niedziela, 16 marca 2014

EXO SEXO: Rozdział I

Klubowy bit wsiąkał głęboko w jej żyły; poruszała się razem z muzyką nie widząc świata poza swoim tańcem i niewielkim otoczeniem wokół niej. Wreszcie, po dwóch stresujących miesiącach starania się o upragnioną pracę, jej marzenia się spełniły. Upojona własnym sukcesem, dała się ponieść sugestii znajomych i wyszła wieczorem na miasto, z jednym tylko celem - od stresowaniem się. Po krótkim spacerze po Hongdae, Seoulskiej ulicy klubów i ekskluzywnych sklepów, weszli do tego z wyżej wspomnianych, z którego docierała do nich najbardziej im odpowiadająca muzyka. Jako jedyni z niewielu zagranicznych gości wyróżniali się dosyć mocno spośród azjatyckiej części klienteli, ale nie przejmowali się tym zbytnio, a i z trwaniem nocy każdy coraz mniej zwracał uwagi na to, co działo się wokół niego. Alkohol, muzyka, gorąco, pot, dzikie obściskiwanie się i seks - pomimo dosyć konserwatywnego społeczeństwa koreańskiego, kluby tutaj wyglądały tak, jak w każdym innym miejscu na Ziemi.
Teraz, otoczona przez muzykę która w zupełności jej odpowiadała, tańczyła zamknięta w swoim własnym świecie do rytmu wyznaczonego prze DJ'a - pomimo zmęczenia które już zaczynała czuć w nogach nie przestawała, porwana przez masę gorących ciał wokół niej, tańczących razem z nią do wszechobecnej muzyki. Już dawno zgubiła gdzieś swoich znajomych, ale nie przeszkadzało jej to w żaden sposób. Było jej nawet na rękę, nie musiała na nikogo wokół siebie zwracać uwagi.
Duże, delikatne ręce owinęły się wokół jej talii, a ona uśmiechnęła się pod nosem. Wielu już tego próbowało tej nocy, żaden jednak nie sprostał jeszcze jej wymaganiom. Chwyciła je w swoje ręce i przez chwilę razem tańczyli w rytm muzyki, jej plecy przyciśnięte do jego pleców mocno. Musiała przyznać, że ruszał się niesamowicie, był też wysoki i nawet umięśniony. Może jednak ten wieczór nie skończy się na samotnym powrocie do domu? I tak miała być dzisiaj sama, bo jej współlokatorka wyjechała w małą delegację i wracała dopiero w niedzielę... Tak, może to nie był taki zły pomysł.
Odsunęła jego ręce i odwróciła się do niego twarzą, podnosząc głowę do góry i uśmiechając się do mężczyzny. W półmroku panującym w klubie i wszechobecnych stroboskopach nie mogła dokładnie rozpoznać jego twarzy, ale mogła zdecydowanie stwierdzić, że był przystojny. Jego uroda nie była typowo azjatycka, wskazywała na jakąś delikatną domieszkę innej krwi w którymś z pokoleń. Jego skóra była jasna i gładka, tyle mogła powiedzieć dzięki kapryśnym klubowym światłom. Twarz podłużna ale kształtna, kości policzkowe wydatne i szczęka wyraźnie zarysowana. Jego oczy były częściowo skryte pod niesforną brązową grzywką, więc puściła mu oczko filuternie i odgarnęła grzywkę z oczu, przy okazji delikatnie dotykając palcami jego skóry. Uśmiechnął się do niej szerzej, a jego kształtne oczy spojrzały na nią bystro, ale jednocześnie z pożądaniem.
Muzyka zmieniła się na szybszą, bardziej gwałtowną i urywaną. Znów razem zaczęli poruszać się do jej rytmu, poczuła dłoń mężczyzny na swojej talii, jak przycisnął ją do siebie mocniej, a ona zarzuciła mu ręce na szyję, postanawiając porwać się chwili. Ich ciała poruszały się gwałtownie tuż przy sobie, ściśnięte i niemal nie odróżnienia. Pot spływał z nich strumieniami, ale ona uznała to za strasznie seksowne. Zanurzyła dłonie w jego włosach, przeczesując je palcami i czując jak są wilgotne od potu. Chłopak przybliżył twarz do jej ucha, drażniąc jej szyję swoim oddechem i mrucząc do niego rozkosznie, jego biodra zaczęły wykonywać coraz gwałtowniejsze ruchy, a ona posłusznie się do nich dostosowała. Po paru minutach bezceremonialnego ściskania, ocierania się i cichych, maskowanych jęków, mężczyzna po raz drugi nachylił się nad jej uchem, całując delikatnie płatek ucha.
- Może przeniesiemy się w bardziej ustronne miejsce... - jego głos był niski i chrapliwy, doskonale mogła w nim wyczuć jego podniecenie i pożądanie. Przez sekundę rozważała wszystkie za i przeciw, ale w końcu w podjęciu decyzji pomogła jej również dosyć duża ilość alkoholu którą wypiła po przyjściu do klubu, przygryzła więc tylko wargę i spojrzała na niego zalotnie.
- Masz gumki?
