poniedziałek, 17 marca 2014

EXO SEXO: Rozdział II

- Powiedz mi, czemu idziesz za mną? Z tego co wiem, siedziba twojej firmy jest w centrum Seoulu, a nie w zachodniej części – Ann spojrzała podejrzliwie na przyjaciółkę, która razem z nią wsiadła do wagonu metra. Ta w odpowiedzi jedynie wzruszyła ramionami, poprawiając torbę na ramieniu i rozglądając się ciekawie po innych pasażerach.
- Ostatnio nic tam się nie dzieje, nic się nie stanie jak jeden dzień mnie nie będzie, nikt przecież nie umrze – podsumowała blondynka, a rudowłosa pokręciła tylko na to głową.
- To nie Polska, tylko Korea, Dino – pouczyła ją przyjaciółka – tu musisz pilnować pracy, szczególnie że jesteś z obcego kraju – dodała, ale nie otrzymała odpowiedzi, zapadła więc między nimi wymowna cisza.
Kiedy dojechały na miejsce, a Ann właśnie sobie przypomniała, że bez znaczenia czy Dino czy ona tego chce, blondynka i tak nie wejdzie bo nie ma identyfikatora.  Otworzyła usta by uzmysłowić to przyjaciółce, a ta, po raz kolejny bez słowa, sięgnęła do wewnętrznej kieszeni żakietu, wyciągając z niej całkiem oryginalny, podpisany przez samego Lee Soomana, identyfikator z opisem „Gość”. Rudowłosa zmarszczyła brwi, wzdychając głośno.
- Może jeszcze mi powiesz, że za to też nie zapłaciłaś?
- No oczywiście, że nie! – odpowiedziała oburzona, wchodząc do budynku.
Kiedy weszły do środka i ktoś z obsługi otworzył dla nich garderobę EXO, pierwsze co blondynka zrobiła to rozsiadła się na krześle, które technicznie rzecz biorąc było miejscem pracy Ann.
- Właściwie to powiedz mi, czemu tak naskoczyłaś na Krisa? Przecież zawsze uwielbiałaś go ponad innych w EXO, no może prócz Tao – dodała po namyśle, patrząc wyczekująco na przyjaciółkę i rozkładając swoje przybory na toaletkę przed krzesłem. Dino rozparła się wygodniej w fotelu, zakładając nogę na nogę i marszcząc nos na wspomnienie mężczyzny.
- Wkurzył mnie. Ja tu do niego z moim serduszkiem, takim biednym, na dłoni, a on mi gburem zajechał – naburmuszyła się, zakładając ręce na piersi.
- Może zachowałby się inaczej, gdybyś nie chciała na siłę wydębić od niego kroci – stwierdziła Ann, również zakładając ręce na piersi i czekając wymownie, aż przyjaciółka w końcu przyzna jej rację.
- Pfi, mama zawsze mnie uczyła, żeby dbać o swoje interesy.
- Nawet kosztem swojej reputacji u innych ludzi? – młoda kobieta podniosła brew, a blondynka siedziała przez chwilę naburmuszona, nic nie odpowiadając.
- Jak go zobaczyłam, to mnie przytkało. On jest jeszcze seksowniejszy na żywo niż w telewizji czy w Internecie, i nie wiedziałam co powiedzieć… - wymruczała cicho, patrząc z niejaką skruchą na swoje kolana, zaraz jednak w jej oczach zapłonął nowy ogień – A teraz, mamy otwartą wojnę podjazdową! – dokończyła z mocą, uderzając pięścią w ramię fotela.
- I to cię zadowala? Zamiast normalnie porozmawiać, to walczyć? – rudowłosa podniosła brew, nie próbując nawet ogarnąć logiki działań swojej przyjaciółki.
- To lepsze niż jakby miał mnie zlewać cienkim sikiem, albo co gorsza, po prostu ignorować czy nie wiedzieć, że istnieję – wzruszyła ramionami – poza tym, kto powiedział, że rezygnuję z rozmowy? Może i długa droga przede mną, ale ja mam zamiar usidlić swojego własnego smoka… - dokończyła z diabelskim uśmiechem na ustach, a Ann zadała sobie cicho pytanie, czemu zadaje się z wariatami.
W tym momencie dopiero zauważyła poruszenie w pomieszczeniu, i rozejrzała się wokół, zdezorientowana. Widząc wchodzący do środka tabun mężczyzn, którym kłaniały się inne stylistki, tak samo uczyniła i ona, kopiąc przy okazji w krzesło żeby Dino z niego zeszła i zrobiła to samo. Ta jednak popatrzyła na nią dziwnie, po czym niczym jakiś szef mafioso, wciąż rozwalona na fotelu, obróciła się w stronę wejścia.
Gdy wzrok Krisa padł na Dino, widać było że wewnątrz niemalże szaleje. Z jednej strony Ann nie wiedziała, czy śmiać się, czy spróbować uspokoić mężczyznę żeby ratować przyjaciółkę. Patrząc jednak na jej perfidny uśmiech, który posłała w stronę starszego chłopaka,  stwierdziła, że chyba zostawi ich samym sobie.
W końcu nie jest na tyle głupia, żeby wejść między młot a kowadło, prawda?
- Ty… - syknął, kiedy podeszli do nich, już podzieleni na grupy, każdy do swojej stylistki. Dziewczyna w odpowiedzi prychnęła jedynie lekceważąco.
- Riposta tygodnia, Oppa – parsknęła w odpowiedzi, ostatnie słowo wypowiadając ironicznym tonem. Kris wziął dwa, a może nawet z dziesięć głębokich oddechów, bo był wśród ludzi, no i zwykle uchodził za ‘cool guy’, musiał więc swój image jakoś utrzymać.
- Nie masz prawa tu przebywać, mała wredna istoto – odpowiedział jej tonem pełnym wyższości, a ona tym samym tonem mu odpowiedziała, pokazując identyfikator.
- Nie masz tu raczej nic do powiedzenia, smoczku.
Zacisnął mocno szczęki, a jego nozdrza chodziły nerwowo, i Lay razem z Chenem stanęli po jego bokach, gotowi w każdej chwili złapać go pod ramiona i odsunąć od młodej kobiety.
Mierzyli się jeszcze przez pół minuty wzrokiem, nim pałeczki nie przejęła Ann.
- Dino zejdź proszę cię, muszę zabrać się do pracy – zwróciła się do przyjaciółki, a ta bez słowa podniosła się lekko z siedzenia, wciąż patrząc perfidnie w oczy Krisa.
- Już się robi, siostrzyczko – mruknęła słodko, opierając się tym razem o toaletkę, wciąż śledzona przez morderczy wzrok Chińczyka.
- Kris Oppa, usiądź, twój makijaż zrobię jako pierwszy – zwróciła się do chłopaka, a ten po raz kolejny popatrzył bykiem na drobną blondynkę.
- Najpierw niech ta mała wredota się odsunie na jakieś 5 metrów, żeby się na mnie nie rzuciła jeszcze – rzucił, a Dino prychnęła.
- Co, boisz się że się na ciebie rzucę jak fanki w amoku? Spokojnie Oppa, ale jak tak bardzo tego potrzebujesz do dowartościowania swojego ego, znajdzie się parę małolat – ostatnie słowo podkreśliła – które na pewno wskoczą ci na kolana – dokończyła ironicznie, a Kris wstał bez ostrzeżenia, i Ann narysowała mu kreskę przez pół policzka czarnym eyelinerem, a wszyscy wokół syknęli cicho. Chłopak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, ale ruszył w stronę Europejki, która z głową wysoko uniesioną do góry patrzyła na niego wyzywająco.
- Zabiję cię – stwierdził sucho, idąc na nią równym krokiem. Wtedy też na horyzoncie pojawiła się odsiecz, jako że jednocześnie stało się kilka rzeczy.
Wytrącona z równowagi rudowłosa, która nie lubiła gdy ktoś jej przerywał pracę, a szczególnie w taki sposób, warknęła tylko na Krisa „Wracaj tutaj”, wciąż z eyelinerem w powietrzu, a Chen i Lay jak jeden mąż przystąpili do mężczyzny, ciągnąc go dyskretnie do tyłu, gdy tymczasem do Dino doskoczył Tao, z okrzykiem „O matko, jaki masz zajebisty lakier do paznokci! Musisz pokazać go też LuLu gege!” i odciągnął ją od wytrąconego z równowagi smoka.
Ten usiadł milcząco na swoje miejsce i pozwolił sobie zmyć wielką czarną krechę z połowy twarzy. Po chwili spojrzał poważnym wzrokiem na Ann.
- Zabiję ją – powtórzył, a ona tylko pokiwała głową dla świętego spokoju, bo wolała mu nie mówić, jak bardzo są siebie z Dino warci.
Gdy w końcu udało jej się skończyć makijaż wciąż prychającego i gadającego coś do siebie cicho pod nosem Krisa, ten wstał i powędrował w przeciwległy od blondynki koniec pomieszczenia, z którego obserwował wzrokiem myśliwego, jak jego chińscy pobratymcy Tao i Luhan wraz z linią maknae (czyli Sehun i Kai) zachwycali się wspólnie drobną blondyneczką, prychając i burcząc coś do siebie co chwila.
Ann razem z Chenem, Layem i Xiuminem milcząco obserwowali jego poczynania, jak chodzi w kółko niczym tygrys zamknięty w klatce, mrucząc coś do siebie. Mroczna aura wokół niego do tego stopnia przeszkadzała wszystkim wokół, że Lay poszedł na interwencję do Suho, prosząc go żeby starszy zapanował nad liderem EXO-M.
- Chyba nie idzie mu zbyt dobrze – Xiumin wygiął się pod jej ręką, kiedy rysowała mu kreskę nad okiem, patrząc zmartwionym wzrokiem jak Kris nerwowym ruchem złapał przerażonego Suho za przód koszuli – Suho chyba potrzebuje do pomocy kogoś starszego – mruknął, po czym spojrzał na nią, jakby z pytaniem o pozwolenie, a rudowłosa westchnęła cicho.
- Idź, dokończę twój makijaż jako ostatni – mruknęła w końcu, a Xiumin szybko podskoczył i ruszył w stronę dwóch młodych mężczyzn, za nim Lay z okrzykiem „Pomogę ci, Xiumin Hyung!”.
- A więc jak na razie zostałeś mi tylko ty – zwróciła się do Chena, który patrzył na to wszystko oparty o toaletkę tak, jak wcześniej stała blondynka. Uśmiechnął się do niej jeszcze szerzej niż zwykle i rozsiadł się na fotelu, nadstawiając jej twarz, by wygodniej jej było pracować. Odgarnęła mu kilka miękkich, brązowych kosmyków z czoła, a on zachichotał cicho, wyjaśniając na jej zdziwione spojrzenie że „go to załaskotało”.
- Kris Hyung potrafi czasem być naprawdę przerażający, ale tak ogółem to miły człowiek – powiedział po paru minutach miłej ciszy, przerywanej tylko rozmowami stylistek wokół nich, grupką adoracji Dino i krzykami moralizatorskimi Xiumina, żeby Kris zostawił Suho bo to jego lider. Ann rzuciła w ich stronę jedno spojrzenie i ujrzała Laya niemalże trzymającego w powietrzu niższego od niego Suho, a do Suho doczepionego jak rzepa Krisa, który wciąż trzymał go za koszulę i krzyczał „Ty nie rozumiesz, ja ją muszę zabić!”, a obok nich ignorowanego przez całą trójkę Xiumina, który z rękoma założonymi na piersi, ignorującego wszystko wokół i wciąż prowadzącego swój monolog.
- Tak, ogółem to taki miły jakiś jest – mruknęła pod nosem z czystym powątpiewaniem. 
Kiedy skończyła jego makijaż, młody mężczyzna podniósł się i przytulił ją lekko, dziękując, a dziewczynie zrobiło się trochę gorąco, kiedy niemalże utonęła w jego szerokich ramionach, a w jej nozdrza uderzył zniewalający zapach jego drogich perfum.
Uśmiechnęła się do niego tylko w odpowiedzi, bojąc się że jej głos wyjdzie niczym cieniutki pisk. Chen również się do niej uśmiechnął swoim czarującym, kocim uśmiechem i już coś miał do niej powiedzieć, kiedy z kąta w którym toczyła się walka dobiegł ich głośny huk i wszyscy nagle zamilkli i odwrócili się w tamtą stronę.
Okazało się, że duet Suho plus Kris (zdążył uwiesić się na Layu dla lepszego uścisku na Suho) na dosyć silnym, ale jednak niższym od blondyna brunecie przeważył, i cała trójka zwaliła się w dół z głośnym hukiem i jękiem, zostawiając wciąż stojącego Xiumina obok, teraz milczącego i obserwującego ich potępiająco.
- K-Kris gege! – krzyknął Tao, po czym ostrożnie podszedł do zezłoszczonego smoka, podnosząc go z półprzytomnego Suho i otrzepując, próbując jednocześnie przekonać, że „ta mała wredna istota wcale nie jest taka zła jak sobie gege myśli”. Starszy mężczyzna spojrzał na niego strasznym wzrokiem, ale nic nie odpowiedział, patrząc wilkiem tym razem na Suho i mrucząc tylko do niego „Widzisz? Ja muszę to zrobić!”.
Suho za to, podtrzymywany w górze przez trochę poobijanego Laya, który jednak mniej ucierpiał niż starszy z dwójki, popatrzył tylko na niego dziwnym wzrokiem. Po chwili zorientował się w jakiej jest sytuacji i trochę chwiejnie, ale stanął sam, ze spuszczonym wzrokiem dziękując młodszemu za pomoc; jego policzki zaróżowiły się troszeczkę, a brunet jedynie uśmiechnął się pokrzepiająco, wracając do Ann, Chena i Xiumina, którym na powrót zajęła się rudowłosa.
Po Baozim przyszedł czas na Laya, który usiadł lekko zdyszany, ale z uśmiechem na ustach spojrzał na Ann i pozwolił jej się sobą zająć. Przez cały czas gdy nad nim pracowała, bezustannie się w nią wpatrywał, co nieco ją peszyło i sprawiało że na policzki wstępował jej rumieniec. Chen obserwował to wszystko ze swojego już stałego miejsca przy toaletce, a jego zawsze obecny uśmiech zniknął na parę sekund. Zaraz jednak znów powrócił, kiedy zwrócił się do młodej kobiety.
- Ann, idę wziąć sobie coś do picia, chcesz może kawy? – spytał z szerokim uśmiechem, a ona spojrzała na niego zdziwiona, ale po chwili namysłu pokiwała głową na tak.
- Z chęcią się napiję, dziękuję Chen. – ten posłał jej jeszcze radośniejszy uśmiech, o ile było to jeszcze możliwe, a Lay zmarszczył brwi, gdy chłopak niemalże w podskokach ruszył do stolika z rozstawionym piciem.
- Dla Hyunga nigdy nie jesteś taki miły! – krzyknął za nim, starając się za bardzo nie kręcić głową żeby nie zniszczyć dzieła Ann.
- Jestem ZAWSZE miły, Hyung! – odkrzyknął mu chłopak, nawet nie patrząc w jego stronę, a Lay naburmuszył się nieco.
Po chwili już był z powrotem, z kubkiem parującej kawy w ręku i dwoma butelkami wody. Ann podziękowała mu z uśmiechem, a gdy odbierała kubek z jego rąk, ich palce się zetknęły na chwilę i jakaś mała iskierka przeskoczyła pomiędzy nimi. Zaskoczona odsunęła rękę, ale uśmiechnęła się do niego i upiła łyk zbawiennego napoju.
Lay obserwował to wszystko z ponurą miną, ale za chwilę Chen podsunął mu pod nos butelkę z wodą, a ten spojrzał na niego zaskoczony.
- Mówiłem, że jestem miły – wyszczerzył się do starszego, a ten odpowiedział mu tym samym. Nigdy nie potrafił się długo boczyć na uroczego chłopaka. Chwycił butelkę i przez chwilę wszyscy pili w milczeniu, aż chłopaków nie zawołał Suho, któremu wreszcie udało się kompletnie pozbierać. Widać jednak było, że stoi w odpowiednio dużej odległości od Krisa, którego jedynym łącznikiem z rzeczywistością w tej chwili był Tao, jako że znienawidzona blondynka stała o jakieś 2 metry za blisko niego, czyli – obok niego.
Chen i Lay pożegnali się z nią i ruszyli do swojego zespołu, ale Lay zatrzymał się po kilku krokach i zawrócił. Ann właśnie upiła kolejny łyk kawy, kiedy poczuła ciepły pocałunek na policzku. Poczuła jak niemal zalewa się czerwienią, a jedyne co zobaczyła to oczko puszczone jej przez Laya i usłyszała jego głos.
- Kawę najlepiej pije się myśląc o kimś, kogo lubisz.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przez następne dni Ann miała wolne, jako że był weekend, a chłopaki powoli przygotowywali się do swojego powrotu z nowym albumem na scenę, Sooman więc ograniczył ich występy i wywiady do koniecznego minimum, aby po prostu nikt o nich nie zapomniał.
Kiedy w poniedziałek otrzymała telefon od naczelnej stylistki że wszystkie będą potrzebne dopiero we czwartek, rudowłosa z westchnieniem odłożyła telefon i usiadła przy oknie w ich przestronnej kuchni, z zamyśleniem wyglądając na zewnątrz. Mieszkały w dzielnicy, którą można by już spokojnie nazwać przedmieściami, ale im to nie przeszkadzało. Bądź co bądź Seoul był wielką, rozbudowaną i zamieszkaną przez miliony ludzi metropolią – takich miast nie było w Polsce może prócz stolicy, która i tak była o wiele mniejsza. Tutaj więc czuły się bardziej jak w domu. Przyszło im zajmować mieszkanie trzypokojowe w jednym z nowszych budynków, z ogrodzeniem i strażnikami. Młoda kobieta bez zainteresowania obserwowała, jak ludzie mijali wejście do posesji na której stał ich apartamentowiec.
