sobota, 5 kwietnia 2014

Bang in Bułgaria: Rozdział IV

Z konsternacją rozejrzał się wokoło. Przygryzł wargę w zamyśleniu i spróbował odczytać napis na szyldzie przed sobą, ale nie dał rady. Z nieodgadnioną miną wyciągnął telefon z kieszeni, i ignorując dzikie wrzaski wokół siebie i dziewczynkę, która ciągnęła go za nogawkę spodni, wybrał tak mu znany numer.
Gdy nikt nie podniósł telefonu, chłopak przeklął cicho pod nosem i wybrał kolejny numer mając nadzieje, że ktoś w końcu odbierze.
- Dino? Chyba mam mały problem…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po doprowadzeniu wszystkich do jako takiego ładu (Daesung przeszedł niesamowicie tajemniczą transformację w toalecie, z której wyszedł z nienaganną fryzurą, uśmiechem na ustach, i mglistymi wspomnieniami minionej nocy), wszyscy na zawołanie Taeyanga usiedli do stołu, gotowi zacząć szamać przygotowane przez tancerza smakołyki.
Chłopaki uczynnie zrobili miejsce dla dwóch niespodziewanych gości, sadowiąc lekko zdezorientowaną blondynkę obok zadowolonego TOPa, a rudowłosą obok Daesunga. Rozsiadła się wygodnie niczym królowa, a Daesung, choć jego nocne myśli były mocno zamglone, podawał jej usłużnie wszystko czego sobie zażyczyła, za każdym razem posyłając jej zadowolony uśmiech.
Zaczęli jeść w dosyć spokojnej atmosferze, przerywanej tyko co jakiś czas zduszonymi piskami Dino, gdy TOP niechcący jej dotknął lub musnął (zapominał że była o wiele mniejsza od niego i że gdy podniósł łokieć, to trafiał nim idealnie w jej cy… klatkę piersiową).
W momencie, gdy Taeyang zebrał talerze i zaczął je wkładać do zmywarki, a G-Dragon spojrzał ze zmarszczonym czołem na zegarek, ktoś głośno zapukał do drzwi. Dwie Europejki spojrzały na niego pytająco, a on tylko uśmiechnął się uspokajająco.
- Dzwoniły do was przyjaciółki, kazałem im wpaść tutaj po was – odpowiedział, wstając i ruszając do drzwi, żeby wpuścić dwie Polki do środka.
O dziwo, w drzwiach a i owszem, stały dwie, spłoszone młode kobiety, ale tuż obok nich, tupiąc niecierpliwie nogą, stał trener BIGBANG. Obrzucił nagle struchlałego chłopaka piorunującym spojrzeniem, po czym warknął tylko przez zaciśnięte zęby, rzucając wcześniej spojrzenie Jackie i Karol.
- Widzę was na dole w sali treningowej za 15 minut – i odszedł, a dwie dziewczyny weszły milcząco do środka, patrząc ze współczuciem na nieco jeszcze oniemiałego smoka.
Wszyscy razem weszli we trójkę do kuchni, gdzie siedziała reszta, i Karol założyła ręce na biodra, rzucając tylko:
- A mówiłyście, że traficie prosto do apartamentu…
- Trafiłyśmy do apartamentu – odrzekła jej Dino, odbierając z wyciągniętej ręki Youngbae ciasteczko na deser.
- Po prostu nie do tego, który jest nasz – dokończyła ripostę Ann, głaszcząc zadowolonego blondyna obok niej po głowie.
Zza Karol wychynęła Jackie, spoglądając na nie z zaciekawieniem.
- Chyba dzisiaj wieczorem czeka nas długa rozmowa –zachichotała, uśmiechając się nieśmiało do Seungriego, który z jeszcze lekko mokrymi po kąpieli włosami, pomachał do niej z szerokim uśmiechem na ustach.
- Był tutaj trener. Kazał nam być na dole za 15 minut – powiedział tylko grobowym głosem Jiyong, i jak na zawołanie nad pięcioma mężczyznami zawisła czarna chmura ponurych myśli o kolejnym męczącym dniu.
- Jiyong Hyung… Ale dzisiaj nam się uda, prawda? Dzisiaj skończymy ćwiczyć tą choreografię… - spytał niepewnie maknae, ale odpowiedziała mu tylko bolesna cisza.
- GD chyba już w to nie wierzy, Seungri – mruknął tylko TOP, poklepując ze współczuciem chłopaka po ramieniu, a ten zwiesił głowę. Młode kobiety spojrzały na nich ze współczuciem, a Dino nawet poklepała leciutko TOPa po ramieniu, dotykając go pierwszy raz od feralnego poranka, i ten uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
Lider już miał otworzyć usta i zwołać wszystkich, żeby zaczęli się zbierać, gdy TOP raz jeszcze zaczął śpiewać „Doom Dada” i tym razem wszyscy automatycznie powędrowali wzrokiem (prócz nie wtajemniczonego Daesunga) do przewieszonej przez krzesło torebki Dino, z której wydobywał się głośny dźwięk piosenki.
Seunghyun zwinnym ruchem wyciągnął aparat ze środka i podał blondynce, a ta spojrzała na niego dziwnym wzrokiem, odbierając połączenie.
- Halo? – spytała, po czym zmarszczyła w skupieniu brwi, przerywając rozmówcy po drugiej stronie – Poczekaj, dam cię na głośnomówiący, żeby dziewczyny usłyszały.
Te spojrzały na nią ciekawie, a ona spojrzała na nie porozumiewawczo i odparła tylko: „Leo”.
- Możesz teraz zacząć jeszcze raz – rzuciła, włączając opcję „głośnomówiący” i kładąc telefon na blat stołu. Po chwili po kuchni rozszedł się dobitny, ale nieco zmartwiony głos mężczyzny.
- Pamiętacie jak przed waszym wyjazdem mówiłem wam, że jedziemy z Evą i Jack’ iem na obóz z dzieciakami z harcówki do Zakopanego? – spytał dosyć niepewnie, a one pokiwały głowami milcząco, chociaż doskonale było wiadome to, że on ich nie widział.
- No, to coś spieprzyliśmy po drodze – podsumował krótko.
- Ale ja to? Co żeście zrobili? – spytała ze zmarszczonymi brwiami Ann, zakładając ręce na piersi. To ona miała tutaj największy staż jeżeli chodzi o radzenie sobie z osobnikiem po drugiej stronie.
- No bo postanowiliśmy polecieć samolotem, żeby było pewniej i bezpieczniej, a nie jak nasza ostatnia wyprawa do Piotrkowa Trybunalskiego – zaczął, a dziewczyny pokiwały ze zrozumieniem głowami. To było traumatyczne przeżycie – No i Eva zabukowała bilety, ja spakowałem dzieciaki, Jack załatwił transport na lotnisko no i sobie wsiedliśmy – ciągnął, a w tle słychać było jakieś nieartykułowane wrzaski – Siedzimy, dzieciaki się prują, zabijają, bo coś długa kurwa ta podróż, no ale nic, lecimy. No a potem nam powiedzieli, że jest lądowanie na tankowanie, i my w śmiech, no bo żeby Dreamliner na takiej odległości tankował? To tylko w Polsce. No ale nic, siedzimy. Tak też się trochę zastawialiśmy że ludzie jacyś tacy skośni kutwa byli, i jakby tak bardziej żółci na tym lotnisku, ale znów nic, myślimy – pewnie Kraków, tu jest to całe centrum mangi i historii Japonii, Japońce na obchody jakie się zebrały. No i polecieliśmy dalej. No i wysiadamy kurwa, po 14 godzinach kurwa, dzieciaki głodne, rozszalałe, a do mnie jakaś skośnooka baba, że „Anjonghejo” i w ogóle ni w ząb po polsku, a jak zacząłem krzyczeć kurwy, to uciekła jak niepyszna. Próbuję odczytać, co to za miejsce, ale na szyldach jakieś kurwa same krzesełka. No i przyszli jacyś mili, dwumetrowi panowie, i siedzimy teraz w jakiejś izolatce, i wyobraźcie sobie! Wreszcie jakieś napisy po angielsku! Coś o nielegalnych imigrantach kurwa czy coś… A my tylko do Zakopca lecieliśmy, a oni od razu nas za nielegalnych imigrantów! To co, Słowacja już zupełnie zajebała nam Tatry?!
Przez chwilę panowała wszechogarniająca cisza, kiedy wszyscy próbowali przetrawić to, co właśnie usłyszeli.
- Leo, daj do telefonu Evę – odpowiedziała tylko po chwili milczenia Ann.
- Halo? – dziewczyna po drugiej stronie wydawała się być mocno zasapana, jakby coś trzymało ją w żelaznym uścisku za szyję.
- Eva, jak żeś bukowała te bilety? – spytała tylko rudowłosa i słychać było, jak przez chwilę dziewczyna próbuje sobie przypomnieć ten moment.
- Właściwie, to ja nie wiem. Pamiętam karaoke, rumbę, piwo i bilard. I jakąś dziwną zniżkę, na którą mocno się napaliliśmy. Rano pamiętałam tylko, że gadaliśmy coś o Zakopcu. Więcej grzechów nie pamiętam – odparła tylko, a po chwili słychać było głośny plask i wrzask, jakby coś żywego właśnie spadło na ziemię.
- Masz gdzieś pod ręką Jack’a? – miała nadzieję dowiedzieć się czegoś konkretniejszego od ostatniej dorosłej osobie w tym towarzystwie, ale zawiodła się głęboko.
- Nie ma go. Stwierdzili, że wygląda jak syn Szatana ze swoimi pieszczochami, przeciągłym rockowym wyciem i mrocznymi koszulkami, wzięli więc go na dogłębną rewizję osobistą, i to już z dobrą godzinę temu – gdzieś w tle dziewczyny dosłyszały tylko głośny wrzask Leo „Wypuśćcie mnie kurwa z tej klatki, nie oddam wam mojej dupy!”, ale jako że był to okrzyk po polsku, postanowiły go zignorować.
- A wiesz może chociaż, gdzie dokładnie jesteście? – westchnęła ciężko, starając się jakoś ogarnąć całą tą sytuację.
- Zanim Leo zaczął się uwewnętrzniać na stewardesie, a dzieciaki nie zaczęły świrować z głodu, to gdzieś między wierszami pilot wspomniał coś o lotnisku w Incheon, czy jakoś tak.
Miny czwórki dziewczyn stężały, po czym każda po kolei ukryła w ten czy inny sposób twarze w dłoniach. Cóż za prawdziwi geniusze – Polacy.
- Eva, spróbuj wszystko ogarnąć póki po was nie przyjedziemy, powinnyśmy tam być za godzinę – odpowiedziała jej Dino, a ta odparła tylko krótkie „Ok, ale się pospieszcie bo ochroniarz patrzy podejrzliwie na rzucającego się Leo” i się rozłączyła.
Po raz kolejny nastała chwila ciszy, uzupełniona nic nie rozumiejącymi minami Bangów, którzy przecież polskiego nie znali.
- Stało się coś? – spytał zmartwiony Taeyang, marszcząc brwi.
- Oprócz apokalipsy? Nic takiego… - mruknęła w odpowiedzi Ann, kręcąc głową z politowaniem na swoich przyjaciół.
- W każdym razie, musimy się dostać na lotnisko i odebrać ich jakoś… nie wiem jak, ale jakoś… - dodała ciszej z powątpiewaniem blondynka, wybierając kolejny numer na telefonie i zakładając torebkę na ramię, ignorując pytające spojrzenie TOPa.
- Kris Oppa? Potrzebujemy natychmiastowej podwózki na lotnisko…
Seunghyun zmarszczył brwi. Nie spodobało mu się, że dziewczyna mówi do kogoś jeszcze „Oppa”. Kiedy skończyła rozmawiać, zaczepił ją nim nie wyszła.
- Kto to Kris Oppa? – spytał ze zmarszczonym czołem. Dino zamrugała niezrozumiale, nie wiedząc za bardzo o co chodzi mężczyźnie.
- On nam pomoże, to zaufany człowiek – odparła tylko, chcąc wyjść, ale chłopak chwycił ją za rękę.
- Ja też mogę wam pomóc – zaoferował twardo, a dziewczyna pokręciła tylko głową.
- TOP Oppa, nie umiesz jeździć samochodem.
- To załatwię wam kierowcę – nie ustępował. Nie podobał mu się ten cały Kris. Przynoszenie obiadków, prezenciki, podwózka na zawołanie. Pfi! Amator!
Blondynka uśmiechnęła się tylko do niego lekko i pociągnęła go za koszulę, żeby zniżył się trochę na poziom jej oczu.
- Dziękuję, ale to przyjaciel. Będziemy bezpieczne, no i niedługo wrócimy. Odwiedzimy was w sali prób – mrugnęła do niego filuternie i rumieniąc się mocno pocałowała go delikatnie w policzek, w następnej chwili wybiegając na korytarz. Za nią, wciąż z marsową miną, podążyła rudowłosa, młoda kobieta, i drzwi od mieszkania się zamknęły, zostawiając oszołomionego mężczyznę na środku przejścia. 

Chwytając się za policzek, wciąż z zaskoczeniem, ale i zadowoleniem w oczach, Seunghyun wreszcie powoli powrócił do kuchni, gdzie uczynny Taeyang częstował nowo przybyłe ciasteczkami.
- Skoro już tu jesteśmy, to może pójdziemy z wami na próbę, popatrzeć? – spytała niewinnie Jackie, a Seungri wpatrywał się w nią niczym sokół, patrząc na sposób, w jaki pałaszowała ciastko – Co ty na to, Karol? – spytała starszej.
- Hmm… jeśli tylko Jiyong Oppa się zgodzi, to czemu nie? I tak nie mamy nic innego do roboty, a Ann i Dino mogą potem do nas dołączyć – stwierdziła po chwili zastanowienia dziewczyna, patrząc pytająco na lidera BIGBANG.
Ten odgarnął włosy z czoła, zamyślając się głęboko i rozglądając się po członkach zespołu. Taeyangowi było to obojętne, TOP był zbyt zamyślony by zwrócić na cokolwiek uwagę, a Daesung siedział naburmuszony, bo nikt go już nie głaskał. Jedynym, którego aktualnie interesował ten temat, był Seungri, który kiwał gorliwie głową, zadowolony z perspektywy spędzenia więcej czasu z interesującymi Europejkami.
G-Dragon westchnął do siebie cichutko, po czym zwrócił się do Karol:
- Nie mam nic przeciwko temu, jednym problemem będzie trener. Trzeba go jakoś przekupić, ale problem w tym, że on z tych przekupnych nie jest…
Polki spojrzały po sobie porozumiewawczo, z dziki błyskiem w oczach, a Koreańczyk spojrzał na nie, zdziwiony ich minami.
- Nie martw się, Jiyong Oppa, już my sobie damy radę.
Dwadzieścia minut później, tak jak obiecali, byli już na sali prób, z dwiema młodymi kobietami. Na ich widok trener zmarszczył brwi mocno, ale te nie tracąc czasu wzięły go na stronę, tłumacząc mu coś gorączkowo. Jiyong obserwował je uważnie, patrząc jak gestykulują dziko i po chwili cała trójka spojrzała na niego. Myślał, że skręcił sobie kark, tak gwałtownie przekręcił głowę, żeby nie wyszło na to, że ich podgląda.
- Dobra, chłopaki! – usłyszał po chwili głos ich mentora – Mam nadzieję, że już się rozgrzaliście! – zagrzmiał, piorunując wzrokiem figury TOPa i Daesunga, opartych o ścianę i próbujących wykorzystać jeszcze te kilka chwil wolności, jakie im pozostały.
- Tak więc wyjątkowo, dzisiaj będziecie mieli audiencję – tu wskazał w kierunku Karol i Jackie, które już rozsiadły się pod jedną ze ścian, gdy upewniły się, że tam nie będą przeszkadzać – Słyszałem, że pozostała dwójka ma jakiś problem do rozwiązania – tu nawiązał do nieobecnych Dino i Ann – ale jak wrócą, to przećwiczymy całą to choreografię razem z nimi.
Wszyscy jedynie pokiwali głowami, zdeterminowani obecnie na tylko jednym celu – żeby się nie zbłaźnić przed o wiele mniej doświadczonymi, ale za to bardziej pojętnymi w nauce kobietami.
Muzyka zaczęła grać i wszyscy posłusznie zaczęli się ruszać, gotowi pokazać dwóm Europejkom profesjonalizm i wytrwałość godny Azjatów. Nawet TOP, choć Dino nie było w pobliżu, starał się jak najbardziej, mając na względzie że to przecież są to jej przyjaciółki, więc na pewno szepną jej jakieś słówko o nim.
Jak na razie jednak, o biedny nieświadomy, był totalnie ignorowany, bowiem oczy dwóch Polek wodziły tylko za dwoma Bangami – GD i Seungrim.
Peszyło to nieco ich obiekty obserwacji, ale czuli też dumę, że ktoś lubi na nich patrzeć, nawet poza sceną, bez makijażu i w dresach.
Taka sytuacja utrzymała się do godziny dziesiątej, kiedy to dziewczynom udało się wreszcie wybłagać u trenera godzinną przerwę, kłamiąc że chłopcy tak się spieszyli na trening, że nic nie zjedli, i że zasługują na coś ciepłego.
Wdzięczni, byli niemal w stanie rzucić się na nie i je wyściskać, ale żaden z nich nie miał na to siły – każdy z nich spocony i ledwo powłóczący nogami. Dodatkowo, Dino i Ann wciąż nie było. TOP na zmianę z Daesungiem wypytywali się dziewczyn zmartwieni, czy przypadkiem nic im się nie stało, ale one zapewniły ich, że gdyby coś poszło nie tak, na pewno dałyby im znać.
Postanowili więc zejść do baru na parterze budynku i coś zjeść, pozwalając tym samym umęczonym mięśniom odpocząć. Przodem poszli TOP i Daesung, niezadowoleni z nieobecności dwóch Europejek, mając w zamiarze napchać się z tęsknoty jedzeniem, ile wlezie. Następnymi, którzy opuścili salę byli Karol i G-Dragon, jako że Seungri koniecznie chciał zostać, i pokazać Jackie swoją nową choreografię, co dziewczyna przyjęła zadowolonym klaśnięciem w dłonie.
W pełnej napięcia ciszy, GD nonszalancko wpuścił dziewczynę jako pierwszą do windy, po czym nacisnął przycisk na parter. Przez chwilę jechali nic do siebie nie mówiąc, aż w końcu smok postanowił przerwać, mocno go kłopoczącą, barierę milczenia.
- I jak wam się podoba podglądanie profesjonalistów z bliska? – spytał, trochę wstydząc się przez to pytanie, ale wciąż patrząc na dziewczynę ciekawo. Ta odpowiedziała mu nieśmiałym uśmiechem, onieśmielona samotną przejażdżką windą z wielkim i nieprzejednanym (podobno) liderem BIGBANG.
- To wspaniałe, jesteście tacy dokładni i precyzyjni, a trener wcale nie musi wam nic mówić za bardzo, kiedy coś wam nie wyjdzie. No i jesteście pojętni, i dobrze wysportowani – zaczęła wyliczać z entuzjazmem, a Jiyong nie mógł opanować uśmieszku zadowolenia, kiedy słuchał młodszej kobiety.  Karol po chwili zorientowała się, o czym mówi i do kogo mówi w momencie, gdy chciała dodać „no i dobre dupy z was są”, zamilkła więc przezornie, rumieniąc się dziko i patrząc zakłopotanym wzrokiem w podłogę.
Jiyong zaśmiał się tylko, podchodząc do niej i próbując ją uspokoić.
- Nie, to nic złego, bardzo to miłe słyszeć, że się w czymś sprawdzamy… - dalej nie zdążył nic dopowiedzieć, bo winda zgrzytnęła, jęknęła, szarpnęła z całej siły… i stanęła. Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i jednocześnie strachem, a mężczyzna włączył na konsoli alarm, żeby zawołać pomoc techniczną.
- No, to chyba tu utknęliśmy na tą przerwę – jęknęła, podchodząc niepewnie do ściany naprzeciwko wejścia i osuwając się po niej, przycupnęła ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.
- No jak na ironię, kiedy wreszcie mogę trochę odpocząć… jasna cholera by to wzięła no! – zaczął się burzyć lider, ale przypominając sobie że nie jest sam, a z kobietą, i do tego Europejką, ugryzł się w język, pomny zasad dobrego wychowania, jakie wpajał im od zawsze Hyun Suk.
Westchnął ciężko, a pomiędzy nimi po raz kolejny zapadła cisza. Jiyong przeczesał spocone włosy dłonią, krzywiąc się na ich wilgotność, po czym spojrzał na skuloną blondynkę. Objęła się rękoma wokół kolan i oparła o nie brodę, wpatrując się w pustym wzrokiem w przestrzeń, tak jakby jego tuż przed nią w ogóle nie było.
Podszedł więc do niej i usiadł obok, czekając na jakiś ruch z jej strony, nie doczekał się go jednak.
- Powiedz mi Karol, boisz się zamkniętych przestrzeni? – spytał niepewnie, patrząc na reakcję dziewczyny, która spojrzała na niego lekko załzawionym wzrokiem.
- Nie, ale windy które stopują się w samym środku długiego szybu, z możliwością że w każdej chwili mogą spaść, to nie moja działka – przełknęła głośno ślinę, zamykając oczy i próbując się opanować.
Chłopak przez chwilę tylko ją obserwował, próbując znaleźć jakiś sposób, żeby poprawić jej humor, na nic jednak genialnego nie wpadł, postanowił więc zrobić to, co jako pierwsze wpadło mu do głowy.
Wstał nagle, ku zdziwieniu Europejki, i wpatrzył się w jeden punkt na suficie windy intensywnie. Za chwilę znów spojrzał na blondynkę, potem znów na sufit. Blondynka. Sufit. Blondynka. Sufit.
- Jiyong Oppa… nie mam tak twardej głowy żeby przebić się przez ten sufit, nawet pomimo tego że jestem blondynką – mruknęła zirytowana lekko, że coś takiego w ogóle mogło mu wpaść do głowy.
Ten jednak nic sobie nie robiąc z jej sprzeciwu, wciąż patrzył. Blondynka. Sufit. Blondynka. Sufit.
Karol niemal widziała jak trybiki poruszają się w jego głowie, a potem tylko zobaczyła jego podstępny uśmiech, kiedy odwrócił się w jej stronę nagle. Zdenerwowana, spróbowała schować się bardziej w ścianę, o ile było to możliwe, bojąc się jego dzikiego wzroku w nią wlepionego.
Azjata zaczął iść powoli w jej stronę, a ona pisnęła cicho, nagle wcale nie chcąc, żeby do niej podchodził. Ze zwichrzonymi włosami, obłędem w oczach. Wariat!
- Nie bój się Karol, nie będzie bolało – zaśmiał się ponuro pod nosem, a ona zaczęła się wyrywać, gdy poczuła jego ramiona wokół swojej talii, podnoszące ją do góry.
Choć nie był bardzo od niej wyższy, nie miał najmniejszego problemu, żeby postawić ją do pionu, rzucając jej tym samym mroczną, nieodgadnioną minę.
- Ja nas stąd wydostanę – stwierdził poważnie, marszcząc brwi, a ona pokręciła tylko przecząco głową.
- Jiyong Oppa… to ja już chyba wolę tutaj poczekać na panów konserwatorów – stwierdziła, próbując się wyrwać z jego żelaznego uścisku, nic to jednak nie dało.
Zmarszczka na jego czole pogłębiła się jeszcze bardziej.
- Nie, oni są niekompetentni. Skończyli tylko technikum, oni nie znają życia! – zagrzmiał nagle, święcie przekonany o swojej racji –To ja tutaj zdałem studia, to ja mam magistra, to ja jestem mistrzem, i to ja nas stąd wydostanę! – zaśmiał się głośno i triumfalnie.
- A-ale Oppa… ty jesteś po szkole muzycznej, umiesz tylko grać na fortepianie – wtrąciła nieśmiało, a zwycięski uśmiech natychmiast zniknął z twarzy mężczyzny. Zamyślił się na chwilę głęboko nad odpowiednią ripostą, ale zaraz stwierdził, że on jest wszechpotężny smok, on nie musi się tłumaczyć! Wyrwany w połowie swoich myśli, jedynym co powiedział było: „Jam jest smok!”, po czym nie zwracając uwagi na wijącą się kobietę w swoich rękach, nie wiadomo jakim cudem, chyba że nadludzkim wysiłkiem, wiadomo jednakże że po paru frasobliwych minutach, ciężko dysząc, z potarganymi włosami i pogniecionym ubraniem, Karol znalazła się na szczycie smoka.
A dokładniej, to na jego barkach.
Zarumieniła się, czując jak nieogolony dzisiejszego ranka zarost ociera się o materiał jej spodni, a dłonie lidera chwytają za jej łydki, by podtrzymać ją w górze.
- Według moich obliczeń i kalkulacji – zaczął się mądrzyć – to zatrzymaliśmy się równo między piętrami. Jeśli uda nam się otworzyć ten właz, to wyjdziemy na zewnątrz i otworzę nam drzwi na korytarz – zakończył, zadowolony z siebie.
- Ale Jiyong Oppa… te drzwi są zablokowane mechanicznie, otwierają się tylko wtedy, kiedy winda przyjeżdża – zauważyła.
Po raz kolejny zapadła kłopotliwa cisza, a pan Kwon z każdą chwilą zdawał się być coraz bardziej zdesperowany, żeby zaimponować dziewczynie i żeby w końcu przyznała mu rację. Potem jednak doszedł do wniosku, że ona jest młodsza, mniej doświadczona, nie skończyła (jeszcze!) studiów, a tak w ogóle to ona jest kobietą i się nie zna.
- Wątpisz w moją siłę? – spytał, nagle nastrojony bojowo do całej sytuacji. Dziewczyna nachyliła się nad nim tak, że jej piersi oparły się o jego głowę (musiał przyznać, że to było bardzo miłe uczucie – mogłoby tylko przestać mu się robić tak gorąco…), a tuż przed jego twarzą wyrosła burza ciemnych blond loków i spojrzały na niego duże, zielone oczyska.
Ooooj, chciałoby się pomacać te balony, co Jiyonggie? Siedź cicho.
- Nie wątpię że jesteś do pewnego stopnia silny, Jiyong Oppa – odparła dyplomatycznie, balansując niebezpiecznie, usadowiona przecież tylko i wyłącznie na chucherku zwanym Kwon Jiyong – Ja tylko mówię, że w zapasach to ty raczej nie wygrasz. Z metalowymi drzwiami to też raczej mission impossible – dodała po chwili zastanowienia, a jej usta nieświadomie przysunęły się do Koreańczyka.
Czemu właśnie zaschło mu w ustach? Przecież wypił przed chwilą trzy butelki wody.
Pocałuj ją, pocałuj ją! Widziałeś, jak Taeyang na nią patrzył… Jak na zwierzynę! To zwierzę! A kobiety lubią zwierzęta…
Nie, tak nie może być. On jej musi udowodnić swoją męskość!
- Nie marudź mała, to lepsze niż siedzenie i czekanie na cieci! Pomyśl o tym jak o Mission Impossible! – podniecił się nagle, a ona spojrzała sceptycznie na wyłaz, a potem na niego.
- Oppa, oni mieli linki zabezpieczające i kaskaderów.
- Nie ważne, otwieraj mi to! – naburmuszył się, ale gdy posłusznie zaczęła otwierać wejście, na chłopaka nagle spadła jedna konkretna myśl.
Że jego alter ego powróciło.
Zawsze tam było, i zwykle mu doradzało. Coś jak twój własny doradca życiowy, tylko że jedynie w sprawach kobiecych. Włączał się, gdy podświadomości Jiyongowej coś się zaczynało podobać.
Dziewczyna wychyliła się niebezpiecznie, a smok spoglądając w górę mógł dostrzec jej piersi. Zapatrzył się na chwilę, czując jak Noe, który właśnie zbudował swoją Arkę.
No weź pomacaj no…
Potrząsnął głową. Nie pora na to teraz, smoczku.
Karol krzyknęła triumfalnie, gdy zamek wyłazu szczęknął, i udało jej się go otworzyć.
W tym samym momencie, winda sama z siebie, tak jakby się namyśliła – zgrzytnęło, jęknęło, i pojechali dalej.
W zupełnej ciszy, oniemieli, wciąż w tej samej pozycji na barana, dojechali na sam dół. Gdy drzwi się otworzyły, ludzie spojrzeli na nich jak na świrów.
Z miną nie wyrażającą niczego, G-Dragon wymaszerował z windy, wciąż niosąc oniemiałą dziewczynę. Podszedł do stolika, przy którym siedzieli skonsternowani TOP i Daesung, z pałeczkami w połowie drogi do ust.
Z kamienną miną smok postawił swoją kobietę w opałach na podłogę, pozwalając jej zająć miejsce obok siebie. Rozejrzał się wokoło, szukając wzrokiem czegoś, a raczej kogoś.
- Kelner! Ramen dla bohatera!
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z wypiekami na twarzy oglądała niesamowite ruchy, jakie prezentował przed nią Seungri. Jego ciało perfekcyjnie wyginało się do rytmu muzyki, aż nieświadomej tego Jackie ślinka pociekła z buzi. Otarła ją ukradkiem rękawem, a gdy chłopak skończył, nagrodziła go głośnymi oklaskami.
- Świetnie tańczysz, Seungri Oppa. Też bym chciała kiedyś się tak ruszać – komplementowała go, rumieniąc się mimowolnie lekko, gdy podszedł do niej bliżej ze swoim słynnym, firmowym uśmieszkiem.
- Jeśli chcesz, to mogę cię zaraz nauczyć, Jackie… - jego brwi podniosły się sugestywnie, ale ona tylko się zaśmiała, lekko go trzepiąc po ramieniu.
Ona taka łatwa nie była.
- Dziękuję Oppa, na razie wolę coś zjeść, i ty też powinieneś, żeby mieć siłę na dalszy trening – wyminęła go z zadowolonym uśmieszkiem, gdy na jego twarz wpłynął oszołomiony wyraz, że nie ugięła się jego super sexy spojrzeniu.
Pewnie stałby tak jeszcze trochę, gdyby nie jej okrzyk spod drzwi.
- Idziesz Seungri Oppa, czy nie? Co prawda na dole jest już TOP Oppa i Daesung Oppa, więc pewnie będą mi mogli dotrzymać towarzystwa… - nie skończyła, gdy chłopak z prędkością światła przepchał się obok niej i wyprzedził, czekając aż winda wjedzie na górę. O nie, nie miał zamiaru zostawiać dziewczyny ze swoimi podejrzanymi Hyungami!
-  No, chodź szybciej Jackie, pomogę ci wybrać coś dobrego z menu, bo pewnie nie znasz jeszcze za bardzo naszej koreańskiej kuchni? – zaoferował, a ona uśmiechnęła się do siebie triumfalnie w duchu. Mężczyźni byli tacy nieskomplikowani, że to aż było słodkie.
- Wielkie dzięki, Oppa! Ale wolałabym coś łagodnego – zastrzegła, pamiętając swoją ostatnią pogadankę z klozetem po ostrym kimchi. Mężczyzna zdawało się pomyślał o tym samym, bo uśmiechnął się do siebie pod nosem i przystał na jej prośbę, kiwając lekko głową.
Gdy winda zajechała, wysypał się z niej tłum ludzi, gorączkowo rozmawiających o jakimś dziwnym wydarzeniu, które miało miejsce… w windzie? Seungri zmarszczył brew, nie mogąc podsłuchać dokładnie więcej.
Jackie za to spojrzała sceptycznie na windę.
- Oppa… może lepiej pójdźmy schodami – zaoferowała, zatrzymując się tuż przed drzwiami. Przez chwilę maknae rozmyślał, po czym stwierdził, że co przecież mogło się stać? Yang Hyun Suk dbał o dobry stan budynku, nic nie miało niemalże prawa im się tu stać.
- Nie ma co się martwić, wszystko jest ok. Wsiadajmy – pociągnął ją do środka, i drzwi się za nimi zamknęły. Chłopak wybrał parter na konsoli, po czym winda powoli ruszyła, a on oparł się zadowolony o tylną ścianę, spoglądając przy tym przez przypadek w górę.
Zmarszczył brwi. Czemu właz na zewnątrz był otwarty?
Widać było przez niego linę, na której była zawieszona winda, i Jackie przysunęła się do niego trochę. Nie podobało jej się to.
W tym momencie, stanęli. Spojrzeli po sobie ze strachem, jednocześnie spoglądając w górę, na linę od windy, która teraz była w zupełnym bezruchu.
- Oppa… włącz może alarm? – spytała pustym głosem Jackie, a mężczyzna bezzwłocznie zrobił to, o co poprosiła.
Przez chwilę po prostu tam stali, wsłuchując się w otępiający dźwięk dzwonka, który powinien wezwać ekipę konserwującą budynek.
Seungri przeklął głośno w myślach. Nie lubił małych przestrzeni, a cała ta sytuacja go mocno stresowała. Zaczął przestępować nerwowo z nogi na nogę, nie spuszczając wzroku z jedynej liny, który trzymała ich teraz w powietrzu. Czuł narastającą w nim panikę, a dziewczyna spojrzała na niego ze zmartwieniem w oczach.
- Seungri Oppa… dobrze się czujesz? – spytała niepewnie, ciągnąc go za rękaw, ten jedynie pokiwał gwałtownie głową, nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu.
- Wszystko w porządku, przecież nie spadniemy w dół, prawda? – zaśmiał się, trochę maniakalnie jednakowoż – Wszystko będzie dobrze… aaa, kogo ja oszukuję! Umrzemy tu! – zaczął się wydzierać, skręcając się w kulkę w kącie i chowając głowę między kolana – Ja jestem za młody! Zbyt niewinny! Nawet nie miałem żony, dzieci! – biadolił, a uczynna Jackie już postanowiła do niego podejść i go przytulić, żeby dodać mu otuchy, gdy ten gwałtownie podniósł głowę, patrząc na nią intensywnie.
Wystraszona jego spojrzeniem, odsunęła się trochę, a on w tym momencie wstał, wciąż nie spuszczając z niej wzroku.
- Nie miałem nawet żony i dzieci… – zamruczał jakby do siebie, wyciągając w jej stronę ręce.
- Oppa… twoje myśli chyba idą teraz w złym kierunku – stwierdziła Jackie, robiąc jeszcze jeden krok do tyłu, ale na jej drodze stanęła ściana windy i krzyknęła cicho, zaskoczona.
- Nie bój się, nie będzie bolało… - odpowiedział tylko z maniakalnym błyskiem w oku, jak na maknae, który podziwia swego lidera, przystało.
W następnej chwili padł przed nią na kolana, a ją zamurowało. Spojrzał na nią z determinacją w oczach, i z nutką szaleństwa w głosie spytał:
- Jackie, zostaniesz moją J.Lee?
- Ch- chyba jeszcze na to o wiele za wcześnie, Oppa – wydukała zaszokowana, a on spuścił głowę, marszcząc mocno brwi w skupieniu.
- No tak. Bo nie urodzisz mi dzieci bez ślubu, nie? – spojrzał na nią całkiem poważnie, w zamyśleniu gładząc się po brodzie.
- Raczej nie. Gdzie w tym wszystkim miłość? – spytała, a on pokiwał powoli głową, wstając do pionu.
-Miłość. Let’s talk about love~ Let’s talk about you~ Let’s talk about me~ - zaczął nucić, łapiąc ją w ramiona i okręcając się z nią w kółko, nie zwracając uwagi na jej próby wyrwania mu się.
- Bo ja jestem samotny – zaczął nagle, przerywając „taniec” – A wszystko zaczęło się w 2006 roku, kiedy zostałem członkiem i maknae BIGBANG – zaczął rozmarzonym głosem – A potem Hyungowie zniszczyli mi życie, skrzywiając moją postawę moralną! – wyżalał się, chowając twarz w jej szyję i pozwalając, by Europejka kołysała go w swoich ramionach, uspokajająco miziając po plecach.
Piknięcie. Drzwi się otworzyły, i przed oczami ludzi na zewnątrz pojawił się rzeczywiście dziwny widok.
Seungri powoli podniósł głowę z nieodgadnioną miną.
- Kiedy ona zaczęła się znów ruszać? – spytał tylko, wciąż nie odwracając się w stronę skonsternowanych ludzi.
- Jak poprosiłeś mnie o rękę. Chciałam ci powiedzieć, ale nie miałam za bardzo kiedy – mruknęła przepraszająco, a on pokiwał tylko głową, wychodząc z małego pomieszczenia niczym robot.
Milcząco, podobnie jak wcześniejsza dwójka, doszli do stolika ze swoimi przyjaciółmi, gdzie aktualnie sytuacja nieco już się unormowała, bo G-Dragon dostał swój ramen i teraz pałaszował go bezmyślnie.
- I jak tam, gołąbeczki dwa? – spytał filuternie Daesung, puszczając oczko do Seungriego.
Szary na twarzy, chłopak usiadł, a obok niego wciąż milcząca Jackie.
- Oświadczyłem się.
Nikt nie był w stanie odpowiedzieć, bo nagle do środka wpadł tabun małych, wrzeszczących w nieznanym im języku istot, gdzieś pod drodze w tej fali niosąc ze sobą piątkę dorosłych.
Z potarganymi włosami i małym obłędem w oczach, Dino podeszła do stolika, czyszcząc gardło po drodze i uśmiechając się do nich przesadnie szeroko.
- Już jesteśmy, cali i zdrowi. No może oprócz Krisa Oppy, chyba zemdlał – dodała po namyśle i podeszła do TOPa, by spojrzeć mu w oczy i przeprosić, że tak długo jej to zajęło.

W ogólnie panującej pomiędzy nimi ciszy słychać było tylko głośny plask kluski z ramenu GD, która spadła mu z pałeczek z powrotem do miski.  

2 komentarze:

  1. Ja! Ja, będę ja! Pisz to szybko, cholero jedna, nooo! Ja chcę xD Ja muszę...
    I Leo ma rację! Ta winda miała taki potencjał! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. khem khem... Mogę prosić o kolejny rozdział? Ta winda mnie tak przekonała... :3

      Usuń