On jedynie uśmiechnął się szerzej, przyciskając ją mocniej do siebie i kiwając tylko głową. Wciąż złączeni, zaczęli kierować się do wyjścia, co chwila spoglądając na siebie i dotykając drugiego, spragnieni bliskości drugiego człowieka. Żadne z nich nie miało złudzeń, że byłoby z tego coś więcej niż przygoda na jedną noc, nie przeszkadzało im to. Między innymi po to przychodziło się do klubów - żeby się wyszaleć, we wszystkich znaczeniach tego słowa.
Kiedy odebrali kurtki od szatniarza, uśmiechnęła się do niego zalotnie i przyciągnęła go do siebie, całując jego kształtne usta.
-  Chodźmy do mnie, nikogo dzisiaj nie ma - szepnęła mu na ucho, przechodząc obok jakiejś dużej grupy ludzi, a on pokiwał na to jedynie głową, ciągnąc ją w stronę swojego samochodu, luksusowego czarnego bmw, i Ann poczuła, że tym razem trafiła na naprawdę dobrą partię, nie zastanawiała się nad tym jednak dłużej.
Droga do jej mieszkania zeszła im na gorączkowych dotykach, skradzionych pocałunkach i zbyt dużej szybkości, która sprawiała, że jeszcze więcej adrenaliny płynęło w ich żyłach.
Ledwo udało jej się otworzyć drzwi z klucza, a już była przyciśnięta do ich drewnianej powierzchni z drugiej strony przez duże, silne ciało mężczyzny. Jego dłonie wędrowały gorączkowo po jej ciele, zrzucając z niej szybkim ruchem kurtkę i buty. Ona również ściągnęła z niego białą, skórzaną kurtkę i rzuciła ją w kąt z zadziornym uśmiechem, na co chłopak odpowiedział jej gorącym pocałunkiem, który rozpalił w niej jeszcze większy ogień.
Złączeni w gorącym pocałunku, podczas którego ich języki splatały się naprzemian w namiętnym tańcu, młodej kobiecie udało się doprowadzić ich do jej sypialni; mężczyzna jednym silnym ruchem podniósł ją do góry i rzucił na łóżko, na co ona krzyknęła w zaskoczeniu, ale zaraz zachichotała, zadowolona.
Rozpinając koszulę, uśmiechnął się w diabelski sposób, podchodząc powoli do łóżka, niczym predator polujący na swoją zwierzynę. Gdy był na tyle blisko, że mogła go dosięgnąć, wciąż utrzymując z nim kontakt wzrokowy, sięgnęła do jego rozporka i rozpięła go powolnym ruchem, delikatnie pieszcząc jego biodra dłońmi, gdy zsuwała w dół jego dżinsowe, czarne spodnie. W jego bokserkach widoczne było już dosyć duże wybrzuszenie, i Ann podniosła na to zalotnie brew.
- Już zwarty i gotowy? - zaczęła się droczyć, delikatnie masując przez materiał męskość swojego kochanka. Ten odpowiedział jej jedynie gorącym spojrzeniem i cichymi jękami, a także powolnym kołysaniem bioder, wskazującym, że chciałby czegoś więcej.
Zdjęła więc z niego bokserki, uwalniając jego męskość, zadowolona na głośny pomruk, który z siebie wydał. Mężczyzna zdjął z siebie jednym szybkim ruchem koszulę, i jej oczom ukazały się delikatne, ale w ładny sposób wyrzeźbione mięśnie brzucha, oraz alabastrowa, nieskazitelna skóra, tak charakterystyczna dla azjatyckiej rasy. Przesunęła po niej dłonią, zadowolona jak na jej powierzchni pojawiła się gęsia skórka, a druga z jej dłoni zajęła się dosyć sporą męskością, już na wpół twardą. Zaczęła poruszać dłonią powoli w dół i w górę, od czasu do czasu bawiąc się żołędzią, czy też przesuwając palcami po nabrzmiewających krwią żyłach. Chłopak odrzucił głowę do tyłu, zadowolony z jej poczynań, jego jabłko Adama poruszało się przy każdym jęku, który z siebie wydawał, co bardzo spodobało się rudowłosej.
Po paru minutach, gdy jego ruchy stały się bardziej gwałtowne i urywane, odsunął jej dłonie od siebie i kazał jej się położyć na łóżku. Całował jej piersi i brzuch, bawiąc się nabrzmiałymi sutkami i z zadowoleniem wsłuchując się w jęki kobiety. Gdy jego ręka sięgnęła jej łona, zamruczała rozkosznie, wypychając biodra do przodu dla większego kontaktu z ręką mężczyzny, ten jednak odsunął się całkowicie, śmiejąc się tylko cicho, i znienacka wszedł w nią cały z głośnym jękiem.
Kobieta krzyknęła, nieprzygotowana na taki stan rzeczy, ale już w następnej chwili obydwoje zatracili się w swoich doznaniach, całując się od czasu do czasu i jęcząc przy mocniejszych ruchach. Gdy obydwoje byli już blisko, ruchy rudowłosej wychodziły naprzeciw ruchom chłopaka, coraz szybsze i silniejsze, bardziej urywane i gwałtowne. Dyszeli ciężko, a Ann wbiła paznokcie w plecy partnera mocno, gdy ten nagle zatrzymał swoje ruchy i jęknął głośno drżąc, doprowadzając ją tym samym do końca.
Leżeli tak przez chwilę bez ruchu, przytłoczeni przez powoli opadające emocje, po jakiś paru minutach jednak mężczyzna wstał i wyrzucił prezerwatywę do kosza, po czym ubrał się i podziękował jej za "mile spędzony wieczór", na co ona jedynie kiwnęła mu głową, zbyt zmęczona by odprowadzić go do drzwi.
Już po chwili drzwi wejściowe trzasnęły cicho, a ona zakopała się wygodniej w swoją pościel, notując sobie tylko w pamięci, żeby rano zmienić pościel, i wyrzucić śmieci, nim Dino nie wróci do domu.
Kiedy się obudziła, z kuchni dobiegły ją dźwięki przesuwanych garnków i smakowity zapach jedzenia. Jęknęła cicho i przewróciła się na drugi bok, spoglądając na zegarek postawiony przy łóżku. Wskazywał on 9 rano, i to w sobotę. Zmarszczyła brwi i wstała powoli, wrzucając na siebie swoją pidżamę, w toku nocy zrzuconą gdzieś na podłogę. Weszła do ich przestronnej kuchni, by być przywitaną przez widok drobnej blondynki w okularach, sprawnie przekładającej jakieś jedzenie z garnków na talerze.
- Nie dotykał żadnej z moich rzeczy, prawda? – powiedziała tylko na powitanie, sprawdzając jakiś sms na swoim telefonie. Ann podniosła zdziwiona brwi, że dziewczyna tak szybko się dowiedziała, ale znając ją zauważyła nieład w przedpokoju… i pewnie zajrzała do kosza. Westchnęła więc tylko i pokiwała głową na nie, sięgając po szklankę soku stojącą na ich małym barku i siadając na krześle wygodnie.
- Nie, wyszedł zaraz – odpowiedziała tylko, a blondynka pokiwała zadowolona głową.
- Czemu w ogóle jesteś wcześniej w domu? – spytała, popijając sok w małych łyczkach i patrząc na drugą z zaciekawieniem.
- Konferencja trwała krócej niż przewidywano – stwierdziła tylko krótko, wciąż nie odwracając się w jej stronę, zajęta przygotowywaniem śniadania.
Rudowłosa pokiwała na to jedynie głową, z cichym podziękowaniem na ustach dziękując za właśnie podany jej posiłek. Przez chwilę jadły w milczeniu, aż ciszę w końcu przerwała blondynka, zagryzając kimchi ryżem.
- To kiedy zaczynasz tą nową pracę? – spytała, zakładając kosmyk włosów za ucho.
- W ten poniedziałek. Z tego co wiem, jako makijażystka SM Entertainment, mam się zajmować tylko i wyłącznie tym zespołem, który mi przydzielą, a tego jeszcze nie wiem.
Dino pokiwała jedynie głową w odpowiedzi, zamyślona.
- Hmm. Ja w przyszłym tygodniu będę przez cały czas w Seoulu, firma każe mi siedzieć na jakiejś nudnej wystawie własnych produktów i odpowiadać na jakieś głupie pytania starych pryków z firm inwestujących – mruknęła, marszcząc nos, a Ann pokiwała głową ze współczuciem. Wiedziała że jej przyjaciółka nie cierpiała nudy i monotonii, albo chwil gdy nie mogła zachowywać się swobodnie.
- W każdym razie, jak skończysz w poniedziałek swój pierwszy dzień w pracy, to zadzwoń do mnie – zwróciła się do niej z uśmiechem, a ta odpowiedziała jej tym samym.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
W końcu nastał poniedziałek i dziewczyna stwierdziła, że świat nie mógł bardziej obrócić się przeciwko niej. Jak tylko przyszła do  pracy, jej przełożony najpierw ją zbeształ że nic nie wie co ma robić, po czym stwierdził, że ma być jedną z trzech makijażystek dla dwunastoosobowego EXO. Szybciej niż zdążyła pomyśleć została wysłana na miejsce, w którym miał się odbyć koncert po imprezie fansign’owej – dużej hali miejskiej, w której zwykle odbywały się wydarzenia sportowe. Po raz kolejny ktoś wyciągnął ją szybko z samochodu i zaprowadził na backstage, wręczył w ręce walizkę z kosmetykami i wepchnął do garderoby.
Miała to szczęście, że pozostałe dwie stylistki i dwie projektantki mody, które załatwiały ubrania dla EXO, były bardzo miłe i poczuła się trochę lepiej, układając rzeczy przy swoim stanowisku. Po paru minutach ktoś zapukał do drzwi i do środka weszło dwóch managerów, prowadząc za sobą dwunastu młodych mężczyzn.
Wszyscy ukłonili się w geście szacunku i one zrobiły to samo. Kiedy Ann podniosła wzrok, poczuła jak szok paraliżuje jej ciało, a serce zaczyna walić jak oszalałe.
Poznała go. Mężczyznę z klubu, z którym przespała się w piątkową noc. Notabene, zdążyła już o nim zapomnieć, jednak on tutaj był. To był Lay. Zhang Yixing. W pierwszej chwili chyba jej nie rozpoznał, ale gdy przyszło do przywitania się z każdą z poszczególnych stylistek i zatrzymał się naprzeciw niej i ich oczy się spotkały, skamieniał. Oszołomiony, wpatrywał się w nią zmieszany, a ona przedstawiła się cicho, starając się wyglądać na jak najmniej wytrąconą z równowagi. Ten również jej się odkłonił i wymamrotał swoje imię, odwracając od niej jak najszybciej wzrok i przechodząc do następnej stylistki.
Wciąż z bijącym mocno sercem, przywitała się sztywno z resztą zespołu, uśmiechając się niemrawo. Ten dzień był zdecydowanie jednym z najgorszych, jakie pamiętała w swoim życiu. Czy mogło być jeszcze gorzej?
- Ann, pod twoimi skrzydłami będą chłopaki z EXO-M, czyli Xiumin, Kris, Chen i Lay. Postaraj się – rzuciła w jej stronę główna stylistka, a ona miała ochotę zacząć walić głową w ścianę. Wykrakała to chyba w złej godzinie. Zaciskając mocno zęby i robiąc dobrą minę do złej gry, najpierw zabrała się za Krisa, który na samym wstępie stwierdził, czego dokładnie chce.
Z ulgą stwierdziła, że były to dość cenne wskazówki z jego strony, jako że była zbyt rozkojarzona, by skupić się na czymkolwiek, więc nieco arogancka wypowiedź mężczyzny jej nawet zbytnio nie zirytowała.
Nie to, żeby miała coś do Lay’a, ale uprawiać z kimś jednonocny seks i potem dowiedzieć się, że ma się pracować w ścisłej współpracy z tą osobą – to nie było coś o czym chyba ktokolwiek marzył. Zastanawiała się, jak to możliwe że nie zauważyła wcześniej tego, kim był mężczyzna. Może to przez wszechogarniający półmrok nocy? I czemu nie skojarzyła sobie jego głosu, w końcu Dino była ich wielką fanką i nieraz puszczała ich piosenki na cały regulator. Designerskie ciuchy, talent do tańczenia… coraz bardziej była wściekła na siebie za ilość alkoholu, którą wtedy wypiła, i która przytępiła jej umysł. Ale czy gdyby wiedziała wtedy, że był to Lay, czy powstrzymała by się? Spojrzała na niego ukradkiem oka. Pewnie nie. Chyba że ktoś jej by łaskawie powiedział, z kim miałaby pracować, wtedy może by się nad tym zastanowiła…
Nieźle, już w pierwszy dniu w pracy wypaść na puszczalską.
Stwierdziła jednak, że ma jeszcze szanse zachować swoją godność. Po prostu musi wziąć się w garść.
Następnym w kolejce był Xiumin. Przywitał się z nią wielkim, promiennym uśmiechem i miała ochotę się rozpłynąć, bo chociaż był najstarszy z nich wszystkich, miał w sobie niezaprzeczalny urok. Praca z nim również poszła jej szybko; jego cera była gładka i delikatna, więc jedyne poprawki jakie uczyniła to nałożenie trochę eyeliner’a na jego i tak duże ślepia.
Kiedy Xiumin wstał, na jego miejsce dosłownie wskoczył Chen, i uśmiechnął się do niej szeroko, zagadując ją podczas jej pracy o to, jak się żyło jej w Europie i czemu przyjechała do Korei. Rozmowa z nim była tak przyjemna, że na parę chwil zapomniała, kto jest ostatni w tej całej kolejce, i nawet zaśmiała się parę razy z błyskotliwych uwag chłopaka. Gdy skończyła, zeskoczył z krzesła i wesołym głosem stwierdził, że chyba stanie się jego ulubioną „VJ stylist”, na co zarumieniła się lekko, dumna że ktoś docenia nie tylko jej pracę, ale i ją samą.
W chwili, gdy ujrzała jak z cierpiętniczą miną podchodzi do niej znany jej już mężczyzna, przełknęła głośno ślinę, ale zawzięła się w sobie i postawiła na całkowity profesjonalizm. Usiadł na miejscu, które wcześniej zajmowali jego koledzy z zespołu i pozwolił jej zająć się swoim makijażem; starała się za wszelką cenę, żeby jej dłonie nie drżały, ale było to zadanie bardzo trudne do wykonania. Kiedy w końcu udało jej się namalować na oku mężczyzny ostatnią kreskę, ten złapał ją za rękę, kiedy zamierzała się wyprostować, po raz pierwszy spoglądając jej w oczy od tamtej piątkowej nocy.
- Co do naszej piątkowej nocy… - wyszeptał cicho tak, aby nikt go nie usłyszał – proszę, nie mów nikomu. Myśleli, że poszedłem wcześniej do domu – uśmiechnął się niemrawo, a ona jedynie z kamienną twarzą kiwnęła głową z zamiarem wycofania się, ten jednak przytrzymał ją jeszcze przez chwilę, nie spuszczając z niej wzroku – Biorąc pod uwagę, że spędziliśmy ze sobą… miłe chwile, czy moglibyśmy traktować się bardziej, no wiesz… normalnie? Żebyśmy mieli do siebie stosunek taki, jak inni – dodał z cichą prośbą i jakąś taką nadzieją w głosie, a Ann po raz pierwszy tego ranka uśmiechnęła się z niejaką ulgą, kiwając głową i szepcząc cicho odpowiedź.
- Chyba tak. W końcu, krzywdy mi nie wyrządziłeś – zażartowała lekko na końcu, a on zaśmiał się głośniej, teraz ulga była wyraźnie słyszalna w jego głosie.
Chłopak wstał i podszedł do tej części grupy, której makijaże były już ukończone, a rudowłosa odetchnęła, szczęśliwa że jak na razie jej praca już się skończyła. Podeszła do drugiej makijażystki, niejakiej Maeri, która również ‘skończyła’ swoją część EXO (gwoli ścisłości – Tao, Sehun, Luhan i D.O) i zaczęły ze sobą gadać o różnych głupotach, by zabić czas pozostający jeszcze do koncertu, a trochę go jeszcze było – chłopaki musieli zostać jeszcze ubrani, a następnie ich makijaż raz jeszcze powinien zostać poprawiony; na wszystko to zostało zorganizowane mniej więcej dwie i pół godziny czasu, w którym na spokojnie powinni się zmieścić.
Po paru minutach jednak, sielankową atmosferę przerwał przerażony krzyk jednej z dwóch projektantek, których zadaniem było ubranie EXO. Z jej oczu niepohamowanie zaczęły lecieć łzy, a ręce zaczęły trząść się w stresie.
- U…ubrania… - wyjąkała przez łzy – Wysłałam je przez przypadek na inny adres.
- Gdzie? – spytał jeden z managerów, gotowy pojechać po ubrania swoim samochodem.
-Są w… Busan – rozszlochała się jeszcze bardziej dziewczyna, a jej koleżanka musiała wyprowadzić ją z garderoby, żeby ją uspokoić.
W pomieszczeniu natomiast rozpętało się piekło; managerzy zaczęli dzwonić gdzie tylko się dało, żeby załatwić jakieś, jakiekolwiek ciuchy dla chłopaków na występ, prosząc też każdą ze stylistek, by pomogły w każdy możliwy sposób jakoś w tej sytuacji.
Ann spojrzała na chłopaków, i widać było bardzo dobrze, że każdy z nich denerwował się po stokroć bardziej niż wszyscy zgromadzeni. Niespokojnie oceniali swoje ciuchy, w których przyjechali na backstage, i jedni wzdychali z niejaką ulgą (jak na przykład Tao czy Kris), a drudzy przeklinali głośno swoje lenistwo (Chanyeol, Chen, Sehun). Patrząc na zmartwionych idoli, rudowłosej zrobiło się ich żal, po czym wyjęła swój telefon z kieszeni i spojrzała na niego, zastanawiając się głęboko, do kogo mogłaby zadzwonić po pomoc. Właściwie, to nie znała nikogo z odpowiednią ilością pieniędzy, by mógł kupić ekskluzywne ciuchy na jeden raz dla dwunastu mężczyzn.
Już miała zrezygnowana schować telefon, gdy coś jej wpadło do głowy. Jak niezwykłe olśnienie, zajaśniało jej przed oczami wspomnienie, w którym pewna drobna blondynka jakiś tydzień temu chwaliła jej się platynową kartą z niebotycznym debetem, którego nigdy w życiu nie miała zamiaru użyć. Pełna nowych sił i nadziei, wykręciła numer.
- Dino, potrzebna mi twoja platyna – rzuciła bez chwili wahania, gdy po drugiej stronie odezwało się znudzone „Halo”.
 - Nie – brzmiała od razu odpowiedź – Ale po co ci ona? – spytała po chwili, ciekawa mimo wszystko tego nagłego telefonu z niezwykłą prośbą.
- Chcesz poznać EXO?
- EXO?? – mogłaby przysiąc, że słyszała cichy pisk w głosie przyjaciółki, i kogoś innego w tle, który ją uciszał, ale został wymownie zignorowany – Co mam zrobić?
- To, co lubisz najbardziej – uśmiechnęła się złowieszczo kobieta – zakupy.
Przez następną godzinę ludzie przekrzykiwali się, pocieszali i wydzwaniali w najprzeróżniejsze miejsca, próbując znaleźć zestaw dwunastu, dobranych do siebie i w dobrym guście, ubrań. Ann przechadzała się nerwowo tam i z powrotem po zatłoczonej garderobie, od czasu do czasu przystając przy Maeri i wymieniając z nią uwagi na temat czasu, jaki im został, i ich dalszych działań.
Dokładnie godzinę i pięć minut po tym, jak wybuchła ogólna panika, drzwi otworzyły się i do środka weszło trzech, wysokich na dwa metry ochroniarzy (Ann skojarzyła ich sprzed tylnego wejścia dla staffu i dla idoli), niosących sterty ciuchów zapakowanych w folie. Wszyscy jak jeden mąż zaniemówili z wrażenia, a jako ostatnia do pomieszczenia weszła drobna Europejka, blondynka.
Szybkim krokiem, ignorując wszystkich wokół, podeszła do przyjaciółki i pokazała jej swoją kartę kredytową, smutnie przetartą w miejscu zetknięcia ze skanerem.
- Pani w sklepie powiedziała, że jeszcze jedna transakcja i mi ją przetną – stwierdziła płaczliwie, ale mężnie wstrzymała łzy i dodała – Mam nadzieję, że będzie warto.
- A… ale jak to, kiedy, jak? – wydukał jeden z managerów EXO, patrząc niezrozumiałym wzrokiem na ubrania, którymi już zajęły się stylistki i zaczęły rozkładać je, dopasowując tylko do konkretnych chłopaków, bo same ciuchy były już podzielone na całkowite komplety.
- Zadzwoniłam do przyjaciółki, która pracuje jako rzecznik prasowy, udało jej się więc wyrwać na chwilę z pracy i oddać mi przysługę. Bez niej i jej karty kredytowej by się nie udało – powiedziała rudowłosa, a wszyscy spojrzeli na nią z wdzięcznością, całe EXO zaś zaczęło przekrzykiwać się na przemian z podziękowaniami, a Ann zauważyła tylko, jak Lay i Chen przybili sobie piątkę, że dali radę.
Wszyscy wokół na nowo zaczęli się uwijać, szczęśliwi że udało im się jakoś z tego wszystkiego wybrnąć, tylko Dino stała zamyślona z marsową miną pośrodku pomieszczenia.
- A moje pieniądze? – jęknęła cicho, zwracając się do przyjaciółki.
- Nie jesteś szczęśliwa, że poznasz EXO? – zdziwiła się Ann, spoglądając na nią dziwnie – Przedstawię cię im po koncercie, a pieniądze przecież i tak odzyskasz. Potraktuj je jako ofiarę potrzebną w dotarciu do celu.
W tym momencie obok nich mignął drugi z managerów EXO i Dino zawołała do niego głucho, ale ten, zbyt zajęty rozmową przez telefon, zaraz zniknął za drzwiami, a ta zamilkła, pełna ponurych myśli.
Godzinę i trochę później chłopaki szczęśliwie znaleźli się na scenie, a one usiadły sobie na spokojnie za sceną, oglądając ich występ przez małe szpary w kotarze oddzielającej wyżej wymienioną z backstage’em. Bez słowa, milcząco napawały się widokiem swoich idoli w ich własnym żywiole, aż w końcu koncert dobiegł końca, i dwunastu mężczyzn, zmęczonych i spoconych, zaczęło schodzić powoli na backstage, żegnając się najpierw z fanami.
Wtedy też, coś się przypomniało Ann, i zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się, czy powiedzieć o tym przyjaciółce.
- Dino, pamiętasz tego faceta, tą jednonocną przygodę? Już wiem, kto to jest.. – blondynka przerwała jej ruchem ręki, gdy zobaczyła jak młodzi Azjaci zaczęli schodzić na backstage.
- Zaraz, muszę coś załatwić – mruknęła, podchodząc do nich i zagradzając im drogę.
Ci, najpierw nie wiedząc o co chodzi, widząc ją skojarzyli że to ona im uratowała tyłki, chcieli więc ładnie i grzecznie, zbiorowo jej podziękować, młoda kobieta nie dała im jednak takiej szansy.
- Suho Oppa, Kris Oppa – wywołała ich, a oni spojrzeli na nią zdziwieni, oczekując być może jakiejś prośby o autograf albo o sesję zdjęciową – Jesteście liderami EXO M i K, opiekujecie się resztą i odpowiadacie za nich, prawda? – kontynuowała słodko, a oni, nieświadomi niczego po prostu pokiwali głowami.
Uśmiech z twarzy Europejki zniknął, zastąpiony przez zmarszczone brwi i ciemne spojrzenie.
- A więc oddawajcie mi kasę za ciuchy.
Przez chwilę wpatrywali się w nią oszołomieni, nie wiedząc za bardzo co odpowiedzieć. Patrząc jednak na oczekująco wyciągniętą dłoń blondynki, Kris przepchnął się obok wciąż oniemiałego Suho, czując jak krew się w nim gotuje na bezpośredniość młodej kobiety.
- Bardzo ci dziękujemy, że nam pomogłaś – wycedził powoli, marszcząc brwi i patrząc na nią z góry – ale jeśli chcesz zwrot swoich pieniędzy, musisz przymilić się nie do nas, a do naszego szefa – jego głos zniżył się, a zmysł lidera zaczął pikać niebezpiecznie.
Dziewczyna spojrzała na niego bykiem, zaciskając szczęki w nerwach.
- Trzeba było od razu powiedzieć, że jesteś istotką zbyt mało ważną, żeby dali ci potrzymać trochę pieniędzy – mruknęła zjadliwie, zwracając się teraz całkowicie w stronę Suho.
- A ty, Oppa? Też będziesz próbował się mnie nieudolnie pozbyć, jak twój kolega, niby-fashionista?
Krisa dosłownie przytkało z oburzenia; już otwierał usta żeby odgryźć się bezczelnej, MŁODSZEJ od niego dziewczynie, kiedy poczuł jak Suho kładzie mu rękę na ramieniu i posyła mu uspokajające spojrzenie.
- Spokojnie, panno… - spojrzał na nią ciekawie.
- Dino – odpowiedziała tylko, patrząc na niego wyczekująco.
- Panno… Dino – słowo dziwnie brzmiało w jego ustach, ale kontynuował – Te ubrania są wspaniałe i na pewno kosztowały niemałą sumę, ale my tyle z pewnością przy sobie nie mamy – tłumaczył z czarującym uśmiechem – Jeśli pójdziesz teraz ze mną, nasz manager skontaktuje się  z szefem i zaraz wszystko załatwimy.
Blondynka milczała jeszcze przez chwilę, mrużąc oczy, po czym uśmiechnęła się, zadowolona.
- Lubię go, można się z człowiekiem dogadać – stwierdziła, zwracając się do Ann, która obserwowała całe to zajście z szeroko otwartymi oczami.
Gdy młoda Europejka odeszła na stronę razem z próbującym ją oczarować Suho, Kris wreszcie się poruszył, jakby zdjęto z niego jakieś zaklęcie.
Prychnął tylko wymownie, odprowadzając dwójkę ponurym wzrokiem i wracając do boku Tao, który przyglądał się temu wszystkiemu z niezrozumieniem na twarzy.
Ann również odprowadziła ich zamyślonym wzrokiem, zastanawiając się nad motywami przyjaciółki, która właśnie zraziła do siebie swojego własnego biasa.
- Zabawną masz przyjaciółkę, jeszcze nikt nigdy tak szybko go nie zagiął – usłyszała głos przy uchu i podskoczyła lekko do góry, zaskoczona. Odwróciła głowę i ujrzała Chena, który podszedł do niej od tyłu i teraz uśmiechał się wesoło, śmiejąc się cicho pod nosem.
- Tak, unikatowy z niej egzemplarz – zaśmiała się po chwili, odwracając w jego stronę. Kątem oka zauważyła, jak Lay rzucał jej zaciekawione spojrzenia znad ramienia Xiumina, z którym rozmawiał, ale nie zwróciła na to większej uwagi, z powrotem patrząc na chłopaka przed sobą. Był nad wyraz miły i uroczy, nie zważając na małą barierę językową (gdy był rozemocjonowany to mówił za szybko, a wtedy rudowłosa miała problemy z jego zrozumieniem), ochoczo zadawał jej coraz to nowe pytania, z wielkim uśmiechem na ustach czekając na odpowiedź.
Wreszcie zawołał go Lay, mówiąc że już czas i że mają wracać na salę treningową, tak jak im kazał Sooman. Kiedy mężczyzna pożegnał się z nią, zaczęła na spokojnie pakować kosmetyki i pędzelki do walizki, którą dostała na samym początku tego dnia. Westchnęła, wyraźnie zmęczona. Kto by pomyślał, że dzień, który zaczął się na tak ogromnym minusie, mógł się kończyć na bilansie równym zero, a może nawet na małym plusie.
- Przepraszam za niego, czasem gdy kogoś polubi jest trochę nadaktywny – usłyszała głos za sobą i poczuła ciarki na plecach, gdy rozpoznała ten głos. Pokiwała głową przecząco na nie, rzucając chłopakowi uśmiech i zamykając walizkę.
- Nie ma sprawy, bardzo miło mi się z nim rozmawiało.
- Tak, wesołek z niego… - zaśmiał się i zapadła między nimi niezręczna cisza, a Lay podrapał się zakłopotany po głowie.
- A więc Ann… miło mi było cię poznać, po raz kolejny – dodał, uśmiechając się lekko, odchodząc w stronę managerów i swojego zespołu, a ona odpowiedziała mu tym samym.
Po drodze minął się z blondynką, która podeszła do przyjaciółki z zadowoloną miną.
- Ten cały Sooman to spoko gościu, nie taki diabeł straszny jak go malują – stwierdziła pogodnie, a rudowłosa pokręciła głową.
- Dla ciebie każdy, kto ma pieniądze to równy gość – Dino wykrzywiła się, niezadowolona torem swoich myśli.
- Głupi smok – stwierdziła tylko na koniec, zbierając się do wyjścia i poganiając Ann, żeby ta zrobiła to samo.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Kris szybkim krokiem predatora wmaszerował do ich mieszkania, i reszta z EXO-M ostrożnie weszła za nim do środka, oczekując że lada chwila z uszu lidera poleci para, tak czerwone z wściekłości były jego uszy.
- Kris, wszystko dobrze? – zapytał 10 minut później Xiumin, wydelegowany przez resztę jako najstarszy, którego Kris nie byłby w stanie skrzyczeć. Blondyn spojrzał na niego wrogo znad kubka z gorącą, mocną kawą, którą parę minut wcześniej wręczył mu Tao w akcie chęci wkupienia się w łaski swojego gege.
- Nic nie jest dobrze. Jak może być dobrze?! – podniósł głos, ale zaraz się zmiarkował – Ona powiedziała, że nie mam gustu i pieniędzy – rzucił złowrogo ciszej, a wszyscy jak jeden mąż schowali twarz w dłoniach, prócz Xiumina, który musiał zachować powagę i który teraz usiadł obok ponurego chłopaka, sączącego smętnie kawę z kubka.
- Nie powinieneś tym się tak przejmować – stwierdził delikatnie, klepiąc młodszego po plecach – Była wytrącona z równowagi, z resztą ty też nie zachowałeś się miło – dodał z lekką naganą, a ten obruszył się mocno, odstawiając kubek na stół.
- Ona jest młodsza ode mnie! – rzucił ze złością swoją ostatnią deskę ratunku.
- Ale Hyung, to Europejka, oni inaczej podchodzą do tych rzeczy, wiem bo mi Ann mówiła – stwierdził pogodnie Chen i zaraz tego pożałował. Niemal ugiął się pod spojrzeniem, które posłał mu Kris, a Lay spojrzał na niego dziwnie.
- Nie wyżywaj się na innych, Kris – pospieszył młodszemu w sukurs Xiumin – Jak dla mnie naprawdę nie powinieneś się tym przejmować, i tak już nigdy w życiu jej pewnie nie zobaczysz.
Wysoki blondyn zamyślił się na chwilę, po czym westchnął głośno biorąc zaraz głęboki wdech.
- Masz rację, nawet myślenie o niej nie jest warte mojego czasu – powiedział wstając, a Xiumin stwierdził, że nie do końca o to mu chodziło, ale postanowił nic już więcej nie mówić.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przez następne cztery dni EXO mieli względny spokój; jedyne co robili to ćwiczyli od rana do nocy, przygotowując się do następnego showcase, które miało się odbyć w piątek. Wszyscy przeszli już do porządku dziennego z niespodziewaną poniedziałkową sytuacją, która jak się później okazało, była początkiem trwałych, wiekopomnych zmian.
Krisowi prawie udało się zapomnieć o zniewadze jakiej doświadczył i wszyscy byli z tego bardzo zadowoleni, bo stawał się nie do zniesienia, gdy zaczynał myśleć o zuchwałej blondynce.

Sam Tao jednak, najbliższy przecież swojego chińskiemu gege, musiał stwierdzić, że ten trochę bardziej zdziwaczał przez ostatnie dni. Czas, który spędzał w łazience na przygotowywaniu przedłużył się do tego stopnia, że Suho musiał za każdym razem interweniować jako lider całego EXO, aby zmusić starszego do wyjścia i pozwolić zbolałej reszcie skorzystać z toalety. Natomiast kiedy w środę otrzymali swoją miesięczną wypłatę, którą ogółem można nazwać kieszonkowym, bez słowa wpakował wszystko do swojego portfela, choć zwykle pierwsze co robił to leciał wraz z Suho do bankomatu.
Lay natomiast, co zdołał zauważyć jak na razie tylko bardzo spostrzegawczy lider, zamilkł jeszcze bardziej niż zwykle. Nie śmiał się tak jak zawsze, co robił zawsze na przerwach pomiędzy treningami, odmówił nawet nocnej eskapady na miasto i na rowery, i co najdziwniejsze i najstraszniejsze, przestał się bić o jedzenie z Tao i Xiuminem Hyungiem.
Jeśli natomiast chodzi o Chena, to z pozoru nic się nie zmieniło. Śmiał się głośno i wesoło przy każdej okazji przy jakiej tylko mógł, a może nawet bardziej niż zwykle. Jedynym momentem, gdy dawało się wyczuć jakąkolwiek różnicę było, gdy Jongdae zaczynał śpiewać. Była to chwila, w której cały świat zdawał się zatrzymać; na ich ciała wstępowała gęsia skórka, i choć była ona tam zawsze, gdy pierwszy głos EXO-M śpiewał, tym razem była ona jakiegoś innego rodzaju – tajemnicza, stęskniona.
Tao po krótkich konsultacjach ze swoimi młodszymi kolegami (czytaj Kaim i Sehunem), którzy również zauważyli niecodzienne zachowanie Suho (gapienie się na Laya 24/7), stwierdzili zgodnie – ten świat schodzi na psy, a ich Hyungowie powariowali, bo dostali zapewne chcicy.
Następnego dnia, w piątek, wszyscy wstali rano podekscytowani bardziej niż zwykle, jak zawsze gdy chodziło o showcase. Tym razem jednak, w tym podekscytowaniu zawarła się także jakaś nuta oczekiwania, która odbiła się nawet w sposobie w jaki D.O, zwykle maniak czystości, pozmywał po śniadaniu, rzucając nie wytarte naczynia byle gdzie i chodząc nerwowo po pokoju, razem z Kaim tuż za plecami, który starał się wszelkimi sposobami zwrócić na siebie uwagę swojego Hyunga i wymusić na nim dodatkową porcję ryżu.

Gdy wreszcie przybyli na miejsce, po zadziwiająco milczącej podróży, na co dosyć mocno zdziwili się ich managerowie, pozwolili od razu zaprowadzić się do swojej garderoby. Kiedy wprowadzono ich do środka, tak jak się spodziewali, były tam już wszystkie stylistki. Była również rudowłosa makijażystka, która wraz ze swoją przyjaciółką uratowała ich poniedziałkowy koncert. Rozmawiała zaciekle z kimś, kto siedział na wysokim, obrotowym fotelu, odwrócony tyłem do drzwi. Ann była tak wciągnięta w rozmowę, że zorientowała się że weszli dopiero, gdy reszta stylistek zaczęła się odkłaniać dwunastu młodym mężczyznom. Wtedy też, krzesło odwróciło się, i Krisowi zmroziło krew w żyłach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz