środa, 5 marca 2014

Bang In Bulgaria: Rozdział II

Po nudnym międzylądowaniu w Nowym Jorku („Po co mi Amerykańce, jak mogę mieć Koreańców!” – Jackie), i kolejnych 8 godzinach w samolocie, dziewczęta wreszcie dotarły na miejsce. Zblazowane po długiej podróży, milcząco wyszły z samolotu, a matki z ulgą mogły wreszcie wyjąć swoim dzieciom zatyczki z uszu. Z bijącymi sercami wyszły na płytę lotniska w Incheon, oczarowane samym tym jednym miejscem.
- Ej, zajebiście, jesteśmy w Korei – zauważyła inteligentnie Dino, rozglądając się wokoło roziskrzonymi oczami.
- Nasza nowa ojczyzna – dodała Karol, patrząc bykiem na jakąś ładną Koreankę przechodzącą obok.
- Tiaa… ale nie wiem jak wy, ja to tam najpierw poszłabym spać – stwierdziła Ann, chwytając rączkę swojego bagażu i ruszając w nikomu nieznany kierunek. Reszta dziewczyn również ruszyła za nią, głęboko wierząc że ta dokładnie wie, gdzie idzie.
Po 15 minutach musiały przyznać, że się zgubiły. Wielki labirynt lotniskowych sklepów i restauracji przed nimi był niczym labirynt fauna – zdradziecki i nieznany.
Po kupieniu lodów i niezidentyfikowanego, tutejszego kimchi, które pani w restauracji zachwalała o dziwo łamanym rosyjskim, kiedy powiedziały skąd są, udało im się znaleźć mapę lotniska.
Okazało się, że wyjście było na drugim końcu wielkiego gmachu. Przeklinając i wyzywając na cały świat we wszystkich językach świata jakie znały, w przerwach zlizując z rąk i bagaży szybko topiące się lody, udało im się przejść przez pół lotniska. Zatrzymały się, próbując złapać oddech i wciąż mamrocząc coś do siebie nawzajem, że kto to wymyślił, żeby tak mało punktów informacyjnych stawiać. Nagle, Ann zdała sobie z czegoś sprawę, i nie był to fakt, że ludzie odsuwali się od nich i obchodzili je łukiem – mianowicie, w mailu pisało, że…
- Tu miał ktoś na nas czekać – stwierdziła z grobową miną, patrząc na przyjaciółki ze złym błyskiem w oku – Czemu musiałyście iść po to cholerne kimchi?!
- No… bo to specjał koreańskiej kuchni? – po namyśle stwierdziła Jackie, uśmiechając się niepewnie.
- WIECIE ŻE TO PRZEŻERA MÓGI I ŻOŁĄDKI A I TAK TO KUPIŁYŚCIE – zagrzmiała wampirka, wymachując ze złości rękoma w powietrzu. Parę osób przechodzących obok uchyliło się przerażone, przyspieszając kroku.
- Ale Ann… ty też kupiłaś – zauważyła nieśmiało Dino, chowając się dla bezpieczeństwa za walizkami.
Po paru minutach ustaliły jednak, że nie będą stać jak te kołki w jednym miejscu i się ruszą do wyjścia, to może po drodze ich mały problem się rozwiąże. Sapiąc, sunęły przez tłumy ludzi ze swoimi ogromniastymi bagażami.
 - Powiedzcie, która to wpadła na pomysł, żeby zapełnić wszystkie 60 kg limitu bagażowego, co? – sapnęła Dino, gotowa zabić tą, która się przyzna.
- Ty – odpowiedziała reszta chórkiem, a pochmurna Dino więcej się nie odezwała.
O dziwo, gdy dotarły wreszcie do wyjścia (jakieś półtorej godziny po lądowaniu samolotu) powitał ich dosyć niecodzienny widok jak na polskie standardy. W wejściu stał mężczyzna w średnim wieku, z wielką tabliczką w jednym ręku mówiącym „Polska”, w drugiej z telefonem przy uchu, do którego krzyczał coś gorączkowo, co chwila zerkając na czas na telefonie. Wokół niego z niewiadomych przyczyn stało kilku wielkich, wysokich na 2 metry ochroniarzy, a nieco dalej stworzyło się małe kółko adoracji tej dziwnej zbieraniny. Dziewczyny miały dziwne wrażenie, że wszyscy tutaj zgromadzeni wiedzieli więcej niż one same.
Bez słowa, niepewne i nieco speszone podeszły do mężczyzny, bo po krótkim zlustrowaniu przestrzeni wokół siebie z pewnością mogły stwierdzić, że jako jedyne tutaj wyglądały na Europejki. Widząc je, mężczyzna przestał na chwilę mówić, po czym krzyknął coś krótko do aparatu i rozłączył się. Niemal w podskokach przebył dzielący ich jeszcze dystans z wypiekami na twarzy.
- Witajcie w Korei Południowej. Tak na marginesie, JESTEŚCIE SPÓŹNIONE. Gdzie się podziewałyście, samolot wylądował półtorej godziny temu? – wystrzelił z siebie jak z karabinu maszynowego mężczyzna, pospieszając je stronę ogromnego, wypasionego vana zaparkowanego tuż przy wyjściu z lotniska. Ochroniarze jak duchy podążyli bez słowa za nimi, ich łyse głowy świeciły niczym kule dyskotekowe w świetle jasnego, porannego słońca.
- Kimchi… - zdołała wykrztusić z siebie jedynie Karol, a cała reszta pokiwała na to twierdząco łebkami. Mężczyzna spojrzał na nie jak na wariatki, za chwilę potrząsnął jednak głową, postanawiając nie zagłębiać się w dziwne fanaberie Europejczyków.
- Przecież w mailu napisane było, że od razu jak przyjedziecie macie wziąć udział w programie telewizyjnym, razem z całym BIG BANG – dziewczyny jak wmurowane zatrzymały się przed wejściem do vana – N-nie wiedziałyście? – zamrugał z niedowierzaniem, a te jak jeden mąż spojrzały na Ann, która ze stoickim spokojem czekała, aż ci ludzie pozwolą jej usiąść w vanie, bo słońce to nie było coś, za czym bardzo przepadała.
- No coś tam było, ale myślałam, że sobie jakieś jaja robią, a potem o tym zapomniałam – stwierdziła ze wzruszniem ramionami, na co wszyscy jęknęli – No co, trzeba było samemu to przeczytać – mruknęła do dziewczyn, zakładając ręce na piersi.
- Dobrze, bywało gorzej. Głęboki wdech, poradzimy sobie. Chłopaki już nie takie jazdy mi robili – dodaj do siebie ciszej, a słuch dziewczyn na raz się wyostrzył. Kim w ogóle ten facet był? Zaczęły się robić podejrzliwe i nawet myślały o tym, żeby zbojkotować wejście do samochodu, ale mężczyzna jedynie skinął głową i powiedział do Wielkich Łysoli.
- Panowie, nie ma czasu. Proszę pakować.
Chwilę nic się nie działo, po czym Dino poczuła, jak coś bardzo silnego chwyciło ją pod pachy i po chamsku wsadziło do vana. Siedziała tam oszołomiona, czekając aż reszta, równie zszokowana lub oburzona, zostanie wsadzona do środka. Jako ostatni wsiadł na miejsce kierowcy mężczyzna który ich tu wsadził, a może nawet uprowadził, zapalił silnik po czym odwrócił się do nich.
- A tak w ogóle, to nazywam się Kim Namguk, jestem managerem BIG BANG.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Wciąż ich nie ma! – jęknął sfrustrowany Seungri, opadając z głębokim westchnieniem na kanapę, na co stylistka syknęła cicho, oburzona że może pognieść swoje ubranie, które układała na nim przez ostatnie pół godziny. Po pamiętnym dniu, prawie dwa tygodnie temu, po głębokich kontemplacjach i rozmyślaniach nasz maknae w końcu doszedł do wniosku, że laureatki konkursu nie powinny być aż takie brzydkie, skoro wygrały. Przynajmniej nie brzydsze niż PSY Hyung, przekonywał samego siebie. I tak oto nauczył się, jak oczekiwać tego dnia. Jeśli natomiast chodzi o resztę zespołu, potraktowali ten event jako kolejną swoją powinność i starali się o tym nie myśleć za bardzo, jako że jedyny człowiek który mógł im coś powiedzieć, czyli Daesung, zbywał wszystkich krótkim „Urocze są” lub „Wyglądają na miłe”. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że to sprawka Papy Yanga i że zapewne zabronił Daesungowi pod groźbą śmierci, żeby nic im nie mówił.
Bo jakkolwiek oni nic nie wiedzieli, wszyscy wokół zdawali się doskonale wiedzieć co to za parodia i kto ją stworzył, jako że zawsze gorąco o tym dyskutowali i wymownie zaczynali milczeć, gdy któryś z chłopaków przewijał się obok. Kolokwialnie rzecz ujmując, doprowadzało ich to do szału. Ale jako prawdziwi profesjonaliści nic nie mówili, a jedynie siedzieli naburmuszeni jak dzieci, którym zabrano ulubione słodkości.
- Została im godzina, na pewno niedługo się pojawią – stwierdził Taeyang, poklepując młodszego po ramieniu i starając się go nieco pocieszyć. W ich świecie godzina czasu do przygotowania się była jak 5 minut dla zwykłego człowieka, a i tak zwykle gdy przyjeżdżali byli przynajmniej w części przygotowani na występ. One nie były przygotowane w żaden możliwy sposób i to że wciąż ich nie było bardzo zmartwiło dobrotliwego Taeyanga.
- G-Dragon Hyung, może zadzwoń do managera gdzie są? – jęknął Seungri, zwracając się do starszego. Ten jedynie wzruszył na to ramionami, nie przerywając gry w coś na swoim telefonie.
- Będą to będą Seungri, przecież ich nie pośpieszę – odparł tylko.
- TOP Hyung… - zajęczał tym razem w stronę najstarszego, ten jednak był zbyt zajęty studiowaniem swoich min w lustrze i nie usłyszał go, najmłodszemu pozostało więc tylko głęboko westchnąć i pogodzić się z całą sytuacją.
- Wiesz Seungri, kobiety lubią mieć wielkie wejścia – zaśmiał się swoim zwyczajem Daesung, poprawiając swoją platynową grzywkę w lustrze.
*~*~*~*~*~*~*~*~*
Namguk zaparkował z piskiem opon pod tylnym wejściem do okazałego budynku, po czym sprawnym ruchem otworzył im tylne drzwi, wskazując ruchem ręki żeby wysiadły.
W czasie podróży udało im się mniej więcej ogarnąć całą sytuację, a nawet mniej więcej uspokoić swoje nerwy że ledwo przyjechały, zdążyły tylko kupić kimchi, a już miały spotkać Bangów na swojej drodze.
Kiedy udało się im wszystkim wysiąść z samochodu, a obsługa programu zaczęła wtaszczać ich walizki z ciuchami do środka, Dino rozejrzała się wokół, wyraźnie czegoś szukając.
- A gdzie są Panowie Ochroniarze Wysocy? – spytała ciekawsko i jak na zawołanie tuż obok niej wyrósł jeden z wyżej wspomnianych ochroniarzy, łysa czaszka świeciła mocno w słońcu, jedynym zarostem na jego twarzy mały wąsik pod nosem. Wszyscy spojrzeli na niego dziwnym wzrokiem, a Dino uśmiechnęła się do niego zadowolona.
- Lubię go – stwierdziła, spoglądając wysoko w górę na jego twarz.
- Jak się Pan nazywa? – spytała ciekawsko, gdy wchodzili do środka.
- Mówią na mnie Kris.
- Łaaa, jak ten z EXO, tak? – zachwyciły się dziewczyny.
Pomimo że mina mężczyzny nie zmieniła się ani o jotę na to stwierdzenie, dziewczyny stwierdziły że tak, tak jak ten Kris z EXO.
 I tak biedny pan Wong, który po prostu nie wiedział co odpowiedzieć więc wypaplał pierwsze co mu na myśl przyszło, został Krisem, osobistym ochroniarzem dziewczyn.
Po odciągnięciu dziewczyn spod drzwi do garderoby BIG BANG przez Namguka („Tam ich nie ma dziewczynki, mają jeszcze mini występ przed show, więc już się przygotowują”), wprowadził je do ich własnej mini garderoby, w której były już ich walizki.
- Za 20 minut przyjdą stylistki, żeby się wami zająć, przebierzcie się w coś ze swoich ciuchów albo w coś, co wisi tutaj na wieszakach – wskazał na trzy długie szafy, po brzegi wypełnione ubraniami.
Po chwili już go nie było, drzwi trzasnęły za nim głośno i nagle zrobiło się cicho.
- G-gdzie on jest? Poszedł sobie? – Dino wychynęła z otchłani szafy, do której chwilę wcześniej wszystkie weszły oczarowane.
- Noo, to może skoro kazał nam się przebrać i wybiegł z takim pośpiechem, to może powinnyśmy zacząć się przygotowywać… - stwierdziła leniwie Jackie, grzebiąc wciąż w szafie, wyciągając ciuchy na zewnątrz, oceniając je i zrzucając na szybko rosnącą górę ciuchów. Wszystkie przez chwilę milczały, po czym Ann wzruszyła tylko ramionami.
- Ee tam, szybko. Ja tam na przykład po prostu wejdę do tej szafy, albo wskoczę na tę górę ciuchów – poprawiła się, patrząc na poczynania Jackie – i po pięciu sekundach wyskoczę prosto jak z salonu Gucciego!
- Ja chyba jednak wybiorę coś ze swojej garderoby – mruknęła Karol wygrzebując się z szafy i zrzucając z głowy ognisto zielony krawat, kierując się do swojej walizki.
- Ja chyba też wybiorę coś ze swoich ciuchów – mruknęła Dino, wyłażąc z szafy.
Ann bez słowa wymieniła się z dziewczyną i weszła do środka, bezceremonialnie zaczynając przerzucać ciuchy z kupki na kupkę.
Dziewczyny powoli zaczęły kolekcjonować sobie stroje na ich pierwsze (i miejmy nadzieję, że nie ostatnie) wejście antenowe.
- Ann, ty wzięłaś ten swój kolczyk w kształcie węża ze sobą, nie? – spytała Karol, kontemplując swój strój.
- Tak, powinien być w mojej kosmetyczce w walizce – odpowiedziała, wciąż grzebiąc w szafie. Karol otworzyła torbę i zamilkła, wmurowana w podłogę.
- Ann… tu jest tylko twoja kosmetyczka i Dygotek.
- Dygotek! – Dino wypruła jak z procy, łapiąc w locie misia z walizki i tuląc go do siebie mocno.
- No bo stwierdziłam, że skoro jedziemy do Korei na dupy, to załatwię sobie taką dupę, która kupi mi zestaw nowych ciuchów – stwierdziła ze wzruszeniem ramion, tak jakby tłumaczyła jakąś podstawową rzecz pięciolatkom.
Po paru sekundach kontemplacji, dziewczyny stwierdziły, że pomimo małego mankamentu czasowego, plan był genialny.
Kiedy udało im się wreszcie coś konkretnego i względnie ładnego założyć, upewniły się również że ubranie które założyła Jackie to stuprocentowo sukienka a nie bluzka (według producenta), do środka wparowały stylistki, trajkocząc coś do siebie gorączkowo po koreańsku o 20 minutach, które im zostały.
Po kilku próbach dotknięcia włosów Dino, która za każdym razem rzucała się wściekle i przeklinała, w końcu udało im się nałożyć odpowiedni makijaż dziewczynom i wyprawić je na backstage.
Na backstage’u panowała wielka wrzawa, tłum ludzi przewijał się w tą i z powrotem, sprawiając że trochę im się zakręciło w głowach.
Z widowni słychać było podekscytowane rozmowy i okrzyki fanek BIG BANG, które sprawiły że dziewczyny z jednej strony poczuły się nieswojo, a z drugiej były dumne że jako fanki dotarły aż tak daleko. Nagle podbiegł do nich Namguk, cały zadyszany, jakby biegał bez przerwy przez ostatnią godzinę.
- Wszystko w porządku? – spytał, łapiąc nerwowo oddech, a one jedynie pokiwały twierdząco głowami – To dobrze. To robimy tak, teraz chłopaki wchodzą na antenę, za równo 45 minut wchodzicie wy, transmisja z wami zajmie około 15 minut. Jeśli chcecie popatrzeć, to zaprowadzę was w miejsce, z którego najlepiej widać – dodał z uśmiechem, gdy zobaczył ich głodne widoków spojrzenia.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Przyjechały?! Przyjechały?! – gdy tylko na backstage’u pojawił się ich manager, Seungri podskoczył do niego niczym gumowa piłeczka, gorączkowo dopytując się o tak przez niego oczekiwane kobitki.
- Są już, Seungri – manager westchnął głęboko, łapiąc oddech – Przygotowują się w swojej garderobie, zaraz pójdą do nich stylistki – zdążył wymamrotać, nim nie zawołał go Hyun Suk, szef całego YG Entertainment. – Bądź grzeczny Seungri i ustaw się tam, gdzie każą ci stanąć ludzie z obsługi – powiedział tylko na odchodnym, podbiegając do Papy Yanga.
Seungri zmrużył oczy i poczuł, jak włącza mu się tryb „evil maknae”.
- Daesung Hyung, mamy jeszcze pół godziny, chodź się ze mną przejść, bo nudno tu coś.
Gdy 5 minut później Namguk wrócił do BIG BANG, odkrył, że dwóch członków brakuje. Spanikowany zapytał TOPa gdzie podziali się Seungri i Daesung. TOP podniósł tylko głowę znad nowego wydania magazynu o Be@r Bricks’ach, a G-Dragon i Taeyang nawet nie zareagowali, zbyt zajęci tweetowaniem do siebie nawzajem.
Biedny manager westchnął więc jedynie i spojrzał na zegarek, po czym wyruszył na poszukiwania dwóch najmłodszych członków zespołu.
- Jako że jedyny wiesz, jak wyglądają nasze laureatki konkursu, wziąłem cię ze sobą, żebyś mógł mi je wskazać i pomógł mi je przywitać w Korei – tłumaczył cierpliwie maknae swojemu Hyungowi, kiedy szli na oślep jednym z korytarzy, przepychając się koło cały czas spieszącego gdzieś staff’u. Daesung spojrzał na niego wątpliwie.
- Papa Yang mi to zlecił, naprawdę! – przekonywał.
- Takie teksty to możesz puszczać w „Running Man” ale nie mnie, Seungri – stwierdził starszy, ale wciąż podążał za młodszym mężczyzną.
W momencie, gdy skręcili w kolejny korytarz, drzwi jednej z garderób otworzyły się szeroko i wysypał się z nich tłum stylistek, pospieszających cztery, całkiem nie azjatyckiej urody dziewczyny.
Nim Seungriemu udało się w jakikolwiek sposób zareagować, ktoś chwycił jego i Daesunga za kołnierze i zaciągnął z powrotem za załom korytarza.
- Seungri. Daesung. – ktoś wysapał im w karki, a oni struchleli.
- M-manager Hyung?
- Wracamy na backstage, za 10 minut wchodzicie na antenę – i pomimo gorącego protestu Seungriego (bo Daesung wiedział wszystko co chciał na temat laureatek) 5 minut później znaleźli się pod wejściem na scenę, razem z podekscytowanymi prowadzącymi program.
Mimo iż okręcał głowę we wszystkie możliwe strony, nie udało mu się zobaczyć tego co chciał, a sekundę po tym jak weszli na scenę i odwrócił się na chwilę do tyłu, zobaczył znikającego gdzieś w bok managera, i przeklął szpetnie w myślach.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z wypiekami na twarzy obserwowały jak BIG BANG wchodziło na scenę.
- Tam są nasze dupy… - zanuciła nerwowo Jackie, obciągając swoją kusą sukienkę nieco niżej.
- Więc może im pokibicujmy… - wymruczała Karol, próbując złapać jak najlepszy kąt obserwacji G-Dragona.
- Może najpierw powinnyśmy pokibicować sobie… i modlić się, żeby żadna z tych dziwnych koreańskich groupies nas nie postanowiła wcześniej zabić – stwierdziła dosyć racjonalnie Ann, a Dino zmierzyła podejrzliwym wzrokiem butelkę wody, którą przed chwilą dostała od staff’u, i odstawiła ją na bok.
Milcząco, obserwowały przez kolejne 45 minut jak ich idole śmiali się, rozmawiali i wygłupiali na antenie, a tłumy fanek piszczały na widowni.
Gdy nadszedł ich czas, i przyszedł po nie Namguk, wstały, nagle bardzo zdenerwowane, i ruszyły ku wyjściu na scenę.
- Nie denerwujcie się i nie martwcie, no i pamiętajcie żeby zachowywać się normalnie – poradził im tylko, zanim nie wypchnął ich prosto na scenę na hasło „A OTO I ZWYCIĘŻCZYNIE KONKURSU!”, a dziewczyny przeklęły go w myślach, bo jemu to było łatwo tak mówić.
Wyprostowane, z głowami uniesionymi wysoko do góry, weszły na scenę. Powitała je salwa uprzejmych oklasków, a nawet parę głośniejszych okrzyków od męskiej części widowni. Dziewczyny grzecznie przywitały się z prowadzącymi, po czym wreszcie pozwoliły sobie spojrzeć w stronę BIG BANG.
Ich miny wyrażały czystą uprzejmość, wszyscy byli wesoło uśmiechnięci i lekko uścisnęli im dłonie, kiedy się przedstawiały, ale ich prawdziwych myśli nie dały rady odczytać.
- No więc, skoro już tu wszyscy jesteście, to poprosiłbym was, żebyście stanęły dziewczyny obok tego z członków zespołu, którego zagrałyście w waszej parodii – krzyknął do mikrofonu MC, a one skinęły głowami, wciąż z uśmiechem przylepionym do ust, choć w środku całe ich ciało trzęsło się z nerwów i tremy.
Ustawiły się równo obok swoich idoli, Dino koło TOPa, Ann koło Daesunga, Karol koło G-Dragona a Jackie koło Taeyanga i Seungriego, jako że parodiowała ich obydwóch.
Prowadzący spojrzał na parę Dino – TOP, po czym zaśmiał się głośno.
- To bardzo zabawne, jak wasza dwójka się różni – krzyknął, a Dino jedynie zaśmiała się nerwowo, mając ochotę jednocześnie rzucić czymś w MC – Najwyższy i najstarszy z BIG BANG, kontra najmniejsza i najmłodsza z grupy PUDINNTASTIC – kontynuował – Jak to się stało? – zwrócił się do Karol, jako że to ona była w tym towarzystwie najstarsza.
- Cóż, po prostu… jako jedyna umiała nadążyć za tempem rapu TOP Oppy (Kuźwa wszystko z nim źle brzmi w polskiej odmianie XDDD), no i jako jedyna zgodziła się podjąć tego zadania – stwierdziła kulawo, bo głupio było powiedzieć po prostu, że TOP to dupa Dino i nie śmiała mu go jej wyrywać z łapek.
- A jak to jest z innymi członkiniami? – dopytywał się dalej, przy akompaniamencie ciekawych spojrzeń BIG BANG, a dziewczyny czuły, jak pogrążają się coraz bardziej.
BO JAK DO CHOLERY POWIEDZIEĆ, ŻE CHODZIŁO TYLKO O DUPY?
- Jako że Karol jest najstarsza, i się nami opiekuje – pospieszyła z wyjaśnieniem Jackie, a reszta pokiwała gorliwie głowami – to przyjęła na siebie rolę G-Dragona Oppy, Ann była Daesungiem, bo obydwoje są zawsze tacy weseli i poprawiają innym humor, a ja… - tu się zacięła, ale uratowała ją Ann.
- Jako jedyna potrafiła wyciągnąć takie nuty – i choć była to tylko po części prawda, cała reszta zgodziła się z nią w stu procentach.
Chłopaki spojrzeli tylko na nie milcząco i pokiwali głowami, razem z prowadzącym, który zaczął coś głośno mówić do mikrofonu, ale dziewczyny już tego nie zarejestrowały, szczęśliwe że udało się zapobiec katastrofie w przyzwoity sposób.
- No to skoro wiemy już co nieco o was… - akurat, pomyślały wszystkie bez wyjątku – to czas, by jeszcze raz pokazać nasz zwycięski klip! Proszę, usiądźcie, i nie, nie koło siebie, usiądźcie tak, jak każda z dziewczyn parodiuje chłopców – sala zaśmiała się na ich głupie miny, gdy zbici z tropu musieli przez chwilę szukać sposobu, jak usiąść na małych, dwuosobowych kanapkach. Szczególny problem miała Jackie, która jedynie przycupnęła niemalże na samym skraju siedziska między Taeyangiem i Seungrim, głównie przez to że nie było tam zbyt dużo miejsca już dla niej, a z drugiej, jeśli by usiadła głębiej, to wstałaby już bez swojej sukienki na tyłku. Uśmiechnęła się zakłopotana, a Seungri posłał jej kolejny ze swoich uprzejmych uśmiechów i przesunął się trochę w bok, tak by mogła usiąść głębiej, pośród krzyków i gwizdów MC i widowni na jego ruch.
Cała reszta również usiadła, Ann, Karol i Dino wciąż wyprostowane, z trochę przerażonymi uśmiechami na twarzach, podczas kiedy Bangowie bez wyjątku zapatrzyli się w ekran nad sceną, który właśnie zaczął pokazywać pierwsze sekundy ich teledysku.
Z ich min nic nie można było wyczytać prócz okazjonalnego śmiechu podczas niektórych scen, i każda z nich poczuła, jak poci się nerwowo, szczególnie Jackie bo było jej gorąco i niewygodnie. Po skończonym seansie MC wymienili tylko krótkie spostrzeżenia z Bangami, których odpowiedzi były tak samo miłe i uprzejme jak zwykle, po czym program się skończył, i pozwolono im zejść ze sceny.
Na sam środek wbiegł Namguk, wołając Bangów do siebie, i wskazując dziewczynom, że mogą zejść i że zaraz do nich przyjdzie i zaprowadzi je do ich garderoby.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Cóż, muszę przyznać, że to było niezłe – stwierdził G-Dragon, jak tylko zbili się w kupkę, a dziewczęta zeszły ze sceny.
- Nawet nie niezłe, a niesamowite – wyszczerzył się Daesung, a reszta pokiwała głowami.
- Jak tej małej udało się tak dobrze mnie zagrać… - zastanawiał się na głos TOP, drapiąc się po głowie.
- … i przy tym nie zmężnieć i nie wyglądać jak ty, musiała naprawdę wiedzieć co robi – zaśmiał się Seungri – Ale i tak uważam, że ta Jackie, która śpiewała partię moją i Taeynaga Hyunga wypadła najlepiej – wypiął pierś, jakby to był dla niego jakiś komplement.
- Ciekawe kto im robił efekty specjalne – dalej zastanawiał się TOP.
- Nasi fani są po prostu niesamowici – podniecił się Taeyang, prowadząc razem z ich managerem resztę z powrotem na backstage.
- Czy możemy się wreszcie z nimi przywitać, manager Hyung? – spytał Seungri, podniecony tą myślą.
 Namguk westchnął tylko na uporczywość maknae.
- Możecie – powiedział po paru sekundach, a Seungri przybił piątkę z Taeyangiem.
Jak jeden mąż skierowali się w część backstage’u, w której stały dziewczyny, pewni że idą swym dumnym, męskim krokiem wyglądają z oddali jak predatorzy, gotowi posiąść swoje ofiary w posiadanie.
W chwili gdy do nich podeszli i otworzyli usta, by jeszcze raz, grzecznie się przywitać, najniższa z nich, blondynka z okularami która parodiowała TOPa, podskoczyła do ich managera i chwyciła go za koszulę, potrząsając nerwowo i powtarzając tylko.
- Siku, toaleta, siku, proszę, gdzie mogę SIKU, proszę… - oszołomiony, manager bez słowa pokazał jej kierunek i dziewczyna jak z procy wystrzeliła w wyznaczonym kierunku. Gdy szok minął, i postanowili jeszcze raz spróbować się przywitać, po raz kolejny zostało im to nie dane, jako że przerwała im Karol i Jackie.
- My musimy bardzo, ale to BARDZO, do garderoby… zaraz przyjdziemy tylko się przebierzemy – tu wskazała na Jackie – i ten teges… no – skończyło kulawo, a manager cichym głosem wyjaśnił im jak mają dojść i za sekundę już ich nie było.
Została sama, opuszczona Ann, która orientując się, że została sama, popatrzyła na nich zagubionym wzrokiem, po czym stwierdziła na głos.
- No i co ja mam zrobić? Przecież ja ich nawet nie znam… - chwilę później coś jej chyba zaświtało w głowie, bo chwyciła leżący obok na stoliku plik kartek i zaczęła je szybko przeglądać, aż znalazła coś, co jej przypasowało.
- Dobra, to jakbyście tego, mogli się ustawić… - mruknęła, przechodząc wzdłuż nich – A! Więc ty to Taeyang… ok… ty to TOP, znam cie, Dino pokazywała mi zdjęcia, ty to G-Dragon, a ty to Seungri… najmłodszy tak? Biedaczek… A ty to… - zatrzymała w pół zdania, bacznym wzrokiem lustrując Daesunga, aż biedak zarumienił się trochę i odwrócił wzrok – Muszę cię zmierzyć – stwierdziła poważnym głosem, a wszyscy zdębieli, gdy z kieszeni wyciągnęła miarkę, i jednym zwinnym ruchem zmierzyła jego wysokość, po czym jeszcze raz spojrzała w kartki i zmarszczyła nos.
- Internet pomylił się o 2 centymetry, zdajesz sobie sprawę że według fanów jesteś niższy? – spojrzała na niego poważnie, a z korytarza nagle dobiegł głos Karola.
- Ann, chodź tutaj i mi pomóż! I nie zapomnij wziąć ze sobą przewodnika! – dziewczyna skinęła im więc tylko z uśmiechem na pożegnanie, chwyciła plik kartek i pobiegła za głosem, zostawiając ich samych, ogłupiałych.
Bo prawdę mówiąc, to z szoku aż im szczęki opadły.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- Wróciłam! – krzyknęła Dino, wchodząc do garderoby, gdzie zebrały się już wszystkie dziewczyny – I jak poszło przywitanie się z Bangami? – zaczęła dopytywać, a cała reszta zatrzymała się w pół ruchu w tym, co właśnie robiła, nie za bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.
- Tak jakby… nie wyszło – podsumowała w końcu Karol, a Dino ściągnęła w niezrozumieniu brwi.
- Chyba tylko Ann ich poznała, bo ja musiałam się przebrać, a Karol… zgłodniała – pospieszyła z wyjaśnieniem Jackie, zapinając spodnie w które przed chwilą się przebrała.
- Zmierzyłam Daesunga – pochwaliła się Ann, sadowiąc się na małej kanapce i sadzając obok siebie Dygotka. Po długiej chwili konsternacji, Dino jedynie wzruszyła ramionami. Co się stało się nie odsTAOnie, jak to one zwykły mówić, i podeszła do Karol, która rozkładała coś na talerzyki.
- Co robisz? – spytała, zaglądając jej przez ramię.
- Obiad z kimchi które dzisiaj kupiłyśmy, specjalnie kupiłam łagodne – pochwaliła się, kładąc na koniec na każdej plastikowej miseczce jednorazowe pałeczki i podając każdej z dziewczyn jedzenie.
- No, to smacznego! Na dobre dupy!
Wygłodniałe i wymęczone po długiej podróży i przeżyciach już na miejscu, w Korei, milcząco zajęły się jedzeniem.
5 minut później, rozpętało się istne piekło. Karol i Jackie niczym dwie oszalałe z bólu lwice walczyły o pierwszeństwo wejścia do łazienki i schaftowania tego, co zjadły do klozetu, i niewiele już brakowało, żeby w ruch nie poszło rwanie włosów i drapanie. Dino leżała skulona na podłodze, szukając w niej zbawiennej ochłody, strumienie łez leciały z jej oczu, a jedyne co wychodziło z jej ust to „Pić…” i „Matko, to działa jak grzybki halucynogenki…”. Ann za to wciąż siedziała na kanapie, z pełną miską kimchi w jednej dłoni i z pałeczkami w drugiej, z marsową miną próbując się nakarmić. Gdy udało jej się nałożyć jedną kluseczkę na pałeczki, zadowolona przybliżyła ją do ust… a ta spadła z powrotem do miski.
- Chyba czeka mnie tu śmierć głodowa… - stwierdziła ponuro, patrząc na Dino i wysłuchując przez chwilę jej krzyków typu „Boziu ty mój, TOP, nie zdejmuj w metrze spodni… ja wiem że to podniecające ale ja chcę dojechać na twój koncert…” i „TOP ty zwierzaku, gdzie wkładasz te swoje wielkie, męskie łapy”. Z wyrzutem spojrzała na miskę z jedzeniem i westchnęła głośno, po raz kolejny chwytając w dłoń pałeczki.
- A Asia mówiła, żeby pojechać do Amsterdamu, i tam w jakiejś cukierni po prostu nażreć się haszyszu… a nie, świrować od przeżarcia żołądka…
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
- To było… przerażająco dziwne – stwierdził po kilku minutach Taeyang, gdy wszyscy ochłonęli po tej dziwnej scenie. Daesung, wciąż mocno oszołomiony i zarumieniony, mruczał coś do siebie pod nosem.
- Cóż… mówi się że Europa jest dość ekscentrycznym miejscem – podsumował TOP, drapiąc się z zakłopotaniem po głowie. A tak chciał pogadać z tą małą o tym, jak się przygotowywała, żeby go zagrać… jego zmysł aktorski błagał o wyjaśnienia.
- Europa to jedno wielkie wariactwo, możemy potwierdzić to z Youngbae – stwierdził G-Dragon, a Taeyang pokiwał głową. W końcu niedawno byli na pokazie mody w Paryżu i spędzili tam jakiś czas.
- A ja chcę je poznać – stwierdził uparcie Seungri, marszcząc czoło z niezadowolenia że każda z jego prób zaprzyjaźnienia się z Europejkami nie udała się.
- Nie powinniście się im dziwić, ostatnie kilkadziesiąt godzin spędziły w samolocie i są trochę rozkojarzone, a przede wszystkim zmęczone – pospieszył im w sukurs Namguk, ale bez wyraźnego i jakiegoś wielkiego przekonania.
- Ja jestem za tym, żeby teraz iść na spokojnie do ich garderoby, przywitać się na spokojnie i dać im odpocząć, bo od jutra zaczynają się próby, więc będziemy mieć dosyć czasu żeby się głębiej poznać – wszyscy uznali plan Taeyanga za najbardziej racjonalny i odpowiedni w takiej sytuacji, tak więc też zrobili.
Gdy zapukali do drzwi garderoby, odpowiedziała im głucha cisza. Lekko zaniepokojeni, otworzyli drzwi i wkroczyli w sam środek apokalipsy. Trafili idealnie na moment, gdy Dino udało się wstać, ale toksyczne opary ostrego kimchi po raz kolejny zwaliły ją z nóg i przewaliła się jak kłoda przez oparcie małej kanapki, znikając z drugiej strony i wydając z siebie jedynie cichy jęk, by po chwili podejrzanie zamilknąć. Jakie i Karol poszły na kompromis, i przy idealnie na oścież otwartych drzwiach okupowały klozet, jak jeden mąż wyśpiewując mu swoje treści żołądkowe prosto w otwór. Ann natomiast, stwierdziła że to wali i że ona w końcu zje to kimchi i zobaczy jak to jest, mieć halucynacje. Gniewnym ruchem rzuciła pałeczkami w stronę drzwi (Daesung cudem uniknął wyłupienia oczu przez mężne przyjęcie rzutu pałeczką na policzek), i jednym haustem wypiła pół miseczki. Już po sekundzie jej oczy zaszły mgłą i pociekł z nich wodospad łez, ale mężnie przełknęła wszystko do końca, wpatrując się bolącym wzrokiem w pustą przestrzeń. Po około 30 sekundach uśmiechnęła się głupio poprzez łzy, wciąż patrząc w nicość przed sobą, i stwierdziła głośno, śmiejąc się niemalże do rozpuku.

- Daesung, jesteśmy w miejscu publicznym, weź no i zakryj tę swoją pałeczkę…  

1 komentarz:

  1. O jaaaa... Koncowka mnie zabila... Hahaha... I te dupy! Dupy wszedzie! Umieram... xD
    E.

    OdpowiedzUsuń