Przez całą
drogę autem była zbyt zszokowana, by chociażby poruszyć palcem. Droga trwała
kilka godzin, i tylko raz, na jakiejś stacji benzynowej na tyle odzyskała
pewności siebie, że postanowiła uciec. Leki który podał jej ten cały Baekhyun
zaczęły już działać, i teraz tylko od czasu do czasu jej ciało zalewały fale
gorąca, które na szczęście nie były już takie straszne do zniesienia.
Zatrzymali
się na tankowanie, i udało jej się przekonać zdecydowanie jak dla niej
nadopiekuńczego LuHana, że musi iść do toalety. Po drodze zauważyła, że jechali
małym konwojem – za nimi jechały kolejne trzy czarne auta, ale nie wysiadł z
nich nikt oprócz kierowców, którzy tankowali, a także jelonek, który postanowił
poczekać na nią pod drzwiami od łazienki (bo, jak jej wytłumaczył, wjechali
właśnie na teren innej watahy, a ona ma ruje, i do tego nie ma na sobie żadnego
zapachu Alfy, nie jest więc tutaj do końca bezpieczna, mimo że jego szef jest w
stanie w każdej chwili zareagować, jak ją zapewnił).
Z ciężkim
westchnieniem zamknęła za sobą drzwi na zasuwkę, po czym bezceremonialnie
zamknęła klapę od toalety i wskoczyła na nią, starając się otworzyć lufcik pod
sufitem jak najciszej się dało. Zawias skrzypnął cicho, ale LuHan nic jej nie
powiedział, z zadowoleniem więc otworzyła go szerzej i zgrabnie wcisnęła w
szparę, dziękując bogom, że potrafiła się wygiąć pod takim nienaturalnym kątem.
Już po chwili
zeskoczyła na ziemię z gracją, sapiąc cicho pod nosem z wysiłku. Otrzepała ręce
z kurzu i już miała ruszyć ku tyłowi stacji benzynowej, gdy wpadła na coś
wielkiego. Jęknęła i odskoczyła do tyłu, a przed jej oczami stanął wysoki,
postawny mężczyzna. Miał duże, szczere oczy i nawet miły uśmiech, który jednak
wyglądał, jakby przed czymś mocno się wzbraniał. Najbardziej jednak jej uwagę
przykuły jego odstające uszy.
- Kris
prosił, żebyś ładnie wróciła do swojego samochodu i nie próbowała więcej
uciekać. Jeśli nie, to wygoni ze środka Lulu i sam będzie z tobą jechał… a tego
byś chyba nie chciała – popatrzyła na niego ponurym wzrokiem, klnąc cicho w
myślach, ale on tylko posłał jej współczujący, trochę przepraszający uśmiech.
- Powiedział
też, że mam cię do niego przyprowadzić, jak zobaczę, że chcesz uciec… ale
sądzę, że ostrzeżenie na początek wystarczy – mrugnął do niej, a kącik jej ust
zadrgał lekko w powstrzymywanym uśmiechu.
- Yeollie! –
usłyszeli nagle zza załomu i za chwilę przed ich oczami znalazł się nieco
zmachany Baekhyun. Widząc ich dwoje, samych do tego, zmarszczył brwi.
- Nie martw
się Baekkie, uświadamiałem ją tylko o tym, żeby lepiej nie uciekać od naszego
przywódcy – podszedł do niego i pogłaskał go po głowie, a ten przymknął oczy z
zadowolenia.
- No, i mam
nadzieję, że nic więcej – burknął do niego ciszej, rzucając mu jednak filuterny
uśmiech. Potem zwrócił się do Dino:
- Jakby ktoś
próbował ci coś zrobić, to idź albo do Yeollie’go – tu wskazał na mężczyznę –
albo do mnie – pokazał na siebie – albo do Lulu – machnął ręką w stronę
budynku, w którym wciąż sterczał jelonek – a w ostateczności, do Krisa –
skończył, łapiąc ją za rękę i ciągnąc w stronę samochodu. Po drodze dyskretnie
wyciągnęli ze sklepu niezadowolonego LuHana, który naburmuszył się, że
dziewczyna go wykiwała, i wsiedli do czarnego vana raz jeszcze.
Przez cały
ten czas, blondynka czuła na sobie badawcze, palące ją spojrzenie czyichś
szkarłatnych oczu, nie miała jednak zielonego pojęcia, z którego z samochodów.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- No,
wreszcie jesteśmy na miejscu – jęknął zadowolony LuHan, rozpierając się
wygodniej na kanapie, zrelaksowany. Wjechali właśnie na ładną, wyasfaltowaną
drogę w środku lasu, prowadzącą ich pod górę. W oddali widać było dwie wielkie
wille, usytuowane nie tak daleko od siebie, na wielkim, samotnym wzgórzu.
„Nie ma co,
idealna forteca” pomyślała gorzko, stwierdzając od razu, że ucieczka z takiego
miejsca może być niemal mission
impossible.
Po około
dziesięciu minutach dojechali na rozstaj dróg, ale kierowca bez żadnego
zastanowienia skręcił w lewo. Po chwili przejechali obok tabliczki z nazwą
„Villa Negra” i Dino przełknęła głośno ślinę.
Osławiona w
całym wilkołaczym świecie willa. Siedziba klanu Wu i całej ich watahy. Miejsce,
z którego dosłownie nie ma ucieczki, chyba że przez śmierć.
I chyba taka
jest dla niej jedyna opcja.
Baekhyun,
który po incydencie na stacji benzynowej postanowił jechać z nimi, przykleił
nos do szyby, marszcząc go trochę, uważnie obserwując zbliżający się budynek.
- Nie
wygląda, jakby coś się kopciło – stwierdził w końcu po paru minutach
obserwacji.
- Przyjrzyj
się oknom – odparł bez zainteresowania jelonek, przyglądając się uważnie swoim
paznokciom i porównując je z tymi dziewczyny.
Chłopak
jeszcze raz spojrzał w stronę domu i jego oczy rozszerzyły się w niemym
przerażeniu.
- Nie martw
się, kazałem całej służbie wziąć dzisiaj wolne – wyszczerzył się zadowolony – W
środku zostali tylko Ann i Chen, ale ich nawet sam diabeł nie zabije – mrugnął,
klepiąc zdezorientowaną dziewczynę po ramieniu.
Drugi z
młodych mężczyzn westchnął tylko, i rzucił blondynce współczujące spojrzenie.
- Witaj w
Villa Negra, mała.
Kiedy w końcu
podjechali na okazały podjazd z fontanną, Dino zauważyła już bez żadnego
problemu szare strugi dymu, wydobywające się przez szczeliny w oknach i pod
drzwiami. W środku nic nie było widać, a cała willa pogrążona była w ciężkiej,
wszechobecnej ciszy.
Baekhyun i
LuHan wysiedli powoli z auta, uprzedzając wcześniej blondynkę, żeby nie
wychodziła i tym samym nie próbowała uciekać, bo to nic nie da. Podeszli do
samochodu, który jechał bezpośrednio za nimi, z szacunkiem czegoś oczekując. Po
chwili ze środka wyszedł wysoki Azjata, z podkrążonymi oczami i białymi,
obciętymi na krótko włosami; przywodził jej na myśl ogromną pandę, którą miała
ochotę pomiziać po puchatym futerku. Z ostatniego pojazdu wysiadł natomiast
młody chłopak, również Azjata, o niespotykanej w tej rasie ciemnej karnacji –
do kontrastu, jego włosy były niemalże tak jasne, jak te pandy. Za nim ukazał
się znany już jej „Yeollie”, czy jak Baekhyun go tam nazwał. Stanęli obok
reszty, i w tamtej chwili na zewnątrz pojawił się on, Kris Wu. Władczym
wzrokiem rozejrzał się po swojej posiadłości, nie omieszkując zahaczyć o
vana, w którym siedziała. Po raz kolejny
poczuła dzikie gorąco i zacisnęła mocno szczęki, starając się zignorować ryk
jej wewnętrznego ja. Oczy Alfy zabłysnęły jeszcze raz czerwienią, ale w
następnej chwili odwrócił głowę w stronę jelonka.
- Drzwi są
zamknięte?
- Nie –
wzruszył ramionami – Kto by chciał wejść do środka w takiej chwili.
Kris przyjął
tą wiadomość milczeniem, kiwając tylko głową. Następnie zaczął wydawać rozkazy
znudzonym, rzeczowym głosem, tak jakby była to dla niego najnormalniejsza w
świecie rutyna.
- Kai, Tao –
dwójka natychmiastowo się wyprężyła – wejdźcie do środka i pootwierajcie
wszystkie okna. Chanyeol, masz dobry węch i intuicję, spróbuj znaleźć źródło
dymu i wyłącz to, bo niedługo zacznie się dom palić. Baekhyun, LuHan, idziecie
ze mną – zwrócił się do dwóch Omeg, a ci pokiwali głowami posłusznie – I weźcie
ze sobą tą małą – niebezpieczny błysk pojawił się w jego oku, ale zaraz
zniknął, gdy wkładając ręce w kieszenie ruszył w stronę domu, a stado spojrzało
na niego uważnie, nieco z obawą.
- A nie
lepiej będzie zostawić ją w samochodzie, póki się z tym nie uporamy? – spytał
niepewnie Baekhyun, chcąc oszczędzić stresu blondynce, ale został zmiażdżony
wzrokiem swojego szefa, i tylko zrezygnowany powlókł się do auta.
Z pomocą
LuHana udało mu się wyciągnąć ze środka opierającą się i obruszoną dziewczynę,
dla zabezpieczenia asystując jej przy każdym kroku po obydwu jej stronach. Nie
robili tego tylko ze względu na to, żeby nie uciekła – może i byli Omegami
przynależącymi do bezpiecznej watahy, ale wciąż pamiętali ten sam strach, który
czuła Dino. Niewiedza, jak w najbliższych chwilach potoczy się twoje życie,
może być naprawdę straszna.
Kiedy
podeszli do Alfy, wszyscy spięli się widocznie, ten jednak nawet na nich nie
spojrzał. Posuwali się więc za nim niespokojnie, zbici w kupkę, podczas kiedy
ich dhuizang wkroczył do posiadłości,
gotów do opanowania sytuacji.
Powitał ich
gęsty, duszący i gryzący dym; Bety już zniknęły w pobliskich korytarzach.
Dziewczyna zakryła rękawami nos i usta, ale i tak z jej płuc wydobyło się
zdesperowane o świeże powietrze kaszlnięcie. W następnej chwili na jej głowę
został zarzucony duży, czarny płaszcz. Ściągnęła go natychmiast, bojąc się
efektu dezorientacji, tylko po to, by jej oczy napotkały czarne tęczówki
wysokiego bruneta, do którego należało okrycie.
- Z chorymi
płucami będzie ci trudniej urodzić mi zdrowych, silnych potomków. Zakryj nos i
usta tym – rzucił, odwracając się i idąc dalej, a Omegi spojrzały na niego ze
zdziwieniem.
- Jasne,
jeszcze żebym miała zamiar je rodzić – prychnęła odważnie pod nosem, ale
potomek rodu Wu chyba postanowił jak na razie nie zareagować. Pomimo oburzenia,
z ulgą schowała nos w materiał, choć w następnej chwili tego pożałowała.
Owionął ją zniewalający zapach drogich perfum, jak i unikalny zapach samego
mężczyzny – mieszaninę pomarańczy i cynamonu. Paliwa do ognia dodatkowo
dodawały jego feromony Alfy; przeklęła go szpetnie w myślach, czując jak jej
własne bez jej kontroli są kierowane w jego stronę przez jej organizm. Chociaż
nie widziała jego twarzy, czuła, że uśmiecha się do siebie z satysfakcją.
Potwór, doskonale wiedział co robi, dając jej swoją rzecz. Postanowiła jednak,
że za żadne skarby świata się przed nim nie ugnie, i wyprostowała się nagle,
piorunując wzrokiem jego szerokie plecy.
Nagle z
wnętrza domu dobiegł ich głośny huk, i Kris przyspieszył znacznie, chcąc ocalić
swoje cenne, XVIII wieczne drzwi, prowadzące do sali balowej.
Idąc na oślep
za Baekhyunem i LuHanem, bo nie chciała przyznać, że to pompatyczny Alfa ich
prowadził, po paru długich minutach ujrzała przed nimi ogromne, bogato
zdobione, dębowe wrota. Przed nimi stało trzech mężczyzn, z czego dwóch
trzymało na barkach potężny taran. Uderzali nim miarowo o grube drewno, a
brunet z profesjonalnie wystylizowaną do góry grzywką komenderował nimi,
popędzając tym samym. Dino poczuła przed nim niewytłumaczalny strach, gdy
wyczuła kolejny zapach Alfy, i instynktownie schowała się za Baekhyunem, który
był większy od niej.
- Chen –
zawołał go niskim, ostrzegawczym głosem Kris. Młody mężczyzna odwrócił się do
niego, z szerokim uśmiechem na ustach, i trochę szalonymi iskierkami w oczach.
- O, hej
Kris! – zawołał wesoło, dodając do dwóch pozostałych mężczyzn ostrzej – Sehun,
Suho, postarajcie się!
- Znów
ścigasz moją Betę? – spytał ze ściągniętymi brwiami, nie oczekując jednak
odpowiedzi, i podchodząc spokojnie do mężczyzny.
- Nie.. my
tylko bawimy się w chowanego – stwierdził całkiem poważnie – Cip cip,
kurczaczku! – zaświergotał, a blondynce wydawało się, że zza drzwi usłyszała
cichy głos „Wal się”.
- Byłbym
wdzięczny, jakbyś przestał dewastować mój dom – mruknął niżej, spoglądając na
taran, a Chen mrugnął kilka razy niezrozumiale.
- Ja nie
dewastuję – obruszył się po chwili – tylko usuwam przeszkody – rzucił mu
szeroki uśmiech, a żyłka na czole Krisa zapulsowała nerwowo.
- Radzę ci
przestać – poradził mu tylko, zaciskając mocno szczęki.
Kiedy
mężczyzna po kilku sekundach zareagował jedynie krótkim „Dążę do swego celu,
daj mi spełnić marzenia”, coś w brunecie pękło.
- LuHan! –
zakomenderował szorstkim głosem, nie spuszczając wzroku z intruza, a jelonek
drgnął nerwowo obok dziewczyny. Po chwili jednak podbiegł do swojego Alfy,
stając podświadomie na baczność.
- Sprowadź
Sehuna na ziemię. – rozkazał, a blondasek uśmiechnął się szeroko od ucha do
ucha.
- Chyba
wyrwać go w kosmos, szefie – mrugnął do niego zadowolony, i w podskokach
podbiegł do wyższego od siebie mężczyzny z nieodgadnionym wyrazem twarzy, który
niewzruszony walił wciąż taranem w jęczące boleśnie drzwi.
Po chwili
uwiesił się na jego szyi z szerokim uśmiechem na ładnie wykrojonych ustach, a
temu jakby coś kliknęło w głowie. Zastopował swoje ruchy, a drugi z mężczyzn
pchnął bez siły taran do przodu i spojrzał ze zdziwieniem i lekką złością na
kolegę.
- Sehun… -
zaczął z groźną nutą w głosie, ale jak tylko się odwrócił, westchnął tylko
głęboko – LuHan… - mruknął ciszej pod nosem.
- A mój
mężczyzna co dzisiaj robi? – świergotał wesoło jelonek, bujany w tą i z
powrotem w ramionach rzeczonego Sehuna, którego mina zmieniła się nieco na
bardziej ukontentowaną.
- Miał pracę,
ale teraz może spędzić trochę czasu ze swoim skarbem, skoro już wrócił –
zaoferował z zadowoleniem, a LuHan pisnął lekko oburzony pod nosem, i trzepnął
go po ramieniu.
- Sehuś, nie
jestem jakąś kobietą, żeby nazywać mnie skarbem, ja jestem męski! – wypiął
dumnie pierś, ale chłopak zdawał się go nie słyszeć, po prostu wpatrując w
niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Potem zwrócił się do oszołomionego
Chena, który z opadłymi rękoma i wzrokiem zbitego psa wpatrywał się właśnie w
niewzruszonego Krisa.
- Szefie… -
gdy ten w końcu zwrócił na niego uwagę, kontynuował dalej – Pamiętasz ten jeden
dzień wolny, który mi wisiałeś? No… to już nie wisisz, biorę go dzisiaj –
wyszczerzył zęby a LuHan zapiszczał, wcale nie męsko jednakowoż.
Już po chwili
para gołąbeczków zniknęła za załomem korytarza, i został po nich tylko wysoki
głosik jelonka, a także mocno zszokowana blondynka i zażenowany Baekhyun.
- A teraz
Jongdae, wyjdziesz ładnie z mojego domu – zwrócił się Kris do drugiego Alfy, a
ten naburmuszył się.
- Ale jestem
już tak blisko! – zaczął zawodzić, tupiąc nogą w złości i zakładając ręce na
piersi. Oczy mu się nagle zaświeciły jednak i spojrzał chytrym wzrokiem na tego
z mężczyzn, który pozostał z taranem.
- Lay… -
zaczął niewinnie – podnieś ten taran, pomogę Ci – dodał zdeterminowanym głosem,
podwijając rękawy biznesowej koszuli.
- Jongdae…
wyjdź, albo nie dostaniesz jej numeru telefonu – Koreańczyk zastopował swoje
ruchy motoryczne i spojrzał uważnie na wyższego z nich.
- Numer
telefonu? – dopytał, jakby się upewniał.
- Tak. Jeśli
teraz zgodzisz się wyjść, dam ci numer telefonu Ann – potwierdził z
niewzruszoną miną, a oczy Chena zaświeciły się jak dwa diamenciki.
- Umowa stoi
– potrząsnęli sobie dłonie, jakby właśnie ubili interes życia, i po kilku
chwilach niższy z zadowoleniem zamknął klapkę od telefonu, kierując się w
stronę wyjścia. Sekundę później jednak odwrócił się gwałtownie na pięcie i
spojrzał uważnie na drugiego Azjatę.
- Daj mi dwa
dni… zanim usunie ten numer – Kris tylko pokiwał na to głową, a Jongdae z
zadowoloną miną, śpiewając coś o swoim kurczaczku, wywędrował z Villa Negra.
Parę sekund
po wielkim wyjściu ekstrawagandzkiego Alfy, Kris westchnął głośno z lekką
irytacją, masując się palcami wskazującymi po skroniach. Dino za to, pełna
konsternacji, poddała się nawet dłoni Baekhyuna, która automatycznie gładziła
ją uspokajająco po ramieniu.
Jedynym,
który pozostał na polu „bitwy” był Lay, z boleśnie przewieszonym przez ramię,
ociężałym taranem. Widząc, że jego Alfa zaczął odwrót, westchnął tylko z ulgą,
i powlókł się powoli jego śladem, a Baekhyun spojrzał na niego ze współczuciem.
- Nie martw
się Lay, Suho na pewno coś na to poradzi – pocieszył go, mając na myśli obolałe
plecy chłopaka.
- Mam
nadzieję na przynajmniej godzinny masaż jego autorstwa – jęknął zbolały,
skinieniem głowy żegnając się z Yifanem, a machnięciem ręki z Omegą.
Kiedy i on
zniknął za załomem, nastała perfekcyjna cisza wokół nich. Dym powoli się
ulatniał, co zapewne było zasługą Kaia i Tao, a także Chanyeola, który musiał
zlokalizować jego źródło.
Alfa jednak
wciąż nie odwracał wzroku od mocno nadwyrężonych drzwi, patrząc na nie z uporem
i iskierkami czerwieni przebłyskującymi w tęczówkach.
Niedługą
chwilę później, drzwi skrzypnęły boleśnie, i wychyliła się zza nich rudowłosa
głowa. Niebieskie oczyska rozejrzały się najpierw uważnie wokół, po czym
skierowały się na bruneta, który stał z założonymi rękoma przed nią i
nieprzeniknioną miną, która jednakże nie przepowiadała nic dobrego.
- Polazł już
sobie? – spytała dziewczyna niepewnie, a Baekhyun pokiwał na to głową, choć ta
w ogóle na niego nie patrzyła.
- Ann,
pamiętasz jakie są nasze zasady podchodów z Chenem? – warknął nisko mężczyzna
pod nosem, a blondynka wzdrygnęła się mimowolnie, próbując zignorować dreszcz
strachu i podniecenia, który przeszedł przez jej ciało.
Rudowłosa
westchnęła ostentacyjnie, wychodząc zza drzwi i stając w luźnej pozycji,
wyciągając przed siebie rękę i zaczynając wyliczać na palcach:
- Nie
instalujemy niesprawdzonych wcześniej rzeczy. Nie zakładamy nowych wajch,
szczególnie w pobliżu kwater szefa, a w szczególności w jego łazience. – tu
Dino rzuciła zdziwione spojrzenie najpierw ku Alfie, który stał niewzruszony, a
potem Baekhyunowi, który musiał wsadzić sobie pięść w usta, by nie wybuchnąć od
czegoś śmiechem. Również na nią spojrzał i puścił jej oczko, nachylając się i
szepcząc jej do ucha „Później ci opowiem”. – Nie naruszamy zdrowia i życia
mieszkańców domu. – ciągnęła dalej znudzonym głosem dziewczyna – Nie tykamy
alkoholowej kolekcji naszego wielkiego przywódcy. – skończyła z małym
cmoknięciem, a Kris podniósł tylko brew do góry, oczekując najwyraźniej na coś
jeszcze.
- I czego
jeszcze nie tykamy?
- Nie tykamy
drzwi od sali balowej. – wywróciła oczami – Powinieneś więc nauczyć tej zasady
tego trollowatego Alfę, a nie mnie, to on tu przylazł z taranem – naburmuszyła
się na niesprawiedliwość losu, a mężczyzna tylko westchnął cicho.
- Ann, mamy
nowego członka stada – stwierdził bezbarwnie, postanawiając później rozliczyć
się ze swoją Betą, a młoda kobieta spojrzała nagle na niego uważnie, i w jedną
sekundę później jej wzrok spoczął na niższej od niej blondynce.
Gdy do jej
nozdrzy doszedł mdlący zapach Omegi w czasie rui, zmarszczyła w obrzydzeniu
nos, rzucając tylko ironiczne spojrzenie swojemu przywódcy.
- Kolejna
Omega… – prychnęła pod nosem, a Baekhyun spojrzał na nią nieco urażony – Nie
martw się Baekkie, ty się do czegoś czasem przydajesz, szczególnie jak wkurzę
Chanyeola… - zamyśliła się na chwilę, a drobny mężczyzna rzucił jej dziwne
spojrzenie. Ta jednak nie zwróciła na to uwagi, w zamian znów zwracając się do
potomka klanu Wu.
- Gdzie to
znalazłeś? Odnieś to na miejsce, nie chcemy się niczym zarazić – powiedziała, a
Dino poczuła, jak krew w jej żyłach zaczyna buzować.
- A kim ty
jesteś, żeby mnie w taki sposób oceniać, co? – najeżyła się i spojrzała
rudowłosej odważnie w oczy, pomimo ostrzegawczych szeptów Baekhyuna obok.
Ann tylko na
to prychnęła wymownie.
- Kris, to do
mnie przemówiło – poskarżyła się, patrząc na niego z urazą w niebieskich
tęczówkach.
- Tak, lepiej
idź poskarż się swojej Alfie, bo nie potrafisz sobie poradzić nawet z małą
Omegą – rzuciła blondynka, choć w tamtej chwili chłopak tak mocno targał jej
ramieniem, że aż potrząsał nią całą.
Oczy kobiety
zwężyły się niebezpiecznie, i postąpiła kilka kroków w stronę intruza.
- Lepiej się
tak nie wymądrzaj, bo jeszcze sekunda i to twoje gardziołko przestanie istnieć
– syknęła, stając w pozycji gotowej do skoku i czując, jak adrenalina buzuje w
jej żyłach.
Choć
niesamowicie się bała, Dino tylko podniosła głowę wyżej do góry, chcąc
otaksować wzrokiem rywalkę
- Dosyć – w
tym momencie zagrzmiał niski ton pełen autorytetu, i obydwie posłusznie
skierowały wzrok na mężczyznę, który się temu wszystkiemu przyglądał z rękoma
wsadzonymi w kieszenie eleganckich spodni. Jednym spojrzeniem niemal rzucił je
na kolana, żądając ich uległości, choć żadna z nich nie przyznałaby się do tego
przed nikim.
- Od teraz
jesteście jedną rodziną, więc macie ze sobą zgodnie żyć – odpowiedziały mu dwa
głośne prychnięcia i jednoczesne okrzyki.
- Takie coś w
naszym domu?! Nie mogłeś chociaż raz przyprowadzić jakiejś wartościowej Bety?!
- Kto
powiedział że zostaje w tej rodzinie?! Nie mam takiego zamiaru, wara ode mnie!
Z gardła
Krisa wydobył się głęboki warkot, a jego oczy zabłyszczały na czerwono w jednej
chwili, sprawiając że mężczyznę otoczyła niebezpieczna, czerwona łuna. Był u
swojego limitu.
- Bez
gadania. Moje słowo jest tutaj prawem – warknął w stronę Ann, która chcąc nie
chcąc, pochyliła głowę w geście uległości, i rzucając wściekłe spojrzenie
blondynce, zaczęła się oddalać. Nim zniknęła za zakrętem, i nie przepędził jej
ogłuszający ryk Alfy, rzuciła jeszcze tylko do niego:
- Zobaczysz,
pożałujesz tego.
- A ty… - tu
się zwrócił do nerwowej dziewczyny, a Baekhyun podświadomie się od niej odsunął
– nie masz tu za wiele do gadania, Omego – wycedził.
- Na imię mam
Dino, a nie Omega – zdołała wykrztusić z siebie, a chłopak obok niej zamknął
oczy w geście zrezygnowania. Ona tu nie
przeżyje nawet dnia, pomyślał ze współczuciem.
W jednej sekundzie
obok niej pojawił się brunet, wyrywając z jej rąk swój płaszcz, którym
zakrywała usta i nos przed dymem. Szybciej niż się mogła zorientować, co było
zasługą jego nadludzkich mocy wilkołaka, narzucił go na nią i ścisnął tak
mocno, że aż pisnęła z bólu.
Przyciągnął
ją do siebie tak, że ich usta były jedynie kilka milimetrów od siebie, i młoda
kobieta zatrzęsła się od jego zapachu i władczego spojrzenia, które jej dawał.
- To nie jest
istotne, jak się nazywasz – mruknął, zbliżając się jeszcze bardziej do niej i
nachylając nad jej szyją, z upojeniem wciągając w nozdrza świeży, nietknięty
wcześniej przez nikogo, zapach młodej Omegi – Dzisiejszej nocy i tak staniesz
się moja – wychrypiał jej do ucha i puścił, sprawiając, że otumaniona, prawie
że zwaliła się na podłogę.
Nie zwrócił
już jednak uwagi na jej urażone, wściekłe spojrzenie, tylko zwrócił się do
onieśmielonego Baekhyuna.
- Zajmijcie
się nią na razie z LuHanem, jak już wróci. Wieczorem ją przygotujcie i
przyprowadźcie do mnie – nie czekając na odpowiedź od swojego podwładnego,
oddalił się władczym krokiem, nie rzucając nawet ani jednego spojrzenia w
stronę sfrustrowanej blondynki.
Kiedy całkiem
ucichły jego kroki w korytarzu, Baekhyun
pozwolił sobie, by odetchnąć z ulgą.
Cicho
podszedł do dziewczyny, która zaczęła już cicho płakać, i poklepał ją po
ramieniu ze współczuciem.
- On nie jest
taki zły, jak się wydaje – spróbował ją pocieszyć, ale doskonale wiedział, że
nie pomoże to ani trochę.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Doskonale
zdawała sobie sprawę z faktu, że Baekhyun i LuHan chcieli jej pomóc wytrwać w
tej sytuacji i wyciągnąć z niej jak najwięcej korzyści, ale to już była
przesada.
Prychnęła,
wychodząc z łazienki i widząc na łóżku rozłożoną kusą, kremową sukienkę, uszytą
jedynie z niewiele zakrywającej koronki.
- To chyba
jakieś żarty, wy dwaj! – krzyknęła do zamkniętych drzwi, przez które jednak nie
doszła ją żadna odpowiedź.
Z ciężkim
westchnieniem wdrapała się więc na wielkie, królewskich wielkości łoże
(omijając starannie łukiem niczemu nie winną „szmatkę”) i ułożyła na nim
wygodnie.
Chyba śnili,
jeśli myśleli, że uda im się ją wyciągnąć z tego pokoju dzisiejszego wieczora,
czy choćby w którykolwiek z kolejnych (które miała nadzieję, że nie nastąpią).
Założyła więc
tylko ramiona na piersi i wilkiem spojrzała na kawałek drewna stojący jej na
drodze do wolności. Kiedy w pobliżu nie było żadnych Bet czy też Alf czuła się
o wiele lepiej; pokój zdawał się być wcześniej nie używany, więc nie było w nim
żadnych zapachów, które mogłyby ją pobudzać.
Tuż po świeżo
wydanym rozkazie, Kris zniknął bez śladu gdzieś w czeluściach przepastnej
rezydencji, Baekhyun pomógł jej wstać i zabrał ją do tego pokoju, zapewniając,
że tutaj nikt niepożądany nie wejdzie i przyrzekając jej, że postawi przy
wejściu Chanyeola.
Wiedziała, że
nic to nie da gdy Alfa będzie chciał się do niej dostać, ale trochę pomogło to
jej własnemu samopoczuciu. W kilka chwil później chłopak wniósł jej przepyszne
jedzenie, które, jak wyjaśnił, zostało zrobione specjalnie dla niej przez
znajomą Omegę o imieniu Kyungsoo. Uśmiechnęła się niewidocznie na to, bo było
to naprawdę urocze, a jedzenie nieziemskie.
Jakiś czas
później do środka wparował roześmiany i rumiany jelonek, z wielkim, zielonym i
puchatym smokiem pod pachą. Dino spojrzała na niego dziwnie, gdy wyszczerzony,
wręczył jej go.
- Sehunnie
zabrał mnie do Lunaparku i wygraliśmy to – wyjaśnił dumnie – Ale mam już
podobnego, a tobie przyda się ktoś do przytulania w nocy.
- Dziękuję,
LuHan – pozwoliła sobie nawet na lekki uśmiech, który zaraz jednak został
zastąpiony przez piorunujące spojrzenie na drobnego mężczyznę.
- Co prawda
dzisiaj ci nie będzie potrzebny, bo słyszałem, że masz spać u Krisa… Ał! –
pisnął oburzony, masując się po obolałym żebrze, w które łokciem dźgnął go
Baekhyun.
- Trochę
empatii, Lulu! – syknął, a ten tylko prychnął sobie cichutko pod nosem.
- Nie martw
się, bardzo dobra z niego bestia w łóżku – zapewnił ją z lekkim machnięciem
ręki – Podobno. Tak słyszałem – wyszczerzył się niewinnie, gdy Bekkie rzucił mu
podejrzliwie spojrzenie.
- W każdym
razie – brnął nieświadomie dalej w bagno – nikogo nie zabił w ten sposób.
Jeszcze, hehe! – zaśmiał się na koniec, a drugi mężczyzna schował tylko twarz w
dłonie w geście zrezygnowania, i Dino czuła, że ma ochotę zrobić to samo.
- W każdym
razie, odpocznij trochę – zwrócił się do niej Baekhyun, jak już nieco ochłonął,
łapiąc za rękę oburzonego jelonka i ciągnąc go w stronę wyjścia – Jesteś pewnie
bardzo zestresowana po tym wszystkim, a czeka cię jeszcze dzisiaj… jedna sprawa
– dokończył kulawo – Nie martw się, wierzymy że dasz radę – posłał jej
uspokajający uśmiech, wyrzucając tym samym wyrywającego się LuHana za drzwi –
Niedługo przyniesiemy ci coś na przebranie, a na razie zajmij się sobą, w
pokoju jest też łazienka. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, daj znać przez
drzwi, bo niestety musimy cię zamknąć, żebyś nie uciekła. Prześpij się i wykąp,
rozluźnisz się – rzucił jej na koniec, zamykając za sobą drzwi. Zacisnęła mocno
szczęki, słysząc dźwięk przekręcanego zamka.
Ze
zirytowanym stęknięciem przekręciła się na brzuch i wtuliła twarz w miękką,
pachnącą świeżą lawendą, poduszkę.
Jak to się w
ogóle stało, że tu była? Jej dzień zaczął się najzwyklej w świecie, a teraz
siedziała zamknięta w pokoju w willi najbardziej wpływowego i niebezpiecznego
Alfy świata! Do tego wyżej wspomniany miał w zamiarze ją posiąść, i to jeszcze
tego wieczoru…
Życie nie
mogło być dla niej okrutniejsze.
- Skarbie,
lepiej się już przebierz, za piętnaście minut musimy cię przetransportować do
Yifana! – dobiegł ją zza drzwi cieniutki głos LuHana, z i wściekłą, rzadką u
niej furią chwyciła w rękę sukienkę.
W tym
momencie, do głowy wpadł jej pewien pomysł.
- Przebiorę
się, ale to on ma się pofatygować do mnie, a nie ja do niego. W końcu to jemu
na czymś ode mnie zależy, niech się postara – prychnęła, i niemalże widziała,
jak jelonek po drugiej stronie wręcz zaniemówił.
- Ale mała,
to będzie pewna śmierć! – próbował jej przemówić do rozsądku Baekhyun, ale ona
tylko wzruszyła ramionami, naciągając ramiączka sukienki, by pasowały idealnie,
a może nawet za idealnie.
- Biorąc pod
uwagę sytuację w jakiej się znajduję, jest to dla mnie najlepsze wyjście, nie
sądzisz? – spytała ze stoickim spokojem, a za drzwiami zapadła na chwilę
niezręczna cisza.
Gdy skończyła
się przebierać, ułożyła się wygodnie na łóżku w nęcącej pozycji, w pełni
zdeterminowana.
Nigdy nie
planowała swojej śmierci i nie myślała, że ten dzień był aż tak blisko, ale nie
miała w zamiarze, by do końca stał się on dniem jej upadku. Jeśli już ma
umrzeć, to zrobi to z godnością, i nie podda się tak łatwo, nie ważne co będzie
jej podszeptywał jej zwierzęcy instynkt.
- Dino…
jesteś tego pewna? – spytał Baekhyun, z nadzieją w głosie, że się w końcu
namyśli. Był to też pierwszy raz, kiedy użył jej imienia.
Przez parę sekund,
ze zmarszczonymi głęboko brwiami, myślała intensywnie nad swoim planem. W
następnej chwili ułożyła się wygodnie na poduszce, podkładając sobie rękę pod
głowę.
- Tak,
dawajcie go tu. Nikt nie będzie ze mną zadzierał. Hierarchia hierarchią, ale on
wciąż jest po prostu zwykłym mężczyzną. Powiedzcie tylko, że jestem strasznie
roztrzęsiona – cmoknęła cicho z westchnieniem, gdy pospieszne kroki dwóch Omeg
oddaliły się.
Gdy była już
pewna, że sobie poszli, wbiegła do łazienki i nalała sobie na dłonie ciepłej
wody, by za chwilę zanieść ją ostrożnie w dłoniach na łóżko, tak, aby nie
pozostawiła żadnych śladów na podłodze. Rozlała ją w mniej więcej jedno ładne
kółko na poduszce, a potem wilgotnymi dłońmi roztarła oczy do czerwoności,
niszcząc nieco przy okazji makijaż, na który tak bardzo nalegał Baekhyun,
miłośnik eyelinerów. Następnie wróciła do swojej pozycji wyjściowej na
pościeli, chowając jednak starannie twarz w mokrą poduszkę, i zastygła bez
ruchu, nasłuchując.
Przeliczyła w
myślach mniej więcej czas, który mógł zająć dwóm mężczyznom dostanie się do
Alfy, wytłumaczenie mu wszystkiego, i wyciągnięcie w stronę jej pokoju. Zaraz
jednak stwierdziła, że obliczenia te nie miały sensu, jako że sama nie miała
zielonego pojęcia, gdzie była kwatera główna przywódcy watahy. Postanowiła więc
bez zwłoki zacząć ciche łkanie w poduszkę, tak, aby Kris usłyszał ją z daleka,
dzięki swoim wyczulonym zmysłom. Tym samym jej akt miał większe szanse na
uznanie za prawdziwy.
Po paru
minutach usłyszała w korytarzu długie, ciężkie kroki, a ciarki które przeszły
jej po plecach podpowiedziały, kto to. Jej ciało na nowo zaczęło
niekontrolowanie drżeć, ale tym razem nawet za to dziękowała. Dzięki temu
naprawdę musiała wyglądać na płaczącą.
Drzwi od
pokoju otworzyły się spokojnie, ale ona nie podniosła głowy, wciąż wtulając
twarz w miękki materiał. Sekundę później po pokoju rozniósł się silny aromat
feromonów Alfy, i Dino drgnęła nerwowo. Przez parę sekund nic się nie działo, a
przynajmniej tak jej się wydawało.
W następnej
chwili poczuła, jak łóżko naokoło niej się wygina, i jej serce niemalże się
zatrzymało. Przestała łkać i lekko załzawionymi, czerwonymi oczyma spojrzała
przez ramię, by nad sobą ujrzeć nieprzenikniony wzrok, pobłyskujący lekko w
półmroku czerwienią. Mężczyzna miał na sobie białą koszulę, rozpiętą do połowy,
ukazującą szeroką, pięknie wyrzeźbioną pierś, i zwykłe, jasno niebieskie
dżinsy. Z tego co również udało jej się dojrzeć, był boso. Choć przecież strój
ten nie był wcale wyrafinowany czy w żaden sposób elegancki, sprawił że serce
zaczęło jej bić mocniej, a krew szybciej płynąć w żyłach. Nie pozwoliła jednak
do końca opanować się temu uczuciu.
Pomimo faktu
że Wu wisiał nad nią, wsparty na rękach i kolanach, nie spuszczając z niej
uważnych, niebezpiecznych tęczówek, na powrót odwróciła na chwilę twarz do
poduszki, ostentacyjnie pociągając głośno nosem, by za chwilę leżeć już na
plecach, z obrażonym spojrzeniem w oczach i rękoma założonymi na piersi.
- No i czego
ryczysz? – spytał po jakimś czasie, a ona tylko obrzuciła go wściekłym
spojrzeniem.
- Bo
traktujesz mnie jak śmiecia, na co nie zasługuję? Bo robię za seks zabawkę,
chociaż nie chcę? Bo wolę umrzeć, niż mieć do czynienia z tobą? Ale po co ja ci
to mówię, ciebie przecież to nie interesuje – stwierdziła gorzko, czując jak,
tym razem prawdziwe, łzy zbierają się pod jej powiekami, a ledwo powstrzymywana
złość buzuje w jej żyłach.
Brunet nic na
to nie odpowiedział, wciąż wpatrując się w nią z twarzą bez wyrazu.
- Za dużo
gadasz – powiedział w końcu, a jej oburzoną odpowiedź powstrzymał szybki i
silny chwyt na jej podbródku, który uniemożliwił jej jakikolwiek ruch. W
następnej chwili poczuła na ustach delikatny pocałunek pełnych, miękkich warg,
i poczuła jak jej nogi zatrzęsły się niekontrolowanie; musiała zebrać w sobie wszystkie
siły, by nie jęknąć potulnie, i spróbowała odrzucić rękoma Krisa, ten jednak
nic sobie z tego nie zrobił. Chwycił obydwie jej dłonie i przytrzymał nad jej
głową, warcząc cicho ostrzegawczo.
- Bądź grzeczna, a nie będzie tak źle
–poinstruował ją zwięźle, a ona nie mogła się powstrzymać, by nie prychnąć
cicho, za co za karę została mocno i niespodziewanie ściśnięta za pierś drugą
ręką mężczyzny.
Pisnęła
głośno, a jej ciało oblało przyjemne ciepło. Duże, ciepłe dłonie wędrowały po
jej ciele, sprawiając że i tak już otumaniony umysł zdawał się nie reagować na
nic innego. Dodatkowo, Yifan nakrył jej usta swoimi, zabierając jej ostatni
dech z piersi, i przez chwilę poddała się tym uczuciom, pozwalając by wszystko
inne zostało zastąpione gorącem i wymowną mokrością pomiędzy jej udami.
Kiedy jednak
jego dłonie dotarły do ud, w których połowie sukienka się kończyła, i wsunęły
pod, drażniąc się z koronkowymi majtkami w tym samym kolorze co wierzchni ubiór
(zapewne wymysł LuHana), naraz oblały ją zimne poty i na nowo zaczęła się
wyrywać z jego uścisku.
Z
westchnieniem oderwał się od jej ust, przygryzając je dosyć mocno, aż jęknęła z
bólu, w formie kary, i rzucił niskim, chrapliwym głosem.
- Jeśli zaraz
się nie uspokoisz to zerwę z ciebie tę szmatę i przestanie mnie interesować
fakt, że jesteś dziewicą – niemalże warknął, a ona osłupiała, i przestała
wykonywać jakiekolwiek ruchy, szeroko otwartymi oczyma przyglądając się dużym,
spragnionym tęczówkom nad sobą.
Czy… on
właśnie w pewien sposób powiedział, że się o nią martwi?
W następnej
sekundzie jednak wszystko zniknęło, gdyż mężczyzna szybkim, wprawnym ruchem
ściągnął z niej bieliznę, nie fatygując się nawet o zdjęcie sukienki, i wsunął
palec w jej mokre wnętrze, wyrywając tym samym z jej gardła głośny jęk. Plecy blondynki
wygięły się w pałąk, a nogi otworzyły bezwiednie na tyle, na ile pozwalał
niezbyt rozciągający się materiał. Wodził po niej palcami, to się z nią
drażniąc, i jedynie lekko dotykając łechtaczki, by w następnej chwili zagłębiać
się w niej ostrożnie, jedynie czubkiem palca, i sprawiając że nieokiełznane łzy
rozkoszy ciekły jej po policzkach.
To było
uczucie, jak żadne inne w całym jej życiu. Żaden orgazm, który wcześniej
przeżyła sama ze sobą nie równał się z tym, co czuła teraz, i to ją
doprowadzało do szaleństwa.
Młody Wu
przeniósł swoje usta na jej szyję, naprzemian przygryzając ją i ssąc, by
następnie złożyć na niej mokry, głęboki pocałunek. Z jego gardła wydobywał się
głęboki dźwięk, ni to przypominający warkot, ni pomruk, ale przeszywał on ją do
cna, sprawiając że każda komórka jej ciała poruszała się do jego rytmu,
błagając go o więcej całym swoim jestestwem.
Już chwilę
temu puścił on jej dłonie, ale jedyne co z nimi zrobiła to wplotła je w gęste,
niesamowicie jedwabiste włosy Yifana, przyciskając go do siebie tym samym
mocniej. Podświadomie przywarła do niego mocniej całym swoim ciałem, kiedy na
drobnym udzie poczuła przez materiał dżinsów niesamowicie dużą, gorącą i twardą
męskość mężczyzny. Ocierał się o nią, ale nie robił nic więcej w kierunku
swojego własnego zaspokojenia, dziewczyna więc niewiele więcej myśląc zaczęła
poruszać nogą na tyle, na ile pozwalały jej drgawki rozkoszy i dłoń mężczyzny
pomiędzy jej nogami, wciąż z ciekawością penetrująca jej wnętrze.
Orgazm
przyszedł szybciej i bardziej niespodziewanie niż była na to przygotowana.
Najpierw niesamowita biel, a w następnej chwili ciemność zabłysły przed jej
oczami. Nie była pewna, czy ten rozdzierający krzyk który brzmiał jej w uszach
był jej własnym, czy był to tylko wytwór jej wyobraźni. Opadła bez sił na
posłanie, z zamkniętymi oczami, pojękując sobie jeszcze cichutko pod nosem, nie
mając siły na cokolwiek więcej, wciąż ogarnięta przez niesamowitą falę
przyjemności.
Poczuła
jedynie, jak czyjeś duże, ciepłe ramiona najpierw uniosły ją lekko, by po
chwili ułożyć wygodniej na łóżku i przykryć kołdrą. Poczuła coś ciepłego na
ustach, ale nie miała siły w jakikolwiek sposób na to zareagować.
Zanim nie
osunęła się w nicość, przez myśl przeszły jej słowa Baekhyuna: „On nie jest
taki zły, jak się wydaje”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz