sobota, 1 marca 2014

Bang In Bułgaria: Rozdział I

- Jesteście pewne, ale tak na sto procent pewne, że chcemy to wysłać? Pokazać światu? Zbłaźnić się do końca? Odkryć światu swoje chore fantazje? – po chwili milczenia obrzuciły się nawzajem uważnym spojrzeniem.
- TAK!
- No to lecą dupy… Z naszą nadzieją na lepsze życie… i dupy – przycisk „UPLOAD” zaświecił się złowieszczo, gdy ich filmik pojawił się na stronie.

*~*~*~*~*~*~*~*

- Kolejny dupny dzień na tym dupnym uniwersytecie, na dupnej gramatyce praktycznej, bez dobrych dup i perspektyw na horyzoncie.
- Mówisz tak codziennie od dwóch miesięcy, Dinuś. Ale prawda jest prawdą; Seungri ty dupo, gdzie jesteś! – krzyknęła zrozpaczona Jackie, a kilka głów wokół nich się odwróciło, by za chwilę przewrócić jedynie oczami.
- Pewnie zobaczyli nasz filmik, zachłysnęli się własną śliną… - mruknęła znad swojego telefonu Ann.
- I dostali orgazmu na nasz widok! – dokończyła triumfalnie Jackie.
- … i umarli ze śmiechu – dokończyła niewzruszona Ann, wpisując coś w telefon i marszcząc brwi w skupieniu.
- Co robisz?- Dino spojrzała ciekawsko przez ramię rudowłosej, opierając się podbródkiem o jej rękę.
- Sprawdzam pocztę, mieli mi odpisać z wydawnictwa jakie książki wysyłają mi do recenzji. A tak w ogóle, to gdzie jest Karol? – zapytała, jednak jej wzrok wciąż był skupiony na małym ekranie przed nią.
- Organizuje dupy? – jęknęła z nadzieją Dino, ale w odpowiedzi usłyszała tylko „DINO TY ZBOKU”.
- Nie, poszła do kibla… chociaż kto wie co jeszcze robi po drodze – zaśmiała się Jackie.
- Ale jak sądzicie, jaka może być reakcja Bangów na naszą parodię? – spytała Dino, zażerając się ciasteczkiem wyciągniętym z torby Ann.
- Powiedziałabym, że „YEHET”. – Dino i Jackie zarechotały jak głupie, gdy Ann wciąż z marsową miną przeglądała swoją pocztę, jej mina niewzruszona niczym kamień, co nieco zdziwiło dziewczyny.
- Pamiętacie, jaki mail podałyśmy w naszym zgłoszeniu z filmikiem? – spytała po chwili, wciąż nie odrywając oczu od urządzenia.
-Hmm…o ile pamiętam to twój, bo był najbardziej cool – odpowiedziała po chwili zastanowienia Jackie, podpierając się na łokciu.
Pośród trójki zapanowało dziwne milczenie, które pierwsza przerwała rudowłosa.
- YEHET. Umrzemy, na oczach całego świata. – stwierdziła z grobową miną, ściskając nagle dosyć nerwowo telefon w dłoniach.
- Ale że co masz na myśli, Ann? – nagle zdenerwowane, Dino i Jackie zaczęły się dopytywać, próbując zajrzeć dziewczynie w ekran.
- Ja was nie znam. Wychodzę. – rudowłosa rzuciła telefon na ławkę, wstała, i wyszła z sali, krzycząc po drodze ku jeszcze większemu zdziwieniu przyjaciółek „JA WAS TOTALNIE NIE ZNAM!”.
Po sekundzie osłupienia niemal się rzuciły na urządzenie, próbując dopatrzeć się, co tak wytrąciło ich osobistego wampira z równowagi.
Jeden z listów na poczcie był otwarty, a powitały ich wielkie, kolorowe literki rodem z hangeul’u, ale i takie angielskie.
Wesoły napis głosił:
„CONGRATULATIONS! WE ARE REALLY HAPPY TO ANNOUNCE TO YOU, THAT YOUR VIDEO HAS WON THE COMPETITION FOR THE BEST PARODY OF THE KOREAN BOY BAND BIG BANG! IN REWARD FOR THE FIRST PLACE YOU ARE GOING TO PARTICIPATE IN FILMING THE NEW MUSIC VIDEO OF BIG BANG. FOR FURTHER INFORMATIONS PLEASE CONTACT US…”
W ciszy, bez zbędnych słów, przetwarzały na różne sposoby ten komunikat, a nawet myślały, czy aby go przypadkiem nie przełożyć na standardy semantyczne, żeby było łatwiej.
Wesoła Karol wkroczyła do sali, gdy mroczna chmura rozmyślań zawisła nad Dino i Jackie.
- Heeej… może mi ktoś powiedzieć, czemu Ann siedzi na dole i klnąc na cały świat szamie budyń z naszego podejrzanego baru? Tam w ogóle mają budyń?
Nieświadomą nadchodzącego kataklizmu Karol spiorunowały dwa szalone spojrzenia.

*~*~*~*~*~*~*~*

- Czyyyyli że… najpierw jedziemy do Korei, do Seoulu, żeby ogarnąć tamten dziki świat który się przed nami otwiera, nauczyć się choreografii, bo jakżeby inaczej, MUSIELI z nas zrobić dziewczynki w tle, mamy czas żeby kimchi i inne żarełka przepaliły nasze żołądki doszczętnie, możemy spróbować zlokalizować i zinwigilować mieszkanka Bangów, a potem zapierdzielamy na tydzień do Bułgarii, Sozopola, bo teledysk ma być hot, smexy i na plaży? – podsumowała Dino, tuląc do siebie Dygotka i turlając się po łóżku Ann, bo wszystkie zgodnie stwierdziły, że puste we dnie, większe od mieszkania Karola i nie akademickie jak Jackie, mieszkanie rudowłosej będzie najlepszą bazą na ogarnięcie całej sytuacji, która wciąż jawiła im się jak jakiś głupi żart ich wyobraźni.
- A ile mamy siedzieć w tej Korei? – spytała z drugiego końca pokoju Jackie, swoim zwyczajem nagrywając wszystko na swój telefon.
- W mailu pisze, że przez jakieś trzy tygodnie – odparła Ann, po raz kolejny sprawdzając pocztę, na którą wysłano im konkretne informacje dotyczące ich ‘nagrody’.
- A co z biletami? – wymruczała z nad swojej szklanki z herbatą Karol.
- Podobno za nic nie płacimy, mamy mieć tylko pieniądze na własne wydatki.
- Cholera. Czemu ja nigdy nie mogę odłożyć żadnej kasy? – jęknęła z czeluści łóżka Dino, narzucając na siebie wytrwałego Dygotka i przytulając go do siebie jeszcze mocniej.
-Tak więc moi drodzy państwo, przez miesiąc ta oto urocza czwórka będzie pławić szanownych panów z Big Bang w swojej obecności, zaczynając od…? – Jackie znów przyjęła swoją rolę serwisantki, zwracając się bezpośrednio do kamery, jednak przy ostatniej części spojrzała pytająco na Ann, a ta bez słowa sprawdziła daty w komputerze.
- Za dwa tygodnie.
Telefon Jackie jakże wymownie wylądował na podłodze, Dino spadła z łóżka ciągnąc za sobą Dygotka, Karol siorbnęła głośno herbatę aż się zachłysnęła, a Ann chrupnęła milcząco ciasteczko.
- W takiej czarnej dupie to my jeszcze nie byłyśmy…
- No, a cóż za ironia. Lubimy dupy, ale te żółte…

*~*~*~*~*~*~*~*~*

Była 5.00 rano kiedy ich dzwonki rozdzwoniły się jak jeden mąż, wypełniając całe mieszkanie kakofonią dźwięków. Przez około pół minuty słychać było tylko i wyłącznie dzikie dźwięki z pięciu różnych pokoi, aż wreszcie z jednego z pomieszczeń można było usłyszeć huk i melodyjki grały już jedynie we czwórkę. Po następnych pięciu minutach i kilku ponurych jękach z poszczególnych pokoi do mieszkania wszedł raźnym krokiem mężczyzna w średnim wieku. Po chwili rozeznania w sytuacji ruszył bez wahania w stronę najbliższego pokoju. Niecałe dwie minuty później, nieprzytomny młody mężczyzna opierał się z trudem o ścianę, próbując zorientować się, kto śmiał zakłócić jego bezcenny sen i w jaki sposób go ukatrupić.
- Wstawać chłopaki, Papa Yang chce z wami gadać! – krzyknął, starając się przekrzyczeć kakofonię dźwięków i równocześnie podtrzymać na wpół przytomnego chłopaka w pozycji stojącej. Jego twarz, zakryta częściowo przez sterczące we wszystkie strony włosy, a częściowo przyciśnięta do ściany, wskazywała jasno, że jej właściciel wciąż był głęboko pogrążony we śnie. Starszy mężczyzna trzymał go mocno pod rękę, utrzymując w górze, teraz jednak po chwili zastanowienia zaczął potrząsać nim dziko; bezwładna głowa młodzieńca zaczęła walić jednostajnie w ścianę, za każdym razem wydając głośny, głuchy dźwięk.
Po chwili, zza drzwi obok wysunęła się rozczochrana głowa, zaspane oczy okolone ciemnymi cieniami zamrugały nieprzytomnie, a na usta właściciela wpełzł niezadowolony grymas.
- Manager Hyung, o co tyle krzyku? I czy głowa Jiyong Hyunga nie zacznie zaraz krwawić?
- Seungri - ah, świetnie że wstałeś. Obudzisz całą resztę. I przynieś Jiyongowi lodu na głowę, a ja pójdę po śniadanie – mężczyzna puścił chłopaka i ruszył ku wyjściu, a ten osunął się bezładnie na podłogę, spod burzy włosów słychać było tylko ciche pochrapywanie.
Seungri przez chwilę stał bez ruchu, pośród wrzasku już teraz tylko trzech budzików (swój wyłączył). Parę sekund później słowa starszego mężczyzny w końcu do niego dotarły.
- CZEMU ZAWSZE JA, CO HYUNG? CZEMU JEST ZAWSZE ‘MAKNAE, ZRÓB TO, ZRÓB TAMTO, NIE TYKAJ, NIE TWOJE, ONA JEST DLA CIEBIE ZA STARA’, ALBO ‘MAKNAE, ZNÓW OGLĄDAŁEŚ PORNO NA MOIM LAPTOPIE’, CZEMU NIE KAŻESZ ZROBIĆ CZEGOŚ NA PRZYKŁAD JIYONG HYUNGOWI, CO?! MY MAKNAE TEŻ MAMY UCZUCIA, WIESZ?!
- Ej, maknae… - nagle spod nóg Seungriego zagrzmiał cichy, zachrypnięty, ale poważny, jak z grobu, głos. Chłopak spojrzał w dół, po czym poczuł, jak jego ciało zamiera. G-Dragon, pogromca swoich dręczycieli, się przebudził. Wciąż nieprzytomne, ale tak samo groźne oczyska piorunowały go swoim spojrzeniem, mimo pozycji leżącej ich właściciela na podłodze. Młodszy z dwójki przełknął głośno ślinę, błagając żeby mężczyzna nie usłyszał ostatniej części jego narzekań.
- Maknae… - powtórzył dobitnie GD – Idź obudź Youngbae i powiedz mu, żeby zrobił mi coś do jedzenia.   
- Oczywiście, Hyung! – chłopak zaśmiał się nerwowo, niemal w podskokach ruszając z miejsca – Ale najpierw przyniosę ci lodu na głowę, Hyung!
Po przetransportowaniu chłopaka do kanapy i zaaplikowaniu mu lodu na głowę, co zostało przyjęte cichym pomrukiem aprobaty, Seungri rozpoczął nową, jakże ciężką misję – rozbudzenie trzech kolejnych uśpionych bestii!
20 minut później z kuchni dobiegało ciche nucenie Taeyanga „I need a girl”, stukanie talerzy i garnków, a także smakowite zapachy świeżego śniadania. Maknae, uzbrojony w ochronny durszlak na głowę, rękawice kuchenne anty-drapaniowe, ochronną poduszkę przepasaną ulubiony paskiem przy kroku i w kij bejsbolowy, stanął pod jaskinią blond lwa.
Wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Jiyong podniósł nieprzytomnie głowę z oparcia kanapy, mrużąc oczy dla lepszej ogniskowej, a Taeyang wychynął ciekawsko z kuchni, gdy po 5 minutach absolutnej ciszy z pokoju wyszedł rozczochrany, pochmurny Daesung, który bez słowa powędrował do łazienki, a za nim zszokowany, utykający Seungri.
Drzwi od łazienki wymownie trzasnęły głośno, a maknae opadł z głośnym jękiem na kanapę tuż obok G-Dragona.
- Wiesz, że został ci jeszcze TOP Hyung, Seungri – ah? – spytał Youngbae, podając wciąż milczącemu GD miseczkę ryżu, a najmłodszy zakwilił cicho. Przez następne 10 minut siedzieli w wymownej ciszy, aż w końcu po raz kolejny trzasnęły drzwi od łazienki i do salonu wszedł umyty i już uczesany Daesung, ze swoim firmowym uśmiechem na twarzy, jakby 10 minut wcześniej wcale nie chciał zagryźć wszystkich wokół.
- Czemu jesteś smutny, Seungri? – spytał blondyn ze śmiechem, odbierając od Taeyanga swoją porcję ryżu.
- Hyung, ty powinieneś to wiedzieć najlepiej – chłopak zmierzył go urażonym spojrzeniem, bezwiednie macając się po swoim zadku. Daesung zamrugał niezrozumiale, uśmiech zastygł mu na ustach, aż coś chyba wpadło do jego głowy.
- Ach, a gdzie TOP Hyung? – Seungri tylko zapadł się głębiej w kanapę z cichym jękiem.
- Śpi.
- Jeszcze? – nagle zmartwiony Daesung rozejrzał się po wszystkich zebranych, jego brwi lekko się zmarszczyły – K-kto ma go dzisiaj obudzić…?
- Seungri – odpowiedzieli zgodnie Taeyang i G-Dragon, a wyżej wspomniany jedynie przełknął głośno ślinę. Mina blondyna od razu się rozpogodziła i bez słowa sięgnął po pałeczki.
- Głowa do góry maknae, zabić cię nie zabije… chyba – wyszczerzył się, a jego oczy zniknęły gdy na twarzy pojawił się uśmiech.
- Mówisz tak tylko żeby mnie pocieszyć, Daesung Hyung – mruknął, wciskając twarz w poduszkę w akcie depresji.
Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i pojawił się w nich tak dobrze im znany w średnim wieku mężczyzna, którego widok zwykle przyprawiał ich o ciche jęki i grymasy. Teraz jednak, ich oczy zaświeciły się niczym wielkie gwiazdy. To, co mężczyzna trzymał w dłoniach dla nich świeciło się własnym, świętym blaskiem. Pierwszy głos odzyskał Jiyong.
- Kawa… - wychrypiał, jego oczy nagle zrobiły się jak dwie wielkie monety.
- Tak. Wypijecie i się zbieramy, szef chciał pogadać z wami na temat laureatów konkursu.
- Hmm… tego na naszą najlepszą parodię? – spytał Daesung, zaciągając się aromatem świeżej kawy.
- Tak, jedna parodia szczególnie mu się spodobała i chce z wami o niej pogadać.
- Nie sądzę, żebym polubił tego, kto zrobił tą parodię – Seungri zmarszczył nos, sięgając po kawę w ręku managera.
- A gdzie TOP? – mężczyzna rozejrzał się wokół, ale nigdzie nie dostrzegł wysokiej, karmelowej czupryny.
- Seungri jeszcze go nie obudził – mruknął G-Dragon znad swojej kawy, siorbiąc cicho.
Ręka managera z drogocenną kawą zatrzymała się w pół drogi do Seungriego.
- … Seungri. Nie ma kawy bez TOPa. – kawa zniknęła z jego zasięgu, a sam zainteresowany jęknął żałośnie. Chyba nie było sposobu żeby się z tego wykaraskać. W końcu nie było opcji, żeby zrezygnował z kawy.
- Idź i załatw to szybko, Seungri – ah. – poradził mu Taeyang, klepiąc go współczująco po ramieniu.
Z głębokim westchnieniem chłopak podniósł się z kanapy, ostatni raz rzucając tęskne spojrzenie kawie, i ruszył ku swemu nieuniknionemu przeznaczeniu.
Gdy otworzył drzwi, powitała go ciemność, spowodowana przez wciąż zasłonięte kotary w oknach. Na skołtunionym łóżku leżało COŚ. Nie przypominało człowieka, zaplątane w sterty miśków, prześcieradeł, ubrań i kołder. Seungri przełknął głośno ślinę i mocniej ścisnął w rękach kij bejsbolowy, jego ostatnią deskę ratunku, jeśli coś miało pójść nie tak, co w przypadku osobnika w pokoju zdawało się być niemal stuprocentowe.
Kto by pomyślał, że TOP, łagodny 27-latek z mentalnością 4-latka może być takim potworem jeśli chodzi o aspekt codziennej pobudki?
- TOP Hyung… - wyszeptał cicho, wkraczając do pokoju. Za nim, jak magiczne, drzwi się zamknęły, a maknae pisnął niemęsko pod nosem. Zwykle strachliwy nie był, ale budzenie ich dinozaura była rzeczą która w całej wytwórni była uważana za niemal samobójczą.
Cicho, niczym ninja podszedł do leża stwora, i dźgnął go lekko kijem w coś, co stwierdził, że powinno być tyłkiem. Mylił się. Po odchyleniu kołdry z wyżej wspomnianego miejsca okazało się, że była to twarz.
W następnej sekundzie jedno ślepie się otworzyło. Było zaspane, ale wyraźnie wściekłe i zirytowane.
I rozpętało się piekło.
Nie wiedział jakim cudem i kiedy, ale z jego rąk coś wydarło kij bejsbolowy, postanowił jednak się nad tym nie rozwodzić. Z głośnym wrzaskiem udało mu się otworzyć drzwi i wybiec z pokoju, głośny warkot terminatora tuż za nim.
Siedzących w salonie powitał widok przerażonego Seungriego, niemal ze łzami w oczach, rozczochranego i rozbrojonego, pędzącego w kierunku managera by się za nim ukryć i krzyczącego „Niech ktoś zadzwoni do cholery na policję!”. Za nim pędził rozespany, w trybie seryjnego mordercy, z kapturem na głowie i wysoko nad głowę uniesionym kijem bejsbolowym, Seunghyun.
Wszyscy bez słowa odsunęli się z toru nadchodzącej apokalipsy, a obeznany już w tej codziennej rutynie manager podsunął wprawnym ruchem TOPowi pod nos kubek świeżej, pachnącej kawy. Po sekundzie kij opadł z lekkim stukiem na podłogę, a wcześniejszy zabójca stał się potulnym barankiem, z umiłowaniem siorbiącym życiodajny napój.
Seungri prawie rozpłakał się ze szczęścia, że już po wszystkim. Ale tylko prawie.  
Po pospiesznym śniadaniu, i, co najważniejsze, wypitej kawie, cała piątka stłoczyła się pod wejściem do budynku, czekając aż manager podjedzie vanem i zabierze ich na spotkanie z Papą Yangiem, szefem całego YG Entertainment.
- Jak sądzicie, czego konkretnie chce od nas Papa Yang? – spytał Seungri, wkładając okulary przeciwsłoneczne na nos, bo poranek tego dnia zapowiadał się wyjątkowo pięknie.
- No, zwykle jeśli już pyta o nasze zdanie, to woła do siebie tylko GD – zamyślił się Taeyang, spoglądając na przyjaciela, który wyuczonym ruchem oparł się o kolumnę przy wejściu i zapadł w kolejną drzemkę. Obok niego, na wpół przytomny TOP, który cierpiał na zbyt małe stężenie kofeiny w organizmie, kiwał się lekko, jego wzrok nieobecny, a na uszach nieodłączne słuchawki.
- Może tym razem, skoro wyniki tego konkursu bezpośrednio dotykają także i nas, pozwoli nam wybrać coś, gdzie są jakieś gorące kobitki – oczy Seungriego zaświeciły się na samą myśl, a na usta wpełzł mu rozmarzony uśmiech, gdy jego nadpobudliwa wyobraźnia zaczęła podsuwać mu co smakowitsze kąski z ‘kręcenia teledysku z gorącymi kobitkami’.
- Ty nie bądź taki hop do przodu Seungri, dobrze wiesz jaki jest Hyun Suk Hyung – mruknął ze swojego miejsca G-Dragon, jego oczy wciąż przymknięte.
- Jeśli chodzi o ciebie, to nie zdziwiłbym się, jakby zrobił zupełnie odwrotnie, tylko tobie na złość, Seungri – TOP odezwał się pierwszy raz tego poranka; jego głos wciąż zachrypnięty po nocy, i maknae wzdrygnął się automatycznie, wspomnienia z dzisiejszej pobudki najstarszego wciąż żywe w jego wspomnieniach.
- Nie rozumiem o co tak się wszyscy martwicie, pojedziemy na miejsce to wszystkiego się dowiemy, krzywdy Papa Yang nam przecież nie zrobi! – Daesung zaśmiał się głośno i perliście, po czym jako pierwszy wsiadł do vana, który właśnie podjechał pod wejście. Wszyscy na to zgodnie zamilkli i zapakowali się do samochodu, resztę drogi pochłonięci przez własne myśli, lub po prostu przysypiający ze słuchawkami na uszach (jak taki TOP albo GD na ten przykład).

*~*~*~*~*~*~*~*~*

- Ostateczny zwycięzca został wybrany – usłyszeli, jak tylko weszli do biura Papy Yanga. Piątka młodych mężczyzn zaniemówiła na chwile, a ich oczy zrobiły się wielkie jak monety (przed wizytą manager postarał się o dodatkowe kubki kawy dla Seunghyuna i Jiyonga).
- A-ale jak to Hyung… nie moglibyśmy zobaczyć chociaż kilku najlepszych wersji i sami spróbować coś wybrać…? – zasugerował nieśmiało G-Dragon, ale szef zmierzył go miażdżącym spojrzeniem i milcząco, mężczyzna powrócił na swoje miejsce między TOPem a Youngbae.
- GD, chyba nie chciałbyś żeby ‘Coup D’Etat’ był twoim ostatnim albumem, prawda? – spytał tylko słodko papa Yang, a Jiyong nerwowo potrząsnął głową na ‘nie’, przełykając przy tym głośno ślinę.
Zwykle nieustraszone BIG BANG zbiło się w ciasną kupkę, niczym banda małych szczeniaczków czekających, aż obserwujący je sokół wybierze sobie jedną ofiarę i rozszarpie ją na strzępy.
Papa Yang zmrużył oczy, patrząc na nich milcząco.
- Dobrze. To miała być niespodzianka, ale pozwolę jednemu z was zobaczyć, z kim będziecie współpracować. Mogę wam powiedzieć tylko, że nie będziecie zawiedzeni.
- Daesung – blondyn podskoczył i zaśmiał się lekko, nerwowo drapiąc się po głowie. Zamiast czuć się jak wybraniec, czuł się jak pierwsza ofiara wybrana na ścięcie gilotyną.
Powoli i ostrożnie, jakby Papa Yang rzeczywiście zaraz miał się na niego rzucić i wydłubać mu oczy, podszedł do biurka wielkiego CEO, i spojrzał w stojącego na nim laptopa. Hyun Suk nałożył mu na głowę słuchawki, na co Daesung zareagował nieco nerwowo, i wcisnął przycisk „Play”.
Przez następne trzy minuty Bangowie niecierpliwie czekali, aż cała ta konspiracja się skończy i wreszcie czegoś się dowiedzą, jednak jak na razie zupełnie się na to nie zapowiadało.
Przez cały ten czas mina Daesunga nie wyrażała zupełnie niczego, skamieniała tylko i wyłącznie w jednej pozycji. Gdy skończył słuchać, Papa Yang szepnął mu tylko coś na ucho, a on pokiwał powolnie głową, po czym wrócił na swoje miejsce koło kolegów z zespołu.
Papa Yang pokiwał z zadowoleniem głową.
- No, to wszystko ustalone. Zmiatać mi na próby – oszołomieni, i niemo oburzeni zostali ‘uprzejmie’ wyrzuceni z biura szefa przez dwóch postawnych ochroniarzy.
- I jak, jak to wygląda? – Seungri jak tylko mógł najszybciej dopadł do blondyna, a ten zamyślił się na chwilę, po czym uśmiechnął się swoim zwykłym, wesołym uśmiechem.
- Wyglądają na miłe dziewczynki – stwierdził pogodnie.
- A więc niczego się jednak nie dowiemy… - mruknął posępnie TOP i podążył za Daesungiem do sali ćwiczeń.
- No tak, dla Daesunga nawet ohydne trolle to miłe stworzenia z małym problemem egzystencjonalnym… - westchnął ciężko Taeyang, a GD milcząco mu przytaknął. Obydwaj podążyli za TOPem i Daesungiem, zostawiając w tyle pogrążonego w cichej żałobie Seungriego.

*~*~*~*~*~*~*~*~*

- To na pewno wszystkie macie wszystko, tak? – upewniała się Dino – Ciuchy, jakieś ręczniki, tony kosmetyków, jeszcze większe tony zjadliwego, nieostrego jedzenia, prezerwatywy, podpaski, tampony, prezerwatywy, jeszcze więcej jedzenia, bilety na samolot, no i najważniejsze – prezerwatywy?
- Tak, pani dyrektor – wyrecytowały chórkiem dziewczyny.
- W ogóle, czemu to ty dyrygujesz? – żachnęła się Karol – W końcu to ja jestem najstarsza tutaj, nie?
Dino zmierzyła ją swoim spojrzeniem zagłady.
- Bo warszaffka nie ma nic do gadania poza warszaffką.
- Ej, to dyskryminacja! – krzyknęły jednocześnie Karol i Jackie, obydwie dumne mieszkanki okolic Warszawy.
- Nie, to szczera prawda – stwierdziła pogodnie Ann i zaczęła taszczyć swoją walizkę w stronę hali odpraw, a za nią podążyła wciąż przekrzykująca się reszta.
- Boże co za zwierzyniec… - mruknął pod nosem jeden z ochroniarzy lotniska do drugiego.
- Co poradzisz? Ach ta dzisiejsza młodzież…
Po przejściu przez barierki i ochronę, założeniu wszystkich kolczyków przez Karol („Proszę pani, musi je pani zdjąć bo pani pika!” „Nie mogę, bo mi zarośnie!” „Tylko na przejście przez barierki, żeby nie pikało!” „No to zignorujcie pikanie!”) i odciągnięciu Jackie od baru („Jackie, zostaw pana, pan tu pracuje, pan nie może ci cały czas patrzeć w dekolt bo wódkę przelewa z kieliszka!”), udało im się wreszcie zasiąść w samolocie.
- Dino, Ann, czemu to wy siedzicie przy oknie? Ja też chcę popatrzeć na widoki jakie nas spotkają jeśli samolot spadnie w dół – stwierdziła całkiem poważnie Jackie, a parę matek wokół zatkało swoim dzieciom uszy, oburzone.
Dino i Ann spojrzały na nią nieprzytomnie znad tableta, po czym zgodnie stwierdziły:
- Młodszym się ustępuje.
- Wy to wykorzystujecie wtedy, kiedy potrzebujecie, co? Jestem starsza od Ann tylko o trzy miesiące! – rzuciła Jackie, jednakowoż sadowiąc się obok i dalej nie walcząc.
- I tak nas kochacie~ - zanuciły obydwie, dalej grając w Fruit Frenzy.
- A tak w ogóle, to gdzie znów podziała się Karol? – spytała po chwili Dino, rozglądając się i zauważając jedno puste miejsce.
- Zdaje się, że poszła obczaić toaletę – odpowiedziała jej Jackie, przeglądając jakiś zakupiony na lotnisku magazyn.
- I MNIE TAM Z NIĄ NIE MA? BOZIE JEDYNY! – wrzasnęła Dino i wyskoczyła jak oparzona z fotela, pędząc pomiędzy ciasnymi siedzeniami w stronę toalety.
Jackie spojrzała kątem oka na puste miejsce.
- Ann, przesuń się o jedno siedzenie w stronę okna.
Skończyło się na tym, że to Ann siedziała przy oknie, wyglądając przez nie ciekawsko co jakiś czas, komentując świat za oknem i przyprawiając tym samym ludzi o dreszcze („Ooo, jesteśmy nad oceanem, wiecie jakby zimno było jakbyśmy tam spadli?” „Ciekawe czy krew by leciała szybciej czy wolniej na tej wysokości niż na ziemi…”), a nieco pochmurna Dino, po powrocie z Karol z toalety, skończyła pomiędzy nią a Jackie.
Po godzinie lotu wszystkie poczuły znużenie, i zaopatrzone w swoje Jasie odpłynęły w ramiona Morfeusza (nie, nie tego z Matrixa oczywiście).
Kiedy Dino się przebudziła, Karol nie było. Zamiast niej na siedzeniu obok spał wysoki mężczyzna, w eleganckim garniturze i drogim zegarku od Rolexa, z nie tak już elegancką gazetą narzuconą na twarz. Spod gazety słychać było spokojny oddech mężczyzny.
Już i bez widzenia jego twarzy można było się domyślić że dobra dupa to na pewno z niego była, ale dziewczyna postanowiła być wierna przyjaciółce i wywalić intruza z ich prywatnej przestrzeni samolotowej. W końcu w Korei czekały na nią najlepsze dupy…
- Przepraszam pana, ale to nie pana miejsce – potrząsnęła lekko ramieniem mężczyzny, a ten drgnął lekko. Spora dłoń sięgnęła do gazety, a długie palce chwyciły za rąbek papieru, podnosząc go do góry; wielki sygnet na palcu wskazującym zaświecił się jasno, gdy padło na niego światło słoneczne przez małe okienko samolotu.
Dino zaniemówiła, a jej ręka zastygła w pół ruchu. Patrzyły na nią duże, charyzmatyczne i zdecydowanie azjatycko wykrojone oczy, perfekcyjne usta wygięte były w lekko jeszcze zaspanym uśmiechu.
- Hej piękna – wychrypiał zaspanym głosem, jego dłoń delikatnie zaczęła głaskać jej policzek.
Poczuła, jakby jej serce zaraz miało wyskoczyć jej z piersi, stanąć obok, pisnąć z wrażenia i stanąć na wieki. TOP. Choi Seunghyun. We własnej osobie. Tutaj, obok. W tym samolocie. I GŁASZCZE JĄ PO POLICZKU.
- Hej Dino, co nic nie mówisz – mruknął, marszcząc lekko brwi i patrząc na nią ze zmartwieniem w oczach.
- T-ty mnie znasz? – zająknęła się, przeklinając się że jej głos wyszedł z ust jak cienki pisk. Mężczyzna zaśmiał się jedynie cichutko, niski tembr jego głosu przenikał ją do cna, tworząc gęsią skórkę na skórze.
- Jakże mógłbym cię nie znać, skarbie? Jesteś moim przeznaczeniem – nachylił się nad nią, po czym szepnął jej do ucha, muskając je tym samym wargami delikatnie – Jakże mógłbym przegapić taką okazję, kiedy jako jedyni w całym samolocie nie śpimy – zdezorientowana rozejrzała się wokół, i tak rzeczywiście było. Wszyscy, włączając w to Ann i Jackie, spali jak zabici, za oknem za to pojawiła się ciemna noc; niedługo powinni mieć międzylądowanie w Nowym Jorku na tankowanie.
- A skoro wszyscy śpią… - kontynuował dalej – to może mogłabyś mi pomóc, śliczna – mruknął, jego głos stał się o oktawę niższy, niemalże chrapliwy. Zadrżała od samego tego głosu, ale i od dłoni TOPa, która powędrowała na jej udo.
Jęknęła cichutko, gdy dłoń mężczyzny przesunęła się delikatnie w górę i w dół, jakby delektując się tą chwilą, a jego twarz stanęła jej nagle przed oczami, gdy spojrzał na nią gorącym spojrzeniem. Jego oddech delikatnie muskał jej szyję i przygryzła wargę, starając się zapanować nad sobą i nikogo nie obudzić swoimi jękami. Seunghyun wyczuł to i zaśmiał się cicho pod nosem, złączając ich usta w delikatnym pocałunku, który sprawił że gdyby nie to że siedziała, z pewnością upadłaby na podłogę.
- Nie martw się, nie pozwolę, żeby ktoś się obudził – mruknął lubieżnie i chwycił delikatnie jej dłoń w swoją, po czym pokierował ją na swoje krocze – Zobacz i poczuj mała, co ze mną robisz – jęknął cicho, gdy jej dłoń spoczęła na nim.
O ile było to możliwe, jej serce jeszcze przyspieszyło, a dłonie zaczęły się lekko trząść. To nie mogła być prawda, czy to działo się naprawdę?
- Pomożesz mi, maleńka? – jego głos załamał się pod koniec, gdy dziewczyna bez słowa ścisnęła jego męskość przez materiał spodni. Jego głowa opadła na jej ramię, czuła jak mężczyzna zaciąga się jej zapachem i zarumieniła się mocniej, jej oddech urywany. Po raz kolejny dłoń Seunghyuna powędrowała na jej kolano, gdzie zacisnęła się uspokajająco i zaczęła delikatnie masować jej nogę, w rytm jej ruchów na jego kroczu. Poczuła, jak robi jej się gorąco między nogami, zacisnęła je więc mocniej i przygryzła wargę, aby nie wydawać z siebie zbyt głośnych odgłosów.
Mężczyzna nawet przez spodnie wydawał się być duży, i już był twardy. Przy każdym ruchu, bezustannie mruczał jej do ucha, czasem dodając jakieś czułe słówko lub jęk, gdy ruch jej ręki wyjątkowo mu się spodobał. Jego biodra powoli zaczęły wyginać się przy każdym ruchu coraz mocniej, aż w końcu położył dłoń na jej dłoni, wskazując jej, żeby przestała.
Spojrzała na niego przestraszona, nie wiedząc co źle zrobiła i zdecydowanie nie chcąc, żeby ta chwila się skończyła. Wystraszona rozejrzała się wokół, ale wszyscy wciąż byli głęboko pogrążeni we śnie.
- Malutka, pomożesz mi je zdjąć? – z delikatnym uśmiechem i zamglonym spojrzeniem spojrzał w jej zawstydzone oczy, ale jego spojrzenie było tak hipnotyzujące, że nie odwróciła wzroku, a jedynie skinęła nieśmiało głową, gdy wskazał na swoje spodnie.
Trzęsącymi się rękoma rozpięła rozporek spodni, przy małej pomocy TOPa, gdy przyszło do rozpięcia guziczków, co przyjął miękkim, cichym śmiechem. Zarumieniła się jeszcze bardziej, o ile było to możliwe i ściągnęła spodnie aż do samych kolan.
Był piękny. Idealnie wyrzeźbiony. Wielki. I nie noszący bielizny.
Zakryła usta dłonią, zaskoczona i trochę przerażona. To zdecydowanie nie mogła być prawda. Młody mężczyzna zdał się przeczytać jej myśli, i uśmiechnął się tylko uspokajająco, siadając z powrotem na siedzeniu obok.
- Oj skarbie, nie ma co nad tym myśleć. To nasze przeznaczenie… - na jego znak znów chwyciła jego gorącą męskość, a on zadrżał pod nią silnie, jego głowa opadła do tyłu na oparcie fotela – Jeszcze skarbie, więcej – poprosił cicho urywanym głosem, gdy jej dłoń sunęła w górę i w dół, ciesząc się twardością ale i zarazem miękkością narządu. Delikatnie dotknęła żołędzi, drapiąc ją paznokciem delikatnie i wywołując z gardła mężczyzny głęboki mruk, niemal warkot, na co zajęczała cichutko i przytuliła delikatnie do jego torsu. Ten przyciągnął ją mocniej do siebie i oparł głowę o jej głowę, pojękując od czasu do czasu, pozwalając by dziewczyna bawiła się jego jądrami, by za chwilę przesuwać palcami po wyraźnych liniach żył na męskości Seunghyuna. Jego biodra zaczęły poruszać się coraz szybciej, coraz bardziej urywanymi ruchami, a jego oddech przyspieszył raptownie, ręka którą przyciskał ją do siebie zacisnęła się na niej jeszcze mocniej.
TOP nachylił się nad nią, i zdołał tylko wyszeptać zachrypniętym głosem:
- Dino… Dino… Obudź się ciućmoku, musimy zapiąć pasy – ktoś potrząsał nią mocno z całej siły.
Otworzyła oczy a przed nią, na siedzeniu Seunghyuna, siedziała Karol i zapinała swój pas.
Bez słowa Dino zapięła swój pas, po czym z pełną powagą w oczach odwróciła się do przyjaciółki.
- Karol…
 Ta odwróciła się do niej, z zapytaniem w oczach.
- Nienawidzę cię.

2 komentarze:

  1. Tak bardzo świetny początek, tak bardzo ciasteczka Ann. Takie wielkie marzenie zobaczyć teledysk :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada sie zajebiscie, dzieje sie :3 piszesz swietnie, wciagasz. Fajne opisy. Nie za dlugie, nie za krotkie. Czyta sie naprawde fajnie :D i to by bylo na tyle, na razie :3
    E.

    OdpowiedzUsuń