piątek, 2 maja 2014

EXO SEXO: Rozdział IX

Przez następne dni EXO praktycznie nie widziało się z dziewczynami i ich przyjaciółmi, pochłonięci do reszty przez całodzienne, wyczerpujące treningi. Mając jedynie trochę wolnego czasu w trakcie jazdy vanem, czy tuż przed snem, udało im się jedynie wspólnie ustalić, że nie warto by jeszcze skreślać Leo, jako że może rzeczywiście był on bardzo przygnębiony i nie wiedział co mówi (szczególnie, że był pijany w trzy dupy). Najtrudniej było im do tego przekonać Krisa, który za żadne skarby nie chciał słyszeć, że chłopak w jakimkolwiek sensie mógł być niewinny. W końcu jednak LuHanowi i Tao udało się mu wmówić, że jeśli okaże swoją wyższość i wyrozumiałość wobec Polaka, to na pewno zaimponuje Dino. Nie byli jednak do końca pewni, czy zrozumiał dokładnie, o co im chodziło.
Jeśli chodzi o Chena; po powrocie do domu parę dni temu, kiedy wrócił z rozanielonym uśmiechem i otaczającym go zapachem chloru, nikt jeszcze nie odważył się poruszyć z nim tego tematu, bojąc się zepsuć jego dobry humor. Z tego jednak co zauważyli, mogli pewnie stwierdzić, że mężczyzna nie miał zamiaru dać się złamać głośnemu i bezpośredniemu blondynowi.
Była trzecia po południu i trener wreszcie dał im chwilę odpocząć, podczas kiedy sam przeglądał nagranie z ich choreografią, wyszukując w niej jakichś błędów. Chanyeol i Baekhyun rozłożyli się w jednym kącie, opierając o siebie nawzajem i jak zawsze, przekomarzając się o coś. Sehun o dziwo siedział dzisiaj sam, pisząc coś zawzięcie na telefonie, co jakiś czas tylko zerkając na swoich Hyungów, a LuHan i Tao oblegli pijącego wodę Krisa, marudząc mu na przemian o bubble tea i nowej kolekcji Gucciego. Suho i Kyungsoo zajęli się dostarczaniem reszcie członków życiodajnego napoju w butelkach, podczas kiedy Kai i Lay ćwiczyli ze sobą jakiś konkretny krok, do którego mieli uwagi, a Xiumin i Chen, swoim zwyczajem, postanowili wykorzystać ten czas, żeby się trochę przespać.
W tym też momencie zadzwonił telefon lidera, i zostawiając Kyungsoo z wodą, wyszedł na chwilę z sali prób. Po chwili wrócił i zawołał wszystkich do siebie; powoli, ale młodzi mężczyźni w końcu zgromadzili się wokół Koreańczyka.
- Idziemy dzisiaj do dziewczyn na angielski – obwieścił, a wśród EXO zapadła pełna wyczekiwania cisza.
- Zgodziły się? – spytał niepewnie Baekhyun, instynktownie chowając się za Chanyeolem.
- Tak, najwyraźniej Sooman już z nimi rozmawiał – stwierdził Suho, i znów zapadła wymowna cisza, którą przerwał niezadowolonym prychnięciem Kris.
- Jeśli ja tam teraz pójdę, to ja go w końcu zabiję – podsumował tylko, a nikt nawet nie miał za bardzo siły, żeby go powstrzymać.
- Nie powinno być tak źle, w końcu był wtedy pijany – pospieszył mu z pomocą Chen – musimy być pozytywnie nastawieni, jak zawsze gdy robimy coś nowego, prawda? – skończył, patrząc wyczekująco na Suho, a ten, zdziwiony mu przytaknął.
- Sooman dał nam trochę czasu po treningu na umycie się i przebranie, a potem jedziemy na angielski – poinformował ich, a oni tylko pokiwali głowami porozumiewawczo, zbierając się z powrotem na trening, gdy trener zawołał ich do siebie.
Około pięciu godzin później, zwolnieni wreszcie przez trenera do domu, wykąpani i przebrani, znaleźli się pod, tak im teraz dobrze znanymi, drzwiami.
Stali tak przez chwilę bez ruchu, bojąc się trochę tego, co mogli spotkać w środku. W końcu, będąc odważnym i odpowiedzialnym liderem EXO-M, Kris otworzył drzwi (wcześniej otworzone przez dziewczyny przez interkom).
Wszyscy wstrzymali oddechy nerwowo, ale korytarz przed nimi był zupełnie pusty, a całe mieszkanie nienaturalnie ciche. Witając się niemrawo niewiadomo z kim, weszli powoli do środka, z Krisem i Suho prowadzącymi całą ekspedycję.
Doszli aż do kuchni, w której wreszcie napotkali pierwszą żywą duszę. Eve spojrzała na nich znad telefonu mało zainteresowanym wzrokiem, drugą ręką sięgając po kubek z herbatą i upijając z niego łyka.
- Cześć, Sehun – pomachała do chłopaka, a on odpowiedział jej tym samym, pomimo zdziwionych spojrzeń reszty zespołu.
- Przepraszam, że wcześniej nie napisałam, ale dziewczyny upierały się, że sobie poradzą – ciągnęła dalej, wciąż zwracając się do maknae, a ten zmarszczył brwi niezrozumiale.
- O czym nie napisałaś? – spytał, w tym samym czasie, gdy Suho, Baekhyun, Chanyeol i Kris rzucili:
- Piszecie ze sobą? – dwójka zignorowała ich pytanie, a gdzieś w przedpokoju drzwi od mieszkania trzasnęły głośno, sprawiając że wszyscy podskoczyli nerwowo ze strachu, patrząc po sobie od razu.
- Kto z nas zamykał drzwi? – spytał Chen, pełen złych przeczuć.
- Ja wchodziłem ostatni, ale zostawiłem je otwarte, jako drogę ucieczki w razie czego – odezwał się powoli Chanyeol, a wieczny uśmiech zniknął z jego ust i wszystkich w pomieszczeniu.
- Skoro nikt z nas tego nie zrobił, to kto? – spojrzeli po sobie teraz z prawdziwym strachem w oczach, a Eve spojrzała na parking pod domem.
- Możecie wyskoczyć jeszcze przez okno, zostało wam trochę czasu – zaoferowała im, a oni spojrzeli na nią jak na wariatkę – No dalej, chyba nie boicie się trzeciego piętra, na dole są krzaki – stwierdziła, otwierając okno zapraszająco.
- Ale niby przed czym takim mamy uciekać? I czemu mamy jeszcze trochę czasu? – zapytał Kris, patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami i rękoma założonymi na piersi.
- Przed tym samym, przed czym Dino i Ann uciekają od trzech godzin. A jeśli chodzi o was, to chyba czas już się wam skończył – powiedziała, patrząc ponad nim na coś, co właśnie stanęło w drzwiach.
- BLITZKRIEG! – wrzasnął jakiś głośny, męski głos, i wszyscy odwrócili się akurat na czas (przy przerażonych wrzaskach Tao, Baekhyuna i D.O), by zobaczyć wysokiego blondyna, bez koszulki, wymalowanego najprzeróżniejszymi kosmetykami w wojenne barwy. W uniesionych wysoko nad głową rękach trzymał poduszkę, którą w następnej chwili rzucił z całej siły.
Z niezrozumieniem wypisanym na twarzy, Kris wpatrywał się w lecącą w jego kierunku poduszkę. W chwili, gdy ta miała dotknąć jego twarzy, dwie silne dłonie chwyciły go w pasie i przewaliły na podłogę, ratując go przed uderzeniem; poduszka przeleciała nad nim, strąciła ze stołu wazon, i wyleciała przez okno.
Zamrugał nieprzytomnie, spoglądając na swój brzuch, na którym leżał Tao.
- Nic ci się nie stało, Kris gege? – spytała wushu panda, a Kris pokiwał głową na nie, szczęśliwy że miał przyjaciela, który ćwiczył sztuki walki i miał bardzo szybki refleks.
- Dzięki, Tao – wysapał, podnosząc się, ignorując na razie Eve, która oburzona, wpatrywała się rozbitą porcelanę.
- Leo, i zjebałeś wazon! – mruknęła do chłopaka po polsku, a ten tylko zaśmiał się złośliwie.
- Nikt się przede mną nie ukryje! – zagrzmiał, obserwując ich uważnie, niczym zwierzynę – A ty będziesz pierwszy, lemurzątko!  - zanim zdążyli jakkolwiek zareagować, usłyszeli oburzony wrzask, a gdy spojrzeli na Europejczyka, zobaczyli Kyungsoo wyrywającego się z całych sił z objęć blondyna, który z triumfalnym okrzykiem „Będziesz mi gotować przez wieki!”, zniknął w głębi mieszkania.
Przez chwilę wszyscy wpatrywali się oszołomieni w miejsce, w którym przed chwilą znajdowała się ich zespołowa mama, a potem rozpętało się piekło.
- Kyungie mama! – wrzasnął Kai, zrozpaczony że ktoś ukradł osobę, która gotowała mu jedzenie i popędził w ślad za Leo, chcąc odzyskać drobnego Koreańczyka.
Za nim w następnych sekundach pobiegła reszta EXO, rozchodząc się po całym mieszkaniu i próbując znaleźć dwójkę mężczyzn, dziwiąc się jak w takim zwykłym mieszkanku można się było tak zakamuflować.
Kris razem z Tao postanowili sprawdzić łazienkę i sypialnię Dino, przy okazji poszukując też zaginionych dziewczyn, których nie widzieli jeszcze ani razu, odkąd przyjechali.
Starszy z dwóch Chińczyków wciąż był mocno wytrącony z równowagi po „zamachu” na jego życie, ale na razie postanowił odłożyć zemstę na później, na rzecz odzyskania Kyungsoo i odnalezienie swojej małej księżniczki. Później sobie odbije… oj jak odbije…
Razem sprawdzili łazienkę („Gege, a co jak tam ktoś za kurtyną pod prysznicem siedzi…!”), po czym Yifan oddelegował szczęśliwego chłopaka do Eve do kuchni, mówiąc że dalej sobie poradzi sam.
Zadowolony, nieustraszony mistrz wushu popędził we wskazanym kierunku, nawet się nie odwracając w stronę swojego ukochanego ge.
Kręcąc na to z politowaniem głową, smok uchylił ostrożnie drzwi do pokoju, a te zaskrzypiały cicho, ale nic innego się nie stało. Otworzył je więc odważniej szerzej, i zajrzał do środka.
Lampka przy łóżku była zapalona, a kołdra zmięta i skołtuniona, tak jakby ktoś dopiero co wstał z łóżka.
Niczym łowca, powoli przechadzał się po pokoju, czując, że coś jest nie tak, nie mógł jednak zrozumieć, co. W momencie, kiedy miał już wychodzić, poddawszy się, ciche „Apsik!” doszło go z jednej ze stron i odwrócił się w stronę pokoju, zaalarmowany.
Tknięty jakimś tajemniczym przeczuciem, podszedł jeszcze raz do łóżka, i ukucnął, by po chwili położyć się na podłodze i wygodnie móc zajrzeć pod spód.
Nie spodziewająca się tego blondynka pisnęła głośno i walnęła głową o deski łóżka, jęcząc w następnej chwili i pocierając bolące miejsce z lekko wydętymi policzkami, a Kris nie mógł się powstrzymać, by nie zaśmiać się cicho.
- Cześć, malutka – rzucił do niej, wyciągając rękę w jej stronę by pomóc jej wyjść, ale ona jej nie wzięła.
- Dzień dobry panu – mruknęła tylko w odpowiedzi, wciąż patrząc na niego urażonym wzrokiem, a on podniósł na to wysoko brwi.
- Panu?
- Miałam być grzeczna i miła. No to jestem – zakończyła, mocniej zwijając się w kulkę w jednym z rogów łóżka, a on pokręcił na to głową.
- Wystarczy, jak mówisz na mnie Oppa. A teraz wyłaź stamtąd, nie dość że się zakurzysz to jeszcze się przeziębisz – mruknął, wciąż trzymając przed nią swoją wyciągniętą dłoń i poruszając palcami zachęcająco w jej stronę.
Obserwowała jego dłoń przez chwilę zastanawiając się nad czymś mocno, po czym z lekkim oporem, ale jednak, chwyciła jego rękę i pozwoliła się wyciągnąć spod łóżka, pozwalając nawet by mężczyzna otrzepał ją pobieżnie z kurzu.
Rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu, nie odsuwając się nawet od Krisa, co go trochę zdziwiło.
- Boisz się czegoś? – spytał, przyciągając ją do siebie, i ku swojemu zadowoleniu widząc, że sama mocniej wtuliła się w jego tors, tak jakby szukała w nim bezpieczeństwa i opieki.
- Szalejącego po moim mieszkaniu lwa – odpowiedziała tylko, i Yifan już wiedział, o kogo chodzi.
- Co mu odbiło? – chcąc nie chcąc warknął, a dziewczyna w jego ramionach wzdrygnęła się lekko na to. Pogłaskał ją tylko po głowie, wskazując tym samym, że nie miał jej nic za złe.
- Dawno już się nie bawiliśmy – spojrzał na nią dziwnie, gdy odwróciła od niego wzrok, odpowiadając mu wymijająco.
Nagle dobiegł ich głośny, wysoki i wcale niemęski pisk gdzieś z głębi mieszkania, który szybko rozpoznali jako należący do Tao.
- Dopadł go! – zaczęła panikować blondynka, z całej siły chwytając w ręce koszulę mężczyzny i zaczynając potrząsać nim nerwowo – Zgubiłeś mnie właśnie Kris Oppa, on tu zaraz przyjdzie i z nami zrobi to samo! – jęknęła, najpierw chowając twarz w jego klatkę piersiową, a potem waląc go z całej siły w ramię.
Na początku Chińczyk chciał popędzić na pomoc przyjacielowi, ale widząc panikę w oczach młodej kobiety, postanowił najpierw ją uspokoić. Usadził ją na łóżku, zastanawiając się w myślach, do jakiej czarnej komedii właśnie się wpakował.
Westchnął w duchu, klękając przed nią i starając się spojrzeć jej w oczy.
A wszystko byłoby tak proste, gdyby nie ten rozszalały, nieobliczalny wariat…
- Dino, uspokój się – spojrzał jej głęboko w oczy, odsuwając kosmyk włosów z jej oczu – Nie pozwolę, by ktoś ci coś zrobił – powiedział jej grobowym głosem, z miną wyrażającą czysty mord dla kogokolwiek, kto by się na nią poważył, a ona kiwnęła powoli głową, nieśmiało spuszczając wzrok.

Przeszczęśliwy, że jego gege pozwolił mu wrócić do mniej więcej bezpiecznego miejsca, jakim była obecnie kuchnia, w podskokach minął po drodze Laya i niemalże wskoczył do pomieszczenia, usadawiając się z zadowoleniem naprzeciwko Europejki, która wciąż się nie poruszyła, prócz momentu, w którym sprzątnęła ulubiony wazon mamy Dino. Jej wzrok leniwie przesuwał się po ekranie komórki, co chwila odpisując na jakieś smsy, a Tao naburmuszył się lekko, kiedy nawet jego aegyo nie sprawiło, że zwróciła na niego uwagę.
Z westchnieniem sięgnął do kieszeni po swój telefon, ale po chwili desperackiego macania się zrozumiał, że ten został w jego torbie, którą zostawił w przedpokoju. Przygryzł wargę, wychylając się ostrożnie z kuchni na korytarz, ale jedyne co udało mu się znaleźć, to jego ukochany notes od Gucciego, ułożony schludnie na podłodze.
Wciągnął głęboko powietrze, oburzony, i bez chwili zastanowienia ruszył, by go podnieść. Niedaleko niego leżał jego cudny, nowiutki Ipod (prezent od Krisa za to, że tamtego nie znalazł), a jeszcze dalej portfel. Z niedowierzaniem na twarzy zaczął zbierać swoje rzeczy z podłogi, aż w końcu jego własne rzeczy zaprowadziły go z powrotem do kuchni, gdzie wreszcie znalazł swój telefon, tuż przed tajemniczymi drzwiami, których obecności nigdy wcześniej nie zauważył. Z westchnieniem ulgi zauważył, że jego torba była niedbale przewieszona przez klamkę od drzwi.
 Zanim zręczna dłoń nie wychynęła z ciemności, łapiąc go mocno za ramię, a z jego gardła nie wydobył się przerażający wrzask, usłyszał tylko pstryknięcie aparatu, i wszystko wokół niego stało się czarne.

Lay przechadzał się właśnie leniwie po korytarzu, nie za bardzo rozumiejąc, czemu Leo wybiegł z kuchni z D.O w swoich ramionach, gdy usłyszał przeraźliwy pisk, który z pewnością należał do ich wushu pandy, i zmarszczył brwi, kierując się w tamtą stronę.
Podskoczył nerwowo, gdy tuż przed nim wyrósł nagle wysoki Polak.
- Hej – zagaił, a w jego oczach tańczyły szalone iskierki, ale Chińczyk zdawał się ich nie zauważyć.
- Hej, Leo – zaczął niepewnie – Powiedz, gdzie zabrałeś Kyungsoo Hyunga? – spytał, a ten tylko zaśmiał się cichutko pod nosem, ciągnąc go za rękaw w stronę kuchni.
- Chciałem tylko z nim porozmawiać. Wszyscy już z nami są, a Tao tak się ucieszył, że aż się rozwrzeszczał – zaśmiał się, a Lay razem z nim.
- Tak, nasza panda potrafi być bardzo emocjonalna – stwierdził. Gdy weszli do kuchni, chłopak nie zatrzymał się, tylko podszedł do dziwnych drzwi, wbudowanych w ścianę, i Lay zamrugał niezrozumiale, a tuż za nim coś pstryknęło cicho, gdy został jednym silnym pchnięciem wrzucony w ciemność przed sobą.

Z niepokojem wyszedł z salonu, marszcząc ze zmartwienia brwi, gdy nie znalazł tam rudowłosej dziewczyny. Z westchnieniem, czując zmartwienie osiadające w jego sercu, ruszył raz jeszcze w stronę pokoju Ann, chociaż sprawdzał go już trzy razy. Może coś przeoczył…
Wszedł do pomieszczenia i od razu poczuł, jak włoski na karku mu się jeżą. Podświadomie czuł, że jest obserwowany, i nie sądził, żeby był to ktoś, kto chciał mu pomóc w szukaniu jego dziewczyny w sposób, którego on by chciał. Nie oglądając się za siebie, a tylko czując gorący oddech z tyłu i ciche sapanie, rzucił się do ucieczki.
Pięć minut później wrócił do miejsca, z którego wyruszył, ze zmierzwionymi włosami i niezidentyfikowaną paćką na całym ciele. Ten Leo naprawdę był nienormalny… rzucanie jogurtem gdy uchylił się przed jego poduszką to już była przesada.
- Chen…~ - zanucił chrapliwie Polak gdzieś w korytarzu, a mężczyzna podskoczył, bez zastanowienia ruszając w głąb pokoju, żeby znaleźć dla siebie azyl. Widząc uchylone drzwi od szafy bez kolejnej myśli otworzył je szerzej i wpakował się do środka, nie zwracając uwagi na wielką kupę ciuchów rozwalonych po podłodze zaraz obok mebla…

Z westchnieniem usiadł na krześle obrotowym w salonie, spoglądając bez zainteresowania na laptopa stojącego na biurku. Przez chwilę myślał, czy może by go nie włączyć, ale powstrzymał się, stwierdzając, że byłoby to niegrzeczne wobec dziewczyn.
- Suho Hyung, nie ma ich tu – usłyszał za sobą, i odwrócił się powoli na krześle. Przed jego oczami rozciągał się całkiem ciekawy widok. Chanyeol leżał rozwalony na dywanie przy kanapie, spoglądając pod jej spód i szukając mamy całego EXO. Baekhyun za to został gdzieś z tyłu, poza zasięgiem wzroku Suho, przeszukując salonowe szafki i szuflady (tłumacząc, że szuka tajnych przejść, którymi Leo mógłby uprowadzić gdzieś Kyungsoo).
Lider otworzył usta, żeby odpowiedzieć chłopakowi, że zaraz pójdą razem sprawdzić łazienkę (bo postanowili się nie rozdzielać), gdy poczuł jak jego fotel sam zaczął przesuwać się w stronę wyjścia.
Joonmyeon zmarszczył brwi; co ten Baekhyun robił? Powinien przeszukiwać szafki.
- Baekhyun, co robisz? – spytał tylko, nim jego krzesło nie przyspieszyło znacznie. Nie zdążył powiedzieć czegokolwiek – w momencie gdy wyjechał do korytarza, duża dłoń zasłoniła jego usta, nie pozwalając by jakikolwiek dźwięk się przez nie wydostał, i powitała go ciemność, gdy coś zostało narzucone na jego oczy.

- Suho Hyung, to może chodźmy już sprawdzić łazienkę… Suho Hyung? – Chanyeol podniósł głowę ze swojego miejsca pod kanapą i zamrugał tylko zdziwiony, gdy przed sobą ujrzał tylko puste krzesło obrotowe i Baekhyuna, wciąż przetrzepującego szuflady.
- Baekkie, gdzie się podział nasz liderek? – spytał chłopaka, a ten odwrócił się do niego, rozglądając przez chwilę.
- Nie wiem, nie słyszałem go. Może już poszedł sprawdzić łazienkę? – zasugerował, drapiąc się w zamyśleniu po głowie – Pójdę mu pomóc, dołącz do nas jak zbierzesz się z podłogi, Yeollie – rzucił w jego kierunku z uśmiechem i wybiegł z salonu.
Raper już miał się podnieść, gdy coś mu na to nie pozwoliło, szybkim ruchem turlając go w jedną stronę. Zdążył tylko wydać z siebie zaskoczony okrzyk, nim nie znalazł się całkowicie zaplątany w dywan.
W następnej chwili coś, czego nie widział, pociągnęło go w bliżej nieokreślonym kierunku…

Gdy Baekhyun wpadł do łazienki, o dziwo nie spotkał tam swojego Hyunga. Rozejrzał się ostrożnie wokół, ale pomieszczenie było zupełnie puste. Czekając, aż Chanyeol do niego dołączy, postanowił zacząć sprawdzać w kątach, czy nie spotka tam go jakaś niespodzianka. Jego oczy zaświeciły się jasno, gdy na umywalce przy lustrze znalazł cztery zupełnie nowe, ekskluzywne eyelinery, których zwykle używała Ann, przygotowując ich do występów. Przełknął ślinę i rozejrzał się ostrożnie wokół, nie mogąc się powstrzymać.
Chwycił wszystkie w rękę, z zamiarem wykorzystania każdego z nich po kolei, po czym zaczął nakładać dokładnie pierwszą linię.
W swoim skupieniu, nie zauważył w lustrze postaci, która właśnie pojawiła się za nim. Zdesperowany pisk rozniósł się po mieszkaniu, a potem zaległa idealna cisza.

Sehun drgnął nerwowo, słysząc wrzask jednego ze swoich Hyungów, po czym niepewnie wszedł do łazienki, w której drzwi były lekko uchylone. Jego serce zabiło mocno, a adrenalina skoczyła gwałtownie, gdy ujrzał niedokończony, dramatyczny napis „Pomocy”, namazany eyelinerem na lustrze.
Szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie, wrócił do kuchni, z której wyszedł przed chwilą by sprawdzić, co się stało. Eve wciąż tam była; odłożyła na chwilę swój nieodłączny telefon, w zamian postanawiając zrobić dla siebie herbaty. Rzuciła pytającym wzrokiem na maknae, ale ten tylko pokręcił głową, bez słowa podnosząc obrus ze stolika i wchodząc bezceremonialnie pod niego. Jak na razie, jego kryjówka okazała się być bardzo skuteczna. Usadowił się więc tam wygodnie tak, żeby nie walić głową o blat, po czym wyciągnął mozolnie swój telefon z kieszeni i napisał wiadomość, skierowaną do Eve.
„Nie pisz do mnie teraz, ukrywam się” przeczytał Leo, z niebezpiecznym błyskiem w oku rejestrując, kim był adresat. Widząc jego złośliwą minę, Eve tylko wywróciła oczami, patrząc na niego z dezaprobatą, ale nie uczyniła nic, by zabrać przyjacielowi swój telefon. Zamiast tego raz jeszcze rozsiadła się wygodnie na krześle, sącząc powoli gorący napój.
Blondyn stanął na środku kuchni, biorąc głęboki wdech i zaczynając nasłuchiwać, gdy wysłał nową wiadomość do Sehuna.
„Ok.” brzmiała odpowiedź, i chłopak miał ochotę jęknąć i schować twarz w dłonie. Nie było mu to jednak dane; głośny wrzask wyrwał się z jego gardła, gdy Leo podniósł obrus do góry i siłą wyciągnął go spod mebla.

- Słyszałeś to? – spytał z niepokojem LuHan Xiumina, a ten kiwnął głową na znak, że słyszał okrzyk wzywający pomocy ich maknae.
- Na pewno tylko się czegoś przestraszył – spróbował uspokoić go starszy, ale tak jak podejrzewał, nie podziałało, więc tylko z westchnieniem poklepał jelonka po ramieniu – Idź i go poszukaj Lulu, ja pójdę do Dino i Krisa, widziałem ich w jednym z pokoi – rzucił, a chłopak tylko kiwnął szybko głową, od razu ruszając w stronę kuchni.
W środku była tylko Eve, podparta na łokciu i wciąż wpatrzona w swoją komórkę, ze świeżą herbatą u boku.
- Hej Eve… - zaczął niepewnie, a dziewczyna po paru sekundach podniosła na niego leniwie wzrok, milcząc wymownie – Czy nie widziałaś nigdzie Sehuna? – spytał, a ona wróciła bez słowa do swojego poprzedniego zajęcia, wskazując mu jedynie palcem na drzwi, których wcześniej nie zauważył, tuż koło lodówki. Były one skrzętnie ukryte w ścianie, odstawała od nich jedynie niewielka klamka, a całe pomalowane były na kolor wokół nich.
Powoli, nieco podejrzliwie podszedł do nich, a gdy je otworzył, poczuł jak szczęka opada mu do samego dołu.
- Lulu Hyung! – pisnął tylko Sehun, nim Leo nie wciągnął mężczyzny do środka, a za nimi zabrzmiał cichy pstryk aparatu.

- LuHan i Sehun coś długo nie wracają – zaniepokoił się Xiumin, siadając obok blondynki na jej łóżku. Kris wciąż przed nią klękał, trzymając jej drobne dłonie w swoich, o wiele większych, starając się ją przekonać, że z nim nic złego jej nie grozi i może razem z nim wyjść z pokoju.
- Nie wrócą, bo jest już za późno – stwierdziła ponuro Dino, patrząc pochmurnym wzrokiem na swoje kolana, a Chińczyk zmarszczył czoło.
- Przysięgam, że jak go złapię, to ubiję – powiedział tylko cicho przez zaciśnięte zęby, podnosząc się z klęczek, głaszcząc uspokajająco naburmuszoną kobietę po głowie.
- Hmm… to wy tu jeszcze zostańcie – postanowił po chwili zamyślenia Minseok – a ja wpadnę szybko do kuchni sprawdzić czy przypadkiem ich tam nie ma, no i podkradnę coś jedzenia – pogłaskał się po brzuchu, a ten jak na zawołanie zaburczał głośno. Blondynka zachichotała cicho pod nosem, a Kris pokręcił na to głową, uśmiechając się jednak nieznacznie.
Najstarszy z całego EXO miał to szczęście, że udało mu się w całości dostać do kuchni, nie napotykając nikogo niepożądanego (np. Leo) po drodze. W środku jak zawsze siedziała młoda Europejka, wpatrzona w ekran swojego telefonu, więc nie chcąc jej przeszkadzać, spytał tylko szybko, gdzie trzymają jedzenie.
Odpowiedziała, że w spiżarni, koło lodówki. Bez zastanowienia więc powędrował w tamtą stronę. Gdy otworzył drzwi jednak, jego oczom ukazały się niemalże dantejskie sceny. Całe pomieszczenie było dosyć małe, składało się głównie z półek popodwieszanych na ścianach od góry do dołu, na których to stały całe rzędy konfitur. W małej przestrzeni, jaka jeszcze pozostała, siedziało ściśniętych niczym śledzie dziewięciu młodych, zaginionych mężczyzn. Większość z nich stłoczona była w jednym kącie; przyciśnięci do siebie niczym sardynki, wspólnie byli opleceni niezidentyfikowanego pochodzenia sznurem. Obok, na w pół jeszcze w dywanie, a na wpół na zewnątrz, Chanyeol wyżerał bliżej nieokreślone konfitury ze słoików (był już przy piątym), a Sehun i LuHan starali się pocieszyć zestresowanego Tao. W naprzeciwległym rogu siedział na miękkiej poduszce D.O, obserwując wszystko wokół niespokojnie, jakby nie za bardzo wiedział, co się w ogóle stało. Tuż koło drzwi, z założonymi na piersiach rękoma stał Kai, niczym strażnik pilnujący ważnych skarbów.
- Kai, co robisz? – spytał Xiumin zdziwiony, a ten tylko wzruszył ramionami.
- Hyung kazał pilnować, to pilnuję – odpowiedział, a włoski na karku Minseoka stanęły nagle, gdy poczuł za sobą czyjąś prezencję.
- Cześć, mogę cię zjeść?

- Pójdę sprawdzić, co się dzieje z Xiuminem Hyungiem – wstał z łóżka, ale dziewczyna natychmiast złapała go za rękaw, a on spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie idź! – krzyknęła, po czym zarumieniła się na swój wybuch, spuszczając po raz kolejny wzrok – Boję się zostać sama… - dodała ciszej, a Kris poczuł, jak ciepło rozlewa się po jego sercu, nakazując mu natychmiastowo przytulić blondynkę. Powstrzymał się jednak, nachylając nad nią i patrząc jej głęboko w oczy.
- Muszę sprawdzić, co się dzieje. Jestem za nich odpowiedzialny – pokiwała powoli głową, nie puściła jednak jego rękawa.
- To ja może pójdę jednak z tobą – powiedziała cicho, a on nie mógł się powstrzymać, by się nie uśmiechnąć.
Razem, ramie w ramię (Dino wciąż uczepiona nieszczęsnego rękawa) weszli do cichej, niepozornej kuchni.
- Eve, gdzie Leo? – spytała dziewczyna, a Eve spojrzała na nią, przez parę sekund ważąc w myślach swoją odpowiedź.
- W spiżarni – odpowiedziała w końcu tylko, a Dino skinęła jej głową, podczas kiedy Kris zmarszczył niezrozumiale brwi.
- Trzymamy tam zapasy jedzenia, Leo lubi się tam chować – wyjaśniła pokrótce, a mężczyzna nie mógł opanować gardłowego warkotu, który zaczął wydobywać się z jego ust.
- Usiądź sobie wygodnie przy stole, mała – przesunął ją w kierunku przyjaciółki, samemu zbliżając się do drzwi  i bez zastanowienia je otwierając.
Zanim zdążył się zorientować, dwie silne dłonie chwyciły go za koszulę i zaczęły wciągać do środka, udało mu się jednak zaprzeć rękoma o framugę. Za sobą usłyszał krzyki aprobaty Dino, żeby „smok nie dał się lwu”, i dodało mu to siły.
Barowali się tak przez następne pięć minut, póki nie zadźwięczał budzik w telefonie Eve. Wyłączyła go szybko, stanęła obok nich i wrzasnęła tylko „Koniec zabawy!”.
Jak zaczarowany, Leo puścił Krisa, sprawiając, że ten trochę zatoczył się oburzony do tyłu.
- Rozpakuj ich wszystkich, umyj się szybko i idziemy oglądać- rzuciła tylko do Leo, bez słowa wychodząc do salonu.
Sapiąc cicho, dwóch mężczyzn spojrzało na siebie spode łba, gotowych w każdej chwili znów na siebie skoczyć, ale Dino im przeszkodziła, wchodząc pomiędzy nich.
- Leo, idź się umyj – poinstruowała go, a ten po chwili poszedł powolnym krokiem do łazienki, odprowadzany morderczym wzrokiem Krisa.
- A ty, Kris Oppa, idź uwolnij resztę i doprowadź swój zespół do używalności – zwróciła jego uwagę na siebie – A ja zacznę przygotowywać jedzenie – nie czekając na jego odpowiedź ruszyła, by zacząć wyjmować składniki na wymyśloną przez siebie potrawę.
Smok jeszcze przez chwilę patrzył na drobną istotkę zgrabnie biegającą po kuchni, po czym westchnął ciężko, słysząc żałosny jęk Tao ze spiżarni, i wszedł do środka, przygotowując się mentalnie na czekające go zadanie.
Czterdzieści minut później udało im się zasiąść wygodnie przed telewizorem, z pełnym zestawem dań przed sobą (dzięki D.O, który cudem wrócił do siebie po traumatycznych przeżyciach).
Eve i Leo chwycili zgodnie pilota, włączając TVP Polonie, a Dino podniosła zdziwiona brwi.
- No nie no, wy i „Lalka”? – obydwoje tylko wzruszyli ramionami.
- Klasyk – odpowiedzieli zgodnie.

Chowała się już od nie wiedziała jak długiego czasu, kiedy drzwi od szafy nagle otworzyły się gwałtownie i do środka weszło coś. Nie udało jej się opanować wystraszonego pisku, gdy coś zimnego i lepkiego otarło się o jej ramię, a tajemnicza osoba, słysząc jej głos, również podskoczyła do góry, przestraszona.
Nerwowym ruchem ręki wyciągnęła z kieszeni telefon, świecąc nim sobie w ciemności, żeby zobaczyć kto do niej dołączył.
Chen zmrużył oczy, w następnej chwili rozszerzając je znacznie, gdy ujrzał tapetę telefonu, przedstawiającą jego własne zdjęcie. Ne mógł zobaczyć, kto był właścicielem telefonu, ale powoli się domyślał.
- Ann? –spytał niepewnie, a z drugiej strony odpowiedziało mu wciągnięcie powietrza, gdy i dziewczynie udało się go rozpoznać.
- Chen Oppa! – krzyknęła, szybko chowając telefon do kieszeni i rumieniąc się, gdy przypomniała sobie, co miała na tapecie.
- Masz moje zdjęcie na ekranie głównym? – spytał z głupawym uśmieszkiem, którego rudowłosa nie mogła do końca dostrzec, a Jongdae odpowiedziała głucha cisza, która, jak stwierdził, była jego potwierdzeniem.
- A ty… co to jest to białego…? – spytała niepewnie, bo pomimo ciemności panującej w szafie, zdołała wypatrzeć niezidentyfikowane, jasne plamy na dosłownie całej postaci swojego chłopaka.
- Najprawdopodobniej jogurt – odpowiedział po dłuższej chwili – Leo się chyba zirytował, że nie dałem mu się złapać, to wziął mnie na muszkę… nabiałem – skończył tłumacząc, odpowiadając tym samym na nieme pytanie kobiety. Ta zachichotała cicho, delikatnie przesuwając palcem po umazanym policzku Chena, po czym posmakowała przysmaku, z zadowoleniem stwierdzając:
- Hmm, czekoladowy. Cóż, tak czy inaczej, chyba obydwoje powinniśmy się cieszyć, że żałował czasu na robienie kisielu, trudniej się go pozbyć z ubrań – uraczyła go zawadiackim uśmieszkiem.
Mężczyzna najpierw otworzył usta ze zdumienia, a potem zawtórował Ann.
- Skoro mieliśmy szczęście, to nie możemy pozwolić, żeby ono się zmarnowało… - zbliżył się do niej i nachylił sugestywnie, a ona zamilkła na chwilę.
- Widzę, że ciemny Jongdae znów wyszedł na powierzchnię – powiedziała tylko, nim ich usta nie złączyły się w namiętnym pocałunku, który smakował ironicznie jogurtem czekoladowym. Przygryzł delikatnie jej wargę, wyrywając z ust cichy mruk, nim nie odsunął się trochę. Jego usta wciąż jednak dotykały jej gdy mówił, tak jakby chciał podzielić się z nią oddechem.
- Tak, on bardzo lubi ciemność – odpowiedział tylko, kładąc dłonie na jej biodrach i przyciągając ją do siebie mocniej. Jęknęła zadowolona i wtuliła się w jego tors, wsuwając palce w jego bujne włosy, nie zwracając uwagi na lepką substancję, która w jednej chwili ubrudziła jej dłonie.
W następnej chwili jego ręce zawędrowały na jej pośladki, ściskając je mocno, i z gardła Ann wyrwał się zaskoczony, ale zadowolony pisk, i oderwała się w tym momencie od jego warg, by szepnąć do niego schrypniętym głosem „Niegrzeczny z ciebie chłopiec…”, na co on tylko wsunął rękę pod jej bluzkę, błądząc okrężnymi ruchami po jej plecach, drażniąc się z zapięciem jej stanika.
Przerwali przestraszeni w momencie, gdy zamek w drzwiach od szafy szczęknął cicho, i zza nich dosłyszeli triumfalny śmiech blondyna.
- Miłej zabawy gołąbeczki, przyjdę po was później…
Przez chwilę panowała między nimi cisza, po czym poczuła, jak Jongdae przysuwa się do niej bliżej, po raz kolejny nakrywając jej usta swoimi.
- Skoro i tak stąd nie wyjdziemy, równie dobrze możemy zająć się teraz czymś ciekawszym… - mruknął tylko niskim, lubieżnym głosem, przygryzając jej płatek ucha. Rudowłosa pokiwała tylko na to głową, drapiąc go delikatnie po karku, i składając pocałunek na jego szyi, by w następnej chwili przygryźć ją delikatnie i uzyskać od chłopaka zduszony jęk.
- Tak, niech reszta się pobawi… - pozwoliła, by dłoń chłopaka chwyciła jej pierś, ściskając ją mocno, by w następnej chwili zacząć ją delikatnie głaskać, i nie mogła opanować drżenia nóg.
Chen oparł ją wygodnie o ścianę szafy, przyciskając mocniej do drewna, napierając na nią mocno tak, że poczuła na swoim podbrzuszu gorącą, pulsującą męskość chłopaka, i jęknęła głośno, wychodząc jego ruchom naprzeciw.
Stracili rachubę czasu, kiedy sycili się swoimi ustami, dotykając na przemian swoich ciał. Wkrótce temperatura wokół nich stała się nie do wytrzymania, a ona znalazła się w samym staniku, naprzeciwko młodego Azjaty, który właśnie kilkoma niezgrabnymi, skrępowanymi przez małą przestrzeń ruchami, zdjął z siebie koszulkę. Zadrżała, gdy jego rozpalona skóra dotknęła jej, i nie mogła się powstrzymać, by nie przejechać dłonią po ładnie zarysowanych mięśniach Chena.
Mruknął zadowolony, gdy jej dłoń powędrowała dalej, muskając płynnymi ruchami szlaczek ciemnych włosów, prowadzący ją od pępka przez podbrzusze niżej… pociągnęła zaczepnym ruchem za jego pasek od spodni, a z jego gardła wydobył się zadowolony pomruk, gdy jego biodra same z siebie powędrowały do przodu za jej ręką.
Ucałowała jego usta raz jeszcze, pozwalając by jej prawa dłoń opuściła włosy mężczyzny i zsunęła się niżej, przez jego tors, do spodni, gdzie pomogła lewej odpiąć szybkim ruchem pasek od spodni. Nie mogła wyciągnąć go ze szlufek, nie mając wokół miejsca, ale nie przejmowała się tym.  Ich języki spotkały się w gorącym, erotycznym tańcu, gdy odpięła guzik od spodni i rozpięła rozporek mężczyzny, przynosząc tym samym ulgę jego męskości.
Westchnął drżącym głosem, składając pocałunki na całym dekolcie dziewczyny, podczas gdy jego dłonie raz to masowały piersi rudowłosej, by w następnej chwili zejść na jej brzuch lup plecy, wodząc po nich delikatnie.
Wstrzymał oddech, gdy dłoń Ann zaczęła powoli wędrować w stronę jego łaknącej dotyku męskości, gdy nagle ktoś zapukał w drzwi szafy.
Zamarli bez ruchu, z szeroko otwartymi oczami, wpatrzeni w siebie.
- Na pewno bardzo się tam wam podoba skarby, ale boję się, że w końcu zabraknie wam powietrza. Powiedzcie, kiedy możemy otworzyć drzwi – usłyszeli stłumiony głos. Parę sekund później, zaczęli nerwowo zakładać na siebie rzeczy i zapinać to, co zostało rozpięte, by kilka minut później nieśmiało poinformować dziewczynę po drugiej stronie, że może otworzyć.
Zamek kliknął cicho, a przed ich oczami stanęła Dino, Kris i Suho, wszyscy z nieodgadnionymi minami na twarzach, choć w ich oczach czaiła się wesoła iskierka. Ann była im jednak dozgonnie wdzięczna, że nie czynili żadnych uwag.
- Chciałam przeprosić was, że tak długo to trwało, ale chyba nie muszę – zmierzyła ich tylko wzrokiem z zadowolonym uśmiechem – Skończyliśmy już jakąś godzinę temu, ale myśleliśmy, że uciekliście po prostu z mieszkania. Dopiero przed chwilą, w trakcie reklam Leo nam łaskawie powiedział, że zamknął was w szafie i zabrał ze sobą klucz – wyjaśniła, obracając w palcach mały, złoty kluczyk, a dwójka nie mogła opanować czerwieni, która wpłynęła na ich policzki.
- Na pewno jesteście głodni… - stwierdził tylko Kris, patrząc na nich nieodgadnionym wzrokiem, z rękoma założonymi na piersi.
- Kolacja czeka – dokończył Suho, uśmiechając się do nich – Tylko może najpierw… umyjcie się trochę?
Spojrzeli na niego z niezrozumieniem, a potem na siebie, i zrozumieli. Teraz już nie tylko Chen był cały w jogurcie, ale i Ann. Spłonili się jeszcze bardziej spuszczając wzrok ze swoich przyjaciół, nie będąc w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Nie martw się Chen, w torbie mam zapasową koszulkę – powiedział Kris, a Dino spojrzała na niego z brwią podniesioną do góry, ale Chińczyk nie zareagował.
- A tak w ogóle, to gratulacje. Wygraliście grę w chowanego, wersję Apaczów – Dino wyszczerzyła się do nich wesoło.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przez ostatnie parę minut siedział, głęboko pogrążony we własnych myślach, nie zwracając uwagi na to, co działo się wokoło niego. Jakiś czas temu Dino, razem z Suho i Krisem wyszli z salonu by wypuścić z szafy Chena i Ann, a myśli Laya podświadomie powędrowały do niskiego bruneta, który był ich liderem.
Przez ostatni czas Yixing powoli układał swoje uczucia, które miał do starszego chłopaka; nie wiedział jeszcze dokładnie, czy była to miłość, wiedział jednak, że nigdy więcej nie chciał widzieć Suho w takim stanie, jak wtedy gdy wrócił z randki z Ann. Jego serce ścisnęło się boleśnie na samą myśl i przełknął powoli ślinę, wpatrując się pustym wzrokiem w ekran telewizora, na którym rozgrywała się akcja jakiegoś dziwnego, nierozpoznawalnego dla niego, polskiego serialu.
Starał się spędzać z Joonmyeonem jak najwięcej czasu, nawet w ich oddzielnych dormach. Zdał sobie sprawę, jak wielką przyjemność sprawiało mu przebywanie w towarzystwie drugiego. Przyjemne ciepło rozlewało się po jego sercu, gdy Koreańczyk uśmiechał się w jego stronę, lub gdy ich ciała stykały się przez przypadek. Ostatnimi czasy nie potrafił myśleć o niczym innym, i to że nie wiedział co dokładnie czuje wobec niego Suho, doprowadzało go do szaleństwa.
Zdecydowanie nie chciał, żeby między nim a niższym mężczyzną pozostawały jakieś niedopowiedzenia i niewyjaśnione sprawy.
Został wyrwany ze swoich myśli, gdy do środka z powrotem weszła trójka ratowników, a za nimi czerwoni jak buraki Chen i Ann. Uśmiechnął się sam do siebie lekko, podświadomie mając nadzieję, że on też kiedyś będzie się mógł tak zachowywać z Suho.
Rzucił wyżej wymienionemu zmęczony uśmiech, gdy Joonmyeon usadowił się obok niego, na specjalnie przez Laya przygotowanym miejscu. Wciąż z uśmiechem na ustach, wypchnął z umysłu wszystkie inne myśli prócz tych, dotyczących chłopaka obok niego, i pozwolił swojej głowie opaść leniwie na ramię lidera.
Suho zarumienił się na to lekko, drgając pod naporem głowy wyższego, ale nic mu nie powiedział, starając skupić się na telewizorze przed sobą.
Kiedy wrócili tego dnia do swoich dormów, Lay postanowił zrobić pierwszy krok w kierunku swojego celu – dowiedzenia się prawdziwych uczuć Suho, a przy okazji swoich własnych.
Cicho wymknął się po kąpieli z mieszkania EXO-M, kierując się w stronę drzwi naprzeciwko. Gdy wszedł, okazało się że wszyscy już spali; jedynie w kuchni ktoś się jeszcze krzątał, chowając pozmywane rzeczy do szafek.
Jakie było zdziwienie Yixinga, gdy zamiast postaci D.O ujrzał przed sobą tak mu dobrze znaną figurę Suho.
- Suho Hyung… - powiedział tylko, a ten podskoczył do góry z cichym okrzykiem. Odwrócił się w jego stronę, odkładając talerz na blat i łapiąc się za serce.
- Ale mnie wystraszyłeś Lay – odetchnął głęboko, nim nie zaczął znów rozkładać talerzy po kuchni, nie patrząc młodszemu w oczy.
- Suho Hyung – powtórzył Lay, tym razem pewniej – możemy porozmawiać? – spytał, siadając przy stole, a lider spojrzał na niego ze zdziwieniem w oczach, i niejakim wahaniem. Po chwili westchnął tylko i pokiwał głową, siadając na krześle obok Chińczyka.
Siedzieli tak przez parę minut w milczeniu, aż w końcu ciszę przerwał Koreańczyk.
- To o co chodzi, Lay? – nie spojrzał jednak na niego, z nagłym zainteresowaniem spoglądając na swoje ładne, zadbane paznokcie. Blondyn wziął głęboki wdech, spoglądając w oczy drugiemu mężczyźnie, i zaniemówił.
Porwała go niesamowita głębia oczu mężczyzny; zauważył w nich wszystkie te emocje, które czuł u siebie – uwielbienie, oddanie, lojalność, ale i… miłość. Były w nich też jednak rzeczy, których wolałby, żeby tam nie było – udręka, smutek i niezaprzeczalne zmęczenie.
Teraz Suho patrzył na niego z zaciekawieniem, gdy nie mógł się wysłowić, a jego usta wykrzywiły się leciutko w wyraz zainteresowania, i Lay podświadomie lekko oblizał swoje usta patrząc na nie. Naszła go nagła ochota na pocałowanie tej pary ślicznych ust, co zupełnie nie pomagało strasznemu mętlikowi w jego głowie.
Joonmyeon przechylił lekko głowę w bok, patrząc z zaciekawieniem na Chińczyka, a ten jeszcze raz przełknął ciężką gulę, która powstała w jego gardle. Chciał zacząć dyskretnie, powoli, ale jak zwykle, nie udało mu się to, gdy jego usta wypowiedziały po prostu to, o czym w tamtej chwili myślał jego umysł.
- Suho Hyung, proszę cię, umów się ze mną! – zapadła między nimi grobowa cisza, kiedy starszy mężczyzna patrzył na niego z niemym zdziwieniem. Jego policzki zaróżowiły się, a wzrok odwrócił od Laya, gdy jego dłoń powędrowała do ust, gdzie spoczęła na następne parę minut.
Yixing przeklął się głośno w myślach, mając ochotę zabić się tu i teraz, ale zagryzł tylko zęby i nie spuszczał wzroku ze zmieszanego mężczyzny.
- Yixing… - zaczął w końcu niepewnie, a serce blondyna zabiło mocniej, próbując wyrwać się z jego klatki piersiowej; Suho mówił do innych członków zespołu po imieniu tylko wtedy, gdy działo się coś naprawdę ważnego, zwykle złego – Nie mogę, Yixing.
Lay poczuł, jak otwiera się pod nim głęboka przepaść, która wciąga go w siebie, topiąc w rozpaczy, smutku i wszechogarniającym mroku. Serce paliło go w piersi, nie pozwalając złapać większego oddechu, a nogi i ręce zaczęły trząść, jakby tym samym jego ciało chciało okazać swój upadek. Umysł krzyczał, wił się i nie chciał przestać, a jedyne co oczy chłopaka widziały w tamtej chwili, to samotną łzę, która powoli spłynęła z policzka tak ważnej dla niego osoby.
- Czemu? – spytał tylko, nie mogąc powiedzieć nic więcej; jego głos był przeraźliwie pusty i pozbawiony wszystkich emocji.
- Nie wiem, jak się dowiedziałeś o moich uczuciach Yixing, ale to w tej chwili nieważne. Nie potrzebuję… nie chcę twojej łaski i współczucia. Po prostu… zapomnijmy o tym. Tego nie było, nie ma, i nie będzie, Yixing. Więc… zapomnijmy – powtórzył, drugi raz jakby dla siebie, z trudem przełykając parę łez, które chciały uciec z jego oczu, i podniósł się powoli z krzesła, bez słowa i jednego spojrzenia wychodząc z pomieszczenia.
Ciche spazmy wstrząsnęły parę minut później ciałem Laya, który jedynie niemo wpatrywał się do tej pory w miejsce, w którym wcześniej siedział lider. Jego drżąca dłoń przesunęła opuszkami palców po siedzisku, na którym jeszcze parę chwil temu siedział Suho, i musiał włożyć sobie pięść do ust, by nie zacząć wyć z bólu, jaki odczuwało całe jego ciało w tamtej chwili.
Jego całe jestestwo pragnęło podążyć za Koreańczykiem by chwycić go w swoje ramiona i nie puszczać, by poczuł się lepiej, ale wiedział, że nic to nie da; Suho go odrzuci, po raz kolejny, a on nie był pewien, czy przeżyłby drugie odrzucenie.
Czy to tak właśnie czuł się starszy mężczyzna, gdy Lay kłamał mu w żywe oczy, że wraca wcześniej do dormu bo jest zmęczony, by w rzeczywistości spędzić całą noc na zabawie i niezobowiązującym seksie?
Potem przypomniał sobie moment, w którym Suho kupił swoje bmw. Twierdził, że chociaż nie ma prawa jazdy, to na pewno zapasowy środek komunikacji im się przyda, choć w rzeczywistości kupił je tylko dlatego, że Lay chciał mieć swój samochód, a najlepiej czarne bmw, i takie dostał. A on, zamiast wdzięczności wobec swojego lidera, zamiast wozić go tym autem wszędzie niczym najważniejszą w jego życiu personę, woził nim przydrożnych ludzi, na myśl o których zrobiło mu się niedobrze.
Wstał chwiejnie od stołu, czując obrzydzenie do samego siebie narastające w jego wnętrzu. Był potworem, egoistyczną bestią, która siała wokół siebie zniszczenie. W tamtej chwili nienawidził siebie tak, jak jeszcze nigdy. Skrzywdził osobę, na której zależało mu najbardziej na świecie, i nie mógł tego w żaden sposób naprawić. Jak mógł teraz ze sobą żyć?
Łkając nieprzerwanie w rękaw, by nikogo nie obudzić, wyszedł z mieszkania, idąc w bliżej mu nieznanym kierunku.
Chciał po prostu zniknąć, by już nigdy nikt nie musiał cierpieć przez jego głupotę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jego serce biło mocno, pełne złych przerzuć. Gdy obudził się o trzeciej nad ranem i na łóżku obok nie zastał Laya, ba, pościel nie była nawet zmięta, wystraszył się. Pobiegł do Krisa, zaalarmowany, a ten zaczął go uspokajać, że Chińczyk zapewne po prostu zasiedział się na sali treningowej, jak to on miał w zwyczaju.
- Jak chcesz, to możesz do niego zadzwonić – powiedział wreszcie, przecierając nieprzytomnie oczy ze snu.
Chen chwycił swój telefon i wykręcił numer swojego przyjaciela, a chwilę później znana im melodyjka zaczęła grać w ich pokoju. Dwaj mężczyźni spojrzeli po sobie milcząco.
- Lay nigdy nie zostawia telefonu gdy gdzieś idzie, nawet na salę treningową – powiedział cicho Jongdae, czując głęboki niepokój.
Kris tylko zacisnął usta w cienką linię, myśląc nad czymś intensywnie, po czym wyciągnął swój własny telefon i wybrał jeden z numerów.
- Suho? Wiesz może, gdzie jest Lay? – spytał ostrożnie, a po drugiej stronie zapadła wymowna cisza. Po chwili chłopak coś odpowiedział, a Yifan zmarszczył głęboko brwi, odwracając się nagle od Chena, jakby nie chciał, by ten słyszał to, co mówi.
Po chwili rozłączył się, i spojrzał Koreańczykowi w oczy. Chwycił swoją bluzę, narzucając ją szybkim ruchem na ramiona, po drodze do wyjścia biorąc też swoją komórkę i klucze od auta, a Jongdae rzucił mu pytające spojrzenie.
- Chyba wiem, gdzie jest. Ale musisz mi pomóc, Jongdae – Chen pokiwał głową i podążył za swoim Hyungiem, w tamtej chwili pragnąc tylko dowiedzieć się, co stało się Layowi i pomóc mu w jakiś sposób. W następnej chwili coś wpadło mu do głowy.
- A Suho Hyung nie idzie z nami? – spytał, a Kris pokręcił milcząco głową.
- Nie jest za bardzo w stanie – powiedział bardzo cicho, tak jakby tylko do siebie, jednak młodszy usłyszał go. Zaniepokoiło go to jeszcze bardziej, ale postanowił nic nie mówić.
Bez kolejnego słowa zjechali na podziemny parking windą i wsiedli do samochodu starszego mężczyzny.
Dwadzieścia minut później znaleźli się pod jednym z ekskluzywniejszych klubów w Hongdae. Był wypchany po brzegi, jako że następnego dnia był dzień wolny, i Kris zarządził, że powinni się rozdzielić, by szybciej przeszukać to miejsce.
Chen naciągnął kaptur głębiej na twarz, żeby nikt niepotrzebnie go nie rozpoznał, choć wątpił by ktokolwiek był w stanie nawet zrobić coś, gdyby się dowiedział. Większość towarzystwa była pijana w trupa, zbyt zajęła obściskiwaniem się na parkiecie albo po kątach, by zwrócić na niego uwagę.
Jakiś pijany punk celowo otarł się o niego, próbując tym samym zajrzeć mu pod opuszczony kaptur, ale udało mu się uchylić; jego ręka zwinęła się w pięść, a szczęki zacisnęły mocno – nie lubił przemocy, ale w takim miejscu jak to i w takich okolicznościach wolał być przygotowany.
- Eeej, Jongdaee, brachuuu – usłyszał ponad tłumem schrypnięty, męski głos, i odwrócił się w jego kierunku. Niedaleko, wsparty desperacko o bar siedział Lay; jego oczy były przekrwione i spuchnięte, jakby płakał przez ostatnich parę godzin.
Włosy miał zmierzwione a ubrania w nieładzie, a w dodatku obok niego siedział jakiś podejrzany typ, rzucający mu lubieżnie spojrzenia. Chińczyk zdawał się jednak nie zwracać na to uwagi, całkowicie schlany i przeszczęśliwy, że spotkał kogoś mu znajomego. Chwiejnym ruchem ręki przywołał do siebie mężczyznę, a ten powolnym krokiem ruszył w jego stronę, opadając z westchnieniem na siedzenie obok starszego.
Uśmiech na jego twarzy wyrażał zupełną pustkę, a głowa podparta na jego ręce kiwała się niekontrolowanie do przodu i do tyłu. Wpatrywał się w Chena nic nie mówiąc, jakby jego sama obecność zupełnie mu wystarczała.
Jongdae oblizał wargi, marszcząc przy tym brwi. Nie podobało mu się to, wcale.
- Hyung, chodź do domu – pociągnął go za rękaw, ale ten tylko spojrzał na niego załzawionymi oczami.
- Ale po co wracać do domu, Chen Chen? – zaczął mieszać ze sobą słowa po koreańsku i mandaryńsku, jednym chaustem wypijając któryś z kolei drink, który właśnie postawił przed nim barman.
- Powinieneś odpocząć, Lay Hyung – mówił do niego dalej spokojnie, wiedząc doskonale, że z pijanymi się nie dyskutuje.
- Po co, nie mam dla kogo żyć, w przeciwieństwie do ciebie – naburmuszył się, patrząc na niego z wyrzutem.
- Masz nas, Hyung – facet za plecami Chińczyka zaczął niebezpiecznie się do nich przybliżać, i Jongdae podświadomie zacieśnił pięść, gotów w każdej chwili stanąć w obronie Yixinga.
- Ty masz Ann, kochacie się, jest fajnie. Na pewno musi być fajnie, coś o tym wiem – pokiwał wszechwiedzącym ruchem głowy, jakby zupełnie wiedział, jak to jest być w związku z rudowłosą. Mięśnie Chena spięły się jeszcze bardziej, o ile było to jeszcze możliwe, i spojrzał uważnie w oczy drugiego mężczyzny.
- Co o tym wiesz? – spytał przez zaciśnięte zęby, czując jak adrenalina mu skacze niebezpiecznie do góry. Lay tylko machnął ręką, jakby to nie było takie ważne. Po chwili jednak ostentacyjnie rozejrzał się wokoło, kiwając trochę na boki, i nachylił bardziej w stronę swojego dongsaenga, nie zwracając nawet uwagi, że ten przestał mówić do niego w sposób formalny, tak jak powinien do starszej od siebie osoby.
-  Bo widzisz – ściszył głos, jakby wyjawiał jakiś bardzo ważny sekret osobie, która nie powinna go znać – Ja spotkałem Ann wcześniej niż wy wszyscy – zauważył dumnie – Spotkaliśmy się w klubie, szczerze mówiąc nie pamiętam, czy to był ten czy inny… - zatoczył ręką wokoło, wskazując, że może są a może nie w tym miejscu – I tak jakoś wyszło, że przespaliśmy się ze sobą – zakończył z triumfalnym uśmiechem, trącając nagle skamieniałego Chena w bok – Wyobraź sobie, jakiego pietra dostałem, jak zobaczyłem, że jest naszą makijażystką! Mówię sobie; cholera jasna, seks był dobry, ale nie spodziewałem się jej jeszcze więcej zobaczyć! – zaśmiał się, jakby to zrządzenie losu było bardzo dobrym kawałem – Ale co ci mogę powiedzieć brachu – tutaj podniósł palec do góry, niczym mentor instruujący swojego ucznia – że w łóżku to ty będziesz mieć raj, jeśli jeszcze tego nie wiesz. To naprawdę doświadczona… - nie dokończył, jęcząc jedynie głośno z powodu bólu, gdy pięść Jongdae wylądowała na jego twarzy. Zwalił się na podłogę, a wokół nich zebrał się tłumek rozochoconych gapiów.
Koreańczyk uklęknął i pociągnął za kurtkę chłopaka do góry tak, że ich twarze dzieliło jedynie parę centymetrów. Spojrzał z czystą chęcią mordu w oczach na zakrwawioną i obolałą twarz Chińczyka.
- Nigdy więcej nie waż się mówić tak o mojej dziewczynie – wycedził przez zęby, szykując się do następnego ciosu, gdy nagle jego dłoń została złapana przez większą, trzymającą go w silnym uścisku.
Odwrócił wściekle wzrok, mając w zamiarze kazać się odwalić komukolwiek, kto zechciał mu przerwać, nim nie napotkał twardego spojrzenia Krisa. Jego oczy były nieprzeniknione, ale widać było, że był lekko blady, a jego usta zaciśnięte mocno.
- Chen, uspokój się. Nie rób sceny w miejscu publicznym – powiedział tylko, choć słychać było, jak bardzo był wytrącony z równowagi.
- Gege… - chłopak chciał coś powiedzieć, ale lider mu przerwał.
- Wstawaj, zmywajmy się stąd.
Opornie, ale Jongdae zszedł z Laya, rzucając mu mordercze spojrzenie po drodze. Kris jednym szybkim ruchem podniósł go do pionu, opierając o swoje ramie, żeby zaprowadzić go do samochodu. Ludzie wokół nich rozsunęli się z jękami zawodu, że nie było krwawej jatki.
Gdy wreszcie wyszli w blade światła seoulskich latarni, Kris przystanął na chwilę, rzucając wzrokiem na półprzytomnego, zakrwawionego Laya, a potem na wciąż wytrąconego z równowagi Chena.
- Wiem, że cię wkurwił. Ale obydwaj wiemy, że bijatyka to nie rozwiązanie. Poczekamy aż wytrzeźwieje, a potem z nim porozmawiamy – rzucił do niego, starając się by jego głos brzmiał na opanowany.   
Ten nie odpowiedział mu, ani na niego nie spojrzał. Kiedy wyszli na ulicę, w ciszy skierował się w przeciwną stronę, niż stał zaparkowany samochód Krisa.
- Gdzie idziesz? – spytał go starszy mężczyzna, ale on nawet się nie odwrócił, wkładając ręce w kieszenie.
- Pomyśleć – odparł krótko, oddalając się.
- Wróć na trening. I nie zrób nic głupiego, Jongdae – dodał ciszej, bardziej już do siebie niż do wokalisty, wzdychając i pomagając Yixingowi wsiąść do auta.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przetarła sennie oczy i przewróciła się na drugi bok z głośnym jękiem, gdy usłyszała interkom. Podniosła leniwie głowę by spojrzeć na zegarek i przeklęła cicho w myślach, widząc że tarcza wskazywała dopiero piątą rano.
Interkom wciąż wytrwale dzwonił, podniosła się więc ciężko z wygodnego, ciepłego łóżeczka i naciągnęła po drodze kapcie na nogi, zachodząc do pokoju Dino by sprawdzić, czy nie śpi. Głowa blondynki była schowana głęboko pod poduszką, i zdała sobie sprawę, że niestety to ona musi być tą, która otworzy.
Po drodze minęła salon, z którego dobiegło ją ciche chrapanie Leo i głęboki, spokojny oddech Eve.
„Dobrze, że przynajmniej oni prześpią spokojnie tę noc” pomyślała z ironią. Interkom nie był pierwszą rzeczą, która przeszkodziła jej we śnie. Gdy się kładła wieczorem, miała bardzo złe przeczucia, które przesuwały się w jej umyśle gdzieś na granicy świadomości. Nie mogła spać, a kiedy wreszcie udawało jej się to udało, śniły jej się niestworzone rzeczy, które sprawiały że budziła się wystraszona i cała zlana potem.
Otuliła się szczelniej szlafrokiem i odebrała, lekko przymrużonymi oczyma wpatrując się w ekran przed sobą.
Podniosła w zdziwieniu brwi, gdy po drugiej stronie ujrzała Chena. Był ubrany w zwykłe dresy, które wyglądały, jakby nakładał je na siebie w pośpiechu; prawie by go nie poznała przez kaptur, który miał naciągnięty na głowę. Widząc, że wreszcie odebrała, zsunął go z głowy, wsuwając ręce z powrotem w kieszenie spodni.
Jego wzrok był umęczony, miał sine cienie pod oczami, ale z jego postawy biła jednocześnie determinacja. Podniósł na nią wzrok, przeszywając ją nim na wylot.
Jej serce przyspieszyło, i musiała przełknąć głośno ślinę, nie odwróciła jednak oczu, w zamian prostując się przed nim.
- Ann, musimy porozmawiać – jego głos był łagodny, ale sprawił że miała ochotę uciec w jak najdalszy kąt mieszkania. Podejrzewała już, o czym chciał z nią rozmawiać chłopak, i obawiała się tego. Myślała już parę razy nad tym, czy nie powinna mu powiedzieć o Layu, ale stwierdziła, że wcześniej się nie znali; poza tym, bardzo obawiała się reakcji Chena – naprawdę go kochała i nie chciała go zranić.
Chyba jej się to jednak nie udało.
- Chcesz wejść do środka? –spytała tylko cicho, a on pokręcił na to przecząco głową.
- Za dużo tam ludzi, nie chcę przeszkadzać. Zejdź do mnie – jego głos zniżył się o oktawę, ale wciąż usłyszała w nim nutkę prośby, i dlatego też się zgodziła.
Nie myśląc nawet o tym, by się przebrać, chwyciła tylko klucze od furtki i od domu i wyszła z mieszkania.
Tym razem, rozmowa była ważniejsza niż to, co miała na sobie.

1 komentarz:

  1. Czekam od 3 tygodni na kolejny wspaniały rozdział tej fenomenalnej historii i chyba się nie doczekam ;/ Proszę nie każ mi tyle oczekiwać! Każdy rozdział jest niebanalny i pełen zwrotów akcji, historia wciąga tak niesamowicie, że te 3 tygodnie przerwy są dla mnie istną katorgą. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do pisania :)

    OdpowiedzUsuń