Po nudnym
międzylądowaniu w Nowym Jorku („Po co mi Amerykańce, jak mogę mieć Koreańców!”
– Jackie), i kolejnych 8 godzinach w samolocie, dziewczęta wreszcie dotarły na
miejsce. Zblazowane po długiej podróży, milcząco wyszły z samolotu, a matki z
ulgą mogły wreszcie wyjąć swoim dzieciom zatyczki z uszu. Z bijącymi sercami
wyszły na płytę lotniska w Incheon, oczarowane samym tym jednym miejscem.
- Ej,
zajebiście, jesteśmy w Korei – zauważyła inteligentnie Dino, rozglądając się
wokoło roziskrzonymi oczami.
- Nasza nowa
ojczyzna – dodała Karol, patrząc bykiem na jakąś ładną Koreankę przechodzącą
obok.
- Tiaa… ale
nie wiem jak wy, ja to tam najpierw poszłabym spać – stwierdziła Ann, chwytając
rączkę swojego bagażu i ruszając w nikomu nieznany kierunek. Reszta dziewczyn
również ruszyła za nią, głęboko wierząc że ta dokładnie wie, gdzie idzie.
Po 15
minutach musiały przyznać, że się zgubiły. Wielki labirynt lotniskowych sklepów
i restauracji przed nimi był niczym labirynt fauna – zdradziecki i nieznany.
Po kupieniu
lodów i niezidentyfikowanego, tutejszego kimchi, które pani w restauracji
zachwalała o dziwo łamanym rosyjskim, kiedy powiedziały skąd są, udało im się
znaleźć mapę lotniska.
Okazało się,
że wyjście było na drugim końcu wielkiego gmachu. Przeklinając i wyzywając na
cały świat we wszystkich językach świata jakie znały, w przerwach zlizując z
rąk i bagaży szybko topiące się lody, udało im się przejść przez pół lotniska.
Zatrzymały się, próbując złapać oddech i wciąż mamrocząc coś do siebie
nawzajem, że kto to wymyślił, żeby tak mało punktów informacyjnych stawiać.
Nagle, Ann zdała sobie z czegoś sprawę, i nie był to fakt, że ludzie odsuwali
się od nich i obchodzili je łukiem – mianowicie, w mailu pisało, że…
- Tu miał
ktoś na nas czekać – stwierdziła z grobową miną, patrząc na przyjaciółki ze
złym błyskiem w oku – Czemu musiałyście iść po to cholerne kimchi?!
- No… bo to
specjał koreańskiej kuchni? – po namyśle stwierdziła Jackie, uśmiechając się
niepewnie.
- WIECIE ŻE
TO PRZEŻERA MÓGI I ŻOŁĄDKI A I TAK TO KUPIŁYŚCIE – zagrzmiała wampirka, wymachując
ze złości rękoma w powietrzu. Parę osób przechodzących obok uchyliło się
przerażone, przyspieszając kroku.
- Ale Ann… ty
też kupiłaś – zauważyła nieśmiało Dino, chowając się dla bezpieczeństwa za
walizkami.
Po paru
minutach ustaliły jednak, że nie będą stać jak te kołki w jednym miejscu i się
ruszą do wyjścia, to może po drodze ich mały problem się rozwiąże. Sapiąc,
sunęły przez tłumy ludzi ze swoimi ogromniastymi bagażami.
- Powiedzcie, która to wpadła na pomysł, żeby
zapełnić wszystkie 60 kg limitu bagażowego, co? – sapnęła Dino, gotowa zabić
tą, która się przyzna.
- Ty –
odpowiedziała reszta chórkiem, a pochmurna Dino więcej się nie odezwała.
O dziwo, gdy
dotarły wreszcie do wyjścia (jakieś półtorej godziny po lądowaniu samolotu)
powitał ich dosyć niecodzienny widok jak na polskie standardy. W wejściu stał
mężczyzna w średnim wieku, z wielką tabliczką w jednym ręku mówiącym „Polska”,
w drugiej z telefonem przy uchu, do którego krzyczał coś gorączkowo, co chwila
zerkając na czas na telefonie. Wokół niego z niewiadomych przyczyn stało kilku
wielkich, wysokich na 2 metry ochroniarzy, a nieco dalej stworzyło się małe
kółko adoracji tej dziwnej zbieraniny. Dziewczyny miały dziwne wrażenie, że
wszyscy tutaj zgromadzeni wiedzieli więcej niż one same.
Bez słowa,
niepewne i nieco speszone podeszły do mężczyzny, bo po krótkim zlustrowaniu
przestrzeni wokół siebie z pewnością mogły stwierdzić, że jako jedyne tutaj
wyglądały na Europejki. Widząc je, mężczyzna przestał na chwilę mówić, po czym
krzyknął coś krótko do aparatu i rozłączył się. Niemal w podskokach przebył
dzielący ich jeszcze dystans z wypiekami na twarzy.
- Witajcie w
Korei Południowej. Tak na marginesie, JESTEŚCIE SPÓŹNIONE. Gdzie się
podziewałyście, samolot wylądował półtorej godziny temu? – wystrzelił z siebie
jak z karabinu maszynowego mężczyzna, pospieszając je stronę ogromnego,
wypasionego vana zaparkowanego tuż przy wyjściu z lotniska. Ochroniarze jak
duchy podążyli bez słowa za nimi, ich łyse głowy świeciły niczym kule
dyskotekowe w świetle jasnego, porannego słońca.
- Kimchi… -
zdołała wykrztusić z siebie jedynie Karol, a cała reszta pokiwała na to
twierdząco łebkami. Mężczyzna spojrzał na nie jak na wariatki, za chwilę
potrząsnął jednak głową, postanawiając nie zagłębiać się w dziwne fanaberie
Europejczyków.
- Przecież w
mailu napisane było, że od razu jak przyjedziecie macie wziąć udział w
programie telewizyjnym, razem z całym BIG BANG – dziewczyny jak wmurowane
zatrzymały się przed wejściem do vana – N-nie wiedziałyście? – zamrugał z
niedowierzaniem, a te jak jeden mąż spojrzały na Ann, która ze stoickim
spokojem czekała, aż ci ludzie pozwolą jej usiąść w vanie, bo słońce to nie
było coś, za czym bardzo przepadała.
- No coś tam
było, ale myślałam, że sobie jakieś jaja robią, a potem o tym zapomniałam –
stwierdziła ze wzruszniem ramionami, na co wszyscy jęknęli – No co, trzeba było
samemu to przeczytać – mruknęła do dziewczyn, zakładając ręce na piersi.
- Dobrze,
bywało gorzej. Głęboki wdech, poradzimy sobie. Chłopaki już nie takie jazdy mi
robili – dodaj do siebie ciszej, a słuch dziewczyn na raz się wyostrzył. Kim w
ogóle ten facet był? Zaczęły się robić podejrzliwe i nawet myślały o tym, żeby
zbojkotować wejście do samochodu, ale mężczyzna jedynie skinął głową i
powiedział do Wielkich Łysoli.
- Panowie,
nie ma czasu. Proszę pakować.
Chwilę nic
się nie działo, po czym Dino poczuła, jak coś bardzo silnego chwyciło ją pod
pachy i po chamsku wsadziło do vana. Siedziała tam oszołomiona, czekając aż
reszta, równie zszokowana lub oburzona, zostanie wsadzona do środka. Jako
ostatni wsiadł na miejsce kierowcy mężczyzna który ich tu wsadził, a może nawet
uprowadził, zapalił silnik po czym odwrócił się do nich.
- A tak w
ogóle, to nazywam się Kim Namguk, jestem managerem BIG BANG.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Wciąż ich
nie ma! – jęknął sfrustrowany Seungri, opadając z głębokim westchnieniem na
kanapę, na co stylistka syknęła cicho, oburzona że może pognieść swoje ubranie,
które układała na nim przez ostatnie pół godziny. Po pamiętnym dniu, prawie dwa
tygodnie temu, po głębokich kontemplacjach i rozmyślaniach nasz maknae w końcu doszedł do wniosku, że
laureatki konkursu nie powinny być aż takie brzydkie, skoro wygrały.
Przynajmniej nie brzydsze niż PSY Hyung,
przekonywał samego siebie. I tak oto nauczył się, jak oczekiwać tego dnia.
Jeśli natomiast chodzi o resztę zespołu, potraktowali ten event jako kolejną
swoją powinność i starali się o tym nie myśleć za bardzo, jako że jedyny
człowiek który mógł im coś powiedzieć, czyli Daesung, zbywał wszystkich krótkim
„Urocze są” lub „Wyglądają na miłe”. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że to sprawka
Papy Yanga i że zapewne zabronił Daesungowi pod groźbą śmierci, żeby nic im nie
mówił.
Bo jakkolwiek
oni nic nie wiedzieli, wszyscy wokół zdawali się doskonale wiedzieć co to za
parodia i kto ją stworzył, jako że zawsze gorąco o tym dyskutowali i wymownie
zaczynali milczeć, gdy któryś z chłopaków przewijał się obok. Kolokwialnie
rzecz ujmując, doprowadzało ich to do szału. Ale jako prawdziwi profesjonaliści
nic nie mówili, a jedynie siedzieli naburmuszeni jak dzieci, którym zabrano
ulubione słodkości.
- Została im
godzina, na pewno niedługo się pojawią – stwierdził Taeyang, poklepując
młodszego po ramieniu i starając się go nieco pocieszyć. W ich świecie godzina
czasu do przygotowania się była jak 5 minut dla zwykłego człowieka, a i tak
zwykle gdy przyjeżdżali byli przynajmniej w części przygotowani na występ. One nie
były przygotowane w żaden możliwy sposób i to że wciąż ich nie było bardzo
zmartwiło dobrotliwego Taeyanga.
- G-Dragon Hyung, może zadzwoń do managera gdzie
są? – jęknął Seungri, zwracając się do starszego. Ten jedynie wzruszył na to
ramionami, nie przerywając gry w coś na swoim telefonie.
- Będą to
będą Seungri, przecież ich nie pośpieszę – odparł tylko.
- TOP Hyung… - zajęczał tym razem w stronę
najstarszego, ten jednak był zbyt zajęty studiowaniem swoich min w lustrze i
nie usłyszał go, najmłodszemu pozostało więc tylko głęboko westchnąć i pogodzić
się z całą sytuacją.
- Wiesz
Seungri, kobiety lubią mieć wielkie wejścia – zaśmiał się swoim zwyczajem
Daesung, poprawiając swoją platynową grzywkę w lustrze.
*~*~*~*~*~*~*~*~*
Namguk
zaparkował z piskiem opon pod tylnym wejściem do okazałego budynku, po czym
sprawnym ruchem otworzył im tylne drzwi, wskazując ruchem ręki żeby wysiadły.
W czasie
podróży udało im się mniej więcej ogarnąć całą sytuację, a nawet mniej więcej
uspokoić swoje nerwy że ledwo przyjechały, zdążyły tylko kupić kimchi, a już
miały spotkać Bangów na swojej drodze.
Kiedy udało
się im wszystkim wysiąść z samochodu, a obsługa programu zaczęła wtaszczać ich
walizki z ciuchami do środka, Dino rozejrzała się wokół, wyraźnie czegoś
szukając.
- A gdzie są
Panowie Ochroniarze Wysocy? – spytała ciekawsko i jak na zawołanie tuż obok
niej wyrósł jeden z wyżej wspomnianych ochroniarzy, łysa czaszka świeciła mocno
w słońcu, jedynym zarostem na jego twarzy mały wąsik pod nosem. Wszyscy
spojrzeli na niego dziwnym wzrokiem, a Dino uśmiechnęła się do niego
zadowolona.
- Lubię go –
stwierdziła, spoglądając wysoko w górę na jego twarz.
- Jak się Pan
nazywa? – spytała ciekawsko, gdy wchodzili do środka.
- Mówią na
mnie Kris.
- Łaaa, jak
ten z EXO, tak? – zachwyciły się dziewczyny.
Pomimo że
mina mężczyzny nie zmieniła się ani o jotę na to stwierdzenie, dziewczyny
stwierdziły że tak, tak jak ten Kris z EXO.
I tak biedny pan Wong, który po prostu nie
wiedział co odpowiedzieć więc wypaplał pierwsze co mu na myśl przyszło, został
Krisem, osobistym ochroniarzem dziewczyn.
Po
odciągnięciu dziewczyn spod drzwi do garderoby BIG BANG przez Namguka („Tam ich
nie ma dziewczynki, mają jeszcze mini występ przed show, więc już się
przygotowują”), wprowadził je do ich własnej mini garderoby, w której były już
ich walizki.
- Za 20 minut
przyjdą stylistki, żeby się wami zająć, przebierzcie się w coś ze swoich
ciuchów albo w coś, co wisi tutaj na wieszakach – wskazał na trzy długie szafy,
po brzegi wypełnione ubraniami.
Po chwili już
go nie było, drzwi trzasnęły za nim głośno i nagle zrobiło się cicho.
- G-gdzie on
jest? Poszedł sobie? – Dino wychynęła z otchłani szafy, do której chwilę
wcześniej wszystkie weszły oczarowane.
- Noo, to
może skoro kazał nam się przebrać i wybiegł z takim pośpiechem, to może
powinnyśmy zacząć się przygotowywać… - stwierdziła leniwie Jackie, grzebiąc
wciąż w szafie, wyciągając ciuchy na zewnątrz, oceniając je i zrzucając na
szybko rosnącą górę ciuchów. Wszystkie przez chwilę milczały, po czym Ann
wzruszyła tylko ramionami.
- Ee tam,
szybko. Ja tam na przykład po prostu wejdę do tej szafy, albo wskoczę na tę
górę ciuchów – poprawiła się, patrząc na poczynania Jackie – i po pięciu
sekundach wyskoczę prosto jak z salonu Gucciego!
- Ja chyba
jednak wybiorę coś ze swojej garderoby – mruknęła Karol wygrzebując się z szafy
i zrzucając z głowy ognisto zielony krawat, kierując się do swojej walizki.
- Ja chyba
też wybiorę coś ze swoich ciuchów – mruknęła Dino, wyłażąc z szafy.
Ann bez słowa
wymieniła się z dziewczyną i weszła do środka, bezceremonialnie zaczynając
przerzucać ciuchy z kupki na kupkę.
Dziewczyny
powoli zaczęły kolekcjonować sobie stroje na ich pierwsze (i miejmy nadzieję,
że nie ostatnie) wejście antenowe.
- Ann, ty
wzięłaś ten swój kolczyk w kształcie węża ze sobą, nie? – spytała Karol,
kontemplując swój strój.
- Tak,
powinien być w mojej kosmetyczce w walizce – odpowiedziała, wciąż grzebiąc w
szafie. Karol otworzyła torbę i zamilkła, wmurowana w podłogę.
- Ann… tu
jest tylko twoja kosmetyczka i Dygotek.
- Dygotek! –
Dino wypruła jak z procy, łapiąc w locie misia z walizki i tuląc go do siebie
mocno.
- No bo
stwierdziłam, że skoro jedziemy do Korei na dupy, to załatwię sobie taką dupę,
która kupi mi zestaw nowych ciuchów – stwierdziła ze wzruszeniem ramion, tak
jakby tłumaczyła jakąś podstawową rzecz pięciolatkom.
Po paru
sekundach kontemplacji, dziewczyny stwierdziły, że pomimo małego mankamentu
czasowego, plan był genialny.
Kiedy udało
im się wreszcie coś konkretnego i względnie ładnego założyć, upewniły się
również że ubranie które założyła Jackie to stuprocentowo sukienka a nie bluzka
(według producenta), do środka wparowały stylistki, trajkocząc coś do siebie
gorączkowo po koreańsku o 20 minutach, które im zostały.
Po kilku
próbach dotknięcia włosów Dino, która za każdym razem rzucała się wściekle i
przeklinała, w końcu udało im się nałożyć odpowiedni makijaż dziewczynom i
wyprawić je na backstage.
Na
backstage’u panowała wielka wrzawa, tłum ludzi przewijał się w tą i z powrotem,
sprawiając że trochę im się zakręciło w głowach.
Z widowni
słychać było podekscytowane rozmowy i okrzyki fanek BIG BANG, które sprawiły że
dziewczyny z jednej strony poczuły się nieswojo, a z drugiej były dumne że jako
fanki dotarły aż tak daleko. Nagle podbiegł do nich Namguk, cały zadyszany,
jakby biegał bez przerwy przez ostatnią godzinę.
- Wszystko w
porządku? – spytał, łapiąc nerwowo oddech, a one jedynie pokiwały twierdząco
głowami – To dobrze. To robimy tak, teraz chłopaki wchodzą na antenę, za równo
45 minut wchodzicie wy, transmisja z wami zajmie około 15 minut. Jeśli chcecie
popatrzeć, to zaprowadzę was w miejsce, z którego najlepiej widać – dodał z
uśmiechem, gdy zobaczył ich głodne widoków spojrzenia.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
-
Przyjechały?! Przyjechały?! – gdy tylko na backstage’u pojawił się ich manager,
Seungri podskoczył do niego niczym gumowa piłeczka, gorączkowo dopytując się o
tak przez niego oczekiwane kobitki.
- Są już,
Seungri – manager westchnął głęboko, łapiąc oddech – Przygotowują się w swojej
garderobie, zaraz pójdą do nich stylistki – zdążył wymamrotać, nim nie zawołał
go Hyun Suk, szef całego YG Entertainment. – Bądź grzeczny Seungri i ustaw się
tam, gdzie każą ci stanąć ludzie z obsługi – powiedział tylko na odchodnym,
podbiegając do Papy Yanga.
Seungri
zmrużył oczy i poczuł, jak włącza mu się tryb „evil maknae”.
- Daesung Hyung, mamy jeszcze pół godziny, chodź
się ze mną przejść, bo nudno tu coś.
Gdy 5 minut
później Namguk wrócił do BIG BANG, odkrył, że dwóch członków brakuje.
Spanikowany zapytał TOPa gdzie podziali się Seungri i Daesung. TOP podniósł
tylko głowę znad nowego wydania magazynu o Be@r Bricks’ach, a G-Dragon i
Taeyang nawet nie zareagowali, zbyt zajęci tweetowaniem do siebie nawzajem.
Biedny
manager westchnął więc jedynie i spojrzał na zegarek, po czym wyruszył na
poszukiwania dwóch najmłodszych członków zespołu.
- Jako że
jedyny wiesz, jak wyglądają nasze laureatki konkursu, wziąłem cię ze sobą,
żebyś mógł mi je wskazać i pomógł mi je przywitać w Korei – tłumaczył
cierpliwie maknae swojemu Hyungowi,
kiedy szli na oślep jednym z korytarzy, przepychając się koło cały czas
spieszącego gdzieś staff’u. Daesung spojrzał na niego wątpliwie.
- Papa Yang
mi to zlecił, naprawdę! – przekonywał.
- Takie
teksty to możesz puszczać w „Running Man” ale nie mnie, Seungri – stwierdził
starszy, ale wciąż podążał za młodszym mężczyzną.
W momencie,
gdy skręcili w kolejny korytarz, drzwi jednej z garderób otworzyły się szeroko
i wysypał się z nich tłum stylistek, pospieszających cztery, całkiem nie
azjatyckiej urody dziewczyny.
Nim
Seungriemu udało się w jakikolwiek sposób zareagować, ktoś chwycił jego i
Daesunga za kołnierze i zaciągnął z powrotem za załom korytarza.
- Seungri.
Daesung. – ktoś wysapał im w karki, a oni struchleli.
- M-manager Hyung?
- Wracamy na
backstage, za 10 minut wchodzicie na antenę – i pomimo gorącego protestu
Seungriego (bo Daesung wiedział wszystko co chciał na temat laureatek) 5 minut
później znaleźli się pod wejściem na scenę, razem z podekscytowanymi
prowadzącymi program.
Mimo iż
okręcał głowę we wszystkie możliwe strony, nie udało mu się zobaczyć tego co
chciał, a sekundę po tym jak weszli na scenę i odwrócił się na chwilę do tyłu,
zobaczył znikającego gdzieś w bok managera, i przeklął szpetnie w myślach.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z wypiekami
na twarzy obserwowały jak BIG BANG wchodziło na scenę.
- Tam są
nasze dupy… - zanuciła nerwowo Jackie, obciągając swoją kusą sukienkę nieco
niżej.
- Więc może
im pokibicujmy… - wymruczała Karol, próbując złapać jak najlepszy kąt
obserwacji G-Dragona.
- Może
najpierw powinnyśmy pokibicować sobie… i modlić się, żeby żadna z tych dziwnych
koreańskich groupies nas nie postanowiła wcześniej zabić – stwierdziła dosyć
racjonalnie Ann, a Dino zmierzyła podejrzliwym wzrokiem butelkę wody, którą
przed chwilą dostała od staff’u, i odstawiła ją na bok.
Milcząco,
obserwowały przez kolejne 45 minut jak ich idole śmiali się, rozmawiali i
wygłupiali na antenie, a tłumy fanek piszczały na widowni.
Gdy nadszedł
ich czas, i przyszedł po nie Namguk, wstały, nagle bardzo zdenerwowane, i
ruszyły ku wyjściu na scenę.
- Nie
denerwujcie się i nie martwcie, no i pamiętajcie żeby zachowywać się normalnie
– poradził im tylko, zanim nie wypchnął ich prosto na scenę na hasło „A OTO I
ZWYCIĘŻCZYNIE KONKURSU!”, a dziewczyny przeklęły go w myślach, bo jemu to było
łatwo tak mówić.
Wyprostowane,
z głowami uniesionymi wysoko do góry, weszły na scenę. Powitała je salwa
uprzejmych oklasków, a nawet parę głośniejszych okrzyków od męskiej części
widowni. Dziewczyny grzecznie przywitały się z prowadzącymi, po czym wreszcie
pozwoliły sobie spojrzeć w stronę BIG BANG.
Ich miny
wyrażały czystą uprzejmość, wszyscy byli wesoło uśmiechnięci i lekko uścisnęli
im dłonie, kiedy się przedstawiały, ale ich prawdziwych myśli nie dały rady
odczytać.
- No więc,
skoro już tu wszyscy jesteście, to poprosiłbym was, żebyście stanęły dziewczyny
obok tego z członków zespołu, którego zagrałyście w waszej parodii – krzyknął
do mikrofonu MC, a one skinęły głowami, wciąż z uśmiechem przylepionym do ust,
choć w środku całe ich ciało trzęsło się z nerwów i tremy.
Ustawiły się
równo obok swoich idoli, Dino koło TOPa, Ann koło Daesunga, Karol koło
G-Dragona a Jackie koło Taeyanga i Seungriego, jako że parodiowała ich
obydwóch.
Prowadzący
spojrzał na parę Dino – TOP, po czym zaśmiał się głośno.
- To bardzo
zabawne, jak wasza dwójka się różni – krzyknął, a Dino jedynie zaśmiała się
nerwowo, mając ochotę jednocześnie rzucić czymś w MC – Najwyższy i najstarszy z
BIG BANG, kontra najmniejsza i najmłodsza z grupy PUDINNTASTIC – kontynuował –
Jak to się stało? – zwrócił się do Karol, jako że to ona była w tym
towarzystwie najstarsza.
- Cóż, po
prostu… jako jedyna umiała nadążyć za tempem rapu TOP Oppy (Kuźwa wszystko z nim źle brzmi w polskiej odmianie XDDD), no
i jako jedyna zgodziła się podjąć tego zadania – stwierdziła kulawo, bo głupio
było powiedzieć po prostu, że TOP to dupa Dino i nie śmiała mu go jej wyrywać z
łapek.
- A jak to
jest z innymi członkiniami? – dopytywał się dalej, przy akompaniamencie
ciekawych spojrzeń BIG BANG, a dziewczyny czuły, jak pogrążają się coraz
bardziej.
BO JAK DO
CHOLERY POWIEDZIEĆ, ŻE CHODZIŁO TYLKO O DUPY?
- Jako że
Karol jest najstarsza, i się nami opiekuje – pospieszyła z wyjaśnieniem Jackie,
a reszta pokiwała gorliwie głowami – to przyjęła na siebie rolę G-Dragona Oppy, Ann była Daesungiem, bo obydwoje
są zawsze tacy weseli i poprawiają innym humor, a ja… - tu się zacięła, ale
uratowała ją Ann.
- Jako jedyna
potrafiła wyciągnąć takie nuty – i choć była to tylko po części prawda, cała
reszta zgodziła się z nią w stu procentach.
Chłopaki
spojrzeli tylko na nie milcząco i pokiwali głowami, razem z prowadzącym, który
zaczął coś głośno mówić do mikrofonu, ale dziewczyny już tego nie
zarejestrowały, szczęśliwe że udało się zapobiec katastrofie w przyzwoity
sposób.
- No to skoro
wiemy już co nieco o was… - akurat, pomyślały wszystkie bez wyjątku – to czas,
by jeszcze raz pokazać nasz zwycięski klip! Proszę, usiądźcie, i nie, nie koło
siebie, usiądźcie tak, jak każda z dziewczyn parodiuje chłopców – sala zaśmiała
się na ich głupie miny, gdy zbici z tropu musieli przez chwilę szukać sposobu,
jak usiąść na małych, dwuosobowych kanapkach. Szczególny problem miała Jackie,
która jedynie przycupnęła niemalże na samym skraju siedziska między Taeyangiem
i Seungrim, głównie przez to że nie było tam zbyt dużo miejsca już dla niej, a
z drugiej, jeśli by usiadła głębiej, to wstałaby już bez swojej sukienki na
tyłku. Uśmiechnęła się zakłopotana, a Seungri posłał jej kolejny ze swoich
uprzejmych uśmiechów i przesunął się trochę w bok, tak by mogła usiąść głębiej,
pośród krzyków i gwizdów MC i widowni na jego ruch.
Cała reszta
również usiadła, Ann, Karol i Dino wciąż wyprostowane, z trochę przerażonymi
uśmiechami na twarzach, podczas kiedy Bangowie bez wyjątku zapatrzyli się w
ekran nad sceną, który właśnie zaczął pokazywać pierwsze sekundy ich teledysku.
Z ich min nic
nie można było wyczytać prócz okazjonalnego śmiechu podczas niektórych scen, i
każda z nich poczuła, jak poci się nerwowo, szczególnie Jackie bo było jej
gorąco i niewygodnie. Po skończonym seansie MC wymienili tylko krótkie
spostrzeżenia z Bangami, których odpowiedzi były tak samo miłe i uprzejme jak
zwykle, po czym program się skończył, i pozwolono im zejść ze sceny.
Na sam środek
wbiegł Namguk, wołając Bangów do siebie, i wskazując dziewczynom, że mogą zejść
i że zaraz do nich przyjdzie i zaprowadzi je do ich garderoby.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Cóż, muszę
przyznać, że to było niezłe – stwierdził G-Dragon, jak tylko zbili się w kupkę,
a dziewczęta zeszły ze sceny.
- Nawet nie
niezłe, a niesamowite – wyszczerzył się Daesung, a reszta pokiwała głowami.
- Jak tej
małej udało się tak dobrze mnie zagrać… - zastanawiał się na głos TOP, drapiąc
się po głowie.
- … i przy
tym nie zmężnieć i nie wyglądać jak ty, musiała naprawdę wiedzieć co robi –
zaśmiał się Seungri – Ale i tak uważam, że ta Jackie, która śpiewała partię
moją i Taeynaga Hyunga wypadła
najlepiej – wypiął pierś, jakby to był dla niego jakiś komplement.
- Ciekawe kto
im robił efekty specjalne – dalej zastanawiał się TOP.
- Nasi fani
są po prostu niesamowici – podniecił się Taeyang, prowadząc razem z ich
managerem resztę z powrotem na backstage.
- Czy możemy
się wreszcie z nimi przywitać, manager Hyung?
– spytał Seungri, podniecony tą myślą.
Namguk westchnął tylko na uporczywość maknae.
- Możecie –
powiedział po paru sekundach, a Seungri przybił piątkę z Taeyangiem.
Jak jeden mąż
skierowali się w część backstage’u, w której stały dziewczyny, pewni że idą
swym dumnym, męskim krokiem wyglądają z oddali jak predatorzy, gotowi posiąść
swoje ofiary w posiadanie.
W chwili gdy
do nich podeszli i otworzyli usta, by jeszcze raz, grzecznie się przywitać,
najniższa z nich, blondynka z okularami która parodiowała TOPa, podskoczyła do
ich managera i chwyciła go za koszulę, potrząsając nerwowo i powtarzając tylko.
- Siku,
toaleta, siku, proszę, gdzie mogę SIKU, proszę… - oszołomiony, manager bez
słowa pokazał jej kierunek i dziewczyna jak z procy wystrzeliła w wyznaczonym
kierunku. Gdy szok minął, i postanowili jeszcze raz spróbować się przywitać, po
raz kolejny zostało im to nie dane, jako że przerwała im Karol i Jackie.
- My musimy
bardzo, ale to BARDZO, do garderoby… zaraz przyjdziemy tylko się przebierzemy –
tu wskazała na Jackie – i ten teges… no – skończyło kulawo, a manager cichym
głosem wyjaśnił im jak mają dojść i za sekundę już ich nie było.
Została sama,
opuszczona Ann, która orientując się, że została sama, popatrzyła na nich
zagubionym wzrokiem, po czym stwierdziła na głos.
- No i co ja
mam zrobić? Przecież ja ich nawet nie znam… - chwilę później coś jej chyba
zaświtało w głowie, bo chwyciła leżący obok na stoliku plik kartek i zaczęła je
szybko przeglądać, aż znalazła coś, co jej przypasowało.
- Dobra, to
jakbyście tego, mogli się ustawić… - mruknęła, przechodząc wzdłuż nich – A!
Więc ty to Taeyang… ok… ty to TOP, znam cie, Dino pokazywała mi zdjęcia, ty to
G-Dragon, a ty to Seungri… najmłodszy tak? Biedaczek… A ty to… - zatrzymała w
pół zdania, bacznym wzrokiem lustrując Daesunga, aż biedak zarumienił się
trochę i odwrócił wzrok – Muszę cię zmierzyć – stwierdziła poważnym głosem, a
wszyscy zdębieli, gdy z kieszeni wyciągnęła miarkę, i jednym zwinnym ruchem
zmierzyła jego wysokość, po czym jeszcze raz spojrzała w kartki i zmarszczyła
nos.
- Internet
pomylił się o 2 centymetry, zdajesz sobie sprawę że według fanów jesteś niższy?
– spojrzała na niego poważnie, a z korytarza nagle dobiegł głos Karola.
- Ann, chodź
tutaj i mi pomóż! I nie zapomnij wziąć ze sobą przewodnika! – dziewczyna
skinęła im więc tylko z uśmiechem na pożegnanie, chwyciła plik kartek i
pobiegła za głosem, zostawiając ich samych, ogłupiałych.
Bo prawdę
mówiąc, to z szoku aż im szczęki opadły.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Wróciłam! –
krzyknęła Dino, wchodząc do garderoby, gdzie zebrały się już wszystkie
dziewczyny – I jak poszło przywitanie się z Bangami? – zaczęła dopytywać, a
cała reszta zatrzymała się w pół ruchu w tym, co właśnie robiła, nie za bardzo
wiedząc, co odpowiedzieć.
- Tak jakby…
nie wyszło – podsumowała w końcu Karol, a Dino ściągnęła w niezrozumieniu brwi.
- Chyba tylko
Ann ich poznała, bo ja musiałam się przebrać, a Karol… zgłodniała – pospieszyła
z wyjaśnieniem Jackie, zapinając spodnie w które przed chwilą się przebrała.
- Zmierzyłam
Daesunga – pochwaliła się Ann, sadowiąc się na małej kanapce i sadzając obok
siebie Dygotka. Po długiej chwili konsternacji, Dino jedynie wzruszyła
ramionami. Co się stało się nie odsTAOnie, jak to one zwykły mówić, i podeszła
do Karol, która rozkładała coś na talerzyki.
- Co robisz? –
spytała, zaglądając jej przez ramię.
- Obiad z
kimchi które dzisiaj kupiłyśmy, specjalnie kupiłam łagodne – pochwaliła się,
kładąc na koniec na każdej plastikowej miseczce jednorazowe pałeczki i podając
każdej z dziewczyn jedzenie.
- No, to
smacznego! Na dobre dupy!
Wygłodniałe i
wymęczone po długiej podróży i przeżyciach już na miejscu, w Korei, milcząco
zajęły się jedzeniem.
5 minut
później, rozpętało się istne piekło. Karol i Jackie niczym dwie oszalałe z bólu
lwice walczyły o pierwszeństwo wejścia do łazienki i schaftowania tego, co
zjadły do klozetu, i niewiele już brakowało, żeby w ruch nie poszło rwanie
włosów i drapanie. Dino leżała skulona na podłodze, szukając w niej zbawiennej
ochłody, strumienie łez leciały z jej oczu, a jedyne co wychodziło z jej ust to
„Pić…” i „Matko, to działa jak grzybki halucynogenki…”. Ann za to wciąż
siedziała na kanapie, z pełną miską kimchi w jednej dłoni i z pałeczkami w
drugiej, z marsową miną próbując się nakarmić. Gdy udało jej się nałożyć jedną
kluseczkę na pałeczki, zadowolona przybliżyła ją do ust… a ta spadła z powrotem
do miski.
- Chyba czeka
mnie tu śmierć głodowa… - stwierdziła ponuro, patrząc na Dino i wysłuchując
przez chwilę jej krzyków typu „Boziu ty mój, TOP, nie zdejmuj w metrze spodni…
ja wiem że to podniecające ale ja chcę dojechać na twój koncert…” i „TOP ty
zwierzaku, gdzie wkładasz te swoje wielkie, męskie łapy”. Z wyrzutem spojrzała
na miskę z jedzeniem i westchnęła głośno, po raz kolejny chwytając w dłoń
pałeczki.
- A Asia
mówiła, żeby pojechać do Amsterdamu, i tam w jakiejś cukierni po prostu nażreć
się haszyszu… a nie, świrować od przeżarcia żołądka…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- To było…
przerażająco dziwne – stwierdził po kilku minutach Taeyang, gdy wszyscy
ochłonęli po tej dziwnej scenie. Daesung, wciąż mocno oszołomiony i
zarumieniony, mruczał coś do siebie pod nosem.
- Cóż… mówi
się że Europa jest dość ekscentrycznym miejscem – podsumował TOP, drapiąc się z
zakłopotaniem po głowie. A tak chciał pogadać z tą małą o tym, jak się
przygotowywała, żeby go zagrać… jego zmysł aktorski błagał o wyjaśnienia.
- Europa to
jedno wielkie wariactwo, możemy potwierdzić to z Youngbae – stwierdził G-Dragon,
a Taeyang pokiwał głową. W końcu niedawno byli na pokazie mody w Paryżu i
spędzili tam jakiś czas.
- A ja chcę
je poznać – stwierdził uparcie Seungri, marszcząc czoło z niezadowolenia że
każda z jego prób zaprzyjaźnienia się z Europejkami nie udała się.
- Nie
powinniście się im dziwić, ostatnie kilkadziesiąt godzin spędziły w samolocie i
są trochę rozkojarzone, a przede wszystkim zmęczone – pospieszył im w sukurs
Namguk, ale bez wyraźnego i jakiegoś wielkiego przekonania.
- Ja jestem za
tym, żeby teraz iść na spokojnie do ich garderoby, przywitać się na spokojnie i
dać im odpocząć, bo od jutra zaczynają się próby, więc będziemy mieć dosyć
czasu żeby się głębiej poznać – wszyscy uznali plan Taeyanga za najbardziej
racjonalny i odpowiedni w takiej sytuacji, tak więc też zrobili.
Gdy zapukali
do drzwi garderoby, odpowiedziała im głucha cisza. Lekko zaniepokojeni,
otworzyli drzwi i wkroczyli w sam środek apokalipsy. Trafili idealnie na
moment, gdy Dino udało się wstać, ale toksyczne opary ostrego kimchi po raz
kolejny zwaliły ją z nóg i przewaliła się jak kłoda przez oparcie małej
kanapki, znikając z drugiej strony i wydając z siebie jedynie cichy jęk, by po
chwili podejrzanie zamilknąć. Jakie i Karol poszły na kompromis, i przy idealnie
na oścież otwartych drzwiach okupowały klozet, jak jeden mąż wyśpiewując mu
swoje treści żołądkowe prosto w otwór. Ann natomiast, stwierdziła że to wali i
że ona w końcu zje to kimchi i zobaczy jak to jest, mieć halucynacje. Gniewnym
ruchem rzuciła pałeczkami w stronę drzwi (Daesung cudem uniknął wyłupienia oczu
przez mężne przyjęcie rzutu pałeczką na policzek), i jednym haustem wypiła pół
miseczki. Już po sekundzie jej oczy zaszły mgłą i pociekł z nich wodospad łez,
ale mężnie przełknęła wszystko do końca, wpatrując się bolącym wzrokiem w pustą
przestrzeń. Po około 30 sekundach uśmiechnęła się głupio poprzez łzy, wciąż
patrząc w nicość przed sobą, i stwierdziła głośno, śmiejąc się niemalże do
rozpuku.
- Daesung, jesteśmy
w miejscu publicznym, weź no i zakryj tę swoją pałeczkę…

O jaaaa... Koncowka mnie zabila... Hahaha... I te dupy! Dupy wszedzie! Umieram... xD
OdpowiedzUsuńE.