- Jesteście
pewne, ale tak na sto procent pewne, że chcemy to wysłać? Pokazać światu?
Zbłaźnić się do końca? Odkryć światu swoje chore fantazje? – po chwili
milczenia obrzuciły się nawzajem uważnym spojrzeniem.
- TAK!
- No to lecą
dupy… Z naszą nadzieją na lepsze życie… i dupy – przycisk „UPLOAD” zaświecił
się złowieszczo, gdy ich filmik pojawił się na stronie.
*~*~*~*~*~*~*~*
- Kolejny
dupny dzień na tym dupnym uniwersytecie, na dupnej gramatyce praktycznej, bez
dobrych dup i perspektyw na horyzoncie.
- Mówisz tak
codziennie od dwóch miesięcy, Dinuś. Ale prawda jest prawdą; Seungri ty dupo,
gdzie jesteś! – krzyknęła zrozpaczona Jackie, a kilka głów wokół nich się
odwróciło, by za chwilę przewrócić jedynie oczami.
- Pewnie
zobaczyli nasz filmik, zachłysnęli się własną śliną… - mruknęła znad swojego
telefonu Ann.
- I dostali
orgazmu na nasz widok! – dokończyła triumfalnie Jackie.
- … i umarli
ze śmiechu – dokończyła niewzruszona Ann, wpisując coś w telefon i marszcząc
brwi w skupieniu.
- Co robisz?-
Dino spojrzała ciekawsko przez ramię rudowłosej, opierając się podbródkiem o
jej rękę.
- Sprawdzam
pocztę, mieli mi odpisać z wydawnictwa jakie książki wysyłają mi do recenzji. A
tak w ogóle, to gdzie jest Karol? – zapytała, jednak jej wzrok wciąż był
skupiony na małym ekranie przed nią.
- Organizuje
dupy? – jęknęła z nadzieją Dino, ale w odpowiedzi usłyszała tylko „DINO TY
ZBOKU”.
- Nie, poszła
do kibla… chociaż kto wie co jeszcze robi po drodze – zaśmiała się Jackie.
- Ale jak
sądzicie, jaka może być reakcja Bangów na naszą parodię? – spytała Dino,
zażerając się ciasteczkiem wyciągniętym z torby Ann.
-
Powiedziałabym, że „YEHET”. – Dino i Jackie zarechotały jak głupie, gdy Ann
wciąż z marsową miną przeglądała swoją pocztę, jej mina niewzruszona niczym
kamień, co nieco zdziwiło dziewczyny.
- Pamiętacie,
jaki mail podałyśmy w naszym zgłoszeniu z filmikiem? – spytała po chwili, wciąż
nie odrywając oczu od urządzenia.
-Hmm…o ile
pamiętam to twój, bo był najbardziej cool
– odpowiedziała po chwili zastanowienia Jackie, podpierając się na łokciu.
Pośród trójki
zapanowało dziwne milczenie, które pierwsza przerwała rudowłosa.
- YEHET.
Umrzemy, na oczach całego świata. – stwierdziła z grobową miną, ściskając nagle
dosyć nerwowo telefon w dłoniach.
- Ale że co
masz na myśli, Ann? – nagle zdenerwowane, Dino i Jackie zaczęły się dopytywać,
próbując zajrzeć dziewczynie w ekran.
- Ja was nie
znam. Wychodzę. – rudowłosa rzuciła telefon na ławkę, wstała, i wyszła z sali,
krzycząc po drodze ku jeszcze większemu zdziwieniu przyjaciółek „JA WAS
TOTALNIE NIE ZNAM!”.
Po sekundzie
osłupienia niemal się rzuciły na urządzenie, próbując dopatrzeć się, co tak
wytrąciło ich osobistego wampira z równowagi.
Jeden z
listów na poczcie był otwarty, a powitały ich wielkie, kolorowe literki rodem z
hangeul’u, ale i takie angielskie.
Wesoły napis głosił:
„CONGRATULATIONS! WE ARE REALLY HAPPY TO ANNOUNCE TO
YOU, THAT YOUR VIDEO HAS WON THE COMPETITION FOR THE BEST PARODY OF THE KOREAN
BOY BAND BIG BANG! IN REWARD FOR THE FIRST PLACE YOU ARE GOING TO PARTICIPATE
IN FILMING THE NEW MUSIC VIDEO OF BIG BANG. FOR FURTHER INFORMATIONS PLEASE CONTACT US…”
W ciszy, bez
zbędnych słów, przetwarzały na różne sposoby ten komunikat, a nawet myślały,
czy aby go przypadkiem nie przełożyć na standardy semantyczne, żeby było
łatwiej.
Wesoła Karol
wkroczyła do sali, gdy mroczna chmura rozmyślań zawisła nad Dino i Jackie.
- Heeej… może
mi ktoś powiedzieć, czemu Ann siedzi na dole i klnąc na cały świat szamie budyń
z naszego podejrzanego baru? Tam w ogóle mają budyń?
Nieświadomą
nadchodzącego kataklizmu Karol spiorunowały dwa szalone spojrzenia.
*~*~*~*~*~*~*~*
- Czyyyyli
że… najpierw jedziemy do Korei, do Seoulu, żeby ogarnąć tamten dziki świat
który się przed nami otwiera, nauczyć się choreografii, bo jakżeby inaczej,
MUSIELI z nas zrobić dziewczynki w tle, mamy czas żeby kimchi i inne żarełka
przepaliły nasze żołądki doszczętnie, możemy spróbować zlokalizować i
zinwigilować mieszkanka Bangów, a potem zapierdzielamy na tydzień do Bułgarii,
Sozopola, bo teledysk ma być hot, smexy i na plaży? – podsumowała Dino, tuląc
do siebie Dygotka i turlając się po łóżku Ann, bo wszystkie zgodnie
stwierdziły, że puste we dnie, większe od mieszkania Karola i nie akademickie
jak Jackie, mieszkanie rudowłosej będzie najlepszą bazą na ogarnięcie całej
sytuacji, która wciąż jawiła im się jak jakiś głupi żart ich wyobraźni.
- A ile mamy
siedzieć w tej Korei? – spytała z drugiego końca pokoju Jackie, swoim zwyczajem
nagrywając wszystko na swój telefon.
- W mailu
pisze, że przez jakieś trzy tygodnie – odparła Ann, po raz kolejny sprawdzając
pocztę, na którą wysłano im konkretne informacje dotyczące ich ‘nagrody’.
- A co z
biletami? – wymruczała z nad swojej szklanki z herbatą Karol.
- Podobno za
nic nie płacimy, mamy mieć tylko pieniądze na własne wydatki.
- Cholera.
Czemu ja nigdy nie mogę odłożyć żadnej kasy? – jęknęła z czeluści łóżka Dino,
narzucając na siebie wytrwałego Dygotka i przytulając go do siebie jeszcze
mocniej.
-Tak więc moi
drodzy państwo, przez miesiąc ta oto urocza czwórka będzie pławić szanownych
panów z Big Bang w swojej obecności, zaczynając od…? – Jackie znów przyjęła
swoją rolę serwisantki, zwracając się bezpośrednio do kamery, jednak przy
ostatniej części spojrzała pytająco na Ann, a ta bez słowa sprawdziła daty w
komputerze.
- Za dwa
tygodnie.
Telefon
Jackie jakże wymownie wylądował na podłodze, Dino spadła z łóżka ciągnąc za
sobą Dygotka, Karol siorbnęła głośno herbatę aż się zachłysnęła, a Ann
chrupnęła milcząco ciasteczko.
- W takiej
czarnej dupie to my jeszcze nie byłyśmy…
- No, a cóż
za ironia. Lubimy dupy, ale te żółte…
*~*~*~*~*~*~*~*~*
Była 5.00
rano kiedy ich dzwonki rozdzwoniły się jak jeden mąż, wypełniając całe
mieszkanie kakofonią dźwięków. Przez około pół minuty słychać było tylko i
wyłącznie dzikie dźwięki z pięciu różnych pokoi, aż wreszcie z jednego z
pomieszczeń można było usłyszeć huk i melodyjki grały już jedynie we czwórkę.
Po następnych pięciu minutach i kilku ponurych jękach z poszczególnych pokoi do
mieszkania wszedł raźnym krokiem mężczyzna w średnim wieku. Po chwili
rozeznania w sytuacji ruszył bez wahania w stronę najbliższego pokoju. Niecałe
dwie minuty później, nieprzytomny młody mężczyzna opierał się z trudem o ścianę,
próbując zorientować się, kto śmiał zakłócić jego bezcenny sen i w jaki sposób
go ukatrupić.
- Wstawać
chłopaki, Papa Yang chce z wami gadać! – krzyknął, starając się przekrzyczeć
kakofonię dźwięków i równocześnie podtrzymać na wpół przytomnego chłopaka w
pozycji stojącej. Jego twarz, zakryta częściowo przez sterczące we wszystkie
strony włosy, a częściowo przyciśnięta do ściany, wskazywała jasno, że jej
właściciel wciąż był głęboko pogrążony we śnie. Starszy mężczyzna trzymał go
mocno pod rękę, utrzymując w górze, teraz jednak po chwili zastanowienia zaczął
potrząsać nim dziko; bezwładna głowa młodzieńca zaczęła walić jednostajnie w
ścianę, za każdym razem wydając głośny, głuchy dźwięk.
Po chwili,
zza drzwi obok wysunęła się rozczochrana głowa, zaspane oczy okolone ciemnymi
cieniami zamrugały nieprzytomnie, a na usta właściciela wpełzł niezadowolony
grymas.
- Manager Hyung, o co tyle krzyku? I czy głowa
Jiyong Hyunga nie zacznie zaraz
krwawić?
- Seungri - ah, świetnie że wstałeś. Obudzisz całą
resztę. I przynieś Jiyongowi lodu na głowę, a ja pójdę po śniadanie – mężczyzna
puścił chłopaka i ruszył ku wyjściu, a ten osunął się bezładnie na podłogę,
spod burzy włosów słychać było tylko ciche pochrapywanie.
Seungri przez
chwilę stał bez ruchu, pośród wrzasku już teraz tylko trzech budzików (swój
wyłączył). Parę sekund później słowa starszego mężczyzny w końcu do niego
dotarły.
- CZEMU
ZAWSZE JA, CO HYUNG? CZEMU JEST
ZAWSZE ‘MAKNAE, ZRÓB TO, ZRÓB TAMTO,
NIE TYKAJ, NIE TWOJE, ONA JEST DLA CIEBIE ZA STARA’, ALBO ‘MAKNAE, ZNÓW OGLĄDAŁEŚ PORNO NA MOIM LAPTOPIE’, CZEMU NIE KAŻESZ
ZROBIĆ CZEGOŚ NA PRZYKŁAD JIYONG HYUNGOWI,
CO?! MY MAKNAE TEŻ MAMY UCZUCIA,
WIESZ?!
- Ej, maknae… - nagle spod nóg Seungriego
zagrzmiał cichy, zachrypnięty, ale poważny, jak z grobu, głos. Chłopak spojrzał
w dół, po czym poczuł, jak jego ciało zamiera. G-Dragon, pogromca swoich
dręczycieli, się przebudził. Wciąż nieprzytomne, ale tak samo groźne oczyska
piorunowały go swoim spojrzeniem, mimo pozycji leżącej ich właściciela na
podłodze. Młodszy z dwójki przełknął głośno ślinę, błagając żeby mężczyzna nie
usłyszał ostatniej części jego narzekań.
- Maknae… - powtórzył dobitnie GD – Idź
obudź Youngbae i powiedz mu, żeby zrobił mi coś do jedzenia.
- Oczywiście,
Hyung! – chłopak zaśmiał się nerwowo,
niemal w podskokach ruszając z miejsca – Ale najpierw przyniosę ci lodu na
głowę, Hyung!
Po
przetransportowaniu chłopaka do kanapy i zaaplikowaniu mu lodu na głowę, co
zostało przyjęte cichym pomrukiem aprobaty, Seungri rozpoczął nową, jakże
ciężką misję – rozbudzenie trzech kolejnych uśpionych bestii!
20 minut
później z kuchni dobiegało ciche nucenie Taeyanga „I need a girl”, stukanie
talerzy i garnków, a także smakowite zapachy świeżego śniadania. Maknae, uzbrojony w ochronny durszlak na
głowę, rękawice kuchenne anty-drapaniowe, ochronną poduszkę przepasaną ulubiony
paskiem przy kroku i w kij bejsbolowy, stanął pod jaskinią blond lwa.
Wziął głęboki
oddech i wszedł do środka. Jiyong podniósł nieprzytomnie głowę z oparcia
kanapy, mrużąc oczy dla lepszej ogniskowej, a Taeyang wychynął ciekawsko z
kuchni, gdy po 5 minutach absolutnej ciszy z pokoju wyszedł rozczochrany,
pochmurny Daesung, który bez słowa powędrował do łazienki, a za nim zszokowany,
utykający Seungri.
Drzwi od
łazienki wymownie trzasnęły głośno, a maknae
opadł z głośnym jękiem na kanapę tuż obok G-Dragona.
- Wiesz, że
został ci jeszcze TOP Hyung, Seungri
– ah? – spytał Youngbae, podając
wciąż milczącemu GD miseczkę ryżu, a najmłodszy zakwilił cicho. Przez następne
10 minut siedzieli w wymownej ciszy, aż w końcu po raz kolejny trzasnęły drzwi
od łazienki i do salonu wszedł umyty i już uczesany Daesung, ze swoim firmowym
uśmiechem na twarzy, jakby 10 minut wcześniej wcale nie chciał zagryźć
wszystkich wokół.
- Czemu
jesteś smutny, Seungri? – spytał blondyn ze śmiechem, odbierając od Taeyanga
swoją porcję ryżu.
- Hyung, ty powinieneś to wiedzieć
najlepiej – chłopak zmierzył go urażonym spojrzeniem, bezwiednie macając się po
swoim zadku. Daesung zamrugał niezrozumiale, uśmiech zastygł mu na ustach, aż
coś chyba wpadło do jego głowy.
- Ach, a
gdzie TOP Hyung? – Seungri tylko
zapadł się głębiej w kanapę z cichym jękiem.
- Śpi.
- Jeszcze? –
nagle zmartwiony Daesung rozejrzał się po wszystkich zebranych, jego brwi lekko
się zmarszczyły – K-kto ma go dzisiaj obudzić…?
- Seungri –
odpowiedzieli zgodnie Taeyang i G-Dragon, a wyżej wspomniany jedynie przełknął
głośno ślinę. Mina blondyna od razu się rozpogodziła i bez słowa sięgnął po
pałeczki.
- Głowa do
góry maknae, zabić cię nie zabije…
chyba – wyszczerzył się, a jego oczy zniknęły gdy na twarzy pojawił się
uśmiech.
- Mówisz tak
tylko żeby mnie pocieszyć, Daesung Hyung
– mruknął, wciskając twarz w poduszkę w akcie depresji.
Nagle drzwi
wejściowe się otworzyły i pojawił się w nich tak dobrze im znany w średnim
wieku mężczyzna, którego widok zwykle przyprawiał ich o ciche jęki i grymasy.
Teraz jednak, ich oczy zaświeciły się niczym wielkie gwiazdy. To, co mężczyzna
trzymał w dłoniach dla nich świeciło się własnym, świętym blaskiem. Pierwszy
głos odzyskał Jiyong.
- Kawa… -
wychrypiał, jego oczy nagle zrobiły się jak dwie wielkie monety.
- Tak.
Wypijecie i się zbieramy, szef chciał pogadać z wami na temat laureatów
konkursu.
- Hmm… tego
na naszą najlepszą parodię? – spytał Daesung, zaciągając się aromatem świeżej
kawy.
- Tak, jedna
parodia szczególnie mu się spodobała i chce z wami o niej pogadać.
- Nie sądzę,
żebym polubił tego, kto zrobił tą parodię – Seungri zmarszczył nos, sięgając po
kawę w ręku managera.
- A gdzie
TOP? – mężczyzna rozejrzał się wokół, ale nigdzie nie dostrzegł wysokiej,
karmelowej czupryny.
- Seungri
jeszcze go nie obudził – mruknął G-Dragon znad swojej kawy, siorbiąc cicho.
Ręka managera
z drogocenną kawą zatrzymała się w pół drogi do Seungriego.
- … Seungri.
Nie ma kawy bez TOPa. – kawa zniknęła z jego zasięgu, a sam zainteresowany
jęknął żałośnie. Chyba nie było sposobu żeby się z tego wykaraskać. W końcu nie
było opcji, żeby zrezygnował z kawy.
- Idź i
załatw to szybko, Seungri – ah. –
poradził mu Taeyang, klepiąc go współczująco po ramieniu.
Z głębokim
westchnieniem chłopak podniósł się z kanapy, ostatni raz rzucając tęskne
spojrzenie kawie, i ruszył ku swemu nieuniknionemu przeznaczeniu.
Gdy otworzył
drzwi, powitała go ciemność, spowodowana przez wciąż zasłonięte kotary w
oknach. Na skołtunionym łóżku leżało COŚ. Nie przypominało człowieka, zaplątane
w sterty miśków, prześcieradeł, ubrań i kołder. Seungri przełknął głośno ślinę
i mocniej ścisnął w rękach kij bejsbolowy, jego ostatnią deskę ratunku, jeśli
coś miało pójść nie tak, co w przypadku osobnika w pokoju zdawało się być
niemal stuprocentowe.
Kto by
pomyślał, że TOP, łagodny 27-latek z mentalnością 4-latka może być takim
potworem jeśli chodzi o aspekt codziennej pobudki?
- TOP Hyung… - wyszeptał cicho, wkraczając do
pokoju. Za nim, jak magiczne, drzwi się zamknęły, a maknae pisnął niemęsko pod nosem. Zwykle strachliwy nie był, ale
budzenie ich dinozaura była rzeczą która w całej wytwórni była uważana za
niemal samobójczą.
Cicho, niczym
ninja podszedł do leża stwora, i dźgnął go lekko kijem w coś, co stwierdził, że
powinno być tyłkiem. Mylił się. Po odchyleniu kołdry z wyżej wspomnianego
miejsca okazało się, że była to twarz.
W następnej
sekundzie jedno ślepie się otworzyło. Było zaspane, ale wyraźnie wściekłe i
zirytowane.
I rozpętało
się piekło.
Nie wiedział
jakim cudem i kiedy, ale z jego rąk coś wydarło kij bejsbolowy, postanowił
jednak się nad tym nie rozwodzić. Z głośnym wrzaskiem udało mu się otworzyć
drzwi i wybiec z pokoju, głośny warkot terminatora tuż za nim.
Siedzących w
salonie powitał widok przerażonego Seungriego, niemal ze łzami w oczach,
rozczochranego i rozbrojonego, pędzącego w kierunku managera by się za nim
ukryć i krzyczącego „Niech ktoś zadzwoni do cholery na policję!”. Za nim pędził
rozespany, w trybie seryjnego mordercy, z kapturem na głowie i wysoko nad głowę
uniesionym kijem bejsbolowym, Seunghyun.
Wszyscy bez
słowa odsunęli się z toru nadchodzącej apokalipsy, a obeznany już w tej
codziennej rutynie manager podsunął wprawnym ruchem TOPowi pod nos kubek świeżej,
pachnącej kawy. Po sekundzie kij opadł z lekkim stukiem na podłogę, a
wcześniejszy zabójca stał się potulnym barankiem, z umiłowaniem siorbiącym
życiodajny napój.
Seungri
prawie rozpłakał się ze szczęścia, że już po wszystkim. Ale tylko prawie.
Po pospiesznym
śniadaniu, i, co najważniejsze, wypitej kawie, cała piątka stłoczyła się pod
wejściem do budynku, czekając aż manager podjedzie vanem i zabierze ich na
spotkanie z Papą Yangiem, szefem całego YG Entertainment.
- Jak
sądzicie, czego konkretnie chce od nas Papa Yang? – spytał Seungri, wkładając
okulary przeciwsłoneczne na nos, bo poranek tego dnia zapowiadał się wyjątkowo
pięknie.
- No, zwykle
jeśli już pyta o nasze zdanie, to woła do siebie tylko GD – zamyślił się
Taeyang, spoglądając na przyjaciela, który wyuczonym ruchem oparł się o kolumnę
przy wejściu i zapadł w kolejną drzemkę. Obok niego, na wpół przytomny TOP,
który cierpiał na zbyt małe stężenie kofeiny w organizmie, kiwał się lekko,
jego wzrok nieobecny, a na uszach nieodłączne słuchawki.
- Może tym
razem, skoro wyniki tego konkursu bezpośrednio dotykają także i nas, pozwoli
nam wybrać coś, gdzie są jakieś gorące kobitki – oczy Seungriego zaświeciły się
na samą myśl, a na usta wpełzł mu rozmarzony uśmiech, gdy jego nadpobudliwa
wyobraźnia zaczęła podsuwać mu co smakowitsze kąski z ‘kręcenia teledysku z
gorącymi kobitkami’.
- Ty nie bądź
taki hop do przodu Seungri, dobrze wiesz jaki jest Hyun Suk Hyung – mruknął ze swojego miejsca
G-Dragon, jego oczy wciąż przymknięte.
- Jeśli
chodzi o ciebie, to nie zdziwiłbym się, jakby zrobił zupełnie odwrotnie, tylko
tobie na złość, Seungri – TOP odezwał się pierwszy raz tego poranka; jego głos
wciąż zachrypnięty po nocy, i maknae
wzdrygnął się automatycznie, wspomnienia z dzisiejszej pobudki najstarszego wciąż
żywe w jego wspomnieniach.
- Nie
rozumiem o co tak się wszyscy martwicie, pojedziemy na miejsce to wszystkiego
się dowiemy, krzywdy Papa Yang nam przecież nie zrobi! – Daesung zaśmiał się
głośno i perliście, po czym jako pierwszy wsiadł do vana, który właśnie
podjechał pod wejście. Wszyscy na to zgodnie zamilkli i zapakowali się do
samochodu, resztę drogi pochłonięci przez własne myśli, lub po prostu
przysypiający ze słuchawkami na uszach (jak taki TOP albo GD na ten przykład).
*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Ostateczny
zwycięzca został wybrany – usłyszeli, jak tylko weszli do biura Papy Yanga.
Piątka młodych mężczyzn zaniemówiła na chwile, a ich oczy zrobiły się wielkie
jak monety (przed wizytą manager postarał się o dodatkowe kubki kawy dla
Seunghyuna i Jiyonga).
- A-ale jak
to Hyung… nie moglibyśmy zobaczyć
chociaż kilku najlepszych wersji i sami spróbować coś wybrać…? – zasugerował
nieśmiało G-Dragon, ale szef zmierzył go miażdżącym spojrzeniem i milcząco,
mężczyzna powrócił na swoje miejsce między TOPem a Youngbae.
- GD, chyba
nie chciałbyś żeby ‘Coup D’Etat’ był twoim ostatnim albumem, prawda? – spytał
tylko słodko papa Yang, a Jiyong nerwowo potrząsnął głową na ‘nie’, przełykając
przy tym głośno ślinę.
Zwykle
nieustraszone BIG BANG zbiło się w ciasną kupkę, niczym banda małych
szczeniaczków czekających, aż obserwujący je sokół wybierze sobie jedną ofiarę
i rozszarpie ją na strzępy.
Papa Yang
zmrużył oczy, patrząc na nich milcząco.
- Dobrze. To
miała być niespodzianka, ale pozwolę jednemu z was zobaczyć, z kim będziecie
współpracować. Mogę wam powiedzieć tylko, że nie będziecie zawiedzeni.
- Daesung –
blondyn podskoczył i zaśmiał się lekko, nerwowo drapiąc się po głowie. Zamiast
czuć się jak wybraniec, czuł się jak pierwsza ofiara wybrana na ścięcie gilotyną.
Powoli i
ostrożnie, jakby Papa Yang rzeczywiście zaraz miał się na niego rzucić i
wydłubać mu oczy, podszedł do biurka wielkiego CEO, i spojrzał w stojącego na
nim laptopa. Hyun Suk nałożył mu na głowę słuchawki, na co Daesung zareagował
nieco nerwowo, i wcisnął przycisk „Play”.
Przez
następne trzy minuty Bangowie niecierpliwie czekali, aż cała ta konspiracja się
skończy i wreszcie czegoś się dowiedzą, jednak jak na razie zupełnie się na to
nie zapowiadało.
Przez cały
ten czas mina Daesunga nie wyrażała zupełnie niczego, skamieniała tylko i
wyłącznie w jednej pozycji. Gdy skończył słuchać, Papa Yang szepnął mu tylko
coś na ucho, a on pokiwał powolnie głową, po czym wrócił na swoje miejsce koło
kolegów z zespołu.
Papa Yang
pokiwał z zadowoleniem głową.
- No, to
wszystko ustalone. Zmiatać mi na próby – oszołomieni, i niemo oburzeni zostali
‘uprzejmie’ wyrzuceni z biura szefa przez dwóch postawnych ochroniarzy.
- I jak, jak
to wygląda? – Seungri jak tylko mógł najszybciej dopadł do blondyna, a ten
zamyślił się na chwilę, po czym uśmiechnął się swoim zwykłym, wesołym
uśmiechem.
- Wyglądają
na miłe dziewczynki – stwierdził pogodnie.
- A więc
niczego się jednak nie dowiemy… - mruknął posępnie TOP i podążył za Daesungiem
do sali ćwiczeń.
- No tak, dla
Daesunga nawet ohydne trolle to miłe stworzenia z małym problemem
egzystencjonalnym… - westchnął ciężko Taeyang, a GD milcząco mu przytaknął.
Obydwaj podążyli za TOPem i Daesungiem, zostawiając w tyle pogrążonego w cichej
żałobie Seungriego.
*~*~*~*~*~*~*~*~*
- To na pewno
wszystkie macie wszystko, tak? – upewniała się Dino – Ciuchy, jakieś ręczniki,
tony kosmetyków, jeszcze większe tony zjadliwego, nieostrego jedzenia,
prezerwatywy, podpaski, tampony, prezerwatywy, jeszcze więcej jedzenia, bilety
na samolot, no i najważniejsze – prezerwatywy?
- Tak, pani
dyrektor – wyrecytowały chórkiem dziewczyny.
- W ogóle,
czemu to ty dyrygujesz? – żachnęła się Karol – W końcu to ja jestem najstarsza
tutaj, nie?
Dino
zmierzyła ją swoim spojrzeniem zagłady.
- Bo
warszaffka nie ma nic do gadania poza warszaffką.
- Ej, to
dyskryminacja! – krzyknęły jednocześnie Karol i Jackie, obydwie dumne
mieszkanki okolic Warszawy.
- Nie, to
szczera prawda – stwierdziła pogodnie Ann i zaczęła taszczyć swoją walizkę w
stronę hali odpraw, a za nią podążyła wciąż przekrzykująca się reszta.
- Boże co za
zwierzyniec… - mruknął pod nosem jeden z ochroniarzy lotniska do drugiego.
- Co
poradzisz? Ach ta dzisiejsza młodzież…
Po przejściu
przez barierki i ochronę, założeniu wszystkich kolczyków przez Karol („Proszę
pani, musi je pani zdjąć bo pani pika!” „Nie mogę, bo mi zarośnie!” „Tylko na
przejście przez barierki, żeby nie pikało!” „No to zignorujcie pikanie!”) i
odciągnięciu Jackie od baru („Jackie, zostaw pana, pan tu pracuje, pan nie może
ci cały czas patrzeć w dekolt bo wódkę przelewa z kieliszka!”), udało im się
wreszcie zasiąść w samolocie.
- Dino, Ann,
czemu to wy siedzicie przy oknie? Ja też chcę popatrzeć na widoki jakie nas
spotkają jeśli samolot spadnie w dół – stwierdziła całkiem poważnie Jackie, a
parę matek wokół zatkało swoim dzieciom uszy, oburzone.
Dino i Ann
spojrzały na nią nieprzytomnie znad tableta, po czym zgodnie stwierdziły:
- Młodszym
się ustępuje.
- Wy to
wykorzystujecie wtedy, kiedy potrzebujecie, co? Jestem starsza od Ann tylko o
trzy miesiące! – rzuciła Jackie, jednakowoż sadowiąc się obok i dalej nie
walcząc.
- I tak nas
kochacie~ - zanuciły obydwie, dalej grając w Fruit Frenzy.
- A tak w
ogóle, to gdzie znów podziała się Karol? – spytała po chwili Dino, rozglądając
się i zauważając jedno puste miejsce.
- Zdaje się,
że poszła obczaić toaletę – odpowiedziała jej Jackie, przeglądając jakiś
zakupiony na lotnisku magazyn.
- I MNIE TAM
Z NIĄ NIE MA? BOZIE JEDYNY! – wrzasnęła Dino i wyskoczyła jak oparzona z fotela,
pędząc pomiędzy ciasnymi siedzeniami w stronę toalety.
Jackie
spojrzała kątem oka na puste miejsce.
- Ann,
przesuń się o jedno siedzenie w stronę okna.
Skończyło się
na tym, że to Ann siedziała przy oknie, wyglądając przez nie ciekawsko co jakiś
czas, komentując świat za oknem i przyprawiając tym samym ludzi o dreszcze
(„Ooo, jesteśmy nad oceanem, wiecie jakby zimno było jakbyśmy tam spadli?”
„Ciekawe czy krew by leciała szybciej czy wolniej na tej wysokości niż na
ziemi…”), a nieco pochmurna Dino, po powrocie z Karol z toalety, skończyła
pomiędzy nią a Jackie.
Po godzinie
lotu wszystkie poczuły znużenie, i zaopatrzone w swoje Jasie odpłynęły w
ramiona Morfeusza (nie, nie tego z Matrixa oczywiście).
Kiedy Dino
się przebudziła, Karol nie było. Zamiast niej na siedzeniu obok spał wysoki
mężczyzna, w eleganckim garniturze i drogim zegarku od Rolexa, z nie tak już
elegancką gazetą narzuconą na twarz. Spod gazety słychać było spokojny oddech
mężczyzny.
Już i bez
widzenia jego twarzy można było się domyślić że dobra dupa to na pewno z niego
była, ale dziewczyna postanowiła być wierna przyjaciółce i wywalić intruza z
ich prywatnej przestrzeni samolotowej. W końcu w Korei czekały na nią najlepsze
dupy…
- Przepraszam
pana, ale to nie pana miejsce – potrząsnęła lekko ramieniem mężczyzny, a ten
drgnął lekko. Spora dłoń sięgnęła do gazety, a długie palce chwyciły za rąbek
papieru, podnosząc go do góry; wielki sygnet na palcu wskazującym zaświecił się
jasno, gdy padło na niego światło słoneczne przez małe okienko samolotu.
Dino
zaniemówiła, a jej ręka zastygła w pół ruchu. Patrzyły na nią duże,
charyzmatyczne i zdecydowanie azjatycko wykrojone oczy, perfekcyjne usta
wygięte były w lekko jeszcze zaspanym uśmiechu.
- Hej piękna –
wychrypiał zaspanym głosem, jego dłoń delikatnie zaczęła głaskać jej policzek.
Poczuła,
jakby jej serce zaraz miało wyskoczyć jej z piersi, stanąć obok, pisnąć z
wrażenia i stanąć na wieki. TOP. Choi Seunghyun. We własnej osobie. Tutaj,
obok. W tym samolocie. I GŁASZCZE JĄ PO POLICZKU.
- Hej Dino,
co nic nie mówisz – mruknął, marszcząc lekko brwi i patrząc na nią ze
zmartwieniem w oczach.
- T-ty mnie
znasz? – zająknęła się, przeklinając się że jej głos wyszedł z ust jak cienki
pisk. Mężczyzna zaśmiał się jedynie cichutko, niski tembr jego głosu przenikał
ją do cna, tworząc gęsią skórkę na skórze.
- Jakże
mógłbym cię nie znać, skarbie? Jesteś moim przeznaczeniem – nachylił się nad
nią, po czym szepnął jej do ucha, muskając je tym samym wargami delikatnie –
Jakże mógłbym przegapić taką okazję, kiedy jako jedyni w całym samolocie nie
śpimy – zdezorientowana rozejrzała się wokół, i tak rzeczywiście było. Wszyscy,
włączając w to Ann i Jackie, spali jak zabici, za oknem za to pojawiła się
ciemna noc; niedługo powinni mieć międzylądowanie w Nowym Jorku na tankowanie.
- A skoro
wszyscy śpią… - kontynuował dalej – to może mogłabyś mi pomóc, śliczna –
mruknął, jego głos stał się o oktawę niższy, niemalże chrapliwy. Zadrżała od
samego tego głosu, ale i od dłoni TOPa, która powędrowała na jej udo.
Jęknęła cichutko,
gdy dłoń mężczyzny przesunęła się delikatnie w górę i w dół, jakby delektując
się tą chwilą, a jego twarz stanęła jej nagle przed oczami, gdy spojrzał na nią
gorącym spojrzeniem. Jego oddech delikatnie muskał jej szyję i przygryzła
wargę, starając się zapanować nad sobą i nikogo nie obudzić swoimi jękami.
Seunghyun wyczuł to i zaśmiał się cicho pod nosem, złączając ich usta w
delikatnym pocałunku, który sprawił że gdyby nie to że siedziała, z pewnością
upadłaby na podłogę.
- Nie martw
się, nie pozwolę, żeby ktoś się obudził – mruknął lubieżnie i chwycił
delikatnie jej dłoń w swoją, po czym pokierował ją na swoje krocze – Zobacz i
poczuj mała, co ze mną robisz – jęknął cicho, gdy jej dłoń spoczęła na nim.
O ile było to
możliwe, jej serce jeszcze przyspieszyło, a dłonie zaczęły się lekko trząść. To
nie mogła być prawda, czy to działo się naprawdę?
- Pomożesz
mi, maleńka? – jego głos załamał się pod koniec, gdy dziewczyna bez słowa
ścisnęła jego męskość przez materiał spodni. Jego głowa opadła na jej ramię,
czuła jak mężczyzna zaciąga się jej zapachem i zarumieniła się mocniej, jej
oddech urywany. Po raz kolejny dłoń Seunghyuna powędrowała na jej kolano, gdzie
zacisnęła się uspokajająco i zaczęła delikatnie masować jej nogę, w rytm jej
ruchów na jego kroczu. Poczuła, jak robi jej się gorąco między nogami,
zacisnęła je więc mocniej i przygryzła wargę, aby nie wydawać z siebie zbyt
głośnych odgłosów.
Mężczyzna
nawet przez spodnie wydawał się być duży, i już był twardy. Przy każdym ruchu, bezustannie
mruczał jej do ucha, czasem dodając jakieś czułe słówko lub jęk, gdy ruch jej
ręki wyjątkowo mu się spodobał. Jego biodra powoli zaczęły wyginać się przy
każdym ruchu coraz mocniej, aż w końcu położył dłoń na jej dłoni, wskazując
jej, żeby przestała.
Spojrzała na
niego przestraszona, nie wiedząc co źle zrobiła i zdecydowanie nie chcąc, żeby
ta chwila się skończyła. Wystraszona rozejrzała się wokół, ale wszyscy wciąż
byli głęboko pogrążeni we śnie.
- Malutka,
pomożesz mi je zdjąć? – z delikatnym uśmiechem i zamglonym spojrzeniem spojrzał
w jej zawstydzone oczy, ale jego spojrzenie było tak hipnotyzujące, że nie
odwróciła wzroku, a jedynie skinęła nieśmiało głową, gdy wskazał na swoje
spodnie.
Trzęsącymi
się rękoma rozpięła rozporek spodni, przy małej pomocy TOPa, gdy przyszło do
rozpięcia guziczków, co przyjął miękkim, cichym śmiechem. Zarumieniła się jeszcze
bardziej, o ile było to możliwe i ściągnęła spodnie aż do samych kolan.
Był piękny.
Idealnie wyrzeźbiony. Wielki. I nie noszący bielizny.
Zakryła usta dłonią,
zaskoczona i trochę przerażona. To zdecydowanie nie mogła być prawda. Młody
mężczyzna zdał się przeczytać jej myśli, i uśmiechnął się tylko uspokajająco,
siadając z powrotem na siedzeniu obok.
- Oj skarbie,
nie ma co nad tym myśleć. To nasze przeznaczenie… - na jego znak znów chwyciła
jego gorącą męskość, a on zadrżał pod nią silnie, jego głowa opadła do tyłu na
oparcie fotela – Jeszcze skarbie, więcej – poprosił cicho urywanym głosem, gdy
jej dłoń sunęła w górę i w dół, ciesząc się twardością ale i zarazem miękkością
narządu. Delikatnie dotknęła żołędzi, drapiąc ją paznokciem delikatnie i
wywołując z gardła mężczyzny głęboki mruk, niemal warkot, na co zajęczała
cichutko i przytuliła delikatnie do jego torsu. Ten przyciągnął ją mocniej do
siebie i oparł głowę o jej głowę, pojękując od czasu do czasu, pozwalając by
dziewczyna bawiła się jego jądrami, by za chwilę przesuwać palcami po wyraźnych
liniach żył na męskości Seunghyuna. Jego biodra zaczęły poruszać się coraz
szybciej, coraz bardziej urywanymi ruchami, a jego oddech przyspieszył
raptownie, ręka którą przyciskał ją do siebie zacisnęła się na niej jeszcze
mocniej.
TOP nachylił
się nad nią, i zdołał tylko wyszeptać zachrypniętym głosem:
- Dino… Dino…
Obudź się ciućmoku, musimy zapiąć pasy – ktoś potrząsał nią mocno z całej siły.
Otworzyła
oczy a przed nią, na siedzeniu Seunghyuna, siedziała Karol i zapinała swój pas.
Bez słowa
Dino zapięła swój pas, po czym z pełną powagą w oczach odwróciła się do przyjaciółki.
- Karol…
Ta odwróciła się do niej, z zapytaniem w
oczach.
- Nienawidzę
cię.

Tak bardzo świetny początek, tak bardzo ciasteczka Ann. Takie wielkie marzenie zobaczyć teledysk :D
OdpowiedzUsuńZapowiada sie zajebiscie, dzieje sie :3 piszesz swietnie, wciagasz. Fajne opisy. Nie za dlugie, nie za krotkie. Czyta sie naprawde fajnie :D i to by bylo na tyle, na razie :3
OdpowiedzUsuńE.