Z konsternacją
rozejrzał się wokoło. Przygryzł wargę w zamyśleniu i spróbował odczytać napis
na szyldzie przed sobą, ale nie dał rady. Z nieodgadnioną miną wyciągnął
telefon z kieszeni, i ignorując dzikie wrzaski wokół siebie i dziewczynkę,
która ciągnęła go za nogawkę spodni, wybrał tak mu znany numer.
Gdy nikt nie
podniósł telefonu, chłopak przeklął cicho pod nosem i wybrał kolejny numer
mając nadzieje, że ktoś w końcu odbierze.
- Dino? Chyba
mam mały problem…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po
doprowadzeniu wszystkich do jako takiego ładu (Daesung przeszedł niesamowicie
tajemniczą transformację w toalecie, z której wyszedł z nienaganną fryzurą,
uśmiechem na ustach, i mglistymi wspomnieniami minionej nocy), wszyscy na
zawołanie Taeyanga usiedli do stołu, gotowi zacząć szamać przygotowane przez
tancerza smakołyki.
Chłopaki
uczynnie zrobili miejsce dla dwóch niespodziewanych gości, sadowiąc lekko
zdezorientowaną blondynkę obok zadowolonego TOPa, a rudowłosą obok Daesunga.
Rozsiadła się wygodnie niczym królowa, a Daesung, choć jego nocne myśli były
mocno zamglone, podawał jej usłużnie wszystko czego sobie zażyczyła, za każdym
razem posyłając jej zadowolony uśmiech.
Zaczęli jeść
w dosyć spokojnej atmosferze, przerywanej tyko co jakiś czas zduszonymi piskami
Dino, gdy TOP niechcący jej dotknął lub musnął (zapominał że była o wiele
mniejsza od niego i że gdy podniósł łokieć, to trafiał nim idealnie w jej cy…
klatkę piersiową).
W momencie,
gdy Taeyang zebrał talerze i zaczął je wkładać do zmywarki, a G-Dragon spojrzał
ze zmarszczonym czołem na zegarek, ktoś głośno zapukał do drzwi. Dwie Europejki
spojrzały na niego pytająco, a on tylko uśmiechnął się uspokajająco.
- Dzwoniły do
was przyjaciółki, kazałem im wpaść tutaj po was – odpowiedział, wstając i
ruszając do drzwi, żeby wpuścić dwie Polki do środka.
O dziwo, w
drzwiach a i owszem, stały dwie, spłoszone młode kobiety, ale tuż obok nich,
tupiąc niecierpliwie nogą, stał trener BIGBANG. Obrzucił nagle struchlałego
chłopaka piorunującym spojrzeniem, po czym warknął tylko przez zaciśnięte zęby,
rzucając wcześniej spojrzenie Jackie i Karol.
- Widzę was
na dole w sali treningowej za 15 minut – i odszedł, a dwie dziewczyny weszły
milcząco do środka, patrząc ze współczuciem na nieco jeszcze oniemiałego smoka.
Wszyscy razem
weszli we trójkę do kuchni, gdzie siedziała reszta, i Karol założyła ręce na
biodra, rzucając tylko:
- A
mówiłyście, że traficie prosto do apartamentu…
- Trafiłyśmy
do apartamentu – odrzekła jej Dino, odbierając z wyciągniętej ręki Youngbae
ciasteczko na deser.
- Po prostu
nie do tego, który jest nasz – dokończyła ripostę Ann, głaszcząc zadowolonego
blondyna obok niej po głowie.
Zza Karol
wychynęła Jackie, spoglądając na nie z zaciekawieniem.
- Chyba
dzisiaj wieczorem czeka nas długa rozmowa –zachichotała, uśmiechając się
nieśmiało do Seungriego, który z jeszcze lekko mokrymi po kąpieli włosami,
pomachał do niej z szerokim uśmiechem na ustach.
- Był tutaj
trener. Kazał nam być na dole za 15 minut – powiedział tylko grobowym głosem
Jiyong, i jak na zawołanie nad pięcioma mężczyznami zawisła czarna chmura
ponurych myśli o kolejnym męczącym dniu.
- Jiyong Hyung… Ale dzisiaj nam się uda, prawda?
Dzisiaj skończymy ćwiczyć tą choreografię… - spytał niepewnie maknae, ale odpowiedziała mu tylko
bolesna cisza.
- GD chyba
już w to nie wierzy, Seungri – mruknął tylko TOP, poklepując ze współczuciem
chłopaka po ramieniu, a ten zwiesił głowę. Młode kobiety spojrzały na nich ze
współczuciem, a Dino nawet poklepała leciutko TOPa po ramieniu, dotykając go
pierwszy raz od feralnego poranka, i ten uśmiechnął się do niej z
wdzięcznością.
Lider już
miał otworzyć usta i zwołać wszystkich, żeby zaczęli się zbierać, gdy TOP raz
jeszcze zaczął śpiewać „Doom Dada” i
tym razem wszyscy automatycznie powędrowali wzrokiem (prócz nie wtajemniczonego
Daesunga) do przewieszonej przez krzesło torebki Dino, z której wydobywał się
głośny dźwięk piosenki.
Seunghyun
zwinnym ruchem wyciągnął aparat ze środka i podał blondynce, a ta spojrzała na
niego dziwnym wzrokiem, odbierając połączenie.
- Halo? –
spytała, po czym zmarszczyła w skupieniu brwi, przerywając rozmówcy po drugiej
stronie – Poczekaj, dam cię na głośnomówiący, żeby dziewczyny usłyszały.
Te spojrzały
na nią ciekawie, a ona spojrzała na nie porozumiewawczo i odparła tylko: „Leo”.
- Możesz
teraz zacząć jeszcze raz – rzuciła, włączając opcję „głośnomówiący” i kładąc
telefon na blat stołu. Po chwili po kuchni rozszedł się dobitny, ale nieco
zmartwiony głos mężczyzny.
- Pamiętacie
jak przed waszym wyjazdem mówiłem wam, że jedziemy z Evą i Jack’ iem na obóz z
dzieciakami z harcówki do Zakopanego? – spytał dosyć niepewnie, a one pokiwały
głowami milcząco, chociaż doskonale było wiadome to, że on ich nie widział.
- No, to coś
spieprzyliśmy po drodze – podsumował krótko.
- Ale ja to?
Co żeście zrobili? – spytała ze zmarszczonymi brwiami Ann, zakładając ręce na
piersi. To ona miała tutaj największy staż jeżeli chodzi o radzenie sobie z
osobnikiem po drugiej stronie.
- No bo
postanowiliśmy polecieć samolotem, żeby było pewniej i bezpieczniej, a nie jak
nasza ostatnia wyprawa do Piotrkowa Trybunalskiego – zaczął, a dziewczyny
pokiwały ze zrozumieniem głowami. To było traumatyczne przeżycie – No i Eva
zabukowała bilety, ja spakowałem dzieciaki, Jack załatwił transport na lotnisko
no i sobie wsiedliśmy – ciągnął, a w tle słychać było jakieś nieartykułowane
wrzaski – Siedzimy, dzieciaki się prują, zabijają, bo coś długa kurwa ta
podróż, no ale nic, lecimy. No a potem nam powiedzieli, że jest lądowanie na
tankowanie, i my w śmiech, no bo żeby Dreamliner na takiej odległości tankował?
To tylko w Polsce. No ale nic, siedzimy. Tak też się trochę zastawialiśmy że
ludzie jacyś tacy skośni kutwa byli, i jakby tak bardziej żółci na tym
lotnisku, ale znów nic, myślimy – pewnie Kraków, tu jest to całe centrum mangi
i historii Japonii, Japońce na obchody jakie się zebrały. No i polecieliśmy
dalej. No i wysiadamy kurwa, po 14 godzinach kurwa, dzieciaki głodne,
rozszalałe, a do mnie jakaś skośnooka baba, że „Anjonghejo” i w ogóle ni w ząb
po polsku, a jak zacząłem krzyczeć kurwy, to uciekła jak niepyszna. Próbuję
odczytać, co to za miejsce, ale na szyldach jakieś kurwa same krzesełka. No i
przyszli jacyś mili, dwumetrowi panowie, i siedzimy teraz w jakiejś izolatce, i
wyobraźcie sobie! Wreszcie jakieś napisy po angielsku! Coś o nielegalnych
imigrantach kurwa czy coś… A my tylko do Zakopca lecieliśmy, a oni od razu nas
za nielegalnych imigrantów! To co, Słowacja już zupełnie zajebała nam Tatry?!
Przez chwilę
panowała wszechogarniająca cisza, kiedy wszyscy próbowali przetrawić to, co
właśnie usłyszeli.
- Leo, daj do
telefonu Evę – odpowiedziała tylko po chwili milczenia Ann.
- Halo? –
dziewczyna po drugiej stronie wydawała się być mocno zasapana, jakby coś
trzymało ją w żelaznym uścisku za szyję.
- Eva, jak
żeś bukowała te bilety? – spytała tylko rudowłosa i słychać było, jak przez
chwilę dziewczyna próbuje sobie przypomnieć ten moment.
- Właściwie,
to ja nie wiem. Pamiętam karaoke, rumbę, piwo i bilard. I jakąś dziwną zniżkę,
na którą mocno się napaliliśmy. Rano pamiętałam tylko, że gadaliśmy coś o
Zakopcu. Więcej grzechów nie pamiętam – odparła tylko, a po chwili słychać było
głośny plask i wrzask, jakby coś żywego właśnie spadło na ziemię.
- Masz gdzieś
pod ręką Jack’a? – miała nadzieję dowiedzieć się czegoś konkretniejszego od
ostatniej dorosłej osobie w tym towarzystwie, ale zawiodła się głęboko.
- Nie ma go.
Stwierdzili, że wygląda jak syn Szatana ze swoimi pieszczochami, przeciągłym
rockowym wyciem i mrocznymi koszulkami, wzięli więc go na dogłębną rewizję
osobistą, i to już z dobrą godzinę temu – gdzieś w tle dziewczyny dosłyszały
tylko głośny wrzask Leo „Wypuśćcie mnie kurwa z tej klatki, nie oddam wam mojej
dupy!”, ale jako że był to okrzyk po polsku, postanowiły go zignorować.
- A wiesz
może chociaż, gdzie dokładnie jesteście? – westchnęła ciężko, starając się
jakoś ogarnąć całą tą sytuację.
- Zanim Leo
zaczął się uwewnętrzniać na stewardesie, a dzieciaki nie zaczęły świrować z
głodu, to gdzieś między wierszami pilot wspomniał coś o lotnisku w Incheon, czy
jakoś tak.
Miny czwórki
dziewczyn stężały, po czym każda po kolei ukryła w ten czy inny sposób twarze w
dłoniach. Cóż za prawdziwi geniusze – Polacy.
- Eva,
spróbuj wszystko ogarnąć póki po was nie przyjedziemy, powinnyśmy tam być za
godzinę – odpowiedziała jej Dino, a ta odparła tylko krótkie „Ok, ale się
pospieszcie bo ochroniarz patrzy podejrzliwie na rzucającego się Leo” i się
rozłączyła.
Po raz
kolejny nastała chwila ciszy, uzupełniona nic nie rozumiejącymi minami Bangów,
którzy przecież polskiego nie znali.
- Stało się
coś? – spytał zmartwiony Taeyang, marszcząc brwi.
- Oprócz
apokalipsy? Nic takiego… - mruknęła w odpowiedzi Ann, kręcąc głową z
politowaniem na swoich przyjaciół.
- W każdym
razie, musimy się dostać na lotnisko i odebrać ich jakoś… nie wiem jak, ale
jakoś… - dodała ciszej z powątpiewaniem blondynka, wybierając kolejny numer na
telefonie i zakładając torebkę na ramię, ignorując pytające spojrzenie TOPa.
- Kris Oppa? Potrzebujemy natychmiastowej
podwózki na lotnisko…
Seunghyun
zmarszczył brwi. Nie spodobało mu się, że dziewczyna mówi do kogoś jeszcze „Oppa”. Kiedy skończyła rozmawiać,
zaczepił ją nim nie wyszła.
- Kto to Kris
Oppa? – spytał ze zmarszczonym
czołem. Dino zamrugała niezrozumiale, nie wiedząc za bardzo o co chodzi
mężczyźnie.
- On nam pomoże,
to zaufany człowiek – odparła tylko, chcąc wyjść, ale chłopak chwycił ją za
rękę.
- Ja też mogę
wam pomóc – zaoferował twardo, a dziewczyna pokręciła tylko głową.
- TOP Oppa, nie umiesz jeździć samochodem.
- To załatwię
wam kierowcę – nie ustępował. Nie podobał mu się ten cały Kris. Przynoszenie
obiadków, prezenciki, podwózka na zawołanie. Pfi! Amator!
Blondynka
uśmiechnęła się tylko do niego lekko i pociągnęła go za koszulę, żeby zniżył
się trochę na poziom jej oczu.
- Dziękuję,
ale to przyjaciel. Będziemy bezpieczne, no i niedługo wrócimy. Odwiedzimy was w
sali prób – mrugnęła do niego filuternie i rumieniąc się mocno pocałowała go
delikatnie w policzek, w następnej chwili wybiegając na korytarz. Za nią, wciąż
z marsową miną, podążyła rudowłosa, młoda kobieta, i drzwi od mieszkania się
zamknęły, zostawiając oszołomionego mężczyznę na środku przejścia.
Chwytając się
za policzek, wciąż z zaskoczeniem, ale i zadowoleniem w oczach, Seunghyun
wreszcie powoli powrócił do kuchni, gdzie uczynny Taeyang częstował nowo
przybyłe ciasteczkami.
- Skoro już
tu jesteśmy, to może pójdziemy z wami na próbę, popatrzeć? – spytała niewinnie
Jackie, a Seungri wpatrywał się w nią niczym sokół, patrząc na sposób, w jaki
pałaszowała ciastko – Co ty na to, Karol? – spytała starszej.
- Hmm… jeśli
tylko Jiyong Oppa się zgodzi, to
czemu nie? I tak nie mamy nic innego do roboty, a Ann i Dino mogą potem do nas
dołączyć – stwierdziła po chwili zastanowienia dziewczyna, patrząc pytająco na
lidera BIGBANG.
Ten odgarnął
włosy z czoła, zamyślając się głęboko i rozglądając się po członkach zespołu.
Taeyangowi było to obojętne, TOP był zbyt zamyślony by zwrócić na cokolwiek
uwagę, a Daesung siedział naburmuszony, bo nikt go już nie głaskał. Jedynym,
którego aktualnie interesował ten temat, był Seungri, który kiwał gorliwie
głową, zadowolony z perspektywy spędzenia więcej czasu z interesującymi
Europejkami.
G-Dragon
westchnął do siebie cichutko, po czym zwrócił się do Karol:
- Nie mam nic
przeciwko temu, jednym problemem będzie trener. Trzeba go jakoś przekupić, ale
problem w tym, że on z tych przekupnych nie jest…
Polki
spojrzały po sobie porozumiewawczo, z dziki błyskiem w oczach, a Koreańczyk
spojrzał na nie, zdziwiony ich minami.
- Nie martw
się, Jiyong Oppa, już my sobie damy
radę.
Dwadzieścia
minut później, tak jak obiecali, byli już na sali prób, z dwiema młodymi
kobietami. Na ich widok trener zmarszczył brwi mocno, ale te nie tracąc czasu
wzięły go na stronę, tłumacząc mu coś gorączkowo. Jiyong obserwował je uważnie,
patrząc jak gestykulują dziko i po chwili cała trójka spojrzała na niego. Myślał,
że skręcił sobie kark, tak gwałtownie przekręcił głowę, żeby nie wyszło na to,
że ich podgląda.
- Dobra,
chłopaki! – usłyszał po chwili głos ich mentora – Mam nadzieję, że już się
rozgrzaliście! – zagrzmiał, piorunując wzrokiem figury TOPa i Daesunga,
opartych o ścianę i próbujących wykorzystać jeszcze te kilka chwil wolności,
jakie im pozostały.
- Tak więc
wyjątkowo, dzisiaj będziecie mieli audiencję – tu wskazał w kierunku Karol i
Jackie, które już rozsiadły się pod jedną ze ścian, gdy upewniły się, że tam
nie będą przeszkadzać – Słyszałem, że pozostała dwójka ma jakiś problem do
rozwiązania – tu nawiązał do nieobecnych Dino i Ann – ale jak wrócą, to
przećwiczymy całą to choreografię razem z nimi.
Wszyscy
jedynie pokiwali głowami, zdeterminowani obecnie na tylko jednym celu – żeby
się nie zbłaźnić przed o wiele mniej doświadczonymi, ale za to bardziej
pojętnymi w nauce kobietami.
Muzyka
zaczęła grać i wszyscy posłusznie zaczęli się ruszać, gotowi pokazać dwóm
Europejkom profesjonalizm i wytrwałość godny Azjatów. Nawet TOP, choć Dino nie
było w pobliżu, starał się jak najbardziej, mając na względzie że to przecież
są to jej przyjaciółki, więc na pewno szepną jej jakieś słówko o nim.
Jak na razie
jednak, o biedny nieświadomy, był totalnie ignorowany, bowiem oczy dwóch Polek
wodziły tylko za dwoma Bangami – GD i Seungrim.
Peszyło to
nieco ich obiekty obserwacji, ale czuli też dumę, że ktoś lubi na nich patrzeć,
nawet poza sceną, bez makijażu i w dresach.
Taka sytuacja
utrzymała się do godziny dziesiątej, kiedy to dziewczynom udało się wreszcie
wybłagać u trenera godzinną przerwę, kłamiąc że chłopcy tak się spieszyli na
trening, że nic nie zjedli, i że zasługują na coś ciepłego.
Wdzięczni,
byli niemal w stanie rzucić się na nie i je wyściskać, ale żaden z nich nie
miał na to siły – każdy z nich spocony i ledwo powłóczący nogami. Dodatkowo,
Dino i Ann wciąż nie było. TOP na zmianę z Daesungiem wypytywali się dziewczyn
zmartwieni, czy przypadkiem nic im się nie stało, ale one zapewniły ich, że
gdyby coś poszło nie tak, na pewno dałyby im znać.
Postanowili
więc zejść do baru na parterze budynku i coś zjeść, pozwalając tym samym
umęczonym mięśniom odpocząć. Przodem poszli TOP i Daesung, niezadowoleni z
nieobecności dwóch Europejek, mając w zamiarze napchać się z tęsknoty
jedzeniem, ile wlezie. Następnymi, którzy opuścili salę byli Karol i G-Dragon,
jako że Seungri koniecznie chciał zostać, i pokazać Jackie swoją nową
choreografię, co dziewczyna przyjęła zadowolonym klaśnięciem w dłonie.
W pełnej
napięcia ciszy, GD nonszalancko wpuścił dziewczynę jako pierwszą do windy, po
czym nacisnął przycisk na parter. Przez chwilę jechali nic do siebie nie
mówiąc, aż w końcu smok postanowił przerwać, mocno go kłopoczącą, barierę
milczenia.
- I jak wam
się podoba podglądanie profesjonalistów z bliska? – spytał, trochę wstydząc się
przez to pytanie, ale wciąż patrząc na dziewczynę ciekawo. Ta odpowiedziała mu
nieśmiałym uśmiechem, onieśmielona samotną przejażdżką windą z wielkim i
nieprzejednanym (podobno) liderem BIGBANG.
- To
wspaniałe, jesteście tacy dokładni i precyzyjni, a trener wcale nie musi wam
nic mówić za bardzo, kiedy coś wam nie wyjdzie. No i jesteście pojętni, i
dobrze wysportowani – zaczęła wyliczać z entuzjazmem, a Jiyong nie mógł
opanować uśmieszku zadowolenia, kiedy słuchał młodszej kobiety. Karol po chwili zorientowała się, o czym mówi
i do kogo mówi w momencie, gdy chciała dodać „no i dobre dupy z was są”,
zamilkła więc przezornie, rumieniąc się dziko i patrząc zakłopotanym wzrokiem w
podłogę.
Jiyong
zaśmiał się tylko, podchodząc do niej i próbując ją uspokoić.
- Nie, to nic
złego, bardzo to miłe słyszeć, że się w czymś sprawdzamy… - dalej nie zdążył
nic dopowiedzieć, bo winda zgrzytnęła, jęknęła, szarpnęła z całej siły… i
stanęła. Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i jednocześnie strachem, a mężczyzna
włączył na konsoli alarm, żeby zawołać pomoc techniczną.
- No, to
chyba tu utknęliśmy na tą przerwę – jęknęła, podchodząc niepewnie do ściany
naprzeciwko wejścia i osuwając się po niej, przycupnęła ze wzrokiem utkwionym w
jeden punkt.
- No jak na
ironię, kiedy wreszcie mogę trochę odpocząć… jasna cholera by to wzięła no! –
zaczął się burzyć lider, ale przypominając sobie że nie jest sam, a z kobietą,
i do tego Europejką, ugryzł się w język, pomny zasad dobrego wychowania, jakie
wpajał im od zawsze Hyun Suk.
Westchnął
ciężko, a pomiędzy nimi po raz kolejny zapadła cisza. Jiyong przeczesał spocone
włosy dłonią, krzywiąc się na ich wilgotność, po czym spojrzał na skuloną
blondynkę. Objęła się rękoma wokół kolan i oparła o nie brodę, wpatrując się w
pustym wzrokiem w przestrzeń, tak jakby jego tuż przed nią w ogóle nie było.
Podszedł więc
do niej i usiadł obok, czekając na jakiś ruch z jej strony, nie doczekał się go
jednak.
- Powiedz mi
Karol, boisz się zamkniętych przestrzeni? – spytał niepewnie, patrząc na
reakcję dziewczyny, która spojrzała na niego lekko załzawionym wzrokiem.
- Nie, ale
windy które stopują się w samym środku długiego szybu, z możliwością że w
każdej chwili mogą spaść, to nie moja działka – przełknęła głośno ślinę,
zamykając oczy i próbując się opanować.
Chłopak przez
chwilę tylko ją obserwował, próbując znaleźć jakiś sposób, żeby poprawić jej
humor, na nic jednak genialnego nie wpadł, postanowił więc zrobić to, co jako
pierwsze wpadło mu do głowy.
Wstał nagle,
ku zdziwieniu Europejki, i wpatrzył się w jeden punkt na suficie windy
intensywnie. Za chwilę znów spojrzał na blondynkę, potem znów na sufit.
Blondynka. Sufit. Blondynka. Sufit.
- Jiyong Oppa… nie mam tak twardej głowy żeby
przebić się przez ten sufit, nawet pomimo tego że jestem blondynką – mruknęła
zirytowana lekko, że coś takiego w ogóle mogło mu wpaść do głowy.
Ten jednak
nic sobie nie robiąc z jej sprzeciwu, wciąż patrzył. Blondynka. Sufit.
Blondynka. Sufit.
Karol niemal
widziała jak trybiki poruszają się w jego głowie, a potem tylko zobaczyła jego
podstępny uśmiech, kiedy odwrócił się w jej stronę nagle. Zdenerwowana,
spróbowała schować się bardziej w ścianę, o ile było to możliwe, bojąc się jego
dzikiego wzroku w nią wlepionego.
Azjata zaczął
iść powoli w jej stronę, a ona pisnęła cicho, nagle wcale nie chcąc, żeby do
niej podchodził. Ze zwichrzonymi włosami, obłędem w oczach. Wariat!
- Nie bój się
Karol, nie będzie bolało – zaśmiał się ponuro pod nosem, a ona zaczęła się
wyrywać, gdy poczuła jego ramiona wokół swojej talii, podnoszące ją do góry.
Choć nie był
bardzo od niej wyższy, nie miał najmniejszego problemu, żeby postawić ją do
pionu, rzucając jej tym samym mroczną, nieodgadnioną minę.
- Ja nas stąd
wydostanę – stwierdził poważnie, marszcząc brwi, a ona pokręciła tylko
przecząco głową.
- Jiyong Oppa… to ja już chyba wolę tutaj
poczekać na panów konserwatorów – stwierdziła, próbując się wyrwać z jego
żelaznego uścisku, nic to jednak nie dało.
Zmarszczka na
jego czole pogłębiła się jeszcze bardziej.
- Nie, oni są
niekompetentni. Skończyli tylko technikum, oni nie znają życia! – zagrzmiał
nagle, święcie przekonany o swojej racji –To ja tutaj zdałem studia, to ja mam
magistra, to ja jestem mistrzem, i to ja nas stąd wydostanę! – zaśmiał się
głośno i triumfalnie.
- A-ale Oppa… ty jesteś po szkole muzycznej,
umiesz tylko grać na fortepianie – wtrąciła nieśmiało, a zwycięski uśmiech
natychmiast zniknął z twarzy mężczyzny. Zamyślił się na chwilę głęboko nad
odpowiednią ripostą, ale zaraz stwierdził, że on jest wszechpotężny smok, on
nie musi się tłumaczyć! Wyrwany w połowie swoich myśli, jedynym co powiedział
było: „Jam jest smok!”, po czym nie zwracając uwagi na wijącą się kobietę w
swoich rękach, nie wiadomo jakim cudem, chyba że nadludzkim wysiłkiem, wiadomo
jednakże że po paru frasobliwych minutach, ciężko dysząc, z potarganymi włosami
i pogniecionym ubraniem, Karol znalazła się na szczycie smoka.
A dokładniej,
to na jego barkach.
Zarumieniła
się, czując jak nieogolony dzisiejszego ranka zarost ociera się o materiał jej
spodni, a dłonie lidera chwytają za jej łydki, by podtrzymać ją w górze.
- Według
moich obliczeń i kalkulacji – zaczął się mądrzyć – to zatrzymaliśmy się równo
między piętrami. Jeśli uda nam się otworzyć ten właz, to wyjdziemy na zewnątrz
i otworzę nam drzwi na korytarz – zakończył, zadowolony z siebie.
- Ale Jiyong Oppa… te drzwi są zablokowane
mechanicznie, otwierają się tylko wtedy, kiedy winda przyjeżdża – zauważyła.
Po raz
kolejny zapadła kłopotliwa cisza, a pan Kwon z każdą chwilą zdawał się być
coraz bardziej zdesperowany, żeby zaimponować dziewczynie i żeby w końcu
przyznała mu rację. Potem jednak doszedł do wniosku, że ona jest młodsza, mniej
doświadczona, nie skończyła (jeszcze!) studiów, a tak w ogóle to ona jest
kobietą i się nie zna.
- Wątpisz w
moją siłę? – spytał, nagle nastrojony bojowo do całej sytuacji. Dziewczyna
nachyliła się nad nim tak, że jej piersi oparły się o jego głowę (musiał
przyznać, że to było bardzo miłe uczucie – mogłoby tylko przestać mu się robić
tak gorąco…), a tuż przed jego twarzą wyrosła burza ciemnych blond loków i
spojrzały na niego duże, zielone oczyska.
Ooooj, chciałoby się pomacać te
balony, co Jiyonggie? Siedź
cicho.
- Nie wątpię
że jesteś do pewnego stopnia silny, Jiyong Oppa
– odparła dyplomatycznie, balansując niebezpiecznie, usadowiona przecież tylko
i wyłącznie na chucherku zwanym Kwon Jiyong – Ja tylko mówię, że w zapasach to
ty raczej nie wygrasz. Z metalowymi drzwiami to też raczej mission impossible –
dodała po chwili zastanowienia, a jej usta nieświadomie przysunęły się do
Koreańczyka.
Czemu właśnie
zaschło mu w ustach? Przecież wypił przed chwilą trzy butelki wody.
Pocałuj ją, pocałuj ją! Widziałeś, jak
Taeyang na nią patrzył… Jak na zwierzynę! To zwierzę! A kobiety lubią
zwierzęta…
Nie, tak nie
może być. On jej musi udowodnić swoją męskość!
- Nie marudź
mała, to lepsze niż siedzenie i czekanie na cieci! Pomyśl o tym jak o Mission
Impossible! – podniecił się nagle, a ona spojrzała sceptycznie na wyłaz, a
potem na niego.
- Oppa, oni mieli linki zabezpieczające i
kaskaderów.
- Nie ważne,
otwieraj mi to! – naburmuszył się, ale gdy posłusznie zaczęła otwierać wejście,
na chłopaka nagle spadła jedna konkretna myśl.
Że jego alter
ego powróciło.
Zawsze tam
było, i zwykle mu doradzało. Coś jak twój własny doradca życiowy, tylko że
jedynie w sprawach kobiecych. Włączał się, gdy podświadomości Jiyongowej coś
się zaczynało podobać.
Dziewczyna
wychyliła się niebezpiecznie, a smok spoglądając w górę mógł dostrzec jej
piersi. Zapatrzył się na chwilę, czując jak Noe, który właśnie zbudował swoją
Arkę.
No weź pomacaj no…
Potrząsnął
głową. Nie pora na to teraz, smoczku.
Karol
krzyknęła triumfalnie, gdy zamek wyłazu szczęknął, i udało jej się go otworzyć.
W tym samym
momencie, winda sama z siebie, tak jakby się namyśliła – zgrzytnęło, jęknęło, i
pojechali dalej.
W zupełnej
ciszy, oniemieli, wciąż w tej samej pozycji na barana, dojechali na sam dół.
Gdy drzwi się otworzyły, ludzie spojrzeli na nich jak na świrów.
Z miną nie
wyrażającą niczego, G-Dragon wymaszerował z windy, wciąż niosąc oniemiałą
dziewczynę. Podszedł do stolika, przy którym siedzieli skonsternowani TOP i
Daesung, z pałeczkami w połowie drogi do ust.
Z kamienną
miną smok postawił swoją kobietę w opałach na podłogę, pozwalając jej zająć
miejsce obok siebie. Rozejrzał się wokoło, szukając wzrokiem czegoś, a raczej
kogoś.
- Kelner!
Ramen dla bohatera!
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z wypiekami
na twarzy oglądała niesamowite ruchy, jakie prezentował przed nią Seungri. Jego
ciało perfekcyjnie wyginało się do rytmu muzyki, aż nieświadomej tego Jackie
ślinka pociekła z buzi. Otarła ją ukradkiem rękawem, a gdy chłopak skończył,
nagrodziła go głośnymi oklaskami.
- Świetnie
tańczysz, Seungri Oppa. Też bym
chciała kiedyś się tak ruszać – komplementowała go, rumieniąc się mimowolnie
lekko, gdy podszedł do niej bliżej ze swoim słynnym, firmowym uśmieszkiem.
- Jeśli
chcesz, to mogę cię zaraz nauczyć, Jackie… - jego brwi podniosły się
sugestywnie, ale ona tylko się zaśmiała, lekko go trzepiąc po ramieniu.
Ona taka
łatwa nie była.
- Dziękuję Oppa, na razie wolę coś zjeść, i ty też
powinieneś, żeby mieć siłę na dalszy trening – wyminęła go z zadowolonym
uśmieszkiem, gdy na jego twarz wpłynął oszołomiony wyraz, że nie ugięła się
jego super sexy spojrzeniu.
Pewnie stałby
tak jeszcze trochę, gdyby nie jej okrzyk spod drzwi.
- Idziesz
Seungri Oppa, czy nie? Co prawda na
dole jest już TOP Oppa i Daesung Oppa, więc pewnie będą mi mogli
dotrzymać towarzystwa… - nie skończyła, gdy chłopak z prędkością światła
przepchał się obok niej i wyprzedził, czekając aż winda wjedzie na górę. O nie,
nie miał zamiaru zostawiać dziewczyny ze swoimi podejrzanymi Hyungami!
- No, chodź szybciej Jackie, pomogę ci wybrać
coś dobrego z menu, bo pewnie nie znasz jeszcze za bardzo naszej koreańskiej
kuchni? – zaoferował, a ona uśmiechnęła się do siebie triumfalnie w duchu.
Mężczyźni byli tacy nieskomplikowani, że to aż było słodkie.
- Wielkie
dzięki, Oppa! Ale wolałabym coś
łagodnego – zastrzegła, pamiętając swoją ostatnią pogadankę z klozetem po
ostrym kimchi. Mężczyzna zdawało się pomyślał o tym samym, bo uśmiechnął się do
siebie pod nosem i przystał na jej prośbę, kiwając lekko głową.
Gdy winda
zajechała, wysypał się z niej tłum ludzi, gorączkowo rozmawiających o jakimś
dziwnym wydarzeniu, które miało miejsce… w windzie? Seungri zmarszczył brew,
nie mogąc podsłuchać dokładnie więcej.
Jackie za to
spojrzała sceptycznie na windę.
- Oppa… może lepiej pójdźmy schodami –
zaoferowała, zatrzymując się tuż przed drzwiami. Przez chwilę maknae rozmyślał, po czym stwierdził, że
co przecież mogło się stać? Yang Hyun Suk dbał o dobry stan budynku, nic nie
miało niemalże prawa im się tu stać.
- Nie ma co
się martwić, wszystko jest ok. Wsiadajmy – pociągnął ją do środka, i drzwi się
za nimi zamknęły. Chłopak wybrał parter na konsoli, po czym winda powoli
ruszyła, a on oparł się zadowolony o tylną ścianę, spoglądając przy tym przez
przypadek w górę.
Zmarszczył
brwi. Czemu właz na zewnątrz był otwarty?
Widać było
przez niego linę, na której była zawieszona winda, i Jackie przysunęła się do
niego trochę. Nie podobało jej się to.
W tym
momencie, stanęli. Spojrzeli po sobie ze strachem, jednocześnie spoglądając w
górę, na linę od windy, która teraz była w zupełnym bezruchu.
- Oppa… włącz może alarm? – spytała pustym
głosem Jackie, a mężczyzna bezzwłocznie zrobił to, o co poprosiła.
Przez chwilę
po prostu tam stali, wsłuchując się w otępiający dźwięk dzwonka, który powinien
wezwać ekipę konserwującą budynek.
Seungri
przeklął głośno w myślach. Nie lubił małych przestrzeni, a cała ta sytuacja go
mocno stresowała. Zaczął przestępować nerwowo z nogi na nogę, nie spuszczając
wzroku z jedynej liny, który trzymała ich teraz w powietrzu. Czuł narastającą w
nim panikę, a dziewczyna spojrzała na niego ze zmartwieniem w oczach.
- Seungri Oppa… dobrze się czujesz? – spytała
niepewnie, ciągnąc go za rękaw, ten jedynie pokiwał gwałtownie głową, nie będąc
w stanie wydobyć z siebie głosu.
- Wszystko w
porządku, przecież nie spadniemy w dół, prawda? – zaśmiał się, trochę maniakalnie
jednakowoż – Wszystko będzie dobrze… aaa, kogo ja oszukuję! Umrzemy tu! –
zaczął się wydzierać, skręcając się w kulkę w kącie i chowając głowę między
kolana – Ja jestem za młody! Zbyt niewinny! Nawet nie miałem żony, dzieci! –
biadolił, a uczynna Jackie już postanowiła do niego podejść i go przytulić,
żeby dodać mu otuchy, gdy ten gwałtownie podniósł głowę, patrząc na nią
intensywnie.
Wystraszona
jego spojrzeniem, odsunęła się trochę, a on w tym momencie wstał, wciąż nie
spuszczając z niej wzroku.
- Nie miałem
nawet żony i dzieci… – zamruczał jakby do siebie, wyciągając w jej stronę ręce.
- Oppa… twoje myśli chyba idą teraz w złym
kierunku – stwierdziła Jackie, robiąc jeszcze jeden krok do tyłu, ale na jej
drodze stanęła ściana windy i krzyknęła cicho, zaskoczona.
- Nie bój
się, nie będzie bolało… - odpowiedział tylko z maniakalnym błyskiem w oku, jak
na maknae, który podziwia swego
lidera, przystało.
W następnej
chwili padł przed nią na kolana, a ją zamurowało. Spojrzał na nią z
determinacją w oczach, i z nutką szaleństwa w głosie spytał:
- Jackie,
zostaniesz moją J.Lee?
- Ch- chyba
jeszcze na to o wiele za wcześnie, Oppa
– wydukała zaszokowana, a on spuścił głowę, marszcząc mocno brwi w skupieniu.
- No tak. Bo
nie urodzisz mi dzieci bez ślubu, nie? – spojrzał na nią całkiem poważnie, w
zamyśleniu gładząc się po brodzie.
- Raczej nie.
Gdzie w tym wszystkim miłość? – spytała, a on pokiwał powoli głową, wstając do
pionu.
-Miłość. Let’s
talk about love~ Let’s talk about you~ Let’s talk about me~ - zaczął nucić,
łapiąc ją w ramiona i okręcając się z nią w kółko, nie zwracając uwagi na jej
próby wyrwania mu się.
- Bo ja
jestem samotny – zaczął nagle, przerywając „taniec” – A wszystko zaczęło się w
2006 roku, kiedy zostałem członkiem i maknae
BIGBANG – zaczął rozmarzonym głosem – A potem Hyungowie zniszczyli mi życie, skrzywiając moją postawę moralną! –
wyżalał się, chowając twarz w jej szyję i pozwalając, by Europejka kołysała go
w swoich ramionach, uspokajająco miziając po plecach.
Piknięcie.
Drzwi się otworzyły, i przed oczami ludzi na zewnątrz pojawił się rzeczywiście
dziwny widok.
Seungri
powoli podniósł głowę z nieodgadnioną miną.
- Kiedy ona
zaczęła się znów ruszać? – spytał tylko, wciąż nie odwracając się w stronę
skonsternowanych ludzi.
- Jak poprosiłeś
mnie o rękę. Chciałam ci powiedzieć, ale nie miałam za bardzo kiedy – mruknęła
przepraszająco, a on pokiwał tylko głową, wychodząc z małego pomieszczenia
niczym robot.
Milcząco,
podobnie jak wcześniejsza dwójka, doszli do stolika ze swoimi przyjaciółmi,
gdzie aktualnie sytuacja nieco już się unormowała, bo G-Dragon dostał swój
ramen i teraz pałaszował go bezmyślnie.
- I jak tam,
gołąbeczki dwa? – spytał filuternie Daesung, puszczając oczko do Seungriego.
Szary na
twarzy, chłopak usiadł, a obok niego wciąż milcząca Jackie.
-
Oświadczyłem się.
Nikt nie był
w stanie odpowiedzieć, bo nagle do środka wpadł tabun małych, wrzeszczących w
nieznanym im języku istot, gdzieś pod drodze w tej fali niosąc ze sobą piątkę
dorosłych.
Z potarganymi
włosami i małym obłędem w oczach, Dino podeszła do stolika, czyszcząc gardło po
drodze i uśmiechając się do nich przesadnie szeroko.
- Już
jesteśmy, cali i zdrowi. No może oprócz Krisa Oppy, chyba zemdlał – dodała po namyśle i podeszła do TOPa, by
spojrzeć mu w oczy i przeprosić, że tak długo jej to zajęło.
W ogólnie
panującej pomiędzy nimi ciszy słychać było tylko głośny plask kluski z ramenu
GD, która spadła mu z pałeczek z powrotem do miski.

Ja! Ja, będę ja! Pisz to szybko, cholero jedna, nooo! Ja chcę xD Ja muszę...
OdpowiedzUsuńI Leo ma rację! Ta winda miała taki potencjał! :3
khem khem... Mogę prosić o kolejny rozdział? Ta winda mnie tak przekonała... :3
Usuń