Przez następne dni EXO
praktycznie nie widziało się z dziewczynami i ich przyjaciółmi, pochłonięci do
reszty przez całodzienne, wyczerpujące treningi. Mając jedynie trochę wolnego
czasu w trakcie jazdy vanem, czy tuż przed snem, udało im się jedynie wspólnie
ustalić, że nie warto by jeszcze skreślać Leo, jako że może rzeczywiście był on
bardzo przygnębiony i nie wiedział co mówi (szczególnie, że był pijany w trzy
dupy). Najtrudniej było im do tego przekonać Krisa, który za żadne skarby nie
chciał słyszeć, że chłopak w jakimkolwiek sensie mógł być niewinny. W końcu
jednak LuHanowi i Tao udało się mu wmówić, że jeśli okaże swoją wyższość i wyrozumiałość
wobec Polaka, to na pewno zaimponuje Dino. Nie byli jednak do końca pewni, czy
zrozumiał dokładnie, o co im chodziło.
Jeśli chodzi o Chena; po
powrocie do domu parę dni temu, kiedy wrócił z rozanielonym uśmiechem i
otaczającym go zapachem chloru, nikt jeszcze nie odważył się poruszyć z nim
tego tematu, bojąc się zepsuć jego dobry humor. Z tego jednak co zauważyli,
mogli pewnie stwierdzić, że mężczyzna nie miał zamiaru dać się złamać głośnemu
i bezpośredniemu blondynowi.
Była trzecia po południu i
trener wreszcie dał im chwilę odpocząć, podczas kiedy sam przeglądał nagranie z
ich choreografią, wyszukując w niej jakichś błędów. Chanyeol i Baekhyun
rozłożyli się w jednym kącie, opierając o siebie nawzajem i jak zawsze,
przekomarzając się o coś. Sehun o dziwo siedział dzisiaj sam, pisząc coś
zawzięcie na telefonie, co jakiś czas tylko zerkając na swoich Hyungów, a LuHan i Tao oblegli pijącego
wodę Krisa, marudząc mu na przemian o bubble tea i nowej kolekcji Gucciego.
Suho i Kyungsoo zajęli się dostarczaniem reszcie członków życiodajnego napoju w
butelkach, podczas kiedy Kai i Lay ćwiczyli ze sobą jakiś konkretny krok, do
którego mieli uwagi, a Xiumin i Chen, swoim zwyczajem, postanowili wykorzystać
ten czas, żeby się trochę przespać.
W tym też momencie zadzwonił
telefon lidera, i zostawiając Kyungsoo z wodą, wyszedł na chwilę z sali prób.
Po chwili wrócił i zawołał wszystkich do siebie; powoli, ale młodzi mężczyźni w
końcu zgromadzili się wokół Koreańczyka.
- Idziemy dzisiaj do
dziewczyn na angielski – obwieścił, a wśród EXO zapadła pełna wyczekiwania
cisza.
- Zgodziły się? – spytał
niepewnie Baekhyun, instynktownie chowając się za Chanyeolem.
- Tak, najwyraźniej Sooman
już z nimi rozmawiał – stwierdził Suho, i znów zapadła wymowna cisza, którą
przerwał niezadowolonym prychnięciem Kris.
- Jeśli ja tam teraz pójdę,
to ja go w końcu zabiję – podsumował tylko, a nikt nawet nie miał za bardzo
siły, żeby go powstrzymać.
- Nie powinno być tak źle, w
końcu był wtedy pijany – pospieszył mu z pomocą Chen – musimy być pozytywnie
nastawieni, jak zawsze gdy robimy coś nowego, prawda? – skończył, patrząc
wyczekująco na Suho, a ten, zdziwiony mu przytaknął.
- Sooman dał nam trochę
czasu po treningu na umycie się i przebranie, a potem jedziemy na angielski –
poinformował ich, a oni tylko pokiwali głowami porozumiewawczo, zbierając się z
powrotem na trening, gdy trener zawołał ich do siebie.
Około pięciu godzin później,
zwolnieni wreszcie przez trenera do domu, wykąpani i przebrani, znaleźli się
pod, tak im teraz dobrze znanymi, drzwiami.
Stali tak przez chwilę bez
ruchu, bojąc się trochę tego, co mogli spotkać w środku. W końcu, będąc
odważnym i odpowiedzialnym liderem EXO-M, Kris otworzył drzwi (wcześniej
otworzone przez dziewczyny przez interkom).
Wszyscy wstrzymali oddechy
nerwowo, ale korytarz przed nimi był zupełnie pusty, a całe mieszkanie
nienaturalnie ciche. Witając się niemrawo niewiadomo z kim, weszli powoli do
środka, z Krisem i Suho prowadzącymi całą ekspedycję.
Doszli aż do kuchni, w
której wreszcie napotkali pierwszą żywą duszę. Eve spojrzała na nich znad
telefonu mało zainteresowanym wzrokiem, drugą ręką sięgając po kubek z herbatą
i upijając z niego łyka.
- Cześć, Sehun – pomachała
do chłopaka, a on odpowiedział jej tym samym, pomimo zdziwionych spojrzeń reszty
zespołu.
- Przepraszam, że wcześniej
nie napisałam, ale dziewczyny upierały się, że sobie poradzą – ciągnęła dalej,
wciąż zwracając się do maknae, a ten
zmarszczył brwi niezrozumiale.
- O czym nie napisałaś? –
spytał, w tym samym czasie, gdy Suho, Baekhyun, Chanyeol i Kris rzucili:
- Piszecie ze sobą? – dwójka
zignorowała ich pytanie, a gdzieś w przedpokoju drzwi od mieszkania trzasnęły
głośno, sprawiając że wszyscy podskoczyli nerwowo ze strachu, patrząc po sobie
od razu.
- Kto z nas zamykał drzwi? –
spytał Chen, pełen złych przeczuć.
- Ja wchodziłem ostatni, ale
zostawiłem je otwarte, jako drogę ucieczki w razie czego – odezwał się powoli
Chanyeol, a wieczny uśmiech zniknął z jego ust i wszystkich w pomieszczeniu.
- Skoro nikt z nas tego nie
zrobił, to kto? – spojrzeli po sobie teraz z prawdziwym strachem w oczach, a
Eve spojrzała na parking pod domem.
- Możecie wyskoczyć jeszcze
przez okno, zostało wam trochę czasu – zaoferowała im, a oni spojrzeli na nią
jak na wariatkę – No dalej, chyba nie boicie się trzeciego piętra, na dole są
krzaki – stwierdziła, otwierając okno zapraszająco.
- Ale niby przed czym takim
mamy uciekać? I czemu mamy jeszcze trochę czasu? – zapytał Kris, patrząc na nią
ze zmarszczonymi brwiami i rękoma założonymi na piersi.
- Przed tym samym, przed
czym Dino i Ann uciekają od trzech godzin. A jeśli chodzi o was, to chyba czas
już się wam skończył – powiedziała, patrząc ponad nim na coś, co właśnie
stanęło w drzwiach.
- BLITZKRIEG! – wrzasnął
jakiś głośny, męski głos, i wszyscy odwrócili się akurat na czas (przy
przerażonych wrzaskach Tao, Baekhyuna i D.O), by zobaczyć wysokiego blondyna,
bez koszulki, wymalowanego najprzeróżniejszymi kosmetykami w wojenne barwy. W
uniesionych wysoko nad głową rękach trzymał poduszkę, którą w następnej chwili
rzucił z całej siły.
Z niezrozumieniem wypisanym
na twarzy, Kris wpatrywał się w lecącą w jego kierunku poduszkę. W chwili, gdy
ta miała dotknąć jego twarzy, dwie silne dłonie chwyciły go w pasie i
przewaliły na podłogę, ratując go przed uderzeniem; poduszka przeleciała nad
nim, strąciła ze stołu wazon, i wyleciała przez okno.
Zamrugał nieprzytomnie,
spoglądając na swój brzuch, na którym leżał Tao.
- Nic ci się nie stało, Kris
gege? – spytała wushu panda, a Kris pokiwał głową na nie, szczęśliwy że miał
przyjaciela, który ćwiczył sztuki walki i miał bardzo szybki refleks.
- Dzięki, Tao – wysapał,
podnosząc się, ignorując na razie Eve, która oburzona, wpatrywała się rozbitą
porcelanę.
- Leo, i zjebałeś wazon! –
mruknęła do chłopaka po polsku, a ten tylko zaśmiał się złośliwie.
- Nikt się przede mną nie
ukryje! – zagrzmiał, obserwując ich uważnie, niczym zwierzynę – A ty będziesz
pierwszy, lemurzątko! - zanim zdążyli
jakkolwiek zareagować, usłyszeli oburzony wrzask, a gdy spojrzeli na
Europejczyka, zobaczyli Kyungsoo wyrywającego się z całych sił z objęć
blondyna, który z triumfalnym okrzykiem „Będziesz mi gotować przez wieki!”,
zniknął w głębi mieszkania.
Przez chwilę wszyscy
wpatrywali się oszołomieni w miejsce, w którym przed chwilą znajdowała się ich
zespołowa mama, a potem rozpętało się piekło.
- Kyungie mama! – wrzasnął
Kai, zrozpaczony że ktoś ukradł osobę, która gotowała mu jedzenie i popędził w
ślad za Leo, chcąc odzyskać drobnego Koreańczyka.
Za nim w następnych
sekundach pobiegła reszta EXO, rozchodząc się po całym mieszkaniu i próbując
znaleźć dwójkę mężczyzn, dziwiąc się jak w takim zwykłym mieszkanku można się
było tak zakamuflować.
Kris razem z Tao postanowili
sprawdzić łazienkę i sypialnię Dino, przy okazji poszukując też zaginionych
dziewczyn, których nie widzieli jeszcze ani razu, odkąd przyjechali.
Starszy z dwóch Chińczyków
wciąż był mocno wytrącony z równowagi po „zamachu” na jego życie, ale na razie
postanowił odłożyć zemstę na później, na rzecz odzyskania Kyungsoo i
odnalezienie swojej małej księżniczki. Później sobie odbije… oj jak odbije…
Razem sprawdzili łazienkę
(„Gege, a co jak tam ktoś za kurtyną pod prysznicem siedzi…!”), po czym Yifan
oddelegował szczęśliwego chłopaka do Eve do kuchni, mówiąc że dalej sobie
poradzi sam.
Zadowolony, nieustraszony
mistrz wushu popędził we wskazanym kierunku, nawet się nie odwracając w stronę
swojego ukochanego ge.
Kręcąc na to z politowaniem
głową, smok uchylił ostrożnie drzwi do pokoju, a te zaskrzypiały cicho, ale nic
innego się nie stało. Otworzył je więc odważniej szerzej, i zajrzał do środka.
Lampka przy łóżku była
zapalona, a kołdra zmięta i skołtuniona, tak jakby ktoś dopiero co wstał z
łóżka.
Niczym łowca, powoli
przechadzał się po pokoju, czując, że coś jest nie tak, nie mógł jednak zrozumieć,
co. W momencie, kiedy miał już wychodzić, poddawszy się, ciche „Apsik!” doszło
go z jednej ze stron i odwrócił się w stronę pokoju, zaalarmowany.
Tknięty jakimś tajemniczym
przeczuciem, podszedł jeszcze raz do łóżka, i ukucnął, by po chwili położyć się
na podłodze i wygodnie móc zajrzeć pod spód.
Nie spodziewająca się tego
blondynka pisnęła głośno i walnęła głową o deski łóżka, jęcząc w następnej
chwili i pocierając bolące miejsce z lekko wydętymi policzkami, a Kris nie mógł
się powstrzymać, by nie zaśmiać się cicho.
- Cześć, malutka – rzucił do
niej, wyciągając rękę w jej stronę by pomóc jej wyjść, ale ona jej nie wzięła.
- Dzień dobry panu –
mruknęła tylko w odpowiedzi, wciąż patrząc na niego urażonym wzrokiem, a on
podniósł na to wysoko brwi.
- Panu?
- Miałam być grzeczna i
miła. No to jestem – zakończyła, mocniej zwijając się w kulkę w jednym z rogów
łóżka, a on pokręcił na to głową.
- Wystarczy, jak mówisz na
mnie Oppa. A teraz wyłaź stamtąd, nie
dość że się zakurzysz to jeszcze się przeziębisz – mruknął, wciąż trzymając
przed nią swoją wyciągniętą dłoń i poruszając palcami zachęcająco w jej stronę.
Obserwowała jego dłoń przez
chwilę zastanawiając się nad czymś mocno, po czym z lekkim oporem, ale jednak,
chwyciła jego rękę i pozwoliła się wyciągnąć spod łóżka, pozwalając nawet by
mężczyzna otrzepał ją pobieżnie z kurzu.
Rozejrzała się nerwowo po
pomieszczeniu, nie odsuwając się nawet od Krisa, co go trochę zdziwiło.
- Boisz się czegoś? –
spytał, przyciągając ją do siebie, i ku swojemu zadowoleniu widząc, że sama
mocniej wtuliła się w jego tors, tak jakby szukała w nim bezpieczeństwa i
opieki.
- Szalejącego po moim
mieszkaniu lwa – odpowiedziała tylko, i Yifan już wiedział, o kogo chodzi.
- Co mu odbiło? – chcąc nie
chcąc warknął, a dziewczyna w jego ramionach wzdrygnęła się lekko na to.
Pogłaskał ją tylko po głowie, wskazując tym samym, że nie miał jej nic za złe.
- Dawno już się nie
bawiliśmy – spojrzał na nią dziwnie, gdy odwróciła od niego wzrok, odpowiadając
mu wymijająco.
Nagle dobiegł ich głośny, wysoki
i wcale niemęski pisk gdzieś z głębi mieszkania, który szybko rozpoznali jako
należący do Tao.
- Dopadł go! – zaczęła
panikować blondynka, z całej siły chwytając w ręce koszulę mężczyzny i
zaczynając potrząsać nim nerwowo – Zgubiłeś mnie właśnie Kris Oppa, on tu zaraz przyjdzie i z nami
zrobi to samo! – jęknęła, najpierw chowając twarz w jego klatkę piersiową, a
potem waląc go z całej siły w ramię.
Na początku Chińczyk chciał
popędzić na pomoc przyjacielowi, ale widząc panikę w oczach młodej kobiety, postanowił
najpierw ją uspokoić. Usadził ją na łóżku, zastanawiając się w myślach, do
jakiej czarnej komedii właśnie się wpakował.
Westchnął w duchu, klękając
przed nią i starając się spojrzeć jej w oczy.
A wszystko byłoby tak
proste, gdyby nie ten rozszalały, nieobliczalny wariat…
- Dino, uspokój się –
spojrzał jej głęboko w oczy, odsuwając kosmyk włosów z jej oczu – Nie pozwolę,
by ktoś ci coś zrobił – powiedział jej grobowym głosem, z miną wyrażającą
czysty mord dla kogokolwiek, kto by się na nią poważył, a ona kiwnęła powoli
głową, nieśmiało spuszczając wzrok.
Przeszczęśliwy, że jego gege
pozwolił mu wrócić do mniej więcej bezpiecznego miejsca, jakim była obecnie
kuchnia, w podskokach minął po drodze Laya i niemalże wskoczył do
pomieszczenia, usadawiając się z zadowoleniem naprzeciwko Europejki, która
wciąż się nie poruszyła, prócz momentu, w którym sprzątnęła ulubiony wazon mamy
Dino. Jej wzrok leniwie przesuwał się po ekranie komórki, co chwila odpisując
na jakieś smsy, a Tao naburmuszył się lekko, kiedy nawet jego aegyo nie
sprawiło, że zwróciła na niego uwagę.
Z westchnieniem sięgnął do
kieszeni po swój telefon, ale po chwili desperackiego macania się zrozumiał, że
ten został w jego torbie, którą zostawił w przedpokoju. Przygryzł wargę,
wychylając się ostrożnie z kuchni na korytarz, ale jedyne co udało mu się
znaleźć, to jego ukochany notes od Gucciego, ułożony schludnie na podłodze.
Wciągnął głęboko powietrze,
oburzony, i bez chwili zastanowienia ruszył, by go podnieść. Niedaleko niego
leżał jego cudny, nowiutki Ipod (prezent od Krisa za to, że tamtego nie
znalazł), a jeszcze dalej portfel. Z niedowierzaniem na twarzy zaczął zbierać
swoje rzeczy z podłogi, aż w końcu jego własne rzeczy zaprowadziły go z
powrotem do kuchni, gdzie wreszcie znalazł swój telefon, tuż przed tajemniczymi
drzwiami, których obecności nigdy wcześniej nie zauważył. Z westchnieniem ulgi
zauważył, że jego torba była niedbale przewieszona przez klamkę od drzwi.
Zanim zręczna dłoń nie wychynęła z ciemności,
łapiąc go mocno za ramię, a z jego gardła nie wydobył się przerażający wrzask,
usłyszał tylko pstryknięcie aparatu, i wszystko wokół niego stało się czarne.
Lay przechadzał się właśnie
leniwie po korytarzu, nie za bardzo rozumiejąc, czemu Leo wybiegł z kuchni z
D.O w swoich ramionach, gdy usłyszał przeraźliwy pisk, który z pewnością
należał do ich wushu pandy, i zmarszczył brwi, kierując się w tamtą stronę.
Podskoczył nerwowo, gdy tuż
przed nim wyrósł nagle wysoki Polak.
- Hej – zagaił, a w jego
oczach tańczyły szalone iskierki, ale Chińczyk zdawał się ich nie zauważyć.
- Hej, Leo – zaczął
niepewnie – Powiedz, gdzie zabrałeś Kyungsoo Hyunga? – spytał, a ten tylko zaśmiał się cichutko pod nosem,
ciągnąc go za rękaw w stronę kuchni.
- Chciałem tylko z nim
porozmawiać. Wszyscy już z nami są, a Tao tak się ucieszył, że aż się
rozwrzeszczał – zaśmiał się, a Lay razem z nim.
- Tak, nasza panda potrafi
być bardzo emocjonalna – stwierdził. Gdy weszli do kuchni, chłopak nie
zatrzymał się, tylko podszedł do dziwnych drzwi, wbudowanych w ścianę, i Lay
zamrugał niezrozumiale, a tuż za nim coś pstryknęło cicho, gdy został jednym
silnym pchnięciem wrzucony w ciemność przed sobą.
Z niepokojem wyszedł z
salonu, marszcząc ze zmartwienia brwi, gdy nie znalazł tam rudowłosej
dziewczyny. Z westchnieniem, czując zmartwienie osiadające w jego sercu, ruszył
raz jeszcze w stronę pokoju Ann, chociaż sprawdzał go już trzy razy. Może coś
przeoczył…
Wszedł do pomieszczenia i od
razu poczuł, jak włoski na karku mu się jeżą. Podświadomie czuł, że jest
obserwowany, i nie sądził, żeby był to ktoś, kto chciał mu pomóc w szukaniu
jego dziewczyny w sposób, którego on by chciał. Nie oglądając się za siebie, a
tylko czując gorący oddech z tyłu i ciche sapanie, rzucił się do ucieczki.
Pięć minut później wrócił do
miejsca, z którego wyruszył, ze zmierzwionymi włosami i niezidentyfikowaną
paćką na całym ciele. Ten Leo naprawdę był nienormalny… rzucanie jogurtem gdy
uchylił się przed jego poduszką to już była przesada.
- Chen…~ - zanucił
chrapliwie Polak gdzieś w korytarzu, a mężczyzna podskoczył, bez zastanowienia
ruszając w głąb pokoju, żeby znaleźć dla siebie azyl. Widząc uchylone drzwi od
szafy bez kolejnej myśli otworzył je szerzej i wpakował się do środka, nie
zwracając uwagi na wielką kupę ciuchów rozwalonych po podłodze zaraz obok
mebla…
Z westchnieniem usiadł na
krześle obrotowym w salonie, spoglądając bez zainteresowania na laptopa
stojącego na biurku. Przez chwilę myślał, czy może by go nie włączyć, ale
powstrzymał się, stwierdzając, że byłoby to niegrzeczne wobec dziewczyn.
- Suho Hyung, nie ma ich tu – usłyszał za sobą, i odwrócił się powoli na
krześle. Przed jego oczami rozciągał się całkiem ciekawy widok. Chanyeol leżał
rozwalony na dywanie przy kanapie, spoglądając pod jej spód i szukając mamy
całego EXO. Baekhyun za to został gdzieś z tyłu, poza zasięgiem wzroku Suho,
przeszukując salonowe szafki i szuflady (tłumacząc, że szuka tajnych przejść,
którymi Leo mógłby uprowadzić gdzieś Kyungsoo).
Lider otworzył usta, żeby
odpowiedzieć chłopakowi, że zaraz pójdą razem sprawdzić łazienkę (bo
postanowili się nie rozdzielać), gdy poczuł jak jego fotel sam zaczął przesuwać
się w stronę wyjścia.
Joonmyeon zmarszczył brwi;
co ten Baekhyun robił? Powinien przeszukiwać szafki.
- Baekhyun, co robisz? –
spytał tylko, nim jego krzesło nie przyspieszyło znacznie. Nie zdążył
powiedzieć czegokolwiek – w momencie gdy wyjechał do korytarza, duża dłoń
zasłoniła jego usta, nie pozwalając by jakikolwiek dźwięk się przez nie
wydostał, i powitała go ciemność, gdy coś zostało narzucone na jego oczy.
- Suho Hyung, to może chodźmy już sprawdzić łazienkę… Suho Hyung? – Chanyeol podniósł głowę ze
swojego miejsca pod kanapą i zamrugał tylko zdziwiony, gdy przed sobą ujrzał
tylko puste krzesło obrotowe i Baekhyuna, wciąż przetrzepującego szuflady.
- Baekkie, gdzie się podział
nasz liderek? – spytał chłopaka, a ten odwrócił się do niego, rozglądając przez
chwilę.
- Nie wiem, nie słyszałem
go. Może już poszedł sprawdzić łazienkę? – zasugerował, drapiąc się w
zamyśleniu po głowie – Pójdę mu pomóc, dołącz do nas jak zbierzesz się z
podłogi, Yeollie – rzucił w jego kierunku z uśmiechem i wybiegł z salonu.
Raper już miał się podnieść,
gdy coś mu na to nie pozwoliło, szybkim ruchem turlając go w jedną stronę.
Zdążył tylko wydać z siebie zaskoczony okrzyk, nim nie znalazł się całkowicie
zaplątany w dywan.
W następnej chwili coś,
czego nie widział, pociągnęło go w bliżej nieokreślonym kierunku…
Gdy Baekhyun wpadł do
łazienki, o dziwo nie spotkał tam swojego Hyunga.
Rozejrzał się ostrożnie wokół, ale pomieszczenie było zupełnie puste. Czekając,
aż Chanyeol do niego dołączy, postanowił zacząć sprawdzać w kątach, czy nie
spotka tam go jakaś niespodzianka. Jego oczy zaświeciły się jasno, gdy na
umywalce przy lustrze znalazł cztery zupełnie nowe, ekskluzywne eyelinery,
których zwykle używała Ann, przygotowując ich do występów. Przełknął ślinę i
rozejrzał się ostrożnie wokół, nie mogąc się powstrzymać.
Chwycił wszystkie w rękę, z
zamiarem wykorzystania każdego z nich po kolei, po czym zaczął nakładać
dokładnie pierwszą linię.
W swoim skupieniu, nie
zauważył w lustrze postaci, która właśnie pojawiła się za nim. Zdesperowany
pisk rozniósł się po mieszkaniu, a potem zaległa idealna cisza.
Sehun drgnął nerwowo,
słysząc wrzask jednego ze swoich Hyungów,
po czym niepewnie wszedł do łazienki, w której drzwi były lekko uchylone. Jego
serce zabiło mocno, a adrenalina skoczyła gwałtownie, gdy ujrzał niedokończony,
dramatyczny napis „Pomocy”, namazany eyelinerem na lustrze.
Szybkim krokiem, nie
oglądając się za siebie, wrócił do kuchni, z której wyszedł przed chwilą by
sprawdzić, co się stało. Eve wciąż tam była; odłożyła na chwilę swój
nieodłączny telefon, w zamian postanawiając zrobić dla siebie herbaty. Rzuciła
pytającym wzrokiem na maknae, ale ten
tylko pokręcił głową, bez słowa podnosząc obrus ze stolika i wchodząc
bezceremonialnie pod niego. Jak na razie, jego kryjówka okazała się być bardzo
skuteczna. Usadowił się więc tam wygodnie tak, żeby nie walić głową o blat, po
czym wyciągnął mozolnie swój telefon z kieszeni i napisał wiadomość, skierowaną
do Eve.
„Nie pisz do mnie teraz,
ukrywam się” przeczytał Leo, z niebezpiecznym błyskiem w oku rejestrując, kim
był adresat. Widząc jego złośliwą minę, Eve tylko wywróciła oczami, patrząc na
niego z dezaprobatą, ale nie uczyniła nic, by zabrać przyjacielowi swój
telefon. Zamiast tego raz jeszcze rozsiadła się wygodnie na krześle, sącząc
powoli gorący napój.
Blondyn stanął na środku
kuchni, biorąc głęboki wdech i zaczynając nasłuchiwać, gdy wysłał nową
wiadomość do Sehuna.
„Ok.” brzmiała odpowiedź, i
chłopak miał ochotę jęknąć i schować twarz w dłonie. Nie było mu to jednak
dane; głośny wrzask wyrwał się z jego gardła, gdy Leo podniósł obrus do góry i
siłą wyciągnął go spod mebla.
- Słyszałeś to? – spytał z
niepokojem LuHan Xiumina, a ten kiwnął głową na znak, że słyszał okrzyk
wzywający pomocy ich maknae.
- Na pewno tylko się czegoś
przestraszył – spróbował uspokoić go starszy, ale tak jak podejrzewał, nie
podziałało, więc tylko z westchnieniem poklepał jelonka po ramieniu – Idź i go
poszukaj Lulu, ja pójdę do Dino i Krisa, widziałem ich w jednym z pokoi –
rzucił, a chłopak tylko kiwnął szybko głową, od razu ruszając w stronę kuchni.
W środku była tylko Eve,
podparta na łokciu i wciąż wpatrzona w swoją komórkę, ze świeżą herbatą u boku.
- Hej Eve… - zaczął
niepewnie, a dziewczyna po paru sekundach podniosła na niego leniwie wzrok,
milcząc wymownie – Czy nie widziałaś nigdzie Sehuna? – spytał, a ona wróciła
bez słowa do swojego poprzedniego zajęcia, wskazując mu jedynie palcem na drzwi,
których wcześniej nie zauważył, tuż koło lodówki. Były one skrzętnie ukryte w
ścianie, odstawała od nich jedynie niewielka klamka, a całe pomalowane były na
kolor wokół nich.
Powoli, nieco podejrzliwie
podszedł do nich, a gdy je otworzył, poczuł jak szczęka opada mu do samego
dołu.
- Lulu Hyung! – pisnął tylko Sehun, nim Leo nie wciągnął mężczyzny do
środka, a za nimi zabrzmiał cichy pstryk aparatu.
- LuHan i Sehun coś długo
nie wracają – zaniepokoił się Xiumin, siadając obok blondynki na jej łóżku.
Kris wciąż przed nią klękał, trzymając jej drobne dłonie w swoich, o wiele
większych, starając się ją przekonać, że z nim nic złego jej nie grozi i może
razem z nim wyjść z pokoju.
- Nie wrócą, bo jest już za
późno – stwierdziła ponuro Dino, patrząc pochmurnym wzrokiem na swoje kolana, a
Chińczyk zmarszczył czoło.
- Przysięgam, że jak go
złapię, to ubiję – powiedział tylko cicho przez zaciśnięte zęby, podnosząc się
z klęczek, głaszcząc uspokajająco naburmuszoną kobietę po głowie.
- Hmm… to wy tu jeszcze
zostańcie – postanowił po chwili zamyślenia Minseok – a ja wpadnę szybko do
kuchni sprawdzić czy przypadkiem ich tam nie ma, no i podkradnę coś jedzenia –
pogłaskał się po brzuchu, a ten jak na zawołanie zaburczał głośno. Blondynka
zachichotała cicho pod nosem, a Kris pokręcił na to głową, uśmiechając się
jednak nieznacznie.
Najstarszy z całego EXO miał
to szczęście, że udało mu się w całości dostać do kuchni, nie napotykając
nikogo niepożądanego (np. Leo) po drodze. W środku jak zawsze siedziała młoda
Europejka, wpatrzona w ekran swojego telefonu, więc nie chcąc jej przeszkadzać,
spytał tylko szybko, gdzie trzymają jedzenie.
Odpowiedziała, że w
spiżarni, koło lodówki. Bez zastanowienia więc powędrował w tamtą stronę. Gdy
otworzył drzwi jednak, jego oczom ukazały się niemalże dantejskie sceny. Całe
pomieszczenie było dosyć małe, składało się głównie z półek popodwieszanych na
ścianach od góry do dołu, na których to stały całe rzędy konfitur. W małej
przestrzeni, jaka jeszcze pozostała, siedziało ściśniętych niczym śledzie
dziewięciu młodych, zaginionych mężczyzn. Większość z nich stłoczona była w
jednym kącie; przyciśnięci do siebie niczym sardynki, wspólnie byli opleceni
niezidentyfikowanego pochodzenia sznurem. Obok, na w pół jeszcze w dywanie, a
na wpół na zewnątrz, Chanyeol wyżerał bliżej nieokreślone konfitury ze słoików
(był już przy piątym), a Sehun i LuHan starali się pocieszyć zestresowanego
Tao. W naprzeciwległym rogu siedział na miękkiej poduszce D.O, obserwując
wszystko wokół niespokojnie, jakby nie za bardzo wiedział, co się w ogóle
stało. Tuż koło drzwi, z założonymi na piersiach rękoma stał Kai, niczym
strażnik pilnujący ważnych skarbów.
- Kai, co robisz? – spytał
Xiumin zdziwiony, a ten tylko wzruszył ramionami.
- Hyung kazał pilnować, to pilnuję – odpowiedział, a włoski na karku
Minseoka stanęły nagle, gdy poczuł za sobą czyjąś prezencję.
- Cześć, mogę cię zjeść?
- Pójdę sprawdzić, co się
dzieje z Xiuminem Hyungiem – wstał z
łóżka, ale dziewczyna natychmiast złapała go za rękaw, a on spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie idź! – krzyknęła, po
czym zarumieniła się na swój wybuch, spuszczając po raz kolejny wzrok – Boję
się zostać sama… - dodała ciszej, a Kris poczuł, jak ciepło rozlewa się po jego
sercu, nakazując mu natychmiastowo przytulić blondynkę. Powstrzymał się jednak,
nachylając nad nią i patrząc jej głęboko w oczy.
- Muszę sprawdzić, co się
dzieje. Jestem za nich odpowiedzialny – pokiwała powoli głową, nie puściła
jednak jego rękawa.
- To ja może pójdę jednak z
tobą – powiedziała cicho, a on nie mógł się powstrzymać, by się nie uśmiechnąć.
Razem, ramie w ramię (Dino
wciąż uczepiona nieszczęsnego rękawa) weszli do cichej, niepozornej kuchni.
- Eve, gdzie Leo? – spytała
dziewczyna, a Eve spojrzała na nią, przez parę sekund ważąc w myślach swoją
odpowiedź.
- W spiżarni – odpowiedziała
w końcu tylko, a Dino skinęła jej głową, podczas kiedy Kris zmarszczył
niezrozumiale brwi.
- Trzymamy tam zapasy
jedzenia, Leo lubi się tam chować – wyjaśniła pokrótce, a mężczyzna nie mógł
opanować gardłowego warkotu, który zaczął wydobywać się z jego ust.
- Usiądź sobie wygodnie przy
stole, mała – przesunął ją w kierunku przyjaciółki, samemu zbliżając się do
drzwi i bez zastanowienia je otwierając.
Zanim zdążył się
zorientować, dwie silne dłonie chwyciły go za koszulę i zaczęły wciągać do
środka, udało mu się jednak zaprzeć rękoma o framugę. Za sobą usłyszał krzyki
aprobaty Dino, żeby „smok nie dał się lwu”, i dodało mu to siły.
Barowali się tak przez
następne pięć minut, póki nie zadźwięczał budzik w telefonie Eve. Wyłączyła go
szybko, stanęła obok nich i wrzasnęła tylko „Koniec zabawy!”.
Jak zaczarowany, Leo puścił
Krisa, sprawiając, że ten trochę zatoczył się oburzony do tyłu.
- Rozpakuj ich wszystkich,
umyj się szybko i idziemy oglądać- rzuciła tylko do Leo, bez słowa wychodząc do
salonu.
Sapiąc cicho, dwóch mężczyzn
spojrzało na siebie spode łba, gotowych w każdej chwili znów na siebie skoczyć,
ale Dino im przeszkodziła, wchodząc pomiędzy nich.
- Leo, idź się umyj –
poinstruowała go, a ten po chwili poszedł powolnym krokiem do łazienki,
odprowadzany morderczym wzrokiem Krisa.
- A ty, Kris Oppa, idź uwolnij resztę i doprowadź
swój zespół do używalności – zwróciła jego uwagę na siebie – A ja zacznę
przygotowywać jedzenie – nie czekając na jego odpowiedź ruszyła, by zacząć wyjmować
składniki na wymyśloną przez siebie potrawę.
Smok jeszcze przez chwilę
patrzył na drobną istotkę zgrabnie biegającą po kuchni, po czym westchnął
ciężko, słysząc żałosny jęk Tao ze spiżarni, i wszedł do środka, przygotowując
się mentalnie na czekające go zadanie.
Czterdzieści minut później
udało im się zasiąść wygodnie przed telewizorem, z pełnym zestawem dań przed
sobą (dzięki D.O, który cudem wrócił do siebie po traumatycznych przeżyciach).
Eve i Leo chwycili zgodnie
pilota, włączając TVP Polonie, a Dino podniosła zdziwiona brwi.
- No nie no, wy i „Lalka”? –
obydwoje tylko wzruszyli ramionami.
- Klasyk – odpowiedzieli
zgodnie.
Chowała się już od nie
wiedziała jak długiego czasu, kiedy drzwi od szafy nagle otworzyły się
gwałtownie i do środka weszło coś. Nie udało jej się opanować wystraszonego
pisku, gdy coś zimnego i lepkiego otarło się o jej ramię, a tajemnicza osoba,
słysząc jej głos, również podskoczyła do góry, przestraszona.
Nerwowym ruchem ręki
wyciągnęła z kieszeni telefon, świecąc nim sobie w ciemności, żeby zobaczyć kto
do niej dołączył.
Chen zmrużył oczy, w
następnej chwili rozszerzając je znacznie, gdy ujrzał tapetę telefonu,
przedstawiającą jego własne zdjęcie. Ne mógł zobaczyć, kto był właścicielem
telefonu, ale powoli się domyślał.
- Ann? –spytał niepewnie, a
z drugiej strony odpowiedziało mu wciągnięcie powietrza, gdy i dziewczynie
udało się go rozpoznać.
- Chen Oppa! – krzyknęła, szybko chowając telefon do kieszeni i rumieniąc
się, gdy przypomniała sobie, co miała na tapecie.
- Masz moje zdjęcie na
ekranie głównym? – spytał z głupawym uśmieszkiem, którego rudowłosa nie mogła
do końca dostrzec, a Jongdae odpowiedziała głucha cisza, która, jak stwierdził,
była jego potwierdzeniem.
- A ty… co to jest to
białego…? – spytała niepewnie, bo pomimo ciemności panującej w szafie, zdołała
wypatrzeć niezidentyfikowane, jasne plamy na dosłownie całej postaci swojego
chłopaka.
- Najprawdopodobniej jogurt
– odpowiedział po dłuższej chwili – Leo się chyba zirytował, że nie dałem mu
się złapać, to wziął mnie na muszkę… nabiałem – skończył tłumacząc,
odpowiadając tym samym na nieme pytanie kobiety. Ta zachichotała cicho,
delikatnie przesuwając palcem po umazanym policzku Chena, po czym posmakowała
przysmaku, z zadowoleniem stwierdzając:
- Hmm, czekoladowy. Cóż, tak
czy inaczej, chyba obydwoje powinniśmy się cieszyć, że żałował czasu na
robienie kisielu, trudniej się go pozbyć z ubrań – uraczyła go zawadiackim
uśmieszkiem.
Mężczyzna najpierw otworzył
usta ze zdumienia, a potem zawtórował Ann.
- Skoro mieliśmy szczęście,
to nie możemy pozwolić, żeby ono się zmarnowało… - zbliżył się do niej i
nachylił sugestywnie, a ona zamilkła na chwilę.
- Widzę, że ciemny Jongdae
znów wyszedł na powierzchnię – powiedziała tylko, nim ich usta nie złączyły się
w namiętnym pocałunku, który smakował ironicznie jogurtem czekoladowym.
Przygryzł delikatnie jej wargę, wyrywając z ust cichy mruk, nim nie odsunął się
trochę. Jego usta wciąż jednak dotykały jej gdy mówił, tak jakby chciał
podzielić się z nią oddechem.
- Tak, on bardzo lubi
ciemność – odpowiedział tylko, kładąc dłonie na jej biodrach i przyciągając ją
do siebie mocniej. Jęknęła zadowolona i wtuliła się w jego tors, wsuwając palce
w jego bujne włosy, nie zwracając uwagi na lepką substancję, która w jednej
chwili ubrudziła jej dłonie.
W następnej chwili jego ręce
zawędrowały na jej pośladki, ściskając je mocno, i z gardła Ann wyrwał się
zaskoczony, ale zadowolony pisk, i oderwała się w tym momencie od jego warg, by
szepnąć do niego schrypniętym głosem „Niegrzeczny z ciebie chłopiec…”, na co on
tylko wsunął rękę pod jej bluzkę, błądząc okrężnymi ruchami po jej plecach,
drażniąc się z zapięciem jej stanika.
Przerwali przestraszeni w
momencie, gdy zamek w drzwiach od szafy szczęknął cicho, i zza nich dosłyszeli
triumfalny śmiech blondyna.
- Miłej zabawy gołąbeczki,
przyjdę po was później…
Przez chwilę panowała między
nimi cisza, po czym poczuła, jak Jongdae przysuwa się do niej bliżej, po raz
kolejny nakrywając jej usta swoimi.
- Skoro i tak stąd nie
wyjdziemy, równie dobrze możemy zająć się teraz czymś ciekawszym… - mruknął
tylko niskim, lubieżnym głosem, przygryzając jej płatek ucha. Rudowłosa
pokiwała tylko na to głową, drapiąc go delikatnie po karku, i składając
pocałunek na jego szyi, by w następnej chwili przygryźć ją delikatnie i uzyskać
od chłopaka zduszony jęk.
- Tak, niech reszta się
pobawi… - pozwoliła, by dłoń chłopaka chwyciła jej pierś, ściskając ją mocno,
by w następnej chwili zacząć ją delikatnie głaskać, i nie mogła opanować
drżenia nóg.
Chen oparł ją wygodnie o
ścianę szafy, przyciskając mocniej do drewna, napierając na nią mocno tak, że
poczuła na swoim podbrzuszu gorącą, pulsującą męskość chłopaka, i jęknęła
głośno, wychodząc jego ruchom naprzeciw.
Stracili rachubę czasu,
kiedy sycili się swoimi ustami, dotykając na przemian swoich ciał. Wkrótce
temperatura wokół nich stała się nie do wytrzymania, a ona znalazła się w samym
staniku, naprzeciwko młodego Azjaty, który właśnie kilkoma niezgrabnymi,
skrępowanymi przez małą przestrzeń ruchami, zdjął z siebie koszulkę. Zadrżała,
gdy jego rozpalona skóra dotknęła jej, i nie mogła się powstrzymać, by nie przejechać
dłonią po ładnie zarysowanych mięśniach Chena.
Mruknął zadowolony, gdy jej
dłoń powędrowała dalej, muskając płynnymi ruchami szlaczek ciemnych włosów,
prowadzący ją od pępka przez podbrzusze niżej… pociągnęła zaczepnym ruchem za
jego pasek od spodni, a z jego gardła wydobył się zadowolony pomruk, gdy jego
biodra same z siebie powędrowały do przodu za jej ręką.
Ucałowała jego usta raz
jeszcze, pozwalając by jej prawa dłoń opuściła włosy mężczyzny i zsunęła się
niżej, przez jego tors, do spodni, gdzie pomogła lewej odpiąć szybkim ruchem
pasek od spodni. Nie mogła wyciągnąć go ze szlufek, nie mając wokół miejsca,
ale nie przejmowała się tym. Ich języki
spotkały się w gorącym, erotycznym tańcu, gdy odpięła guzik od spodni i
rozpięła rozporek mężczyzny, przynosząc tym samym ulgę jego męskości.
Westchnął drżącym głosem,
składając pocałunki na całym dekolcie dziewczyny, podczas gdy jego dłonie raz
to masowały piersi rudowłosej, by w następnej chwili zejść na jej brzuch lup
plecy, wodząc po nich delikatnie.
Wstrzymał oddech, gdy dłoń
Ann zaczęła powoli wędrować w stronę jego łaknącej dotyku męskości, gdy nagle
ktoś zapukał w drzwi szafy.
Zamarli bez ruchu, z szeroko
otwartymi oczami, wpatrzeni w siebie.
- Na pewno bardzo się tam
wam podoba skarby, ale boję się, że w końcu zabraknie wam powietrza.
Powiedzcie, kiedy możemy otworzyć drzwi – usłyszeli stłumiony głos. Parę sekund
później, zaczęli nerwowo zakładać na siebie rzeczy i zapinać to, co zostało
rozpięte, by kilka minut później nieśmiało poinformować dziewczynę po drugiej
stronie, że może otworzyć.
Zamek kliknął cicho, a przed
ich oczami stanęła Dino, Kris i Suho, wszyscy z nieodgadnionymi minami na
twarzach, choć w ich oczach czaiła się wesoła iskierka. Ann była im jednak
dozgonnie wdzięczna, że nie czynili żadnych uwag.
- Chciałam przeprosić was,
że tak długo to trwało, ale chyba nie muszę – zmierzyła ich tylko wzrokiem z
zadowolonym uśmiechem – Skończyliśmy już jakąś godzinę temu, ale myśleliśmy, że
uciekliście po prostu z mieszkania. Dopiero przed chwilą, w trakcie reklam Leo
nam łaskawie powiedział, że zamknął was w szafie i zabrał ze sobą klucz –
wyjaśniła, obracając w palcach mały, złoty kluczyk, a dwójka nie mogła opanować
czerwieni, która wpłynęła na ich policzki.
- Na pewno jesteście głodni…
- stwierdził tylko Kris, patrząc na nich nieodgadnionym wzrokiem, z rękoma
założonymi na piersi.
- Kolacja czeka – dokończył
Suho, uśmiechając się do nich – Tylko może najpierw… umyjcie się trochę?
Spojrzeli na niego z niezrozumieniem,
a potem na siebie, i zrozumieli. Teraz już nie tylko Chen był cały w jogurcie,
ale i Ann. Spłonili się jeszcze bardziej spuszczając wzrok ze swoich
przyjaciół, nie będąc w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Nie martw się Chen, w
torbie mam zapasową koszulkę – powiedział Kris, a Dino spojrzała na niego z
brwią podniesioną do góry, ale Chińczyk nie zareagował.
- A tak w ogóle, to
gratulacje. Wygraliście grę w chowanego, wersję Apaczów – Dino wyszczerzyła się
do nich wesoło.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przez ostatnie parę minut
siedział, głęboko pogrążony we własnych myślach, nie zwracając uwagi na to, co
działo się wokoło niego. Jakiś czas temu Dino, razem z Suho i Krisem wyszli z
salonu by wypuścić z szafy Chena i Ann, a myśli Laya podświadomie powędrowały
do niskiego bruneta, który był ich liderem.
Przez ostatni czas Yixing
powoli układał swoje uczucia, które miał do starszego chłopaka; nie wiedział
jeszcze dokładnie, czy była to miłość, wiedział jednak, że nigdy więcej nie
chciał widzieć Suho w takim stanie, jak wtedy gdy wrócił z randki z Ann. Jego
serce ścisnęło się boleśnie na samą myśl i przełknął powoli ślinę, wpatrując
się pustym wzrokiem w ekran telewizora, na którym rozgrywała się akcja jakiegoś
dziwnego, nierozpoznawalnego dla niego, polskiego serialu.
Starał się spędzać z
Joonmyeonem jak najwięcej czasu, nawet w ich oddzielnych dormach. Zdał sobie
sprawę, jak wielką przyjemność sprawiało mu przebywanie w towarzystwie drugiego.
Przyjemne ciepło rozlewało się po jego sercu, gdy Koreańczyk uśmiechał się w
jego stronę, lub gdy ich ciała stykały się przez przypadek. Ostatnimi czasy nie
potrafił myśleć o niczym innym, i to że nie wiedział co dokładnie czuje wobec
niego Suho, doprowadzało go do szaleństwa.
Zdecydowanie nie chciał,
żeby między nim a niższym mężczyzną pozostawały jakieś niedopowiedzenia i
niewyjaśnione sprawy.
Został wyrwany ze swoich
myśli, gdy do środka z powrotem weszła trójka ratowników, a za nimi czerwoni
jak buraki Chen i Ann. Uśmiechnął się sam do siebie lekko, podświadomie mając
nadzieję, że on też kiedyś będzie się mógł tak zachowywać z Suho.
Rzucił wyżej wymienionemu
zmęczony uśmiech, gdy Joonmyeon usadowił się obok niego, na specjalnie przez
Laya przygotowanym miejscu. Wciąż z uśmiechem na ustach, wypchnął z umysłu
wszystkie inne myśli prócz tych, dotyczących chłopaka obok niego, i pozwolił
swojej głowie opaść leniwie na ramię lidera.
Suho zarumienił się na to
lekko, drgając pod naporem głowy wyższego, ale nic mu nie powiedział, starając
skupić się na telewizorze przed sobą.
Kiedy wrócili tego dnia do
swoich dormów, Lay postanowił zrobić pierwszy krok w kierunku swojego celu –
dowiedzenia się prawdziwych uczuć Suho, a przy okazji swoich własnych.
Cicho wymknął się po kąpieli
z mieszkania EXO-M, kierując się w stronę drzwi naprzeciwko. Gdy wszedł,
okazało się że wszyscy już spali; jedynie w kuchni ktoś się jeszcze krzątał,
chowając pozmywane rzeczy do szafek.
Jakie było zdziwienie
Yixinga, gdy zamiast postaci D.O ujrzał przed sobą tak mu dobrze znaną figurę
Suho.
- Suho Hyung… - powiedział tylko, a ten podskoczył do góry z cichym
okrzykiem. Odwrócił się w jego stronę, odkładając talerz na blat i łapiąc się
za serce.
- Ale mnie wystraszyłeś Lay
– odetchnął głęboko, nim nie zaczął znów rozkładać talerzy po kuchni, nie
patrząc młodszemu w oczy.
- Suho Hyung – powtórzył Lay, tym razem pewniej – możemy porozmawiać? –
spytał, siadając przy stole, a lider spojrzał na niego ze zdziwieniem w oczach,
i niejakim wahaniem. Po chwili westchnął tylko i pokiwał głową, siadając na
krześle obok Chińczyka.
Siedzieli tak przez parę
minut w milczeniu, aż w końcu ciszę przerwał Koreańczyk.
- To o co chodzi, Lay? – nie
spojrzał jednak na niego, z nagłym zainteresowaniem spoglądając na swoje ładne,
zadbane paznokcie. Blondyn wziął głęboki wdech, spoglądając w oczy drugiemu
mężczyźnie, i zaniemówił.
Porwała go niesamowita
głębia oczu mężczyzny; zauważył w nich wszystkie te emocje, które czuł u siebie
– uwielbienie, oddanie, lojalność, ale i… miłość. Były w nich też jednak
rzeczy, których wolałby, żeby tam nie było – udręka, smutek i niezaprzeczalne
zmęczenie.
Teraz Suho patrzył na niego
z zaciekawieniem, gdy nie mógł się wysłowić, a jego usta wykrzywiły się
leciutko w wyraz zainteresowania, i Lay podświadomie lekko oblizał swoje usta
patrząc na nie. Naszła go nagła ochota na pocałowanie tej pary ślicznych ust,
co zupełnie nie pomagało strasznemu mętlikowi w jego głowie.
Joonmyeon przechylił lekko
głowę w bok, patrząc z zaciekawieniem na Chińczyka, a ten jeszcze raz przełknął
ciężką gulę, która powstała w jego gardle. Chciał zacząć dyskretnie, powoli,
ale jak zwykle, nie udało mu się to, gdy jego usta wypowiedziały po prostu to,
o czym w tamtej chwili myślał jego umysł.
- Suho Hyung, proszę cię, umów się ze mną! – zapadła między nimi grobowa
cisza, kiedy starszy mężczyzna patrzył na niego z niemym zdziwieniem. Jego
policzki zaróżowiły się, a wzrok odwrócił od Laya, gdy jego dłoń powędrowała do
ust, gdzie spoczęła na następne parę minut.
Yixing przeklął się głośno w
myślach, mając ochotę zabić się tu i teraz, ale zagryzł tylko zęby i nie
spuszczał wzroku ze zmieszanego mężczyzny.
- Yixing… - zaczął w końcu
niepewnie, a serce blondyna zabiło mocniej, próbując wyrwać się z jego klatki
piersiowej; Suho mówił do innych członków zespołu po imieniu tylko wtedy, gdy
działo się coś naprawdę ważnego, zwykle złego – Nie mogę, Yixing.
Lay poczuł, jak otwiera się
pod nim głęboka przepaść, która wciąga go w siebie, topiąc w rozpaczy, smutku i
wszechogarniającym mroku. Serce paliło go w piersi, nie pozwalając złapać
większego oddechu, a nogi i ręce zaczęły trząść, jakby tym samym jego ciało
chciało okazać swój upadek. Umysł krzyczał, wił się i nie chciał przestać, a
jedyne co oczy chłopaka widziały w tamtej chwili, to samotną łzę, która powoli
spłynęła z policzka tak ważnej dla niego osoby.
- Czemu? – spytał tylko, nie
mogąc powiedzieć nic więcej; jego głos był przeraźliwie pusty i pozbawiony
wszystkich emocji.
- Nie wiem, jak się
dowiedziałeś o moich uczuciach Yixing, ale to w tej chwili nieważne. Nie
potrzebuję… nie chcę twojej łaski i współczucia. Po prostu… zapomnijmy o tym.
Tego nie było, nie ma, i nie będzie, Yixing. Więc… zapomnijmy – powtórzył,
drugi raz jakby dla siebie, z trudem przełykając parę łez, które chciały uciec
z jego oczu, i podniósł się powoli z krzesła, bez słowa i jednego spojrzenia
wychodząc z pomieszczenia.
Ciche spazmy wstrząsnęły
parę minut później ciałem Laya, który jedynie niemo wpatrywał się do tej pory w
miejsce, w którym wcześniej siedział lider. Jego drżąca dłoń przesunęła
opuszkami palców po siedzisku, na którym jeszcze parę chwil temu siedział Suho,
i musiał włożyć sobie pięść do ust, by nie zacząć wyć z bólu, jaki odczuwało
całe jego ciało w tamtej chwili.
Jego całe jestestwo pragnęło
podążyć za Koreańczykiem by chwycić go w swoje ramiona i nie puszczać, by
poczuł się lepiej, ale wiedział, że nic to nie da; Suho go odrzuci, po raz
kolejny, a on nie był pewien, czy przeżyłby drugie odrzucenie.
Czy to tak właśnie czuł się
starszy mężczyzna, gdy Lay kłamał mu w żywe oczy, że wraca wcześniej do dormu
bo jest zmęczony, by w rzeczywistości spędzić całą noc na zabawie i
niezobowiązującym seksie?
Potem przypomniał sobie
moment, w którym Suho kupił swoje bmw. Twierdził, że chociaż nie ma prawa
jazdy, to na pewno zapasowy środek komunikacji im się przyda, choć w
rzeczywistości kupił je tylko dlatego, że Lay chciał mieć swój samochód, a
najlepiej czarne bmw, i takie dostał. A on, zamiast wdzięczności wobec swojego
lidera, zamiast wozić go tym autem wszędzie niczym najważniejszą w jego życiu
personę, woził nim przydrożnych ludzi, na myśl o których zrobiło mu się
niedobrze.
Wstał chwiejnie od stołu,
czując obrzydzenie do samego siebie narastające w jego wnętrzu. Był potworem,
egoistyczną bestią, która siała wokół siebie zniszczenie. W tamtej chwili
nienawidził siebie tak, jak jeszcze nigdy. Skrzywdził osobę, na której zależało
mu najbardziej na świecie, i nie mógł tego w żaden sposób naprawić. Jak mógł
teraz ze sobą żyć?
Łkając nieprzerwanie w rękaw,
by nikogo nie obudzić, wyszedł z mieszkania, idąc w bliżej mu nieznanym
kierunku.
Chciał po prostu zniknąć, by
już nigdy nikt nie musiał cierpieć przez jego głupotę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jego serce biło mocno, pełne
złych przerzuć. Gdy obudził się o trzeciej nad ranem i na łóżku obok nie zastał
Laya, ba, pościel nie była nawet zmięta, wystraszył się. Pobiegł do Krisa,
zaalarmowany, a ten zaczął go uspokajać, że Chińczyk zapewne po prostu
zasiedział się na sali treningowej, jak to on miał w zwyczaju.
- Jak chcesz, to możesz do
niego zadzwonić – powiedział wreszcie, przecierając nieprzytomnie oczy ze snu.
Chen chwycił swój telefon i
wykręcił numer swojego przyjaciela, a chwilę później znana im melodyjka zaczęła
grać w ich pokoju. Dwaj mężczyźni spojrzeli po sobie milcząco.
- Lay nigdy nie zostawia
telefonu gdy gdzieś idzie, nawet na salę treningową – powiedział cicho Jongdae,
czując głęboki niepokój.
Kris tylko zacisnął usta w
cienką linię, myśląc nad czymś intensywnie, po czym wyciągnął swój własny
telefon i wybrał jeden z numerów.
- Suho? Wiesz może, gdzie
jest Lay? – spytał ostrożnie, a po drugiej stronie zapadła wymowna cisza. Po
chwili chłopak coś odpowiedział, a Yifan zmarszczył głęboko brwi, odwracając
się nagle od Chena, jakby nie chciał, by ten słyszał to, co mówi.
Po chwili rozłączył się, i
spojrzał Koreańczykowi w oczy. Chwycił swoją bluzę, narzucając ją szybkim
ruchem na ramiona, po drodze do wyjścia biorąc też swoją komórkę i klucze od auta,
a Jongdae rzucił mu pytające spojrzenie.
- Chyba wiem, gdzie jest.
Ale musisz mi pomóc, Jongdae – Chen pokiwał głową i podążył za swoim Hyungiem, w tamtej chwili pragnąc tylko
dowiedzieć się, co stało się Layowi i pomóc mu w jakiś sposób. W następnej
chwili coś wpadło mu do głowy.
- A Suho Hyung nie idzie z nami? – spytał, a Kris
pokręcił milcząco głową.
- Nie jest za bardzo w
stanie – powiedział bardzo cicho, tak jakby tylko do siebie, jednak młodszy
usłyszał go. Zaniepokoiło go to jeszcze bardziej, ale postanowił nic nie mówić.
Bez kolejnego słowa zjechali
na podziemny parking windą i wsiedli do samochodu starszego mężczyzny.
Dwadzieścia minut później
znaleźli się pod jednym z ekskluzywniejszych klubów w Hongdae. Był wypchany po
brzegi, jako że następnego dnia był dzień wolny, i Kris zarządził, że powinni
się rozdzielić, by szybciej przeszukać to miejsce.
Chen naciągnął kaptur
głębiej na twarz, żeby nikt niepotrzebnie go nie rozpoznał, choć wątpił by
ktokolwiek był w stanie nawet zrobić coś, gdyby się dowiedział. Większość
towarzystwa była pijana w trupa, zbyt zajęła obściskiwaniem się na parkiecie
albo po kątach, by zwrócić na niego uwagę.
Jakiś pijany punk celowo
otarł się o niego, próbując tym samym zajrzeć mu pod opuszczony kaptur, ale
udało mu się uchylić; jego ręka zwinęła się w pięść, a szczęki zacisnęły mocno
– nie lubił przemocy, ale w takim miejscu jak to i w takich okolicznościach
wolał być przygotowany.
- Eeej, Jongdaee, brachuuu –
usłyszał ponad tłumem schrypnięty, męski głos, i odwrócił się w jego kierunku.
Niedaleko, wsparty desperacko o bar siedział Lay; jego oczy były przekrwione i
spuchnięte, jakby płakał przez ostatnich parę godzin.
Włosy miał zmierzwione a
ubrania w nieładzie, a w dodatku obok niego siedział jakiś podejrzany typ,
rzucający mu lubieżnie spojrzenia. Chińczyk zdawał się jednak nie zwracać na to
uwagi, całkowicie schlany i przeszczęśliwy, że spotkał kogoś mu znajomego.
Chwiejnym ruchem ręki przywołał do siebie mężczyznę, a ten powolnym krokiem
ruszył w jego stronę, opadając z westchnieniem na siedzenie obok starszego.
Uśmiech na jego twarzy
wyrażał zupełną pustkę, a głowa podparta na jego ręce kiwała się
niekontrolowanie do przodu i do tyłu. Wpatrywał się w Chena nic nie mówiąc,
jakby jego sama obecność zupełnie mu wystarczała.
Jongdae oblizał wargi,
marszcząc przy tym brwi. Nie podobało mu się to, wcale.
- Hyung, chodź do domu – pociągnął go za rękaw, ale ten tylko
spojrzał na niego załzawionymi oczami.
- Ale po co wracać do domu,
Chen Chen? – zaczął mieszać ze sobą słowa po koreańsku i mandaryńsku, jednym
chaustem wypijając któryś z kolei drink, który właśnie postawił przed nim
barman.
- Powinieneś odpocząć, Lay Hyung – mówił do niego dalej spokojnie,
wiedząc doskonale, że z pijanymi się nie dyskutuje.
- Po co, nie mam dla kogo
żyć, w przeciwieństwie do ciebie – naburmuszył się, patrząc na niego z
wyrzutem.
- Masz nas, Hyung – facet za plecami Chińczyka
zaczął niebezpiecznie się do nich przybliżać, i Jongdae podświadomie zacieśnił
pięść, gotów w każdej chwili stanąć w obronie Yixinga.
- Ty masz Ann, kochacie się,
jest fajnie. Na pewno musi być fajnie, coś o tym wiem – pokiwał wszechwiedzącym
ruchem głowy, jakby zupełnie wiedział, jak to jest być w związku z rudowłosą.
Mięśnie Chena spięły się jeszcze bardziej, o ile było to jeszcze możliwe, i
spojrzał uważnie w oczy drugiego mężczyzny.
- Co o tym wiesz? – spytał
przez zaciśnięte zęby, czując jak adrenalina mu skacze niebezpiecznie do góry.
Lay tylko machnął ręką, jakby to nie było takie ważne. Po chwili jednak
ostentacyjnie rozejrzał się wokoło, kiwając trochę na boki, i nachylił bardziej
w stronę swojego dongsaenga, nie
zwracając nawet uwagi, że ten przestał mówić do niego w sposób formalny, tak
jak powinien do starszej od siebie osoby.
- Bo widzisz – ściszył głos, jakby wyjawiał
jakiś bardzo ważny sekret osobie, która nie powinna go znać – Ja spotkałem Ann
wcześniej niż wy wszyscy – zauważył dumnie – Spotkaliśmy się w klubie, szczerze
mówiąc nie pamiętam, czy to był ten czy inny… - zatoczył ręką wokoło,
wskazując, że może są a może nie w tym miejscu – I tak jakoś wyszło, że przespaliśmy
się ze sobą – zakończył z triumfalnym uśmiechem, trącając nagle skamieniałego
Chena w bok – Wyobraź sobie, jakiego pietra dostałem, jak zobaczyłem, że jest
naszą makijażystką! Mówię sobie; cholera jasna, seks był dobry, ale nie
spodziewałem się jej jeszcze więcej zobaczyć! – zaśmiał się, jakby to
zrządzenie losu było bardzo dobrym kawałem – Ale co ci mogę powiedzieć brachu –
tutaj podniósł palec do góry, niczym mentor instruujący swojego ucznia – że w
łóżku to ty będziesz mieć raj, jeśli jeszcze tego nie wiesz. To naprawdę
doświadczona… - nie dokończył, jęcząc jedynie głośno z powodu bólu, gdy pięść
Jongdae wylądowała na jego twarzy. Zwalił się na podłogę, a wokół nich zebrał
się tłumek rozochoconych gapiów.
Koreańczyk uklęknął i
pociągnął za kurtkę chłopaka do góry tak, że ich twarze dzieliło jedynie parę
centymetrów. Spojrzał z czystą chęcią mordu w oczach na zakrwawioną i obolałą
twarz Chińczyka.
- Nigdy więcej nie waż się
mówić tak o mojej dziewczynie – wycedził przez zęby, szykując się do następnego
ciosu, gdy nagle jego dłoń została złapana przez większą, trzymającą go w
silnym uścisku.
Odwrócił wściekle wzrok,
mając w zamiarze kazać się odwalić komukolwiek, kto zechciał mu przerwać, nim
nie napotkał twardego spojrzenia Krisa. Jego oczy były nieprzeniknione, ale
widać było, że był lekko blady, a jego usta zaciśnięte mocno.
- Chen, uspokój się. Nie rób
sceny w miejscu publicznym – powiedział tylko, choć słychać było, jak bardzo
był wytrącony z równowagi.
- Gege… - chłopak chciał coś
powiedzieć, ale lider mu przerwał.
- Wstawaj, zmywajmy się
stąd.
Opornie, ale Jongdae zszedł
z Laya, rzucając mu mordercze spojrzenie po drodze. Kris jednym szybkim ruchem
podniósł go do pionu, opierając o swoje ramie, żeby zaprowadzić go do
samochodu. Ludzie wokół nich rozsunęli się z jękami zawodu, że nie było krwawej
jatki.
Gdy wreszcie wyszli w blade
światła seoulskich latarni, Kris przystanął na chwilę, rzucając wzrokiem na
półprzytomnego, zakrwawionego Laya, a potem na wciąż wytrąconego z równowagi
Chena.
- Wiem, że cię wkurwił. Ale
obydwaj wiemy, że bijatyka to nie rozwiązanie. Poczekamy aż wytrzeźwieje, a
potem z nim porozmawiamy – rzucił do niego, starając się by jego głos brzmiał
na opanowany.
Ten nie odpowiedział mu, ani
na niego nie spojrzał. Kiedy wyszli na ulicę, w ciszy skierował się w przeciwną
stronę, niż stał zaparkowany samochód Krisa.
- Gdzie idziesz? – spytał go
starszy mężczyzna, ale on nawet się nie odwrócił, wkładając ręce w kieszenie.
- Pomyśleć – odparł krótko,
oddalając się.
- Wróć na trening. I nie
zrób nic głupiego, Jongdae – dodał ciszej, bardziej już do siebie niż do
wokalisty, wzdychając i pomagając Yixingowi wsiąść do auta.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Przetarła sennie oczy i
przewróciła się na drugi bok z głośnym jękiem, gdy usłyszała interkom.
Podniosła leniwie głowę by spojrzeć na zegarek i przeklęła cicho w myślach,
widząc że tarcza wskazywała dopiero piątą rano.
Interkom wciąż wytrwale
dzwonił, podniosła się więc ciężko z wygodnego, ciepłego łóżeczka i naciągnęła
po drodze kapcie na nogi, zachodząc do pokoju Dino by sprawdzić, czy nie śpi.
Głowa blondynki była schowana głęboko pod poduszką, i zdała sobie sprawę, że
niestety to ona musi być tą, która otworzy.
Po drodze minęła salon, z
którego dobiegło ją ciche chrapanie Leo i głęboki, spokojny oddech Eve.
„Dobrze, że przynajmniej oni
prześpią spokojnie tę noc” pomyślała z ironią. Interkom nie był pierwszą
rzeczą, która przeszkodziła jej we śnie. Gdy się kładła wieczorem, miała bardzo
złe przeczucia, które przesuwały się w jej umyśle gdzieś na granicy
świadomości. Nie mogła spać, a kiedy wreszcie udawało jej się to udało, śniły
jej się niestworzone rzeczy, które sprawiały że budziła się wystraszona i cała
zlana potem.
Otuliła się szczelniej
szlafrokiem i odebrała, lekko przymrużonymi oczyma wpatrując się w ekran przed
sobą.
Podniosła w zdziwieniu brwi,
gdy po drugiej stronie ujrzała Chena. Był ubrany w zwykłe dresy, które
wyglądały, jakby nakładał je na siebie w pośpiechu; prawie by go nie poznała
przez kaptur, który miał naciągnięty na głowę. Widząc, że wreszcie odebrała,
zsunął go z głowy, wsuwając ręce z powrotem w kieszenie spodni.
Jego wzrok był umęczony,
miał sine cienie pod oczami, ale z jego postawy biła jednocześnie determinacja.
Podniósł na nią wzrok, przeszywając ją nim na wylot.
Jej serce przyspieszyło, i
musiała przełknąć głośno ślinę, nie odwróciła jednak oczu, w zamian prostując
się przed nim.
- Ann, musimy porozmawiać –
jego głos był łagodny, ale sprawił że miała ochotę uciec w jak najdalszy kąt
mieszkania. Podejrzewała już, o czym chciał z nią rozmawiać chłopak, i obawiała
się tego. Myślała już parę razy nad tym, czy nie powinna mu powiedzieć o Layu,
ale stwierdziła, że wcześniej się nie znali; poza tym, bardzo obawiała się
reakcji Chena – naprawdę go kochała i nie chciała go zranić.
Chyba jej się to jednak nie
udało.
- Chcesz wejść do środka?
–spytała tylko cicho, a on pokręcił na to przecząco głową.
- Za dużo tam ludzi, nie
chcę przeszkadzać. Zejdź do mnie – jego głos zniżył się o oktawę, ale wciąż
usłyszała w nim nutkę prośby, i dlatego też się zgodziła.
Nie myśląc nawet o tym, by
się przebrać, chwyciła tylko klucze od furtki i od domu i wyszła z mieszkania.
Tym razem, rozmowa była
ważniejsza niż to, co miała na sobie.

Czekam od 3 tygodni na kolejny wspaniały rozdział tej fenomenalnej historii i chyba się nie doczekam ;/ Proszę nie każ mi tyle oczekiwać! Każdy rozdział jest niebanalny i pełen zwrotów akcji, historia wciąga tak niesamowicie, że te 3 tygodnie przerwy są dla mnie istną katorgą. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do pisania :)
OdpowiedzUsuń