Od piątku bezustannie po głowie chodziło jej to, co powiedział Lay. Czy powiedział jej to dlatego, że ją lubił? Owszem, przespali się ze sobą – ale obydwoje wtedy byli przekonani że to będzie tylko jednonocna sprawa, nie oczekiwali po tej sytuacji nic więcej. Czyżby coś się zmieniło? Czemu? Czyżby przez to, że zaczęli razem pracować? Nie, już w poniedziałek sobie wszystko wyjaśnili, więc to raczej nie powinno być to. Więc co? Czy może, może po prostu zaczął ją lubić, za to kim jest? Ale kiedy, jak? Jedyny czas kiedy mogli ze sobą porozmawiać to kiedy robiła mu makijaż i kiedy uprawiali seks… Zarumieniła się na ostatnią myśl, po czym wstała i postanowiła zrobić sobie swojej ulubionej białej herbaty z granatem. Blondynka od rana była w pracy, zostało jej więc tylko siedzenie w domu i czekanie, aż ta wróci do domu i może pójdą coś zjeść na mieście. Nie miała dzisiaj zupełnie ochoty żeby gdzieś wychodzić samej i szwendać się po mieście.
Siadając z powrotem przy oknie razem z gorącą, parującą herbatą, ponownie wyjrzała na świat na zewnątrz, chcąc nie chcąc powracając do swoich wcześniejszych myśli.
Cała ta sytuacja naprawdę zaczynała ją powoli przerastać; wiedziała, jak jej ciało reagowało na Lay’a i jego obecność – gdy był blisko lub gdy jej dotykał ręce jej drżały lekko, a serce waliło jak młotem, czuła jak się rumieni a w jej głowie nagle rodziła się pustka. Doskonale czuła, że w jej sercu rodziło się jakieś gorące uczucie, ale pytaniem było, czy to samo odnosiło się do bruneta? Czy naprawdę ją polubił, czy może przyciąga jej uwagę na łatwy seks?
Upiła w zamyśleniu łyk herbaty. Nie, Lay nie wyglądał i nie zachowywał się jak ktoś, kto może być tak płytki i okrutny. Więc może jednak…?
Nagle zauważyła, jak przy wejściu do posesji zatrzymała się drobna blondynka z kilkoma reklamówkami zakupów w rękach. Ann zmarszczyła brwi i spojrzała na zegarek. Było dopiero po 13, co Dino robiła tak wcześnie w domu? Z dezaprobatą pokręciła głową, mając zamiar wygłosić przyjaciółce wykład o odpowiedzialności i tego, jak ważna jest praca.
Wypiła resztę herbaty i umyła kubek, bez pośpiechu ustawiając się przy wejściu i czekając, aż kobieta wejdzie do środka.
Parę minut później drzwi otworzyły się z zamka, a do środka weszła Dino, taszcząc ze sobą torby. Widząc rudowłosą uśmiechnęła się do niej szeroko swoim zwyczajem.
- Heej, może mi pomożesz? Znalazłam ciekawy przepis, zrobimy dzisiaj nowe kimchi – ogłosiła zadowolona, gdy przyjaciółka wzięła od niej część z toreb.
- Dino, czemu nie ma cię w pracy? – zapytała spokojnie, patrząc jak druga rozpakowuje zakupy do szafek. Odpowiedziało jej najpierw milczenie, przerywane tylko szelestem reklamówek.
- Firma zaangażowała się w całkiem nowy projekt o którym jeszcze żadne media nie wiedzą, nie jestem im więc na razie potrzebna. Sam szef kazał mi się zmywać do domu – powiedziała w końcu – Ale nie martw się to płatny urlop – uśmiechnęła się do niej po raz kolejny, a Ann pokręciła na to głową.
- Jesteś pewna, że to po prostu nie była twoja nadinterpretacja? – spytała z powątpiewaniem, a blondynka pokręciła tylko przecząco głową, zaczynając sobie nucić cicho pod nosem „Growl”.
Czując, że nie wyciągnie z przyjaciółki nic więcej, dała jej na razie spokój i pomogła wypakować wszystkie produkty.
Kiedy usiadły znów razem, ze świeżymi kubkami herbaty w dłoniach, ciszę przerwała Dino.
- A tak w ogóle, to co porabiałaś od rana? – spytała, patrząc na nią ciekawie. Rudowłosa wzruszyła jedynie ramionami.
- To i owo, a dokładniej to nic. Myślałam – rzuciła, po raz kolejny tonąc w swoich myślach.
- O Lay’u? Czy może o Chenie? – domyśliła się blondynka, a ta pokiwała głową, patrząc jednak też a nią ze zdziwieniem.
- Czemu o Chenie? – spytała, patrząc na nią z niezrozumieniem.
Przyjaciółka obdarzyła ją uważnym spojrzeniem, po czym zbyła temat machnięciem ręki.
- Nieważne – mruknęła, popijając herbaty – Więc Lay, tak? To co ci chodzi po głowie, Miśku? – spytała. Kiedy w poniedziałek wróciły do domu, Ann wreszcie udało się opowiedzieć, kim okazał się być jej piątkowy gość i Dino najpierw przyjęła to głośnym śmiechem na ironiczne zrządzenie losu, a potem przez pół godziny przesłuchiwała swoją płytę EXO, za każdym razem śmiejąc się gdy śpiewał Lay, ku oburzeniu rudowłosej. Wreszcie, po około godzinie, spoważniała i wypytała ją o wszystko. Gdy usłyszała, że chłopak poprosił ją żeby mieli ze sobą dobre stosunki, pokiwała lekko głową, a gdy Ann opowiadała jej o tym, jaki uroczy był dla niej Chen, uśmiechnęła się ciepło, nazywając go „słodkim szczeniaczkiem”.
- Spodobał ci się Chen? – dalej drążyła rudowłosa, nagle podejrzliwa czemu przyjaciółka tak o nim wspominała.
- Chen? To słodki szczeniaczek, ale doskonale wiesz, że ja wolę mężczyzn z pazurem – prychnęła Dino, pijąc herbatę – Wolałabym już takiego Krisa – dodała po namyśle. Ann podniosła brwi ze zdziwienia.
- Kris? Myślałam, że go nie cierpisz. Więc wciąż zajmuje wysokie miejsce na twojej liście?
- Jest totalnym dupkiem, ale tego że jest też cholernym ciachem nie można mu odmówić – odpowiedziała wymijająco, nie patrząc drugiej w oczy – Wracając do tematu – zaczęła z nową werwą – Lay. Co tym razem zrobił pan przystojniak? – spytała ciekawsko, nachylając się nad stołem.
Rudowłosa pokręciła na to jedynie głową uśmiechając się lekko, zaraz jednak uśmiech z jej twarzy zniknął, a zastąpiło go zamyślenie.
- Sama nie wiem co mam myśleć. Pamiętasz, co mi wtedy powiedział, kiedy odchodził? – blondynka pokiwała głową, przypominając sobie w myślach jak wciąż zarumieniona Ann jej o tym opowiadała w drodze do domu – Cały czas się zastanawiam, czy mówił to tak na poważnie, czy się po prostu ze mną droczył – dodała ostatnią część ciszej, jakby się bała że będzie to prawda.
Przez chwilę siedziały w milczeniu, a Dino pokręciła wreszcie powoli głową.
- Nie wygląda na takiego totalnego dupka. To by było w stylu Krisa zapewne – tu prychnęła – bo wiesz, to człowiek w stylu „sex is my style” – tu obie się uśmiechnęły – ale Lay to taka miziata, puchata kulka. Jest bardziej w stylu „bad boy” niż na ten przykład Chen, więc pewnie byłby w stanie zrobić parę niegrzecznych rzeczy, ale nie na tyle, żeby cię zwodzić. Wygląda na osobnika bardzo szanującego kobiety, więc sądzę, że cię po prostu lubi – skończyła, a Ann wpatrywała się w nią intensywnie.
- Co ty tak wciąż z tym Chenem?
- Boziu no, człowiek jest w tej samej podgrupie co Lay! Do kogoś go musiałam przyrównać! – krzyknęła wreszcie zmęczona tym dociekaniem – Jakbyś nie widziała to o Krisie też dużo wspominam! – wyrzuciła jej, a rudowłosa zamyśliła się mocno na parę chwil.
- Nie lubię dziada.
Dino podniosła zdziwiona brwi.
- Kogo?
- Krisa.
- Czemu? Rozumiem że to kretyn, ale myślałam że tylko ja mam takie dwubiegunowe uczucia wobec niego.
- Bo jak o tym pomyśleć – zastanawiała się Ann – to za każdym razem, gdy zostaję sam na sam z Lay’em, to wcześniej czy później w taki lub inny sposób do wszystkiego wtrynia się Kris i wszystko pieprzy – podsumowała spokojnym głosem, a Dino przytaknęła jej, kalkulując całą sytuację.
- Ale jak coś, to rezerwuję możliwość zabicia go – stwierdziła blondynka poważnie, a rudowłosa pokiwała powoli głową.
- Dobrze, ale tylko jak walniesz go wcześniej w jaja ode mnie.
- Załatwione.
Było już grubo po 18, kiedy telefon makijażystki zadzwonił po raz kolejny. Siedziały właśnie w salonie i oglądały jakiś przygłupi koreański serial którego historii ni w ząb nie mogły zrozumieć, Ann podniosła więc bez zastanowienia telefon i bez patrzenia na ekran odebrała połączenie.
- Tak słucham? – rzuciła znudzonym głosem, ale za chwilę wyprostowała się, nasłuchując uważnie, a Dino rzuciła jej zaciekawione spojrzenie znad miski z popcornem.
- K-kogoś, kto zna perfekcyjnie angielski? – spytała lekko się jąkając, i rzucając spojrzenie nic nie rozumiejącej blondynce.
- Właściwie, to moja współlokatorka jest międzynarodowym rzecznikiem prasowym… ma teraz wolne wieczorami, sądzę więc że… - ktoś pod drugiej stronie znów zaczął mówić, a rudowłosa zignorowała Dino, która odstawia popcorn i zaczęła targać ją za ramię, żeby ta pozwoliła jej podsłuchać swoją rozmowę przez telefon.
- Oczywiście, możemy zacząć jak najszybciej się da – odpowiedziała, wciąż oszołomiona i zdumiona tym, co właśnie usłyszała.
- Dziękuję za pamięć, panie Sooman… - wydukała jeszcze tylko, nim po drugiej stronie głos nie zamilkł. Odłożyła telefon i otworzyła ponownie usta, żeby coś powiedzieć, ale zabrakło jej ust.
Czy ich życie może stać się jeszcze bardziej dziwne niż to?
- Dzwonił Sooman? Czego od nas chciał? – spytała z niepokojem blondynka, a rudowłosa spojrzała na nią, zbierając do kupy swoje chaotyczne myśli.
- Nie od nas, a konkretniej od ciebie. No, może trochę ode mnie też. Chodzi o angielski i EXO.
Dino zmarszczyła brwi.
- Ale że co, mam ich nauczyć mówić po angielsku? A od czego mają Krisa? – Ann westchnęła na to ciężko.
- Zrozumiałam tyle, że nie radzi sobie z jedenastoosobową, rozwydrzoną audiencją.
- Pfi, typowe – wydęła wargi w triumfalnym geście – Ale skąd do głowy wpadł mu pomysł żeby zatrudnić nas, a nie jakiegoś zawodowego nauczyciela?
- Bo głównie chodzi o kogoś, kto i w dzień i w nocy, jak tylko będą mieć wolną chwilę, będzie mógł ich uczyć, a normalni nauczyciele mają jeszcze na głowie szkoły.
- A to czego oczekuje, że będziemy latać za nimi jak te sasaeng fanki, nie mając tym samym własnego życia? – mruknęła oburzona, a rudowłosa tylko pokręciła głową, przełykając głośno ślinę.
- Lekcje będą odbywały się u nas w domu – Dino wypluła z wrażenia popcorn, który miała w ustach i spojrzała na przyjaciółkę z przerażeniem w oczach, bojąc się zadać kolejne pytanie.
- Od kiedy?
- Od dzisiaj. Będą tu za dwie godziny.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Jak to, panie prezesie, że ja nie wystarczam?! – oburzył się Chińczyko – Kanadyjczyk, zakładając ręce na piersi i wprowadzając w życie swój atak „Oburzenie numer 5”.
- Po prostu, Kris. YG siedzi nam na karku jeśli chodzi o popularność, walka zaczyna się toczyć nie tylko o chiński i koreański rynek, ale i ten światowy – odpowiedział mu spokojnie Sooman, wzdychając ciężko.
Tak to jest, jak ktoś jest wychowany nie po koreańsku i ma temperament – czysty Kris Wu Yifan; z pozoru cool anioł, w rzeczywistości choleryk i cool tylko wtedy kiedy śpi i jeść nie woła.
- A to znaczy że co? – burknął cicho pod nosem, ale szef zdał się go usłyszeć i posłał mu ostrzegacze spojrzenie.
- A znaczy to, że inni członkowie zespołu też muszą mówić płynnie po angielsku, tak jak ty. A ty, Kris, sobie nie radzisz z nauką ich. Pomijając fakt że jesteś liderem, raperem, musisz ćwiczyć jak wszyscy inni, nie dajesz więc sobie rady z kolejnym zadaniem – mężczyzna naburmuszył się, odwracając wzrok i powstrzymując przekleństwo które chciało uciec z jego ust.
Cała reszta patrzyła na tą scenę z niepokojem spod ściany, pod którą ustawił ich wcześniej Sooman i kazał wyjść z szeregu tylko Krisowi. Nie uśmiechała im się perspektywa kolejnych ciężkich zajęć z nowego, dodatkowego języka, ale zbliżała się ich światowa trasa koncertowa i szanse że ich popularność by wzrosła była niebotyczna. Poza tym, prestiż porozumienia się z każdym na całym świecie, jak to mógł lider EXO-M, była bardzo nęcąca.
- Ja sobie nie radzę? Ostatnim razem bardzo dobrze mi poszło – stwierdził całkiem pewny siebie, z powrotem patrząc na CEO całego SM Entertainment.
- Taaak… - niemalże warknął z powątpiewaniem mężczyzna – Po twoim tłumaczeniu zwrotu „Go bananas” chłopcy przebrali się za banany i zrobili kampanię anty-bananową w siedzibie firmy – zmarszczył czoło, przypominając sobie dzikie sytuacje jakie przez tydzień działy się w jego budynku.
Kris tylko wzruszył ramionami, obrażony.
- Nie moja wina że mają bardzo plastyczne, podatne na sugestie umysły.
- W każdym bądź razie – Sooman odchrząknął, udając że nie słyszał młodszego mężczyzny – wszystko jest już ustalone, włącznie z waszymi nauczycielami – zakończył, sadowiąc się wygodniej w swoim prezesowskim fotelu.
Usta wszystkich członków EXO otworzyły się w oniemieniu. To takie typowe dla ich szefa. Dowiadują się po fakcie i muszą się dostosować.
Kris prychnął tylko, nie mogąc znaleźć żadnej riposty która nie sprawiłaby, że wyleciałby z zespołu, usunął się więc z pola rażenia i wrócił do szeregu, stając swoim zwyczajem obok Tao, który współczująco poklepał swojego ge po ramieniu.
- To… kiedy zaczynamy? – zdołał wydobyć z siebie Suho, gdy pierwszy szok minął.
Sooman spojrzał na swój zegarek, licząc przez parę sekund w pamięci.
- Za około półtorej godziny.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Ile nam zostało czasu? – powiedziała podenerwowana blondynka, siadając na kanapie i z bijącym głośno sercem, sama nawet nie za bardzo wiedziała dlaczego, spojrzała wyczekująco na zegarek. Ta spojrzała na telefon w swojej dłoni.
- Jakieś 20 minut.
- Pff… W ogóle, to jak ja mam ich zacząć uczyć? – jęknęła wymachując rękoma w powietrzu.
- W Polsce udzielałaś korepetycji z angielskiego.
- Tak, ale 8-latkom. Im raczej tłumaczenie na rozum dziecka nie starczy – mruknęła, marszcząc w zmartwieniu brwi.
- Poradzisz sobie – zapewniła ją rudowłosa, a ta tylko ciężko westchnęła – Ale pomyśl, będziesz mogła podręczyć Krisa – podsunęła jej, mając nadzieję poprawić jej humor.
- Taak, może i by dało radę to zrobić, gdyby głupek nie był native speakerem – w geście poddania schowała twarz w dłonie, ale zaraz wzięła się w garść – Nie, nie pokażę temu bufonowi mojej słabej strony! – postanowiła, a rudowłosa jej przyklasnęła, zadowolona że przyjaciółka się nie dała Azjacie.
Pięć minut później ich domofon się rozdzwonił, a one wstrzymały na raz oddechy. Spojrzały po sobie znacząco i Ann podeszła, aby odebrać interkom. Gdy nacisnęła przycisk, jej oczom ukazał się jeden z managerów EXO; nie znała go dokładnie z imienia, nigdy też nie zamieniła z nim ani słowa, bo pracowała zbyt krótko, ale go kojarzyła.
On za to chyba ją doskonale znał.
- Ty jesteś Ann, tak? – nim nawet zdążyła kiwnąć głową, mężczyzna kontynuował dalej – Świetnie, ja jestem jednym z managerów EXO, nazywam się Kang Junhyun. Chłopaki mają mieć teraz zajęcia z… - tu spojrzał na kartkę, która była poza zasięgiem kamery – niejaką Dino – skończył, dziwnie patrząc na napisane imię.
- Tak, już wpuszczam… - odpowiedziała, niezdolna żeby wydusić z siebie nic innego przy bijącej od mężczyzny pewności siebie.

Nacisnęła przycisk zwalniający blokadę w bramie i podała numer mieszkania, a z salonu usłyszała tylko sfrustrowany jęk blondynki „Ja już się do tego nie nadaję!”.

2 komentarze:

  1. Jak dla mnie to świetne opowiadanie, zręcznie łącząca się treść i miła narracja. Cała treść jest przejrzysta i miła w czytaniu. Czekam na dalsze rozdziały c: /Eunika

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie tłumaczenie na rozum dziecka by wystarczyło! xD
    Podoba mi się ta wojna :3 Chcę więcej. Wojny, wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń