niedziela, 13 kwietnia 2014

EXO SEXO: Rozdział IV

Gdy łazienkowe wrota zamknęły się za wiecznie walczącą dwójką, nastała pełna napięcia cisza. Wszyscy niczym ninja podeszli bliżej, chcąc coś usłyszeć, jednak w środku nic się nie ruszyło, żaden dźwięk nie wyszedł na zewnątrz. W następnej chwili odskoczyli gwałtownie, i Chanyeol poleciał na Kaia, który efektem domina poleciał na Sehuna (stali najbliżej), gdy zamek od drzwi szczęknął głośno, odcinając parę w środku od świata zewnętrznego.
Grupka usiadła z powrotem na kanapie, oczekując wyników Krisowego wyzwania. Jak się okazało, trochę musieli na nie poczekać…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z twardą miną weszła do środka, nawet nie słysząc, a czując obecność młodego mężczyzny za sobą. Po chwili drzwi zamknęły się na klucz, a ona przełknęła głośno ślinę, nagle nerwowa. Zaczęła żałować swojej nieustępliwości i chęci nie wyjścia na tchórza.
Stali tak przez chwilę, ona wciąż odwrócona tyłem do niego, nagle bardzo zafascynowana czystością fug pomiędzy kafelkami na ścianach.
- No i co teraz powiesz, panno Odważna? – spytał kokieteryjnym tonem, a ona nagle zapragnęła z całej siły walnąć go w twarz, odwróciła się więc gwałtownie na pięcie w jego stronę.
Tuż przed jej oczami wyrosła szeroka, męska klatka piersiowa, której zupełnie się tam nie spodziewała, myśląc że Kris wciąż stoi parę kroków za nią, przy drzwiach. Wystraszona, pisnęła cicho, odskakując do tyłu. Na swoje nieszczęście, stojąc w skarpetkach na śliskiej podłodze, noga jej się poślizgnęła i runęła by do tyłu, gdyby nie zwinne i duże ramiona chłopaka, które bez żadnego problemu utrzymały ją w pozycji pionowej, dodatkowo przyciągając do siebie bliżej.
Zarumieniła się, adrenalina pulsowała w jej żyłach. Spróbowała odsunąć się od chłopaka, patrząc na niego urażonym spojrzeniem, bo to była wszystko jego wina, ten jednak posłał jej tylko diabelski uśmieszek i nawet nie drgnął.
- Kris Oppa…Puść – zażądała, ten tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Oko za oko, mała – Dino spojrzała na niego, nic nie rozumiejąc, ale on nie raczył jej jeszcze tego wyjaśnić.
Zamiast tego, powiedział jej tylko:
- Rozbieraj się. – spojrzała na niego jak na wariata i jeszcze raz spróbowała się wyrwać z jego uścisku, on jej jednak nie puścił, a po chwili przyciągnął ją silniej do siebie tak, że skończyła z twarzą wepchniętą w jego tors. Drogie perfumy i jego własny, unikalny zapach wypełniły jej nos, sprawiając że lekko jej się zakręciło w głowie, ale szybko zebrała się do kupy; wreszcie udało jej się wyrwać z męskiego uścisku (bo jej pozwolił, 190 cm kontra 158 cm robi swoje, a co) i odsunęła się ostrożnie krok do tyłu, patrząc na Azjatę wrogo.
- Chyba śnisz – prychnęła tylko, a ten tylko podniósł brwi i wzruszył ramionami.
- Dobra, jak chcesz – odpowiedział i chwycił ją bez ostrzeżenia pod ręce, nie zwracając uwagi na oburzony pisk dziewczyny, nawet się nie wahając gdy ktoś zaczął walić w drzwi i autorytarny głos Suho zaczął krzyczeć, „żeby ją zostawił w spokoju”.
Jednym silnym ruchem, z nieodgadnioną miną, wsadził ją pod prysznic i odkręcił kurek z zimną wodą, a lodowata ciecz spłynęła po blondynce, sprawiając że pisnęła jeszcze głośniej i wystrzeliła jak z procy spod strumienia, prosto w ramiona uchachanego i zadowolonego z siebie Krisa. Zatrzęsła się z zimna i walnęła go w ramię mocno, patrząc na niego wściekłym wzrokiem.
- Pożałujesz tego! – warknęła na tyle głośno, żeby ludzie na zewnątrz ją usłyszeli, i klamka zaczęła się poruszać gwałtownie, ale drzwi ani drgnęły. Chińczyk zaśmiał się tylko dobitnie, nachylając się nad nią z wrednym uśmieszkiem.
- Zgoda, ale na razie ty pożałujesz wyczerpania mojej karty kredytowej i poniżenia mnie przed moimi dongsaengami – warknął przy jej uchu nisko, po raz kolejny chwytając ją za ramiona, żeby się nie odsunęła, a ją przeszedł gorący dreszcz i niechciana fala zalała jej czerwienią policzki.
- A teraz lepiej zdejmij te ciuchy, chyba że miło ci będzie paradować w takich mokrych po domu – dodał pogodniej z zadziornym błyskiem w oku, a ona tylko na to prychnęła, wyrywając ręce z jego niezbyt silnego uścisku.
- Nie myśl tylko, że zdejmę z siebie bieliznę – rzuciła tylko wściekle, szybkim ruchem zsuwając z siebie na wpół mokrą, czarną koszulę Tao i rzucając ją byle gdzie, starając się zachować dumną pozę i jednocześnie nie pokazać zbyt wiele mężczyźnie. Ten jedynie prychnął cicho.
- Jakbym chciał patrzeć, to już dawno bym się do ciebie dobrał –odparł jej spokojnie, a ona ściągnęła szybko, i tak spadające z niej, bo za duże, spodnie i skarpetki, zostając w samej czarnej, na wpół już wilgotnej bieliźnie, zakładając ręce na piersi i patrząc na Krisa wilkiem.
Ten podniósł tylko brwi, ale również zaczął się rozbierać. Po chwili na podłodze leżała już jego koszula, a jego delikatnie uformowane mięśnie i alabastrowa skóra zajaśniały przy ciemnych wykończeniach łazienki. Dino poczuła, jak mimowolnie się rumieni, ale nie odwróciła wzroku, tak samo jak mężczyzna tego nie zrobił, gdy się rozbierała. Teraz, gdy sięgnął do paska i go odpiął, spojrzał jej perfidnie w oczy, nie odwracając się ani na chwilę. W momencie tylko, gdy zdejmował spodnie jego wzrok powędrował niżej, na piersi, przez brzuch i na drobne, kształtne nogi Europejki; ta prychnęła cicho i mruknęła coś pod nosem, a on uśmiechnął się zadowolony.
Blondynka nie mogła się powstrzymać, by nie podziwiać urody młodego mężczyzny przed sobą – był wysoki i lekko umięśniony, a jego skóra była bez żadnych skaz. Mimowolnie jej oczy powędrowały na czarne, obcisłe bokserki, i widząc w nich coś dużego i wystającego, odwróciła wzrok, mówiąc tylko, wyższym niż zwykle głosem:
- Zboczeniec! – Kris zmrużył oczy, zadowolony.
- Niech się wstydzi ten, kto patrzy – uciął krótko, podchodząc raz jeszcze do młodej kobiety, a ta spojrzała na niego z niejakim strachem.  
- Co ty rob… - nie było jej dane dokończyć, gdy pomimo jej niemych protestów Azjata podniósł ją bez trudu, zakładając sobie jej ręce na szyję, dziewczyna więc automatycznie objęła go nogami w pasie, starając się nie zwracać uwagi no coś twardego, co wpijało jej się w… pupę, i na niski pomruk, który wydobył się z gardła Krisa na to zbliżenie.
- No, to pora na prysznic – skomentował tylko, wchodząc do kabiny i zamykając za nimi drzwi tak, że zostali zamknięci w malutkiej przestrzeni. Opuścił ją ostrożnie na dół, ale wciąż dotykali się ramionami, nieważne w jakiej pozycji Europejka postanowiła stanąć. Przeklęła samą siebie, próbując nie patrzeć na blondyna i nie wyglądać jednocześnie na zmieszaną.
- Myślałam, że mnie nie cierpisz – mruknęła, patrząc w końcu znacząco na mężczyznę.
- To że cię nie lubię, nie znaczy że nie jesteś piękną kobietą – odparł krótko z nieodgadnionym wyrazem twarzy i puścił na nich ciepłą wodę, nie zwracając uwagi na zmieszaną minę Dino.
Z cichym westchnieniem, w milczeniu, dziewczyna sięgnęła po żel pod prysznic i nalała sobie trochę na rękę, zdecydowana, żeby wykorzystać pożytecznie tą wodę i się umyć. W następnej chwili po raz kolejny pisnęła cicho, gdy jej plecy zostały przygwożdżone większym ciałem do zimnych kafelków, a jej ręce unieruchomione nad jej głową przez dużą, i silną, dłoń Krisa. Zebrał z diabelskim uśmieszkiem płyn z jej dłoni, patrząc jej perfidnie w oczy, i mruknął tylko:
- Nadszedł czas na słodką zemstę…
Jego wolna dłoń powędrowała na jej szyję, delikatnie wmasowując w skórę specyfik, a ona zaczęła się pod nim wyrywać i szamotać, zdecydowanie nie lubiąc doznań, które zaczęły opanowywać jej ciało. Już miała otworzyć usta i zacząć krzyczeć pomocy, gdy pełne usta mężczyzny znalazły się tuż przy jej, niemalże je muskając, a jego niski, teraz zachrypły głos mruknął tylko do niej:
- Radzę ci nie krzyczeć, bo jeśli oni zaczną się tu dobijać, albo co gorsza dla ciebie tu wejdą, nie będę miał litości… i te ciuszki które jeszcze masz na sobie nie będą ci dłużej potrzebne – zaśmiał się gardłowo, gdy syknęła tylko na niego ze złością, i zabrał się dalej do swojego dzieła.
Po dokładnym i powolnym namydleniu jej szyi przesunął dłoń w dół, muskając tylko przelotnie jej piersi, czym zasłużył sobie na trochę już urywane „Nie pozwalaj sobie” i rumieniec, nie tylko złości. Następnie zajął się jej brzuchem, kręcąc na nim powolne, leniwe kółka, wmasowując dokładnie płyn w skórę i napawając się jej miękkością i gładkością. Dino odwróciła w końcu wzrok od jego napastliwych oczu i przygryzła wargę, by jęk nie mógł się wyrwać z jej ust. Kris nachylił się nad nią, jego oddech drażnił jej ucho i szyję, gdy wyszeptał tylko głosem, w którym pobrzmiewało leciutkie rozbawienie, uznanie, ale też i coś więcej, coś bardziej dzikszego, podświadomego.
- Śliczna jesteś – powiedział, drażniąc delikatnie płatek jej ucha wargami, a blondynka zamknęła oczy, błagając żeby nic się nie wyrwało z jej ust – Chcę umyć ci plecy. Będziesz grzeczna jak puszczę twoje ręce? – spytał jej cicho, a gdy otworzyła swoje oczęta, napotkała jego ciemno brązowe tęczówki tuż przed swoją twarzą, i pisnęła tylko cichutko z zaskoczenia, kiwając głową na zgodę. Odpowiedział jej ciepłym uśmiechem, bez żadnej ironii czy pogardy w swoim spojrzeniu i Dino poczuła, jak coś ciepłego wkrada się w jej serce, i niekoniecznie było to ciepło wody, która na nią spływała.
W następnej chwili oderwał ją od ściany, niemalże przytulając do siebie i pozwalając, by drobna istotka oplotła go rękoma za szyję (musiał się zgiąć trochę) i schowała, nagle nieśmiało, twarz w zagłębienie jego szyi, sprawiając że uśmiechnął się leciutko sam do siebie, jego oryginalne intencje zapomniane. Delikatnie sunął dłońmi po drobnych plecach dziewczyny, przeklinając cicho zapięcie od biustonosza, mając ogromną ochotę go zdjąć, ale powstrzymał się, nie chcąc napastować zbyt mocno kobiety. Jego dłonie zawędrowały aż do kości krzyżowej, i po chwili wahania zsunęły się niżej, na jej pośladki i ścisnęły je delikatnie. Chłopak zamarł, czekając na reakcję, ale odpowiedział mu tylko cichutki jęk z ust blondynki, niemalże niesłyszalny pośród szumu wody, i jej ręce ścisnęły go mocniej za szyję, a twarz wcisnęła jeszcze mocniej w obojczyk, o ile było to jeszcze możliwe.
Z własnego egoizmu zatoczył jeszcze parę kółek na jej pośladkach i ścisnął je, by usłyszeć, tym razem głośniejszy, jęk od Dino, ale po otrzymaniu niezadowolonego uderzenia w ramię, zachichotał tylko cichutko sam do siebie, i by udobruchać dziewczynę, pogłaskał ją jeszcze po plecach, nim nie odsunął jej od siebie powoli.
Ta, o dziwo patrzyła na niego odważnie, cała czerwona na twarzy. Patrzyli tak na siebie milcząco przez parę chwil, nim mężczyzna nie chwycił szamponu w ręce i nie wskazał jej, aby zmoczyła dokładniej włosy.
Po chwili delikatnie wmasowywał go w jej głowę, z zadowoleniem obserwując jak płyn się pieni, a młoda kobieta zamknęła oczy, udobruchana masażem skóry głowy, jaki jej zaserwował. Gdy spłukiwał jej włosy, kilka razy musnął dłonią jej kark, na co przez jej ciało za każdym razem przechodził niekontrolowany dreszcz.
Kiedy skończył, nie pozwolił jej się odwrócić twarzą do niego, tylko nachylił się nad nią tak, że jej plecy stykały się z jego klatką piersiową, i wyszeptał cicho do jej ucha:
- Zrobiłabyś to samo dla mnie?
Po krótkiej chwili wahania, blondynka odwróciła się w jego stronę i milcząco pokiwała głową na tak. Kris uśmiechnął się do niej lekko, stwierdzając, że bardzo mu się podobała ta cicha, uległa istotka przed nim. „Powinna być taka częściej…” pomyślał.
Jeszcze raz chwycił żel pod prysznic i nalał sporą ilość na dłonie Dino, która nieśmiało, lekko trzęsącymi się rękoma, zaczęła masować jego szyję i kark, sprawiając że niemalże podświadomie odchylił głowę do tyłu, dając jej większy dostęp, i mrucząc cicho. Po tak męczącym dniu jak ten, czegoś takiego było mu zdecydowanie potrzeba.
Następnie jej drobne dłonie powędrowały na jego klatkę piersiową i zaczęły masować jego mięśnie. Zajęło jej to trochę więcej niż powinno, ale sama nie chciała przed sobą przyznać, że uwielbiała to, jak mięśnie Azjaty współgrały pod jego skórą. Kris uśmiechnął się do siebie zadowolony, patrząc na onieśmieloną, zwykle gadatliwą i uszczypliwą Europejkę. Poczuł, jak gorąco zbiera się w dole jego brzucha i stwierdził, że nie chciałby jeszcze bardziej przestraszyć kobiety, gdyby pozwolił jej kontynuować jej powolną podróż w dół jego ciała. Delikatnie chwycił jej dłonie w swoje, a ona spojrzała na niego z niezrozumieniem i strachem, przebłyskującym w tęczówkach. Uśmiechnął się tylko uspokajająco i szepnął.
- Umyj mi plecy – po czym puścił ją i odwrócił się, a jej ręce posłusznie zaczęły sunąć po jego łopatkach i chłopak przeklął siebie, przygryzając wargę. Myślał, że zmiana pozycji mu pomoże opanować podniecenie, ale stało się zupełnie inaczej. Jej idealne, drobniutkie ciało i ręce masujące go delikatnie – to było coś, co budziło w nim dzikie zwierzę. Mruknął głośno, gdy Dino udało się rozmasować szczególnie wymęczony przez trening mięsień i stwierdził, że jeśli dalej tak pójdzie, to on nie wytrzyma.
Po paru kolejnych chwilach odwrócił się w jej stronę i bez słowa podniósł ją po raz kolejny, a ona automatycznie przytuliła się do niego, obłapiając nogami w pasie i rękoma wokół szyi. Spojrzeli na siebie milcząco, obydwoje z zamglonymi spojrzeniami, aż w końcu kobieta przerwała milczenie, lekko zachrypłym głosem.
- Włosy? – upewniła się cichutko, a on pokiwał tylko głową na tak, zbyt w nią wpatrzony. Gdy zaczęła wmasowywać płyn w jego włosy, stracił wszelkie panowanie nad sobą i jęknął głośno zadowolony, przymykając z rozkoszy oczy, widząc tylko przez na wpół przymknięte powieki zadowolony uśmiech dziewczyny. Dla lepszej podpory oparł się o ścianę, oddając się całkowicie przyjemnym doznaniom, jakie dawała mu dziewczyna w jego ramionach. Bezwstydnie pozwalał, by lubieżne pomruki wydobywały się z jego gardła, a jego ręka zataczała powolne kółeczka na plecach kobiety, sprawiając że jej oddech przyspieszył nieco, a na skórę wystąpiła gęsia skórka.
Gdy spłukała jego włosy, co również zajęło jej trochę czasu, bo podobały jej się dźwięki, które wydobywały się z Krisa, mężczyzna bez słowa wyniósł ją spod prysznica, stawiając ją ostrożnie i delikatnie na podłodze, by po chwili chwycić jeden z puchatych ręczników, które wisiały na kaloryferze i opatulić nim dziewczynę. Bez słowa wycierał ją delikatnie, dbając by wysuszyć ją jak najbardziej bez jednoczesnego wprowadzania w jeszcze większe zakłopotanie. Kiedy stwierdził że jest zadowolony ze swoich wysiłków, chwycił drugi ręcznik i niedbale przetarł nim włosy, by w następnej chwili przewiązać się nim w biodrach, strużki wody wciąż spływały więc po jego obnażonym torsie.
Dino prześledziła ich trasę po alabastrowej skórze nieobecnym wzrokiem, po czym spojrzała Krisowi w oczy.
- Nie sądzę, żebyś miał bieliznę na zmianę – stwierdziła tylko, jej głos bardziej pewny, jakby wybudzony z transu. Azjata widząc to, uśmiechnął się do niej diabelsko.
- Zawsze mam jeszcze spodnie, skarbie. Chyba że mam przejść od razu do sypialni, to nie będę się fatygował, żeby je założyć – w następnej chwili dziewczyna prychnęła tylko oburzona, waląc go swoim zwyczajem w ramię i otwierając drzwi z zamka, wyleciała ze środka z okrzykiem „Zboczeniec!” na ustach.
Gdy Kris usłyszał, jak trzaskają drzwi od sypialni, zaśmiał się cicho do siebie, a do środka wkroczył Suho z marsową miną.
- Kris Hyung, chyba musimy poważnie pogadać…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po długiej litanii Suho na temat dobrego wychowania („Jesteś przecież Azjatą, my wiemy jak trzymać nasze zachowania na wodzy!”) i taktu („Jak ci się podoba to weź ją na randkę a nie molestuj pod prysznicem!”), Kris wywrócił tylko oczami ubierając się i stwierdzając, że z niewtajemniczonymi w tą grę, którą prowadzili razem z Dino (bo głupi nie był, zorientował się że ta mała robiła to wszystko specjalnie), nie będzie się wdawał w dyskusję. Pokiwał więc tylko głową, wyciszając głos lidera ze swojego systemu, z zadowoleniem obserwując jak Ann próbowała dogadać się z blondynką przez zamknięte drzwi, nie uzyskując jak na razie niczego.
Gdy Suho skończył swoje marudzenie (z perspektywy Krisa), Chińczyk rozsiadł się wygodnie na kanapie obok Tao, który z przygryzioną wargą i zmarszczonymi brwiami obserwował swojego gege.
- Kris gege… ale nic jej nie zrobiłeś złego prawda? – spytał, rzucając zmartwione spojrzenie ku wciąż zamkniętym drzwiom – Ona w porównaniu do ciebie jest taka malutka – westchnął, a Kris spojrzał tylko na niego z tajemniczym uśmiechem na ustach.
Poklepał pandę po ramieniu na uspokojenie, po czym odpowiedział mu tylko:
- Nie zrobiłem niczego, na co ona mi nie pozwoliła.
Lay obserwował całą tą sytuację ze swojego miejsca na kanapie, przygryzając nieco w zamyśleniu wargę i kierując swój wzrok na rudowłosą, która wciąż próbowała się dostać do swojej przyjaciółki. Potem raz jeszcze spojrzał na swojego Hyunga, który siedział teraz wygodnie rozparty naprzeciwko niego z lekko przymglonym wzrokiem i na Tao, który próbował się od niego dowiedzieć łazienkowych szczegółów.
Yixing był z natury obserwatorem swego rodzaju, doskonale więc zdawał sobie sprawę że wbrew wszystkiemu co Kris robił czy mówił, bardzo lubił blondynkę. Widział jego wzrok gdy na nią patrzył, przebraną w ciuchy Zitao, a teraz widząc jego usatysfakcjonowaną minę stwierdził, że też by tak chciał.
Ann bardzo mu się podobała, jako kobieta ale i z charakteru; była miła i zawsze radosna, ze wszystkimi się świetnie dogadywała, a jej śmiech gdy śmiała się z kawałów Chena był niemalże muzyką dla jego uszu (choć musiał przyznać sam przed sobą, że był trochę zazdrosny o to, jak dużo czasu spędzała z chłopakiem).
Tak czy inaczej, patrząc na swojego gege, postanowił coś z tym wszystkim zrobić, pchnąć jakoś ich relację do przodu.
 Kiedy po 15 minutach usilnych prób wyciągnięcia Dino z jej pokoju niczego nie uzyskali, nawet pomimo interwencji Suho i LuHana, który obiecał specjalnie dla niej zbesztać Krisa, poddali się i stwierdzili, że żadne z nich nie ma już raczej żadnej ochoty na naukę angielskiego.
Uzgodnili więc tylko wersję dla managera, że powtórzyli wszystko to, co chłopaki wcześniej umieli (czego notabene dużo nie było, bo nauka Krisa zakończyła się na wyrażeniu „Go bananas”) i postanowili na razie się rozejść.
Podczas kiedy Suho dzwonił do managera żeby po nich przyjechał, Krisowi, Tao i Layowi przypadło w udziale zgarnięcie reszty zespołu, która w taki czy inny sposób zaczęła albo przysypiać, albo zachowywać się nadaktywnie (jak na przykład Sehun i Kai, którzy postanowili robić zawody w rozciąganiu).
Zaczęli się więc powoli zbierać; Kris najpierw obudził Xiumina i Chena, którzy przysnęli z głowami opartymi o siebie nawzajem, po czy poszedł po LuHana, któremu udało się skomunikować przez drzwi z blondynką, która uchyliła je lekko. Chwycił go pod ramię i odsunął, szepcząc coś tym samym w przerwę między drzwiami, a za chwilę nastąpiło głośne trzaśnięcie o futrynę i jej głośny okrzyk „A kto powiedział że mi się podobało?!”. Zadowolony, mężczyzna wrócił ze zdezorientowanym jelonkiem do salonu, śmiejąc się do siebie cicho pod nosem, a Tao posłał mu zmartwione spojrzenie.
Gdy po jakiś pół godziny przez interkom odezwał się ich manager, mówiąc żeby zeszli na dół do samochodu (prosząc wcześniej Ann, żeby nie zapomniała ich odhaczyć), i wszyscy pożegnali się z rudowłosą dziewczyną i blondynką (wciąż przez drzwi od pokoju), Lay wyczuł swoją szansę.
Marudząc trochę przy zakładaniu butów poczekał, aż wszyscy wyjdą i wtedy dopiero wyprostował się, rzucając uśmiech w stronę młodej kobiety, która odpowiedziała mu tym samym.
- Słuchaj… - zaczął nieskładnie, drapiąc się z zakłopotaniem po głowie – Mamy teraz w planach nowy comeback i pewnie jeszcze nie raz się zobaczymy, w końcu jesteś naszą stylistką – zaśmiał się zażenowany – ale… może miałabyś ochotę wyskoczyć gdzieś na kawę i pogadać, tak… tylko ze mną? – zakończył, naciskając na ostatnie i patrząc na nią z nadzieją w oczach.
Ta patrzyła na niego przez parę minut, zaskoczona, po czym spłoniła się mocno aż po czubki uszu, kiwając głową na zgodę, jako że zabrakło jej słów.
- Na kawę? Nigdy nie musisz pytać – odpowiedziała, patrząc na niego nieśmiało i żegnając go w drzwiach.
- Nasz grafik jest mocno napięty, ale dam ci znać jak najszybciej się da, kiedy będę mieć trochę wolnego czasu – odparł, uśmiechając się promiennie i skinęła mu lekko głową.
Jego oczy świeciły się jasno gdy się żegnali, i rudowłosa nie oparła się pokusie, by nie ucałować go delikatnie w policzek, na co ten zareagował jeszcze szerszym uśmiechem i zanim zniknął za rogiem, krzyknął do niej „Zadzwonię do ciebie!”.
Uśmiechała się do siebie jak głupia, gdy zamykała drzwi, a gdy wróciła do salonu, zauważyła że Dino wychynęła ostrożnie ze swojego pokoju, już ubrana w swoje ciuchy, lustrując otoczenie wokół.
- Czy ten głupi gbur już sobie poszedł? – spytała przyciszonym głosem, a Ann przytaknęła jej.
- W ogóle, to co ci powiedział Kris, wtedy, przy drzwiach? – spytała ciekawie, a blondynka zarumieniła się mimowolnie, prychając lekko.
- Powiedział „Cieszę się że nasz prysznic ci się podobał i że okazujesz to w taki sposób”, a potem dodał „Dobranoc, mała księżniczko” – zarumieniła się jeszcze mocniej i kopnęła w śmietnik, mrucząc pod nosem coś w stylu „Casanova jeden się znalazł”.
Ann tylko spojrzała na nią z rozbawieniem, i roześmiała się głośno.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Pomimo żarliwych zapewnień chłopaka, że niedługo zadzwoni, Ann wzięła na to poprawkę. Doskonale zdawała sobie sprawę jak wyczerpujące były same programy, a wiadomo było, że zaraz po nich całe EXO wracało na treningi. Telefonu od Lay’a nie spodziewała się nawet w najbliższym tygodniu, kiedy więc jej telefon zadzwonił dwa dni później, w środę rano, była mocno zdziwiona.
Akurat była sama  w domu, bo udało jej się wreszcie wypchnąć Dino do pracy, przekonując ją, że jeśli nie będzie pracować, to w końcu ją wyleją i nie będą miały z czego żyć. Z marsową i niezadowoloną miną, ale jednak, blondynka wyszła o 9 do pracy, a rudowłosej nie pozostało nic innego jak spróbować zapchać jakoś ten czas oglądaniem telewizji i czytaniem. Gdy usłyszała znajome dźwięki swojego dzwonka, sądząc że to dzwoniła Dino, bo znów jej się nudziło w pracy, odebrała nawet nie patrząc na wyświetlający się na ekranie numer.
- Jeśli znów dzwonisz żeby wybłagać u mnie wcześniejszy powrót do domu to nie ma bata – mruknęła do słuchawki po polsku, bez zainteresowania przełączając przez kanały, szukając czegoś na czym można by było zawiesić wzrok.
- A… Ann? – spytał niepewnie męski głos po drugiej stronie z łamanym, chińsko – koreańskim akcentem. Dziewczyna odłożyła pilota i wyprostowała się na kanapie, wsłuchując nagle w słowa osoby po drugiej stronie.
- A, to ty Lay Oppa, myślałam że to Dino dzwoniła, dlatego mówiłam po polsku – odpowiedziała, rumieniąc się z własnego lenistwa, że nie sprawdziła numeru. Chłopak zaśmiał się lekko w odpowiedzi.
- Ładny macie ten język, chociaż wydaje się być mocno skomplikowany – stwierdził, a w jego głosie niemal mogła usłyszeć uśmiech i ona sama się uśmiechnęła do siebie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, Oppa.
- To… odnośnie naszej randki – zaczął nieśmiało – Wciąż chcesz się spotkać, prawda? – zapytał, nagle bojąc się, że może zmienić zdanie, a Ann zaśmiała się cicho i potwierdziła, że tak – Jutro, po showcase mamy wieczór wolny, więc może chciałabyś… się wtedy spotkać? – spytał.
Rudowłosa szybko przekalkulowała w myślach swój jutrzejszy dzień, i stwierdzając że Dino przeżyje jeden wieczór bez niej, skoro ona siedzi w samotności całe dnie, zgodziła się.
- Brzmi dobrze, Lay Oppa. Nie mam nic do roboty jutro – upewniła go, gdy spytał, czy na pewno.
 - To wspaniale – ucieszył się, i Ann niemal widziała, jak jego oczy błyszczą, tak jak wtedy, gdy się żegnali – A więc widzimy się jutro wieczorem. Będzie ok, jak podjadę pod ciebie o… powiedzmy, ósmej? – już chciała spytać, czy powiezie ich manager swoim vanem, ale potem przypomniała sobie czarne bmw, którym jechała ostatnim razem gdy była sam na sam z Lay’em i robili… to i owo. Zarumieniła się, uśmiechając się nieśmiało sama do siebie.
- W porządku, Oppa. A więc do zobaczenia jutro – i tak mieli się widzieć od rana, jako że chłopaki mieli kręcić showcase.
- Tak. A… i Ann? – dodał, po raz kolejny niepewny – Załóż jakąś ładną, elegancką sukienkę… Nie to żebyś się nie ubierała ładnie, ale… - zaczął się tłumaczyć gorliwie, jednak nie mogąc znaleźć słów zamilkł w końcu, przeklinając siebie cicho w myślach. Rudowłosa odczytała jednak jego intencje i zaśmiała się perliście, zapewniając chłopaka że nie ma mu nic za złe i że na pewno ubierze coś eleganckiego.
Pożegnali się następnie, a Ann do końca dnia, póki Dino nie wróciła, siedziała przed telewizorem i sama do siebie uśmiechała się głupio.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Następnego dnia, ku zdziwieniu Ann, blondynka nie poszła z nią do pracy, z ponurą miną stwierdzając, że „szef chce ją widzieć, bo jakiś nowy projekt się stworzył i trzeba zwołać konferencję prasową” i że w związku z tym musi iść do pracy.
Rudowłosa kiwnęła tylko na to głową, zadowolona że przyjaciółka wreszcie traktuje swoją pracę poważnie.
Osobami, które jej nieobecność najbardziej dotknęła był oczywiście Tao, LuHan, Kai i Sehun, ale też, o dziwo, Kris.
Gdy zauważył, że nie ma Dino, i upewnił się tego u Ann, zamilkł na chwilę, pogrążony głęboko w swoich myślach. Dziewczyna była akurat w momencie rysowania bardzo dyskretnej linii eyelinerem nad jego okiem, gdy jego głowa podniosła się gwałtownie, a na ustach zakwitł triumfalny uśmiech, poprzedzony bardzo złym, niskim śmiechem. Rudowłosej drgnęła niekontrolowanie brew, patrząc na koślawą krechę przez cały policzek mężczyzny i musiała się mocno powstrzymywać, żeby nie trzepnąć go zdrowo po głowie. Kiedy udało jej się go z powrotem usadzić bez ruchu na fotelu, wciąż zamyślony, powiedział tylko:
- Słodka jest.
Kto był słodki i czemu, tego już nikomu nie udało się z niego wyciągnąć, nawet Tao, który zwykle słodkim aegyo potrafił zdziałać cuda na swoim gege.
Ann nie miała zbyt wiele czasu żeby porozmawiać z Layem, zdążył do niej zagadać tylko kiedy go malowała, i to na bardzo krótką chwilę, bo zaraz przyszedł Chen i zaczął rozmawiać z nimi wesoło o czymś, co Baekhyun i Chanyeol zrobili w nocy, a Sehun ich na tym przyłapał, i obydwoje mają teraz pogadankę u Suho, że zniszczyli niewinność maknae (która jak u Kaia, była wątpliwej jakości, jako że zwykle ta dwójka nie odstępowała siebie na krok).
Dziewczyna wróciła zmęczona do domu około szesnastej, mając tylko cztery godziny żeby przygotować się na randkę (musiała sama przed sobą przyznać, że to była randka). Kiedy weszła do salonu, powitał ją widok pochmurnej Dino, poubieranej w dresy i rozwalonej na kanapie, bez zainteresowania przerzucającą kanały w telewizji. Powitała ją tylko cichym „Hej” i powróciła do swoich myśli.
- Jak było w pracy? – spytała rudowłosa, postanawiając najpierw przede wszystkim coś zjeść, ruszyła więc w stronę kuchni. Przez chwilę panowała cisza, a potem odpowiedziało jej krótkie „Dobrze, ale nienawidzę tej roboty”.
Czekając na dalszy ciąg, ale nie doczekawszy się go, Ann westchnęła tylko cicho pod nosem, postanawiając na razie nie naciskać przyjaciółki, bo najwyraźniej nie była w humorze. Pozwoliła jej więc dalej przeglądać bez zainteresowania kanały, a sama na szybko zrobiła sobie parę kanapek, pytając po drodze czy Dino też by nie chciała, ale ta odpowiedziała jej tylko, że nie jest głodna.
Tu kobieta zaczęła się trochę martwić, bo blondynka nigdy nie odmawiała sobie jedzenia, ale postanowiła zająć się całą to sprawą później, po powrocie do domu, kiedy może już emocje dziewczyny trochę opadną.
Następnie postanowiła wziąć ciepły prysznic, który by zmył z niej trudy dnia. Z westchnieniem ulgi weszła pod strugę wody, przypominając sobie cały dzisiejszy dzień, który był naprawdę miły. Uśmiechnęła się nieco szerzej, przypominając sobie dziką gestykulację Chena, gdy pokazywał jej to, co teoretycznie Sehun widział w pokoju Baekhyuna i Chanyeola. Musiała przyznać, że kiedykolwiek kiedy wspominała chłopaka, na jej usta wypływał albo cichy, ciepły śmiech albo uśmiech, a miłe mrowienie rozprzestrzeniało się w jej klatce piersiowej.
Po kąpieli wysuszyła się ręcznikiem, i nie kłopocząc się z zakładaniem na siebie jakichkolwiek ciuchów, biorąc pod uwagę że było już w pół do siódmej, postanowiła od razu coś wybrać i na siebie założyć. W ręczniku, ze zmarszczką zastanowienia na czole przeglądała swoją garderobę z kilkanaście minut, mając na uwadze to, że chłopak poprosił ją o coś eleganckiego. W końcu zdecydowała się na prostą, czarną satynową sukienkę bez ramion, rozszerzającą się ku dołowi i przepasaną delikatną, białą kokardką. Przez chwilę zastanawiała się jeszcze co zrobić z włosami, ale postawiła na prosty, acz gustowny kok.
Podświadomie nucąc sobie pod nosem „Beautiful Pearl”, głównie partie Chena (bo, wstyd przyznać, jego głos najbardziej jej się podobał z całej szóstki), narzuciła na siebie sukienkę i usiadła przed lustrem, szybkimi i wprawnymi ruchami nakładając delikatny i lekki makijaż, podkreślający głównie jej niebieskie oczy i koloryt ust. Następnie uczesała dokładnie włosy, po czym zawiązała je w kok na czubku głowy, pozwalając paru kosmykom wysunąć się i spłynąć wzdłuż jej twarzy. Zadowolona z efektu, wyszła do kuchni zrobić sobie herbatę, jako że zostało jej jeszcze około pół godziny czasu, zanim Lay po nią przyjedzie.
Z salonu wychynęła blond czupryna, i dziewczyna zmierzyła przyjaciółkę oceniającym wzrokiem, uśmiechając się do siebie półgębkiem.
- A co ty taka wystrojona, jak na bal? – spytała, porzucając gdzieś na kanapie pilota i opierając się całym ciałem o kanapę, nachyliła w jej stronę.
- Nie będzie ci przeszkadzać, jak wyjdę na ten wieczór? – spytała rudowłosa, czując się trochę głupio że nie powiedziała o tym wcześniej przyjaciółce, ale ta jedynie wzruszyła ramionami.
- Nie to, żebym miała jakiś wybór. Z resztą, wyjdzie ci to na lepsze. Nie jestem teraz za bardzo w humorze, jak z resztą sama widzisz – posłała jej słaby uśmiech – Mogę wiedzieć, kto jest tym szczęściarzem dzisiaj? – spytała kokieteryjnie, unosząc jedną brew do góry. Ann zarumieniła się na to leciutko, ale odpowiedziała blondynce.
- Lay. Chciał mnie zabrać gdzieś, żeby porozmawiać. Chyba w jakieś ekskluzywne miejsce, sądząc po tym, w co kazał mi się ubrać – wskazała na swoje ubranie, a Dino pokiwała głową ze zrozumieniem.
- A czego by tu się innego spodziewać po jednym z członków EXO – mruknęła tylko tajemniczo, po czym wróciła na swoje miejsce, znów patrząc w telewizor.
- Powiedz mi tylko, czy reszta zespołu wie o waszych… ciągotach do siebie? – spytała, na nowo przełączając kanapy. Rudowłosa zamyśliła się na chwilę, rozważając to pytanie na poważnie.
- Sądzę że większość nie, ale prawdopodobnie Suho i Chen coś podejrzewają.
Dino tylko pokiwała na to milcząco głową, i w tym momencie zadzwonił interkom.
Dziewczyna odstawiła kubek i podeszła odebrać, a słysząc w nim głos Laya, uśmiechnęła się do siebie.
- Przyjść po panią? – spytał filuternie, a ona zaśmiała się do niego.
- Nie trzeba, pani już schodzi – odpowiedziała, zakładając na siebie płaszcz i proste, czarne szpilki, po czym weszła z powrotem do salonu, by pożegnać się z blondynką, która w tej chwili mruczała do siebie coś w stylu „drugi Casanova się znalazł”, ale Ann zrzuciła to na barki tego, co akurat leciało w telewizji.
Dino życzyła jej przyjemnej nocy i z mocno bijącym sercem, Ann ruszyła na spotkanie mężczyźnie.
Wychodząc przez furtkę, powitało ją znajome czarne, lśniące bmw, z zapraszająco otwartymi drzwiami pasażera, przytrzymywanymi przez młodego mężczyznę w idealnie skrojonym garniturze.
Widząc ją uśmiechnął się do niej szeroko, ukazując jej garnitur swoich zębów, a ona odpowiedziała mu tym samym.
- Karoca zajechała – zażartował, pomagając jej jak na gentlemana przystało wsiąść do środka, po czym zamknął za nią drzwi.
Rudowłosa rozsiadła się wygodnie w fotelu, rozglądając wokoło i wdychając zapach drogiej, prawdziwej skóry. Kiedy chłopak wsiadł i zapalił miło mruczący silnik, zapadła między nimi niezręczna cisza, którą postanowiła przerwać Europejka.
- Więc… gdzie mnie dzisiaj zabierasz? – spytała, patrząc nieśmiało w jego oczy.
- To niespodzianka, mam nadzieję, że ci się spodoba – puścił jej oczko i wyjechał na ulicę, jadąc w nieznanym dla dziewczyny kierunku.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Lay Hyung, a gdzie to tak się szykujesz? – spytał ciekawie Chen, wchodząc do pokoju chłopaka z zamiarem zawołania go na kolację, przygotowaną przez Kyungsoo.
Ten poprawił krawat w lustrze, przeglądając się ostatni raz i oceniając swój wygląd. Zadowolony z efektu, odwrócił się w stronę przyjaciela i odpowiedział z uśmiechem:
- Idziemy na randkę z Ann.
Przez chwilę mina Koreańczyka nic nie wyrażała, zastygła niczym kamień. Potem przemknął przez jego twarz cień jakiegoś bólu, ale cały szczęśliwy, Lay niczego nie zauważył, oczekując odpowiedzi od swojego dongsaenga. W końcu, Chen wymusił uśmiech na swoją twarz i poklepał mężczyznę po ramieniu.
- A więc bawcie się dobrze, Hyung.
- Na pewno, mam zamiar zabrać ją do drogiej restauracji, a potem pojedziemy oglądać gwiazdy – rozmarzył się chłopak, wkładając marynarkę i nie czekając na odpowiedź wymaszerował z pokoju, a po chwili drzwi wejściowe trzasnęły za nim cicho.
W milczeniu, Chen przestał tak jeszcze parę minut, wpatrując się pustym wzrokiem w przestrzeń, jego wzrok lekko zaszklony. Gdy w końcu się ruszył, jego ruchy były mechaniczne i nienaturalne. Wciąż z nieodgadnioną miną powędrował korytarzem do jednego z pokoi, które zajmowało EXO-M.
Zapukał cicho, i słysząc głośne przyzwolenie Tao, żeby wszedł, otworzył drzwi. Jego oczom ukazała się panda, rozwalona na łóżku w potarganych włosach i luźnym podkoszulku, z laptopem na kolanach. Na łóżku pod oknem leżał z zamkniętymi oczami Kris, również w luźniejszych ciuchach – spodniach dresowych i zwykłym, czarnym t-shircie. Na uszy miał nałożone słuchawki i słychać było, że słucha czegoś dosyć głośno, jego ręka bezwiednie poruszała się do bitu piosenki. Chen zawahał się na chwilę, ale w następnej sekundzie już potrząsał ramieniem swojego Hyunga.
Kris zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony. Otworzył oczy, mając w zamiarze naburczeć na intruza żeby przyszedł później albo najlepiej jutro, bo to jego wieczór wolny, ale w tym momencie napotkał łzawy wzrok, teraz czarnowłosego chłopaka.
Podniósł się bez słowa do pozycji siedzącej, zdejmując słuchawki i patrząc wyczekująco na młodego mężczyznę. Musiało stać się coś naprawdę złego, że wiecznie żywy i uśmiechnięty Chen był w takim stanie.
- Co się stało, Jongdae? – spytał łagodnie, na jego twarzy poważny wyraz, a Tao spojrzał na nich ciekawie znad laptopa, marszcząc brwi w zmartwieniu, widząc stan jednego ze swoich gege.
- Przepraszam, że ci przeszkadzam, Hyung – zaczął, jakby nie słyszał wcześniej swojego lidera – Ale, czy mógłbyś wybrać się ze mną na przejażdżkę? – spytał wprost. Jedynymi osobami w EXO, które posiadały własne samochody był Lay (który jeździł samochodem Suho notabene) i Kris, bo reszta nie miała nawet czasu, żeby zrobić odpowiedni kurs.
Blondyn obrzucił go uważnym spojrzeniem.
- Gdzie chciałbyś pojechać? – spytał tylko, wstając i narzucając na siebie bluzę, chwytając z półki kluczyki od samochodu i machając na Tao, że opowie mu wszystko, kiedy wróci.
Chen uśmiechnął się smutno do niego, z wdzięcznością w oczach.
- Chciałbym, żebyś mnie zawiózł do Dino, Hyung.
Nie pytając o nic więcej, Kris zaprowadził milczącego Chena do garażu podziemnego. Nacisnął automatyczny zamek, i w półmroku zamrugały jasne światła jego stalowo-szarego Astona Martina Vanquisha. Wciąż bez żadnego słowa, włączył silnik i wyjechali z parkingu. Starszy mężczyzna stwierdził, że nie będzie naciskał chłopaka. Rzadko kiedy bywał w takim stanie, ale wiadomą rzeczą dla każdego z członków było, że nic nie powie, póki sam o tym nie postanowi.
Jedno tylko trapiło smoka.
- Czemu chcesz jechać akurat do Dino, Jongdae? – wiedział, że żeby cokolwiek w takiej sytuacji wyciągnąć od Koreańczyka, najlepiej było odwołać się do jego prawdziwego imienia.
Chen uśmiechnął się do siebie leciutko, wciąż jednak nie patrząc na swojego lidera, tylko na migające latarnie.
- Ona o wszystkim wie, ona mi pomoże – stwierdził tylko smutno, w końcu patrząc na Krisa – Ona jest bardzo dobrą osobą, więc nie krzywdź jej, Hyung – poprosił, a mężczyzna odwrócił od niego wzrok, spoglądając z powrotem na drogę przed nimi.
- Nigdy nie miałem takiego zamiaru.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Siedziała właśnie na parapecie w swoim pokoju, popijając swoją zieloną herbatę, gdy ekskluzywny, zupełnie nie pasujący do tej okolicy samochód podjechał pod ich apartamentowiec.
Bez zdziwienia, obserwowała jak z pojazdu wysiadł lekko przygarbiony Chen, a od strony kierowcy Kris. Na widok tego drugiego drgnęła, nie wliczając go do swoich kalkulacji na dzisiejszy wieczór. Nie przewidziała, że to on może przywieźć do niej chłopaka.
Zanim zadzwonił interkom, zdążyła nastawić wodę na kawę i postawić drugi kubek obok jednego, już pełnego, z parującą, gorącą czekoladą w środku.
Bez pośpiechu, wciąż ubrana w swój ulubiony, szary dres i na boso, otworzyła bez słowa furtkę na zewnątrz i drzwi od domu, wracając do salonu i wyłączając telewizor, który do tej pory grał sam sobie.
Wróciła do kuchni i zalała kawę, po czym wzięła w ręce obydwa kubki i postawiła na szafce przy wyjściu, zostawiając przymknięte drzwi, by dwaj mężczyźni mogli bez problemu wejść do środka.
Gdy w drzwiach pojawił się Chen, Dino bez słowa zapytania wzięła go w uścisk, kołysząc lekko, pomimo dosyć dużej różnicy wzrostu. Kiwnęła Krisowi tylko głową, kiedy ten wszedł do środka, i podała mu kubek z kawą, a on uśmiechnął się do niej lekko, dziękując jej. Ta natomiast pomogła Jongdae zdjąć kurtkę i usadziła go na kanapie, wręczając mu od razu gorącą czekoladę, którą siorbał przez chwilę bezmyślnie.
Kris usiadł na fotelu obok, popijając czarną espresso, taką jaką lubił (dziwił się, że dziewczyna wiedziała, jaką kawę lubił, ale postanowił w to nie wnikać), i zapatrzył się na dwójkę na kanapie.
- Czemu? Czemu ona tego nie widzi? – spytał, przełykając gulę w gardle. Przez chwilę panowała cisza, kiedy blondynka po prostu głaskała chłopaka uspokajająco po plecach.
- Ona to widzi. Po prostu jeszcze tego nie rozumie – odparła tylko, pozwalając czarnowłosemu schować twarz w załom swojej szyi, kołysząc nim lekko i posyłając Krisowi porozumiewawcze spojrzenie.
Po chwili ciche łkanie dobiegło starszego mężczyznę, i zacisnął usta, nie mogąc się pogodzić z myślą o jednym z członków w rozpaczy, w momencie gdy nie mógł im nijak pomóc.
Siedzieli tak w milczeniu, nie wiadomo dokładnie ile, aż płacz od strony Chena umilkł, a jego uścisk na młodej kobiecie zelżał. Pogłaskała go delikatnie po głowie, po czym zwróciła się do blondyna trochę przyciszonym głosem:
- Kris Oppa… mógłbyś przynieść mi chusteczki? Cóż, powiedzmy że biedak trochę przecieka… - dodała ze słabym uśmiechem, gdy mężczyzna spojrzał na nią z zapytaniem w oczach.
Kris kiwnął głową, i idąc trafnie za swoim instynktem, znalazł chusteczki w łazience, tuż obok opakowania podpasek, które zmierzył ostrożnym wzrokiem, jakby parzyły.
Przyniósł je dziewczynie, po czym pomógł jej ułożyć delikatnie Koreańczyka na kanapie, przykrywając go następnie kocem, który Dino przyniosła z jednego z pokoi.
Dwójka przygasiła światła, pozwalając zmęczonemu chłopakowi odpocząć i wychodząc do kuchni, gdzie Dino raz jeszcze włączyła wodę, żeby się zagotowała. Usiadła na krześle przy stole, wyglądając za okno i rozmyślając, a Kris oparł się nonszalancko o blat, zakładając ręce na piersi i milcząco obserwując blondynkę.
Obydwoje byli ubrani w najzwyklejsze, wygodne dresy, nie jak zwykle w wymyślne i drogie, lub eleganckie w przypadku dziewczyny. Z zastanowieniem obserwował jej drobną figurę, skuloną na krzesełku i spoglądającą niewidzącym wzrokiem za okno.
- Widzę, że wiesz o wiele więcej, niż większość z nas – przerwał w końcu milczenie, ale jego słowa nie zawierały w sobie żadnej złośliwości, czy jadu.
Dino odwróciła wzrok w jego stronę, przez parę chwil po prostu na niego patrząc.
- Stary nawyk, którego nauczyli nas na studiach, jako przyszłe sępy, niszczycieli życia idoli; zawsze obserwuj dokładnie – uśmiechnęła się gorzko, a on odpowiedział jej tym samym, wyręczając ją i robiąc kawę, po czym jeden kubek postawił przed nią, a drugi wziął ze sobą, siadając naprzeciwko młodej kobiety.
Siedzieli tak jakiś czas, po prostu pijąc i chłonąc swoje towarzystwo, nie przejmując się panującą między nimi ciszą; była to komfortowa cisza, uspokajająca.
- Nie wiem jak wygląda wasz grafik na jutro, Kris Oppa… - zaczęła, ale chłopak szybko wszedł jej w słowo.
- Spokojnie, musimy być na miejscu dopiero koło jedenastej, w końcu jutro kolejne showcase – odpowiedział, a blondynka pokiwała tylko zamyślona głową.
- Powiedz, czy powodem tego stanu Jongdae jest twoja przyjaciółka i Lay? – spytał po chwili, a Dino spojrzała na niego, mocno zdziwiona.
- Nie jestem tak głupi za jakiego mnie uważasz, też dużo widzę – prychnął lekko, a ona pokręciła głową.
- Nie uważam, że jesteś głupi. Raczej, jesteś jednym z bardziej inteligentnych ludzi jakich spotkałam – dodała o wiele ciszej, ale mężczyzna usłyszał to, czując dumę i ciepło rozpływające się w jego klatce piersiowej.
- Chenowi od początku podobała się Ann, on jej też; po prostu jeszcze tego nie zauważyła – odparła, upijając kolejny łyk.
- Ale podoba jej się też Lay, nie tak? – blondynka wzruszyła ramionami.
- Różne rzeczy chodzą po ludziach, może jest zagubiona. Raczej, co możesz powiedzieć o Lay Oppie? – spytała, podnosząc na niego wzrok. Kris zamyślił się na chwilę, po czym wzruszył ramionami.
- Wiele nie wiem, nie jesteśmy tak blisko. Jedyne co wiem, to…
- … Suho – dokończyła za niego, a on uśmiechnął się, stwierdzając że rzeczywiście spostrzegawcza była z niej bestia.
- Ty też nie jesteś gorsza, bystra z ciebie mała, wredna istotka – mruknął, a ona posłała mu zaczepne spojrzenie, po czym zgodnie zaśmiali się cicho.
W tej chwili do kuchni wkroczył Chen, przecierając sennie poczerwieniałe oczy, uśmiechając się do nich smutno, ale i niejako pokrzepiająco.
- Dziękuję, Dino – zwrócił się do blondynki, która odpowiedziała mu „Nie ma za co, skarbie. Przychodź kiedy będziesz tylko będziesz potrzebował i chciał”, a on przytulił ją z wdzięcznością.
- Kris Hyung, dziękuję że ze mną przyjechałeś – zwrócił się do lidera, a on kiwnął mu głową z pokrzepiającym uśmiechem – Możemy już wracać.
Bez słowa zebrali się i ruszyli do drzwi. Gdy założyli buty i mieli wychodzić, Dino złapała Chena za rękaw.
- Daj jej trochę czasu, a wszystko się ułoży. Poza tym, pamiętaj że to, co wyczekane, potem o wiele lepiej smakuje – puściła mu oczko, a on uśmiechnął się do niej swoim zwykłym, radosnym uśmiechem.
- Dobranoc, Dino.
Nim Kris wyszedł, nachylił się również nad o wiele od niego niższą dziewczyną i pogłaskał delikatnie po miękkich blond włosach.

- Dziękuję, że pomogłaś jednemu z moich przyjaciół. Dobranoc, mała księżniczko. – mruknął na pożegnanie, znikając w drzwiach i zostawiając samą małą, drobną istotkę, chowającą nieśmiało zarumienione policzki w kołnierzu szarej bluzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz