wtorek, 17 czerwca 2014

Bang in Bułgaria: Rozdział V

Z przerażeniem w oczach patrzyli na hordę dzikich, białych dzieciaków, wrzeszczących w nieznanym im języku i przepychających się w stronę baru. Chcąc uniknąć konieczności zajmowania się dzieciakami, Dino wcisnęła się pomiędzy TOPa i Daesunga. Uśmiechnęła się do nich jak gdyby nigdy nic, kradnąc najstarszemu z talerza ciasteczko i puszczając mu filuternie oczko.
Po chwili do ich stolika dotarabaniła się Ann, ciągnąc za sobą trójkę, zupełnie nowych dla BIGBANG, Europejczyków. Za rudowłosą szła blondynka, trzymając za rękaw wysoką, mroczną postać, utykającą niemożliwie. Jako ostatni szedł potargany blondyn, z marsową miną taszczący za sobą swoją nogę, której uczepiona była mała, rozwrzeszczana dziewczynka. Sapiąc, dobrnął do trójki, która na niego czekała. Spojrzał po wszystkich przy stole, a widząc tam małą blondynkę, oburzenie wpłynęło na jego twarz.
- A to metr pięćdziesiąt w czapce co tam robi, czemu nam nie pomaga? – obruszył się, próbując strząsnąć z siebie wciąż wrzeszczące dziecko.
Dziewczyna oburzyła się równie mocno, a TOP widząc jej minę spiął się, nawet pomimo faktu, że nic z polskiego zupełnie nie rozumiał.
- Odezwał się dryblas z owczym runem na łbie – prychnęła, zakładając ręce na piersi.
- Leo, zachowuj się – pouczyła go po angielsku Ann, głaszcząc delikatnie po głowie Daesunga, którego humor natychmiastowo się poprawił – I mówcie po angielsku, nie wszyscy tutaj są oblatani w wartych zainteresowania językach – zwróciła się do reszty, a ci pokiwali głowami ze zrozumieniem.
- No to może się przedstawmy, bo stoimy jak te kołki – rzuciła Eve, przekrzykując wciąż nie zamykającą się dziewczynkę. Nie czekając na odpowiedź, bo przecież plan był genialny, wyciągnęła rękę w stronę Koreańczyków.
- Eve – powiedziała tylko, a oni posłusznie chwycili po kolei jej dłoń i nią potrząsnęli, mrucząc jakieś nieskładne angielskie pozdrowienia pod nosem.
- Ten tutaj to Jack – wskazała na mrocznego metala, który w tamtej chwili jedynie egzystował, wsparty o ramię blondynki.
- Nie jest zbyt rozmowny – zauważyła Karol, szukając jakichkolwiek oznak życia u czarnego mężczyzny.
- Z tego, co udało nam się z niego wyciągnąć wynika, że wsadzili mu coś w dupę i dlatego nie może teraz za bardzo chodzić, a nawet się ruszać – na dowód potrząsnęła mocno chłopakiem, a ten wydał z siebie zbolały jęk i opadł bez sił na podłogę, przy akompaniamencie wymownej, oszołomionej ciszy.
- Ja jestem Leo – wysapał blondyn, kiwając do nich jedynie głową, bo właśnie podbiegło do niego dwóch małych chłopców, łapiąc go za ręce i przekrzykując siebie nawzajem „Druhu drużynowy…!”.
Po raz kolejny zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie dzikimi wrzaskami w tle i pojękiwaniem trójki dzieci uczepionych blondyna.
Nagle z drugiej strony stolika podszedł do nich Taeyang, w toku poprzednich wydarzeń zapomniany, jako że postanowił iść do pobliskiej cukierni i wykupić tony ciastek, którymi miał zamiar udobruchać ponurych TOPa i Daesunga. Teraz, obładowany siatami z najprzeróżniejszymi ciastami i ciasteczkami, wpatrywał się w rozszalały obraz nędzy i rozpaczy przed sobą. Widząc, jak trójka wygłodniałych sępów była bliska zagryzienia na śmierć wysokiego blondyna, którego się uczepiły, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Kiwając tylko głową, gdy Ann powiedziała do niego „O, Taeyang, poznaj naszych nienormalnych przyjaciół” po angielsku, podszedł do Polaka i uklęknął, zniżając się wzrokiem do poziomu małej dziewczynki. Spojrzała na niego ciekawsko, nie odrywając się jednak od nogi Europejczyka, pomimo jego usilnych prób. Koreańczyk, nie spuszczając z niej wzroku, wyjął z jednej z toreb wielkie, przepysznie wyglądające, czekoladowe ciastko i wszystkim wokół jak na zawołanie zabłyszczały oczy.
- Ciasteczko? – spytał po angielsku, wciąż patrząc prosto na nią. Obserwując go uważnie, i tym samym przyciskając policzek do nogi mężczyzny, chwyciła smakołyk w swoje małe łapki i chrupnęła go szybko. Dwójka pozostałych chłopców zatrzymała się w pół ruchu, obserwując niczym hieny degustującą dziewczynkę. Pół minuty później, gładząc się zadowolona po brzuszku, dała im ciche pozwolenie, puszczając w końcu Leo, i rozpętało się dzikie piekło. Tabun dzieciaków rzucił się na mężczyznę, a ten cierpliwie rozdawał każdemu z nich coraz to nowsze i wymyślniejsze specjały.
Blondynowi udało się przepchać do stolika, odciągając po drodze na bok zwłoki Jack’a, żeby dzieciaki nie zatratowały go na zupełną śmierć. Z uznaniem w oczach patrzył, jak niski mężczyzna szybko uwija się z nieokiełznanym stadem, w jednej chwili przeistaczając je w grupkę słodkich, potulnych baranków. Z zadowoleniem oparł się biodrem o brzeg stolika i założył ręce na piersi.
- Ej, możecie go nam wypożyczyć na jakiś czas? Ma świetne podejście do dzieci – zwrócił się do chłopaków po angielsku, a ci tylko zamrugali niezrozumiale, wciąż mocno oszołomieni, i G-Dragon głośno siorbnął trochę ramenu, nie zwracając uwagi na to, że ten był już zimny.
Taeyang podniósł się z kucków, głaszcząc pod drodze po główce dziewczynkę, która zadowolona ciamkała kolejne już ciastko. Podszedł do Leo, po czym rzucił mu miłe spojrzenie.
- Nie ma sensu do nich mówić po angielsku, TOP Hyung i GD rozumieją tylko podstawowe zwroty, a Seungri i Daesung tylko „Hi” i „Hello” – zauważył wesoło, wciskając mu do ręki ciastko. Wszyscy spojrzeli na niego z oszołomieniem, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- TOP Oppa… naprawdę nie umiecie angielskiego? – spytała mężczyzny zdziwiona Dino. Ten tylko wzruszył ramionami, rumieniąc się lekko i odwracając od niej wzrok, podobnie z resztą uczyniła reszta BIGBANG.
Dziewczyny spojrzały na nich z niejakim współczuciem w oczach, a GD postanowił wypić jednym haustem ramen, który jeszcze mu pozostał, udając, że nic takiego się nie stało.
- Radzimy sobie jakoś. Mamy Taeyanga i tłumaczy – rzucił w końcu starszy Seunghyun, poczuwając się do odpowiedzialności za resztę grupy, jako że był najstarszy. Reszta pokiwała tylko gorliwie głowami, nie mając ochoty dodawać wiele więcej od siebie, a Jackie współczująco poklepała Seungriego po ramieniu; podobnie chciała uczynić Karol z GD, ale z jego gardła wydobywały się niepokojące dźwięki, kiedy chciał wypić całą zupę za jednym razem.
- To takie trochę… nieuki z was, nie? – podsumowała po chwili ciszy Eve, a Taeyang tylko uśmiechnął się do niej miło, wręczając następne ciastko.
- Nie powiem, żeby cały swój czas spędzali produktywnie – odpowiedział tylko, a wszyscy rozumiejący angielski spojrzeli na niego oszołomieni, nawet Jack jęknął gdzieś cicho spod stołu.
Następne piętnaście minut zeszło im na usadzaniu rozhukanej braci harcerzy tak, żeby nie prowokować interwencji Hyun Suka (bo dzieciaki przeszkadzały bardzo wykwintnym gościom ekskluzywnej przecież kawiarenki YG Entertainment).
Kolejnym cudem było usadowienie ich metala na siedzeniu, wbrew jego gorącym protestom, że tyłek pali go ogniem piekielnym i że on sobie poleży. A następnym fakt, że udało im się usiąść w dwanaście osób przy sześcioosobowym stoliku (głównie dzięki kooperacji dziewczyn z chłopakami i Eve, która swoim spojrzeniem zagłady zrobiła miejsca na kolejne dwie osoby obok siebie, niemalże wciskając Jack’a i Leo w ścianę).
Dino i Ann pokrótce wyjaśniły całą sytuację dziewczynom, ale na ich pytania, jak wyciągnęły taki tabun ludzi z biura nielegalnych imigrantów, wszyscy biorący w tym udział, nie tylko one, zamilkli wymownie, blednąc. Po chwili dostały jedynie odpowiedź, że dowiedzą się wszystkiego, kiedy trauma minie.
Wszystko na nowo zaczęło się uspokajać przy stoliku; chłopaki powrócili do jedzenia, a dziewczyny usłużnie pomagały reszcie przyjaciół wybrać coś zjadliwego z menu.
W tym momencie jednak, do ich stolika, tupiąc głośno, podszedł nie kto inny jak straszliwy szef całego YG Entertainment – Papa Yang. Wszyscy struchleli na jego widok, a on założywszy ramiona na piersi, wycedził przez zęby:
- Co. to. jest. – i wskazał na rozochoconych harcerzy, którzy właśnie postanowili pobawić się w szarady, zaczynając od parteru i kafejki, a kończąc na salach treningowych i apartamentach idoli na samej górze.
Eve spojrzała na niego uważnie, obrzucając oceniającym spojrzeniem.
- A co to za ofiara terrorysty mody? – spytała po angielsku z niesmakiem, a cała reszta wciągnęła głęboko powietrze. Żyłka na czole Hyun Suka groziła pęknięciem w każdej chwili, więc by ratować sytuację, czwórka dziewczyn postanowiła jakoś uratować sytuację.
- Dzień dobry, panie szefie Hyun Suk! – wyskoczyła Jackie, podskakując do niego i kłaniając się nisko.
- Proszę nie zwracać na nią uwagi, proszę pana, w Polsce panują trendy z Korei sprzed dwóch lat – pospieszyła jej w sukurs Karol, stając obok niej.
- Jaką piękną ma pan dzisiaj czapkę! – zachwyciła się Dino, poprawiając ją na głowie nieco mniej już pochmurnego szefa wytwórni.
- Przynajmniej nie nazwała pana pasztetem – pocieszyła go Ann, zajadając się ciasteczkiem, a Hyun Suk już otworzył usta by coś powiedzieć, gdy w słowo wszedł mu G-Dragon, który właśnie jako tako poradził sobie ze swoim ramenowym problemem.
- Hyun Suk Hyung… - zaczął, starając się przybrać jak najbardziej autorytarną pozę, jednak zaraz ugiął się pod twardym spojrzeniem swojego szefa – Bo wyniknęła pewna sprawa – dokończył kulawo, starając się nadrobić animuszu przez władcze wskazanie trójki ludzi i młodzieżowej dziczy.
Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni, a Leo nawet podniósł brew do góry, czując się wyjątkowo butny po tym, jak udało mu się ocalić od zbeszczeszczenia swój tyłek i ogarnąć harcerską brać (choć to ostatnie notabene nie było jego zasługą, a on ni w ząb nie rozumiał koreańskiego).
- Sprawa? Chyba kataklizm – warknął przez zaciśnięte zęby, pozwalając dziewczynom dalej uskuteczniać swoje zabiegi otrzepywania go z niewidzialnego kurzu. Na chwilę zapadła niezręczna cisza, aż w końcu BIGBANG, chcąc uratować swojego lidera, zaczęli przekrzykiwać się jeden przez drugiego:
- Bo Hyun Suk Hyung, to wszystko przez to, że…
- Te dzieci nigdy się nie uczyły, jak się zachowywać w…
- … publiczne miejsca to dla nich nowość…
- … bo to takie sieroty bez domu – TOP wzruszył ramionami, gdy po raz kolejny oczy całej grupy zwróciły się na niego. No co? Starał się jakoś ratować sytuację.
- No… tak. Bo to… - tu G-Dragon wskazał na Eve, Leo i Jack’a – są przyjaciele naszych laureatek. A to… - ruch ręki w stronę dziecięcej masy – są biedne, bezdomne dzieci, którymi oni się opiekują. One nigdy nie były w tak wykwintnym miejscu, znają tylko biedne, smutne polskie podwórka. Byliśmy przekonani, że ty im pomożesz, Hyun Suk Hyung – skończył, a reszta po chwili wahania przytaknęła mu gorliwie, nie znając żadnego innego pomysłu, jak z tego wybrnąć. Szef YG Entertainment zmrużył tylko oczy, obserwując ich przez parę sekund.
- Skoro są takie biedne, to co robią tutaj w Korei, w harcerskich mundurkach? – mruknął podejrzliwie, zakładając ręce na piersi, a GD przełknął nerwowo ślinę.
- Mają mundurki, żeby można ich było odróżnić od innych, normalnych dzieci. A do Korei zaprosiło ich pewne stowarzyszenie dla biednych młodych, ale splajtowało tuż zanim oni tu przyjechali, i dowiedzieli się dopiero na miejscu. Teraz, nie mają gdzie się podziać – powiedział bez zająknięcia Taeyang, a Jiyong spojrzał na niego z wdzięcznością, bo pokonany, miał już w planach schować twarz w miskę po ramenie.
Jeszcze przez parę chwil panowała pełna napięcia cisza, aż w końcu kamienna maska na twarzy Hyun Suka przełamała się, i pociągnął głośno nosem, a BIGBANG i grupka Polaków spojrzeli na niego dziwnie.
- Biedne sierotki… - załkał, ocierając łezkę z oka ich szef, a Seungri musiał wsadzić sobie pięść w usta, żeby powstrzymać się od śmiechu. Leo, Jack i Eve obserwowali mężczyznę z nieodgadnionymi minami, przestając nawet na chwilę jedzenie.
- Ja… ja wam pomogę – oświadczył w końcu dobitnie, gdy wytarł już oczy chusteczką, którą podarowała mu Karol, a TOPowi z wrażenia wypadł z ust kawałek ciasteczka, które łaskawie zostawiła mu Dino.
-… P- Pomoże? – powtórzył niepewnie G-Dragon, a Daesung pogodnie zawtórował:
- Pomoże, pomoże!
- Jiyong – Hyun Suk zwrócił się do lidera grupy, a ten drgnął nerwowo – zabierz zespół i nasze urocze laureatki – tu kiwnął głową w stronę Karol, Jackie i Ann, bo Dino zniknęła gdzieś w niewiadomym kierunku – na zakupy, za które zapłacicie swoimi kartami – wszyscy przeklęli cicho w myślach, a dziewczyny uśmiechnęły się do siebie usatysfakcjonowane – A ja… - spojrzał na nic nie rozumiejącą trójkę i watahę rozwrzeszczanej dzieciarni – załatwię wam kemping i wyżywienie – dokończył triumfalnie, ale nie dostał oklasków i owacji na stojąco, tak jak się tego spodziewał.
Jego moment konsternacji przerwał w końcu Taeyang, który pogodnym głosem stwierdził tylko:
- Oni nie rozumieją koreańskiego, Hyun Suk Hyung. To ja pójdę wami, i będę wam tłumaczyć – dodał, a ten kiwnął głową. Następnie przetłumaczył co powiedział na angielski, i wnet odezwał się Leo:
- A zajmiesz się dziećmi? – spytał chytrze, wyzywająco patrząc mu w oczy.
- Jak ładnie poprosisz – odgryzł się z nieznikającym uśmieszkiem na ustach Youngbae, a ten kiwnął zadowolony głową.
- Później – zapewnił tylko Koreańczyka, podnosząc do pionu Jack’a, i ciągnąc go śladem Eve, która niezbyt wciąż przejęta całą sytuacją, podążała bez zainteresowania za CEO YG Entertainment.
Taeyang więc tylko pomachał reszcie, ukazując im swoje perliście białe zęby, i ruszył za dwoma Polakami, nucąc sobie cicho „Ringa Linga” pod nosem.
Przy stoliku zaległa nieco skrępowana cisza, którą w końcu postanowił przerwać G-Dragon.
- Ekchm – odchrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę reszty – Skoro szef tak powiedział, to chyba możemy stwierdzić, że resztę dnia mamy wolne…
-… Na zakupy – dodała szybko Karol, żeby nie zapomniał, i posłała mu słodki uśmiech, gdy spojrzał na nią trochę spod byka, już martwiąc się o stan swojej karty kredytowej wieczorem.
- … na zakupy – skończył w końcu niechętnie, a zadowoleni z takiego obrotu spraw TOP, Seungri i Daesung (bo w końcu mogli wykorzystać ten czas, żeby popodsypiać na ławkach pod sklepami z ciuchami) zaczęli bić mu brawo.
- W takim razie, my musimy się przygotować – poinformowała ich Jackie, wstając ze swojego miejsca obok Seungriego, a ten jęknął cicho z zawodu.
- Zgadzam się – zgodnie stwierdziły Ann i Karol, a ta pierwsza dodała jeszcze, zwracając się do Daesunga:
- Ubierz się ładnie i nie zapomnij swojej karty kredytowej – upomniała go, a on nieco zdezorientowany pokiwał tylko głową, gdy i ona wstała od stołu.
- A gdzie znów poleciała Dino? – spytał TOP marszcząc brwi i rozglądając się w poszukiwaniu za dziewczyną, której nigdzie w zasięgu jego wzroku nie było.
- Siku – odpowiedziały zgodnie wszystkie trzy, a Karol dodała jeszcze:
- Przyzwyczajaj się, TOP Oppa, to jej zboczenie, od zawsze. No, to my lecimy się przebrać. Zobaczymy się za godzinkę, mój bohaterze? – dodała żartobliwie na koniec, widząc pochmurną minę pana Kwon, że to nie on decyduje tutaj o godzinie spotkania. Na to rozchmurzył się widocznie, kiwając jej tylko głową, a te zadowolone ruszyły ku schodom (ku uldze Karol i Jackie, a niezrozumieniu i jękom niezadowolenia Ann).
- Aa, TOP Oppa, poczekasz na Dino pod toaletami i powiesz jej, co i jak? My już lecimy – rzuciła Jackie, a ten tylko milcząco pokiwał głową, wstając i ruszając w stronę damskiej toalety – Tylko nie wejdź do środka! – dodała wystraszona, widząc jego robotyczne ruchy i głębokie zamyślenie na twarzy.
- Maknae, orient na Hyunga – rzucił w stronę Seungriego Jiyong, podnosząc się i również wychodząc – Dopilnuj, żeby nie wywołał skandalu i wracaj grzecznie do naszego dormu, nie chcemy żebyś podglądał – ostrzegł go niemo, a ten, choć lekko naburmuszony, zrobił jak jego lider mu kazał.
- Widzicie, jak nam wszystkim razem miło? – zaśmiał się swoim zwyczajem Daesung, w podskokach biegnąc pod schodach na górę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z ulgą wypisaną na twarzy wyszła z łazienki, po czym niemal natychmiastowo wpadła na coś wysokiego i twardego. Jęknęła boleśnie, gdy odbiła się od przeszkody z całej siły, przygotowując się mentalnie na spotkanie trzeciego stopnia z podłogą, gdy czyjeś silne, mocne ramiona złapały ją w pół, powstrzymując od upadku.
Zdziwiona krzyknęła wystraszona, a za chwilę męska dłoń odsunęła grzywkę z jej oczu. Mężczyzna nie zdążył nic powiedzieć, gdy wystraszony pisk przerwał jego akcje i dziewczyna z całej siły walnęła go po ramieniu.
- Nie tykać grzywki! – oburzyła się, po czym spojrzała w górę i zaniemówiła, widząc nad sobą równie zadziwionego jej zachowaniem Seunghyuna seniora.
- Przepraszam – podniósł tylko ręce w geście poddania, a ona prychnęła cicho pod nosem, czując jak niechciany rumieniec wpływa na jej policzki.
- No, to zapamiętaj sobie, TOP Oppa – burknęła tylko, za chwilę odwracając od niego wzrok, na co ten pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Idziemy na zakupy, dziewczyny poszły już się przygotowywać, za godzinę spotykamy się tutaj na dole – powiedział w końcu, a jej oczy zajaśniały z ekscytacji, i chłopak poczuł, że ten dzień mógł być jeszcze ciekawszy niż do tej pory.
- Obiecuję, że będę grzeczny i nie będę tykać tego, czego nie powinienem – obiecał nawet, a blondynka spojrzała na niego podejrzliwie.
- Ale że obiecujesz obiecujesz?
-Obiecuję że obiecuję że obiecuję.
- Dobrze – stwierdziła w końcu zadowolona po paru minutach kontemplacji – To ja idę do dziewczyn – i już jej nie było, a Seunghyun tylko pokręcił do siebie głową.
Kobiety…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Półtorej godziny później (spóźniły się, bo Karol nie mogła znaleźć odpowiedniej torebki), czwórka dziewczyn znalazła się na dole, by zostać przywitanymi przez nad wyraz ciekawy widok.
G-Dragon, TOP jak i Seungri spoglądali nerwowo na swoje zegarki, tupiąc nerwowo nogami, i przekomarzając się dosyć głośno, a Daesung stał obok, pogrążony we własnym świecie, podśpiewując sobie „Wings” pod nosem.
- A jak coś im się stało, Hyung?! – krzyknął w końcu zmartwiony maknae, a Jiyong pokręcił tylko na to głową.
- To kobiety Seungri, ich nie zabije nawet klęska żywiołowa – stwierdził z zupełną powagą, a ten spojrzał na niego z dziwną miną – Co nie znaczy, że nie mogłyby się pospieszyć – dodał ciszej cichym pomrukiem.
- O, popatrzcie jak się stęsknili – usłyszeli nad sobą monotonny głos rudowłosej dziewczyny, i wszyscy niemal jak jeden mąż przyjęli luźne pozycje, nie chcąc zdradzić tym samym swojego oczekiwania dotyczącego całej zakupowej wyprawy.
Ann nie zwróciła na to jednak najmniejszej uwagi, z zadowoleniem podchodząc do oczekującego jej Daesunga, ze swoim nieodłącznym Dygotkiem pod pachą. Blondyn zmierzył go ostrożnym spojrzeniem, niczym jakiegoś niewytłumaczalnego rywala.
- A on… nie powinien zostać w pokoju…? – spytał ostrożnie, ale dziewczyna kategorycznie pokiwała głową na nie.
- Pomoże mi wybrać nowe ciuchy. Wziąłeś swoją kartę kredytową? – zmrużyła oczy, patrząc na niego uważnie, a ten przełknął głośno ślinę, bez słowa salutując przed odważną Polką.
- No, to może za dobre sprawowanie też ci coś kupimy – stwierdziła w końcu udobruchana, i bez słowa ruszyła do drzwi, a za nią, niczym potulny, posłuszny piesek, powędrował nieco zagubiony Daesung.
Cała reszta odprowadziła ich wzrokiem we wszechobecnym milczeniu, które w końcu przerwał TOP.
- Ona tak zawsze, czy tylko jak w grę wchodzą ciuchy? – spytał niepewnie, a Europejki pokręciły na to tylko głowami.
- Chyba mu to jednak niezbyt przeszkadza… - stwierdziła Dino, patrząc jak Koreańczyk posłusznie otwiera drzwi przed rudowłosą.
- Nie na darmo miał w pokoju ten bicz – powiedział tylko GD, i wszyscy nagle jak jeden mąż stwierdzili, że lepiej będzie nie wchodzić w jeszcze głębsze tajniki pokoju ich wiecznie uśmiechniętego kolegi z zespołu.
Ustalili więc, w jakim składzie wychodzą na zakupy, gdzie jest ich punkt zborny, a także przewidywany czas tej jakże miłej rozrywki (ustalony przez smoka, a poprawiony co najmniej dwa razy przez Karol).
Dino zaoferowała się, że wyśle Ann smsa z instrukcjami, i wyruszyli.
Zakamuflowani, co by bezpiecznie mogli po Seoulu chodzić, po wyjściu z budynku podzielili się na trzy pary i powędrowali w trzy różne strony świata.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- To… gdzie chcesz iść, pokazać ci coś? – spytał Seunghyun senior, drapiąc się niezręcznie po głowie, i obserwując jak drobna blondynka obok niego pruje naprzód, nawet nie oglądając się na boki.
Dziewczyna rzuciła mu  wyrwane z innego świata spojrzenie, po czym zastanowiła się nad pytaniem mężczyzny.
- Hmm… moglibyśmy pójść do jakiejś dobrej restauracji, jestem pewna że ty jakąś znasz, Oppa – rzuciła mu wyczekujący uśmiech, a TOP musiał stwierdzić, że dziewczyna była pierwszą, która prosiła go najpierw o jedzenie, a potem o zakupy, jeśli w ogóle.
Rozpromienił się na to, szczęśliwy że mimo wszystko nie będzie musiał wędrować po dziwnych sklepach wypełnionych kobiecymi, frywolnymi ciuszkami (choć musiał przyznać, że z chęcią by zobaczył Europejkę w takich ubraniach – od razu przypominała mu się wczorajsza noc i dzisiejszy poranek).
Widząc, jak dziewczyna chce skręcić w lewo, złapał ją bezmyślnie za ramię i przyciągnął do siebie, a znana z braku jakiejkolwiek harmonii ruchowej Dino, runęła na niego jak bardzo zgrabna, sztywna kłoda, niespodziewanie wyrwana do tyłu.
Prychnęła w pierś mężczyzny, próbując złapać dech w płucach, ale zniewalające perfumy mężczyzny skutecznie jej to uniemożliwiały.
- Oj, przepraszam – usłyszała gdzieś nad sobą, ale doskonale słychać było, że w niskim głosie nie było ani krztyny żalu czy skruchy.
Faceci…
Gdy wreszcie udało jej się odsunąć, spojrzała na niego bykiem, rumieniąc się lekko, i pedantycznym ruchem poprawiając swoją grzywkę.
- Musimy iść w prawo, niedaleko jest bardzo dobra knajpka, znam właściciela, załatwi nam fajne miejsca – wyszczerzył się do niej niewinnie, i nie czekając na jej odpowiedź, pociągnął ją w obranym przez siebie kierunku.
Pół godziny później, zaczęło jej burczeć w brzuchu, i westchnęła cicho.
- TOP Oppa… - mruknęła, ciągnąc mężczyznę za rękaw, by na nią spojrzał – Daleko jeszcze?
Seunghyun zmarszczył brwi, rozglądając się wokoło uważnie, po czym stwierdził całkiem poważnie.
- Nie, już blisko. Poznaję tę okolicę – stwierdził dumnie, a Dino miała ochotę schować twarz w dłoniach.
- To dlatego że idziemy tędy już czwarty raz.
- Wcale nie! – oburzył się pseudo przewodnik, urodzony i wychowany w Seoulu.
- Oppa, za każdym razem mijamy tę ławeczkę z nabazgranym sikającym psem.
- Hmm… to pewnie dlatego przestała mnie już zadziwiać niesamowita długość jego…
- Oppa, ja tu umieram z głodu!
- … ogona.
Po następnych piętnastu minutach mężczyzna przyznał wreszcie, że się zgubili.
Po następnych dwudziestu, Dino udało się przekonać dumnego męskiego przedstawiciela rasy ludzkiej, by spytał o drogę.
Wskoczyli po drodze do jakiegoś zapomnianego przez świat sklepiku, a gdy rzucili sprzedawcy hasło „Hongdae”, ten spojrzał na nich jak na wariatów.
- Panie, toż to co najmniej dziesięć kilometrów stąd na piechotę!
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Po krótkiej sprzeczce z G-Dragonem, gdzie wpierw powinni wstąpić (bój toczył się między sklepem z bielizną, który Karol miała już dawno upatrzony, a sklepem muzycznym, do którego chciał wejść smok), zgodnym krokiem ruszyli w stronę sklepu z muzyką, albowiem Jiyong kategorycznie odmówił bawienia się w kobiece fatałaszki, a nawet zagroził atakiem paniki w sklepie, narobieniem wstydu Karol, wstrząsem anafilaktycznym i tym samym opóźnieniem wydania następnego albumu BIG BANG.
- Jak chcesz, Oppa – wzruszyła tylko ramionami Karol – A miałam ci się pokazać w stroju, który sam byś dla mnie wybrał – i powędrowała dalej, a pan Kwon zmarszczył brwi, podczas kiedy jego usta otworzyły się bezwiednie.
Jego procesy myślowe zaczęły przetwarzać całą hipotetyczną sytuację, a usłużne alter ego podpowiedziało mu wynik: Jesteś totalnym kretynem i bucem, Jiyonggie. A miałeś taką szansę…
Mężczyzna przeklął swoje alter go w myślach, ale po cichu przyznał mu rację.
Następnym razem słuchaj się kobiet, Jiyong – upomniał siebie.
Kiedy w końcu dotarli na miejsce, otworzył usłużnym gestem drzwi przed dziewczyną, chcąc ją udobruchać, choć jej mina była daleka od tej, którą by można nazwać obrażoną.
Powitały ich rzędy półek po brzegi wypełnionych płytami, i obydwoje westchnęli z zachwytem.
Najpierw, swoim zwyczajem, G-Dragon powędrował do regału z koreańskim popem, pragnąc zorientować się, jakich będą mieli rywali podczas wydawania swojego kolejnego krążka.
Czuł, że Karol szła za nim, przez jakiś czas ciekawie spoglądając mu przez ramię, parę minut później uczucie to jednak zniknęło.
Rozejrzał się wokoło i poczuł zastrzyk adrenaliny w żyłach. Jak okiem sięgnąć, nigdzie nie widział lekko kręconych włosów Polki.
Wyciągnął z kieszeni telefon, z zamiarem zadzwonienia do dziewczyny, ale po chwili zorientował się, że przecież nie ważne jakim geniuszem jest, nie wziął od niej numeru. Drugą opcją było zadzwonienie na policję, ale stwierdził po chwili, że to byłaby nieco zbyt wielka przesada.
Postanowił więc na spokojnie, tak po ludzku, przejść się po sklepie, i jej poszukać. Kiedy jednak po dwóch rzędach nie znalazł nic oprócz podejrzanego metala w dredach i smutnie na niego patrzącego Emo, zaczął panikować.
Puścił się biegiem przez sklep, a w głowie nie wiedzieć czemu grała mu melodia do „Crooked”, i zaczął nucić cicho piosenkę pod nosem.
Gdy w końcu ujrzał Karol na horyzoncie, aż zaparło mu dech w piersiach. Na tyłach sklepu znajdowały się najprzeróżniejsze instrumenty muzyczne na sprzedaż, w tym gitary. Na jednej z nich właśnie grała Europejka, a od tyłu obejmował ją przystojny, umięśniony, młody mężczyzna z obsługi sklepu. Zbliżając się, Jiyong zwolnił i przybrał dostojną, wyprostowaną pozę, starając się ukryć swój gwałtowny, urywany oddech od biegu.
Zanim nie ruszył do boju, na plakietce chłopaka odczytał jeszcze jego zagranicznie brzmiące imię „William” i stwierdził, że on nie lubi takiej komerchy i że chłopak jest jak Kardashianki na wyprzedaży – tanie i niepotrzebne.
Ten cały… Will, był w trakcie układania palców Europejki na gryfie gitary, gdy usłyszał nad sobą nieco zdenerwowane chrząknięcie smoka.
Obydwoje spojrzeli w górę, a zmieszany chłopak z okrzykiem „Mammia Mia!” odsunął się od Polki. Ta spojrzała niewinnym wzrokiem na G-Dragona i wstała z siedzenia, po czym podziękowała z wielkim uśmiechem pracownikowi.
Bez słowa wyszli razem ze sklepu, przy akompaniamencie jedynie cichych prychnięć pod nosem mężczyzny.
- On się lepił do ciebie – stwierdził w końcu burkliwie, a ona tylko pogodnie wzruszyła ramionami.
- On na pewno poszedł by ze mną do sklepu z bielizną – powiedziała z uśmiechem i zostawiła oszołomionego smoka w tyle.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Seungri, w przeciwieństwie do upartego Kwon Jiyonga, przystawał na wszystko, co zaproponowała mu Jackie, chcąc uczynić ją jak najszczęśliwszą.
Mina mu jednak nieco zrzedła, gdy usłyszał że ta chce iść do sklepu z ciuchami, przywołał jednak na usta swój uśmiech numer pięć pod tytułem „Matko jaki ja jestem zachwycony”, i wziął taksówkę, by zabrać dziewczynę do upatrzonego przezeń sklepu.
Kiedy weszli do środka, z westchnieniem ulgi stwierdził jednak, że jedna połowa przeznaczona była dla kobiet, druga zaś dla mężczyzn. Poczuł się więc raźniej, widząc paru zbłąkanych mężczyzn wędrujących wśród spodni, zerkających jednak co chwila na damską część klienteli.
W tym momencie dotarło wreszcie do naszego biednego maknae, czemu to Jackie wybrała ten konkretny sklep… na środku damskiej części z ubraniami stał długi na kilkanaście metrów wybieg; każda z pań mogła się po nim przejść i zaprezentować swoją kreację, a na widowni ustawione były małe kanapki, na których, o zgrozo!, mógł zasiąść każdy.
Jackie oczy się na to zaświeciły, i zanim Seunghyun zdołał cokolwiek powiedzieć, ta już zanurkowała między wieszaki z ciuchami, rzucając mu tylko:
- Usiądź sobie na widowni i pooglądaj, Seungri Oppa!
Chciał jej dopowiedzieć, że z chęcią usiądzie i popatrzy, ale najlepiej w ich dormie, a nie w miejscu publicznym, ale nie było mu to dane.
Z głośnym westchnięciem opadł na wytartą, wysłużoną kanapę, akurat w momencie, gdy pewna mocno starszawa pani, ubrana w za ciasną, króciutką sukieneczkę dla dwudziestolatek, postanowiła przejść się wybiegiem.
Zadowolona, że ma audiencję (którą był niestety jedynie biedny panda), zaczęła jeszcze bardziej trząść swoim wiekowym kuprem, a Seungri poczuł, jak śniadanie podchodzi mu do żołądka, i wzrokiem zaczął szukać kosza na śmieci, który by mu ulżył w cierpieniu.
W następnej chwili przed oczami wyrosła mu zgrabna postać Jackie, i podziękował Bogu za to, że przesłoniła sobą niezbyt ciekawe sceny dziejące się na wybiegu. W rękach trzymała dwie sukienki – jedną zgrabną i prostą, czerwoną mini, a w drugiej podobnego fasonu, z lekka marszczoną po bokach, czarną.
- Która ci się bardziej podoba, Oppa? – spytała, niewinnie przekręcając głowę na bok, a ten zaniemówił na chwilę.
Po chwili udało mu się odzyskać głos i powiedzieć, że czerwona jest lepsza, a dziewczyna zadowolona ruszyła do przebieralni.
Maknae za to przełknął głośno ślinę, bo na samą myśl zrobiło mu się gorąco.
Pięć minut później, gdy jego katusze wreszcie się skończyły, bo obsłudze udało się w końcu zdjąć z wybiegu frywolną staruszkę, nad Seungrim nareszcie zaświeciło słońce, odkąd wszedł do sklepu.
Na wybieg wkroczyła w czerwonej sukience jego własnego wyboru Jackie.
Biła od niej pewność siebie i seksapil, ale również elegancja i styl. Oszołomiony, przysiadł bardziej na kanapce, rozdziawiając z oniemienia usta.
Nim nawet dziewczyna do niego doszła, gestem ręki przywołał do siebie pracownika sklepu.
- Poproszę tę sukienkę – mruknął tylko, nie odwracając wzroku od Polki.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- No, to gdzie chcesz iść? – spytał pogodnie blondyn, kiedy już nieco otrząsnął się z faktu, jak łatwo uległ tej niepozornej rudowłosej Europejce.
- Do sklepu z najlepszymi strojami, jakie tylko tu macie – odparła całkiem poważnie, miziając po puchatym futerku swojego Dygotka.
Daesung zamyślił się na chwilę, a potem w jego oczach zabłysnął złowrogi ognik, który jednak w następnej sekundzie zastąpiony został zwykłym, wesołym uśmiechem.
- Najlepsze stroje mieli Adam i Ewa – stwierdził niewinnie, a dziewczyna mrużąc oczy spojrzała na niego podejrzliwie.
- Nie jestem neandertalczykiem, żeby przewiewy mi nie przeszkadzały – odpowiedziała, przytulając do siebie mocniej misia.
- Przewiewy zawsze można czymś zatkać, na przykład innym ciałem – rzucił, nie spuszczając z Ann uważnego wzroku spod na wpół przymkniętych powiek.
- Można jednak tego w prosty sposób uniknąć. Zabieraj mnie do sklepu z ciuchami! – ucięła przekomarzanie się, a mężczyzna musiał przyznać swoją porażkę.
Nakierował ich na kurs do sklepu, który, miał nadzieję, spodoba się Polce, kiedy nagle zorientował się, że ta nie idzie obok niego, tuląc do siebie swoją przytulankę. Rozejrzał się nerwowo wokół, ale nigdzie jej nie było, i jęknął sfrustrowany.
Jak mógł ją zgubić? Kiedy? Nawet tego nie zauważył!
Zaczął się cofać, bacznie rozglądając na boki i w boczne uliczki, mając nadzieję, że gdzieś ją znajdzie.
Jakaż była jego ulga, gdy zauważył ją usadowioną wygodnie na dziecinnej huśtawce i huśtającej się łagodnie, razem z nieodłącznym Dygotkiem na kolanach. Widząc go, klasnęła radośnie w dłonie.
- No, nareszcie się pojawiłeś. Ile można czekać, co? Niegrzeczny Daesung! – skarciła go, a on zaniemówił.
- Nie mówiłaś, że chcesz iść na plac zabaw – zdołał tylko wydusić z siebie.
Ann zmrużyła oczy, podnosząc łapkę misia do góry i celując nią w pierś mężczyzny.
- Dygotek mówił, ale żeś buc i nie znasz polskiego, to go nie zrozumiałeś! – podsumowała tylko, a Daesung postanowił się z nią nie droczyć tym razem.
Podszedł więc tylko i bez słowa zaczął huśtać dziewczynę, a on pisnęła na to radośnie, posyłając mu zadowolony uśmiech, który mile połechtał go w serce.
W tamtej chwili nie zwracał nawet uwagi na Dygotka, którego łapka wciąż była na niego skierowana i nieco go irytowała, ani nawet na gromadkę dzieci, która ustawiła się wokół nich, krzycząc, a nawet wrzeszcząc, że ich kolej już dawno minęła i żeby zwolnili huśtawkę.
Parę minut później jednakże, Ann odebrała jakiegoś smsa, i zgrabnie zeskoczyła na ziemię, kiwając tylko na blondyna, żeby do niej podszedł.
- Teraz pójdziemy pomóc Dino i TOPowi Oppie, a potem wreszcie na zakupy – zadecydowała, i ruszyła w stronę wyjścia z placu zabaw, a Daesung zmarszczył brwi.
- Coś się stało?

- Wzięli taksówkę, ale TOP Oppa zapomniał portfela z dormu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz