Kiedy rozbrzmiał dzwonek przy drzwiach, podskoczyły
nerwowo, a Dino przełknęła głośno ślinę. Ann wzięła głęboki oddech, po czym
podeszła i otworzyła, starając się, żeby jej uśmiech był wesoły i rozluźniony.
Jej oczom ukazała się dwunastka mężczyzn w różnym stanie rozkładu. Niektórzy
podpierali ściany, inni przytulali się do podłogi albo opierali o innych, też
ledwo stojących, i uśmiech zastygł na jej twarzy. Nagle tuż przed nią wyrósł
mężczyzna w średnim wieku, z niezidentyfikowanym plikiem papierów w dłoniach i
jedną teczką. Omiótł spojrzeniem obraz nędzy i rozpaczy jakie przedstawiało
EXO, po czym zwrócił się do niej:
- To ja ich wam zostawiam. Nie martwcie się, jeszcze
dzisiaj nie jedli, zaraz dam wam pieniądze na jakieś żarcie dla nich. A nawet
jeśli jedzenie nie pomoże, to kawa na pewno – wyrzucił z siebie jak z procy i
niemalże wybiegł, wcześniej wręczając jej gruby plik papierowych Wonów. Nim jednak
zdążyła na to jakkolwiek zareagować, manager wrócił, mocno zasapany.
- Zapomniałem. Tu jest lista – wręczył jej teczkę – Jak
będą wchodzić a potem wychodzić to ich odhaczcie, lubią się rozchodzić na różne
strony – dodał jeszcze i tym razem wybiegł niczym błyskawica.
Przez następne minuty stała w wejściu oniemiała, patrząc
na kupę ledwo żywych ciał przed sobą, które chyba nie za bardzo jeszcze
zorientowały się, co się dzieje.
- To oni weszli już czy nie? – usłyszała za sobą i
poczuła jak Dino przepchnęła się obok niej. Zapadła idealna cisza kiedy Ann
poczuła, jak dziewczyna ciągnie ją gwałtownie do mieszkania; zamknęła za nimi
drzwi i zaryglowała wszystkie zamki, biegnąc do kuchni i wracając z tasakiem w
dłoniach. Rudowłosa spojrzała zdziwiona na przerażoną przyjaciółkę.
- No co, nie widziałaś tych zombie na zewnątrz?!
Wiedziałam, że trzeba było ściągnąć te przewodniki które ludzie wstawiali na
facebook’a! – jęknęła, patrząc przez wizjer w drzwiach i wciąż trzymając przy
sobie nerwowo nóż.
Ann wyciągnęła plik banknotów i machnęła nimi przed
oczami blondynki, której oczy zaświeciły się w tym momencie jasno.
- Dostałyśmy pieniądze, żeby na powrót zrobić z tych
zombie ludzi.
Dino zmarszczyła nos, z powątpiewaniem znów patrząc przez
judasza.
-To na pewno EXO? Ten na podłodze wygląda, jakby mu już
noga odpadła, leży pod jakimś takim dziwnym kątem…
- Nie, to Kai.
- Aa, to wszystko jasne – stwierdziła i odłożyła nóż,
otwierając drzwi i z nową ciekawością patrząc na nieprzytomnych mężczyzn.
Spojrzała po każdym z kolei, po czym podskoczyła do
jednej trójki, wołając do nich ze współczuciem w głosie.
Jedynymi, którzy mniej więcej stali jeszcze o własnych
siłach, byli Tao, Kris i LuHan. A właściwie, to tylko Tao i LuHan; Kris,
stojący pośrodku, miał przerzucone ręce przez ramiona dwóch Chińczyków,
niemalże całym ciałem opierając się o nich, jego głowa była spuszczona nisko w
dół.
Kiedy podeszła do nich Dino, tylko LuHan podniósł
niemrawo głowę, patrząc na nią nieprzytomnym wzrokiem.
Współczująco, Dino wydęła wargi i spojrzała wilkiem na
ignorującego wszystko Krisa.
- Moi biedni… Tao Oppa,
LuHan Oppa, co ten wielki
orangutan wam zrobił! – krzyknęła, po czym jednym silnym ruchem chwyciła dłonie
Krisa w swoje, o wiele mniejsze.
To chyba zbudziło z transu wielkoluda; jego rozczochrana
czupryna (gdyby wiedział gdzie idzie, nie doprowadził by się do takiego stanu!)
podniosła się powoli, a półprzytomne oczy napotkały niebieskie tęczówki pewnej
zdeterminowanej blondynki. Skoncentrował się na chwilę, skupiając ogniskową na
dziewczynie. Jego mózg po paru mozolnych sekundach przetrawił informację że to
„ta mała wredna istota”, i jego oczy otworzyły się w zdziwieniu.
Usta otworzyły się Krisowi szeroko żeby coś powiedzieć,
tak że mogłaby wpaść do nich mucha, ale nie zdążył.
Jednym gwałtownym ruchem Europejka uwolniła od jarzma
jego rąk biednych Tao i LuHana, a on, niczym bezwładna, drewniana kłoda, runął
na ziemię. Z całej siły najpierw opadł na kolana, by po chwili w której nie
udało mu się utrzymać ciała w pionie, runąć dramatycznie w dół, przy
akompaniamencie wszechobecnej ciszy.
Nie zwracając uwagi na teraz już na pewno martwe zwłoki,
Dino chwyciła za ręce dwójkę Chińczyków i z matczyną troską wprowadziła ich do
środka, sadzając ich na kanapie. Po chwili wróciła jeszcze po Sehuna, którego ściągnęła
ze ściany, z którą namiętnie się miział, i Kai’a, którego niemalże wciągnęła za
nogi do środka, waląc przy okazji jego głową w próg drzwi, za co przeprosiła
cichym „Sorry”.
Kiedy wróciła zziajana do wejścia, machnęła na rudowłosą
bez słowa, żeby ta jej pomogła, w następnej chwili chwytając za ramię Lay’a,
który rozejrzał się wokół tylko nieprzytomnym wzrokiem, szukając swojej
poduszki, na której wcześniej spał, a którą okazała się być głowa niższego od
niego Suho. Potykając się o własne nogi, wszedł do środka, nie wyrabiając na
zakręcie do salonu i waląc głową w ścianę.
Nie za bardzo wiedząc, od kogo z nieżywych zacząć, Ann
postanowiła że od grupy, którą zajmowała się jako makijażystka. Najpierw
chwyciła pod ręce Xiumina, który razem z Chenem siedział skulony pod ścianą,
każdy służąc dla drugiego jako podpora i poduszka jednocześnie. Ten jęknął
cicho w odpowiedzi, opierając się na początku, ale w końcu wszedł do środka, a
z jego brzucha wydobywało się głośne burczenie.
W tym czasie Dino udało się wyperswadować Baekhyunowi, że
spanie na korytarzu nie zrobi dobrze jego oczom i nawet eyeliner tego nie
ukryje, powędrował więc dosyć chwiejnie ale szybko do środka. Chanyeol, w
momencie gdy wyżej wymieniony wchodził do środka obudził się i postanowił sprawdzić,
czy nie ma tam jedzenia.
Suho przebudził się sam, po czym w heroicznym geście,
dużym i szerokim zygzakiem, również wszedł sam, potykając się o próg i
uderzając w Chanyeol’ a, który stworzył efekt domina i poleciał na Baekhyuna.
Wszyscy trzej leżeli bez życia na podłodze, ale dziewczyny machnęły na nich
ręką, stwierdzając że najważniejsze, że byli już w środku.
D.O, przecierając sennie oczy, również wyruszył na
spotkanie reszty w mieszkaniu, ale potknął się o zwłoki Krisa, który stanął mu
na drodze. Podniósł się jednak mężnie, przeczesując nawet włosy, i z miną jakby
nic się nie stało, wszedł do środka.
Pozostali tylko Kris i Chen.
Kiedy Ann upewniła się, że Xiumin się nie rozpłacze, bo
na kanapie już nie było miejsca, poszła po Chena.
Chwyciła go za dłonie, a on podniósł na nią sennie wzrok,
rzucając jej szczęśliwy, ale nieprzytomny uśmiech.
- Ann… - wymruczał, jakby smakując to słowo, po czym
zaśmiał się jak rastafarianin na haju.
- Chen, chodź, tam jest cieplej i milej – przemawiała do
niego, próbując go podnieść z podłogi, co bez jego kooperacji było niemożliwe.
Zmrużył oczy, jakby ważąc swoje opcje.
- A będziesz tam ty? – spytał chytrze, patrząc na nią.
Uśmiechnęła się do niego i zarumieniła lekko, ale pokiwała głową na tak.
- No dobrze – stwierdził zadowolony, posyłając jej swój
koci uśmiech.
- No to wstajemy… Raz, dwa, trzy! – podciągnęła go mocno
do góry, a on owszem, podniósł się, ale cały swoim ciałem oparł się o nią,
sprawiając że z trudem ustała na miejscu.
Jego ręce przewiesiły się przez jej ramiona, a głowa
oparła się o jej lewy bark. Był tak blisko, czuła jego oddech na swoim uchu i
poczuła dreszcze na skórze. Po chwili stanął nieco pewniej, ale ruch ten
sprawił, że przytulił się do niej bardziej, niż gdyby stanął sam o własnych
siłach.
- A czy Ann lubi Chena Oppę? – spytał smutnym głosem, drażniąc jej ucho swoim niskim w tej
chwili głosem.
- O-oczywiście – zająknęła się, i poczuła jak młody
mężczyzna uśmiechnął się do siebie z satysfakcją.
- Ale tak baaaaaaardzo? – przeciągnął ostatnie słowo,
wtulając twarz w jej szyję. Pisnęła cicho niekontrolowanie, gdy musnął wargami
jej szyję i pokiwała głową.
- No pewnie, jesteś wspaniałym chłopakiem, Chen Oppa.
- Yay! To ja pójdę pochwalić się Xiuminowi Hyungowi – stwierdził sennie zadowolony,
po czym odsunął się, i wtarabanił do środka, o dziwo omijając kupkę
Suho-Chanyeol-Baekhyun.
Ann patrzyła jeszcze za nim
przez chwilę, wmurowana.
Za chwilę jednak udało jej
się wrócić do rzeczywistości, i spojrzała na wielkie coś, które leżało na
korytarzu przed ich mieszkaniem. W tym momencie z czeluści przedpokoju
wychynęła Dino, wołając ją do środka.
- Nie bierzemy Krisa do
środka? – spytała rudowłosa zdziwiona.
Blondynka spojrzała bez
zainteresowania na bezwładne ciało, marszcząc w końcu nos.
- A kto tego trolla będzie
targał do środka? Chłopcy są zmęczeni, nie będę ich wykorzystywać. Zostaw to i
chodź do środka, ale zostaw drzwi otwarte – dodała, a Ann spojrzała na nią z
konsternacją, jednak zrobiła tak, jak chciała jej przyjaciółka.
Kiedy weszła do środka, wszyscy
mniej więcej egzystowali w salonie, a Dino urzędowała w kuchni, przygotowując
dwa wielkie dzbanki z gorącą, aromatyczną czarną kawą. Kiedy zaczęła nalewać ją
do kubków, nosy wszystkich jak jeden mąż zaczęły niuchać w powietrzu za pięknym
zapachem, a ich rozgorączkowane myśli potwierdził okrzyk dziewczyny.
- Chłopcy, chodźcie po kawę!
Wszyscy jak jeden mąż, z
zasobem niewiadomo skąd wziętych nowych sił, wstali i zaczęli się przepychać w
jej stronę, i Ann wystraszyła się, że ją w końcu stratują.
- Ej ej ej, ale bez takich
mi tu! Stawać w szeregu, no już! – krzyknęła blondynka w porę, a oni potulnie
ustawili się podświadomie według wieku. Kiedy wszyscy szczęśliwie otrzymali
swoją szklankę zbawiennego napoju, z przedpokoju dobiegło ich jakieś dudnienie
i obijanie się o ściany.
Na początku rudowłosa się
wystraszyła, nie wiedząc co to mogło być, ale w następnej chwili jej oczom
ukazał się olbrzym ze skołtunionymi włosami i czerwonym odciskiem na policzku
po bolesnym spotkaniu z podłogą. Z na wpół przymkniętymi oczami podbiegł do
Dino, która już trzymała w dłoniach kubek z jego porcją.
Zatrzymał się niecały krok
przed nią, gdy dotarło do niego kim była, i widać było że powstrzymuje się od
powiedzenia czegoś złośliwego.
- Tylko spokojnie, Kris Oppa, bo to ostatnia szklanka – zanuciła
radośnie i nieco złośliwie blondynka, a on spojrzał na nią wrogo.
- Kawa – wychrypiał – Daj mi
kawy – dodał po chwili, ale i to nie ugięło młodej kobiety – Proszę –
wymamrotał, a wszyscy przerwali na chwilę siorbać swoje, by spojrzeć na niego
dziwnym wzrokiem. Jednak i to nie podziałało.
- Dam ci kawę, Kris Oppa, jak pójdziesz ze mną, Tao Oppą, LuLu Oppą i maknae line na
zakupy… i zapłacisz za nie – dodała, gdy mężczyzna kiwnął szybko głową i
sięgnął po kubek.
Jego dłoń zatrzymała się w
pół ruchu, ale przemożona chęć kawy zwyciężyła. Z cichym przekleństwem na
ustach chwycił kubek, a ona uśmiechnęła się zwycięsko i zwróciła się do
przyjaciółki.
- A teraz moja droga, możesz
obserwować draconisa egoistusa cofeinusa
w jego naturalnym środowisku, wraz z podstawowym pożywieniem w łapach –
zażartowała i obie się zaśmiały, a z nimi reszta EXO. Kris za to, gdy skończył
pić, rzucił jej tylko ponure spojrzenie.
- Odezwał się malus irytus wredotus.
Na to również wszyscy się
zaśmiali, a ona odpowiedziała mu tym samym spojrzeniem co wcześniej, wyrywając
mu niemalże z ręki puste już naczynie i wkładając je do zlewu. Kris za to
uśmiechnął się do siebie, zadowolony.
- Ty nie bądź taki super
macho man, z takimi włosami to ty nawet na bilet do tego supermarketu nie
zarobisz – odszczekała się, a ten szybko obmacał swoją głowę, po czym zaklął
głośno szpetnie, za co został spiorunowany spojrzeniem przez Suho, który tylko
syknął cicho, „żeby się zachowywał”. Mężczyzna nie usłyszał już jednak tego,
ponieważ był już w drodze do łazienki by poprawić swój stan wyglądowy.
Gdy wszyscy wypili wreszcie
swoją kawę i obiecana grupa ludzi poszła po jakieś jedzenie, reszcie nie
pozostało nic innego, jak tylko czekać. Wciąż w większości zbyt zmęczeni, by w
jakikolwiek sposób się poruszyć, porozkładali się więc w najprzeróżniejszych
częściach salonu, kontemplując sufit lub podłogę, albo też jak na przykład taki
Lay lub Xiumin, wewnętrzną stronę swoich powiek.
Jedynymi osobami które
obecnie oprócz Ann nie wegetowały w taki czy inny sposób, był Suho i Chen. W
czym trzeba wspomnieć, że Suho albo wpatrzony był gdzieś daleko w przestrzeń,
albo z marsową miną obserwował cicho chrapiącego Lay’a, który spał z głową
opartą na oparciu kanapy, z ustami otwartymi na oścież.
Chen za to, kiwał się w tą i
z powrotem, z głową, by się wydawało, głęboko w chmurach. Obserwował tylko to,
co działo się wokół niego z nieodgadnionym, i wciąż trochę zbłąkanym uśmiechem.
Patrzyła na niego, zafascynowana tym spojrzeniem, aż w końcu jego wzrok zwrócił
się na nią i zawstydzona, postanowiła pozmywać.
Kiedy wrzuciła wszystkie
naczynia do zlewu i włączyła wodę, przy uchu usłyszała cichy głos, który
sprawił że podskoczyła zaskoczona do góry, tylko siłą woli powstrzymując krzyk,
który chciał jej się wyrwać z gardła. Gdy spojrzała, ujrzała Chena, który
uśmiechnął się do niej przepraszająco, wciąż ze swoim nieodgadnionym uśmiechem
na ustach.
- Ann, mogę ci pomóc w
zmywaniu? – spytał cichym, trochę rozmarzonym głosem, a ona mimowolnie
zapatrzyła się na niego i jego koci uśmiech. Po chwili jednak zorientowała się
co robi i uśmiechnęła do niego, nieco nerwowo jednakże.
-
Pewnie że tak, Chen Oppa. To ja będę
zmywać, a ty wycierać, dobra? – zaoferowała, a on milcząco się zgodził.
Pracowali tak przez kilka
następnych minut w ciszy, aż na blacie zrobiło się mało miejsca na wycierane
przez Chena rzeczy.
- Ann, powiedz do których
szafek to powkładać – rudowłosa, wciąż z mokrymi rękoma nad zlewem, nachyliła
się w jego stronę, wskazując jedną z szafek, na którą on również spojrzał.
- To ta po lewej, Oppa – w tym momencie on odwrócił się w
jej stronę, i ich usta się spotkały.
To był delikatny pocałunek,
niemal jak muśnięcie, ale obydwoje odskoczyli od siebie jak oparzeni, cali
czerwoni jak te buraki. Ann nie za bardzo wiedziała co odpowiedzieć, było jej
nawet głupio spojrzeć mu w oczy. Kiedy jednak to zrobiła, to utonęła w ich
orzechowym brązie.
- To było… miłe – wyszeptał
tylko i nachylił się nad nią raz jeszcze, zatrzymując się na sekundę by
sprawdzić, czy się nie odsuwa od niego.
Nie odsunęła się.
Kiedy ich usta spotkały się
po raz kolejny, rudowłosa poczuła dziwną lekkość w umyśle i nieokreśloną
radość, która ją opanowała. Jego usta były ciepłe i lekko wilgotne, a do tego
wykrzywione były w lekkim uśmiechu.
Ich pocałunek nie był jakiś
gorący czy też namiętny, wyrósł jakby z czystych, nieokreślonych jeszcze uczuć.
W tym momencie Xiumin chrapnął nieco głośniej i oddzielili się od siebie, wciąż
się rumieniąc, ale patrząc sobie nieśmiało w oczy.
Gdy Lay mruknął coś cicho przez
sen, co było w jego zwyczaju gdy był zmęczony, jak jej wyjaśnił cichutko Chen,
oderwali w końcu od siebie wzrok.
Chen tylko puścił do niej
filuternie oczko, rozmarzony i ciepły uśmiech po raz kolejny na jego ustach.
- Tylko csii, nikomu ani
słowa – szepnął jej do ucha, po czym wymownie przyłożył palec do ust i zabrał
się dalej za wycieranie naczyń.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jak tylko wyszli z
mieszkania, na czoło całego pochodu wysunęło się maknae line, gorączkowo wymieniając rzeczy, które powinni kupić.
Następnie szli Tao i LuHan razem z Dino, która szła pomiędzy nimi. Tao gorliwie
przekonywał dziewczynę o wyższości Gucciego nad Pradą, a LuHan od czasu do
czasu wtrącał coś od siebie, na tyle jeszcze senny, żeby pozwolić młodszemu
mówić do woli. Na samym końcu wlókł się za nimi Kris, patrząc na nich ponuro z
rękoma głęboko w kieszeniach. Pomimo że było już koło 23, każdy z chłopaków
miał dla bezpieczeństwa kaptur nasunięty głęboko na oczy. Drobna blondynka
wyglądała przy nich jak biedna ofiara, otoczona przez pięciu podejrzanych
typków.
Pomimo że Europejka była z
tego samego roku co Sehun i Kai, wydawała się posiadać więcej autorytetu niż
oni – do tego stopnia, że dwójka bez żadnych grymasów zwracała się do nich per
„Noona”. Ba, wyszło to z inicjatywy
samych chłopaków!
Kris zmrużył oczy,
obserwując młodą kobietę. Musiał przyznać sam przed sobą, że w tym aspekcie mu zaimponowała.
Coś dziwnego zaczęło się dziać w jego sercu, ale szybko stłumił obce mu
uczucia, upominając samego siebie: „Małym, wrednym istotom, mówimy zdecydowane
NIE!”.
Przez jakiś czas wędrowali
po przedmieściach, błądząc po prostu, bo żadne z nich nie było z Seoulu, a na
zirytowane stwierdzenie Krisa, że Dino przecież powinna znać swoją okolicę, ta
odpowiedziała, że zna te miejsca, które warte są jej zainteresowania.
W końcu, po pół godzinie
udało im się trafić, tuż po tym jak jakiś bezdomny wytknął im, że są kretynami.
Pierwsze ich problemy
zaczęły się, gdy podeszli do wózków sklepowych i okazało się, że żadne nie
miało przy sobie pieniędzy, a bogacz Kris – drobniaków. Uradzili, że bezdomny
raczej nie będzie miał rozmienić banknota tysiąc Wonowego, postanowili więc
wejść do sklepu i zrobić ładne oczy do kasjerki. Dino od razu odpadła (z powodu
swojej płci oczywiście), ale na pierwszy ogień kazała iść Kaiowi. Z pewną
siebie miną podszedł do kobiety przy kasie, która swoje lata świetności
przeżyła chyba ze czterdzieści lat temu. Z marsową miną i rękoma założonymi na
piersi kobieta słuchała nieudolnych zalotów dwudziestolatka, którego zgasiła wielce
wymownym prychnięciem. O dziwo, sytuację uratował Kris.
- Czy zna pani EXO? –
zapytał, stając obok młodszego. Kobieta nie odpowiedziała, ale spojrzała na
niego uważniej – Bo wie pani, to jest ich główny tancerz, Kai – jednym ruchem
ściągnął kaptur z głowy chłopaka, a wszyscy spojrzeli na niego, mocno zdziwieni
tym radykalnym zachowaniem.
- I co z tego? I tak nie ma
mi nic ciekawego do pokazania – zaskrzeczała, ale jej oczy obrzucały tancerza
głodnym wzrokiem.
W tym momencie obok Krisa
stanęła blondynka, mając w zamiarze pomóc mężczyźnie i dostać tak potrzebne im
drobniaki. Bez słowa podciągnęła koszulkę Kaia do góry, na co ten zareagował
cichym krzykiem, zaskoczony. Staruszce ślepia się na to zaświeciły, a palce
zaczęły jej się bezwiednie poruszać na umięśniony brzuch przed jej oczami.
- Jeśli będzie pani tak miła
i nam rozmieni, to pozwolimy pani pomacać – kusiła mała wredna istota, a Kris
spojrzał na nią ukradkiem z uznaniem, w przeciwieństwie do Kaia, który zrobił
to ze strachem.
Pięć minut później, zadowoleni
weszli do środka, zostawiając najpierw spanikowanego Kaia na zewnątrz, który
odmówił wejścia do sklepu po raz drugi, obawiając się o swoje (wątpliwej
jakości) dziewictwo i wyrzucając, że „Hyung
i Noona bezkarnie go wykorzystali”,
na co sami zainteresowani tylko wzruszyli ramionami.
Gdy weszli na sklep,
postanowili się rozdzielić; Kris, LuHan i Tao poszli po picie i dodatki, a Dino
i Sehun mieli za zadanie znaleźć coś na główne danie.
Przeszli przez kilka regałów
bez zainteresowania, aż w końcu przy załomie trzeciej alejki Sehun wpadł na
„genialny nie-genialny” pomysł.
- Noona, będzie szybciej jak będziesz siedzieć w wózku, a ja będę do
ciebie rzucać rzeczami – stwierdził zadowolony, a dziewczyna spojrzała na niego
jak na wariata. Nie wiadomo jednak co się stało, że w następnej chwili
siedziała wygodnie w wózku, razem ze stertą kurtek, którą tam wrzucili jak
tylko weszli do supermarketu.
Objeżdżali zadowoleni
kolejne alejki, coraz szybciej i szybciej, co Dino nagrodziła zadowolonym
piskiem, bo lubiła prędkość.
W następnej chwili jednak,
coś się popsuło. Sehun do tego stopnia rozpędził wózek, że nie nadążył za nim i
z głośnym plaskiem padł na podłogę. Z jednej z bocznych alejek wychynął właśnie
Kris, a alejka okazała się być zastawiona przez schludnie ułożoną górę
puszkowanej fasoli sojowej. Nim dziewczyna zdążyła jakkolwiek zareagować na
ogół tej sytuacji, Kris zderzył się boleśnie z wózkiem, a Dino poczuła, jak
masywne ciało ląduje na niej, a przy uchu usłyszała niski jęk zaskoczenia.
Usłyszała jeszcze okrzyk Sehuna „Uważajcie na fasolę!”, nim nie uderzyli w coś
wielkiego, zbudowanego z puszek, które posypały się na nich niczym lawina.
Blondynka poczuła, jak mężczyzna zwala się na nią całkowicie pod ciężarem
puszek nieszczęsnej fasoli. Chwilę później wstrzymała oddech, czując jak wbrew
woli się rumieni. Poczuła gorący oddech chłopaka na swoim dekolcie, i zaczęła
się pod nim przesuwać, próbując go zrzucić z siebie i wydostać się z wózka, był
jednak na nich zbyt wielki ciężar.
- Przestań się wiercić mała,
twoja noga kopie mnie w miejsce, w którym zdecydowanie nie powinno jej być –
Krisowi udało się podnieść głowę i mruknąć jej do ucha, nieco zduszonym głosem.
Kobieta spojrzała na niego nie za bardzo wiedząc o co mu chodzi, po czym
poruszyła eksperymentalnie nogą, aż natrafiła na coś twardego i zamarła.
Chińczyk syknął na nią gniewnie, rumieniąc się jednak lekko.
- P-przepraszam – mruknęła,
odwracając od niego wzrok – Sehun puścił wózek i nie miałam wpływu na to, gdzie
jedzie.
Starając się wyglądać
bardziej na oburzonego niż zmieszanego i podnieconego, Kris postarał się, żeby
spojrzeć na nią z góry.
- A czemu niby w ogóle
siedziałaś w tym wózku? – spytał, unosząc lewą brew w oczekiwaniu. Blondynka
zarumieniła się jeszcze mocniej, po czym zdzieliła chłopaka po klacie, która
obecnie była przed jej twarzą, gdyż mężczyźnie udało się podnieść na rękach i
kolanach tak, że wisiał nad Europejką.
- Po prostu tam byłam, ok? –
odburknęła, wciąż nie patrząc mu w oczy – A teraz jakbyś mógł nas stąd
wydostać, bo jak miło wcześniej zauważyłeś, w porównaniu do ciebie jestem mała.
Kris tylko podniósł na to brwi.
- Tylko w porównaniu?
Musieli ci nieźle nakłamać o twoim wzroście – odpowiedział ze złośliwym
uśmieszkiem, a po chwili Dino znów uderzyła go w tors, co nie za bardzo go
obeszło.
Kiedy udało im się
wykaraskać z zapchanego fasolą wózka, obok nich przemknął niczym średnio szybka
błyskawica, na fegway’u ochroniarza spod wejścia, Sehun.
Podążyli za nim wzrokiem
milcząco, aż usłyszeli jak krzyczy do nich:
- Zakupy zrobione, Kai w
sklepie! Powtarzam, zakupy zrobione, Kai w sklepie! – odwrócił się, po czym
dodał lekko spanikowanym głosem – Error, error! Wnerwiony ochroniarz za wami!
Powtarzam, wkurzony ochroniarz na godzinie szóstej!
I rzeczywiście; leciał na
nich, z gumową pałką wysoko w górze, z niezbyt ładnymi przekleństwami na
ustach. Dino i Kris spojrzeli po sobie, po czym bez słowa, zgodnie, popędzili w
ślad za maknae.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Zanim grupka zaopatrzeniowa
wróciła, Ann zdążyła skończyć zmywać (z pomocą Chena, który potem zasnął z
powrotem pół na kanapie, pół na podłodze), a nawet starła kurze w całym
mieszkaniu i zmyła podłogę. Otarła pot z czoła i westchnęła niecierpliwie, a w
jej brzuchu zaburczało głośno. Spojrzała z marsowym czołem na pudełko, które
leżało niewinnie na blacie w kuchni – wyciągnęła je wcześniej spod kanapy. Gra
w butelkę dla dorosłych, wersja koreańska. Rudowłosa pamiętała jak Dino dostała
na dwudzieste pierwsze urodziny taki „wyszukany” prezent od swoich rodziców,
który chwilę później, przy akompaniamencie ciszy, wylądował za kanapą.
W tym momencie drzwi
kliknęły cicho i do środka weszło pięciu młodych mężczyzn, ledwo widocznych
znad góry jedzenia, którą ze sobą przynieśli. Jako ostatnia weszła za nimi
zadowolona blondynka, z małą reklamówką ze słodyczami w dłoni.
Kris jednym szybkim ruchem
rzucił wszystkie zakupy na blat, po czym z miną mordercy podskoczył do Ann,
wskazując na Dino oskarżycielskim palcem. Ta jednak nic sobie z tego nie
robiła, zajęta poprawianiem włosów zmęczonego Tao.
- Ona. dzisiaj. umrze. –
wycedził, oddychając powoli i głęboko żeby się uspokoić, a kiedy kobieta nadal
patrzyła na niego niezrozumiale, dodał – Chcieli mi przeciąć kartę kredytową –
warknął, patrząc na blond Europejkę wilkiem.
- No, żebyś widziała jakie
pokłony sadził na podłodze dla kasjerki, prawie się rozebrał, jak Kai! –
zachichotała głośno i złośliwie. Mężczyzna dobiegł do niej, zatrzymując się
niecały krok przed nią.
- Jeszcze jedno słowo –
zagroził, patrząc na nią groźnie z góry.
- Nie bądź taki Iwan Groźny,
Kris Oppa. Ja tylko mówię prawdę –
stwierdziła słodkim głosikiem, klepiąc chłopaka po ramieniu. Bojąc się
odpowiedzi rozemocjonowanego lidera EXO-M, Ann szybko weszła mu w słowo:
- Czemu Kai się rozebrał?
Wszyscy spojrzeli na nią
milcząco, a Kai jedynie pisnął cicho i zniknął w łazience, chcąc uniknąć
dalszych pytań.
Kris prychnął głośno,
oburzony, i ruszył do salonu, sadowiąc się obok ciężko nad czymś myślącego
Suho. Założył ręce na piersi i nie ruszył się nawet w momencie, gdy rozanielony
czymś co działo się w jego głowie Chen, położył mu głowę na kolanach.
- Noona, a co to jest? – spytał ciekawsko Sehun, trzymając w dłoniach
pudełko z grą, a Ann zmroziło, nie za bardzo bowiem wiedziała jak mu
odpowiedzieć i wytłumaczyć, czemu to w ogóle leżało na blacie. Kris ciekawsko
wyciągnął głowę z salonu, wciąż jednak starając się wyglądać na oburzonego.
Dino spojrzała znad zakupów
na Sehuna i jej oczy otworzyły się szeroko w szoku. Jednym susem podskoczyła do
chłopaka i wyrwała mu pudełko, przybierając profesjonalną, nieodgadnioną minę.
- Oddaj to, Sehunnie. Twój
lider by się zezłościł, gdybym ci zryła mózg – stwierdziła, z rozmachu
wrzucając grę do szafy i nie patrząc na zszokowaną minę maknae. Niezauważony przez nikogo, Kai wystawił głowę z łazienki,
nadstawiając ciekawie uszu.
- A teraz, kto chce nam
pomóc w kuchni przy jedzeniu? – dodała rudowłosa, chcąc pomóc przyjaciółce
odciągnąć wszystkich od kłopotliwego tematu.
Jak na zawołanie, dwa
półprzytomne cienie ludzkie podniosły się z kanapy. Chanyeol i D.O wsunęli się
do kuchni i przez chwilę obserwowali porozkładane tam produkty, po czym bez
słowa zaczęli krzątać się i przygotowywać posiłek.
Milcząco, Tao i Sehun
wyciągnęli z kuchni dwie dziewczyny, a na ich zdziwione spojrzenia Tao
powiedział tylko:
- Zostawcie ich, są
niebezpieczni gdy w kuchni ktoś wchodzi im w drogę.
Pół godziny później udało
się wszystkich doprowadzić do jako takiego stanu i usadzić ich wspólnie wokół
stolika w salonie (Kai też wreszcie wyszedł z łazienki), a Kyungsoo i Chanyeol
podali jedzenie. Wszyscy w milczeniu, niczym wygłodniałe dzikie zwierzęta,
zaczęli pochłaniać to, co było przed nimi, a Dino i Ann spojrzały na nich ze
strachem w oczach, postanawiając się ograniczyć do tego, co miały na swoich
talerzach.
Najszybciej ze wszystkich
skończył Kai, który niczym torpeda odłożył swój talerz do zlewu i popędził
gdzieś, nikt jednak nie zwrócił na niego zbytniej uwagi, wszyscy zbyt zajęci
jedzeniem.
- Suho Hyung, zagrajmy w coś… - dobiegł ich po paru minutach głos jednego
z maknae, a Suho zanim odpowiedział,
zmarszczył brwi i odłożył ostrożnie swój talerz z pałeczkami na stolik.
- Nie pora na to Kai.
Przyjechaliśmy tutaj żeby się uczyć, nie żeby się bawić – odpowiedział mu
poważnie, a wszyscy jęknęli głośno jednocześnie.
- Ale Hyung, to na pewno by nam pomogło zrelaksować się przed nauką –
pospieszył Tao, potrząsając ramieniem Krisa – Co ty na to, gege? –spytał z
nadzieją, posyłając tym samym spojrzenie zbitego szczeniaka dziewczynom.
Te spojrzały po sobie, po
czym wzruszyły ramionami i stwierdziły, że czemu nie. Trochę rozrywki jeszcze
nikomu nie zaszkodziło.
Suho przygryzł wargę w
zamyśleniu, gdy reszta przytaknęła maknae
EXO-M.
- Obiecujemy, że potem
będziemy się pilnie uczyć, Suho Hyung
– dodał Lay, patrząc na niego z nadzieją, i to, zdawać by się mogło, przeważyło
szalę; lider westchnął tylko i pokiwał głową, a wokół niego wybuchły zadowolone
okrzyki.
- Ale tylko trochę – dodał,
a wszyscy kiwnęli tylko głowami, nie za bardzo już go słuchając.
Wreszcie, zadowolony Kai
wychynął zza rogu, trzymając coś za plecami z przewrotnym uśmieszkiem na
ustach, i Ann razem z Dino poczuły niezbyt miłe dreszcze na plecach. Gdy
chłopak wyciągnął ku nim ręce, oblał je zimny pot. To była gra, którą Dino
wcześniej wrzuciła do szafy, a którą Kai jakimś cudem znalazł i wyciągnął.
- Kai… chyba musimy później
porozmawiać – warknęła tylko blondynka, a on odpowiedział jej cichym „Zemsta”,
i wszyscy oprócz grupy zakupowej spojrzeli na nich niezrozumiale.
- Oj to nic takiego, Noona, tylko sobie trochę pogramy… -
puścił jej oczko, jakby wiedział więcej niż powinien i w dziewczynie się
zagotowało – Kyungsoo Hyung, pomożesz
mi to rozłożyć? – spytał niewinnie, a nic nie podejrzewający D.O podniósł się z
miejsca.
Chwycił od młodszego pudełko
i zaczął je rozkładać, podczas gdy tancerz robił miejsce na stoliku,
zostawiając tylko jedną butelkę po napoju na samym środku. Kiedy rozłożył
planszę i spojrzał do środka, oblał się natychmiast dzikim rumieńcem, nic
jednak nie powiedział, przekonany że każdy oprócz niego doskonale wiedział, na
co się pisze.
- Czy to nie jest
przypadkiem… gra w butelkę? – zapytał niepewnie LuHan, a wszyscy wstrzymali
głośno powietrze, włącznie z Suho, który spojrzał gniewnym wzrokiem na Kai’a.
- To przecież tylko mała
niewinna gra, nie ma tam żadnych niesamowitych rzeczy, sprawdzałem! – zaczął
bronić się maknae – No dalej, Suho Hyung, zagramy tylko kilka małych rundek
i zabieramy się za naukę – dodał pełnym nadziei głosem.
- Chyba będziemy musieli
potem o tym porozmawiać, Kai – powiedział ze zmarszczonymi brwiami, ale nie
zrobił nic więcej i zadowolony chłopak ustawił resztę potrzebnych rzeczy na
stoliku, przy dziwnym wzroku kolegów z zespołu, czy to onieśmielonych, czy
zawstydzonych, czy też podekscytowanych.
Każde z nich czuło, że nie
chce brać udziału w tej głupiej grze, ale równocześnie żadne z nich nie chciało
też wyjść na tchórza; poza tym, cała czternastka chciała poznać wyniki tej
niebezpiecznej pod wieloma względami gry.
Wszyscy jak jeden mąż
usiedli wokół stolika i zapadła cisza.
- To… kto zacznie? – zapytał
nagle niepewny Kai, a wszyscy spojrzeli na niego wilkiem.
- Dwunastu mężczyzn i każdy
tchórz…- mruknęła pod nosem Dino, po czym dodała głośniej –To ja zacznę
najpierw – rzuciła, chwytając butelkę i jednym silnym ruchem nią kręcąc.
Wszyscy wstrzymali oddechy,
gdy butelka zatrzymała się tuż obok Krisa, na…Tao. Blondyn przełknął ślinę, ale
postanowił być twardy.
- Wyzwanie – odpowiedział na
nieme pytanie dziewczyny. Ta z nieodgadnioną miną sięgnęła do kupki karteczek
na polu określonym nazwą „Wyzwanie” i wzięła pierwszą z wierzchu.
- Twoim zadaniem jest
wymienić się z osobą, która cię wylosowała, ubraniami – przeczytała bez emocji,
po czym spojrzała na swoje obcisłe dżinsy i prostą, białą koszulkę na
ramiączka, po czym na Tao, którego gabaryty były mniej więcej trzy razy większe
od niej.
- Jak mi rozwalisz spodnie,
to cię zabiję – stwierdziła tylko, a wszyscy wybuchli śmiechem. Pięć minut
później, gdy nastąpiła wymiana ciuchów (ustalili, że bez bielizny), do stolika
usiadł Tao w spodniach nasuniętych do kolan (dalej nie weszły) i bez koszulki
(nawet nie próbował). Natomiast Dino, według chłopaków (oprócz Krisa
oczywiście, on się do swoich myśli nie przyznawał) i Ann, wyglądała uroczo.
Miała na sobie za dużą, czarną koszulę chłopaka, która sięgała jej niemalże do
kolan i takiego samego koloru spodnie, które spadały jej wymownie przy każdym
ruchu, nawet gdy zapięła je na pasek.
Następnie to Tao zakręcił
butelką, która powolnym ruchem zatrzymała się na Ann, a wokół z gardeł wydobyło
się ciche „uuuuuuuuuuu”.
- Pytanie czy wyzwanie? –
spytał, a dziewczyna z westchnieniem odpowiedziała „Pytanie”. Chińczyk
wyciągnął jedną z kart z kupki z pytaniami i zapatrzył się na nią przez chwilę,
odcyfrowując koreańskie literki, do których jeszcze nie był zupełnie przyzwyczajony.
Zarumienił się lekko gdy
zrozumiał pytanie, ale nieubłaganie dla rudowłosej, zadał je.
- Kiedy ostatni raz
uprawiałaś seks? – wszyscy zamilkli w napięciu, a w głowie Ann zrobiło się
pusto; jej ręce zaczęły się nerwowo trząść i odwróciła głowę tak, żeby nie
musieć patrzeć na Lay’a przy odpowiedzi. W końcu wzięła głęboki oddech i
starając się, żeby głos jej się nie łamał, odpowiedziała.
- Jakieś dwa tygodnie temu –
Lay również odwrócił wzrok, a uśmiech z twarzy Chena zniknął na chwilę, gdy
jakieś inne emocje wpłynęły na jego twarz, nikt jednak w ferworze gry tego
chyba nie zauważył.
Europejka szybko po raz
kolejny zakręciła butelką, a ta zatrzymała się mniej więcej między… Layem, a
Chenem. Obydwaj spojrzeli po sobie po czym na nią, zdziwieni. Reszta przyjęła
taki obrót sprawy gwizdami i wymownym śmiechem, ale Chanyeol razem z Kaim, by
być pewnymi wyniku, sprawnie przyjrzeli się butelce i odległości do każdego z
chłopaków. Bo paru napiętych sekundach stwierdzili zgodnie, że butelka była po
stronie Chena. Lay zmarszczył na to brwi i nachmurzył się, nikt jednak nie
zwrócił na to zbytniej uwagi.
Ann poczuła jak serce jej
wali, gdy cichym głosem spytała mężczyznę, czy chce pytanie czy wyzwanie. Ten
spojrzał na nią badawczym wzrokiem, po czym nie odwracając oczu, odparł:
- Wyzwanie – a na jego
twarzy zagościł przepraszający uśmiech. Odwzajemniła go lekko a reszta wydała z
siebie kolejne dziwne dźwięki, prócz Laya, który jedynie obserwował bacznie
całą sytuację.
Niepewnie, chwyciła kartkę
modląc się, żeby zadanie nie wymagało jej obecności.
- Pocałuj w usta osobę,
która cię wylosowała – przeklęła się głośno w myślach, a wszyscy zaczęli
krzyczeć „Gorzko, gorzko!”, przy akompaniamencie nieartykułowanych dźwięków z
gardeł Kaia i Sehuna, którzy chyba postanowili poudawać parę goryli zalecającą
się do siebie.
Ostrożnie, zbliżyli się do
siebie, ich oddechy nierówne, urywane. Powoli, ich usta złączyły się w kolejnym
tego dnia pocałunku, i wszystko wokół nich zniknęło. Pozostał tylko delikatny
smak ust Chena i ich niewysłowiona miękkość, a także ciepło bijące od jego
ciała; Ann poczuła wszechogarniającą pustkę w głowie i niewysłowione gorąco,
które opanowało jej ciało. Jedyne, na co miała ochotę w tamtej chwili, to
zanurzyć dłonie w gęste, miękkie włosy chłopaka i przybliżyć się do niego,
poczuć jego ciało, żeby jego zapach przesiąknął w nią. Nie wiedziała ile czasu
minęło zanim się od siebie oderwali, ale wszyscy patrzyli na nich zdziwieni, a
może nawet oniemieli. Jedynie Dino uśmiechnęła się do siebie szeroko, zadowolona.
Lay natomiast, miał nieodgadniony wyraz twarzy, z którego rudowłosa nic nie
mogła wyczytać.
Chen, nie zwracając uwagi na
nic innego, usiadł z powrotem na swoje miejsce z tajemniczym uśmiechem na
twarzy, tym samym który wcześniej tak zaintrygował Ann, i po chwili
zastanowienia ze strony innych, gra ruszyła dalej. W kilku następnych kolejkach
D.O musiał usiąść na kolanach Kaiowi, który przyjął to okrzykiem zadowolenia,
Sehun musiał przewieźć na swoich plecach Chanyeola przez cały pokój, a sam
Chanyeol musiał pocałować Bakehyuna (tak się rozochocili, że trzeba by było to
raczej nazwać make-out session). Suho i Lay musieli udawać zakochaną parę ale
im to nie wyszło, bo lider był zbyt nieśmiały i wytrącony z równowagi, a
Chińczyk wciąż nie był w zbyt dobrym humorze. Kiedy Kai wykonał swoje zadanie
(pocałowanie w policzek Ann), zakręcił butelką jeden ostatni raz, tak jak
ustalili, a ta zatrzymała się przed Krisem, który miał to szczęście i jeszcze
nie brał udziału w zabawie.
Pewny siebie, młody
mężczyzna powiedział tylko „Wyzwanie”, a Dino wywróciła oczami.
Kai sięgnął po kartkę (wciąż
z D.O na swoich kolanach), po czym przysunął ją do swojej twarzy, żeby nikt
inny nie mógł jej zobaczyć. W następnej chwili zarechotał złośliwie, zadowolony
z siebie, a Kris zmarszczył brwi.
- Twoim zadaniem Huyung jest… - tu zrobił pauzę,
zadowolony – wziąć prysznic z osobą, którą ja wskażę – dokończył triumfalnie, i
zanim ktokolwiek zdążył się odezwać że z czego się cieszy, często kąpią się
razem, dodał – A jako tą osobę, wybieram Dino Noonę.
Blondynka właśnie piła, gdy
padło jej imię i zakrztusiła się, zszokowana. Kris miał minę prawdziwego
mordercy, ale zdawał się zastanawiać, czy lepiej będzie jak zabije Kaia, czy
Dino.
- Czemu mnie? – warknęła
tylko w jego stronę.
- To moja zemsta. Obydwoje
zniszczyliście dzisiaj moją niewinność – odparł, udając że ociera łezkę z oka.
- Ty nigdy nie byłeś
niewinny – odparł mu chór głosów, a on się tylko naburmuszył i dodał „Powinniście
się cieszyć, że to tak za zamkniętymi drzwiami, nie można podglądać”, za co
dostał po głowie od D.O.
- Dobra, zrobię to –
przerwał wszystkim zdecydowany głos Krisa, i wszyscy spojrzeli na niego,
oniemieli raz jeszcze.
- Ale ja nie zrobię
–prychnęła Europejka, a on zmierzył ją ironicznym spojrzeniem.
- Co, tchórzysz?
-Chyba w twoich snach,
smoczku. Idziemy – dodała twardo i ruszyła do łazienki, mierząc tylko
nienawistnym wzrokiem Kaia po drodze i bezgłośnie mówiąc mu: „Policzymy się
później”.
Milcząco, odwieczni wrogowie
wkroczyli wspólnie do jednej łazienki, a zamek w drzwiach szczęknął za nimi
wymownie. To była walka tylko między nimi, nikt nie mógł tego zobaczyć.

Świetny rozdział i mnie rozbawił i wciągnął. Czekam na dalsze rozdziały c: / Eunika
OdpowiedzUsuń