Klubowy bit wsiąkał głęboko w jej żyły; poruszała się
razem z muzyką nie widząc świata poza swoim tańcem i niewielkim otoczeniem
wokół niej. Wreszcie, po dwóch stresujących miesiącach starania się o
upragnioną pracę, jej marzenia się spełniły. Upojona własnym sukcesem, dała się
ponieść sugestii znajomych i wyszła wieczorem na miasto, z jednym tylko celem -
od stresowaniem się. Po krótkim spacerze po Hongdae, Seoulskiej ulicy klubów i
ekskluzywnych sklepów, weszli do tego z wyżej wspomnianych, z którego docierała
do nich najbardziej im odpowiadająca muzyka. Jako jedyni z niewielu
zagranicznych gości wyróżniali się dosyć mocno spośród azjatyckiej części
klienteli, ale nie przejmowali się tym zbytnio, a i z trwaniem nocy każdy coraz
mniej zwracał uwagi na to, co działo się wokół niego. Alkohol, muzyka, gorąco,
pot, dzikie obściskiwanie się i seks - pomimo dosyć konserwatywnego
społeczeństwa koreańskiego, kluby tutaj wyglądały tak, jak w każdym innym
miejscu na Ziemi.
Teraz, otoczona przez muzykę która w zupełności jej
odpowiadała, tańczyła zamknięta w swoim własnym świecie do rytmu wyznaczonego
prze DJ'a - pomimo zmęczenia które już zaczynała czuć w nogach nie przestawała,
porwana przez masę gorących ciał wokół niej, tańczących razem z nią do
wszechobecnej muzyki. Już dawno zgubiła gdzieś swoich znajomych, ale nie
przeszkadzało jej to w żaden sposób. Było jej nawet na rękę, nie musiała na
nikogo wokół siebie zwracać uwagi.
Duże, delikatne ręce owinęły się wokół jej talii, a ona
uśmiechnęła się pod nosem. Wielu już tego próbowało tej nocy, żaden jednak nie
sprostał jeszcze jej wymaganiom. Chwyciła je w swoje ręce i przez chwilę razem
tańczyli w rytm muzyki, jej plecy przyciśnięte do jego pleców mocno. Musiała
przyznać, że ruszał się niesamowicie, był też wysoki i nawet umięśniony. Może
jednak ten wieczór nie skończy się na samotnym powrocie do domu? I tak miała
być dzisiaj sama, bo jej współlokatorka wyjechała w małą delegację i wracała
dopiero w niedzielę... Tak, może to nie był taki zły pomysł.
Odsunęła jego ręce i odwróciła się do niego twarzą,
podnosząc głowę do góry i uśmiechając się do mężczyzny. W półmroku panującym w
klubie i wszechobecnych stroboskopach nie mogła dokładnie rozpoznać jego
twarzy, ale mogła zdecydowanie stwierdzić, że był przystojny. Jego uroda nie
była typowo azjatycka, wskazywała na jakąś delikatną domieszkę innej krwi w
którymś z pokoleń. Jego skóra była jasna i gładka, tyle mogła powiedzieć dzięki
kapryśnym klubowym światłom. Twarz podłużna ale kształtna, kości policzkowe
wydatne i szczęka wyraźnie zarysowana. Jego oczy były częściowo skryte pod
niesforną brązową grzywką, więc puściła mu oczko filuternie i odgarnęła grzywkę
z oczu, przy okazji delikatnie dotykając palcami jego skóry. Uśmiechnął się do
niej szerzej, a jego kształtne oczy spojrzały na nią bystro, ale jednocześnie z
pożądaniem.
Muzyka zmieniła się na szybszą, bardziej gwałtowną i
urywaną. Znów razem zaczęli poruszać się do jej rytmu, poczuła dłoń mężczyzny
na swojej talii, jak przycisnął ją do siebie mocniej, a ona zarzuciła mu ręce
na szyję, postanawiając porwać się chwili. Ich ciała poruszały się gwałtownie
tuż przy sobie, ściśnięte i niemal nie odróżnienia. Pot spływał z nich
strumieniami, ale ona uznała to za strasznie seksowne. Zanurzyła dłonie w jego
włosach, przeczesując je palcami i czując jak są wilgotne od potu. Chłopak
przybliżył twarz do jej ucha, drażniąc jej szyję swoim oddechem i mrucząc do
niego rozkosznie, jego biodra zaczęły wykonywać coraz gwałtowniejsze ruchy, a
ona posłusznie się do nich dostosowała. Po paru minutach bezceremonialnego
ściskania, ocierania się i cichych, maskowanych jęków, mężczyzna po raz drugi
nachylił się nad jej uchem, całując delikatnie płatek ucha.
- Może przeniesiemy się w bardziej ustronne miejsce... -
jego głos był niski i chrapliwy, doskonale mogła w nim wyczuć jego podniecenie
i pożądanie. Przez sekundę rozważała wszystkie za i przeciw, ale w końcu w
podjęciu decyzji pomogła jej również dosyć duża ilość alkoholu którą wypiła po
przyjściu do klubu, przygryzła więc tylko wargę i spojrzała na niego zalotnie.
- Masz gumki?
On jedynie uśmiechnął się szerzej, przyciskając ją
mocniej do siebie i kiwając tylko głową. Wciąż złączeni, zaczęli kierować się
do wyjścia, co chwila spoglądając na siebie i dotykając drugiego, spragnieni
bliskości drugiego człowieka. Żadne z nich nie miało złudzeń, że byłoby z tego
coś więcej niż przygoda na jedną noc, nie przeszkadzało im to. Między innymi po
to przychodziło się do klubów - żeby się wyszaleć, we wszystkich znaczeniach
tego słowa.
Kiedy odebrali kurtki od szatniarza, uśmiechnęła się do
niego zalotnie i przyciągnęła go do siebie, całując jego kształtne usta.
- Chodźmy do mnie,
nikogo dzisiaj nie ma - szepnęła mu na ucho, przechodząc obok jakiejś dużej
grupy ludzi, a on pokiwał na to jedynie głową, ciągnąc ją w stronę swojego
samochodu, luksusowego czarnego bmw, i Ann poczuła, że tym razem trafiła na
naprawdę dobrą partię, nie zastanawiała się nad tym jednak dłużej.
Droga do jej mieszkania zeszła im na gorączkowych
dotykach, skradzionych pocałunkach i zbyt dużej szybkości, która sprawiała, że
jeszcze więcej adrenaliny płynęło w ich żyłach.
Ledwo udało jej się otworzyć drzwi z klucza, a już była
przyciśnięta do ich drewnianej powierzchni z drugiej strony przez duże, silne
ciało mężczyzny. Jego dłonie wędrowały gorączkowo po jej ciele, zrzucając z
niej szybkim ruchem kurtkę i buty. Ona również ściągnęła z niego białą,
skórzaną kurtkę i rzuciła ją w kąt z zadziornym uśmiechem, na co chłopak
odpowiedział jej gorącym pocałunkiem, który rozpalił w niej jeszcze większy
ogień.
Złączeni w gorącym pocałunku, podczas którego ich języki
splatały się naprzemian w namiętnym tańcu, młodej kobiecie udało się
doprowadzić ich do jej sypialni; mężczyzna jednym silnym ruchem podniósł ją do
góry i rzucił na łóżko, na co ona krzyknęła w zaskoczeniu, ale zaraz
zachichotała, zadowolona.
Rozpinając koszulę, uśmiechnął się w diabelski sposób,
podchodząc powoli do łóżka, niczym predator polujący na swoją zwierzynę. Gdy
był na tyle blisko, że mogła go dosięgnąć, wciąż utrzymując z nim kontakt
wzrokowy, sięgnęła do jego rozporka i rozpięła go powolnym ruchem, delikatnie
pieszcząc jego biodra dłońmi, gdy zsuwała w dół jego dżinsowe, czarne spodnie.
W jego bokserkach widoczne było już dosyć duże wybrzuszenie, i Ann podniosła na
to zalotnie brew.
- Już zwarty i gotowy? - zaczęła się droczyć, delikatnie
masując przez materiał męskość swojego kochanka. Ten odpowiedział jej jedynie
gorącym spojrzeniem i cichymi jękami, a także powolnym kołysaniem bioder,
wskazującym, że chciałby czegoś więcej.
Zdjęła więc z niego bokserki, uwalniając jego męskość,
zadowolona na głośny pomruk, który z siebie wydał. Mężczyzna zdjął z siebie
jednym szybkim ruchem koszulę, i jej oczom ukazały się delikatne, ale w ładny
sposób wyrzeźbione mięśnie brzucha, oraz alabastrowa, nieskazitelna skóra, tak
charakterystyczna dla azjatyckiej rasy. Przesunęła po niej dłonią, zadowolona
jak na jej powierzchni pojawiła się gęsia skórka, a druga z jej dłoni zajęła
się dosyć sporą męskością, już na wpół twardą. Zaczęła poruszać dłonią powoli w
dół i w górę, od czasu do czasu bawiąc się żołędzią, czy też przesuwając
palcami po nabrzmiewających krwią żyłach. Chłopak odrzucił głowę do tyłu,
zadowolony z jej poczynań, jego jabłko Adama poruszało się przy każdym jęku,
który z siebie wydawał, co bardzo spodobało się rudowłosej.
Po paru minutach, gdy jego ruchy stały się bardziej
gwałtowne i urywane, odsunął jej dłonie od siebie i kazał jej się położyć na
łóżku. Całował jej piersi i brzuch, bawiąc się nabrzmiałymi sutkami i z
zadowoleniem wsłuchując się w jęki kobiety. Gdy jego ręka sięgnęła jej łona,
zamruczała rozkosznie, wypychając biodra do przodu dla większego kontaktu z
ręką mężczyzny, ten jednak odsunął się całkowicie, śmiejąc się tylko cicho, i
znienacka wszedł w nią cały z głośnym jękiem.
Kobieta krzyknęła, nieprzygotowana na taki stan rzeczy,
ale już w następnej chwili obydwoje zatracili się w swoich doznaniach, całując
się od czasu do czasu i jęcząc przy mocniejszych ruchach. Gdy obydwoje byli już
blisko, ruchy rudowłosej wychodziły naprzeciw ruchom chłopaka, coraz szybsze i
silniejsze, bardziej urywane i gwałtowne. Dyszeli ciężko, a Ann wbiła paznokcie
w plecy partnera mocno, gdy ten nagle zatrzymał swoje ruchy i jęknął głośno
drżąc, doprowadzając ją tym samym do końca.
Leżeli tak przez chwilę bez ruchu, przytłoczeni przez
powoli opadające emocje, po jakiś paru minutach jednak mężczyzna wstał i
wyrzucił prezerwatywę do kosza, po czym ubrał się i podziękował jej za
"mile spędzony wieczór", na co ona jedynie kiwnęła mu głową, zbyt
zmęczona by odprowadzić go do drzwi.
Już po chwili drzwi wejściowe trzasnęły cicho, a ona
zakopała się wygodniej w swoją pościel, notując sobie tylko w pamięci, żeby
rano zmienić pościel, i wyrzucić śmieci, nim Dino nie wróci do domu.
Kiedy się obudziła, z kuchni dobiegły ją dźwięki
przesuwanych garnków i smakowity zapach jedzenia. Jęknęła cicho i przewróciła
się na drugi bok, spoglądając na zegarek postawiony przy łóżku. Wskazywał on 9
rano, i to w sobotę. Zmarszczyła brwi i wstała powoli, wrzucając na siebie
swoją pidżamę, w toku nocy zrzuconą gdzieś na podłogę. Weszła do ich
przestronnej kuchni, by być przywitaną przez widok drobnej blondynki w
okularach, sprawnie przekładającej jakieś jedzenie z garnków na talerze.
- Nie dotykał żadnej z moich rzeczy, prawda? –
powiedziała tylko na powitanie, sprawdzając jakiś sms na swoim telefonie. Ann
podniosła zdziwiona brwi, że dziewczyna tak szybko się dowiedziała, ale znając
ją zauważyła nieład w przedpokoju… i pewnie zajrzała do kosza. Westchnęła więc
tylko i pokiwała głową na nie, sięgając po szklankę soku stojącą na ich małym
barku i siadając na krześle wygodnie.
- Nie, wyszedł zaraz – odpowiedziała tylko, a blondynka
pokiwała zadowolona głową.
- Czemu w ogóle jesteś wcześniej w domu? – spytała,
popijając sok w małych łyczkach i patrząc na drugą z zaciekawieniem.
- Konferencja trwała krócej niż przewidywano –
stwierdziła tylko krótko, wciąż nie odwracając się w jej stronę, zajęta
przygotowywaniem śniadania.
Rudowłosa pokiwała na to jedynie głową, z cichym
podziękowaniem na ustach dziękując za właśnie podany jej posiłek. Przez chwilę
jadły w milczeniu, aż ciszę w końcu przerwała blondynka, zagryzając kimchi
ryżem.
- To kiedy zaczynasz tą nową pracę? – spytała, zakładając
kosmyk włosów za ucho.
- W ten poniedziałek. Z tego co wiem, jako makijażystka
SM Entertainment, mam się zajmować tylko i wyłącznie tym zespołem, który mi
przydzielą, a tego jeszcze nie wiem.
Dino pokiwała jedynie głową w odpowiedzi, zamyślona.
- Hmm. Ja w przyszłym tygodniu będę przez cały czas w
Seoulu, firma każe mi siedzieć na jakiejś nudnej wystawie własnych produktów i
odpowiadać na jakieś głupie pytania starych pryków z firm inwestujących –
mruknęła, marszcząc nos, a Ann pokiwała głową ze współczuciem. Wiedziała że jej
przyjaciółka nie cierpiała nudy i monotonii, albo chwil gdy nie mogła
zachowywać się swobodnie.
- W każdym razie, jak skończysz w poniedziałek swój
pierwszy dzień w pracy, to zadzwoń do mnie – zwróciła się do niej z uśmiechem,
a ta odpowiedziała jej tym samym.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
W końcu nastał poniedziałek i dziewczyna stwierdziła, że
świat nie mógł bardziej obrócić się przeciwko niej. Jak tylko przyszła do pracy, jej przełożony najpierw ją zbeształ że
nic nie wie co ma robić, po czym stwierdził, że ma być jedną z trzech makijażystek
dla dwunastoosobowego EXO. Szybciej niż zdążyła pomyśleć została wysłana na
miejsce, w którym miał się odbyć koncert po imprezie fansign’owej – dużej hali
miejskiej, w której zwykle odbywały się wydarzenia sportowe. Po raz kolejny
ktoś wyciągnął ją szybko z samochodu i zaprowadził na backstage, wręczył w ręce
walizkę z kosmetykami i wepchnął do garderoby.
Miała to szczęście, że pozostałe dwie stylistki i dwie
projektantki mody, które załatwiały ubrania dla EXO, były bardzo miłe i poczuła
się trochę lepiej, układając rzeczy przy swoim stanowisku. Po paru minutach
ktoś zapukał do drzwi i do środka weszło dwóch managerów, prowadząc za sobą
dwunastu młodych mężczyzn.
Wszyscy ukłonili się w geście szacunku i one zrobiły to
samo. Kiedy Ann podniosła wzrok, poczuła jak szok paraliżuje jej ciało, a serce
zaczyna walić jak oszalałe.
Poznała go. Mężczyznę z klubu, z którym przespała się w
piątkową noc. Notabene, zdążyła już o nim zapomnieć, jednak on tutaj był. To
był Lay. Zhang Yixing. W pierwszej chwili chyba jej nie rozpoznał, ale gdy
przyszło do przywitania się z każdą z poszczególnych stylistek i zatrzymał się
naprzeciw niej i ich oczy się spotkały, skamieniał. Oszołomiony, wpatrywał się
w nią zmieszany, a ona przedstawiła się cicho, starając się wyglądać na jak
najmniej wytrąconą z równowagi. Ten również jej się odkłonił i wymamrotał swoje
imię, odwracając od niej jak najszybciej wzrok i przechodząc do następnej
stylistki.
Wciąż z bijącym mocno sercem, przywitała się sztywno z
resztą zespołu, uśmiechając się niemrawo. Ten dzień był zdecydowanie jednym z
najgorszych, jakie pamiętała w swoim życiu. Czy mogło być jeszcze gorzej?
- Ann, pod twoimi skrzydłami będą chłopaki z EXO-M, czyli
Xiumin, Kris, Chen i Lay. Postaraj się – rzuciła w jej stronę główna stylistka,
a ona miała ochotę zacząć walić głową w ścianę. Wykrakała to chyba w złej
godzinie. Zaciskając mocno zęby i robiąc dobrą minę do złej gry, najpierw
zabrała się za Krisa, który na samym wstępie stwierdził, czego dokładnie chce.
Z ulgą stwierdziła, że były to dość cenne wskazówki z
jego strony, jako że była zbyt rozkojarzona, by skupić się na czymkolwiek, więc
nieco arogancka wypowiedź mężczyzny jej nawet zbytnio nie zirytowała.
Nie to, żeby miała coś do Lay’a, ale uprawiać z kimś
jednonocny seks i potem dowiedzieć się, że ma się pracować w ścisłej współpracy
z tą osobą – to nie było coś o czym chyba ktokolwiek marzył. Zastanawiała się,
jak to możliwe że nie zauważyła wcześniej tego, kim był mężczyzna. Może to
przez wszechogarniający półmrok nocy? I czemu nie skojarzyła sobie jego głosu,
w końcu Dino była ich wielką fanką i nieraz puszczała ich piosenki na cały
regulator. Designerskie ciuchy, talent do tańczenia… coraz bardziej była
wściekła na siebie za ilość alkoholu, którą wtedy wypiła, i która przytępiła
jej umysł. Ale czy gdyby wiedziała wtedy, że był to Lay, czy powstrzymała by
się? Spojrzała na niego ukradkiem oka. Pewnie nie. Chyba że ktoś jej by
łaskawie powiedział, z kim miałaby pracować, wtedy może by się nad tym
zastanowiła…
Nieźle, już w pierwszy dniu w pracy wypaść na puszczalską.
Stwierdziła jednak, że ma jeszcze szanse zachować swoją
godność. Po prostu musi wziąć się w garść.
Następnym w kolejce był Xiumin. Przywitał się z nią
wielkim, promiennym uśmiechem i miała ochotę się rozpłynąć, bo chociaż był
najstarszy z nich wszystkich, miał w sobie niezaprzeczalny urok. Praca z nim
również poszła jej szybko; jego cera była gładka i delikatna, więc jedyne
poprawki jakie uczyniła to nałożenie trochę eyeliner’a na jego i tak duże
ślepia.
Kiedy Xiumin wstał, na jego miejsce dosłownie wskoczył
Chen, i uśmiechnął się do niej szeroko, zagadując ją podczas jej pracy o to,
jak się żyło jej w Europie i czemu przyjechała do Korei. Rozmowa z nim była tak
przyjemna, że na parę chwil zapomniała, kto jest ostatni w tej całej kolejce, i
nawet zaśmiała się parę razy z błyskotliwych uwag chłopaka. Gdy skończyła,
zeskoczył z krzesła i wesołym głosem stwierdził, że chyba stanie się jego
ulubioną „VJ stylist”, na co zarumieniła się lekko, dumna że ktoś docenia nie
tylko jej pracę, ale i ją samą.
W chwili, gdy ujrzała jak z cierpiętniczą miną podchodzi
do niej znany jej już mężczyzna, przełknęła głośno ślinę, ale zawzięła się w
sobie i postawiła na całkowity profesjonalizm. Usiadł na miejscu, które
wcześniej zajmowali jego koledzy z zespołu i pozwolił jej zająć się swoim
makijażem; starała się za wszelką cenę, żeby jej dłonie nie drżały, ale było to
zadanie bardzo trudne do wykonania. Kiedy w końcu udało jej się namalować na
oku mężczyzny ostatnią kreskę, ten złapał ją za rękę, kiedy zamierzała się
wyprostować, po raz pierwszy spoglądając jej w oczy od tamtej piątkowej nocy.
- Co do naszej piątkowej nocy… - wyszeptał cicho tak, aby
nikt go nie usłyszał – proszę, nie mów nikomu. Myśleli, że poszedłem wcześniej
do domu – uśmiechnął się niemrawo, a ona jedynie z kamienną twarzą kiwnęła
głową z zamiarem wycofania się, ten jednak przytrzymał ją jeszcze przez chwilę,
nie spuszczając z niej wzroku – Biorąc pod uwagę, że spędziliśmy ze sobą… miłe
chwile, czy moglibyśmy traktować się bardziej, no wiesz… normalnie? Żebyśmy
mieli do siebie stosunek taki, jak inni – dodał z cichą prośbą i jakąś taką
nadzieją w głosie, a Ann po raz pierwszy tego ranka uśmiechnęła się z niejaką
ulgą, kiwając głową i szepcząc cicho odpowiedź.
- Chyba tak. W końcu, krzywdy mi nie wyrządziłeś –
zażartowała lekko na końcu, a on zaśmiał się głośniej, teraz ulga była wyraźnie
słyszalna w jego głosie.
Chłopak wstał i podszedł do tej części grupy, której
makijaże były już ukończone, a rudowłosa odetchnęła, szczęśliwa że jak na razie
jej praca już się skończyła. Podeszła do drugiej makijażystki, niejakiej Maeri,
która również ‘skończyła’ swoją część EXO (gwoli ścisłości – Tao, Sehun, Luhan
i D.O) i zaczęły ze sobą gadać o różnych głupotach, by zabić czas pozostający
jeszcze do koncertu, a trochę go jeszcze było – chłopaki musieli zostać jeszcze
ubrani, a następnie ich makijaż raz jeszcze powinien zostać poprawiony; na
wszystko to zostało zorganizowane mniej więcej dwie i pół godziny czasu, w
którym na spokojnie powinni się zmieścić.
Po paru minutach jednak, sielankową atmosferę przerwał
przerażony krzyk jednej z dwóch projektantek, których zadaniem było ubranie
EXO. Z jej oczu niepohamowanie zaczęły lecieć łzy, a ręce zaczęły trząść się w
stresie.
- U…ubrania… - wyjąkała przez łzy – Wysłałam je przez
przypadek na inny adres.
- Gdzie? – spytał jeden z managerów, gotowy pojechać po
ubrania swoim samochodem.
-Są w… Busan – rozszlochała się jeszcze bardziej
dziewczyna, a jej koleżanka musiała wyprowadzić ją z garderoby, żeby ją
uspokoić.
W pomieszczeniu natomiast rozpętało się piekło; managerzy
zaczęli dzwonić gdzie tylko się dało, żeby załatwić jakieś, jakiekolwiek ciuchy
dla chłopaków na występ, prosząc też każdą ze stylistek, by pomogły w każdy
możliwy sposób jakoś w tej sytuacji.
Ann spojrzała na chłopaków, i widać było bardzo dobrze,
że każdy z nich denerwował się po stokroć bardziej niż wszyscy zgromadzeni.
Niespokojnie oceniali swoje ciuchy, w których przyjechali na backstage, i jedni
wzdychali z niejaką ulgą (jak na przykład Tao czy Kris), a drudzy przeklinali
głośno swoje lenistwo (Chanyeol, Chen, Sehun). Patrząc na zmartwionych idoli,
rudowłosej zrobiło się ich żal, po czym wyjęła swój telefon z kieszeni i
spojrzała na niego, zastanawiając się głęboko, do kogo mogłaby zadzwonić po
pomoc. Właściwie, to nie znała nikogo z odpowiednią ilością pieniędzy, by mógł
kupić ekskluzywne ciuchy na jeden raz dla dwunastu mężczyzn.
Już miała zrezygnowana schować telefon, gdy coś jej
wpadło do głowy. Jak niezwykłe olśnienie, zajaśniało jej przed oczami
wspomnienie, w którym pewna drobna blondynka jakiś tydzień temu chwaliła jej
się platynową kartą z niebotycznym debetem, którego nigdy w życiu nie miała
zamiaru użyć. Pełna nowych sił i nadziei, wykręciła numer.
- Dino, potrzebna mi twoja platyna – rzuciła bez chwili
wahania, gdy po drugiej stronie odezwało się znudzone „Halo”.
- Nie – brzmiała
od razu odpowiedź – Ale po co ci ona? – spytała po chwili, ciekawa mimo
wszystko tego nagłego telefonu z niezwykłą prośbą.
- Chcesz poznać EXO?
- EXO?? – mogłaby przysiąc, że słyszała cichy pisk w
głosie przyjaciółki, i kogoś innego w tle, który ją uciszał, ale został
wymownie zignorowany – Co mam zrobić?
- To, co lubisz najbardziej – uśmiechnęła się złowieszczo
kobieta – zakupy.
Przez następną godzinę ludzie przekrzykiwali się,
pocieszali i wydzwaniali w najprzeróżniejsze miejsca, próbując znaleźć zestaw
dwunastu, dobranych do siebie i w dobrym guście, ubrań. Ann przechadzała się
nerwowo tam i z powrotem po zatłoczonej garderobie, od czasu do czasu
przystając przy Maeri i wymieniając z nią uwagi na temat czasu, jaki im został,
i ich dalszych działań.
Dokładnie godzinę i pięć minut po tym, jak wybuchła
ogólna panika, drzwi otworzyły się i do środka weszło trzech, wysokich na dwa
metry ochroniarzy (Ann skojarzyła ich sprzed tylnego wejścia dla staffu i dla
idoli), niosących sterty ciuchów zapakowanych w folie. Wszyscy jak jeden mąż
zaniemówili z wrażenia, a jako ostatnia do pomieszczenia weszła drobna
Europejka, blondynka.
Szybkim krokiem, ignorując wszystkich wokół, podeszła do
przyjaciółki i pokazała jej swoją kartę kredytową, smutnie przetartą w miejscu
zetknięcia ze skanerem.
- Pani w sklepie powiedziała, że jeszcze jedna transakcja
i mi ją przetną – stwierdziła płaczliwie, ale mężnie wstrzymała łzy i dodała –
Mam nadzieję, że będzie warto.
- A… ale jak to, kiedy, jak? – wydukał jeden z managerów
EXO, patrząc niezrozumiałym wzrokiem na ubrania, którymi już zajęły się
stylistki i zaczęły rozkładać je, dopasowując tylko do konkretnych chłopaków,
bo same ciuchy były już podzielone na całkowite komplety.
- Zadzwoniłam do przyjaciółki, która pracuje jako
rzecznik prasowy, udało jej się więc wyrwać na chwilę z pracy i oddać mi
przysługę. Bez niej i jej karty kredytowej by się nie udało – powiedziała
rudowłosa, a wszyscy spojrzeli na nią z wdzięcznością, całe EXO zaś zaczęło
przekrzykiwać się na przemian z podziękowaniami, a Ann zauważyła tylko, jak Lay
i Chen przybili sobie piątkę, że dali radę.
Wszyscy wokół na nowo zaczęli się uwijać, szczęśliwi że
udało im się jakoś z tego wszystkiego wybrnąć, tylko Dino stała zamyślona z
marsową miną pośrodku pomieszczenia.
- A moje pieniądze? – jęknęła cicho, zwracając się do
przyjaciółki.
- Nie jesteś szczęśliwa, że poznasz EXO? – zdziwiła się
Ann, spoglądając na nią dziwnie – Przedstawię cię im po koncercie, a pieniądze
przecież i tak odzyskasz. Potraktuj je jako ofiarę potrzebną w dotarciu do
celu.
W tym momencie obok nich mignął drugi z managerów EXO i
Dino zawołała do niego głucho, ale ten, zbyt zajęty rozmową przez telefon,
zaraz zniknął za drzwiami, a ta zamilkła, pełna ponurych myśli.
Godzinę i trochę później chłopaki szczęśliwie znaleźli
się na scenie, a one usiadły sobie na spokojnie za sceną, oglądając ich występ
przez małe szpary w kotarze oddzielającej wyżej wymienioną z backstage’em. Bez
słowa, milcząco napawały się widokiem swoich idoli w ich własnym żywiole, aż w
końcu koncert dobiegł końca, i dwunastu mężczyzn, zmęczonych i spoconych,
zaczęło schodzić powoli na backstage, żegnając się najpierw z fanami.
Wtedy też, coś się przypomniało Ann, i zmarszczyła lekko
brwi, zastanawiając się, czy powiedzieć o tym przyjaciółce.
- Dino, pamiętasz tego faceta, tą jednonocną przygodę?
Już wiem, kto to jest.. – blondynka przerwała jej ruchem ręki, gdy zobaczyła
jak młodzi Azjaci zaczęli schodzić na backstage.
- Zaraz, muszę coś załatwić – mruknęła, podchodząc do
nich i zagradzając im drogę.
Ci, najpierw nie wiedząc o co chodzi, widząc ją
skojarzyli że to ona im uratowała tyłki, chcieli więc ładnie i grzecznie,
zbiorowo jej podziękować, młoda kobieta nie dała im jednak takiej szansy.
- Suho Oppa, Kris
Oppa – wywołała ich, a oni spojrzeli
na nią zdziwieni, oczekując być może jakiejś prośby o autograf albo o sesję
zdjęciową – Jesteście liderami EXO M i K, opiekujecie się resztą i odpowiadacie
za nich, prawda? – kontynuowała słodko, a oni, nieświadomi niczego po prostu
pokiwali głowami.
Uśmiech z twarzy Europejki zniknął, zastąpiony przez
zmarszczone brwi i ciemne spojrzenie.
- A więc oddawajcie mi kasę za ciuchy.
Przez chwilę wpatrywali się w nią oszołomieni, nie
wiedząc za bardzo co odpowiedzieć. Patrząc jednak na oczekująco wyciągniętą
dłoń blondynki, Kris przepchnął się obok wciąż oniemiałego Suho, czując jak
krew się w nim gotuje na bezpośredniość młodej kobiety.
- Bardzo ci dziękujemy, że nam pomogłaś – wycedził
powoli, marszcząc brwi i patrząc na nią z góry – ale jeśli chcesz zwrot swoich
pieniędzy, musisz przymilić się nie do nas, a do naszego szefa – jego głos
zniżył się, a zmysł lidera zaczął pikać niebezpiecznie.
Dziewczyna spojrzała na niego bykiem, zaciskając szczęki
w nerwach.
- Trzeba było od razu powiedzieć, że jesteś istotką zbyt
mało ważną, żeby dali ci potrzymać trochę pieniędzy – mruknęła zjadliwie,
zwracając się teraz całkowicie w stronę Suho.
- A ty, Oppa?
Też będziesz próbował się mnie nieudolnie pozbyć, jak twój kolega,
niby-fashionista?
Krisa dosłownie przytkało z oburzenia; już otwierał usta
żeby odgryźć się bezczelnej, MŁODSZEJ od niego dziewczynie, kiedy poczuł jak
Suho kładzie mu rękę na ramieniu i posyła mu uspokajające spojrzenie.
- Spokojnie, panno… - spojrzał na nią ciekawie.
- Dino – odpowiedziała tylko, patrząc na niego
wyczekująco.
- Panno… Dino – słowo dziwnie brzmiało w jego ustach, ale
kontynuował – Te ubrania są wspaniałe i na pewno kosztowały niemałą sumę, ale
my tyle z pewnością przy sobie nie mamy – tłumaczył z czarującym uśmiechem –
Jeśli pójdziesz teraz ze mną, nasz manager skontaktuje się z szefem i zaraz wszystko załatwimy.
Blondynka milczała jeszcze przez chwilę, mrużąc oczy, po
czym uśmiechnęła się, zadowolona.
- Lubię go, można się z człowiekiem dogadać –
stwierdziła, zwracając się do Ann, która obserwowała całe to zajście z szeroko
otwartymi oczami.
Gdy młoda Europejka odeszła na stronę razem z próbującym
ją oczarować Suho, Kris wreszcie się poruszył, jakby zdjęto z niego jakieś
zaklęcie.
Prychnął tylko wymownie, odprowadzając dwójkę ponurym
wzrokiem i wracając do boku Tao, który przyglądał się temu wszystkiemu z
niezrozumieniem na twarzy.
Ann również odprowadziła ich zamyślonym wzrokiem,
zastanawiając się nad motywami przyjaciółki, która właśnie zraziła do siebie
swojego własnego biasa.
- Zabawną masz przyjaciółkę, jeszcze nikt nigdy tak
szybko go nie zagiął – usłyszała głos przy uchu i podskoczyła lekko do góry,
zaskoczona. Odwróciła głowę i ujrzała Chena, który podszedł do niej od tyłu i
teraz uśmiechał się wesoło, śmiejąc się cicho pod nosem.
- Tak, unikatowy z niej egzemplarz – zaśmiała się po
chwili, odwracając w jego stronę. Kątem oka zauważyła, jak Lay rzucał jej
zaciekawione spojrzenia znad ramienia Xiumina, z którym rozmawiał, ale nie
zwróciła na to większej uwagi, z powrotem patrząc na chłopaka przed sobą. Był
nad wyraz miły i uroczy, nie zważając na małą barierę językową (gdy był
rozemocjonowany to mówił za szybko, a wtedy rudowłosa miała problemy z jego
zrozumieniem), ochoczo zadawał jej coraz to nowe pytania, z wielkim uśmiechem
na ustach czekając na odpowiedź.
Wreszcie zawołał go Lay, mówiąc że już czas i że mają
wracać na salę treningową, tak jak im kazał Sooman. Kiedy mężczyzna pożegnał
się z nią, zaczęła na spokojnie pakować kosmetyki i pędzelki do walizki, którą
dostała na samym początku tego dnia. Westchnęła, wyraźnie zmęczona. Kto by
pomyślał, że dzień, który zaczął się na tak ogromnym minusie, mógł się kończyć
na bilansie równym zero, a może nawet na małym plusie.
- Przepraszam za niego, czasem gdy kogoś polubi jest
trochę nadaktywny – usłyszała głos za sobą i poczuła ciarki na plecach, gdy
rozpoznała ten głos. Pokiwała głową przecząco na nie, rzucając chłopakowi
uśmiech i zamykając walizkę.
- Nie ma sprawy, bardzo miło mi się z nim rozmawiało.
- Tak, wesołek z niego… - zaśmiał się i zapadła między
nimi niezręczna cisza, a Lay podrapał się zakłopotany po głowie.
- A więc Ann… miło mi było cię poznać, po raz kolejny –
dodał, uśmiechając się lekko, odchodząc w stronę managerów i swojego zespołu, a
ona odpowiedziała mu tym samym.
Po drodze minął się z blondynką, która podeszła do
przyjaciółki z zadowoloną miną.
- Ten cały Sooman to spoko gościu, nie taki diabeł
straszny jak go malują – stwierdziła pogodnie, a rudowłosa pokręciła głową.
- Dla ciebie każdy, kto ma pieniądze to równy gość – Dino
wykrzywiła się, niezadowolona torem swoich myśli.
- Głupi smok – stwierdziła tylko na koniec, zbierając się
do wyjścia i poganiając Ann, żeby ta zrobiła to samo.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Kris szybkim krokiem predatora wmaszerował do ich
mieszkania, i reszta z EXO-M ostrożnie weszła za nim do środka, oczekując że
lada chwila z uszu lidera poleci para, tak czerwone z wściekłości były jego
uszy.
- Kris, wszystko dobrze? – zapytał 10 minut później
Xiumin, wydelegowany przez resztę jako najstarszy, którego Kris nie byłby w
stanie skrzyczeć. Blondyn spojrzał na niego wrogo znad kubka z gorącą, mocną
kawą, którą parę minut wcześniej wręczył mu Tao w akcie chęci wkupienia się w
łaski swojego gege.
- Nic nie jest dobrze. Jak może być dobrze?! – podniósł
głos, ale zaraz się zmiarkował – Ona powiedziała, że nie mam gustu i pieniędzy
– rzucił złowrogo ciszej, a wszyscy jak jeden mąż schowali twarz w dłoniach,
prócz Xiumina, który musiał zachować powagę i który teraz usiadł obok ponurego chłopaka,
sączącego smętnie kawę z kubka.
- Nie powinieneś tym się tak przejmować – stwierdził
delikatnie, klepiąc młodszego po plecach – Była wytrącona z równowagi, z resztą
ty też nie zachowałeś się miło – dodał z lekką naganą, a ten obruszył się mocno,
odstawiając kubek na stół.
- Ona jest młodsza ode mnie! – rzucił ze złością swoją
ostatnią deskę ratunku.
- Ale Hyung, to
Europejka, oni inaczej podchodzą do tych rzeczy, wiem bo mi Ann mówiła –
stwierdził pogodnie Chen i zaraz tego pożałował. Niemal ugiął się pod
spojrzeniem, które posłał mu Kris, a Lay spojrzał na niego dziwnie.
- Nie wyżywaj się na innych, Kris – pospieszył młodszemu
w sukurs Xiumin – Jak dla mnie naprawdę nie powinieneś się tym przejmować, i
tak już nigdy w życiu jej pewnie nie zobaczysz.
Wysoki blondyn zamyślił się na chwilę, po czym westchnął
głośno biorąc zaraz głęboki wdech.
- Masz rację, nawet myślenie o niej nie jest warte mojego
czasu – powiedział wstając, a Xiumin stwierdził, że nie do końca o to mu
chodziło, ale postanowił nic już więcej nie mówić.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przez następne cztery dni EXO mieli względny spokój;
jedyne co robili to ćwiczyli od rana do nocy, przygotowując się do następnego
showcase, które miało się odbyć w piątek. Wszyscy przeszli już do porządku
dziennego z niespodziewaną poniedziałkową sytuacją, która jak się później
okazało, była początkiem trwałych, wiekopomnych zmian.
Krisowi prawie udało się zapomnieć o zniewadze jakiej
doświadczył i wszyscy byli z tego bardzo zadowoleni, bo stawał się nie do zniesienia,
gdy zaczynał myśleć o zuchwałej blondynce.
Sam Tao jednak, najbliższy przecież swojego chińskiemu
gege, musiał stwierdzić, że ten trochę bardziej zdziwaczał przez ostatnie dni.
Czas, który spędzał w łazience na przygotowywaniu przedłużył się do tego
stopnia, że Suho musiał za każdym razem interweniować jako lider całego EXO,
aby zmusić starszego do wyjścia i pozwolić zbolałej reszcie skorzystać z
toalety. Natomiast kiedy w środę otrzymali swoją miesięczną wypłatę, którą
ogółem można nazwać kieszonkowym, bez słowa wpakował wszystko do swojego
portfela, choć zwykle pierwsze co robił to leciał wraz z Suho do bankomatu.
Lay natomiast, co zdołał zauważyć jak na razie tylko
bardzo spostrzegawczy lider, zamilkł jeszcze bardziej niż zwykle. Nie śmiał się
tak jak zawsze, co robił zawsze na przerwach pomiędzy treningami, odmówił nawet
nocnej eskapady na miasto i na rowery, i co najdziwniejsze i najstraszniejsze,
przestał się bić o jedzenie z Tao i Xiuminem Hyungiem.
Jeśli natomiast chodzi o Chena, to z pozoru nic się nie
zmieniło. Śmiał się głośno i wesoło przy każdej okazji przy jakiej tylko mógł,
a może nawet bardziej niż zwykle. Jedynym momentem, gdy dawało się wyczuć
jakąkolwiek różnicę było, gdy Jongdae zaczynał śpiewać. Była to chwila, w
której cały świat zdawał się zatrzymać; na ich ciała wstępowała gęsia skórka, i
choć była ona tam zawsze, gdy pierwszy głos EXO-M śpiewał, tym razem była ona
jakiegoś innego rodzaju – tajemnicza, stęskniona.
Tao po krótkich konsultacjach ze swoimi młodszymi
kolegami (czytaj Kaim i Sehunem), którzy również zauważyli niecodzienne
zachowanie Suho (gapienie się na Laya 24/7), stwierdzili zgodnie – ten świat
schodzi na psy, a ich Hyungowie
powariowali, bo dostali zapewne chcicy.
Następnego dnia, w piątek, wszyscy wstali rano podekscytowani
bardziej niż zwykle, jak zawsze gdy chodziło o showcase. Tym razem jednak, w
tym podekscytowaniu zawarła się także jakaś nuta oczekiwania, która odbiła się
nawet w sposobie w jaki D.O, zwykle maniak czystości, pozmywał po śniadaniu,
rzucając nie wytarte naczynia byle gdzie i chodząc nerwowo po pokoju, razem z
Kaim tuż za plecami, który starał się wszelkimi sposobami zwrócić na siebie
uwagę swojego Hyunga i wymusić na nim
dodatkową porcję ryżu.
Gdy wreszcie przybyli na miejsce, po zadziwiająco milczącej
podróży, na co dosyć mocno zdziwili się ich managerowie, pozwolili od razu
zaprowadzić się do swojej garderoby. Kiedy wprowadzono ich do środka, tak jak
się spodziewali, były tam już wszystkie stylistki. Była również rudowłosa
makijażystka, która wraz ze swoją przyjaciółką uratowała ich poniedziałkowy
koncert. Rozmawiała zaciekle z kimś, kto siedział na wysokim, obrotowym fotelu,
odwrócony tyłem do drzwi. Ann była tak wciągnięta w rozmowę, że zorientowała
się że weszli dopiero, gdy reszta stylistek zaczęła się odkłaniać dwunastu
młodym mężczyznom. Wtedy też, krzesło odwróciło się, i Krisowi zmroziło krew w
żyłach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz