Z
przerażeniem w oczach patrzyli na hordę dzikich, białych dzieciaków,
wrzeszczących w nieznanym im języku i przepychających się w stronę baru. Chcąc
uniknąć konieczności zajmowania się dzieciakami, Dino wcisnęła się pomiędzy
TOPa i Daesunga. Uśmiechnęła się do nich jak gdyby nigdy nic, kradnąc
najstarszemu z talerza ciasteczko i puszczając mu filuternie oczko.
Po chwili do
ich stolika dotarabaniła się Ann, ciągnąc za sobą trójkę, zupełnie nowych dla
BIGBANG, Europejczyków. Za rudowłosą szła blondynka, trzymając za rękaw wysoką,
mroczną postać, utykającą niemożliwie. Jako ostatni szedł potargany blondyn, z
marsową miną taszczący za sobą swoją nogę, której uczepiona była mała,
rozwrzeszczana dziewczynka. Sapiąc, dobrnął do trójki, która na niego czekała.
Spojrzał po wszystkich przy stole, a widząc tam małą blondynkę, oburzenie
wpłynęło na jego twarz.
- A to metr pięćdziesiąt
w czapce co tam robi, czemu nam nie pomaga? – obruszył się, próbując strząsnąć
z siebie wciąż wrzeszczące dziecko.
Dziewczyna
oburzyła się równie mocno, a TOP widząc jej minę spiął się, nawet pomimo faktu,
że nic z polskiego zupełnie nie rozumiał.
- Odezwał się
dryblas z owczym runem na łbie – prychnęła, zakładając ręce na piersi.
- Leo,
zachowuj się – pouczyła go po angielsku Ann, głaszcząc delikatnie po głowie
Daesunga, którego humor natychmiastowo się poprawił – I mówcie po angielsku,
nie wszyscy tutaj są oblatani w wartych zainteresowania językach – zwróciła się
do reszty, a ci pokiwali głowami ze zrozumieniem.
- No to może
się przedstawmy, bo stoimy jak te kołki – rzuciła Eve, przekrzykując wciąż nie
zamykającą się dziewczynkę. Nie czekając na odpowiedź, bo przecież plan był
genialny, wyciągnęła rękę w stronę Koreańczyków.
- Eve –
powiedziała tylko, a oni posłusznie chwycili po kolei jej dłoń i nią
potrząsnęli, mrucząc jakieś nieskładne angielskie pozdrowienia pod nosem.
- Ten tutaj
to Jack – wskazała na mrocznego metala, który w tamtej chwili jedynie
egzystował, wsparty o ramię blondynki.
- Nie jest
zbyt rozmowny – zauważyła Karol, szukając jakichkolwiek oznak życia u czarnego
mężczyzny.
- Z tego, co
udało nam się z niego wyciągnąć wynika, że wsadzili mu coś w dupę i dlatego nie
może teraz za bardzo chodzić, a nawet się ruszać – na dowód potrząsnęła mocno
chłopakiem, a ten wydał z siebie zbolały jęk i opadł bez sił na podłogę, przy
akompaniamencie wymownej, oszołomionej ciszy.
- Ja jestem
Leo – wysapał blondyn, kiwając do nich jedynie głową, bo właśnie podbiegło do
niego dwóch małych chłopców, łapiąc go za ręce i przekrzykując siebie nawzajem
„Druhu drużynowy…!”.
Po raz
kolejny zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie dzikimi wrzaskami w tle i
pojękiwaniem trójki dzieci uczepionych blondyna.
Nagle z
drugiej strony stolika podszedł do nich Taeyang, w toku poprzednich wydarzeń
zapomniany, jako że postanowił iść do pobliskiej cukierni i wykupić tony
ciastek, którymi miał zamiar udobruchać ponurych TOPa i Daesunga. Teraz,
obładowany siatami z najprzeróżniejszymi ciastami i ciasteczkami, wpatrywał się
w rozszalały obraz nędzy i rozpaczy przed sobą. Widząc, jak trójka
wygłodniałych sępów była bliska zagryzienia na śmierć wysokiego blondyna,
którego się uczepiły, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Kiwając tylko
głową, gdy Ann powiedziała do niego „O, Taeyang, poznaj naszych nienormalnych
przyjaciół” po angielsku, podszedł do Polaka i uklęknął, zniżając się wzrokiem
do poziomu małej dziewczynki. Spojrzała na niego ciekawsko, nie odrywając się
jednak od nogi Europejczyka, pomimo jego usilnych prób. Koreańczyk, nie
spuszczając z niej wzroku, wyjął z jednej z toreb wielkie, przepysznie
wyglądające, czekoladowe ciastko i wszystkim wokół jak na zawołanie
zabłyszczały oczy.
- Ciasteczko?
– spytał po angielsku, wciąż patrząc prosto na nią. Obserwując go uważnie, i
tym samym przyciskając policzek do nogi mężczyzny, chwyciła smakołyk w swoje
małe łapki i chrupnęła go szybko. Dwójka pozostałych chłopców zatrzymała się w
pół ruchu, obserwując niczym hieny degustującą dziewczynkę. Pół minuty później,
gładząc się zadowolona po brzuszku, dała im ciche pozwolenie, puszczając w
końcu Leo, i rozpętało się dzikie piekło. Tabun dzieciaków rzucił się na
mężczyznę, a ten cierpliwie rozdawał każdemu z nich coraz to nowsze i
wymyślniejsze specjały.
Blondynowi
udało się przepchać do stolika, odciągając po drodze na bok zwłoki Jack’a, żeby
dzieciaki nie zatratowały go na zupełną śmierć. Z uznaniem w oczach patrzył,
jak niski mężczyzna szybko uwija się z nieokiełznanym stadem, w jednej chwili
przeistaczając je w grupkę słodkich, potulnych baranków. Z zadowoleniem oparł
się biodrem o brzeg stolika i założył ręce na piersi.
- Ej, możecie
go nam wypożyczyć na jakiś czas? Ma świetne podejście do dzieci – zwrócił się
do chłopaków po angielsku, a ci tylko zamrugali niezrozumiale, wciąż mocno
oszołomieni, i G-Dragon głośno siorbnął trochę ramenu, nie zwracając uwagi na
to, że ten był już zimny.
Taeyang
podniósł się z kucków, głaszcząc pod drodze po główce dziewczynkę, która
zadowolona ciamkała kolejne już ciastko. Podszedł do Leo, po czym rzucił mu
miłe spojrzenie.
- Nie ma
sensu do nich mówić po angielsku, TOP Hyung
i GD rozumieją tylko podstawowe zwroty, a Seungri i Daesung tylko „Hi” i
„Hello” – zauważył wesoło, wciskając mu do ręki ciastko. Wszyscy spojrzeli na
niego z oszołomieniem, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- TOP Oppa… naprawdę nie umiecie angielskiego?
– spytała mężczyzny zdziwiona Dino. Ten tylko wzruszył ramionami, rumieniąc się
lekko i odwracając od niej wzrok, podobnie z resztą uczyniła reszta BIGBANG.
Dziewczyny
spojrzały na nich z niejakim współczuciem w oczach, a GD postanowił wypić
jednym haustem ramen, który jeszcze mu pozostał, udając, że nic takiego się nie
stało.
- Radzimy
sobie jakoś. Mamy Taeyanga i tłumaczy – rzucił w końcu starszy Seunghyun,
poczuwając się do odpowiedzialności za resztę grupy, jako że był najstarszy.
Reszta pokiwała tylko gorliwie głowami, nie mając ochoty dodawać wiele więcej
od siebie, a Jackie współczująco poklepała Seungriego po ramieniu; podobnie
chciała uczynić Karol z GD, ale z jego gardła wydobywały się niepokojące
dźwięki, kiedy chciał wypić całą zupę za jednym razem.
- To takie
trochę… nieuki z was, nie? – podsumowała po chwili ciszy Eve, a Taeyang tylko
uśmiechnął się do niej miło, wręczając następne ciastko.
- Nie powiem,
żeby cały swój czas spędzali produktywnie – odpowiedział tylko, a wszyscy
rozumiejący angielski spojrzeli na niego oszołomieni, nawet Jack jęknął gdzieś
cicho spod stołu.
Następne
piętnaście minut zeszło im na usadzaniu rozhukanej braci harcerzy tak, żeby nie
prowokować interwencji Hyun Suka (bo dzieciaki przeszkadzały bardzo wykwintnym
gościom ekskluzywnej przecież kawiarenki YG Entertainment).
Kolejnym
cudem było usadowienie ich metala na siedzeniu, wbrew jego gorącym protestom,
że tyłek pali go ogniem piekielnym i że on sobie poleży. A następnym fakt, że
udało im się usiąść w dwanaście osób przy sześcioosobowym stoliku (głównie
dzięki kooperacji dziewczyn z chłopakami i Eve, która swoim spojrzeniem zagłady
zrobiła miejsca na kolejne dwie osoby obok siebie, niemalże wciskając Jack’a i
Leo w ścianę).
Dino i Ann
pokrótce wyjaśniły całą sytuację dziewczynom, ale na ich pytania, jak
wyciągnęły taki tabun ludzi z biura nielegalnych imigrantów, wszyscy biorący w
tym udział, nie tylko one, zamilkli wymownie, blednąc. Po chwili dostały
jedynie odpowiedź, że dowiedzą się wszystkiego, kiedy trauma minie.
Wszystko na
nowo zaczęło się uspokajać przy stoliku; chłopaki powrócili do jedzenia, a
dziewczyny usłużnie pomagały reszcie przyjaciół wybrać coś zjadliwego z menu.
W tym
momencie jednak, do ich stolika, tupiąc głośno, podszedł nie kto inny jak
straszliwy szef całego YG Entertainment – Papa Yang. Wszyscy struchleli na jego
widok, a on założywszy ramiona na piersi, wycedził przez zęby:
- Co. to.
jest. – i wskazał na rozochoconych harcerzy, którzy właśnie postanowili pobawić
się w szarady, zaczynając od parteru i kafejki, a kończąc na salach
treningowych i apartamentach idoli na samej górze.
Eve spojrzała
na niego uważnie, obrzucając oceniającym spojrzeniem.
- A co to za
ofiara terrorysty mody? – spytała po angielsku z niesmakiem, a cała reszta
wciągnęła głęboko powietrze. Żyłka na czole Hyun Suka groziła pęknięciem w
każdej chwili, więc by ratować sytuację, czwórka dziewczyn postanowiła jakoś
uratować sytuację.
- Dzień
dobry, panie szefie Hyun Suk! – wyskoczyła Jackie, podskakując do niego i
kłaniając się nisko.
- Proszę nie
zwracać na nią uwagi, proszę pana, w Polsce panują trendy z Korei sprzed dwóch
lat – pospieszyła jej w sukurs Karol, stając obok niej.
- Jaką piękną
ma pan dzisiaj czapkę! – zachwyciła się Dino, poprawiając ją na głowie nieco
mniej już pochmurnego szefa wytwórni.
-
Przynajmniej nie nazwała pana pasztetem – pocieszyła go Ann, zajadając się
ciasteczkiem, a Hyun Suk już otworzył usta by coś powiedzieć, gdy w słowo
wszedł mu G-Dragon, który właśnie jako tako poradził sobie ze swoim ramenowym
problemem.
- Hyun Suk Hyung… - zaczął, starając się przybrać
jak najbardziej autorytarną pozę, jednak zaraz ugiął się pod twardym
spojrzeniem swojego szefa – Bo wyniknęła pewna sprawa – dokończył kulawo,
starając się nadrobić animuszu przez władcze wskazanie trójki ludzi i
młodzieżowej dziczy.
Wszyscy
spojrzeli na niego zaskoczeni, a Leo nawet podniósł brew do góry, czując się
wyjątkowo butny po tym, jak udało mu się ocalić od zbeszczeszczenia swój tyłek
i ogarnąć harcerską brać (choć to ostatnie notabene nie było jego zasługą, a on
ni w ząb nie rozumiał koreańskiego).
- Sprawa?
Chyba kataklizm – warknął przez zaciśnięte zęby, pozwalając dziewczynom dalej
uskuteczniać swoje zabiegi otrzepywania go z niewidzialnego kurzu. Na chwilę
zapadła niezręczna cisza, aż w końcu BIGBANG, chcąc uratować swojego lidera,
zaczęli przekrzykiwać się jeden przez drugiego:
- Bo Hyun Suk
Hyung, to wszystko przez to, że…
- Te dzieci
nigdy się nie uczyły, jak się zachowywać w…
- … publiczne
miejsca to dla nich nowość…
- … bo to
takie sieroty bez domu – TOP wzruszył ramionami, gdy po raz kolejny oczy całej
grupy zwróciły się na niego. No co? Starał się jakoś ratować sytuację.
- No… tak. Bo
to… - tu G-Dragon wskazał na Eve, Leo i Jack’a – są przyjaciele naszych
laureatek. A to… - ruch ręki w stronę dziecięcej masy – są biedne, bezdomne
dzieci, którymi oni się opiekują. One nigdy nie były w tak wykwintnym miejscu,
znają tylko biedne, smutne polskie podwórka. Byliśmy przekonani, że ty im
pomożesz, Hyun Suk Hyung – skończył,
a reszta po chwili wahania przytaknęła mu gorliwie, nie znając żadnego innego
pomysłu, jak z tego wybrnąć. Szef YG Entertainment zmrużył tylko oczy,
obserwując ich przez parę sekund.
- Skoro są
takie biedne, to co robią tutaj w Korei, w harcerskich mundurkach? – mruknął
podejrzliwie, zakładając ręce na piersi, a GD przełknął nerwowo ślinę.
- Mają
mundurki, żeby można ich było odróżnić od innych, normalnych dzieci. A do Korei
zaprosiło ich pewne stowarzyszenie dla biednych młodych, ale splajtowało tuż
zanim oni tu przyjechali, i dowiedzieli się dopiero na miejscu. Teraz, nie mają
gdzie się podziać – powiedział bez zająknięcia Taeyang, a Jiyong spojrzał na
niego z wdzięcznością, bo pokonany, miał już w planach schować twarz w miskę po
ramenie.
Jeszcze przez
parę chwil panowała pełna napięcia cisza, aż w końcu kamienna maska na twarzy
Hyun Suka przełamała się, i pociągnął głośno nosem, a BIGBANG i grupka Polaków
spojrzeli na niego dziwnie.
- Biedne
sierotki… - załkał, ocierając łezkę z oka ich szef, a Seungri musiał wsadzić
sobie pięść w usta, żeby powstrzymać się od śmiechu. Leo, Jack i Eve obserwowali
mężczyznę z nieodgadnionymi minami, przestając nawet na chwilę jedzenie.
- Ja… ja wam
pomogę – oświadczył w końcu dobitnie, gdy wytarł już oczy chusteczką, którą
podarowała mu Karol, a TOPowi z wrażenia wypadł z ust kawałek ciasteczka, które
łaskawie zostawiła mu Dino.
-… P- Pomoże?
– powtórzył niepewnie G-Dragon, a Daesung pogodnie zawtórował:
- Pomoże,
pomoże!
- Jiyong –
Hyun Suk zwrócił się do lidera grupy, a ten drgnął nerwowo – zabierz zespół i
nasze urocze laureatki – tu kiwnął głową w stronę Karol, Jackie i Ann, bo Dino
zniknęła gdzieś w niewiadomym kierunku – na zakupy, za które zapłacicie swoimi
kartami – wszyscy przeklęli cicho w myślach, a dziewczyny uśmiechnęły się do
siebie usatysfakcjonowane – A ja… - spojrzał na nic nie rozumiejącą trójkę i
watahę rozwrzeszczanej dzieciarni – załatwię wam kemping i wyżywienie –
dokończył triumfalnie, ale nie dostał oklasków i owacji na stojąco, tak jak się
tego spodziewał.
Jego moment
konsternacji przerwał w końcu Taeyang, który pogodnym głosem stwierdził tylko:
- Oni nie
rozumieją koreańskiego, Hyun Suk Hyung.
To ja pójdę wami, i będę wam tłumaczyć – dodał, a ten kiwnął głową. Następnie
przetłumaczył co powiedział na angielski, i wnet odezwał się Leo:
- A zajmiesz
się dziećmi? – spytał chytrze, wyzywająco patrząc mu w oczy.
- Jak ładnie
poprosisz – odgryzł się z nieznikającym uśmieszkiem na ustach Youngbae, a ten
kiwnął zadowolony głową.
- Później –
zapewnił tylko Koreańczyka, podnosząc do pionu Jack’a, i ciągnąc go śladem Eve,
która niezbyt wciąż przejęta całą sytuacją, podążała bez zainteresowania za CEO
YG Entertainment.
Taeyang więc
tylko pomachał reszcie, ukazując im swoje perliście białe zęby, i ruszył za
dwoma Polakami, nucąc sobie cicho „Ringa Linga” pod nosem.
Przy stoliku
zaległa nieco skrępowana cisza, którą w końcu postanowił przerwać G-Dragon.
- Ekchm –
odchrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę reszty – Skoro szef tak powiedział,
to chyba możemy stwierdzić, że resztę dnia mamy wolne…
-… Na zakupy
– dodała szybko Karol, żeby nie zapomniał, i posłała mu słodki uśmiech, gdy
spojrzał na nią trochę spod byka, już martwiąc się o stan swojej karty
kredytowej wieczorem.
- … na zakupy
– skończył w końcu niechętnie, a zadowoleni z takiego obrotu spraw TOP, Seungri
i Daesung (bo w końcu mogli wykorzystać ten czas, żeby popodsypiać na ławkach
pod sklepami z ciuchami) zaczęli bić mu brawo.
- W takim
razie, my musimy się przygotować – poinformowała ich Jackie, wstając ze swojego
miejsca obok Seungriego, a ten jęknął cicho z zawodu.
- Zgadzam się
– zgodnie stwierdziły Ann i Karol, a ta pierwsza dodała jeszcze, zwracając się
do Daesunga:
- Ubierz się
ładnie i nie zapomnij swojej karty kredytowej – upomniała go, a on nieco
zdezorientowany pokiwał tylko głową, gdy i ona wstała od stołu.
- A gdzie
znów poleciała Dino? – spytał TOP marszcząc brwi i rozglądając się w
poszukiwaniu za dziewczyną, której nigdzie w zasięgu jego wzroku nie było.
- Siku –
odpowiedziały zgodnie wszystkie trzy, a Karol dodała jeszcze:
-
Przyzwyczajaj się, TOP Oppa, to jej
zboczenie, od zawsze. No, to my lecimy się przebrać. Zobaczymy się za godzinkę,
mój bohaterze? – dodała żartobliwie na koniec, widząc pochmurną minę pana Kwon,
że to nie on decyduje tutaj o godzinie spotkania. Na to rozchmurzył się
widocznie, kiwając jej tylko głową, a te zadowolone ruszyły ku schodom (ku
uldze Karol i Jackie, a niezrozumieniu i jękom niezadowolenia Ann).
- Aa, TOP Oppa, poczekasz na Dino pod toaletami i
powiesz jej, co i jak? My już lecimy – rzuciła Jackie, a ten tylko milcząco
pokiwał głową, wstając i ruszając w stronę damskiej toalety – Tylko nie wejdź
do środka! – dodała wystraszona, widząc jego robotyczne ruchy i głębokie
zamyślenie na twarzy.
- Maknae, orient na Hyunga – rzucił w stronę Seungriego Jiyong, podnosząc się i również
wychodząc – Dopilnuj, żeby nie wywołał skandalu i wracaj grzecznie do naszego
dormu, nie chcemy żebyś podglądał – ostrzegł go niemo, a ten, choć lekko
naburmuszony, zrobił jak jego lider mu kazał.
- Widzicie,
jak nam wszystkim razem miło? – zaśmiał się swoim zwyczajem Daesung, w podskokach
biegnąc pod schodach na górę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z ulgą
wypisaną na twarzy wyszła z łazienki, po czym niemal natychmiastowo wpadła na
coś wysokiego i twardego. Jęknęła boleśnie, gdy odbiła się od przeszkody z
całej siły, przygotowując się mentalnie na spotkanie trzeciego stopnia z podłogą,
gdy czyjeś silne, mocne ramiona złapały ją w pół, powstrzymując od upadku.
Zdziwiona
krzyknęła wystraszona, a za chwilę męska dłoń odsunęła grzywkę z jej oczu.
Mężczyzna nie zdążył nic powiedzieć, gdy wystraszony pisk przerwał jego akcje i
dziewczyna z całej siły walnęła go po ramieniu.
- Nie tykać
grzywki! – oburzyła się, po czym spojrzała w górę i zaniemówiła, widząc nad
sobą równie zadziwionego jej zachowaniem Seunghyuna seniora.
- Przepraszam
– podniósł tylko ręce w geście poddania, a ona prychnęła cicho pod nosem,
czując jak niechciany rumieniec wpływa na jej policzki.
- No, to
zapamiętaj sobie, TOP Oppa – burknęła
tylko, za chwilę odwracając od niego wzrok, na co ten pokiwał ze zrozumieniem
głową.
- Idziemy na
zakupy, dziewczyny poszły już się przygotowywać, za godzinę spotykamy się tutaj
na dole – powiedział w końcu, a jej oczy zajaśniały z ekscytacji, i chłopak
poczuł, że ten dzień mógł być jeszcze ciekawszy niż do tej pory.
- Obiecuję,
że będę grzeczny i nie będę tykać tego, czego nie powinienem – obiecał nawet, a
blondynka spojrzała na niego podejrzliwie.
- Ale że
obiecujesz obiecujesz?
-Obiecuję że
obiecuję że obiecuję.
- Dobrze –
stwierdziła w końcu zadowolona po paru minutach kontemplacji – To ja idę do
dziewczyn – i już jej nie było, a Seunghyun tylko pokręcił do siebie głową.
Kobiety…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Półtorej
godziny później (spóźniły się, bo Karol nie mogła znaleźć odpowiedniej
torebki), czwórka dziewczyn znalazła się na dole, by zostać przywitanymi przez
nad wyraz ciekawy widok.
G-Dragon, TOP
jak i Seungri spoglądali nerwowo na swoje zegarki, tupiąc nerwowo nogami, i
przekomarzając się dosyć głośno, a Daesung stał obok, pogrążony we własnym
świecie, podśpiewując sobie „Wings” pod nosem.
- A jak coś
im się stało, Hyung?! – krzyknął w
końcu zmartwiony maknae, a Jiyong
pokręcił tylko na to głową.
- To kobiety
Seungri, ich nie zabije nawet klęska żywiołowa – stwierdził z zupełną powagą, a
ten spojrzał na niego z dziwną miną – Co nie znaczy, że nie mogłyby się
pospieszyć – dodał ciszej cichym pomrukiem.
- O,
popatrzcie jak się stęsknili – usłyszeli nad sobą monotonny głos rudowłosej
dziewczyny, i wszyscy niemal jak jeden mąż przyjęli luźne pozycje, nie chcąc
zdradzić tym samym swojego oczekiwania dotyczącego całej zakupowej wyprawy.
Ann nie
zwróciła na to jednak najmniejszej uwagi, z zadowoleniem podchodząc do
oczekującego jej Daesunga, ze swoim nieodłącznym Dygotkiem pod pachą. Blondyn
zmierzył go ostrożnym spojrzeniem, niczym jakiegoś niewytłumaczalnego rywala.
- A on… nie
powinien zostać w pokoju…? – spytał ostrożnie, ale dziewczyna kategorycznie
pokiwała głową na nie.
- Pomoże mi
wybrać nowe ciuchy. Wziąłeś swoją kartę kredytową? – zmrużyła oczy, patrząc na
niego uważnie, a ten przełknął głośno ślinę, bez słowa salutując przed odważną
Polką.
- No, to może
za dobre sprawowanie też ci coś kupimy – stwierdziła w końcu udobruchana, i bez
słowa ruszyła do drzwi, a za nią, niczym potulny, posłuszny piesek, powędrował
nieco zagubiony Daesung.
Cała reszta
odprowadziła ich wzrokiem we wszechobecnym milczeniu, które w końcu przerwał
TOP.
- Ona tak
zawsze, czy tylko jak w grę wchodzą ciuchy? – spytał niepewnie, a Europejki
pokręciły na to tylko głowami.
- Chyba mu to
jednak niezbyt przeszkadza… - stwierdziła Dino, patrząc jak Koreańczyk
posłusznie otwiera drzwi przed rudowłosą.
- Nie na
darmo miał w pokoju ten bicz – powiedział tylko GD, i wszyscy nagle jak jeden
mąż stwierdzili, że lepiej będzie nie wchodzić w jeszcze głębsze tajniki pokoju
ich wiecznie uśmiechniętego kolegi z zespołu.
Ustalili
więc, w jakim składzie wychodzą na zakupy, gdzie jest ich punkt zborny, a także
przewidywany czas tej jakże miłej rozrywki (ustalony przez smoka, a poprawiony
co najmniej dwa razy przez Karol).
Dino
zaoferowała się, że wyśle Ann smsa z instrukcjami, i wyruszyli.
Zakamuflowani,
co by bezpiecznie mogli po Seoulu chodzić, po wyjściu z budynku podzielili się
na trzy pary i powędrowali w trzy różne strony świata.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- To… gdzie
chcesz iść, pokazać ci coś? – spytał Seunghyun senior, drapiąc się niezręcznie
po głowie, i obserwując jak drobna blondynka obok niego pruje naprzód, nawet
nie oglądając się na boki.
Dziewczyna
rzuciła mu wyrwane z innego świata
spojrzenie, po czym zastanowiła się nad pytaniem mężczyzny.
- Hmm…
moglibyśmy pójść do jakiejś dobrej restauracji, jestem pewna że ty jakąś znasz,
Oppa – rzuciła mu wyczekujący
uśmiech, a TOP musiał stwierdzić, że dziewczyna była pierwszą, która prosiła go
najpierw o jedzenie, a potem o zakupy, jeśli w ogóle.
Rozpromienił
się na to, szczęśliwy że mimo wszystko nie będzie musiał wędrować po dziwnych
sklepach wypełnionych kobiecymi, frywolnymi ciuszkami (choć musiał przyznać, że
z chęcią by zobaczył Europejkę w takich ubraniach – od razu przypominała mu się
wczorajsza noc i dzisiejszy poranek).
Widząc, jak
dziewczyna chce skręcić w lewo, złapał ją bezmyślnie za ramię i przyciągnął do
siebie, a znana z braku jakiejkolwiek harmonii ruchowej Dino, runęła na niego
jak bardzo zgrabna, sztywna kłoda, niespodziewanie wyrwana do tyłu.
Prychnęła w
pierś mężczyzny, próbując złapać dech w płucach, ale zniewalające perfumy
mężczyzny skutecznie jej to uniemożliwiały.
- Oj,
przepraszam – usłyszała gdzieś nad sobą, ale doskonale słychać było, że w
niskim głosie nie było ani krztyny żalu czy skruchy.
Faceci…
Gdy wreszcie
udało jej się odsunąć, spojrzała na niego bykiem, rumieniąc się lekko, i
pedantycznym ruchem poprawiając swoją grzywkę.
- Musimy iść
w prawo, niedaleko jest bardzo dobra knajpka, znam właściciela, załatwi nam
fajne miejsca – wyszczerzył się do niej niewinnie, i nie czekając na jej
odpowiedź, pociągnął ją w obranym przez siebie kierunku.
Pół godziny
później, zaczęło jej burczeć w brzuchu, i westchnęła cicho.
- TOP Oppa… - mruknęła, ciągnąc mężczyznę za
rękaw, by na nią spojrzał – Daleko jeszcze?
Seunghyun zmarszczył
brwi, rozglądając się wokoło uważnie, po czym stwierdził całkiem poważnie.
- Nie, już
blisko. Poznaję tę okolicę – stwierdził dumnie, a Dino miała ochotę schować twarz
w dłoniach.
- To dlatego
że idziemy tędy już czwarty raz.
- Wcale nie! –
oburzył się pseudo przewodnik, urodzony i wychowany w Seoulu.
- Oppa, za każdym razem mijamy tę ławeczkę
z nabazgranym sikającym psem.
- Hmm… to
pewnie dlatego przestała mnie już zadziwiać niesamowita długość jego…
- Oppa, ja tu umieram z głodu!
- … ogona.
Po następnych
piętnastu minutach mężczyzna przyznał wreszcie, że się zgubili.
Po następnych
dwudziestu, Dino udało się przekonać dumnego męskiego przedstawiciela rasy
ludzkiej, by spytał o drogę.
Wskoczyli po
drodze do jakiegoś zapomnianego przez świat sklepiku, a gdy rzucili sprzedawcy
hasło „Hongdae”, ten spojrzał na nich jak na wariatów.
- Panie, toż
to co najmniej dziesięć kilometrów stąd na piechotę!
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po krótkiej
sprzeczce z G-Dragonem, gdzie wpierw powinni wstąpić (bój toczył się między
sklepem z bielizną, który Karol miała już dawno upatrzony, a sklepem muzycznym,
do którego chciał wejść smok), zgodnym krokiem ruszyli w stronę sklepu z
muzyką, albowiem Jiyong kategorycznie odmówił bawienia się w kobiece
fatałaszki, a nawet zagroził atakiem paniki w sklepie, narobieniem wstydu
Karol, wstrząsem anafilaktycznym i tym samym opóźnieniem wydania następnego
albumu BIG BANG.
- Jak chcesz,
Oppa – wzruszyła tylko ramionami
Karol – A miałam ci się pokazać w stroju, który sam byś dla mnie wybrał – i powędrowała
dalej, a pan Kwon zmarszczył brwi, podczas kiedy jego usta otworzyły się
bezwiednie.
Jego procesy
myślowe zaczęły przetwarzać całą hipotetyczną sytuację, a usłużne alter ego
podpowiedziało mu wynik: Jesteś totalnym
kretynem i bucem, Jiyonggie. A miałeś taką szansę…
Mężczyzna
przeklął swoje alter go w myślach, ale po cichu przyznał mu rację.
Następnym
razem słuchaj się kobiet, Jiyong – upomniał siebie.
Kiedy w końcu
dotarli na miejsce, otworzył usłużnym gestem drzwi przed dziewczyną, chcąc ją
udobruchać, choć jej mina była daleka od tej, którą by można nazwać obrażoną.
Powitały ich
rzędy półek po brzegi wypełnionych płytami, i obydwoje westchnęli z zachwytem.
Najpierw,
swoim zwyczajem, G-Dragon powędrował do regału z koreańskim popem, pragnąc
zorientować się, jakich będą mieli rywali podczas wydawania swojego kolejnego
krążka.
Czuł, że
Karol szła za nim, przez jakiś czas ciekawie spoglądając mu przez ramię, parę
minut później uczucie to jednak zniknęło.
Rozejrzał się
wokoło i poczuł zastrzyk adrenaliny w żyłach. Jak okiem sięgnąć, nigdzie nie
widział lekko kręconych włosów Polki.
Wyciągnął z
kieszeni telefon, z zamiarem zadzwonienia do dziewczyny, ale po chwili
zorientował się, że przecież nie ważne jakim geniuszem jest, nie wziął od niej
numeru. Drugą opcją było zadzwonienie na policję, ale stwierdził po chwili, że
to byłaby nieco zbyt wielka przesada.
Postanowił
więc na spokojnie, tak po ludzku, przejść się po sklepie, i jej poszukać. Kiedy
jednak po dwóch rzędach nie znalazł nic oprócz podejrzanego metala w dredach i
smutnie na niego patrzącego Emo, zaczął panikować.
Puścił się
biegiem przez sklep, a w głowie nie wiedzieć czemu grała mu melodia do „Crooked”,
i zaczął nucić cicho piosenkę pod nosem.
Gdy w końcu
ujrzał Karol na horyzoncie, aż zaparło mu dech w piersiach. Na tyłach sklepu
znajdowały się najprzeróżniejsze instrumenty muzyczne na sprzedaż, w tym
gitary. Na jednej z nich właśnie grała Europejka, a od tyłu obejmował ją
przystojny, umięśniony, młody mężczyzna z obsługi sklepu. Zbliżając się, Jiyong
zwolnił i przybrał dostojną, wyprostowaną pozę, starając się ukryć swój
gwałtowny, urywany oddech od biegu.
Zanim nie
ruszył do boju, na plakietce chłopaka odczytał jeszcze jego zagranicznie
brzmiące imię „William” i stwierdził, że on nie lubi takiej komerchy i że
chłopak jest jak Kardashianki na wyprzedaży – tanie i niepotrzebne.
Ten cały…
Will, był w trakcie układania palców Europejki na gryfie gitary, gdy usłyszał
nad sobą nieco zdenerwowane chrząknięcie smoka.
Obydwoje
spojrzeli w górę, a zmieszany chłopak z okrzykiem „Mammia Mia!” odsunął się od
Polki. Ta spojrzała niewinnym wzrokiem na G-Dragona i wstała z siedzenia, po
czym podziękowała z wielkim uśmiechem pracownikowi.
Bez słowa
wyszli razem ze sklepu, przy akompaniamencie jedynie cichych prychnięć pod
nosem mężczyzny.
- On się
lepił do ciebie – stwierdził w końcu burkliwie, a ona tylko pogodnie wzruszyła
ramionami.
- On na pewno
poszedł by ze mną do sklepu z bielizną – powiedziała z uśmiechem i zostawiła
oszołomionego smoka w tyle.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Seungri, w
przeciwieństwie do upartego Kwon Jiyonga, przystawał na wszystko, co
zaproponowała mu Jackie, chcąc uczynić ją jak najszczęśliwszą.
Mina mu
jednak nieco zrzedła, gdy usłyszał że ta chce iść do sklepu z ciuchami, przywołał
jednak na usta swój uśmiech numer pięć pod tytułem „Matko jaki ja jestem
zachwycony”, i wziął taksówkę, by zabrać dziewczynę do upatrzonego przezeń
sklepu.
Kiedy weszli
do środka, z westchnieniem ulgi stwierdził jednak, że jedna połowa przeznaczona
była dla kobiet, druga zaś dla mężczyzn. Poczuł się więc raźniej, widząc paru
zbłąkanych mężczyzn wędrujących wśród spodni, zerkających jednak co chwila na
damską część klienteli.
W tym
momencie dotarło wreszcie do naszego biednego maknae, czemu to Jackie wybrała ten konkretny sklep… na środku
damskiej części z ubraniami stał długi na kilkanaście metrów wybieg; każda z
pań mogła się po nim przejść i zaprezentować swoją kreację, a na widowni
ustawione były małe kanapki, na których, o zgrozo!, mógł zasiąść każdy.
Jackie oczy
się na to zaświeciły, i zanim Seunghyun zdołał cokolwiek powiedzieć, ta już
zanurkowała między wieszaki z ciuchami, rzucając mu tylko:
- Usiądź
sobie na widowni i pooglądaj, Seungri Oppa!
Chciał jej
dopowiedzieć, że z chęcią usiądzie i popatrzy, ale najlepiej w ich dormie, a
nie w miejscu publicznym, ale nie było mu to dane.
Z głośnym
westchnięciem opadł na wytartą, wysłużoną kanapę, akurat w momencie, gdy pewna
mocno starszawa pani, ubrana w za ciasną, króciutką sukieneczkę dla
dwudziestolatek, postanowiła przejść się wybiegiem.
Zadowolona,
że ma audiencję (którą był niestety jedynie biedny panda), zaczęła jeszcze
bardziej trząść swoim wiekowym kuprem, a Seungri poczuł, jak śniadanie
podchodzi mu do żołądka, i wzrokiem zaczął szukać kosza na śmieci, który by mu
ulżył w cierpieniu.
W następnej
chwili przed oczami wyrosła mu zgrabna postać Jackie, i podziękował Bogu za to,
że przesłoniła sobą niezbyt ciekawe sceny dziejące się na wybiegu. W rękach
trzymała dwie sukienki – jedną zgrabną i prostą, czerwoną mini, a w drugiej
podobnego fasonu, z lekka marszczoną po bokach, czarną.
- Która ci
się bardziej podoba, Oppa? – spytała,
niewinnie przekręcając głowę na bok, a ten zaniemówił na chwilę.
Po chwili
udało mu się odzyskać głos i powiedzieć, że czerwona jest lepsza, a dziewczyna
zadowolona ruszyła do przebieralni.
Maknae za to przełknął głośno ślinę, bo na
samą myśl zrobiło mu się gorąco.
Pięć minut
później, gdy jego katusze wreszcie się skończyły, bo obsłudze udało się w końcu
zdjąć z wybiegu frywolną staruszkę, nad Seungrim nareszcie zaświeciło słońce,
odkąd wszedł do sklepu.
Na wybieg
wkroczyła w czerwonej sukience jego własnego wyboru Jackie.
Biła od niej
pewność siebie i seksapil, ale również elegancja i styl. Oszołomiony, przysiadł
bardziej na kanapce, rozdziawiając z oniemienia usta.
Nim nawet
dziewczyna do niego doszła, gestem ręki przywołał do siebie pracownika sklepu.
- Poproszę tę
sukienkę – mruknął tylko, nie odwracając wzroku od Polki.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- No, to
gdzie chcesz iść? – spytał pogodnie blondyn, kiedy już nieco otrząsnął się z
faktu, jak łatwo uległ tej niepozornej rudowłosej Europejce.
- Do sklepu z
najlepszymi strojami, jakie tylko tu macie – odparła całkiem poważnie, miziając
po puchatym futerku swojego Dygotka.
Daesung
zamyślił się na chwilę, a potem w jego oczach zabłysnął złowrogi ognik, który
jednak w następnej sekundzie zastąpiony został zwykłym, wesołym uśmiechem.
- Najlepsze
stroje mieli Adam i Ewa – stwierdził niewinnie, a dziewczyna mrużąc oczy
spojrzała na niego podejrzliwie.
- Nie jestem
neandertalczykiem, żeby przewiewy mi nie przeszkadzały – odpowiedziała, przytulając
do siebie mocniej misia.
- Przewiewy
zawsze można czymś zatkać, na przykład innym ciałem – rzucił, nie spuszczając z
Ann uważnego wzroku spod na wpół przymkniętych powiek.
- Można
jednak tego w prosty sposób uniknąć. Zabieraj mnie do sklepu z ciuchami! –
ucięła przekomarzanie się, a mężczyzna musiał przyznać swoją porażkę.
Nakierował
ich na kurs do sklepu, który, miał nadzieję, spodoba się Polce, kiedy nagle
zorientował się, że ta nie idzie obok niego, tuląc do siebie swoją przytulankę.
Rozejrzał się nerwowo wokół, ale nigdzie jej nie było, i jęknął sfrustrowany.
Jak mógł ją
zgubić? Kiedy? Nawet tego nie zauważył!
Zaczął się
cofać, bacznie rozglądając na boki i w boczne uliczki, mając nadzieję, że
gdzieś ją znajdzie.
Jakaż była
jego ulga, gdy zauważył ją usadowioną wygodnie na dziecinnej huśtawce i
huśtającej się łagodnie, razem z nieodłącznym Dygotkiem na kolanach. Widząc go,
klasnęła radośnie w dłonie.
- No,
nareszcie się pojawiłeś. Ile można czekać, co? Niegrzeczny Daesung! – skarciła
go, a on zaniemówił.
- Nie
mówiłaś, że chcesz iść na plac zabaw – zdołał tylko wydusić z siebie.
Ann zmrużyła
oczy, podnosząc łapkę misia do góry i celując nią w pierś mężczyzny.
- Dygotek
mówił, ale żeś buc i nie znasz polskiego, to go nie zrozumiałeś! – podsumowała
tylko, a Daesung postanowił się z nią nie droczyć tym razem.
Podszedł więc
tylko i bez słowa zaczął huśtać dziewczynę, a on pisnęła na to radośnie,
posyłając mu zadowolony uśmiech, który mile połechtał go w serce.
W tamtej
chwili nie zwracał nawet uwagi na Dygotka, którego łapka wciąż była na niego
skierowana i nieco go irytowała, ani nawet na gromadkę dzieci, która ustawiła
się wokół nich, krzycząc, a nawet wrzeszcząc, że ich kolej już dawno minęła i
żeby zwolnili huśtawkę.
Parę minut
później jednakże, Ann odebrała jakiegoś smsa, i zgrabnie zeskoczyła na ziemię,
kiwając tylko na blondyna, żeby do niej podszedł.
- Teraz
pójdziemy pomóc Dino i TOPowi Oppie,
a potem wreszcie na zakupy – zadecydowała, i ruszyła w stronę wyjścia z placu
zabaw, a Daesung zmarszczył brwi.
- Coś się
stało?
- Wzięli
taksówkę, ale TOP Oppa zapomniał
portfela z dormu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz