wtorek, 15 lipca 2014

Bad Intensions: Rozdział II



Przez całą drogę autem była zbyt zszokowana, by chociażby poruszyć palcem. Droga trwała kilka godzin, i tylko raz, na jakiejś stacji benzynowej na tyle odzyskała pewności siebie, że postanowiła uciec. Leki który podał jej ten cały Baekhyun zaczęły już działać, i teraz tylko od czasu do czasu jej ciało zalewały fale gorąca, które na szczęście nie były już takie straszne do zniesienia.
Zatrzymali się na tankowanie, i udało jej się przekonać zdecydowanie jak dla niej nadopiekuńczego LuHana, że musi iść do toalety. Po drodze zauważyła, że jechali małym konwojem – za nimi jechały kolejne trzy czarne auta, ale nie wysiadł z nich nikt oprócz kierowców, którzy tankowali, a także jelonek, który postanowił poczekać na nią pod drzwiami od łazienki (bo, jak jej wytłumaczył, wjechali właśnie na teren innej watahy, a ona ma ruje, i do tego nie ma na sobie żadnego zapachu Alfy, nie jest więc tutaj do końca bezpieczna, mimo że jego szef jest w stanie w każdej chwili zareagować, jak ją zapewnił).
Z ciężkim westchnieniem zamknęła za sobą drzwi na zasuwkę, po czym bezceremonialnie zamknęła klapę od toalety i wskoczyła na nią, starając się otworzyć lufcik pod sufitem jak najciszej się dało. Zawias skrzypnął cicho, ale LuHan nic jej nie powiedział, z zadowoleniem więc otworzyła go szerzej i zgrabnie wcisnęła w szparę, dziękując bogom, że potrafiła się wygiąć pod takim nienaturalnym kątem.
Już po chwili zeskoczyła na ziemię z gracją, sapiąc cicho pod nosem z wysiłku. Otrzepała ręce z kurzu i już miała ruszyć ku tyłowi stacji benzynowej, gdy wpadła na coś wielkiego. Jęknęła i odskoczyła do tyłu, a przed jej oczami stanął wysoki, postawny mężczyzna. Miał duże, szczere oczy i nawet miły uśmiech, który jednak wyglądał, jakby przed czymś mocno się wzbraniał. Najbardziej jednak jej uwagę przykuły jego odstające uszy.
- Kris prosił, żebyś ładnie wróciła do swojego samochodu i nie próbowała więcej uciekać. Jeśli nie, to wygoni ze środka Lulu i sam będzie z tobą jechał… a tego byś chyba nie chciała – popatrzyła na niego ponurym wzrokiem, klnąc cicho w myślach, ale on tylko posłał jej współczujący, trochę przepraszający uśmiech.
- Powiedział też, że mam cię do niego przyprowadzić, jak zobaczę, że chcesz uciec… ale sądzę, że ostrzeżenie na początek wystarczy – mrugnął do niej, a kącik jej ust zadrgał lekko w powstrzymywanym uśmiechu.
- Yeollie! – usłyszeli nagle zza załomu i za chwilę przed ich oczami znalazł się nieco zmachany Baekhyun. Widząc ich dwoje, samych do tego, zmarszczył brwi.
- Nie martw się Baekkie, uświadamiałem ją tylko o tym, żeby lepiej nie uciekać od naszego przywódcy – podszedł do niego i pogłaskał go po głowie, a ten przymknął oczy z zadowolenia.
- No, i mam nadzieję, że nic więcej – burknął do niego ciszej, rzucając mu jednak filuterny uśmiech. Potem zwrócił się do Dino:
- Jakby ktoś próbował ci coś zrobić, to idź albo do Yeollie’go – tu wskazał na mężczyznę – albo do mnie – pokazał na siebie – albo do Lulu – machnął ręką w stronę budynku, w którym wciąż sterczał jelonek – a w ostateczności, do Krisa – skończył, łapiąc ją za rękę i ciągnąc w stronę samochodu. Po drodze dyskretnie wyciągnęli ze sklepu niezadowolonego LuHana, który naburmuszył się, że dziewczyna go wykiwała, i wsiedli do czarnego vana raz jeszcze.
Przez cały ten czas, blondynka czuła na sobie badawcze, palące ją spojrzenie czyichś szkarłatnych oczu, nie miała jednak zielonego pojęcia, z którego z samochodów.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- No, wreszcie jesteśmy na miejscu – jęknął zadowolony LuHan, rozpierając się wygodniej na kanapie, zrelaksowany. Wjechali właśnie na ładną, wyasfaltowaną drogę w środku lasu, prowadzącą ich pod górę. W oddali widać było dwie wielkie wille, usytuowane nie tak daleko od siebie, na wielkim, samotnym wzgórzu.
„Nie ma co, idealna forteca” pomyślała gorzko, stwierdzając od razu, że ucieczka z takiego miejsca może być niemal mission impossible.
Po około dziesięciu minutach dojechali na rozstaj dróg, ale kierowca bez żadnego zastanowienia skręcił w lewo. Po chwili przejechali obok tabliczki z nazwą „Villa Negra” i Dino przełknęła głośno ślinę.
Osławiona w całym wilkołaczym świecie willa. Siedziba klanu Wu i całej ich watahy. Miejsce, z którego dosłownie nie ma ucieczki, chyba że przez śmierć.
I chyba taka jest dla niej jedyna opcja.
Baekhyun, który po incydencie na stacji benzynowej postanowił jechać z nimi, przykleił nos do szyby, marszcząc go trochę, uważnie obserwując zbliżający się budynek.
- Nie wygląda, jakby coś się kopciło – stwierdził w końcu po paru minutach obserwacji.
- Przyjrzyj się oknom – odparł bez zainteresowania jelonek, przyglądając się uważnie swoim paznokciom i porównując je z tymi dziewczyny.
Chłopak jeszcze raz spojrzał w stronę domu i jego oczy rozszerzyły się w niemym przerażeniu.
- Nie martw się, kazałem całej służbie wziąć dzisiaj wolne – wyszczerzył się zadowolony – W środku zostali tylko Ann i Chen, ale ich nawet sam diabeł nie zabije – mrugnął, klepiąc zdezorientowaną dziewczynę po ramieniu.
Drugi z młodych mężczyzn westchnął tylko, i rzucił blondynce współczujące spojrzenie.
- Witaj w Villa Negra, mała.
Kiedy w końcu podjechali na okazały podjazd z fontanną, Dino zauważyła już bez żadnego problemu szare strugi dymu, wydobywające się przez szczeliny w oknach i pod drzwiami. W środku nic nie było widać, a cała willa pogrążona była w ciężkiej, wszechobecnej ciszy.
Baekhyun i LuHan wysiedli powoli z auta, uprzedzając wcześniej blondynkę, żeby nie wychodziła i tym samym nie próbowała uciekać, bo to nic nie da. Podeszli do samochodu, który jechał bezpośrednio za nimi, z szacunkiem czegoś oczekując. Po chwili ze środka wyszedł wysoki Azjata, z podkrążonymi oczami i białymi, obciętymi na krótko włosami; przywodził jej na myśl ogromną pandę, którą miała ochotę pomiziać po puchatym futerku. Z ostatniego pojazdu wysiadł natomiast młody chłopak, również Azjata, o niespotykanej w tej rasie ciemnej karnacji – do kontrastu, jego włosy były niemalże tak jasne, jak te pandy. Za nim ukazał się znany już jej „Yeollie”, czy jak Baekhyun go tam nazwał. Stanęli obok reszty, i w tamtej chwili na zewnątrz pojawił się on, Kris Wu. Władczym wzrokiem rozejrzał się po swojej posiadłości, nie omieszkując zahaczyć o vana,  w którym siedziała. Po raz kolejny poczuła dzikie gorąco i zacisnęła mocno szczęki, starając się zignorować ryk jej wewnętrznego ja. Oczy Alfy zabłysnęły jeszcze raz czerwienią, ale w następnej chwili odwrócił głowę w stronę jelonka.
- Drzwi są zamknięte?
- Nie – wzruszył ramionami – Kto by chciał wejść do środka w takiej chwili.
Kris przyjął tą wiadomość milczeniem, kiwając tylko głową. Następnie zaczął wydawać rozkazy znudzonym, rzeczowym głosem, tak jakby była to dla niego najnormalniejsza w świecie rutyna.
- Kai, Tao – dwójka natychmiastowo się wyprężyła – wejdźcie do środka i pootwierajcie wszystkie okna. Chanyeol, masz dobry węch i intuicję, spróbuj znaleźć źródło dymu i wyłącz to, bo niedługo zacznie się dom palić. Baekhyun, LuHan, idziecie ze mną – zwrócił się do dwóch Omeg, a ci pokiwali głowami posłusznie – I weźcie ze sobą tą małą – niebezpieczny błysk pojawił się w jego oku, ale zaraz zniknął, gdy wkładając ręce w kieszenie ruszył w stronę domu, a stado spojrzało na niego uważnie, nieco z obawą.
- A nie lepiej będzie zostawić ją w samochodzie, póki się z tym nie uporamy? – spytał niepewnie Baekhyun, chcąc oszczędzić stresu blondynce, ale został zmiażdżony wzrokiem swojego szefa, i tylko zrezygnowany powlókł się do auta.
Z pomocą LuHana udało mu się wyciągnąć ze środka opierającą się i obruszoną dziewczynę, dla zabezpieczenia asystując jej przy każdym kroku po obydwu jej stronach. Nie robili tego tylko ze względu na to, żeby nie uciekła – może i byli Omegami przynależącymi do bezpiecznej watahy, ale wciąż pamiętali ten sam strach, który czuła Dino. Niewiedza, jak w najbliższych chwilach potoczy się twoje życie, może być naprawdę straszna.
Kiedy podeszli do Alfy, wszyscy spięli się widocznie, ten jednak nawet na nich nie spojrzał. Posuwali się więc za nim niespokojnie, zbici w kupkę, podczas kiedy ich dhuizang wkroczył do posiadłości, gotów do opanowania sytuacji.
Powitał ich gęsty, duszący i gryzący dym; Bety już zniknęły w pobliskich korytarzach. Dziewczyna zakryła rękawami nos i usta, ale i tak z jej płuc wydobyło się zdesperowane o świeże powietrze kaszlnięcie. W następnej chwili na jej głowę został zarzucony duży, czarny płaszcz. Ściągnęła go natychmiast, bojąc się efektu dezorientacji, tylko po to, by jej oczy napotkały czarne tęczówki wysokiego bruneta, do którego należało okrycie.
- Z chorymi płucami będzie ci trudniej urodzić mi zdrowych, silnych potomków. Zakryj nos i usta tym – rzucił, odwracając się i idąc dalej, a Omegi spojrzały na niego ze zdziwieniem.
- Jasne, jeszcze żebym miała zamiar je rodzić – prychnęła odważnie pod nosem, ale potomek rodu Wu chyba postanowił jak na razie nie zareagować. Pomimo oburzenia, z ulgą schowała nos w materiał, choć w następnej chwili tego pożałowała. Owionął ją zniewalający zapach drogich perfum, jak i unikalny zapach samego mężczyzny – mieszaninę pomarańczy i cynamonu. Paliwa do ognia dodatkowo dodawały jego feromony Alfy; przeklęła go szpetnie w myślach, czując jak jej własne bez jej kontroli są kierowane w jego stronę przez jej organizm. Chociaż nie widziała jego twarzy, czuła, że uśmiecha się do siebie z satysfakcją. Potwór, doskonale wiedział co robi, dając jej swoją rzecz. Postanowiła jednak, że za żadne skarby świata się przed nim nie ugnie, i wyprostowała się nagle, piorunując wzrokiem jego szerokie plecy.
Nagle z wnętrza domu dobiegł ich głośny huk, i Kris przyspieszył znacznie, chcąc ocalić swoje cenne, XVIII wieczne drzwi, prowadzące do sali balowej.
Idąc na oślep za Baekhyunem i LuHanem, bo nie chciała przyznać, że to pompatyczny Alfa ich prowadził, po paru długich minutach ujrzała przed nimi ogromne, bogato zdobione, dębowe wrota. Przed nimi stało trzech mężczyzn, z czego dwóch trzymało na barkach potężny taran. Uderzali nim miarowo o grube drewno, a brunet z profesjonalnie wystylizowaną do góry grzywką komenderował nimi, popędzając tym samym. Dino poczuła przed nim niewytłumaczalny strach, gdy wyczuła kolejny zapach Alfy, i instynktownie schowała się za Baekhyunem, który był większy od niej.
- Chen – zawołał go niskim, ostrzegawczym głosem Kris. Młody mężczyzna odwrócił się do niego, z szerokim uśmiechem na ustach, i trochę szalonymi iskierkami w oczach.
- O, hej Kris! – zawołał wesoło, dodając do dwóch pozostałych mężczyzn ostrzej – Sehun, Suho, postarajcie się!
- Znów ścigasz moją Betę? – spytał ze ściągniętymi brwiami, nie oczekując jednak odpowiedzi, i podchodząc spokojnie do mężczyzny.
- Nie.. my tylko bawimy się w chowanego – stwierdził całkiem poważnie – Cip cip, kurczaczku! – zaświergotał, a blondynce wydawało się, że zza drzwi usłyszała cichy głos „Wal się”.
- Byłbym wdzięczny, jakbyś przestał dewastować mój dom – mruknął niżej, spoglądając na taran, a Chen mrugnął kilka razy niezrozumiale.
- Ja nie dewastuję – obruszył się po chwili – tylko usuwam przeszkody – rzucił mu szeroki uśmiech, a żyłka na czole Krisa zapulsowała nerwowo.
- Radzę ci przestać – poradził mu tylko, zaciskając mocno szczęki.
Kiedy mężczyzna po kilku sekundach zareagował jedynie krótkim „Dążę do swego celu, daj mi spełnić marzenia”, coś w brunecie pękło.
- LuHan! – zakomenderował szorstkim głosem, nie spuszczając wzroku z intruza, a jelonek drgnął nerwowo obok dziewczyny. Po chwili jednak podbiegł do swojego Alfy, stając podświadomie na baczność.
- Sprowadź Sehuna na ziemię. – rozkazał, a blondasek uśmiechnął się szeroko od ucha do ucha.
- Chyba wyrwać go w kosmos, szefie – mrugnął do niego zadowolony, i w podskokach podbiegł do wyższego od siebie mężczyzny z nieodgadnionym wyrazem twarzy, który niewzruszony walił wciąż taranem w jęczące boleśnie drzwi.
Po chwili uwiesił się na jego szyi z szerokim uśmiechem na ładnie wykrojonych ustach, a temu jakby coś kliknęło w głowie. Zastopował swoje ruchy, a drugi z mężczyzn pchnął bez siły taran do przodu i spojrzał ze zdziwieniem i lekką złością na kolegę.
- Sehun… - zaczął z groźną nutą w głosie, ale jak tylko się odwrócił, westchnął tylko głęboko – LuHan… - mruknął ciszej pod nosem.
- A mój mężczyzna co dzisiaj robi? – świergotał wesoło jelonek, bujany w tą i z powrotem w ramionach rzeczonego Sehuna, którego mina zmieniła się nieco na bardziej ukontentowaną.
- Miał pracę, ale teraz może spędzić trochę czasu ze swoim skarbem, skoro już wrócił – zaoferował z zadowoleniem, a LuHan pisnął lekko oburzony pod nosem, i trzepnął go po ramieniu.
- Sehuś, nie jestem jakąś kobietą, żeby nazywać mnie skarbem, ja jestem męski! – wypiął dumnie pierś, ale chłopak zdawał się go nie słyszeć, po prostu wpatrując w niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Potem zwrócił się do oszołomionego Chena, który z opadłymi rękoma i wzrokiem zbitego psa wpatrywał się właśnie w niewzruszonego Krisa.
- Szefie… - gdy ten w końcu zwrócił na niego uwagę, kontynuował dalej – Pamiętasz ten jeden dzień wolny, który mi wisiałeś? No… to już nie wisisz, biorę go dzisiaj – wyszczerzył zęby a LuHan zapiszczał, wcale nie męsko jednakowoż.
Już po chwili para gołąbeczków zniknęła za załomem korytarza, i został po nich tylko wysoki głosik jelonka, a także mocno zszokowana blondynka i zażenowany Baekhyun.
- A teraz Jongdae, wyjdziesz ładnie z mojego domu – zwrócił się Kris do drugiego Alfy, a ten naburmuszył się.
- Ale jestem już tak blisko! – zaczął zawodzić, tupiąc nogą w złości i zakładając ręce na piersi. Oczy mu się nagle zaświeciły jednak i spojrzał chytrym wzrokiem na tego z mężczyzn, który pozostał z taranem.
- Lay… - zaczął niewinnie – podnieś ten taran, pomogę Ci – dodał zdeterminowanym głosem, podwijając rękawy biznesowej koszuli.
- Jongdae… wyjdź, albo nie dostaniesz jej numeru telefonu – Koreańczyk zastopował swoje ruchy motoryczne i spojrzał uważnie na wyższego z nich.
- Numer telefonu? – dopytał, jakby się upewniał.
- Tak. Jeśli teraz zgodzisz się wyjść, dam ci numer telefonu Ann – potwierdził z niewzruszoną miną, a oczy Chena zaświeciły się jak dwa diamenciki.
- Umowa stoi – potrząsnęli sobie dłonie, jakby właśnie ubili interes życia, i po kilku chwilach niższy z zadowoleniem zamknął klapkę od telefonu, kierując się w stronę wyjścia. Sekundę później jednak odwrócił się gwałtownie na pięcie i spojrzał uważnie na drugiego Azjatę.
- Daj mi dwa dni… zanim usunie ten numer – Kris tylko pokiwał na to głową, a Jongdae z zadowoloną miną, śpiewając coś o swoim kurczaczku, wywędrował z Villa Negra.
Parę sekund po wielkim wyjściu ekstrawagandzkiego Alfy, Kris westchnął głośno z lekką irytacją, masując się palcami wskazującymi po skroniach. Dino za to, pełna konsternacji, poddała się nawet dłoni Baekhyuna, która automatycznie gładziła ją uspokajająco po ramieniu.
Jedynym, który pozostał na polu „bitwy” był Lay, z boleśnie przewieszonym przez ramię, ociężałym taranem. Widząc, że jego Alfa zaczął odwrót, westchnął tylko z ulgą, i powlókł się powoli jego śladem, a Baekhyun spojrzał na niego ze współczuciem.
- Nie martw się Lay, Suho na pewno coś na to poradzi – pocieszył go, mając na myśli obolałe plecy chłopaka.
- Mam nadzieję na przynajmniej godzinny masaż jego autorstwa – jęknął zbolały, skinieniem głowy żegnając się z Yifanem, a machnięciem ręki z Omegą.
Kiedy i on zniknął za załomem, nastała perfekcyjna cisza wokół nich. Dym powoli się ulatniał, co zapewne było zasługą Kaia i Tao, a także Chanyeola, który musiał zlokalizować jego źródło.
Alfa jednak wciąż nie odwracał wzroku od mocno nadwyrężonych drzwi, patrząc na nie z uporem i iskierkami czerwieni przebłyskującymi w tęczówkach.
Niedługą chwilę później, drzwi skrzypnęły boleśnie, i wychyliła się zza nich rudowłosa głowa. Niebieskie oczyska rozejrzały się najpierw uważnie wokół, po czym skierowały się na bruneta, który stał z założonymi rękoma przed nią i nieprzeniknioną miną, która jednakże nie przepowiadała nic dobrego.
- Polazł już sobie? – spytała dziewczyna niepewnie, a Baekhyun pokiwał na to głową, choć ta w ogóle na niego nie patrzyła.
- Ann, pamiętasz jakie są nasze zasady podchodów z Chenem? – warknął nisko mężczyzna pod nosem, a blondynka wzdrygnęła się mimowolnie, próbując zignorować dreszcz strachu i podniecenia, który przeszedł przez jej ciało.
Rudowłosa westchnęła ostentacyjnie, wychodząc zza drzwi i stając w luźnej pozycji, wyciągając przed siebie rękę i zaczynając wyliczać na palcach:
- Nie instalujemy niesprawdzonych wcześniej rzeczy. Nie zakładamy nowych wajch, szczególnie w pobliżu kwater szefa, a w szczególności w jego łazience. – tu Dino rzuciła zdziwione spojrzenie najpierw ku Alfie, który stał niewzruszony, a potem Baekhyunowi, który musiał wsadzić sobie pięść w usta, by nie wybuchnąć od czegoś śmiechem. Również na nią spojrzał i puścił jej oczko, nachylając się i szepcząc jej do ucha „Później ci opowiem”. – Nie naruszamy zdrowia i życia mieszkańców domu. – ciągnęła dalej znudzonym głosem dziewczyna – Nie tykamy alkoholowej kolekcji naszego wielkiego przywódcy. – skończyła z małym cmoknięciem, a Kris podniósł tylko brew do góry, oczekując najwyraźniej na coś jeszcze.
- I czego jeszcze nie tykamy?
- Nie tykamy drzwi od sali balowej. – wywróciła oczami – Powinieneś więc nauczyć tej zasady tego trollowatego Alfę, a nie mnie, to on tu przylazł z taranem – naburmuszyła się na niesprawiedliwość losu, a mężczyzna tylko westchnął cicho.
- Ann, mamy nowego członka stada – stwierdził bezbarwnie, postanawiając później rozliczyć się ze swoją Betą, a młoda kobieta spojrzała nagle na niego uważnie, i w jedną sekundę później jej wzrok spoczął na niższej od niej blondynce.
Gdy do jej nozdrzy doszedł mdlący zapach Omegi w czasie rui, zmarszczyła w obrzydzeniu nos, rzucając tylko ironiczne spojrzenie swojemu przywódcy.
- Kolejna Omega… – prychnęła pod nosem, a Baekhyun spojrzał na nią nieco urażony – Nie martw się Baekkie, ty się do czegoś czasem przydajesz, szczególnie jak wkurzę Chanyeola… - zamyśliła się na chwilę, a drobny mężczyzna rzucił jej dziwne spojrzenie. Ta jednak nie zwróciła na to uwagi, w zamian znów zwracając się do potomka klanu Wu.
- Gdzie to znalazłeś? Odnieś to na miejsce, nie chcemy się niczym zarazić – powiedziała, a Dino poczuła, jak krew w jej żyłach zaczyna buzować.
- A kim ty jesteś, żeby mnie w taki sposób oceniać, co? – najeżyła się i spojrzała rudowłosej odważnie w oczy, pomimo ostrzegawczych szeptów Baekhyuna obok.
Ann tylko na to prychnęła wymownie.
- Kris, to do mnie przemówiło – poskarżyła się, patrząc na niego z urazą w niebieskich tęczówkach.
- Tak, lepiej idź poskarż się swojej Alfie, bo nie potrafisz sobie poradzić nawet z małą Omegą – rzuciła blondynka, choć w tamtej chwili chłopak tak mocno targał jej ramieniem, że aż potrząsał nią całą.
Oczy kobiety zwężyły się niebezpiecznie, i postąpiła kilka kroków w stronę intruza.
- Lepiej się tak nie wymądrzaj, bo jeszcze sekunda i to twoje gardziołko przestanie istnieć – syknęła, stając w pozycji gotowej do skoku i czując, jak adrenalina buzuje w jej żyłach.
Choć niesamowicie się bała, Dino tylko podniosła głowę wyżej do góry, chcąc otaksować wzrokiem rywalkę
- Dosyć – w tym momencie zagrzmiał niski ton pełen autorytetu, i obydwie posłusznie skierowały wzrok na mężczyznę, który się temu wszystkiemu przyglądał z rękoma wsadzonymi w kieszenie eleganckich spodni. Jednym spojrzeniem niemal rzucił je na kolana, żądając ich uległości, choć żadna z nich nie przyznałaby się do tego przed nikim.
- Od teraz jesteście jedną rodziną, więc macie ze sobą zgodnie żyć – odpowiedziały mu dwa głośne prychnięcia i jednoczesne okrzyki.
- Takie coś w naszym domu?! Nie mogłeś chociaż raz przyprowadzić jakiejś wartościowej Bety?!
- Kto powiedział że zostaje w tej rodzinie?! Nie mam takiego zamiaru, wara ode mnie!
Z gardła Krisa wydobył się głęboki warkot, a jego oczy zabłyszczały na czerwono w jednej chwili, sprawiając że mężczyznę otoczyła niebezpieczna, czerwona łuna. Był u swojego limitu.
- Bez gadania. Moje słowo jest tutaj prawem – warknął w stronę Ann, która chcąc nie chcąc, pochyliła głowę w geście uległości, i rzucając wściekłe spojrzenie blondynce, zaczęła się oddalać. Nim zniknęła za zakrętem, i nie przepędził jej ogłuszający ryk Alfy, rzuciła jeszcze tylko do niego:
- Zobaczysz, pożałujesz tego.
- A ty… - tu się zwrócił do nerwowej dziewczyny, a Baekhyun podświadomie się od niej odsunął – nie masz tu za wiele do gadania, Omego – wycedził.
- Na imię mam Dino, a nie Omega – zdołała wykrztusić z siebie, a chłopak obok niej zamknął oczy w geście  zrezygnowania. Ona tu nie przeżyje nawet dnia, pomyślał ze współczuciem.
W jednej sekundzie obok niej pojawił się brunet, wyrywając z jej rąk swój płaszcz, którym zakrywała usta i nos przed dymem. Szybciej niż się mogła zorientować, co było zasługą jego nadludzkich mocy wilkołaka, narzucił go na nią i ścisnął tak mocno, że aż pisnęła z bólu.
Przyciągnął ją do siebie tak, że ich usta były jedynie kilka milimetrów od siebie, i młoda kobieta zatrzęsła się od jego zapachu i władczego spojrzenia, które jej dawał.
- To nie jest istotne, jak się nazywasz – mruknął, zbliżając się jeszcze bardziej do niej i nachylając nad jej szyją, z upojeniem wciągając w nozdrza świeży, nietknięty wcześniej przez nikogo, zapach młodej Omegi – Dzisiejszej nocy i tak staniesz się moja – wychrypiał jej do ucha i puścił, sprawiając, że otumaniona, prawie że zwaliła się na podłogę.
Nie zwrócił już jednak uwagi na jej urażone, wściekłe spojrzenie, tylko zwrócił się do onieśmielonego Baekhyuna.
- Zajmijcie się nią na razie z LuHanem, jak już wróci. Wieczorem ją przygotujcie i przyprowadźcie do mnie – nie czekając na odpowiedź od swojego podwładnego, oddalił się władczym krokiem, nie rzucając nawet ani jednego spojrzenia w stronę sfrustrowanej blondynki.
Kiedy całkiem ucichły jego kroki w korytarzu, Baekhyun  pozwolił sobie, by odetchnąć z ulgą.
Cicho podszedł do dziewczyny, która zaczęła już cicho płakać, i poklepał ją po ramieniu ze współczuciem.
- On nie jest taki zły, jak się wydaje – spróbował ją pocieszyć, ale doskonale wiedział, że nie pomoże to ani trochę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że Baekhyun i LuHan chcieli jej pomóc wytrwać w tej sytuacji i wyciągnąć z niej jak najwięcej korzyści, ale to już była przesada.
Prychnęła, wychodząc z łazienki i widząc na łóżku rozłożoną kusą, kremową sukienkę, uszytą jedynie z niewiele zakrywającej koronki.
- To chyba jakieś żarty, wy dwaj! – krzyknęła do zamkniętych drzwi, przez które jednak nie doszła ją żadna odpowiedź.
Z ciężkim westchnieniem wdrapała się więc na wielkie, królewskich wielkości łoże (omijając starannie łukiem niczemu nie winną „szmatkę”) i ułożyła na nim wygodnie.
Chyba śnili, jeśli myśleli, że uda im się ją wyciągnąć z tego pokoju dzisiejszego wieczora, czy choćby w którykolwiek z kolejnych (które miała nadzieję, że nie nastąpią).
Założyła więc tylko ramiona na piersi i wilkiem spojrzała na kawałek drewna stojący jej na drodze do wolności. Kiedy w pobliżu nie było żadnych Bet czy też Alf czuła się o wiele lepiej; pokój zdawał się być wcześniej nie używany, więc nie było w nim żadnych zapachów, które mogłyby ją pobudzać.
Tuż po świeżo wydanym rozkazie, Kris zniknął bez śladu gdzieś w czeluściach przepastnej rezydencji, Baekhyun pomógł jej wstać i zabrał ją do tego pokoju, zapewniając, że tutaj nikt niepożądany nie wejdzie i przyrzekając jej, że postawi przy wejściu Chanyeola.
Wiedziała, że nic to nie da gdy Alfa będzie chciał się do niej dostać, ale trochę pomogło to jej własnemu samopoczuciu. W kilka chwil później chłopak wniósł jej przepyszne jedzenie, które, jak wyjaśnił, zostało zrobione specjalnie dla niej przez znajomą Omegę o imieniu Kyungsoo. Uśmiechnęła się niewidocznie na to, bo było to naprawdę urocze, a jedzenie nieziemskie.
Jakiś czas później do środka wparował roześmiany i rumiany jelonek, z wielkim, zielonym i puchatym smokiem pod pachą. Dino spojrzała na niego dziwnie, gdy wyszczerzony, wręczył jej go.
- Sehunnie zabrał mnie do Lunaparku i wygraliśmy to – wyjaśnił dumnie – Ale mam już podobnego, a tobie przyda się ktoś do przytulania w nocy.
- Dziękuję, LuHan – pozwoliła sobie nawet na lekki uśmiech, który zaraz jednak został zastąpiony przez piorunujące spojrzenie na drobnego mężczyznę.
- Co prawda dzisiaj ci nie będzie potrzebny, bo słyszałem, że masz spać u Krisa… Ał! – pisnął oburzony, masując się po obolałym żebrze, w które łokciem dźgnął go Baekhyun.
- Trochę empatii, Lulu! – syknął, a ten tylko prychnął sobie cichutko pod nosem.
- Nie martw się, bardzo dobra z niego bestia w łóżku – zapewnił ją z lekkim machnięciem ręki – Podobno. Tak słyszałem – wyszczerzył się niewinnie, gdy Bekkie rzucił mu podejrzliwie spojrzenie.
- W każdym razie – brnął nieświadomie dalej w bagno – nikogo nie zabił w ten sposób. Jeszcze, hehe! – zaśmiał się na koniec, a drugi mężczyzna schował tylko twarz w dłonie w geście zrezygnowania, i Dino czuła, że ma ochotę zrobić to samo.
- W każdym razie, odpocznij trochę – zwrócił się do niej Baekhyun, jak już nieco ochłonął, łapiąc za rękę oburzonego jelonka i ciągnąc go w stronę wyjścia – Jesteś pewnie bardzo zestresowana po tym wszystkim, a czeka cię jeszcze dzisiaj… jedna sprawa – dokończył kulawo – Nie martw się, wierzymy że dasz radę – posłał jej uspokajający uśmiech, wyrzucając tym samym wyrywającego się LuHana za drzwi – Niedługo przyniesiemy ci coś na przebranie, a na razie zajmij się sobą, w pokoju jest też łazienka. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, daj znać przez drzwi, bo niestety musimy cię zamknąć, żebyś nie uciekła. Prześpij się i wykąp, rozluźnisz się – rzucił jej na koniec, zamykając za sobą drzwi. Zacisnęła mocno szczęki, słysząc dźwięk przekręcanego zamka.
Ze zirytowanym stęknięciem przekręciła się na brzuch i wtuliła twarz w miękką, pachnącą świeżą lawendą, poduszkę.
Jak to się w ogóle stało, że tu była? Jej dzień zaczął się najzwyklej w świecie, a teraz siedziała zamknięta w pokoju w willi najbardziej wpływowego i niebezpiecznego Alfy świata! Do tego wyżej wspomniany miał w zamiarze ją posiąść, i to jeszcze tego wieczoru…
Życie nie mogło być dla niej okrutniejsze.
- Skarbie, lepiej się już przebierz, za piętnaście minut musimy cię przetransportować do Yifana! – dobiegł ją zza drzwi cieniutki głos LuHana, z i wściekłą, rzadką u niej furią chwyciła w rękę sukienkę.
W tym momencie, do głowy wpadł jej pewien pomysł.
- Przebiorę się, ale to on ma się pofatygować do mnie, a nie ja do niego. W końcu to jemu na czymś ode mnie zależy, niech się postara – prychnęła, i niemalże widziała, jak jelonek po drugiej stronie wręcz zaniemówił.
- Ale mała, to będzie pewna śmierć! – próbował jej przemówić do rozsądku Baekhyun, ale ona tylko wzruszyła ramionami, naciągając ramiączka sukienki, by pasowały idealnie, a może nawet za idealnie.
- Biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znajduję, jest to dla mnie najlepsze wyjście, nie sądzisz? – spytała ze stoickim spokojem, a za drzwiami zapadła na chwilę niezręczna cisza.
Gdy skończyła się przebierać, ułożyła się wygodnie na łóżku w nęcącej pozycji, w pełni zdeterminowana.
Nigdy nie planowała swojej śmierci i nie myślała, że ten dzień był aż tak blisko, ale nie miała w zamiarze, by do końca stał się on dniem jej upadku. Jeśli już ma umrzeć, to zrobi to z godnością, i nie podda się tak łatwo, nie ważne co będzie jej podszeptywał jej zwierzęcy instynkt.
- Dino… jesteś tego pewna? – spytał Baekhyun, z nadzieją w głosie, że się w końcu namyśli. Był to też pierwszy raz, kiedy użył jej imienia.
Przez parę sekund, ze zmarszczonymi głęboko brwiami, myślała intensywnie nad swoim planem. W następnej chwili ułożyła się wygodnie na poduszce, podkładając sobie rękę pod głowę.
- Tak, dawajcie go tu. Nikt nie będzie ze mną zadzierał. Hierarchia hierarchią, ale on wciąż jest po prostu zwykłym mężczyzną. Powiedzcie tylko, że jestem strasznie roztrzęsiona – cmoknęła cicho z westchnieniem, gdy pospieszne kroki dwóch Omeg oddaliły się.
Gdy była już pewna, że sobie poszli, wbiegła do łazienki i nalała sobie na dłonie ciepłej wody, by za chwilę zanieść ją ostrożnie w dłoniach na łóżko, tak, aby nie pozostawiła żadnych śladów na podłodze. Rozlała ją w mniej więcej jedno ładne kółko na poduszce, a potem wilgotnymi dłońmi roztarła oczy do czerwoności, niszcząc nieco przy okazji makijaż, na który tak bardzo nalegał Baekhyun, miłośnik eyelinerów. Następnie wróciła do swojej pozycji wyjściowej na pościeli, chowając jednak starannie twarz w mokrą poduszkę, i zastygła bez ruchu, nasłuchując.
Przeliczyła w myślach mniej więcej czas, który mógł zająć dwóm mężczyznom dostanie się do Alfy, wytłumaczenie mu wszystkiego, i wyciągnięcie w stronę jej pokoju. Zaraz jednak stwierdziła, że obliczenia te nie miały sensu, jako że sama nie miała zielonego pojęcia, gdzie była kwatera główna przywódcy watahy. Postanowiła więc bez zwłoki zacząć ciche łkanie w poduszkę, tak, aby Kris usłyszał ją z daleka, dzięki swoim wyczulonym zmysłom. Tym samym jej akt miał większe szanse na uznanie za prawdziwy.
Po paru minutach usłyszała w korytarzu długie, ciężkie kroki, a ciarki które przeszły jej po plecach podpowiedziały, kto to. Jej ciało na nowo zaczęło niekontrolowanie drżeć, ale tym razem nawet za to dziękowała. Dzięki temu naprawdę musiała wyglądać na płaczącą.
Drzwi od pokoju otworzyły się spokojnie, ale ona nie podniosła głowy, wciąż wtulając twarz w miękki materiał. Sekundę później po pokoju rozniósł się silny aromat feromonów Alfy, i Dino drgnęła nerwowo. Przez parę sekund nic się nie działo, a przynajmniej tak jej się wydawało.
W następnej chwili poczuła, jak łóżko naokoło niej się wygina, i jej serce niemalże się zatrzymało. Przestała łkać i lekko załzawionymi, czerwonymi oczyma spojrzała przez ramię, by nad sobą ujrzeć nieprzenikniony wzrok, pobłyskujący lekko w półmroku czerwienią. Mężczyzna miał na sobie białą koszulę, rozpiętą do połowy, ukazującą szeroką, pięknie wyrzeźbioną pierś, i zwykłe, jasno niebieskie dżinsy. Z tego co również udało jej się dojrzeć, był boso. Choć przecież strój ten nie był wcale wyrafinowany czy w żaden sposób elegancki, sprawił że serce zaczęło jej bić mocniej, a krew szybciej płynąć w żyłach. Nie pozwoliła jednak do końca opanować się temu uczuciu.
Pomimo faktu że Wu wisiał nad nią, wsparty na rękach i kolanach, nie spuszczając z niej uważnych, niebezpiecznych tęczówek, na powrót odwróciła na chwilę twarz do poduszki, ostentacyjnie pociągając głośno nosem, by za chwilę leżeć już na plecach, z obrażonym spojrzeniem w oczach i rękoma założonymi na piersi.
- No i czego ryczysz? – spytał po jakimś czasie, a ona tylko obrzuciła go wściekłym spojrzeniem.
- Bo traktujesz mnie jak śmiecia, na co nie zasługuję? Bo robię za seks zabawkę, chociaż nie chcę? Bo wolę umrzeć, niż mieć do czynienia z tobą? Ale po co ja ci to mówię, ciebie przecież to nie interesuje – stwierdziła gorzko, czując jak, tym razem prawdziwe, łzy zbierają się pod jej powiekami, a ledwo powstrzymywana złość buzuje w jej żyłach.
Brunet nic na to nie odpowiedział, wciąż wpatrując się w nią z twarzą bez wyrazu.
- Za dużo gadasz – powiedział w końcu, a jej oburzoną odpowiedź powstrzymał szybki i silny chwyt na jej podbródku, który uniemożliwił jej jakikolwiek ruch. W następnej chwili poczuła na ustach delikatny pocałunek pełnych, miękkich warg, i poczuła jak jej nogi zatrzęsły się niekontrolowanie; musiała zebrać w sobie wszystkie siły, by nie jęknąć potulnie, i spróbowała odrzucić rękoma Krisa, ten jednak nic sobie z tego nie zrobił. Chwycił obydwie jej dłonie i przytrzymał nad jej głową, warcząc cicho ostrzegawczo.
 - Bądź grzeczna, a nie będzie tak źle –poinstruował ją zwięźle, a ona nie mogła się powstrzymać, by nie prychnąć cicho, za co za karę została mocno i niespodziewanie ściśnięta za pierś drugą ręką mężczyzny.
Pisnęła głośno, a jej ciało oblało przyjemne ciepło. Duże, ciepłe dłonie wędrowały po jej ciele, sprawiając że i tak już otumaniony umysł zdawał się nie reagować na nic innego. Dodatkowo, Yifan nakrył jej usta swoimi, zabierając jej ostatni dech z piersi, i przez chwilę poddała się tym uczuciom, pozwalając by wszystko inne zostało zastąpione gorącem i wymowną mokrością pomiędzy jej udami.
Kiedy jednak jego dłonie dotarły do ud, w których połowie sukienka się kończyła, i wsunęły pod, drażniąc się z koronkowymi majtkami w tym samym kolorze co wierzchni ubiór (zapewne wymysł LuHana), naraz oblały ją zimne poty i na nowo zaczęła się wyrywać z jego uścisku.
Z westchnieniem oderwał się od jej ust, przygryzając je dosyć mocno, aż jęknęła z bólu, w formie kary, i rzucił niskim, chrapliwym głosem.
- Jeśli zaraz się nie uspokoisz to zerwę z ciebie tę szmatę i przestanie mnie interesować fakt, że jesteś dziewicą – niemalże warknął, a ona osłupiała, i przestała wykonywać jakiekolwiek ruchy, szeroko otwartymi oczyma przyglądając się dużym, spragnionym tęczówkom nad sobą.
Czy… on właśnie w pewien sposób powiedział, że się o nią martwi?
W następnej sekundzie jednak wszystko zniknęło, gdyż mężczyzna szybkim, wprawnym ruchem ściągnął z niej bieliznę, nie fatygując się nawet o zdjęcie sukienki, i wsunął palec w jej mokre wnętrze, wyrywając tym samym z jej gardła głośny jęk. Plecy blondynki wygięły się w pałąk, a nogi otworzyły bezwiednie na tyle, na ile pozwalał niezbyt rozciągający się materiał. Wodził po niej palcami, to się z nią drażniąc, i jedynie lekko dotykając łechtaczki, by w następnej chwili zagłębiać się w niej ostrożnie, jedynie czubkiem palca, i sprawiając że nieokiełznane łzy rozkoszy ciekły jej po policzkach.
To było uczucie, jak żadne inne w całym jej życiu. Żaden orgazm, który wcześniej przeżyła sama ze sobą nie równał się z tym, co czuła teraz, i to ją doprowadzało do szaleństwa.
Młody Wu przeniósł swoje usta na jej szyję, naprzemian przygryzając ją i ssąc, by następnie złożyć na niej mokry, głęboki pocałunek. Z jego gardła wydobywał się głęboki dźwięk, ni to przypominający warkot, ni pomruk, ale przeszywał on ją do cna, sprawiając że każda komórka jej ciała poruszała się do jego rytmu, błagając go o więcej całym swoim jestestwem.
Już chwilę temu puścił on jej dłonie, ale jedyne co z nimi zrobiła to wplotła je w gęste, niesamowicie jedwabiste włosy Yifana, przyciskając go do siebie tym samym mocniej. Podświadomie przywarła do niego mocniej całym swoim ciałem, kiedy na drobnym udzie poczuła przez materiał dżinsów niesamowicie dużą, gorącą i twardą męskość mężczyzny. Ocierał się o nią, ale nie robił nic więcej w kierunku swojego własnego zaspokojenia, dziewczyna więc niewiele więcej myśląc zaczęła poruszać nogą na tyle, na ile pozwalały jej drgawki rozkoszy i dłoń mężczyzny pomiędzy jej nogami, wciąż z ciekawością penetrująca jej wnętrze.
Orgazm przyszedł szybciej i bardziej niespodziewanie niż była na to przygotowana. Najpierw niesamowita biel, a w następnej chwili ciemność zabłysły przed jej oczami. Nie była pewna, czy ten rozdzierający krzyk który brzmiał jej w uszach był jej własnym, czy był to tylko wytwór jej wyobraźni. Opadła bez sił na posłanie, z zamkniętymi oczami, pojękując sobie jeszcze cichutko pod nosem, nie mając siły na cokolwiek więcej, wciąż ogarnięta przez niesamowitą falę przyjemności.
Poczuła jedynie, jak czyjeś duże, ciepłe ramiona najpierw uniosły ją lekko, by po chwili ułożyć wygodniej na łóżku i przykryć kołdrą. Poczuła coś ciepłego na ustach, ale nie miała siły w jakikolwiek sposób na to zareagować.
Zanim nie osunęła się w nicość, przez myśl przeszły jej słowa Baekhyuna: „On nie jest taki zły, jak się wydaje”.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz