiło być taką suką.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Kątem oka wciąż obserwował Laya, który cały czas próbował zbliżyć się do Suho tak, jak zawsze to robił, nic jednak nie pomagało. Nie pamiętając do końca ostatniej nocy, Joonmyeon postanowił już nigdy więcej nie poddać się swemu uczuciu do Laya. Chińczyk jednak był nieugięty, i Kris z powodzeniem mógł stwierdzić, że jest zdeterminowany, by odzyskać chłopaka.
Z cichym westchnieniem spojrzał na Tao, z którym zatrzymał się przed wejściem do budynku, jako że ten szukał czegoś gorączkowo w swojej torbie. Umysł mężczyzny wyłączył się na chwilę; bezmyślnie bawił się breloczkiem od kluczyków do swojego samochodu (widząc rano tragiczny stan Suho, wolał być ubezpieczony, że w każdej chwili będzie mógł po cicho odwieźć go do dormu), napawając się ciepłem popołudniowego słońca, a jego myśli błądziły luźno wokół wspomnień, o pewnej drobnej blondynce.
Z zamyślenia wyrwał go głośny jęk pandy, który potwierdził jego przekonanie, że chłopak o czymś zapomniał. Tao spojrzał na resztę EXO-M, która już weszła do swojego vanu, czekając tylko na niego, po czym spojrzał wielkimi oczami na swojego gege.
- Kris gege… zostawiłem w garderobie swojego ipoda. Czy mógłbyś po niego tam dla mnie iść? Chłopaki już na mnie czekają, a i tak ty wracasz samochodem – jego oczy zaświeciły się jasno, a żeby być pewnym, że jego gege się zgodzi, zrobił pełny fan serwis aegyo.
Kris westchnął ciężko, kręcąc głową na zapominalstwo pandy.
- Dobra, ale w zamian oczekuje jutro rano śniadania do łóżka. Nie możesz tak w kółko zapominać rzeczy – mruknął, gdy chłopak rzucił mu się na szyję, ściskając mocno, po czym poleciał do samochodu.
Yifan i tak doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że osobą, która przyniesie mu to śniadanie będzie D.O, bo Tao po prostu o tym rano zapomni.
Postanowił wejść do budynku od frontu, a nie od wejścia dla idoli, bo stamtąd miał bliżej na parking, na którym stał jego samochód.
Dziękując w duchu, że jego dzisiejszy strój miał kaptur, naciągnął go mocniej na twarz, chcąc zwracać na siebie jak najmniej uwagi. Wyćwiczonym ruchem zgarbił się i schował ręce do kieszeni spodni, ruszając naokoło budynku, do wejścia.
Miał to szczęście, że po showcase był jeszcze jakiś event, więc było tam dosyć pusto, co ułatwiło mu przejście niezauważonym.
Postanowił wjechać windą na czwarte piętro, na którym były garderoby, ale ku jego niezadowoleniu, na drzwiach wisiała kartka z informacją, że rzeczona winda jest zepsuta.
Rzucając jakieś chińskie przekleństwa pod nosem, wszedł na klatkę schodową, na którą wejście było zaraz obok wind. Posiadając swoje długie, wysportowane nogi, nie było dla niego problemem przeskoczenie dwóch lub trzech schodków na raz, w dosłownie chwilę więc znalazł się na piętrze, którego potrzebował.
Już miał otworzyć drzwi na korytarz, kiedy coś go tknęło, i odwrócił się do tyłu, patrząc na część schodów idącą dalej w górę.
Świat wokół niego, włącznie z jego sercem, zatrzymał się, gdy zobaczył tak mu dobrze znaną drobną blondynkę, leżącą nieprzytomnie na schodach.
Nie myśląc wiele podbiegł do niej, lekko trzęsącymi się rękoma sprawdzając jej puls. Stwierdzając z ulgą, że tylko zemdlała, dotknął dłonią delikatnie jej bladego policzka, z przerażeniem stwierdzając, że miała gorączkę.
Zapominając po co tu w ogóle przyszedł, przerzucił jej ręce przez swoje ramię, łapiąc ją w następnej chwili pod kolana i plecy, podnosząc do góry i przytulając do swojego ciała. Była taka mała w porównaniu do niego, że niemalże nie byłoby jej widać, gdyby miał na sobie większą kurtkę, którą mógłby ją przykryć.
- Oj mała mała, co żeś zrobiła tym razem… - mruknął do siebie, próbując otrząsnąć się z przerażającego i paraliżującego strachu, który kazał mu tylko ją do siebie przytulić i nie puszczać.
Ostrożniej niż wchodził, ale równie szybko, zszedł po schodach, przed wyjściem z klatki sprawdzając tylko, czy wokół nie było zbyt wielu ludzi. Udało mu się przemknąć do swojego samochodu, a nawet go otworzyć, nie wypuszczając tym samym wciąż nieprzytomnej dziewczyny z rąk.
Ułożył ją delikatnie w samochodzie, przypinając dokładnie pasami, po czym raz jeszcze wrócił się do budynku, do małego baru, który się tam znajdował.
Po chwili już był z powrotem, z butelką zimnej, wyjętej z lodówki, wody. Wsiadł do samochodu od strony kierowcy, ze zmartwieniem w oczach patrząc na młodą kobietę.
Jej oddech był ciężki, ale równy. Martwiła go tylko jej wysoka gorączka. Przypominając sobie, że zawsze woził w samochodzie zapasowe ręczniki na treningi, wyciągnął jeden z bagażnika, zwinął w rulon i polał zimną wodą, by w następnej chwili położyć go na czole blondynki, nie przejmując się, czy woda zaleje cenną skórę, którą wyłożone było auto.
Delikatnie przesunął palcem po jej rozgorączkowanym policzku, by po chwili odgarnąć kilka niesfornych, wilgotnych od okładu kosmyków z jej ust.
Patrzył na nie przez jakiś czas jak zahipnotyzowany. Napawał się ich kształtem i kolorytem, i musiał przełknąć ślinę, bo nagle zaschło mu w gardle. Miał nieprzemożoną ochotę pocałować tą istotkę, ale powstrzymał się, nie chcąc wykorzystywać jej, kiedy była bezbronna.
W tym momencie jej wargi poruszyły się lekko, a brwi zmarszczyły, jakby śniła o czymś niedobrym.
Nachylił się nad nią, chcąc wyczytać z ruchu warg co mówi, ale to nie był chyba język, który znał.
Otworzyła powoli oczy i nagle drgnęła nerwowo, widząc czyjeś uważne oczy nad sobą. Zaczęła powoli panikować, próbując wstać z siedzenia i wysiąść, ale jęknęła głośno, czując ból w brzuchu i opadła z powrotem, a uspokajająca dłoń przycisnęła ją pewniej do fotela, nakazując rozluźnienie się.
- Csii, mała. To ja, twój Oppa – stwierdził z nonszalanckim uśmiechem, ale jego głos był miękki; był szczęśliwy, że kobieta w końcu się obudziła.
Rozpoznając jego głos i twarz, rozluźniła się całkowicie, oddychając gwałtownie, adrenalina bowiem buzowała mocno w jej żyłach.
- Kris… Oppa – wymruczała, a mężczyznę przeszedł prąd po karku i w dół wzdłuż kręgosłupa na sposób, w jaki wypowiedziała jego imię.
- Co ty tu robisz? – spytała, nie mając siły, by nawet podnieść się z opuszczonego oparcia fotela.
- Ja? Ratuję moją małą księżniczkę – odparł z uśmiechem, widząc jak ona również się uśmiecha do siebie.
- To raczej ty co tu robisz, i co się stało że jesteś w takim stanie? – zapytał, a przez jej oczy nagle przebłysnął ślad strachu i niepewności, widząc jednak że była całkowicie ubrana, uspokoiła się trochę.
- Przyszłam odwiedzić Ann. Poszła załatwić pewną sprawę z Chenem, a mi zrobiło się słabo, no i… zemdlałam – dokończyła kulawo, a Kris zmarszczył brwi. Bardzo chciał zapytać, co robiła na klatce schodowej zamiast w garderobie, ale na razie jej odpuścił. – Dziękuję za pomoc, pewnie masz dużo zajęć, więc ja już sobie pójdę… - zaczęła szukać zapięcia od paska bezpieczeństwa, ale duża dłoń mężczyzny wylądowała na wierzchu jej własnej, sprawiając że jakieś małe iskierki przepłynęły między ich ciałami, co obydwoje poczuli.
Kris przeczyścił gardło, nim nie zapalił bez słowa silnika i nie wyjechał z parkingu powoli, żeby nie wytwarzać niepotrzebnych wibracji.
- Puszczę cię dopiero, jak sprawdzą czy wszystko z tobą w porządku w szpitalu – powiedział, a ona gwałtownie złapała go za rękę, z głośnym „Nie!” na ustach.
Zastopował, patrząc na nią ze zmarszczonym czołem. W jej oczach igrały iskierki strachu, a jej małe dłonie ściskały go nerwowo za ramię. Przygryzła wargę i widział, że w jej oczach zbierają się łzy, które mężnie powstrzymała.
- Proszę, nie… jeśli chcesz się mną zająć, to proszę cię, Oppa… zabierz mnie do domu – poprosiła cicho łamiącym się głosem, a on nie mógł oderwać od niej wzroku. Jedynym czego chciał w tamtym momencie było, żeby ją wziąć w ramiona, ucałować i nie puszczać, by być pewnym, że jest bezpieczna.
- Proszę… - dodała jeszcze ciszej, chowając twarz w jego rękę, wstydząc się prosić dalej i na niego patrzeć, i to złamało ostatnią barierę Krisa. Wolną ręką pogłaskał ją delikatnie po głowie, pozwalając jej zostać jeszcze w tej pozycji parę chwil.
Kiedy się odsunęła, pociągając lekko nosem, i wciąż na niego nie patrząc, chwycił delikatnie jej podbródek i zmusił ją, by spojrzała mu w oczy. To, co w nich zobaczył sprawiło, że złość się w nim zagotowała, i poprzysiągł śmierć temu, kto doprowadził jego prywatną, małą księżniczkę do tego stanu.
- Ale obiecaj mi, że kiedy dojedziemy, wszystko mi dokładnie opowiesz – w odpowiedzi tylko pokiwała głową, po raz kolejny chowając twarz w jego rękę.  
Podróż do jej apartamentu była cicha; dziewczyna, zmęczona przeżyciami tego dnia zasnęła, wciąż nie puszczając materiału od jego kurtki.
Nie mógł się powstrzymać, by nie spoglądać na nią na każdym czerwonym świetle, w obawie że jej stan się pogorszy. Czarne myśli i scenariusze wypełniały jego głowę, odnośnie tego, co mogło się stać Dino, i to go niemal doprowadzało do szaleństwa.
Zastanawiał się również, czy Ann już będzie w domu, ale przypominając sobie, jej minę, gdy chciała porozmawiać z Chenem, stwierdził że trochę mogło to zająć, jako że wiele mieli sobie do wyjaśnienia.
Kiedy zajechał pod blok, wyłączył silnik i zapatrzył się na wciąż śpiącą kobietę, zastanawiając się, jak dalej rozegrać tą całą sytuację.
Delikatnie wyciągnął z jej uścisku rąbek swojej kurtki, gładząc ją uspokajająco po policzku, gdy jej brwi zmarszczyły się na jego ruch. Sięgnął po jej torebkę, którą wcześniej położył na tylnym siedzeniu, i postanawiając, że może później ją za to przeprosi, zaczął w niej grzebać w poszukiwaniu kluczy. Po paru minutach mozolnych poszukiwań (musiał przyznać, że kobiety rzeczywiście nosiły ze sobą dosłownie wszystko), udało mu się wyciągnąć pęk kluczy i zamknął torebkę z triumfalnym uśmiechem.
Uśmiech zniknął jednak tak szybko, jak się pojawił. Ze zmarszczonymi brwiami spojrzał na dziewczynę, zastanawiając się, czy ją budzić.
W mgnieniu oka podjął decyzję, i wysiadł z samochodu, zabierając po drodze jej torebkę i kluczyki. Okrążył samochód i otworzył drzwi od strony pasażera, odpinając tym samym pas bezpieczeństwa na kobiecie. Bez zastanowienia włożył między zęby kluczyki od auta, a klucze od mieszkania do kieszeni. Potrzebował obydwu rąk wolnych.
Wyciągnął ją z samochodu, zamykając drzwi i nacisnął zębem auto zamek, a Aston Martin piknął posłusznie.
Podziękował skinieniem głowy ochroniarzowi, który ze zmartwioną miną otworzył mu furtkę i zapewnił go, pół werbalnie pół mimicznie (bo wciąż miał klucze od auta w zębach), że istotka w jego ramionach jedynie śpi i nic jej nie jest.
Wjechał windą na odpowiednie piętro (dziękował cicho, że tutaj ona działała bezproblemowo), i przyciskając do siebie jeszcze mocniej drobne ciało, żeby jej nie wypuścić z rąk, po kilku próbach udało mu się otworzyć drzwi, i z zadowolonym westchnięciem wszedł do środka, zamykając je nogą.
Rozejrzał się wokoło, ale tak jak podejrzewał; nikogo nie było. Przez chwilę zastanawiał się, czy zdejmować buty, ale słusznie stwierdził, że może to zrobić dopiero po odtransportowaniu Dino do jej łóżka.
Po chwili dziewczyna w jego ramionach poruszyła się, i spojrzały na niego duże, niebieskie oczyska. Nie odezwała się jednak, ziewając tylko i rozglądając się wokoło. Rozpoznając, że to jej mieszkanie, wtuliła tylko nos w obojczyk chłopaka, napawając się jego zapachem i przymykając zmęczone oczy.
- A więc udało ci się znaleźć klucze? – spytała sennym głosem, a on uśmiechnął się do siebie.
- Tak, chociaż coś mi chciało odgryźć w zamian rękę – zażartował i poczuł, jak blondynka powstrzymuje w sobie śmiech, by zaraz trzepnąć go lekko ręką po ramieniu, tak jak to miała w zwyczaju.
Wtuliła się w niego bardziej, gdy poczuła jak jego klatka piersiowa podnosi się od cichego śmiechu. Zaraz jednak jęknęła głośno i odsunęła się, czując nieprzyjemny ból obicia na brzuchu.
Mężczyzna natychmiast przestał się śmiać, za to wyprostował się sztywno jak struna.
Przypominając sobie, za które drzwi parę dni temu schowała się blondynka, otworzył je pchnięciem ramienia i ułożył ją delikatnie na łóżku, nie nabierając się że śpi, gdy nie otworzyła oczu.
Bez ostrzeżenia chwycił za rąbek jej koszuli i podniósł ją do góry, a jej oczy otworzyły się gwałtownie, na raz z krzykiem sprzeciwu, który wydobył się z jej gardła.
Z przerażeniem i niemym oburzeniem przesunął palcami po dzikim fiolecie, który zajmował pół brzucha Europejki, a ona przygryzła mocno wargę, uciekając od niego oczami i starając się, żeby głośny jęk bólu nie uciekł jej z ust.
- Dino, to może być krwotok wewnętrzny – powiedział, jego szczęka zaciśnięta mocno jak jeszcze nigdy. Jego palce bez przerwy wędrowały po brzuchu blondynki, podczas kiedy jego umysł starał się opanować ciało, które chciało teraz tylko jednego - zabić tego, kto się poważył na jego księżniczkę.
- Nie jest, lekarz mówił że to tylko obicie… - spuściła głowę, mówiąc cicho, podczas kiedy głowa blondyna podniosła się gwałtownie do góry.
- Byłaś u lekarza? – z jego głosu nic nie dało rady wyczytać.
- To znajomy lekarz. Powiedział, że muszę tylko odpoczywać i się oszczędzać – odpowiedziała, wciąż na niego nie patrząc.
Poczuła, jak łóżko wokół niej się wygina, a w pole jej widzenia wtargnęła duża dłoń mężczyzny, podpierająca się o materac. Wiedziała, że wisiał teraz nad nią, ale było jej tak wstyd, że nie chciała mu spojrzeć w oczy. Łzy zaczęły cicho spadać z jej oczu, ale ciepła dłoń otarła je delikatnie, chociaż głos Krisa był twardy i stanowczy.
- Gdzie jeszcze? – spytał, a ona poczuła jak fala paniki ją zalewa, i zaczęła drgać jej warga.
- Ramiona i uda… - dodała jeszcze ciszej, trzęsącym się mocno głosem. Jego dłoń powędrowała do rąk, gdzie podwinęła rękawy, by odkryć czerwone, boleśnie wyglądające zasinienia na skórze, i Chińczyk nie mógł się powstrzymać, by nie przekląć głośno. Następnie dotknął delikatnie jej lewego uda, a słysząc niepohamowany syk z jej ust, przestał natychmiast. W tej chwili Dino nie mogła już powstrzymywać łez, które spływały kaskadami po jej policzkach, i cichych łkań, które wyrywały jej się z piersi.
Kris wtulił twarz w zagłębienie jej szyi, wdychając głęboko jej zapach i oddychając głęboko, żeby opanować swoje emocje i nie pogarszać stanu, w jakim była młoda kobieta. Delikatnie wodził dłonią po jej boku, starając się ją trochę uspokoić.
- Malutka – zaczął cicho, drażniąc oddechem jej szyję – chcę ci pomóc, nawet nie wiesz jak bardzo, ale muszę wiedzieć, co się stało – spojrzał na nią troskliwym wzrokiem, odgarniając z twarzy mokry od płaczu kosmyk. Czekał cierpliwie, aż dziewczyna skończy łkać niepohamowanie, gładząc delikatnie jej policzek i szepcząc słodkie słowa do ucha, by ją uspokoić.
- Kiedy zaczęłam tą pracę, byłyśmy wniebowzięte – zaczęła powoli, a Kris skierował na nią swoje uważne tęczówki – to mieszkanie jest duże i dużo trzeba za nie płacić, ale moje wynagrodzenie umożliwiło nam jego wynajęcie. Jeśli nie będę tam pracować, nie będziemy miały gdzie żyć – dodała nerwowo, czując kolejne łzy pod powiekami, ale powstrzymując je, wtulając twarz w dłoń chłopaka, która wciąż gładziła jej policzek.
- Na początku nic się nie działo, praca jak praca. Potem moi starsi koledzy zaczęli się mnie czepiać o różne rzeczy, ocierać niepotrzebnie i dotykać, ale szybko sobie z nimi poradziłam, w końcu jestem Polką – zaśmiała się słabo, próbując nie zwracać uwagi na to, że druga ręka chłopaka, która gładziła ją po boku, zaprzestała swoich ruchów – Ale potem doczepił się do mnie mój szef. Ale to już nie było zwykłe ocieranie się i głupie podteksty. To już zakrawało na molestowanie. A dzisiaj… - przerwała, czując kolejną falę histerii – rzucił się na mnie. Udało mi się uciec, ale nieźle mnie wcześniej poturbował – skończyła gorzko, patrząc na stan, w jakim była.
Była tak bardzo wdzięczna chłopakowi, gdy ten, bez żadnych słów, po prostu wziął ją w ramiona, przytulając do siebie mocno, zapewniając jej ciepło, którego jej tak brakowało. Raz jeszcze rozpłakała się głośno, ale to było w porządku, bo on tu był, i nie miał zamiaru jej zostawić. Trwali tak nie wiadomo ile, aż ciało dziewczyny zaczęło się rozluźniać, i mężczyzna puścił ją, by za jej przyzwoleniem zdjąć z niej buty i płaszcz, a potem pomóc jej wejść pod kołdrę i nakazując długi odpoczynek.
Pogłaskał ją raz jeszcze, z zamiarem wstania i zadzwonienia po Ann, ale dłoń Dino chwyciła go delikatnie za rękaw. Jej oczy patrzyły na niego ze strachem.
- Proszę… nie zostawiaj mnie póki nie zasnę, Kris Oppa… - powiedziała tylko cicho, a on po prostu skinął głową, zrzucając w końcu buty obok łóżka i układając się obok niej, przyciągając do siebie i wtulając w swój tors.
Jej drobne dłonie chwyciły go za koszulę, a nos wtulił się w jego obojczyk, i nie mógł się powstrzymać, by nie złożyć paru delikatnych pocałunków na jej odsłoniętej szyi i policzku. Drgnęła pod nim, ale zaraz znów się rozluźniła, patrząc tym razem na niego lekko przymglonym wzrokiem, różowa mgiełka na policzkach.
- Skoro jestem twoją małą księżniczką, to ty jesteś moim rycerzem na białym rumaku, prawda? – spytała, uśmiechając się do niego leciutko, wywołując u niego taki sam uśmiech.
- Oczywiście. Kim innym bym był? Bycie paziem jest not my style – zażartował, a ona zachichotała cichutko, znów chowając twarz w zagłębienie jego szyi. Przez chwilę znów tak trwali w ciszy, dopóki dziewczyna znów się nie odezwała.
- Jako mój rycerz i wybawiciel, zasługujesz więc na nagrodę – spojrzał na nią ciekawie, a w następnej sekundzie drobne usta dziewczyny znalazły się na jego. Poczuł, jak milion najprzeróżniejszych uczuć eksploduje w jego wnętrzu, ale przede wszystkim pożądanie, troska, i coś innego, bardziej delikatnego i ckliwego, co jednak było miłym uczuciem.
Jego ręka, do tej pory głaszcząca jej plecy, teraz spoczywała w jej włosach, przyciskając głowę blondynki do niego mocniej. Jej ręka również zawędrowała do jego włosów, drapiąc delikatnie skórę głowy i wyciągając z jego gardła niski warkot zadowolenia. Ich usta tańczyły ze sobą, raz ledwo się stykając, by w następnej chwili spotkać się w głębokim, namiętnym pocałunku. Kris nie mógł się nacieszyć ustami istoty pod nim, pieścił je delikatnie, by w następnej chwili przejechać po nich językiem, co wywołało u niej gwałtowny dreszcz i jęk, nie prosząc jednak o nic więcej. Gdy zauważył, że Dino zaczyna brakować powietrza, odsunął się od niej leciutko, pozwalając małemu jękowi opuścić swoje usta, gdy na koniec blondynka zadziornie przytrzymała zębami jego wargę przy sobie.    
Oddychali głęboko i szybko, patrząc na siebie z uśmiechami na ustach, choć po chwili dziewczyna postanowiła się zawstydzić i po raz kolejny schowała twarz w pierś chłopaka, co przyjął lekkim śmiechem.
Chwycił jej podbródek i przesunął ją tak, żeby mógł spojrzeć jej w oczy. Po chwili, jego wzrok zszedł też niżej, na zachęcająco spierzchnięte, wciąż wilgotne usta.
- Nie chowaj się przede mną, malutka – mruknął niższym głosem niż zwykle, zachrypniętym mocno od pocałunku.
Następnie pocałował ją jeszcze raz, ale tym razem był to delikatny, czysty pocałunek, wyrażający wszystkie jego uczucia wobec niej.

-Nie martw się, nigdzie nie odejdę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz